wtorek, 30 czerwca 2015

Od Gavriila

Słońce już dawno zaszło za horyzont, gdy skończyłem pracę. Przysiadłem na ławce i rozmasowałem bolące ramiona. Czy ci ludzie muszą tyle śmiecić? Park właśnie zamknięto i latarnie pogasły. Musiałem jeszcze chwilę przyzwyczajać oczy do ciemności, a gdy widziałem już trochę więcej niż własne buty, ruszyłem do domu. Minąłem opustoszały plac zabaw i do pokonania został mi już tylko malutki zagajnik. Nienawidziłem tędy chodzić, gdyż korony drzew doszczętnie zasłaniały księżyc i gwiazdy. Gdy nie towarzyszyło mi światło latarni często widywałem dziwne rzeczy kątem oka, jakby przemykające zwierzęta.
- A kto je tam wie? Ciekawe ile żyje tu wiewiórek - pomyślałem.
Przyśpieszyłem kroku i w kompletnych ciemnościach ukazało mi się światełko w tunelu. Już miałem opuścić to przyprawiające o dreszcze miejsce, gdy w krzakach po lewej coś zaszeleściło. Podskoczyłem i z trudem zdusiłem chęć dzikiego wrzasku. Ze świstem wypuściłem powietrze. Pełen optymizmu podniosłem jakiś kamień ze ścieżki i cisnąłem nim w drzewo tuż nad tym cholernym krzakiem. Nie celowałem dokładnie w krzak, bo nie chciałem nikogo uszkodzić. Co jeśli był to człowiek? Kucnąłem i rozgarnąłem dłońmi gałązki. Uśmiechnąłem się i pomaszerowałem dalej. Nawet jeśli ktoś tam był, to się ulotnił. Przecisnąłem się przez dziurę w ogrodzeniu, nie chciało mi się szukać klucza od bramy po kieszeniach. Otrzepałem kolana z liści i podniosłem się, aby zakryć moje "tajne" wyjście krzakami. Wyobraźcie sobie teraz jakie było moje zdumienie, gdy moim oczom ukazała się postać wychodząca tuż za mną z dziury w barierce. Było to dla mnie z niewiadomego powodu tak komiczne, że uśmiechnąłem się szeroko.
- Osz ty w... - zaklął nieznajomy gdy potknął się o wystający z ziemi korzeń.
Cóż za ciekawy wieczór... właśnie wyglebił się przede mną jakiś typek, który prawdopodobnie łaził sobie po zamkniętym parku. Do tego wylazł tuż za mną nawet mnie nie zauważając. Tak więc gapiłem się tak na niego gdy ten wstał, otrzepał się i jakby nigdy nic zasłonił przejście.
- Ło cholerka! - aż odskoczył. - Duch!
Przez chwilę starałem się odgadnąć o co może mu chodzić, ale dotarło do mnie, że mianem ducha określa mnie. No cóż; ach te uroki życia albinosa.
- Gościu, co ty odwalasz? Wszystko okej? - zapytałem dusząc się ze śmiechu.

<Ktosiu?>

Od Jana c.d: Mixi

- Jasne.
Uśmiechnąłem się. Dziewczyna też. Wyszliśmy z domu i usiedliśmy w moim samochodzie.
- Mów, gdzie mam skręcać.
- Ok. W prawo. Teraz w lewo i prosto..
I tak przez całą drogę. W sumie, jej mieszkanie nie było aż tak daleko od mojego.
- Do zobaczenia.
- Cześć.
Wróciłem do domu.
~ gdzie psy?
Pomyślałem. Poszedłem na ogród. Siedziały tam. Nagle zadzwonił telefon.
- Halo?
- Jaś? To ja, Mixi.
- Hej Mixi! Z kąd masz mój numer?
- Dałeś mi go na imprezie.
- Em..aha...
- A..masz jutro czas?
Spytała.
- Mam
- To przyjedź po mnie.
- Oki.

Xxx

Rano, pojechałem pod dom Mixi. Była 6:00.
- C-co tak wcześnie?
Spytała, przecierając oczy.
- Nie mówiłaś, o której mam przyjechać.
Zaśmiałem się.
- Bardzo śmieszne.
Uśmiechnęła się.
- To.. Gdzie jedziemy?

Mixi? ^-^

Od Mixi c.d: Jana

- Wiedziałam, że to był o jeden kieliszek za daleko... Na szczęście nie zrobiłam nic niezgodnego z prawem... - z jednej strony byłam załamana, ale z drugiej cieszyłam się, że nie było aż tak źle.
- Nie wiedziałem, że masz aż tak słabą głowę...
- No bywa... Od czasu do czasu można się upić. Tylko teraz wstyd się na mieście pokazać - zaśmiałam się. - Myślę, że powinnam już iść.
Wstałam z kanapy i przeszłam przez drzwi po prawej, które jak się okazało prowadziły do łazienki. Wróciłam, więc do salonu, chłopak wciąż siedział na kanapie i śmiał się. Pokazałam mu język.
- Dzięki za wszystko! - powiedziałam jeszcze, przeszłam przez drzwi po lewej, a potem wyszłam z mieszkania. Zeszłam po schodach na parter, a potem wyszłam na zewnątrz. Byłam w jakiejś nieznanej mi dzielnicy miasta. Wróciłam z powrotem do mieszkania chłopaka. Ten stał w drzwiach. Najwidoczniej spodziewał się tego.
- Osz ty! Wiedziałeś, że nie będę wiedziała gdzie jesteśmy! Zaplanowałeś to!
- Może tak, może nie - uśmiechnął się.
- To mógłbyś mnie odprowadzić? - mówiąc to wbiłam wzrok w ziemię i zarumieniłam się.

Jasiu? =3

Od Staff'a c.d: Diana

Spojrzałem na dziewczynę uśmiechając się.
- No może - mruknąłem
- To o co chodzi? - spytała
- O to że tak ładne dziewczyny nie powinny jeździć - uśmiechnąłem się
Odpaliłem motor i podprowadziłem go pod dziewczynę.
- Miło miło może jeszcze krótsze spodenki na motor co księżniczko? - zaśmiałem się
Uśmiechnąłem się łobuzersko patrząc na jej lekko wkurzoną minę.


Diana? Sorky brak weny ;-;

Od Ashley c.d: Adrian

Uśmiechnęłam się patrząc mu w oczy.
- Jasne tak tak! - powiedziałam podekscytowana
Wstałam na kanapę a następnie na jej oparcie chłopak już chciał mnie łapać jednak ja nie zamierzałam spadać. Moje włosy poruszył dość silny wiatr a ja rozłożyłam ręce cały czas mając na twarzy uśmiech. Po chwili stania tak zeszłam i popatrzyłam się na Adriana.
- No dawaj dawaj jeszcze zajedziemy do mnie, muszę się ogarnąć - oznajmiłam
- A co? źle nie wyglądasz - zaśmiał się
- Ale mogę lepiej - puściłam mu uwodzicielsko oczko
Wsiedliśmy po chwili do mojego porsche i po paru minutach byliśmy już u mnie. Nieświadomie chłopak wszedł za mną do środka odwracając się znów się przestraszyłam.
- Poczekaj tu ja idę się ubrać - powiedziałam
Ruszyłam w stronę swojego pokoju i nałożyłam czarną obcisłą sukienkę gdzieś tak do połowu ud do tego wysokie szpilki i wyraźny makijaż. Wyszłam z pół godziny i schodząc po schodach zobaczyłam chłopaka i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Może być? - spytałam


Adrian?

Od Schuyler i Gabriela c.d: Mixi



† Perspektywa Schuyler †

Dziewczyna właśnie mnie przytuliła, ale szybko odskoczyła i odparła.
- Przepraszam. - A ja nie wiedząc co powiedzieć stałam jak słup. Czy ona właśnie zrobiła, to co zrobiła. Mnie? Nikt oprócz Gabriela tego nie robił... Nikt... Aż do teraz... Dalej stałam i nie powiedziałam ani słowa.


† Perspektywa Gabriela †

Widziałem jak oczy mojej siostry nie mogą wyjść z podziwu odwagi dziewczyny, mnie również to zdziwiło. Schuyler dalej milczała, więc to ja przerwałem ciszę.
- Nie musisz za nic przepraszać. - tu popatrzyłem na siostrę, a ona pokiwała głową dalej zamroczona. - To normalne, że potrzebowałaś w tej chwili... Przytulenia... Lecz wybrałaś nieprawidłową osobę... - Żeby przestała płakać przytuliłem ją i pogłaskałem po włosach. Płakała i płakała, pozwoliłem jej na hmm... zapłakanie i zasmarkanie mojej koszulki. I tak jej nie lubiłem.

Mix?

Od Adriana c.d: Ashley

Czyli chce iść ze mną na imprezę, przygryzała przy tym wargę. Mmm, seksi.
- No nie wiem. - odparłem, dusząc w sobie śmiech, a ona zrobiła zawiedzioną minę.
- No prosze, prosze, prosze! - robiła oczy ze shreka, niestety na mnie nie działają oczy... Działa ona cała. Popatrzyłem na nią.
- Musisz mi obiecać, że nie zrobisz i nie powiesz dwóch rzeczy. - i podniosłem rękę na wysokość pępka pokazując dwa palce, miałem poważną minę więc bez niepotrzebnych pytań odparła.
- Ok, jakie to rzeczy? - odwróciłem głowę żeby spojrzeć w jej oczy, czekała na to.
- Pierwsza, nie idziesz tam ze mną... - przerwała.
- Czyli idziesz! - podekscytowała się tak, że aż podskoczyła.
- Nie dałaś mi dokończyć. - powiedziałem nieobecnym głosem.
- Ah, tak. Przepraszam. - speszyła się dziewczyna.
- Nie idziesz tam ze mną tylko dlatego, że jestem sławny i w ogóle. - nie odezwała się, więc spojrzałem na nią i wtedy przytaknęła głową.
- I druga, nie rozpowiadaj wszystkim kim jestem, wolę pozostać anonimowy...

Ash?

Od Schuyler c.d: Robina

Zbliżałam się do niego powolnym krokiem, a on patrzył na mnie zdziwiony. Nie odsunął się, gdy już do niego doszłam, wiem, że to nie stosowne opierać głowę o tors nieznajomego chłopaka, ale czy potrafiłam myśleć racjonalnie? Oczywiście, że nie! Upiłam się jak głupia. Stałam opierając się o jego ciało, ale nie długo, bo przysnęłam na stojąco, chyba to zauważył, bo ocknęłam się wysoko w górze... W jego ramionach, gdybym mogła to bym go odepchnęła, ale po co? Jak mnie upuści to tylko się poobijam więc oparłam głowę w jego ramionach.
- Dlaczego to robisz? - wychrypiałam, a on nic nie mówiąc położył mnie w swoim łóżku.

★★★

Obudziłam się rano, otworzyłam jedno oko, ale natychmiast je zamknęłam. Eksplodowała mi głowa, chwile jeszcze tak poleżałam, ale trzeba w końcu wstać. Podniosłam się do pozycji siedzącej i otworzyłam oczy, tym razem nie było aż tak źle, ale zaraz nie byłam u siebie. Spojrzałam w lewą stronę po której kołdra również była wymięta. O nie! Nie mogłam się z nim przespać! Wyskoczyłam z łóżka mimo pulsującego bólu. Miałam na sobie za dużą czarną bluzkę i krótkie spodenki, które mi sięgały do połowy łydki. Nie, nie, nie, nie! Rozejrzałam się w poszukiwaniu swoich rzeczy i wtedy do pomieszczenia wszedł ten chłopak, był bez koszulki... Ale ma ciało... Chwila.
- Czy, my?... - spojrzałam przerażona na chłopaka, nie tak, nie w ten sposób...

Robin?

Od Diany do: Staff'a

Dzisiejszy dzień należał do tych wyjątkowo idealnych. Pogoda była idealna, a za ostatnie zlecenie Diana dostała całkiem sporo kasy, którą mogła wydać na co chce. Spacerowała teraz z Qlamtarem na czerwonej smyczy oraz z Bonnie na ramieniu. Musiał być to dziwny widok dla przechodniów, no bo żadna osoba nie chodzi z Arą na ramieniu. Jednak dziewczyna kompletnie to olewała, bo kto jej tego zabroni? Szła przez kolejne alejki ruchliwego miasta, a przechodnie co chwila spoglądali na nią raz to z niesmakiem, a raz z fascynacją. Dziewczyna kierowała się do mechanika, by odebrać swój motor.Po 5 minutach dotarła do owego człeka. Dłubał coś właśnie przy jej pojeździe.
-Kiedy mój motor będzie gotowy? – zapytała strasząc przy tym mechanika
-Już kończę – odparł chłopak
Po chwili odłożył narzędzia i wstał z ziemi. Otrzepał ręce z brudu, po czym spojrzał na pojazd.
-No już gotowe... Możesz... – chłopak odwrócił się, a jego oczy nagle zrobiły się jak spodki – JESTEŚ DZIEWCZYNĄ?! - wrzasnął na cały głos
-A co nie widać? – powiedziała oschle – A poza tym to dziewczyny na motorze jeździć nie mogą?

Staff? (Wena równa 0 )

Od Ashley CD Adrian

Chłopak patrzył raz na zdjęcie raz na mnie w końcu zgasiłam aparat i w ciszy odeszłam siadając na kanapie. Zakładając nogi na mebel zobaczyłam Adriana i lekko się zatrzęsłam po chwili oboje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Odwróciłam się patrząc na miasto w oddali.
- Tam! - krzyknęłam po chwili
- Co? - spytał
- Tam jest bar za godzinę zaczyna się impreza - oznajmiłam
- I? - spytał
- I... musisz iść ze mną - zaśmiałam się
Popatrzyłam się uroczo na chłopaka przegryzając wargę.
Adrian?

