piątek, 26 czerwca 2015

Od Blase'a c.d: Hope

Dziewczyna była strasznie słodka. Plątała się we własnych słowach.
-Podobają ci się moje oczy?-zapytałem lekko się śmiejąc.
-No...no tak...Znaczy...No tak
-Twoje oczy też są bardzo ładne-uśmiechnąłem się.
-Na serio?
-Tak. Bardzo duże i głębokie.
-Dz...Dziękuję-powiedziała. Opatrzyłem jej kostkę. Na szczęście mam zapas bandaży elastycznych. Dziewczyna była u mnie do późna. Nie sprawiało mi to problemu. Wręcz przeciwnie. Niestety była już 23.30.
-Nie musisz już iść?-zapytałem.
-Faktycznie...Dałbyś radę mnie odwieźć?
-Pewnie-odpowiedziałem. Zeszliśmy do auta. Próbowałem odpalić-FUCK!
-Co się stało?
-Nie ma benzyny-powiedziałem. Wróciliśmy do mojego mieszkania
-I co teraz?
-Zawsze możesz zostać.

<Hope? :*>

Od Hope c.d: Blase'a

Czułam się trochę niezręcznie kiedy chłopak oglądał mi stopę, a następnie chłodził ją lodem. Był zarazem delikatny i doświadczony w tym co robił. Zapewne mają sporo takich przypadków na tej ściance, nie wiele trzeba by skręcić kostkę, co widać chociażby w moim przypadku. Zapytam go o to, na pewno ale innym razem.
- Dużo macie takich przypadków? - ups...a jednak tym razem.
- Hę ?
- W sensie zwichnięć i tak dalej. - przechyliłam głowę nieco w lewo i spojrzałam prosto w jego niesamowite zielone oczy. Gdzieś kiedyś czytałam, że to najrzadziej spotykany kolor tęczówek... uhh, szkoda bo jest taki piękny... Albo po prostu to zasługa wyglądu tego faceta i bez względu na kolor jego oczu sądziłabym, że są niesamowite. Nie... To ten kolor, chociaż... - Są śliczne.
- Co ? - chłopak zmarszczył brwi.
- Co, co ? - potrząsnęłam delikatnie głową i nieśmiało się uśmiechnęłam ukazując dołeczki w policzkach.
- Śliczne, co ? Bo na pewno nie kostki klientów ścianek wspinaczkowych.
- Kostki ? - zapytałam niemalże od razu nim zdałam sobie sprawę, że z mojej buzi wydostały się słowa, które miały pozostać jedynie w mojej głowie. - cholera, przepraszam Cię... Ymmm... to tak wyszło przez przypadek,...noo
U licha co się ze mną dzieje?! Po raz pierwszy zapomniałam języka w gębie. Nie dobrze, bardzo nie dobrze.
- Okay, przeprosiny przyjęte. - uśmiechnął się szeroko - Ale i tak musisz mi powiedzieć o czym w takim razie myślałaś gdy odpowiadałem na Twoje pytanie.
- To przecież jasne, że chodziło mi o twoje oczy. - shit. No i powtórka z rozrywki ! Od Zawsze miałam problem z analizowaniem tego co przynosi mi ślina na język, a jak na ironię losu dziś ujawnia się to jeszcze bardziej niż zwykle.
Chwała komuś tam u góry, że nie umiem się rumienić, bo inaczej widząc jego bezcenną, rozbrajającą minę zrobiłabym się czerwona na buzi niczym jakiś burak.

< Blase? c: >

Od Blase'a c.d: Hope

-Po prostu lubię pomagać-uśmiechnąłem się.
-No ale nie spieszysz się do pracy albo gdzieś?-zapytała wpatrując się we mnie.
-Mam swoją firmę więc nie muszę być tam codziennie.
-Gdzie pracujesz?
-Mam jedną z największych ścianek wspinaczkowych-odparłem. Dojechaliśmy do mojego mieszkania. Wyjechaliśmy windą na 12 piętro. Miałem ładnie urządzone 3 pokojowe mieszkanie.
-Ale tu ładnie-powiedziała dziewczyna wchodząc.
-Usiądź na kanapie. Dasz radę dojść?-zapytałem.
-Chyba tak-uśmiechnęła się. Szybko sprzątnąłem kuchnię i podszedłem do Hope.
-Chcesz się czegoś napić? Herbata, kawa?
-Może być herbata-powiedziała. Zaparzyłem i podałem jej napój.
-Ile w ogóle masz lat?-zapytałem siadając obok niej. Teraz dopiero zauważyłem jej piękne duże oczy. Była bardzo piękną dziewczyną.
-17-powiedziała uśmiechając się. Wyglądała jak aniołek. Dreszcz przeszedł mnie po plecach. Czyżbym się zauroczył?...
-Mogę zobaczyć twoją nogę?-zapytałem.
-Jasne-odpowiedziała. Kostka była opuchnięta. Poszedłem do kuchni po lód. Ochłodziłem jej kostkę.

