poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Od Gavriila

Rusz się. Rusz się. Słońce już wstało, a ty dalej w łóżku. Która godzina? Pomyśl, że jest to twoja ostatnia. I co teraz? Twój ostatni dzień, potrafisz to sobie to wyobrazić? Albo ostatni tydzień. Co byś zrobił?
- Czas wstawać - zdecydowałem.
Otworzyłem okno i do mieszkania wdarł się skwar. Nigdy w życiu, pomyślałem i zamknąłem je. Już chwilę potem znalazłem się na chodniku przed kamienicą, w której mieszkałem.
- Dzień dobry pani - przywitałem się z moją sąsiadką, starszą panią z parteru.
Chyba mnie nie lubiła, bo zawsze tylko obdarzała mnie spojrzeniem bazyliszka. A ja się uśmiechałem. Jaki ten świat jest...
Nieważne.
Ruszyłem w bliżej nieokreślonym kierunku, ale w końcu dotarłem do sporzywczaka.
- Nie mam w domu mleka - rzuciłem całkiem głośno i kilka osób się obejrzało.
Zawsze patrzą. Jak na okaz w zoo.
Patrz mamo, ten pan ma białe włosy.
Ty, patrz stary, ale gościu ma przesrane. Wszyscy muszą się na niego gapić po ulicach.
Ja na jego miejscu bym nie wychodziła z domu. W życiu. Wygląda jak jakaś zjawa.
Mam dobry słuch. I lubię moje włosy. Kupiłem to mleko i ruszyłem do parku. Zwykła zachcianka. Po prostu pójdę do parku i może się na kogoś natknę. Z mlekiem. O Jezu jestem nienormalny. Zachichotałem i z uśmiechem wpadłem na jakaś dziewczynę. Ona upadła, a ja się zachwiałem. Mleko całe, ale moja nowa znajoma, wściekła zapewne, podniosła się i rzekła:
- Jak leziesz pomyleńcu? Uważaj trochę, okej? - trzymała się za nadgarstek, równocześnie przyciskając łokieć do ciała.
Zatkało mnie trochę i zwyczajne chwyciłem ją za drugi nadgarstek i pociagnąłem za sobą. Ona coś krzyknęła, a ja posadziłem ją na ławce i przyjrzałem się nadgarstkowi dziewczyny.
- Wybacz, byłem nieuważny i chyba sprawiłem iż masz otarcie na ręce.
- Co? - patrzyła na mnie z dystansem.
- Cóż za ciekawy sposób zawarcia znajomości. Jestem Gavriil - powiedziałem obwiązując jej rękę chusteczką. Nie protestowała.

< jakaś pani? :) >

Ważne

Znudziło mi się już wysyłanie wiadomości z prośbą o powrót do aktywności, które w znacznej większości pozostają bez żadnej odpowiedzi. Jeżeli do końca tygodnia nieaktywni nie przyślą opowiadania to ich postać zostanie usunięta, a jej przywrócenie będzie możliwe przez siedem kolejnych dni. Po upływie tego czasu bohaterowie określonych osób zostają stale usunięte.

 (nie dotyczy osób, które zgłosiły nieobecność)

Pozdrawiam
Ewiana. 

PS Poza tym życzę Wam udanego powrotu do szkoły, samych szóstek, mało upierdliwych nauczycieli i duuuużo czasu na pisanie opowiadań c:

Od Ashley c.d: Rick

Spojrzałam rozwścieczona na chłopaka i tupnęłam mocno nogą, łamiąc wysoki obcas.
- Ku**a! - krzyknęłam
Z mojego samochodu wyszedł biały amstaff.
- Tiss do środka! - powiedziałam wskazując na samochód
Jednak suczka nie posłuchała się, zaczęła warczeć na chłopaka i powoli do niego podchodzić. Złapałam ją wtedy za skórzaną obrożę i delikatnie przyciągnęłam do siebie kucając. Zdjęłam buty i wzięłam je w ręce kładąc na siedzenie w samochodzie.
- Siad! - powiedziałam stanowczo
Pies posłuchał się a chłopak tylko patrzył bezkarnie.
- Dokumenty - powiedział
- Bo co? - spytałam
- Bo tak - uśmiechnął się wrednie
Dałam mu dokumenty a ja sobie zapaliłam papierosa dla wyluzowania.
- Nie jesteś pełnoletnia - odparł
- Łał odkryłeś amerykę - prychnęłam ze złością
- Wyrzuć to - powiedział
- Nie?
- Nie możesz w tym wieku palić - oznajmił jakbym nie wiedziała
- A G mnie to obchodzi - warknęłam aż pies wstał
- Psa się trzyma na smyczy...
- Jak się słucha i nie jest agresywny to nie trzeba - wyszczerzyłam białe zęby
Zaciągnęłam się i po dłuższej chwili wypuściłam dym.
- Nie jest agresywny?
- To jest dziewczynka to pierwsze, a po drugie, to jest tylko dla tych dla których chce aby była
Oddał mi dokumenty gdy pies wlazł do środka.
- Jak dostałaś prawko? - spytał
- Za kasę się zrobi wszystko - odpowiedziałam - dobra, nie będę gadać z psami - dodałam po chwili