Od Robina do Schulyer

Zdziwiłem się kiedy dziewczyna zaczęła płakać. Nie rozumiałem w ogóle po co to robiła. Wtedy rozejrzałem się po sali. Wszyscy na nią patrzyli i śmiali się po cichu. Potem znów spojrzałem na Schulyer. No to już rozumiem. Sam nie wiem czemu, ale zacząłem głośno do wszystkich mówić.
- Zamknijcie się wszyscy!
Wszyscy ucichli i spojrzeli na mnie jak na wariata.
- Nie widzę powodów żeby się śmiać...
Spojrzałem znów na dziewczynę. Patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Nie wytrzymałem tego, że wszyscy się tak na mnie gapią więc znów nie wiem czemu złapałem dziewczynę za rękę i zaciągnąłem w stronę wyjścia. Kiedy w końcu byliśmy na zewnątrz puściłem rękę dziewczyny i powiedziałem.
- Idź teraz do domu... Tak będzie najlepiej...
Już miałem odejść kiedy dziewczyna złapała mnie za koszule. Zdziwiony odwróciłem do niej głowę. Zwiesiła głowę i wybełkotała.
- Nie pamiętam drogi...
Westchnąłem i powiedziałem.
- Chodź więc za mną...
Myślałem, ze to tylko zły sen. To niemożliwe. Dobra jakoś sobie z nią poradzę, ale coś mi mówi, że moja dzisiejsza wyjątkowa dobroć da mi w pysk. Po jakimś czasie doszliśmy do bloku. Spojrzałem ukradkiem na dziewczynę. Rozglądała się wszędzie. Na jej twarzy malowało się zdziwienie. Teraz długa droga po schodach. Nagle usłyszałem za sobą głos.
- Na którym piętrze mieszkasz?
- Na szóstym...
Dziewczyna westchnęła i szła dalej. W końcu doszliśmy na właściwe piętro. Wyjąłem z kieszeni kluczyki i otworzyłem drzwi. Wpuściłem najpierw dziewczynę. Weszła do środka chwiejnym krokiem. Westchnąłem i z lekką niechęcią też wszedłem. Na wszelki wypadek nie zamykałem drzwi. Nie mam nic cennego a w razie czego szybciej ucieknę kto wie co jej po pijaku przyjdzie do głowy? Dziewczyna stała pośrodku małego pokoju i wpatrywała się we mnie.
- Czemu się tak na mnie patrzysz?
Powoli zaczęła do mnie podchodzić. Wpatrywałem się w nią zdziwiony.
( Schulyer? )

Od Cheryl c.d: Damiena

Ogrom sklepów, a ja nie wiem do którego najpierw pójść. Po chwili w oko wpadł mi jeden sklep z odzieżą. Skierowałam si!e tam szybkim krokiem, a potem zaczęłam oglądać ubrania. Jako, że obok był dział dla mężczyzn Damien zaczął oglądać bluzy z kapturem. Mi szczególnie spodobała się sukienka. Była super sexy, a zarazem elegancka. Była w kolorze czarnym, nie miała rękawków i była zdobiona koronką oczywiście czarną.
Damien natomiast upatrzył sobie szarą bluzę. Podeszliśmy do kasy, a zapłacił... Damien. W sumie to "lubię go" zamienia się chyba w... "zakochałam się"... To dziwne uczucie... Zakochać się. Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek się zakocham...I to jeszcze w kimś takim.
-Dziękuję Damien-powiedziałam. Chłopak kiwnął tylko głową.
-Możemy iść coś zjeść-mruknął. Zatrzymaliśmy się w jakimś fast-foodzie. Wzięłam tylko sałatkę.
-Co chciałeś mi powiedzieć?-zapytałam chłopaka.
-Porozmawiamy gry wrócimy-odparł. Po pół godzinie siedliśmy na motor i odjechaliśmy do domu. Poszłam do swojego pokoju. Zaczęłam czytać jakąś książkę...Czytałam ją dość długo. Nastał wieczór. Postanowiłam przymierzyć moją sukienkę. Stanęłam przed lustrem. W tym momencie do pokoju wszedł Damien.
-Możemy pogadać?-zapytał.
-Jasne

<Damien?>

Od Damiena c.d: Cheryl

Damien o mało co się nie zadławił swoim własnym śniadaniem. Nie mógł przecież powiedzieć jej prawdy dlaczego to robi, ale nie może powiedzieć też kłamstwa. Przełknął więc kęs jajecznicy i spojrzał na dziewczynę podnosząc lekko kąciki ust.
-Wiesz muszę Cię kryć tutaj. Policja wie, że ze mną „współpracujesz” – chłopak zrobił gest jakby robił cudzysłów – I musisz, gdzieś mieszkać prawda?
-Równie dobrze mogłabym wynająć pokój w hotelu, a tam bym miała i śniadanie – dziewczyna uniosła jedną brew
-Znaleźli by Cię – powiedział chłodnym tonem, a jego kąciki ust gwałtownie opadły
Te słowa wystarczyły by zgasić ową dziewczynę, jednak Damien wiedział, że Cheryl nie wierzy w jego słowa. W sumie to byłaby naiwna gdyby uwierzyła, jednak ona takim typem dziewczyny nie była, a Damien dobrze o tym wiedział. Westchnął cicho i wziął talerz, który nie miał już żadnych resztek śniadania i skierował się do kuchni. Dziewczyna podążyła za nim, by oddać naczynie. Chłopak odebrał je i wsadził wszystko to do zmywarki.
-Cheryl... muszę z Tobą porozmawiać... – powiedział chłopak odwracając się i spoglądając jej w oczy
Dziewczyna wyglądała na bardzo zaskoczoną, bo jak te słowa mogły wyjść z jego ust w takim tonie? Już wiedziała, że coś się szykuje, w dodatku nie byle co.
-Może wieczorem? – spytała dziewczyna niemalże błagająco – Chciałabym sobie coś kupić...
-Pewnie... – chłopak był widocznie zbity z tropu. Miał jej coś naprawdę coś ważnego do powiedzenia.
Chłopak skierował się do swojego pokoju by się przebrać, jednak tym razem dziewczyna nie szła za nim, mimo iż jej pokój jest można rzec, że koło niego. Kiedy tylko się przebrał i ogólnie ogarnął, dziewczyna była już gotowa. Po wyjęciu motoru z garażu oraz zamknięciu mieszkania na klucz ruszyli do centrum handlowego, gdzie już przelał pieniądze ochroniarzom by ich nie złapali i było w miarę bezpiecznie. Kiedy już zaparkował motor przed centrum i zgasił silnik oraz wyjął kluczyk do stacyjki ruszyli do wejścia. Rozpoczęło się dla Damiena piekło, gdy tylko zobaczył zachwyconą minę dziewczyny. Już wiedział, że się nachodzi.
Cheryl?

300 !

Chciałybyśmy Wam serdecznie pogratulować, a przede wszystkim podziękować ze to, że wybiła nam piękna liczba 300 postów ! 





Tym bardziej, że podjęliśmy wyzwanie aby wyrobić się z tym do piątku C: Jesteśmy z Was po prostu dumne i mamy nadzieję, że nie spoczniecie na laurach. Dziękujemy, że jesteście ♥




Liczymy, że niedługo wybiją nam kolejne, takie piękne liczby :)
BRAWO :*


Życzymy weny i pozdrawiamy
Ewiana & Anomalia.

Nowi !

Powitajmy Dianę Criminal & Staff'a Notterby ~!

Od Adriana c.d: Ashley

- Przepraszam za psa. - powiedziała zawstydzona, a ja rozejrzałem się i stwierdzilem, że nawet nie zauważyłem, gdy znaleźliśmy się poza miastem. - Wywozisz mnie, żeby mnie zgwałcić? Wiesz pochlebiasz mi, ale wystarczyłoby ładnie poprosić. - odparłem , ale jakoś nie bardzo uśmiechało mi się bycie przeleconym... Głupio to zabrzmiało, nawet w moich myślach. Roześmiała się w głos gdzy ujrzała moją minę.
- Spokojnie, nie zamierzam cię zgwałcić. - wydusiła dalej się śmiejąc. Powoli zwalnialiśmy, aż w końcu staneliśmy. Znów na mnie spojrzała i powiedziała chrypnięta. - Serio nie zamierzam nic ci robić, chce ci tylko coś pokazać. - Wysiedliśmy więc i podeszliśmy pod górę w całkowitym milczeniu. Na górze stała stara, wyblakła czerwona kanapa. Usiadłem na poręczy i spojrzałem na drogę, którą tu weszliśmy.
- Jesteś bardzo fotogeniczny. - odparła uśmiechając się i patrząc w aparat. - Chodź zobacz. - Wstałem i podszedłem do niej, chwyciłem aparat i spojrzałem na zdjęcie.



- Chcesz być fotografem? - Spytałem dalej przyglądając się zdjęciu. - Jest bardzo ładne...
- Nie, po prostu chciałam mieć twoje zdjęcie, nie takie z internetu. Tylko na żywo. - odparła, a ja zerknąłem na nią i uśmiechnąłem się półgębkiem.

Ashley?

Nowy !

Powitajmy nowego członka! To Gavriil Barginsky~! 

Od Ashley c.d: Adrian

Spojrzałam się na chłopaka z nie do wierzeniem że to naprawdę on. Uśmiechnęłam się patrząc mu w oczy i wtedy zauważając że to naprawdę ten Adrian.
- Nie wierzę! - pisnęłam
- To uwierz - Powiedział
Jeszcze raz przyjrzałam się chłopakowi nadal uśmiechając się.
- Dobra wierzę - zaśmiałam się
Zawstydzona spuściłam wzrok i zgasiłam samochód.
- No to przepraszam za psa - mruknęłam cicho

Adrian?

Od Blase'a c.d: Hope

To było śmieszne.Nawet bardzo. Pożegnałem się z dziewczyną i wróciłem do mieszkania.


*****
Wsadziłem namiot i plecak do bagażnika i podjechałem pod Hope.
-Cześć słońce-powiedziała wsiadając do auta.
-Cześć kochanie-odpowiedziałem całując ją w głowę.
-Gdzie jedziemy?
-Nad jezioro-odparłem ruszając samochodem. Po godzinie dojechaliśmy na miejsce. Byliśmy w lasku nad jeziorem.
-Jak tu pięknie-zachwycała się dziewczyna.
-Dlatego wybrałem to miejsce-objąłem ją. Rozpaliłem małe ognisko. Było bardzo fajnie.Poszedłem się przebrać. Ubrałem kąpielówki. -No to teraz pójdziemy popływać.
-Popływać...Ale ty tak?
-Nie. My.
-Ale..ale...
-Dobrze...Idź się najpierw przebierz.
-No dobrze-odpowiedziała. Po chwili wróciła w bikini. O matko. Ale ona w nim wyglądała...
-No to chodź.
-Ale..ja się boję...
-Ale pójdziesz ze mną. Będę cały czas trzymał cię za rękę.

<Hope? Idziesz? ♥>

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Od Hope c.d: Blase'a

Nie mam zamiaru ukrywać faktu, że nie podobają mi się te maślane oczka robione do MOJEGO chłopaka, podobnie jak trzepotanie sztucznymi rzęsami, bo własnych się już nie posiada, ale co się dziwić kiedy pierwszy tusz zaczęło się kilogramami nakładać nim stawiało się pierwsze kroki. Tylko współczuć. Biedne dziewczynki, a może raczej lafiryndy. Ciekawe, doprawdy bardzo interesujące jest to skąd mają pieniążki na częste wspinaczki na przeróżnych ściankach... nie sądziłam, że tirówkom aż tyle płacą... Widocznie akurat te dwa okazy braku jakiejkolwiek godności muszą być tak zaprawione w boju, że grube obślizgłe pulpeciska nie skąpią groszem. Fart, istny fart. Szkoda tylko, że w to intymne miejsce bez problemu można wsadzić nogę, ale co tam przecież nikt nie zauważy.
W biurze jako tako opanowałam swoje negatywne emocje i pomogłam Blase'owi w papierkach. Potem niestety musiałam wracać do szkoły, gdzie jak na ironie natknęliśmy się na moje ukochane koleżaneczki. Oh, ah chłopcy, oh, ah jak modnie się ubieramy...oh, ah tylko się nie posrajcie.
W sumie nawet dobrze, że mam dziś wojownicze nastawienie.
To co zrobił mój chłopak niesamowicie mnie zaskoczyło i zarazem uświadomiło, że gramy z nimi w grę tylko tylko, że my jesteśmy razem w drużynie.
- Czeeeeść Hole ! - wypiszczały do mnie. - Chcesz nam przestawić swoje gorrrrące ciasteczko ?
- Po pierwsze mam na imię Hope, przeliterować? H.O.P.E - wysyczałam. - A po drugie, nie bo to i tak nie wasza liga.
- Oh ? - obruszyły się, kurde że też nigdy nie zwróciłam uwagi, że one nie dość, że robią wszystko razem to jeszcze gadają to samo i to w tym samym czasie... Ło jeny.
- Już wyjaśniam. - prychnęłam. - Panie raczą wybaczyć, że przekazuję tak wiele informacji na raz. Ja rozumiem, naprawdę rozumiem, że przyswojenie każdego słowa, ba nawet literki zajmuje wam trochę czasu, a więc powoli. Ten oto mężczyzna - wskazałam dłonią na Blase'a - jest przedstawicielem rasy ludzkiej, a nie żadnym ciasteczkiem. - kiwnęłam głową jakby upewniajac się, że dotarło - To tak po pierwsze, a po drugie on kurwa w porównaniu do Was ma coś w tej czaszce i na dodatek wie jak się z tego korzysta. Zaskoczone? Brawo, wreszcie jakiś postęp w waszej edukacji. A teraz sory, ale szkoda mi na was czasu.
Mruknęłam i ponownie pocałowałam chłopaka.