<Hope?> ^^

Od Hope c.d: Blase'a

Nie byłam pewna czy dobrze robię, prawdą było to, że go nie znam... Ledwo co dowiedziałam się jak ma na imię, no ale cóż jak się działa pod wpływem impulsu to tak już bywa.Kręcić już nie będę, bo i tak wyszłam już na niezłą idiotkę... Żeby nie wiedzieć jak się ma na imię ? Niezłe Show, doprawdy.
 Co ma być to będzie, nie ? Chłopak był nadzwyczaj pomocny i naprawdę miły, więc nie czułam się zagrożona, a na dodatek jego wygląd nie pozostawiał sobie nic ale to nic do życzenia. A poza tym moja noga bardzo bolała, musiałam ją uszkodzić przy upadku. Rzec można, że szczęście w nieszczęściu.
- Nie boisz się, że Cię okradnę czy coś ?
- Nie obraź się, ale w obecnej chwili nie sądzę abyś stanowiła najmniejsze zagrożenie. - uśmiechnął się pod nosem.
- Zdziwisz się. - prychnęłam.
- Wątpię. - teraz to nie wytrzymał i się zaśmiał. Naprawdę fajnie się śmiał, a ten jego zawadiacki uśmieszek sprawiał, że po plecach przebiegły mi dreszcze. To dziwne uczucie, nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam, tym bardziej, że z nie znanych mi powodów średnio ciągnie mnie ku mężczyznom... może dlatego że Jasper jest jaki jest.
Jechaliśmy w milczeniu a ja łapałam się na tym, że bezczelnie się na niego gapię. Jak tato się dowie, że nie byłam w szkolę to będę miała problem, poważny problem... Ale na chwile obecną mam to w nosie.
- Po co właściwie to robisz? - zagadnęłam bo ta myśl nie dawała mi spokoju od pewnego czasu. Po co? Na pewno ma masę innych ważnych rzeczy do zrobienia niż ratowanie zbuntowanych nastolatek...

< Blase ? ^^ >

Od Blase'a c.d: Hope

Widziałem jak dziewczyna upada. Chciałem jej pomóc ale ona na mnie naskoczyła. Szkoda... Normalnie zawsze chętnie pomagam ale w jej przypadku chciałem pomóc jeszcze chętniej. Tak była piękna.
-Czyli co nic ci nie jest?
-Jest...To znaczy nie...Nic mi nie jest-powiedziała zmieszana. Uśmiechnąłem się. Dziewczyna sama plątała się we własnych słowach. To było bardzo słodkie.
-Jak się nazywasz?-zapytałem.
-Ja? Ja... Ja mam na imię Hope-odparła znów gubiąc się w swoich słowach.
-Spokojnie-lekko się zaśmiałem-Jestem Blase
-Miło było cię poznać-powiedziała i próbowała zrobić krok. Potknęła się jednak. Widziałem, że z jej nogą coś jest nie tak.
-Na pewno wszystko dobrze?-zapytałem.
-Tak...Jest ok-uśmiechnęła się i zrobiła kolejny krok. Przeniosła ciężar ciała na skręconą kostkę. Syknęła z bólu.
-Widzę, że nie jest ok. Idziesz do szkoły tak?
-No tak
-Nie pójdziesz z tą nogą do szkoły. Odwiozę cię do domu.
-Do domu?-zapytała lekko przerażona.
-No tak...Do domu
-Mojego taty nie ma a ja nie mam kluczy-powiedziała.
-To wezmę cię do mojego mieszkania-uśmiechnąłem się. Pomogłem wejść dziewczynie do mojego samochodu. Ruszyliśmy.

