środa, 8 kwietnia 2015

Od Octavii cd Lionka

Dzisiejsza zmiana była spokojna i nie było na niej dużo do roboty. Szef powiedział nam, że przez następne dwa dni lokal będzie ogólnie zamknięty, zostanie tylko parę osób, bo robimy uzupełnianie zapasów i sprzątamy, bo zapowiedział się sanepid. Na szczęście nie padło na mnie.
Wracając do domu z pracy cieszyłam się, że będę mieć wolne. Szłam zamyślona praktycznie środkiem chodnika i w pewnym momencie na kogoś wpadłam. Już miałam powiedzieć coś tej osobie, gdy zobaczyłam znajomą mi twarz.
-Octavia!-krzyknęła dziewczyna, na którą wpadłam i rzuciła się mnie uściskać.
-Zuzanna!-także ją objęłam.-Czy Ty czasem nie wyjechałaś?-spytałam.
-Och, dużo się zmieniło..-powiedziała.
-W takim razie chodźmy do mnie.-zaoferowałam.
Poszłyśmy. Przez całą drogę rozmawiałyśmy o jakiś mało istotnych rzeczach. W końcu weszłyśmy do mojego mieszkania, powiedziałam dziewczynie, by czuła się jak u siebie, sama przeszłam do kuchni, by coś przygotować.
-Wychodzę za mąż.-usłyszałam.
-Naprawdę?-spytałam. Nic dziwnego, Zuzanna ciągle znajdowała sobie facetów, więc w końcu znalazła też Tego Jedynego. Poza tym mimo swego niskiego wzrostu była śliczna. Długie ciemne włosy, ostre słowiańskie rysy i jasne oczy u niej świetnie się zgrywały. Była taką małą wróżką, którą chce się schować do kieszeni i zatrzymać na dłużej. Jednak w przypadku Zuzanny, wróżka zazwyczaj gryzła i kopała.-Za kogo? Opowiadaj!
-Jean-Pierre.-odparła. Uniosłam brwi, a ona tylko pokiwała głową. Chwilę stałyśmy w bezruchu, potem Zuzanna pisnęła ze szczęścia niczym mała dziewczynka. Normalnie jej nie poznaję.
-Gratuluję.-powiedziałam i wzięłam ją w objęcia.
Jean-Pierre to znajomy także mi fotograf.
-Jak długo?-spytałam.
-Od czasu kiedy wyjechałam.-wytłumaczyła. Popędziła do przedpokoju i przyniosła ręcznie robione zaproszenie.
-Przed moim wyjazdem na krótko kogoś pooznałam, ale gość okazał się strasznym kobieciarzem i wku.. irytował mnie na każdym kroku.. Więc zostawiłam go. No a potem wyjechałam na kontrakt i, jak wiesz, pojechał też Jean-Pierre. No i potem już samo się potoczyło... Swoją drogą ten kontrakt byłby dla Ciebie świetny.-wtrąciła.-To wielka szkoda, że nie pojechałaś.
-Skończyłam ze zdjęciami.-mruknęłam.-Napijesz się czegoś?
-A masz coś mocniejszego?-spytała. Kiwnęłam głową i sięgnęłam do szafki z alkoholami. Wyjęłam wino, a z szafki obok kieliszki.
-Kaspian, prawda?-spytała jak zwykle trafiając w sedno. Cholerny synalek właściciela studia...
-Nie chcę o nim gadać.-wyburczałam.
-Ugh... Co za dupek...-mruknęła. Podałam jej kieliszek.
-Stara historia... Lepiej opowiadaj, co u was.
***
Dopiero gdy Zuzanna wyszła odczytałam wiadomość od Liona. Poszłam więc do niego. Byłam troszkę wstawiona, muszę przyznać.
Lion wyglądał na złego. No nie chciałam się spóźnić, naprawdę... Poza tym, co go ugryzło z tym ślubem? Bardzo chciałabym z nim iść... No bo z kim innym? Ale nie będę go tym teraz męczyć. Zostawiłam mu tylko karteczkę z wiadomością, że mam dwa dni wolnego i żeby jutro, koło czwartej się u mnie zjawił, i wyszłam.
***
Jakie to wspaniałe uczucie, gdy wiesz, że nie idziesz do pracy i możesz dłużej pospać...
Wstałam koło jedenastej i poszłam coś zjeść. Obmyślałam taktykę, którą przekonam Liona, by poszedł ze mną na ślub. Bardzo chciałabym z nim się tam pojawić...
Zjadłam płatki z mlekiem i schowałam naczynia do zmywarki. Lekki, pulsujący ból z tyłu głowy dawał mi się we znaki. Włączyłam TV, wzięłam z zamrażarki wielkie pudełko lodów ciasteczkowych i zasiadłam na kanapie. Gdy opróżniłam pudło mniej więcej do połowy wyłączyłam telepudło, odłożyłam lody do zamrażalnika i wróciłam do sypialni, gdzie ległam na łóżku, i zaczęłam czytać.