< Blase? Tak jakby trochę wojowniczo xD wiesz czemu, wiesz >

Od Kici c.d: Levi'ego

Popatrzyłam na Levi'ego. Niepewnie przytaknęłam głową. Miałam dzisiaj tutaj przyjść na wieczorną imprezę, ale ostatecznie z niej zrezygnowałam. Kiedy dojechałam na to piętro, chłopak chciał puścić mnie przodem, ale odsunęłam się do tyłu, łapiąc się barierki w windzie.
- Nie wysiadasz? - spytał obojętnym głosem.
Pokręciłam przecząco głową.
- Chodź, nie cykorz. - powiedział.
- Ale ja nie idę chyba do tej samej osoby co ty... - powiedziałam.
Winda się zamknęła i zjechała piętro niżej.
- Możesz wejść ze mną, ale Cię nie zmuszam. - powiedział.
Ech... No chyba warto, co? Nie znam go i się boję, że popełnię jakiś błąd jeżeli mu zaufam, ale barierę tą muszę przełamać! Wzięłam głęboki oddech. Miałam się spotkać z moją przyjaciółką, która się przeprowadziła, ale no zawsze można się spotkać kiedy indziej.
- No dobra. - powiedziałam po moich rozmyśleniach.
Przytaknął głową.
- Jestem Kicia. - przedstawiłam się.
- Już mówiłem, Levi. - odparł beznamiętnym głosem.
Jednak po chwili się zorientował co powiedziałam. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Nic nie powiedział, chyba wolał nie pytać o to skąd takie mam imię. Co było chyba miłe? Z jego strony. Wyszliśmy z windy i skierowaliśmy się w stronę drzwi, zza których słychać było śmiechy chłopaków.
- Nie znam ich, nie będą Ci mieli za złe jeśli przyprowadzisz dziewczynę? - spytałam.
Spojrzał na mnie. Zaśmiał się krótko i pokrecił przecząco głową. Przytaknęłam głową, na znak, że rozumiem. Uśmiechnął się w moim kierunku i zapukał do drzwi. Otworzył jakiś chłopak, przywitali się jak to u nich bywa tak, ze sztamy. Wtedy na mnie spojrzał i się uśmiechnął. Walnął mojego towarzysza z pięści w ramię.
- A ty młody co szalejesz? - zaśmiał się chłopak.
Jednak Levi nic nie powiedział. Wpuszczono nas do środka, gdzie siedzieli reszta chłopaków...

Levi? Mam nadzieję, że takie może być - nudziło mi sie wiec napisalam...

Od Reece

Zamknęłam drzwi kawalerki i wyszłam z budynku. Słoneczko świeciło, listki na drzewach szumiały, słowem - pięknie. Pomimo tego, że w parku na przeciwko widać śpiącego na ławce malowniczo obdartego żulika, dziecko sąsiadów z góry drze się od świtu, jakby robiło za koguta i pomijając także to, że ktoś właśnie pozuje do zdjęcia na moim motorze. Oczywiście wieczorem nie było już dla mnie miejsca na 'schowanym' parkingu, więc stanęłam w bardziej odsłoniętym miejscu. Parka szczyli w wieku gimnazjalnym siadała na moim motorze i robiła sobie zdjęcia. Podeszłam do nich od tyłu i puknęłam jednego z chłopaków w plecy. Obrócił się błyskawicznie, zobaczył mnie, z kaskiem w ręku, i zrobił się blady jak świeżo otynkowana ściana.
-Moglibyście zejść?-spytałam przesadnie miłym głosem. Zeszli, i to szybciutko.-Cieszcie się, bachorzy, żeście mi niczego nie popsuli, bo bym głowy pourywała i powpinała innymi kabelkami.-warknęłam.
-My... przepraszamy...-zaczęli się tłumaczyć jeden przez drugiego.
-Nie chcę was więcej widzieć przy moim motorze, bo dowiem się, gdzie mieszkacie, już mi stąd!-krzyknęłam, a obaj chłopacy spylili. Z uśmiechem założyłam kask, wsiadłam i odpaliłam.
***
Dochodziło południe, więc ludzie z okolicznych biurowców wpadali po kawę i croissanty oraz inne słodkie przekąski. Przychodzili eleganccy mężczyźni w garniturach z równie eleganckimi kobietami, które zaprosili na kawę. Zastanowiłam się, czy mnie ktoś kiedyś zaprosi na kawę.
Wracałam od jednego ze stolików, kiedy na kogoś wpadłam. Jakiś chłopak. Na mojej białej koszuli, z logo kawiarni wylądowała letnia kawa. Na mej twarzy pojawił się grymas. Niestety, nie mogłam zbesztać klienta, a szkoda.
-Niech się pan nie martwi, nic się nie stało.-wysyczałam tonem, który ociekał jadem. Nie dałam mu dojśc do słowa. Potem zaprezentowałam mu uśmiech typu 'Ciesz się, że nie zginąłeś', odwróciłam się, w biegu przekazałam Giny, jednej z baristek, by przejęła moje zamówienia (podałam jej mój notatniczek) i weszłam na zaplecze się przebrać. Dzięki wspaniałomyślności szefa, każdy ma tutaj pare kompletów uniformów, w razie podobnych wypadków. Gdy wyszłam ze zaplecza, gość który oblał mnie kawą stał przy ladzie i rozmawiał z Giny. Ta rzuciła mi wymowne spojrzenie i zwróciła notatnik.
-Czy czegoś pan potrzebuje?-spytałam, już z miłym, profesjonalnym uśmiechem, jednak w moim głosie nadal brzmiała ostra nuta.-Jeśli nie, to przepraszam, ale są też inni klienci.
Ktoś będzie tak łaskawy....? A jak nie, to zostawcie mnie w spokoju.

Nowa!

Reece Woodland,
Witamy c:

Od Levi'ego

Od kilku dni szukam nowej pracy, zawód opiekuna do dzieci to nie moja broszka. Było późno. Na ulicy nie było prawie nikogo, zero samochodów, zero rozmów i śmiechów. Była druga w nocy, sobota wszyscy pewnie siedzieli w klubach czy u znajomych na prywatnych domówkach. Oparłem się wygodnie na lewej ręce i przeglądałem przeróżne oferty. Rzadna mnie nie zaciekawiła, oprócz jednej. Wyprowadzanie psów, maksymalnie dwie godziny dziennie, trzy razy w tygodniu. Pięć dolarów od każdego psa. Nie jest źle, a zarobić się da. Zacząłem dokładnie oglądać ofertę, oferują ją firma która zajmuje się opieką psów. Nieraz o tej firmie słyszałem. Spisałem numer telefonu, oprócz tego napisałem maila. Podniosłem się z krzesła, zajrzałem do jak się okazała pustego kubka...kiedy ja zdąrzyłem wypić kawę ? Westchnąłem pocierając czoło. Sprawdziłem telefon jak to zwykłem robić przed wyjściem...pierdyliard SMS'ów od kolegów. Każdy o podobnej treści "wpadaj do nas". W sumie nie byłby to taki zły pomysł. Szybko założyłem buty oraz narzuciłem bluzę po czym wyszedłem z domu. Do Sebastiana nie było daleko, po co płacić za taksówkę. Po chwili byłem już w holu wielkiego i drogiego apartamentowca, ostatnie dwa piętra należą do rodziców mojego kolegi. Jak się ma pieniądze to sobie można na to pozwolić. Czekałem na windę kiedy obok mnie pojawiła się dziewczyna zupełnie mi obca. Jednak sądząc po jej wyglądzie była w podobnym wieku, ładna i zgrabna. Patrzyłem się na nią chwilę z wymalowaną na twarzy obojętnością. Dopiero krótki sygnał przy otwieraniu drzwi windy odwrócił moją uwagę, mimo że nie znałem dziewczyny puściłem ją przodem. Nieznajoma wcisnęła dobrze znany mi numer piętra, czyli też będzie na imprezie. Westchnąłem patrząc się tępo w ścianę.
-Pan też...
-Żaden pan...po prostu Levi.
Mój głos był pozbawiony uczuć i wszelkich chęci.

(Jakaś chętna ?)

Od Adriana c.d: Ashley

- Gdzie cię wysadzić - spytała wyrywając mnie z zamyślenia.
- Gdziekolwiek. - odparłem i dodałem. - Tak a pro po, jak masz na imię? - spojrzała na mnie zdziwiona. - No co? Jak w mafi? Żadnych imion i nazwisk? - a ona tylko się roześmiała, ja trochę też. - Pytam serio. - dodałem z uśmiechem, a ona kręcąc głową odpowiedziała. - Ashley, a ty najprzystojniejszy chłopaku w całym mieście? - spytała żartem.
- Hej, to prawda, że jestem najprzystojniejszy. Powinnaś przywyknąć. - powiedziałem udając oburzenie. - I nazywam się Hallert. Tyle ci powiem, że powinnaś mnie rozpoznać. - A ona uśmiechając się powiedziała.
- Ten Hallert? Adrian, prawda_ - spytała znając prawdę.
- Oczywiście. - odpowiedziałem i spojrzałem na dziewczynę.

Ash?

Od Jana c.d: Mixi

- Na pewno chcesz wiedzieć o tańczeniu na stole i z chyba każdym chłopakiem w klubie?
- C-co?! Ja tańczyłam na stole?!
- Tak. I to nie wszystko...
Dziewczyna z lekkim przerażeniem słuchała dalszego opowiadania.
- Widziałaś ten parkiet, który był przy barze?
- T-tak.
- Zaczęłaś tańczyć i śpiewać, wszyscy ci klaskali. Była mistrzynią parkietu
A gdy wracaliśmy do domu, podeszłaś do jakiegoś chłopaka i powiedziałaś, że go kochasz i jest miłością twojego życia, i gdy byliśmy obok mojego domu, zrzygałaś się do doniczki. II to wszystko co udało mi się zapamiętać.
- Boże...
Dziewczyna złapała się za głowę.

Mixi? ^^

Od Mixi c.d: Gabriela i Schulyer

Nie wiem czemu ją przytuliłam. Przecież na ogół unikam jakiegokolwiek kontaktu fizycznego z ludźmi, których prawie w ogóle nie znam.
- Przepraszam, nie powinnam była tego robić - puściłam ją. - Sama nie wiem co się ze mną dzieje. Najpierw upadam na prostej drodze, potem wygłaszam wykłady i płaczę, a teraz jeszcze cię przytulam. Naprawdę przepraszam.

Gabriel? Schulyer? Ta długość ;-;

Od Cher c.d: Damiena

Damien miał mieszkanie całkiem całkiem, a ciuchy w szafie były nawet spoko. Chyba zaraz pójdę spać bo jestem zmęczona jak cholera. Z szafy wyjęłam koszulę nocną i wyszłam z pokoju. Zaczęłam poszukiwać łazienki, bo muszę gdzieś się przebrać. Po chwili otworzyłam jakieś drzwi, ale nie było tam pomieszczenia, którego szukałam, lecz Damien i to bez koszulki. Szybko zamknęłam drzwi mamrocząc jakieś "przepraszam". W sumie to... Damien ma całkiem niezły kaloryfer. Mniejsza z tym. Po większych poszukiwaniach łazienki, w końcu ją znalazłam. Była ona bardzo duża, a dominowała tu czerń z bielą. Ogarnęłam się. Wróciłam do "swojego pokoju". Położyłam się na łóżku. Było całkiem wygodne. Fuck. Całkiem? Leżało się na nim jak na chmurce. Próbowałam zasnąć. Niestety, mimo, że łóżko było nadzwyczaj wygodne nie dawałam rady. Po głowie ciągle chodziła mi jakaś myśl...Nie pozwalała mi zasnąć."Przejdę się" pomyślałam. Wyszłam z pokoju. Wyszłam po schodach na górę... Skręciłam w jeden korytarz...Moim oczom ukazał się Damien. Dalej bez koszulki
-Przepraszam jeśli w czymś przeszkodziłam...-powiedziałam.
-Aktualnie nie przeszkadzasz.
-Dlaczego nie śpisz?
-Dlaczego mam spać?
-Na przykład dlatego, że jest noc a ludzie w nocy śpią.
-To dlaczego ty nie śpisz?
-Nie mogę zasnąć-odpowiedziałam. Nasza rozmowa szybko się skończyła. Wróciłam do pokoju. Cudem zasnęłam. Rano obudził mnie zapach. Zapach jajecznicy. O boże jak ja kocham jajecznicę. Zeszłam na dół. Smażył ją Damien ( który dalej nie miał na sobie koszulki ale mniejsza o to)
-Siadaj...Zaraz ci nałożę-powiedział. Pięć minut później jedliśmy ją razem.
-Czemu ty to robisz?-zapytałam wreszcie.
-Co robię?
-Czemu smażysz mi jedzenie, dałeś mi pokój, ubranie?

<Damien?>

Od Blase'a c.d: Hope

Pomyślałem chwilę...Mógłbym zabrać ją pod namiot. Tak. To dobra decyzja
-Może pod namiot?-zaproponowałem.
-Wziąłbyś mnie ze sobą pod namiot?
-Jasne-odpowiedziałem całując ją w głowę-To o której w piątek przyjechać?
-Hmmm...O 16.00 ojca nie będzie. Myślę, że koło 16.00
-Dobrze-powiedziałem. Wkrótce dziewczyna zasnęła.