<Hope?>

Od Cheryl c.d: Damiena

Zebrała się we mnie wściekłość. Jakiś chłopak, którego pierwszy raz na oczy widzę do mnie zaczyna?
-Czego chcesz?-mruknął gdy stanęłam przed nim. Miałam ochotę mu coś zrobić. Naprawdę. Bardzo dużą ochotę ale odpuściłam.
-Ech...Nic już-warknęłam i odwróciłam się.
-Jak tym w ogóle masz na imię?-rzucił "obojętnie".
-Cheryl lecz nie mam pojęcia po co ci to wiedzieć.
-Ja nazywam się Damien-odparł.
-To gratuluję! Może jeszcze Nobla za to chcesz?-powiedziałam i poszłam w swoją stronę. W domu szybko się umyłam i zasnęłam. Rano wyszłam pobiegać. Biegłam spokojnie po parku gdy nagle coś na mnie w padło. Nie coś tylko ktoś. On. Znów on.
-Nie możesz patrzeć jak łazisz?-syknęłam. Chłopak prychnął i poszedł dalej.

*******

Było już południe. Wyszłam na miasto coś zjeść. Szybko jednak straciłam na to ochotę. Postanowiłam się przejść. Zapaliłam papierosa. Nagle za mną usłyszałam znajomy głos
-Ej ty Cheryl masz ognia?-zapytał. Był to Damien. Z początku byłam wrogo nastawiona i nie chciałam w ogóle z nim rozmawiać. Po chwili przełamałam się jednak.
-Masz-odparłam rzucając mu zapalniczkę.
-Palisz?-zapytał.
-A co nie widać?


<Damien?>

Od Hope

Wieczorem, jak zawsze pokłóciłam się z ojcem, jak zawsze niemalże doprowadził mnie do łez mówiąc jak to zrujnowałam mu życie i jak to przeze mnie musi odmawiać sobie wielu przyjemności bo najzwyczajniej w świecie moje utrzymanie zbyt wiele kosztuje, gówno prawda złamanego grosza nawet mi nie dał. Nie cierpię go! NIENAWIDZĘ !
Na dobrą sprawę od małego mam do niego dystans, nie ufam mu... coś musiało kiedyś się stać jak byłam malutka, że nie ufam własnemu ojcu, a ja za nic w świecie nie mogę sobie przypomnieć co takiego miało miejsce... Tak bardzo brakuje mi mamy, szczerze to już prawie jej nie pamiętam. Pozostało mi po niej mgliste wspomnienie i wisiorek z małym szmaragdem, który zarówno mnie jak i jej podkreślał kolor oczu. Jak teraz patrzę na zdjęcia to sądzę, że jestem do niej podobna... wolałabym, żeby to on zmarł, a nie mama.
Rano znów musiałam sama iść do szkoły, pieszo kilka ładnych kilometrów, no bo przecież po co mnie odwieźć bądź najzwyczajniej w świecie zadzwonić po taksówkę. Ojciec wybudował się na takim zadupiu, że nawet nie jeździ tu żaden autobus...
Zdenerwowana na cały Boży świat szłam przed siebie ze słuchawkami w uszach, a w myślach klęłam na mojego rodziciela. Po około pięćdziesięciu minutach byłam niedaleko budy. Już miałam przejść przez ulicę kiedy jakiś rozpędzony dupek na motorze o mały włos mnie nie potrącił. Od razu odskoczyłam i wylądowałam tyłkiem na ziemi. No znakomicie ten dzień nie może być lepszy.
- Uważaj jak jeździsz baranie ! - krzyknęłam za nim i przeczesałam ręką włosy.
Powoli podniosłam się i przetarłam zdarte nadgarstki.
- Ej, nic Ci nie jest? - usłyszałam męski głos dobiegający zza moich pleców.
- Nie Twój interes - mruknęłam nawet się nie odwracając.
- Chcę tylko pomóc. - westchnął, a ja spojrzałam na niego przez ramię.
Cholera przystojny... bardzo przystojny. Tak pomóż mi, pomóż... Przyłożyłam dwa palce do skroni i sprowadziłam swoje niepokojące myśli z powrotem na ziemię. Widzę kolesia pierwszy raz na oczy i prawdopodobnie nie zobaczę go już więcej, a bezsensownie się nakręcam...

< Blase? >

Od Schulyer c.d: Mixi

Pijacy coraz bardziej się zbliżali, a dziewczyna dalej uparcie stała, zdenerwowana syknęłam.
- Lepiej stąd idź. - Po czym ruszyłam przed siebie z zadartą do góry głową. Ale mój spokój nie trwał długo, no a jakże. Dziewczyna przytruchtała i zrównała się ze mną krokiem. Boże nigdy więcej nie pomogę nieznajomym, bo się przyczepią.
- Co tu jeszcze robisz? - spytałam poirytowana, a dziewczyna nic nie odpowiadała jakby się nad czymś zastanawiała. - No co język połknęłaś.- Rzuciłam nonszalancko dalej zadzierając głowę. Ale dziewczyna, która teraz wydawała się niższa nawet ode mnie, bo jakby nie patrzeć byłam na koturnach ok. Dwunastocentymetrowych, bo czemu nie, raz na jakiś czas mogę troszkę urosnąć, mimo iż szłyśmy już dłuższy czas dziewczyna nie odezwała się ani słwem, do mojego apartamentu były jeszcze jakieś 3-4 przecznice, więc jeśli ta cisz będzie trwała choć chwilę dłużej to się chyba zabiję...

