Plaże, baseny, jeziora i inne zbiorniki wodne są zdecydowanie nie dla mnie. Jakby to delikatnie ująć, czuje dość spory respekt do wody. Nie tyle co się boję ile zachowuje ostrożność....a tek szczerze to cierpię na paniczny lęk przed wodą.
Jedynie nie mam nic przeciw tej w butelkach i pod prysznicem. Zdecydowanie wolę go niż wanny.
- Blase...- pokręciłam głową i uniosłam ręce w geście obronnym kiedy chłopak do mnie podszedł.
- Mała, zrobimy to bardzo powoli... Złap mnie za rękę. - oznajmił ze stoickim spokojem, wyciągając w moja stronę dłoń.
Ujęłam ją niepewnie i razem krok po kroczku kierowaliśmy się ku głębinom. Pierw po kostki, następnie kolana... im dalej tym gorzej.
Słowo daje czułam jakby z buzi odpłynęła całą krew, a mój żołądek fiknął całą masę koziołków.
Blase dostrzegając mój coraz silniejszy opór zatrzymał się i mnie objął łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku. Wówczas sto dwadzieścia procent mojej uwagi skupiło się na nim przez co zupełnie zapomniałam o chlupoczącej wokoło mojej talii wodzie.
Zarzuciłam mu ręce na szyję, a nogami oplotłam go w pasie i staliśmy tak zatraceni w pocałunku długą chwilę zanim uświadomiłam sobie, że woda przykrywa nam już barki.
Natychmiast się spięłam i chwyciłam się go kurczowo.
- Blase... chyba nie dam rady - wyszeptałam, a z moich oczu dało się wyczytać jedynie lęk.
<Blase? Wiem, że długo... praszam...obiecuje poprawę... >