*****
Rano wstałem pierwszy. Hope słodko wyglądała gdy spała. Zresztą ona zawsze słodko wygląda. Poszedłem do łazienki się szybko ogarnąć. Po tym zrobiłem śniadanie. 
-Jak ładnie pachnie-powiedziała dziewczyna wchodząc do kuchni. Pocałowałem ją w policzek na powitanie. Zjedliśmy śniadanie. 
-Hope muszę jechać do pracy. Pojedziesz ze mną?
-Jasne-odpowiedziała. Wkrótce byliśmy już w moim samochodzie. Dojechaliśmy. 
-I jak? Podoba ci się tu?-zapytałem gdy weszliśmy do mojego miejsca pracy.
-Wow!
-Dziękuję-uśmiechnąłem się.Po chwili podbiegły do mnie 2 dziewczyny. Chichotały. Miały na oko 19 lat.
-Blase...Pomożesz nam?-zapytały trzepocząc rzęsami. Hope zmierzyła je wzrokiem po czym wysyczała
-Blase nie ma teraz czasu
-Faktycznie...Muszę wypełnić papiery-powiedziałem. Poszedłem razem z Hope do biura. 
-Masz dużo pracy?-zapytała obejmując mnie.
-Dość dużo-odpowiedziałem i pocałowałem ją w czoło. Minęły 4 godziny.
-Blase...Musiałabym wracać już-powiedziała.
-Jasne. Odwiozę cię-odparłem. Podjechaliśmy pod jej szkołę.
-O nie...Znowu one-powiedziała przewracając oczami.
-Kto?
-Te dziewczyny. Nie wytrzymuję z nimi. Ciągle się mnie czepiają. No i gadają w kółko o chłopakach.
-Nie przejmuj się nimi-odpowiedziałem. Wyszliśmy z auta. Przytuliłem i pocałowałem namiętnie Hope w usta. Dziewczyny patrzyły na nas ze zdumieniem.

<Hope? ♥ Dowal im! xd>

Od Jana CD Mixi

- Na pewno chcesz wiedzieć o tańczeniu na stole i z chyba każdym chłopakiem w klubie?
- C-co?! Ja tańczyłam na stole?!
- Tak. I to nie wszystko...
Dziewczyna z lekkim przerażeniem słuchała dalszego opowiadania.
- Widziałaś ten parkiet, który był przy barze?
- T-tak.
- Zaczęłaś tańczyć i śpiewać, wszyscy ci klaskali. Była mistrzynią parkietu
A gdy wracaliśmy do domu, podeszłaś do jakiegoś chłopaka i powiedziałaś, że go kochasz i jest miłością twojego życia, i gdy byliśmy obok mojego domu, zrzygałaś się do doniczki. II to wszystko co udało mi się zapamięta, bo sam potem odpłynąłem. Ale..jeśli chcesz.możemy zapytać barmana.

Mixi?

Od Damiena c.d: Cher

Pierwszy raz Damiena goniło aż tak wielu policjantów, było to dla niego jak pięć gwiazdek w GTA, chociaż i tak miał to prawie że codziennie, więc i tym razem im się wywinie. Policja szukała go po całym mieście, bo mu się zachciało diamenty kraść. Chociaż teraz miał plan i to całkiem spory. Postanowił najpierw pójść do swojej znajomej - Cheryl, by z nią chwilkę porozmawiać o tym co zaszło. Przyjechał niezauważony swoich motorem aż pod sam dom. Zapukał nerwowo uprzednio przybierając maskę strachu. Dziewczyna otworzyła mu jakby spodziewała się kto zapuka do jej drzwi.
-Proszę pomóż-powiedział przerażony.
-Najpierw traktujesz mnie jak traktujesz, później kradniesz mój telefon a teraz prosisz mnie o pomoc?-zapytała dziewczyna unosząc brew.
-Błagam-powiedział proszącym tonem, oczywiście udawanym
Wpuściła go do środka mieszkania. Chłopak westchnął głęboko i podrapał się w kark.
-Chciałem Cię przeprosić za to całe dzisiejsze zdarzenie, które wydarzyło się między nami - powiedział
Dziewczyna nie wyglądała jednak na przekonaną jego słowami. No cóż Damien od zawsze był perfidnym kłamcą. Spojrzał jej głęboko w niebieskie według niego zachwycające oczy.
-Ja nie kłamię - powiedział ze stoickim spokojem
Dziewczyna wyglądała na teraz bardziej przekonaną niż przed momentem. Nagle rozległ się dźwięk syren policyjnych, a z megafonu rozległ się głos:
-Wiemy, że tam jesteś Damienie! Proszę wyjść z rękami na karku!
Chłopak nerwowo rozejrzał się po pokoju. Po chwili zauważył schody na wyższe piętro, a po chwili już po nich wbiegał. Na owym piętrze było okno, a po drugiej stronie w ogóle nie było policji. Damien zaczął cicho je otwierać, by nikt go nie usłyszał. Gdy już otworzył wyskoczył z niego i skierował się do motoru, który właśnie tam zostawił. Kask rzucił na ziemię, nie było na to czasu. Po chwili zjawiła się dziewczyna i siadła na tyle motoru. Chłopakowi to nie przeszkadzało, byleby zwiać. Zapalił silnik i ruszył z piskiem opon. Jednak na przeszkodzie stali im policjanci, którzy rozpoczęli ogień. Chłopak wyjął z kieszeni pistolet i zaczął strzelać nie chybiając. Jednak ich pojawiało się coraz więcej i więcej. Po chwili Damien zauważył mini rampę skąd mogli wyjechać z pobojowiska.
-Trzymaj się... - mruknął do dziewczyny, a po chwili już byli w powietrzu
Po godzinie byli daleko od miejsca zdarzenia, jednakże glina wciąż ich goniła. Po paru mylącyh skrętach w uliczki ich zgubili. Damien obrał kurs jako jego dom. Może to nienajlepsze miejsce dla niej, ale nie ma innego. Po wjechaniu za bramę i schowaniu pojazdu do garażu, wparowali do jego mieszkania.
-A oto i ma nora - powiedział chłopak rzucając kluczyki do motoru na komodę w przedpokoju
-Masz dużo lepszy dom ode mnie... - powiedziała dziewczyna rozglądając się wokoło
Chłopak uśmiechnął się pod nosem. Po chwili zjawił się Nero, który na śliskiej podłodze stracił równowagę i wywalił się. Damien zaśmiał się cicho na widok wilka. Kiedy zdjął buty, gestem pokazał Cheryl aby za nim szła. Po chwili otworzył drzwi i zapalił światło, a oczom ukazała się sypialnia, gdzie dominował biel z niebieskim.
-Tu będziesz jak na razie spać. - powiedział chłopak wzdychając - Niedługo pójdziesz sobie na zakupy to coś kupisz sobie... A w szafie masz też ubrania. Do jutra - zamknął drzwi sypialni, gdy dziewczyna już tam była i rozglądała się po pokoju

Cher? Masz gościnę u mnie

Od Mixi c.d: Jana

- Dziękuję... - powiedziałam lekko się rumieniąc. - Za to, że mi pomogłeś, bo nie wiem co by się stało gdyby nie ty...
- Nie ma sprawy... Przecież bym cię tam nie zostawił...
- Mam tylko takie pytanie...
- Tak?
- Robiłam albo mówiłam wczoraj coś dziwnego? Bo po pijaku jestem zdolna do wszystkiego - zaśmiałam się.
Chłopak spuścił wzrok. Czyli jednak coś zrobiłam.
- Co to było takiego? - zapytałam. - Bardzo głupie to było?
- Jesteś pewna, że chcesz to wiedzieć?
Skinęłam głową, że chce.

Janie? Tobie pozostawiam wymyślenie odpałów Mixi po pijaku.

Od Bryce'a do: Wendy

Szedłem ciemną ulicą lekko się zataczając. Nigdy więcej tyle alkocholu na imprezach. Nie no... Może trochę mniej. Nagle do moich uszu doszedł odgłos kroków. Wyjaśniłem to sobie jako pijacki wymysł. Niestety, chwilę później zza rogu wyłonił się człowiek ubrany w czarny strój dzierżąc nóż w swej ręce. Tak, to idealny moment by pokazać jaki ze mnie macho. Ruszyłem w stronę oprawcy, już miałem się na niego rzucić kiedy... Zaczął śpiewać "New Divide"...
Otworzyłem oczy i wyłączyłem budzik (tak, to właśnie była piosenka śpiewana przez zabójcę). Przeszedłem do codziennej rutyny. Umyłem się, uczesałem, ubrałem. Wyszedłem z mieszkania. Spokojnie spacery, trochę to do mnie niepodobne... Nagle moim oczom ukazała się sylwetka smukłej, czerwonowłosej dziewczyny. Poprawiłem włosy, strzepnąłem niewidzialne pyłki z rękawa i ruszyłem na "dziki podryw". Podszedłem od tyłu, ale uznałem, że nie chce mi się czekać, więc zaciągnąłem ją w ciemną uliczkę i zgwałciłem.



Wendy? Łosiu xd to był twój pomysł k?

Od Hope c.d: Blase

Czas, który spędzałam z chłopakiem pędził nie ubłaganie. Dopiero co się u niego zjawiliśmy, a już kładliśmy się do łóżek. Naprawdę każda chwila była niesamowita.
Przy sobie nie czuliśmy żadnego skrępowania, wstydu czy też tam innych uczuć, na które w związkach nie powinno być miejsca.
Wyznanie chłopaka nieco mnie zaskoczyło, jednak było całkowicie przeurocze. Serce zabiło mi mocniej, podświadomość skakała z radości energicznie klaskając w dłonie.
- Ja Ciebie też kocham - wymruczałam i się w niego wtuliłam. - Mówiłam Ci, że niesamowicie pachniesz?
- Nie przypominam sobie.
- No to w takim razie Ci mówię. Ani mi się waż perfum zmieniać. - powiedziałam stanowczym tonem i złączyłam nasze usta w pocałunku.
- Sądzę, że akurat to da się zrobić.
Leżeliśmy tak wtuleni w siebie przez pewien czas, aż Blase nie przerwał naszej błogiej ciszy
- To jaki plan na jutro ?
- Z rana mam zamiar cieszyć się Tobą, a po południu tak na oko po lekcjach muszę wrócić do domu - westchnęłam, najchętniej zostałabym u niego na zawsze. Nie musiałbym wtedy męczyć się z ojcem.
- A w weekend się widzimy, słońce ?
- Jasne, jeżeli nie byłby to problem to mógłbyś po mnie przyjechać ? I gdzie byśmy pojechali, co? - powiedziałam rozmarzonym tonem...

< Blase? Dla Ciebie do opisania  jutrzejszy dzień do południa a potem ja i tatuś ;o :x >

Od Liona c.d: Layla

Kiedy odzyskałem przytomność nie dość, że obudziłem się nie wiadomo gdzie to jeszcze nie miałem na sobie koszulki. Kurdebele, no i co tutaj człowiek ma sobie pomyśleć ?
Może padł ofiarą gangu pedałów, którzy mają zamiar zaraz dobrać mu się do dupska...A może wzięli go pociachali i opylili jedną nerkę za gruby hajs, z którego ani grosza nie dostaniesz, bo to pieprzone snoby... W dzisiejszych czasach to już normalnie nie wiadomo czego się spodziewać.
...yyy? Chyba coś stało mi się z głową...
... Ah, no tak głowa, straszliwie mnie boli... 
Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że nie jestem w pokoju sam, obok mojego mało wygodnego łóżka stała jakaś fajna pani w białym fartuszku. Podobnie ubierała się moja babcia jak robiła pierogi... Nie no taki żarcik nie wiem jak wyglądała moja babcia.
Kobieta zadała pytanie o moje samopoczucie i wspomniała, że to od tego zależy czy dostanę wypis czy też nie. Wiadomo zatem jakiej udzielę odpowiedzi.
- Czuje się wspaniale. - kiwnąłem głową, w której aż zahuczało .
- Na pewno ? - pani doktor ściągnęła podejrzliwie brwi.
- Ależ jak najbardziej !- wykrzyknąłem.
Taa... kłamanie otóż to, to moja zdecydowanie mocna strona, może powinienem zostać politykiem ? Hm... niezły hajs by za to poleciał...
Dobra, tak prawdę mówiąc czuje się fatalnie, głowa mnie boli, ręki prawie nie czuje - swoją drogą to ciekawe dlaczego - ano i za cholerę nic nie pamiętam. Nic, a nic. Na dobrą sprawę nie wiem nawet jak się nazywam, a tym bardziej gdzie mieszkam... Czy ja w ogóle mam mieszkanie?
- To jak mogę wyjść ? Nic mnie nie boli, jestem cały. Ten magiczny płyn, który płynie przez tą rurkę postawił mnie zdecydowanie na nogi. - zapewniłem i wstałem szykując się do wyjścia dbając o to by kobitka niczego się nie domyśliła.

< Layla? >

Od Ashley c.d: Adrian

Jechałam do miasta nie wiem jak chłopak gdzie go wysadzić i wogóle. Czekałam tylko aż chłopak powie co w stylu "To tutaj". Na światłach zatrzymałam się i spojrzałam na chłopakaktóry patrzył za okno. Uśmiechnęłam się lecz tą lekko przyjazną chwilę przerwał klakson samochodu za mną. Nieświadoma że jakiś czas temu zapaliło się zielone światło ruszyłam z piskiem opon. Zajechałam po drodze na stację benzynową i nagle podszedł przystojny brunet. Powiedziałam mu za ile ma zatankować i czekałam. Skończył i podszedł do mnie lekko oparłam się o samochód wyciągnęłam portfel gdy poczułam wędrującą rękę po moim ciele. Spojrzałam się na chłopaka a następnie na tego w samochodzie. Mrukną mi coś do ucha w stylu że nie muszę płacić ale żebym się mu dała... Co za kretyn! Odepchnęłam go uderzając w twarz i wsiadając do samochodu odjechałam. Zaparkowałam po chwili przy galerii.
- Gdzie mam Cię wysadzić? - spytałam
'
Adrian?