Mixi?

Od Mixi c.d: Schulyer

- Dziękuję - mruknęłam cicho. Nie przywykłam do otrzymywania pomocy od obcych ludzi. Przyjrzałam się dokładniej dziewczynie, która mi pomogła. Była bardzo zadbana i w sumie nieco przypominała mi moją matkę. Miała te same zimne oczy mówiące "nie mam dla ciebie czasu biedaku". Nie odpowiedziała tylko uśmiechnęła się wyniośle. Wezbrała się we mnie fala złości. Nie wiem dlaczego - tak po prostu. Zacisnęłam dłonie w pięści, a wzrok wbiłam w chodnik. Chciałam odejść, ale czułam, że coś mnie zmusza do stania tam. Usłyszałam za sobą jakiś hałas. Odwróciłam się. To te żule próbowały do nas podejść, ale tak się zataczały, że raczej średnio im to wychodziło.
- Lepiej stąd idź - syknęła mi dziewczyna do ucha i zaczęła jak gdyby nigdy nic iść przed siebie. Chwilę stałam i wpatrywałam się w jej plecy, po chwili jednak ją dogoniłam.

Schulyer?

Od Schulyer c.d: Mixi

Po trudnym dniu poszłam się napić, bo kto bogatemu zabroni. Zresztą i tak nie miałam nic do roboty. Nie wypiłam aż tyle drinków żeby się zataczać, ale wystarczająco żeby cały zły humor wyparował. Wracając mijałam centra handlowe i żuli, czyli ogólnie rzecz biorąc pijaków żebrzących o kasę. Jak oni mnie irytowali, jakby nie mogli ruszyć dupy do pracy.
- Spie*dalaj. - Syknęłam, gdy któryś pociągnął rękaw mojego długiego czarnego swetra, a on zdziwiony szybko cofnął rękę, a ja odeszłam szybkim krokiem. Zapatrzona w dal ledwo zauważyłam dziewczynę, która padł jak długa. O dziwo od jakiegoś czasu mam dobry humor i stałam się litościwa, więc podałam jej dłoń, wzdrygnęła się, ale po chwili chwyciła moją wypielęgnowaną dłoń. Przez chwilę wpatrywała się we mnie po czym odparła.

Mixi?

Od Mixi

Powłócząc nogami wyszłam z salonu. Była czwarta nad ranem, a salon jeszcze miał klientów. Na szczęście szef był litościwy i pozwolił mi pójść wcześniej. Westchnęłam ciężko myśląc o moim aktualnym miejscu noclegu, które na pecha znajdowało się na drugim końcu miasta. Miałam dwie możliwości - albo czekać godzinę na autobus albo iść teraz na nogach. Kolejne westchnięcie. Ruszyłam w stronę mojej noclegowni. Minęłam jakiś pijaków siedzących na skrzyniach pod ścianą jednej z kamienic. Krzyczeli coś za mną, ale ja tylko zaczęłam biec. Potknęłam się jednak o coś i upadłam jak długa na ziemię. Próbowałam się podnieść, ale okropny ból w nodze skutecznie mi to uniemożliwiał. Zaklęłam pod nosem. Wtedy zobaczyłam jakiś cień zbliżający się do mnie. Bałam się, że to pijacy, ale owy cień wyciągnął do mnie rękę. Chwyciłam ją i jakoś udało mi się wstać.

(Ktoś? Ktokolwiek?)