Gdy skończyłam parę rozdziałów była druga. Westchnęłam. Za jakieś dwie godzinki przybędzie Lion, więc mogę jeszcze trochę poleniuchować. Szczerze, to gdybym tylko mogła, cały dzień przesiedziałabym w krótkich spodenkach od piżamy i sportowym staniku, bo na to składał się teraz mój wygodny, domowy strój.
Jakieś piętnaście minut później usłyszałam dzwonek do drzwi, poszłam więc otworzyć. Przez wizjer zobaczyłam, że to Lion, który najwyraźniej wpadł wcześniej, więc otworzyłam mu.
-Wchodź, wchodź.-powiedziałam. Chłopak wszedł do środka i zdjął kurtkę.
-Cześć.-mruknął.
-No hej.-uśmiechnęłam się i dałam mu całusa w policzek.
-Wiesz... Przepraszam Cię za wczoraj.-powiedziałam ze wzrokiem wbitym w podłogę.
-Mogłaś chociaż napisać, że będziesz później...
-Masz rację mogłam.. Ale jakoś tak wyszło... Przepraszam...
-No dobra, już dobra...-przyciągnął mnie do siebie, przytulił i pocałował mnie w czubek głowy. Rozpromieniłam się i wyplątałam z jego objęć. Ruszyłam w kierunku sypialni.
-A Ty gdzie?-spytał Lionell.
-Ogarnać się trochę.-Już miałam schować się za drzwiami, gdy wystawiłam za nie głowę.-Wiesz... Mam do Ciebie wielką prośbę...
-No słucham.
-Pójdziesz ze mną na zakupy? Prooooszę...
-Ja z Tobą na zakupy? I wrócimy za trzy dni?-Sarknął, a ja w dwie sekundy znalazłam się przy ninm.
-Proszę, Lionku...-zamruczałam mu do ucha.-Prrroooszęęę...
-Dobra!-rzucił. Z uśmiechem pocałowałam go w policzek.
-Daj mi piętnaście minut.-powiedziałam i ruszyłam do sypialni, z której przeszłam do garderoby. Wzięłam z niej jakieś czarne jeansy, t-shirt i bluze. Przeszłam do łazienki, ubrałam się i zaczęłam robić sobie makijaż. Na koniec ułożyłam sobie fryzurę, psiknęłam się dezodorantem i perfumami.
-Jaki mam czas?-spytałam z uśmiechem, gdy wyszłam z łazienki.
-Dwanaście minut. Nieźle.-zaśmiał się.
-Czyżbyś we mnie nie wierzył?-pokręciłam głową i założyłam buty. Sięgnęłam po torbę i zarzuciłam na siebie moją skórzaną kurtkę.
Wyszliśmy, a ja zamknęłam drzwi. Zjechaliśmy windą, wyszliśmy przed budynek i ruszyliśmy przed siebie.
-Gdzie idziemy?-spytał Lionell.
-Niedaleko jest galeria handlowa.-wytłumaczyłam.-Możemy coś zjeść, a potem pójdziemy na zakupy.
Tak też zrobiliśmy. Zamówiliśmy sobie po kebabie w bułce i coś do picia. Gdy zjedliśmy wyrzuciliśmy papierki i widelczyki do kosza, i odłożyliśmy tacki.
-To gdzie teraz?-spytał mój towarzysz.
-Widziałam taką jedną fajną sukienkę...-mruknęłam.
-Błagam, tylko nie sklepy z ciuchami... Nie wyjdziemy do jutra...-biadolił Lion, a ja złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą.
Weszliśmy do najbliższego butiku, a ja od razu skierowałam się do wieszaków z sukienkami. Niby miałam pare u siebie, ale... W końcu znalazłam śliczną czerwona sukienkę bez ramiączek, z koronkowymi wstawkami. Pochwyciłam ją i podbiegłam do Liona.
-Zobacz!-pokazałam mu ją.
-Na pewno w domu masz dużo sukienek... Po co Ci kolejna...?
-Chciałam mieć coś nowego na ten ślub...-powiedziałam.
-Aha. Na ten ślub...-powtórzył.
-Lion, bardzo chciałabym pojechać tam z Tobą.-powiedziałam.
-Nie piszę się na to.-burknął.
-Liooon..-zamruczałam mu do ucha.-Proooszę...
-Co miałbym tam robić?
-Byłbyś tam ze mną.
-Nie mam ochoty się taam wybierać. I nie mam kasy na jakieś ciuchy. Garnitur itp..
-Liooonkuu... Proooszę...-mruczałam mu nad uchem. Pocałowałam go, najpierw delikatnie, a potem coraz goręcej.
Nie zważałam na sztyletujący nas wzrok sprzedawczyni- brzydkiej, tlenionej blondyny, normalnie istny plastik...