Od Cheryl c.d: Damiena

Ogarnęła mnie fala złości. Byłam wściekła. Najpierw stałam w miejscu. Nie potrafiłam się ruszyć. Wreszcie stanowczym krokiem poszłam przed siebie. Chwyciłam chłopaka za ramię i "odwróciłam w moją stronę"
-Co ty sobie kretynie myślisz?!-wrzasnęłam.
-Co?-zapytał lekko zdziwiony.
-Ratuję ci dupę przecież!
-W jakim sensie?
-Kur*a! Przecież mogę zadzwonić na policję i cię idioto wydać!
-Nie zrobisz tego...
-No w tej chwili nie bo ukradłeś mój telefon-warknęłam wyrywając zdezorientowanemu chłopakowi mój telefon z ręki.
-Proszę...Nie-powiedział. Nie był już taki pewny siebie.
-Potraktowałeś mnie jak...Ech...Szkoda mi czasu na rozmowę z tobą-odpowiedziałam i poszłam do swojego domu.

****

Był wieczór. Przeglądałam coś na komórce gdy nagle trafiłam na wiadomości
"Z OSTATNIEJ CHWILI POSZUKIWANY ZŁODZIEJ DIAMENTÓW! JEŚLI GO WIDZIAŁEŚ NATYCHMIAST POINFORMUJ POLICJĘ!" do tego artykułu było dołączone zdjęcie Damiena.
"O fuck" pomyślałam. Jakieś piętnaście minut po tym usłyszałam pukanie do drzwi. W progu stał Damien.
-Proszę pomóż-powiedział przerażony.
-Najpierw traktujesz mnie jak traktujesz, później kradniesz mój telefon a teraz prosisz mnie o pomoc?-zapytałam unosząc brew.
-Błagam-powiedział proszącym tonem. Wpuściłam go.

<Damien?>

Nowy!

Levi Désiré
Witamy! (:

Od Adriana c.d: Ashley

Poklepała mnie po twarzy śmiejąc się przy tym, a ja wykorzystałem jej nieuwagę i musnąłem jej wargi, gdy to zrobiłem odsunąłem się i przeszedłem na drugą stronę samochodu. Dziewczyna stała zszokowana, a ja oznajmiłem.
- To co podwieziesz mnie, czy będę musiał wlec się pieszo? - odwróciła się i jakby nie wiedziala co powiedzieć , dopiero po chwili dotarło do niej co powiedziałem.
- Tak... Tak wskakuj. - i wślizgnąłem się do jej wozu, a ona usiadła na miejscu kierowcy.
Przez cały czas milczała, a ja w duchu przybiłem sobie piątkę, wiedziałem, że zareaguje w ten sposób.

Ash?

Od Damiena c.d: Cheryl

Dziewczyna patrzyła na Damiena wzrokiem zawodowego mordercy, jednak chłopak pozostawał niewzruszony. Interesowała go jedna rzecz, a mianowicie... ta dziewczyna się nim martwiła i to było po niej widać.
-No tego się po Tobie nie spodziewałem - powiedział uśmiechając się leciutko - Myślałem, że jesteś super duper badass i w ogóle...
-No cóż pozory mylą i... - powiedziała nie kończąc zdania
-I? - powtórzył po niej chłopak
Dziewczyna spuściła wzrok i zaczęła bawić się pasmem włosów. Damien wiedział, że ogarnia ją zdenerwowanie, jednak Damien udawał, że nie wie. Dziewczyna westchnęła cichutko i spojrzała w jego oczy.
-I martwię się o Ciebie - powiedziała drżącym głosem ze zdenerwowania
Damiena przez chwilę zatkało, ale po chwili ogarnęła go fala niekontrolowanego śmiechu. Można rzec, że dostał głupawki stulecia. Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona, jednak potem jej wyraz zmienił się na rozwścieczony.
-JAK MOŻESZ SIĘ ŚMIAĆ!! - wrzasnęła
-No cóż, jeżeli myślałaś, że jestem milusi i w ogóle sram słodkością to się pomyliłaś.. - powiedział szorstko chłopak - A teraz przepraszam, ale muszę iść...
Chłopak wpakował resztę biżuterii do kieszeni, a przy okazji ukradł smartfona, który leżał na meblu, po czym wyszedł z "mieszkania" trzaskając drzwiami. Ciekawe czy dziewczyna skapnie się, że ukradł jej telefon.

<Cheryl?>

Odchodzą!


Lunaris LaLaurie

Bastien Falco
Powód: Decyzja właściciela
Dziękujemy Wam (:

Od Liona c.d: Jenny

Od kiedy namieszało nam się z Octavią, postanowiłem coś ze sobą zrobić. Nie miałem zamiaru tego zapijać, choć była to dość optymistyczna wersja. No dobra, dobra trochę piłem... w sumie nie wiem uh, nie ważne.
Tylko, że przecież nie znajdę jakiegoś super zatrudnienia od zaraz, zatem poszukiwałem czegoś na swoim poziomie. Udało mi się znaleźć kilka ofert, jedną, która polegałaby na roznoszeniu ulotek, następna jako zmywak w kuchni i parę innych równie beznadziejnych jak te wymienione. A, no własnie i jeszcze fucha jako kelner w jakimś nowym lokalu, który oferuje zagraniczne jedzenie, bla bla bla przy czym plusem było to, że każdemu pracownikowi przysługuje dziennie jeden darmowy posiłek.
Kurcze nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, nie ? Szczerze przyznam, że nawet mi się to wszystko uśmiechało, bo w domu nie musiałbym nic ale to nic robić.
Zgłosiłem swoją kandydaturę i nazajutrz tak jak wszyscy stawiłem się na miejscu. Mieliśmy podobierać się w pary i każda z płci miala określone zadanie. Matko jedyna co za denny pomysł, ah no tak to zagraniczna buda, a takie maniery tam panują. Oczywiście sprowadźmy to wszystko do nas.
Dziewczyna, z którą miałem współpracować nie powiem brzydka nie była, ale to nie był dzień, w którym miałbym ochotę pogrywać z jakąkolwiek laską, nawet z miss świata w jakiekolwiek gierki.
Rzuciłem żartem uwagę o byciu punktualnym, jednak dziewczyna chyba potraktowała ją serio, tak naprawdę mam ostro wyrąbane czy będzie się spóźniać czy też nie, im ona później przyjdzie tym później zaczniemy pracować, a i tak to ją wyleją a nie mnie. Więc mi to tam rybcia, dosłownie.
Chcąc nie chcąc doszedłem do wniosku, że nie warto drzeć z nią kotów kotów, a współpracować w miarę przyjaznych stosunkach więc po zebraniu zaprosiłem ją na kawę. Zgodziła się, a więc skierowaliśmy się do okolicznej kafejki i złożyliśmy zamówienie.
- Skąd pomysł na taką pracę? - zaczęła.
- Szczerze? To nie było nic innego, a że możemy za darmo zjeść to mi na rękę. - wzruszyłem obojętnie ramionami, przecież jestem mężczyzną, logiczne, że moje miejsce nie jest w kuchni. Dziewczyny mają mniejsze stopy, własnie po to by stać bliżej zlewu czy też kuchenki, a więc to miejsce przeznaczone dla płci pięknej... Płeć piękna... nad tym bym się zastanowił, bo od minuty patrzę w okno, a zdążyło w ten czas przemknąć ulicą dziesięć dam o budowie zapaśniczek sumo. Kurwa, masakra co to się z tą ludzkością dzieje.
- Weź mi powiedz... - potrząsnąłem lekko głową i skierowałem wzrok z powrotem na moją rozmówczynie, która wyraźnie była ciekawa co tak zajęło moje myśli. - Jak to jest, że niektóre kobiety tak o siebie nie dbają ?


< Jenny? Przemyślenia egzystencjalne, lvl hard xd >

Od Ashley c.d: Adrian

Spojrzałam na niego śmiejąc się.
- Dziwny jesteś dlatego zaczynam Cię lubić - oznajmiłam
- Nie znasz mnie - powiedział
- Ale przyznam że nie, ale nie jesteś najbrzydszy czyli nie muszę się wstydzić z Tobą pokazać - oznajmiłam
Przysunęłam chłopaka do siebie patrząc mu w oczy. Lekko go poklepałam ręką po policzku śmiejąc się przy tym.


Adrian? Brak weny ogarnia ;-;

Od Gabriela i Schuyler c.d: Mixi

Gdy dziewczyna powiedziała, że nie wiemy jak to jest, gdy ktoś nas bije dzień w dzień, za wszystko i za nic, przyznaję byłem trochę zły.
- Powinnam już iśc... - odparła dziewczyna i odwrociła się.
- Wiemy jak to jest Mixi... - szepnęła Schuyler. Pierwszy raz zwróciła się do niej po imieniu.
Mixi również zdziwiona tym faktem odwróciła się i spojrzała w oczy mojej siostry. Wtedy zrobiła coś niespodziewanego... Przytuliła Shy, ale ona nie przyzwyczajona do jakichkolwiek czułych gestów stała niczym słup. Mixi płakała, a ja zdziwiony rozwojem akcji padłem ciężko na ławkę. Nikt nic nie mówił, a dziewczyna dalej przytulała Schuyler.

Mixi?

Od Jana c.d: Mixi

- Po tych kilku drinkach, chciałaś już iść. Ale nie wiedziałem gdzie mieszkasz, a samej bym ciebie nie puścił, więc zabrałem cię do mnie i zasnęłaś na kanapie.
Powiedziałem. Dziewczyna chwilę była zamyślona.
- Chcesz coś pić?
Spytałem. Ona kiwnęła głową. Przyniosłem jej, jak i sobie kawę. Usiadłem obok niej i zaczęliśmy pić.
- Chcesz coś jeszcze?
Spytałem.
- Nie...jakoś nie czuję się za dobrze..
- Możesz zostać ile chcesz..
Mruknąłem, odkładając do kuchni puste kubki po kawie.

Mixi? A Pani odpisze?

Od Adriana c.d: Ashley

- Idziesz? - powtórzyła dziewczyna opierając się o samochód. Zmierzyłem ją i powiedziałem kokieteryjnie.
- A co byś chciała w zamian? - a ona zdziwiona, po chwili zaczęła się śmiać. Ja też się śmiałem. Gdy już się uspokoiliśmy dodałem. - Mogę coś zaproponować? - zacząłem się do niej powoli zbliżać, a ona ani drgnęła. Byłem coraz bliżej i bliżej, aż w końcu przycisnąłem ją lekko do porche. Odgarnąłem jej kosmyk z twarzy. - To co gotowa na moją zapłatę? - Lekko zaszokowana skinęła lekko głową. Zbliżyłem twarz jak do pocałunku, ale zamiast ją pocałować liznąłem jej twarz od brody do skroni, a ona zaśmiała się szczerze, odsunąłem się i również się zaśmiewłem.

As?

Od Schuyler c.d: Robina


- Czego chcesz? - spytał gdy pociągnęłam go za koszulę, spojrzał mi prosto w oczy. Jej nie zauważyłam, że jest taki przystojny... Zaraz, co? Czy ja właśnie stoję trzymając go za koszulę i patrzę się w jego zadziwiająco ładne błękitne oczy niczym kot ze shreka? Gdy próbowałam coś powiedzieć poruszałam tylko ustami, z których nie wydobył się żaden dźwięk. Chłopak na to dodał. - No co teraz już nie jesteś taka mądra? - wróciłam na ziemię, odepchnęłam go od siebie co razczej nie poskutkowało, bo moja twarz była na wysokości jego torsu.
- Nie ważne. - warknęłam i pociągnęłam wilczycę w stronę, z której przyszłyśmy.

★★★

Późnym wieczorem dalej byłam wzburzona incydentem z przystojnym chłopakiem. Więc trzeba się odstresować. Zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam do klubu o nazwie Miasto Aniołów ( Los Angeles ). Usiadłam przy barze, byłam ubrana w czarną sukienkę i buty na koturnie.



Tak że większość mężczyzn z modelingu, bo tu ich wszystkich głównie ciągnie, oglądali się tak bardzo, że mogłoby się wydawać, iż mają jakąś wadę kręgosłupa.
- Co dla ciebie? - spytał barman, wiedziałm jak ma na imię, bo jestem tu nie pierwszy raz. - To co zawsze?
- Nie. Dzisiaj poproszę coś mocniejszego. - Gdy mężczyzna odchodził po trunek dodałam. - Tylko żeby to nie był jeden z twoich eksperymentów, Luke. - a barman zaśmiał się jakbym powiedziała coś strasznie śmiesznego i przytaknął głową. Po chwili wrócił trzymając kieliszek do martini z jakimś płynem niewiadomego pochodzenia. I tak do późnej nocy popijałam trunek.
- Chyba już masz dość Schuyler. - Powiedział Luke i dodał. - Kończę właśnie zmianę, zadzwonić ci po taksówkę?
- Masz rację już dość. Nie nie musisz niedaleko mi do domu. - odparłam i zeszłam ze stołka, lekko się zachwiałam, ale szybko wróciłam do pionu. - Dziękuję, Luke. Miłej nocy. - I wyszłam chwiejnym krokiem z klubu. Na moje nieszczęście natknęłam się na tego chłopaka.
- Kogo ja tu widzę. - odparł, a ja skrzywiłam się mimowolnie.
- Spadaj. - powiedziałam siląc się na to aby moja odpowiedź była zrozumiała, ale on nie zrobił tego czego się spodziewałam nie próbował mi dociąć. Poczułam mrowienie w brzuchu i odwróciłam sie szybko i zwróciłam połowę alkoholu, który tej nocy wypiłam. Poczułam, że czyjeś silne ręce odgarniają i przytrzymują moje włosy.
- Schlałaś sie? - spytał nieznajomy.
- Nie twój interes. - wysapałam między spazmami, a on wyciągnął z mojej torebki chusteczki i podał mi jedną, wytarłam nią twarz i odwróciłam się do niego twarzą, musiałam wyglądać tragicznie, więc na domiar złego zaczęły mi spływać łzy po policzkach. Cała moja pozycja legła w gruzach, pomyślałam, a chłopak zdziwił się moją reakcją.