Od Schulyer do: Blase'a

Ostatnio coś mnie naszło na długie spacery, więc wzięłam Lumię i ruszyłyśmy na miasto. Po drodze znów witano mnie ze sztucznymi uśmiechami, a ja jako że miałam dobry humor odpowiadałam życzliwie, raczej tak mi się wydawało. Centrum było strasznie zatłoczone, nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że dziś są obchody jakiegoś święta, ale czy w takim razie nie powinni obchodzić go w gronie rodziny? Sama nie wiem, bo przecież tego typu rzeczy spędzałam sama, gdyż niańki miały wtedy wolne. Zamyślona nie zwróciłam uwagi jak daleko doszłam, było dość jasno żeby określić, iż prawdopodobnie znajduję się w jakimś parku. W tle na krwiście zielonej trawie siedział chłopak o blond włosach, a obok niego biegała jakaś kulka czarnego futra. Usiadłam na ławce i zapomniłam, że smycz Luminy została przed chwilą odpięta, a sama wilczyca nie posiadała na pysku kagańca, tak więc zwierzę korzystając z mojej nieuwagi popędziło w stronę włochatej biegającej kulki. Nie zdążyłam złapać jej szelek więc i ja musiałam za nią pobiec, jednakże wilczyca była szybsza i zanim dobiegłam kulka już uciekała od Luminy. Chłopak krzyczał imię kota, bo chyba tak można nazwać to futerko.
- Ambrozja! Ambrozja wracaj! - Skoro to moje zwierze goni jego kota to wypadałoby przeprosić.
- Jeny, przepraszam. Zapomniałam, że nie toleruje kotów. - Blondyn spojrzał na mnie i odparł.
- Jestem Blase. - Nie zwróciłam na to zbytniej uwagi, ale chłopak dodał.

Blase?

Od Lionella c.d: Layli

Siedziałem sobie wieczorem na ławce, bo najzwyczajniej w świecie miałem na to ochotę, a co ktoś mi zabroni ? Pff i co jeszcze?
Nie minęło pół godziny a minęła mnie jakaś dziewczyna. Sądzę, że wracała po pracy bo jej mina nie mówiła więcej niż " SPAĆ ". Zatem postanowiłem uprzykrzyć jej życie i ją zaczepić. Tak jest, odpowiedziała a zatem sukces.
- Powinnaś uważać, gdyby był tu jakiś zboczeniec mogłoby Ci nie być już tak do śmiechu. - prychnąłem widząc jak totalnie po niej to spływa.
- A co Ty może nim jesteś ? - rzuciła mi spojrzenie przez ramie.
- Akurat nie, ale pewnie wielu się tu kręci.
- To super, zatem bądź tak miły i idź informować o tym innych, ja się tak trochę śpieszę.- mruknęła i jej kroki stawały się coraz szybciej. Czyli jednak czuła się trochę niepewnie.
Postanowiłem darować sobie latania za naburmuszoną i zadufaną w sobie dziewczynką sukcesu i skierowałem się do domu. Jednak w drodze powrotnej jak na życzenie widziałem jakiegoś gnoja dobierającego się do młodej dziewczyny. W sumie mogłem przejść obok nich obojętnie... ale coś wewnątrz kazało mi zareagować, tak i to doskonale wiem co.
Rzuciłem się pędem w tamtą stronę i zacząłem okładać napastnika.  Dwa razy z sierpowego w ryj i przy okazji udało mi się wyprowadzić jego jedynki na spacer. Ten był jednak bardziej przygotowany na taką niespodziankę i wyciągnął zza paska nóż, którym postanowił pomóc szczęściu a zarazem swojej wygranej rozcinając mi rękę. Jebany sukinsyn ! Oh, cholera jak to boli... Szamotałem się z nim jeszcze przez długą chwilę do czasu aż przed oczami nie pojawiły mi się mroczki spowodowane utratą dużej ilości krwi.
Ten wykorzystał ten moment i popchnął mnie mocno, aż przewróciłem się i uderzyłem głową w kamień. Kątem oka spostrzegłem jeszcze, że dziewczyny nie ma już w okolicy, a następnie urwał mi się film... totalnie nic dalej nie pamiętam...
... obudziłem się kiedy w parku panował jeszcze większy mrok. Chwiejnym krokiem i na miękkich nogach dotarłem do domu. Przejście kilkudziesięciu metrów jeszcze nigdy nie kosztowało mnie tyle wysiłku zarówno fizycznego jak i psychicznego, poważnie ten chodnik, po którym dreptałem  wyglądał na całkiem wygodny. Nie wiem jak i gdzie ale rano obudziłem się na podłodze w przedpokoju,.. czułem jedynie tępy pulsujący ból w czaszce. Cholera, czułem się gorzej niż wcześniej, a więc nie było wyjścia jak isć do pobliskiego szpitala. Krew nadal sączyła się z mojej rany a ja choć nie mam o tym bladego pojęcia sądziłem, że dość sporo jej ubyło. Tylko przekroczyłem próg tak nieznoszonego przeze mnie budynku, w którym biegało pełno ludzi w fartuchach i znów utraciłem tą pieprzoną przytomność.