-Proooszę...-mruczałam między pocałunkami. W końcu odkleiliśmy się od siebie, by zaczerpnąć powietrza.
-Prooszę...-powtórzyłam kolejny raz. Lion spojrzał na mnie i pokręcił lekko głową.
-Dziewczyno... Ty chyba nawet nie wiesz, jaki masz na mnie wpływ.-powiedział.
-Czyli pojedziesz ze mną?-spytałam.
-A mam inny wybór? Albo strzeliłabyś focha, albo ciągnęłabyś mnie tam wołami.
-Jakbyś nie chciał pójść, to bym Cię tam na siłę nie brała.-odparłam i wydęłam wargi.
-Aha. Czyli opcja numer jeden.-westchnął.
-Wiesz, kobieta raz na jakiś czas musi strzelić porządnego focha, bo inaczej zakłóciłaby swoją równowagę wewnętrzną zbyt długim i bardzo szkodliwym spokojem.-wyszczerzyłam się.-To pojedziesz ze mną...?
-No a mam jakiś inny wybór...?
-DZIĘKUJĘ!-krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję.
-Tylko wiesz.. Chciałbym coś za to...
-Na przykład co?-spytałam z uśmiechem.
-Na przykład... Żebyś zatańczyła.-Lion także się uśmiechnął.
-Wiesz... Jutro też nie idę do roboty...-puściłam mu oko i pociągnęłam go w stronę przymierzalni. Weszłam do jednej z kabin, zdjęłam bluzkę, buty i spodnie, i założyłam sukienkę.
-Lion..-zawołałam mojego towarzysza wystawiając głowę zza kotary.-Zapniesz mnie?-poprosiłam. Chłopak wszedł do przymierzalni i pomógł mi zapiąć zamek z tyłu sukienki. Popatrzyłam na siebie w lustrze.
-Ślicznie wyglądasz.-powiedział Lionell i objął mnie w pasie.
-Dziękuję.-odparłam z uśmiechem. Sukienka leżała jakby byla uszyta na moją miarę.-Biorę ją-oznajmiłam.
Lion wyszedł, a ja przebrałam się i podeszłam do kasy.
-Ja płacę.-zaoferował się Lion.
-Chyba nie.-mruknęłam.-Płacę kartą.-sprzedawczyni podała mi terminal, mówiąc "Pin i zielony". Zapłaciłam, wzięłam torebkę ze sukienką i wyszłam. Lion podążył za mną.
-Wiesz, że to ja mogłem zapłacić?
-Wiem, ale to moja sukienka.-odparłam.-A teraz musimy zobaczyć coś dla Ciebie.-oznajmiłam, a Lionell posłał mi błagalne spojrzenie.
-Myślałam o białej koszuli, czarnym garniturze i czerwonej muszce..-powiedziałam.-Masz buty do garnituru?
-Nie wiem...-jęknął.-Wiedziałem, że to źle się skończy...
-Nie jęcz. Chodź ze mną.
Poszliśmy. Mimo oporności Lionell'a w końcu znaleźliśmy odpowiedni garnitur i koszulę. Dobraliśmy też muszkę, taką, by pasowała kolorem do mojej sukienki. Lionell zapłacił za te rzeczy i wyszliśmy.
-A buty masz?-spytałam.
-Jeszcze buty? Błagam, daj mi spokój...
-Przecież nie pójdziesz w adidasach...-pokręciłam głową i zaciągnęłam go do kolejnego sklepu. Po długich represjach wybraliśmy i kupiliśmy odpowiednie buty.
-Dziewczyno, co Ty ze mną robisz...-mruknął, gdy wychodziliśmy z obuwniczego. -Nawet mi nie mów, że musisz jeszcze gdzieś wejść...-spojrzał na mnie błagalnym, umęczonym wzrokiem.
-Wiesz... Moja lodówka świeci pustkami...-Powiedziałam uciekając wzrokiem na bok.-Poczekasz tu?-spytałam i wcisnęłam mu torbę z moją sukienką. Obleciałam hipermarket znajdujący się w galerii najszybciej jak mogłam, kupując tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Po mniej więcej 20 minutach wróciłam do Liona.
-To wracamy.-powiedziałam.
-NARESZCIE!
-Och, daj spokój...
Poszliśmy do mnie. Otworzyłam drzwi do mieszkania, weszłam do środka i zaniosłam torby ze spożywczymi rzeczami do kuchni. Lion rzucił te z ubraniami w salonie i usiadł ciężko na kanapie.
-Nie bierz mnie już na zakupy... Nigdy więcej...
-To się zobaczy.-zaśmiałam się i usiadłam obok niego.-Teraz...-zamruczałam.-Mamy czas dla siebie... I jutro zostaję w domku, więc może Ty zostaniesz u mnie na śniadanie?-spytałam i przygryzłam lekko wargę.
Lionku? Czo Ty na to? Zostaniesz? C; Mam nadzieję, że Ci się spodoba, trochę długie wyszło :D