Robin?

Od Robina c.d: Schulyer

Chciało mi się śmiać. Nie umie się lepiej odciąć?
- Słuchaj lepiej stąd spadaj. Nie mogę słuchać takich słabych docinek. Śmiać mi się chce.
Na potwierdzenie głośno się zaśmiałem co wkurzyło dziewczynę. Zapiąłem smycz na obroży Shadow'a. Pies chciał już iść, bo przestraszył się nieco dziewczyny. Pociągnął mocno do przodu a ja też za nim zacząłem iść, ale dziewczyna złapała mnie za koszule. Zatrzymałem się i spojrzałem groźnie prosto w niebieskie oczy dziewczyny.
- Czego chcesz?

( Schulyer? )

Od Mixi c.d: Schulyer i Gabriela

- A myślicie, że ja miałam normalną rodzinę?! Normalne życie?! - w końcu nie wytrzymałam i zaczęłam krzyczeć. - Nie! Wcale nie miałam lepiej od was jeśli tak myślicie. Nie chcę robić z siebie pokrzywdzonej istotki, ale w takim wypadku wy też ich z siebie nie róbcie! Wy przynajmniej nie musieliście każdego dnia zastanawiać się jak mocno dzisiaj was uderzą i czy zostanie ślad, a jeśli zostanie to jak go ukryć!
W kącikach moich oczu pojawiły się łzy. Łzy bezsilności i współczucia dla tej małej dziewczynki chowającej się przed niańką. Uniosłam głowę i spojrzałam im prosto w oczy.
- Nie znając mojej historii próbowaliście mi wmówić, że granie zamiast szkoły to tortura, ale czy was ktoś kiedykolwiek uderzył? Nawet jeśli to na pewno nie byliście bici codziennie i za każdy najmniejszy błąd! - zaczęłam zanosić się płaczem.
Patrzyli na mnie zaskoczeni.
- No cóż... To ja się przyczepiłam do was, a teraz jeszcze głoszę wam wykłady. Myślę, że powinnam już iść... - wyszeptałam przez łzy. Odwróciłam się z zamiarem odejścia.

Schulyer? Gabriel?

Od Mixi c.d: Jana

Po tym drinku wypiliśmy kolejnego. I jeszcze jednego. Gdzieś tak po czwartym zaczęło mi się kręcić w głowie.
- Mi już chyba wystarczy... - powiedziałam, gdy chłopak chciał zamówić kolejnego drinka.
- No weź ze mną wypij... Ostatniego...
- No dobra... - zgodziłam się, chociaż wiedziałam, że to nie najlepszy pomysł.
Po chwili stal przede mną kieliszek niebieskiego płynu. Rozmawialiśmy pijąc.

♦♦♦

Obudziłam się. Leżałam na jakiejś kanapie. W głowie mi szumiało. Próbowałam sobie przypomnieć jak się tu znalazłam, ale jedyną rzeczą jaką pamiętałam było to, że siedziałam w barze i piłam drinki. Po chwili zobaczyłam tego chłopaka z wczoraj.. Jak mu tam było? Jaś! O właśnie!
- Jak się tu znalazłam? - zdołałam zapytać.

Dokończy pan?

Od Ashley c.d: Adrian

Od Ashley cd Adrian
Spojrzałam się na milczoncego chłopaka.
- No aż taka zła to ja nie jestem - oznajmiłam
- Bo Ci uwierzę - zaśmiał się
Popatrzyłam się mu w oczy uśmiechając się lekko i zchodząc po schodkach.
- Gdzie się wybierasz? - spytałam
- A po co Ci to wiedzieć?
- Jak sobie chcesz ale na pewno nie chcesz jechać ze mną? - zdziwiłam się
Otworzyłam drzwi do porche i oparłam się o wejście.
- Idziesz? - powtórzyłam

Adrian?

Od Cher c.d:Damiena

Było mi trochę głupio... Znaczy...Ugh...Niby go trochę polubiłam
-Ja..ja? Skądże znowu-powiedziałam lekko zmieszana.
-Jesteś pewna?-zapytał i cicho się zaśmiał. Zbił mnie z tropu. Mam kłamać czy jednak mówić prawdę? Fuck.
-Po prostu jak cię złapią to złapią też mnie-odpowiedziałam. Fuck. I tak moje kłamstwo wyjdzie na jaw.
-Tylko o to chodzi?-chłopak dalej wciągał mnie w swoją "grę". Popatrzyłam mu w oczy chłodnym spojrzeniem
-Tylko
-W takim razie zostanę-odpowiedział.
-Proszę cię bardzo...-niby trochę się cieszyłam. Chyba go polubiłam. Chyba.
-Ale dalej ci nie wierzę, że chodzi tylko o to...
-O co?
-O to żeby cię nie złapali. Kłamiesz.-powiedział,
-Ja?...Ja znaczy...Ja...-miałam ochotę zabić chłopaka. Ugh. Ale to ja zawiniłam. FUCK.

<Damien? Sorka, że krótkie muszę iść na basen ;-;>


Od Damiena .cd: Cheryl

Damien podszedł do czegoś co z wyglądu choć trochę przypominał stół, a z kieszeni wydłubał swoje zdobycze i wysypał je na mebel. Były tam złote zegarki, srebrne kolczyki i bransoletki... czyli wszystko co bogaci uwielbiają, a zwłaszcza kobitki. Dziewczyny oglądała to wszystko jak zaczarowana. Oglądała biżuterię damską, lecz Damien zauważył że szczególnie przygląda się srebrnej bransoletce ze złotymi zdobieniami. Chłopak westchnął cicho i niezauważalnie przewrócił oczami.
-Jak chcesz to sobie weź... - mruknął
-Poważnie?! - powiedziała uradowana odwracając się do Damiena przodem
-Na tej bransoletce mi nie zależy... weź sobie... - powiedział leciutko unosząc kąciki ust
Dziewczyna z uśmiechem ujęła upragnioną biżuterię w palce, a następnie założyła na nadgarstek. Przyglądała się jej z uwagą uśmiechając się szeroko.
-A tak przy okazji... mieszkam na odludziu i nikt nie wie, gdzie mieszkam... - powiedział chłodno Damien - Tylko ja wiem, gdzie to jest
Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona, ale po chwili spoważniała.
-Możliwe... - odparła
-Dobra, to ja pójdę do mej nory... - westchnął zbierając z mebla skradzioną biżuterię
-NIE! - krzyknęła dziewczyna - A jak Ci się coś stanie? To znaczy...
Damien spojrzał na nią z ukosa i uśmiechnął się tajemniczo.
-Martwisz się?

<Cheryl?>

Od Ashley c.d:Adriana

Spojrzałam się na milczącego chłopaka.
- No aż taka zła to ja nie jestem - oznajmiłam
- Bo Ci uwierzę - zaśmiał się
Popatrzyłam się mu w oczy uśmiechając się lekko i zchodząc po schodkach.
- Gdzie się wybierasz? - spytałam
- A po co Ci to wiedzieć?
- Jak sobie chcesz ale na pewno nie chcesz jechać ze mną? - zdziwiłam się
Otworzyłam drzwi do porche i oparłam się o wejście.
- Idziesz? - powtórzyłam
Adrian?

Od Cheryl c.d: Damiena

Widok był powalający. "Oj będzie z tego pieniędzy..." pomyślałam.
-Jak ty to ukradłeś?
-Normalnie-wzruszył ramionami.
-Ale jak normalnie?-zapytałam poirytowana-Nie złapali cię?
-No jak widzisz próbowali-odparł. 
-I teraz zamierzasz się tak ukrywać przed glinami rozumiem?
-No chyba nie mam innego wyjścia. No i niestety ty też musisz?
-Jak to ja?-syknęłam.
-Biegłaś ze mną. Pomyślą, że mi pomagałaś.
-Zawsze mogę iść na policję i cię wydać
-Nie zrobisz tego
-Chcesz się przekonać?-zapytałam wyciągając skręta z kieszeni. Zapaliłam go.
-Może mnie tak poczęstujesz?
-Mam marnować moje skręty?
-Oddanie mi jednego nie jest marnowaniem-powiedział. Podałam mu. Przez chwilę siedzieliśmy i paliliśmy w milczeniu
-A tak w ogóle gdzie zamierzasz się udać? 
-No do domu...A gdzie?
-Aha..I mam rozumieć, że chcesz się łaskawie oddać w ręce policji?-zapytałam unosząc brwi. Chłopak dziwnie na mnie popatrzył
-Czemu?
-Myślisz, że nie wiedzą gdzie mieszkasz?-zaśmiałam się.
-W takim razie gdzie mam iść?
-Ostatecznie mogę ci pozwolić zostać chwilę u mnie-powiedziałam.
-No to prowadź-odparł. Ruszyliśmy. Po pół godzinie doszliśmy do mojego starego walącego się domu.-W takim czymś można "mieszkać"?
-Ja mieszkam i jakoś żyję-prychnęłam.-Zawsze możesz wrócić do siebie...Ale niestety nie będziesz tam zbyt długo. Twoim domem stanie się cela.
Chłopak przewrócił oczami i wszedł za mną.
-Chcesz zobaczyć resztę moich "znalezisk"?-zapytał.
-Ostatecznie-rzuciłam udając "obojętną".

<Damien?>

Od Damiena c.d: Cheryl

Damien zmierzył ją pogardliwym wzrokiem pociągając papierosa. Jakaż to szkoda, że przy jego nodze nie siedział wilk szczerzący kły na dziewczynę. Mógłby wtedy ją poszczuć wilkiem i wybuchnąć śmiechem widząc jak cierpi z bólu.
-Wiesz ślepy nie jestem.... - mruknął do dziewczyny
Dziewczyna zignorowała go i tylko zaciągnęła szary dym powoli wypuszczając go z ust. Chłopak tylko na nią spojrzał mrużąc swe oczy. Chłopak spojrzał na ulicę niby od niechcenia, jednakże upewniał się, że nie ma w pobliżu gliny. Jednak.. cóż... los chciał by się pojawiła... z dupy.
-Nosz kur*a mać... - zaklął pod nosem chłopak rzucając pod nogę papierosa przygniatając go
-Co się stało? - spytała zaskoczona dziewczyna spoglądając na Damiena
-Glina.. to się stało! - odparł podenerwowany
Bez zapowiedzi złapał dziewczynę za rękę, powodując że upuściła peta na ziemię.
-Hej pusz... - nie dokończyła, bo napotkał ją zdenerwowany wzrok. Zrozumiała, że to nie przelewki.
Na nieszczęście chłopaka policja zauważyła chłopaka i z piskiem opon ruszyli za nimi. Ścigani przepychali się przez tłumy przechodniów, którzy utrudniali im ucieczkę. Po chwili skręcili w najbliższą, ciemną uliczkę, jednak policjantów to nie zraziło i skręcili za nimi. Chłopak syknął do siebie wymyślając szybko jakiś plan ucieczki, jednak nic mu nie przychodziło do głowy. Damien odwrócił głowę. Samochód stróżów prawa jechał coraz szybciej, jakby miał zaraz na nich wjechać. Chłopak musiał myśleć szybciej. Skręcili w kolejną uliczkę, jednakże tym razem był to kozi róg. Chłopak rozejrzał się nerwowo dookoła siebie. Jedyną drogą ucieczki były drabinki na dach, które były złożone, a Damien nie miał czasu na ich rozkładanie. Odwrócił się za siebie. Glina powoli do nich podjeżdżała. Chłopak z dłoni ułożył koszyczek, a wzrokiem ponaglił dziewczynę by się wybiła. Bez protestu dziewczyna wybiła się i podciągnęła, a następnie zaczęła biec na dach. Chłopak z wyskoku zrobił to samo i cudem uniknął naboju, który leciał w stronę jego nogi. Kiedy tylko znalazł się na dachu gestem dłoni pokazał by dziewczyna za nim biegła. Po pół godzinie byli daleko od miejsca zdarzenia.
-Co przeskrobałeś, że uciekałeś przed psami? - zagadnęła nagle dziewczyna
-Ukradłem coś.. bardzo wartościowego.. - odparł beztrosko chłopak
Dziewczyna uniosła zaciekawiona jedną brew. Chłopak pogrzebał w kieszeni spodni i wyjął garstkę biżuterii.
-W drugiej mam więcej - powiedział

<Cheryl? Co powiesz na widok złodzieja? :D )

Nowi ~!

Powitajmy Wendy Smith & Bryce'a  Adamsa

Od Schuyler i Gabriela c.d: Mixi


Nam się lepiej powodzi, oj chciałabym. Przeniosłam wzrok na dziewczynę, a ona drgnęła.
- Na to co ty nazywasz bogactwem my musieliśmy oddać normalne życie. Myślisz, że dobrze jest mieć dużo kasy i znajomości, owszem, ale do czasu. - Zaczęłam prezentować jej świat z naszego punktu widzenia, a ona słuchała z opuszczoną głową. - Myślisz, że zaznaliśmy kiedykolwiek miłości? Ciepła rodzinnego? - spytałam, a ona nie zareagowała. - Nie! - tym razem krzyknęłam. - Nie, nic z tego nigdy nie otrzymaliśmy. - dodałam spokojniej i w tym momencie Gabriel "przejął pałeczkę" widząc mój wyraz twarzy.
- Przepraszam za nią. Ona... My po prostu nie wiem jak to było mieć w miarę normalną rodzinę. Co z tego, że mamy kasy od groma i co z tego że znamy masę ludzi jak tak naprawdę nie mamy nic... - przerwał i uścisnął moje ramię. - Powinnaś usiąść. - szepnął mi do ucha i tak też zrobiłam. Dziewczyna chciała coś powiedzieć, jej usta się poruszały jednakże nie wydobywał się z nich ani jeden dźwięk.