< Layla? Masz dyżur dziś też, wiem to xd >

Nowa !

Powitajmy Hope Craven ~! 

Od Damiena c.d: Cheryl

Dzisiejszy wieczór był chłodny, wręcz idealny na spacer ze swoim pupilkiem Nero. Damien wyszedł z mieszkania z wilkiem na smyczy i ruszył w pole. Pies od samego początku zaczął wyrywać do przodu z nie wiadomych dla chłopaka powodów. Damien postanowił dać psu wolną wolę i pozwolić mu się wyrywać, a on w tym czasie zapali sobie papieroska. Pies wyrywał coraz bardziej, co Damienowi przeszkadzało w zapaleniu. Nim się zorientował przeszli już dobre 3 kilometry, a co najlepsze jego pupil wyrywał do jakiejś dziewczyny, która szła przed nim. "No… Nero ma branie..", przemknęło przez myśl chłopakowi. Postanowił za nią podążać i obserwować, a także uważać żeby Nero jej nie pogryzł. Po chwili dziewczyna odwróciła się gwałtownie i piorunując wzrokiem Damiena warknęła:
-Kim jesteś?!
Chłopak tylko zmierzył ją wzrokiem i gwizdnął na wilka, by ten nie ciągnął aż tak bardzo. Zwierzę usłuchało i usiadło przy nodze właściciela.
-Paniusiu Ty się tak nie spinaj, bo się zesrasz…. - mruknął chłopak mrużąc swoje ciemne oczy
-Słucham?! - krzyknęła zaskoczona -
-To co usłyszałaś.. - odparł zimno chłopak zapalając papierosa
Dziewczyna tylko poczerwieniała na twarzy i szybkim krokiem podeszła do chłopaka, z widocznym zamiarem dania mu "z liścia", jednak Nero gwałtownie wyskoczył do przodu broniąc swojego właściciela.
-Jak widzisz mam tu prywatnego ochroniarza.. - rzekł Damien wskazując na szczerzącego kły wilka
Dziewczyna tylko prychnęła z ignorancją i założyła ręce na piersi. Chłopak tylko uniósł brew w zdegustowaniu i pokręcił głową zrezygnowany.
-Wiesz co… nie będę tracić na Ciebie czasu - powiedział szorstko odwracając się napięcie
Dziewczyna pewnie wyglądała na zaskoczoną, w sumie to Damien tego nie widział, no bo cóż… był do niej tyłem idąc żwawym krokiem w stronę jego domu. Dziewczyna pobiegła i stanęła przed nim patrząc na niego spod byka.
-Czego chcesz… - mruknął niezadowolony Damien

Cheryl?

Nowi !

Powitajmy Damiena & Blase'a
     

Nowa!

Powitajmy Mixi Hideki !

Od Cheryl

Zeskoczyłam z siodła i poklepałam karego ogiera po łopatce.
-Dobrze ci poszło młody-szepnęłam do jego ucha. Poluzowałam popręg i udałam się do stajni. Koń szedł za mną. Wyczyściłam go i wprowadziłam do boksu. Koń wystawił głowę. Otarł się o mnie. Pogłaskałam go. Powoli zbliżają się zawody. Szansa na zarobienie paru groszy. Wróciłam do domu. Przebrałam się w normalne ubrania i usiadłam na kanapie. Rozciągnęłam się zmęczona. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziłam się pod wieczór. Nie wiedziałam co robić. Wzięłam swoją gitarę i zaczęłam coś grać. Po chwili jednak znudziło mi się to. Wyszłam na pole. Na niebie zabłysły gwiazdy. Szłam spokojnie przed siebie. Nawet nie wiedziałam gdzie idę. No ale szłam. Rozkoszowałam się samotnością. Tak...Samotność to coś co kocham najbardziej. Gdy przeszłam któryś z kolei zakręt nie szłam już sama. Ktoś za mną szedł i mnie obserwował. Próbowałam go zgubić skręcając w parę alejek. Nie udało mi się jednak. To niemożliwe żeby ktoś szedł tą samą drogą co ja zwłaszcza, że zrobiłam parę kółek. Czekałam tylko na odpowiedni moment... Wreszcie odwróciłam się. Zobaczyłam chłopaka.
-Kim jesteś?!-warknęłam.

<Jakiś chłopak?>

Nowa !

Powitajmy Cheryl Hatred !