Mixi?

Od Adriana c.d: Ashley

Dziewczyna próbowała mi dogryźć, ale marnie jej szło. Zaproponowała mi podwózkę.
- Hmm... niech się zastanowię... Nie? Bo chcę jeszcze pożyć.
- Myślisz, że jestem aż tak zła? - oburzyła się dziewczyna i skrzyżowała dłonie na piersiach.
- Oczywiście, że nie, ale po tym jak wczoraj mnie potraktowałaś wnioskuję, że nie za bardzo mnie lubisz, a tym bardziej mojego auta. - staliśmy w ciszy, zmierzyłem ją od stóp do głów, dziś też wyglądała całkiem nieźle. Czekałem na jakąkolwiek reakcję z jej strony, ale ona stała zacięcie i milczała.

Ash?

Od Jana c.d: Mixi

- Jan. Ale mów Jaś.
Uśmiechnąłem się. Dziewczyna odwzajmniła to. Widziałem, że jest trochę.. Nieśmiała.
- Zatańczysz?
Uśmiechnąłem się. Ona się rozejrzała.
- W sumie... Ok.
Poszliśmy na parkiet. Tańczyliśmy trochę. W końcu byliśmy zmęczeni. Usiedliśmy koło baru, przy stoliku. Zamówiłem 2 drinki. Czekając na nie, trochę z Mixi rozmawiałem. Ona zdawała się coraz bardziej rozluźniać.
- Proszę.
Kelnerka podała nam drinki.
- Dziękuję.
Powiedziałem niemal równocześnie z Mixi. Zaczęliśmy pić.

Panno Mixi?

niedziela, 28 czerwca 2015

Od Mixi c.d: Jana

Kolejny męczący dzień w pracy. Była sobota, więc postanowiłam pójść na jakąś imprezę. Weszłam do całkiem przypadkowego klubu i zamówiłam drinka. Czułam się nieco samotnia, ale bałam się do kogokolwiek zagadać. Wtedy obok mnie przy barze usiadł dość sympatycznie wyglądający chłopak.
"Raz kozie śmierć" pomyślałam i powiedziałam:
- Hej.
- Cześć - odpowiedział odwracając się do mnie.
Nie bardzo wiedziałam co powiedzieć. Nigdy wcześniej do nikogo nie zagadałam, więc nie wiedziałam co powiedzieć.
- Jestem Mixi - wykrztusiłam w końcu.

Panie Dąbrowski?

Od Ashley c.d: Adrian

Spojrzałam na chłopaka otwierając garaż i odsłaniając moje porche.
- Czemu nie samochodem? - spytałam
- Nie - mrukną
Po chwili ciszy odezwałam się.
- Nie jestes najprzystojniejszym chłopakiem w tym mieście - zaśmiałam się
- Jak nie jak tak? - spytał
- Ty? Chyba śnisz nie jesteś w moim typie - powiedziałam
Zamknęłam dom patrząc się na niego i wciskając guzik od bramy która zaczęła się otwierać.
- Może Cię podwieść w końcu mój piesek porysował Ci hondę - powiedziałam

Adrian?

Od Adriana c.d: Ashley

Po tam jak dziewczyna odparała, iż nie będzie płacić mi za szkody oraz bierze kundla i odchodzi lekko mnie zirytowała. Zresztą nie ważne pieniędzy mi nie brakuje.
- Nie ważne. - wyciągnąłem z tylnej kieszeni kluczyki i odjechałem jej z przejazdu. Zadzwoniłem do Gabriela, że ma się zbierać, bo ta mała co zrobiła mi awanture zniszczyła moją brykę. Podpity brunet chwilę się rozglądał zanim zobaczył moją honde. Zwineliśmy się do jego apartamentu, przy czym dostaliśmy mega opieprz od Schuyler.

★★★

Następnego dnia, wracałem do domu. Pieszo, bo Schuyler wkurzona wczorajszym incydentem zabrała i moje kluvczyki, i Gabriela. Niestety musiałem wracać drogą obok mieszkania tej nawiedzonej blondynki. Modliłem się w duchu żeby jej nie spotkać, bo akurat przechodziłem.
- No proszę. Kogo moje piękne oczy widzą. - usłyszałem głosk, który wczoraj mnie upokorzył.
- Chole*a. - mruknąłem pod nosem i odwróciłem się na pięcie. - Widzisz najprzystojniejszego chłopaka w mieście. - Odparłem uśmiechając się słodko.

Ashley?

Od Ashley c.d: Adrian

Spojrzałam się na chłopaka po czym obciągnęłam sukienkę aby więcej zasłaniała.
- Halo? - spytałam
Pomachałam lekko mu przed twarzą zaczynając się śmiać.
- Dobrze się czujesz? - odparłam
Chłopak prychną śmiechem odwracając ode mnie wzrok.
- Trisa chodź! - krzyknęłam
Pies szybko przybiegł do mnie i złowrogo patrzył się na chłopaka.
- To ile chcesz? - spytałam
- No nie wiem a ile to może kosztować? - popatrzył się na samochód
- No wiesz... - mruknęłam wyjmując portfel - albo nie nie będę Ci płacić za to że przez Ciebie nie mogłam wyjechać - powiedziałam znów chowając portfel

Adrian?

Od Jana


Kolejny dzień, nic.do roboty... I tak miało być przez cały dzień?
Ubrałem się i wyszedłem z psami. Rozglądając się, ujrzałem park. Poszedłem do niego. Była tam ławka, obok niej jezioro... Usiadłem i patrzyłem przed siebie.
W końcu wróciłem do domu. Telefon zadrgał. Wziąłem go i przeczytałem sms'a. Było tam napisane o imprezie. W barze, obok mojego domu, od 19:00 do 4:00 rano.
~ czemu nie..
Mruknąłem do siebie. Zaraz miała się zacząć. Przebrałem się i poszedłem. Byłem już w środku. Było.już dużo osób. Usiadłem przy barze, zamówiłem drinka.
- Hej.
Usłyszałem głos. Odwróciłem się o zobaczyłem dziewczynę.
- Cześć.
Odparłem.

Jakaś dziewczyna?

Od Mixi cd Schulyer i Gabriela

Czyli to byli ci aktorzy... Okej, szczerze mówiąc nie spodziewałam się... Chociaż to było do przewidzenia, ta dziewczyna miała takie zimne oczy mówiące o wpływowości.
- Widzę, że jesteśmy z tej samej strony muru - uśmiechnęłam się smutno, a oni spojrzeli na mnie zaskoczeni.
- Ty też jesteś stamtąd? - zapytał zaskoczony chłopak.
- Tak, ale cóż, mi się w życiu nie poszczęściło...
- A myślisz, że my mieliśmy kolorowo? - prychnęła dziewczyna.
- Może kiedyś nie, ale teraz owszem. Wy macie apartamenty, a ja mieszkam w jakiejś melinie. Wy żyjecie bogato, a mnie ledwo stać na jedzenie za moją marną pensje tatuażystki. Bez wątpliwości wam się bardziej w życiu powodzi.

Schulyer? Gabriel?

Od Schuyler, Gabriela c.d: Mixi

Zaśmiałem się, pilnie strzeżony sekret? Osobiście uważam, że powinna wiedzidć kim jesteśmy, ale skoro nie wie to z chęcią się jej przedstawię. Schuyler spojrzała na mnie wymownie, więc uznałem, iż to mi przypadnie zaszczyt olśnienia Mixi Hideki kimże jesteśmy.
- Gabriel van Alen. - i tu wskazałem na siostrę. - Schuyler van Alen. Mówi ci to coś? - a nasza towarzyszka zaczerwieniła się i powiedziała.
- van Alenowie? - I na to przytaknąlem głową, a Shy tylko warknęła cos w stylu " Ahhr " i przewróciła oscentacyjnie oczyma, a Mixi strasznie się speszyła.

Mixi? Tsa ta długość również powala xdd

Nowy~!

Powitajmy Jana Dąbrowskiego~!

Od Mixi c.d: Schuyler i Gabriela

- Nie jestem nikim ważnym - powiedziałam niemalże szeptem ze wzrokiem wbitym w ziemię.
- Może byś się przedstawiła panno 'nikt ważny'? - chłopak spojrzał na mnie, a w jego oczach widać było iskierki rozbawienia.
- Mixi... Mixi Hideki... - mówiąc to patrzyłam mu w oczy. - Wiem, że się chamsko doczepiłam do twojej... znajomej?
- To moja siostra - zaśmiał się.
- Więc siostry... Miałam w tym jednak pewien interes - uśmiechnęłam się tajemniczo. - Mogę wiedzieć jak się nazywacie? Czy to pilnie strzeżony sekret?

(Schulyer? Gabriel? Wiem, że długość powala ;-;)

Od Adriana c.d: Ashley

Przyciągnąłem dziewczynę do siebie, a to śliniące się stworzenie zaczęło warczeć. Puściłem ją więc, ale ona się zachwiała i upadłaby gdybym jej nie złapał.
- A teraz, skarbie. Musisz zapłać za zniszczenia, które zrobiło to... coś.
- No chyba śnisz chłoptasiu. - odparła dziewczyna i odepchnęła moją dłoń.
- Czyli wolisz rozwiązanie sprawy z policją. - a dziewczyna ani drgnęła.
- Straszysz mnie policją? To ty zastawiłeś mój wjazd. - a ja zaśmiałem się.
- Gdybyś nie robiła awantury i grzecznie poprosiła to może bym posłuchał, a poza tym jestem bezkarny. - odparłem poirytowany. Tym razem dziewczyna się trochę przestraszyła. A ja dodałem. - To wyskakuj z kasy i zmykaj, nie jesteś w moim typie. - Ale ona twardo stała. Przyznaję była seksowna w tej sukience, ma ładne nogi i zgrabne krągłości. Mmm... Gapiłem się na nią i czekałem na jakąkolwiek reakcję.

Ashley?

Od Schuyler c.d: Gabriela

Mój brat jest strasznie nadopiekuńczy, ale nie mam mu tego za złe. To on zawsze bronił mnie przed ojcem, przez co to on zawsze obrywał. Przystanęłam i spojrzałam na brata. Położyłam mu dłoń na piersi i odparłam już spokojniej.
- Jestem już dużą dziewczynką, Gabrielu. Potrafię o siebie zadbać. - chłopak przytrzymał moją dłoń i niepewnie acz stanowczo mnie przytulił. Zdziwiona tym obrotem sprawy oparłam się o moją rękę na jego torsie. Jednakże ta chwila nie trwała długo, bo czułam się niezręcznie i wyślizgnęłam z objęć brata. - Myślę, że już powinniśmy iść. - odparłam i ruszyłam wolnym krokiem, a Gabriel po chwili zrównał ze mną krok. Szliśmy w milczeniu, ale nie długo bo chłopak ponownie spytał.
- Więc kim był ten chłopak? Ten z kawiarni? - Czyli nie odpuści. Przyznaję jego wścibstwo było irytujące. Uniosłam głowę tak by móc spojrzeć mu w oczy, które teraz oczekiwały mojej reakcji.
- Lumia pogoniła jego kota, zaprosiłam go na kawę w rajach przeprosin. - odpowiedziałam po dłuższej chwili. A Gabriel wydawał dziwny duszący odgłos, gdy na niego spojrzałam okazało się, że dusi go ze śmiechu. Pacnęłam go w ramię.

Gabriel?

Od Ashley c.d: Adrian

Przeprowadziłam się razem z moim kochanym albinosem rasy Amstaff. Pobawiłam się z nim i zaczęłam się rozpakowywać jednak szybko mi się to znudziło. Postanowiłam wyruszyć do miasta zobaczyłam że blisko mojego domu jest klub a co najważniejsze? Jakiś głupek zastawił mi bramę i nie mogłam wyjechać samochodem. Założyłam skąpą sukienkę oraz wysokie szpilki i poszłam do klubu. Zauważyłam chłopaka któremu wystawały kluczyki od tej hondy podeszłam do niego zaczynając się z nim kłócić jednak on udawał że mnie nie słyszy. Wróciłam do domu i biorąc słodkiego, agresywnego pieska na krótkij smyczy wyszłam ponownie. Każdy widząc psa odchodził wzięłam ją jeszcze krócej a ta zaczęła się szarpać do prawie każdego. Chłopak stał tyłem i nic nie widział podeszłam do niego.
- Odjedź albo ten pies pogryzie Ci cały zderzak... - mruknęłam
Spojrzał się zirytowany na albinoskę a następnie na mnie.
- On? - spytał
- Okej dobra sam tego chciałeś... - powiedziałam
Wyszłam z baru i popatrzyłam się na samochód.
- Dobra rób swoje ślicznotko... - powiedziałam
Odpięłam smych gdy pies który uprawia parkoura wskoczył na samochód robiąc wielkie rysy pazurami. Odwróciłam się gdy właśnie ten chłopak pociągną mnie do jego ciała.
- Nie radzę - oznajmiłam gdy Trisa bo tak jej skracałam imię odwróciła się i zaczęła warczeć


Adrian?

Nowa!

Powitajmy Ashley Swimmin~!

Od Schuyler c.d: Robina

- Możesz ją zabrać? - Spytał wskazując na Luminę.
- No ku*wa, nie dość, że twój kundel atakuje mojego wilka, to jeszcze jesteś bezczelny! - zapięłam spiączkę szelek i wymamrotałm. - Sku**iel.
- Co tam marczoczesz? - spytał złośliwie. Odwróciłam się na pięcie i podeszłam do niego tak że prawie się stykaliśmy.
- Co ty sobie do jasnej chole*y wyobrażasz! Ty bezczelny, nic nie warty idioto z rozdętym ego. - wykrzyczłam, a wystraszone zwierzęta aż się cofnęły. Chłopak tylko uśmiechał się bezczelnie.

Robin?

Od Robina c.d:Schulyer

Nie odzywałem się do dziewczyny. Mogłem chyba pozwolić żeby ją psy pogryzły.
- A może jesteś głuchy?
Warknąłem do niej półgłosem.
- Nie trafiłaś.
Odwróciłem się do niej plecami i zacząłem iść w stronę nadal walczących zwierząt.
- Oh to mówi. - odparła nonszalancko dziewczyna i podążyła za mną. - Nie masz mi nic do powiedzenia?
- Nie i odwal się ode mnie.
Złapałem oba psy za obroże i rozdzieliłem.
- Możesz ją zabrać?

Schulyer?


Od Adriana

Wracając po zmierzchu z pracy wstąpiłem do jakiejś cukierni i kupiłem chyba z kilogram słodkich karmelowych ciasteczek. Zapłaciłem i wyszedłem, po drodze do domu zdążyłem zjeść już połowę, ale zaspokoiłem już swoje zapotrzebowanie na glukozę, więc tuż pod moimi drzwiami zakończyłem wcinać ciastka. Otworzyłem drzwi i rzuciłem pudełko ze słodyczami na blat, chwyciłem kluczyki do mojej hondy i zakluczyłem za sobą drzwi frontowe. Po co idę do samochodu? To chyba jasne, że muszę coś załatwić. Wsiadłem i odpaliłem cudeńko, przez chwilę stałem i ani drgnąłem lecz po chwili ktoś zaczął na mnie trąbić, a ja żeby zrobić ktosiowi na złość uparcie stałem. Ale wtedy zauważyłem wysiadającego przysadzistego mężczyznę, więc ruszyłem po piskaczach i tyle mnie widzieli. Stwierdziłem, że nie warto podróżować samemu dlatego zadzwoniłem po Gabriela, on zawsze jest chętny na jakąś imprezkę. Podjechałem pod Holiday Inn i krzyknąłem do boja żeby zawiadomił van Alen' a że już czekam. Po około pięciu minutach czekania z budynku wyłonił się brunet.
- Hej, Draco. Imprezka? - spytałem uśmiechnięty.
- Pewnie. - odpowiedział równie podekscytowany chłopak.
- To wskakuj. - odparłem i tak też zrobił. - Gdzie jedziemy? - spytałem.
- Nie wiem. - odpowiedział Gabriel po czym dodał. - Może na chybił trafił? - pokiwałem głową i wcisnąłem gaz, pierwsza przecznica, druga, trzecia i zawlokliśmy się cztery przecznice. Nie pamiętam nawet nazwy tego klubu, ale bawiłem się dobrze, nie piłem oczywiście bo byłem kierowcą, a na Schulyer nie moglibyśmy liczyć, bo by powiedziała, że trzeba było mówić wcześniej. Ale po dwóch godzinach przyszła jakaś dziewczyna i okrzyczała mnie, iż zastawiłem jej podjazd, nie wiem jak mnie znalazła ale krzyczała w niebo głosy.

- Przestaw ten samochód! Nie umiesz czytać? Nie zastawiać!

- Hę? - udawałem, że jej krzyki nie robią na mnie wrażenia, ale ona dalej krzyczała.

Jakaś dziewczyna?

Od Annabelle

Poszłam na spacer z Danny'm. Było dosyć ciepło, cicho. Dla mnie idealnie. Niedaleko mojego mieszkania, były.góry. Pomyślałam że to będę fajna przygoda. Poszliśmy tam. Najpierw ziemia była płaska. Z kroku na krok, było coraz stromiej. Jednak dalej się wspinaliśmy. Wkońcu doszliśmy ma szczyt. Widok był piękny. Zmęczona usiadłam na kamieniu, a mój pies obok mnie.
Siedzieliśmy tam do wieczora. Słońce zachodziło, a na niebo wylało się setki kolorów. Wyglądało to pięknie... Ale w końcu trzeba było wrócić do domu. Powoli i ostrożnie zeszliśmy z góry prosto do domu. Danny od razu położył się. Na moim łóżku i zasnął. Ja zaraz po nim.
Rano wyszłam pobiegać. Zapatrzyłam.się na coś... Nagle na kogoś wpadłam.
- Sorry.
Mruknęłam i biegłam dalej.zatrzymałam się na ławce w parku.
- cześć.
Ktoś usiadł obok mnie.
- Znam cię?
Prychnęłam.

Ktoś?

Od Gabriela c.d: Schulyer

Widziałem jak Schulyer odprowadza Lumię do holu i wraca do kawiarni razem z jakimś chłopakiem, ciekawy dlaczego moja bliźniaczka szlaja się z nieznajomym. Na moje szczęście usiedli przy oknie także mogłem wszystko obserwować, spędzili tam półtorej godziny, zaśmiali sie tylko raz czy dwa, a gdy chłopak coś powiedział wydawało mi się, że Schulyer była niezadowolona. W końcu, gdy już Shy wstała, zapłaciła i wyszła dogoniłem ją.
- Hej, kto to był? - Spytałem zauważony, a dziewczyna tylko przewróciła oczami.
- Czy nie może być dnia, w którym choć raz dałbyś mi spokój? - rozpoczęł swój monolog.
- Ymmm, nie. Dobrze wiesz, że się o ciebie martwię, Schulyer. - odpowiedziałem poważnym tonem.

Schulyer?

sobota, 27 czerwca 2015

Od Blase'a c.d: Hope

Spojrzałem na dziewczynę. Była urocza gdy się śmiała. Chwyciłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie.
-Ja menda?
-No a kto inny?-zachichotała. Pocałowałem ją w czoło.
-To co chcesz oglądać?
-Hmmmm...Może jakiś horror? Najlepiej psychologiczny
-Akurat mam pełno-powiedziałem sięgając po film. Włączyłem. Usiadłem obok dziewczyny obejmując ją ramieniem. Amrozja usadowiła się na jej kolanach. Kotka bardzo polubiła dziewczynę.-Czekaj czekaj...Ty nie musisz iść jutro do szkoły?
-Muszę. Ale nie pójdę-odpowiedziała całując mnie w policzek.
-Będziesz miała złe wyniki w nauce-prychnąłem.
-W takim razie będę w przyszłości mieszkała na ulicy-zaśmiała się.
-No dobrze, dobrze...Jak coś to nic o twojej szkole nie wiedziałem-odparłem. Film się skończył. Hope poszła się umyć.Ja zaraz po niej. Położyła się do łóżka pierwsza. Ja jeszcze napisałem sms-a do moich pracowników. Położyłem się obok dziewczyny.
-Kocham cię wiesz?-szepnąłem jej do ucha.

<Hope? ♥♥♥♥>

Nowi !



Powitajmy Annabelle & Adriana ~!  

Od Octavii CD Lionka

-Jesteś postrzelony.-Powiedziałam. Jeden z ratowników medycznych spojrzał się na mnie i przystąpił do Liona.-MUSISZ jechać do szpitala.
-A kto tak mówi?-Spytał, siląc się na spokój.
-Ja.-odparłam, jednocześnie z ratownikiem, który zaczął go badać. Mężczyzna kiwnął głową na resztę zespołu i polecił im, by przynieśli nosze.
-Ktoś opowie, co tutaj zaszło?-Zapytał policjant. A więc zreferowałam mu wszystko, co wiedziałam, a on spisywał zeznania. W tym czasie załoga karetki pakowała Liona na nosze. Zamknęłam mieszkanie i  zeszłam na dół razem z policjantami i sanitariuszami.
-Mogę pojechać razem z nim?-spytałam.
-Niestety nie.-odparł kierowca. Podał mi adres szpitala, zamknął drzwi i karetka odjechała. Spojrzałam się na policjanta.
-Złapiemy tego mężczyznę.-oznajmił.
 -Musicie. I tak nie puścimy tego płazem, ten człowiek powinien być w areszcie.-warknęłam i zadzwoniłam po taksówkę.
***
Operacja wyjęcia kuli z ramienia Liona wkrótce miała się skończyć. Chodziłam nerwowo w tą i z powrotem. Mam nadzieję, że to nie wpłynie na jego sprawność. Dzięki Bogu, że to tylko ramię.
Usłyszałam kroki na korytarzu. To z bloku operacyjnego wychodzili lekarze.
-I co?-zapytała podbiegając do nich.
-Operacja przebiegła bez komplikacji.-Powiedział jeden z nich, wysoki mężczyzna w okularach.
-Miał szczęście.-Dodała młoda lekarka.-Uraz nie wpłynie na jego sprawność, nie zostały uszkodzone ważne naczynia krwionośne i nerwy.
-Dziękuję.-szepnęłam, a z oczu pociekły mi łzy szczęścia.
-Nie ma za co. To nasza praca.
***
 Przywiozłam Lionell'owi wszystkie potrzebne rzeczy i siedziałam przy nim praktycznie cały czas. Przyjechali także policjanci, by spisać jego zeznania. Dowiedzieliśmy się, że ponownie zgarnęli tego mężczyznę.
Wypisali Liona tydzień po operacji. Poszliśmy razem do mojego mieszkania. Chłopak cały czas nosił opatrunki na ręce, ale w szpitalu powiedzieli mi jak je zmieniać.
-Mam dosyć tej chorej sytuacji.-mruknął, gdy znaleźliśmy się już w środku mieszkania.
-Ja też.-odpowiedziałam.-Chyba nawet nie wiesz jak się cieszę, że nic poważnego Ci nie jest.
-Chyba wiem, że się cieszysz. Mówisz mi to już któryś raz.-uśmiechnął się lekko, przyciągnął mnie do siebie zdrową ręką i pocałował w czubek głowy.-Dziękuję, że jesteś przy mnie.-szepnął.
-Nie dziękuj. To moje zadanie.-odparłam.
***
Minęło już trochę czasu od całej tej afery. Wróciłam do pracy w barze, Lion przychodził tutaj, albo szlajał się po mieście. Wieczory spędzaliśmy razem, często wychodząc na jakiś spacer itp.
Tego wieczoru w barze był dosyć duży ruch, sypały się tipy. Robiłam drinka za drinkiem, najczęściej dla tych samych klientów. Paru musiałam wylegitymować, by sprawdzić, czy są pełnoletni. Parę razy w tłumie ludzi przewinął mi się Lionell, ale nie widziałam, by coś zamawiał Kiedy już kończyłam zmianę podeszła do mnie Monica, inna barmanka.
-Wiesz, chyba powinnaś iść przed klub.-powiedziała. Zmarszczyłam brwi w niemym ptytaniu. Ona wzruszyła ramionami.
-Lepiej idź.-dodała. A więc poszłam.
Przez myśl nie przeszło mi, że mogę zobaczyć przed lokalem co takiego. A co? Może raczej 'kogo?' Lionella. Z inną dziewczyną. Całujących się. Ogarnęła mnie zimna wściekłość. Chciałam wydrapać oczy tej dziewusze. Wyrwać jej kłaki. A Lionell... Podeszłam do nich. Zauważyli mnie, przestali się całować. Było widać, że dziewczyna jest dosyć wstawiona. Podniosłam rękę na Liona, ale po chwili ją opuściłam. Nie miałam siły go uderzyć.
-Myślałam, że jesteś inny.-wykrztusiłam. Spojrzałam na tego babsztyla.-A ty lepiej uciekaj, bo ci łeb ukręcę.
Odwróciłam się, nie zważając na tłumaczenia Lionell'a. Cośtam gadał, że to ta laska zaczęła go całować. I co, że ona? I co?! Wbiłam szybkim krokiem na zaplecze baru, wzięłam moją bluzę i wyszłam. Poszłam do domu. Zastanawiające jest to, że nie uroniłam nawet jednej łzy. Najprawdopodobniej dlatego, że byłam tym zbyt zaskoczona. Nie pomyślałabym, że Lion może zrobić  mi coś takiego. Przecież już tyle razem przeszliśmy... Wparowałam do mieszkania trzaskając drzwiami. Zamknęłam wszystkie zamki i nawet nie zapalając światła uwaliłam się na środku przedpokoju i zaczęłam ryczeć. Czułam się potwornie. Nie wiedziałam ile czasu minęło odkąd przyszłam, ale w którym momencie rozległo się walenie do drzwi.
-Octavia!!!-wrzeszczał Lion. Nie podniosłam się z podłogi, łzy leciały mi samoczynnie.-Octavia, wyjdź do mnie, proszę!!!
Powoli podniosłam się i zapaliłam światło. Przypomniałam sobie, że ma on u mnie klucze. Wzięłam je i podeszłam do drzwi.
-Odsuń się!-Krzyknęłam i gdy łomotanie ustało otworzyłam drzwi. Przez szczelinę wyrzuciłam mu jego klucze.-A teraz nie chcę Cię tu widzieć. Ani słyszeć.-Łypnęłam na niego i schowałam się do środka.
***
Rano ogarnęłam się trochę i postanowiłam zrobić zakupy. Ogarnęłam się więc, wzięłam zakupową torbę i wyszłam. Przed drzwiami mojego mieszkania zastałam osobliwy widok. Lionell siedział na podłodze oparty o przeciwległą ścianę. On poderwał się na mój widok, a ja na jego aż się cofnęłam.
-Octavia!-wykrzyknął, podszedł do mnie, objął mnie i próbował pocałować. Odepchnęłam go.
-Przestań, Lionell.-warknęłam.
-Octavia, wysłuchaj mnie, proszę...
-Wiesz, Lionell. Powinniśmy trochę od siebie odpocząć.-powiedziałam i ruszyłam do schodów.
Lionku? ♥ Wybaczysz mi taki rozwój akcji?