Rick? default smiley xd

Od Ashley c.d: Adrian

Spojrzałam na chłopaka stojącego przede mną.
- nikt nie wie - wtrąciła się Izabeth
Minęło kilka sekund gdy do pokoju wszedł Irys, kot przepięknej dziewczyny. Czarno białe futro dotykało zakurzonej podłogi. Podeszło, obwąchało i odeszło. Chłopak zaśmiał się cicho tak samo jak ja.
- Dokładnie, nikt nie wie oprócz nas i teraz ciebie - oznajmiłam
- To dobrze - mruknął
Izabeth oprowadziła nas po domu a na końcu pokazała pokój w którym będziemy spać.
- Masz może jakieś ubrania w których mogę spać? - spytałam do dziewczyny
- Niestety nie, sama muszę jechać na zakupy - odparła
- No dobra nic nie szkodzi - uśmiechnęłam się
- To nie wiem wy sobie tu pogadajcie a ja idę zrobić coś do picia chcecie? - spytała
- Nie dzięki - odpowiedzieliśmy wspólnie
Iz wyszła z pokoju a ja spojrzałam na lekko uśmiechniętego chłopaka. W pokoju była jedna szafa oraz wielkie łóżko, jedno okno z zasłoną bladą jak cera dziewczyny.
- Zdejmij bluzkę - powiedziałam stanowczo
- Po co? - spytał
- Bo tak - odpowiedziałam
Chłopak delikatnie zdjął t-shirt i mi go podał.
- A teraz się odwróć - powiedziałam
Adrian wykonał polecenie a ja odwróciłam się do ściany i zmieniłam koszulki.
- Dzięki, w tym będę spała - zaśmiałam się
- Ej no ! - Prychnął
- No co? źle wyglądam? - spytałam obracając się wokół własnej osi
Koszulka sięgała mi mniej więcej do połowy ud.

Adrian?

Od Robina CD Schulyer

Zobaczyłem, że Schulyer ma dosyć niewyraźną minę.
- Coś się stało mała?
Dziewczyna szybko się otrząsnęła i powiedziała szybko.
- Nie skąd... Wydaje ci się...
Nic już nie mówiłem. Przytuliłem ją tylko mocno do siebie i w ciszy poszliśmy do jej apartamentu.
( Schulyer? )

sobota, 29 sierpnia 2015

Od Levi'ego c.d: Kici

Zmierzyłem ją wzrokiem jednak nie odpowiedziałem, poszedłem do kuchni gdzie nalałem wody do szklanek. Wkroiłem cytrynę, dodałem trochę cukru i wszystko wymieszałem. Wróciłem do salonu, podałem Kici szklankę i usiadłem obok niej.
-Jadę dzisiaj na wycieczkę z pracy, wrócę za tydzień.
Dziewczyna zaskoczona odstawiła szklankę, spojrzała się na mnie jednak ja zignorowałem to. Westchnęła, duszkiem wypiła wodę po czym dała mi całusa w policzek.
-Odwiozę cię.
Rzuciłem, chwyciłem ją za rękę. Pociągnąłem ją za sobą w stronę drzwi.
~*~
Chwyciłem torbę kiedy tylko przyjechał pociąg. Reszta ekipy wsiadła pierwsza i już zajeła miejsca zostawiając jedno wolne dla mnie. Napisałem SMS'a do Kici, że właśnie się przesiedliśmy. Za jakieś dwie godziny będziemy na miejscu.
-Levi rozchmurz się.
Podniosłem wzrok znad telefonu, dziewczyna która siedziała na przeciwko mnie lekko się uśmiechnęła. Pomachała mi po czym wyjrzała za okno. Westchnąłem cicho, wbiłem wzrok w telefon. Zawzięcie pisałem z Kicią nie zwracając uwagi na reszte.
~*~
Kate poszła już spać, jako że musiała iść do pracy następnego dnia. Siedziałem patrząc się na krajobrazy za oknem, jeszcze nie całe pół godziny do celu. Byłem zmęczony i powoli przysypiałem jednak za każdym razem kiedy już prawie odpływałem ktoś z ekipy mnie szturchał.
-Wytrzymasz jeszcze czterdzieści minut prawda ?
-Ta. Śpię cztery godziny na dobrę, na pewno wytrzymam jeśli nie spałem już prawie dwadzieścia godzin.
Wszyscy zrobili wielkie oczy a ja przewróciłem oczami po czym zamknąłem je i zasnąłem już bez żadnych przeszkód.
~*~
Powłóczyłem nogami za całą resztą, na szczęście hotel nie był daleko od stacji.
-To co idziemy do klubu ?
Rzuciłem złowrogie spojrzenie Isabelli.
-Dziewczyni po***ało cię !
Wrzasnąłem szturchając ją.
~*~
Ta wycieczka minęła nadzywczaj szybko. Po powrocie do domu wziąłem prysznic, przebrałem się i włączyłem pranie. Zrobiłem sobie coś do jedzenia po czym opuściłem mieszkanie. Pojechałem do kwiaciarni oraz do jubilera. I tak wyszedłem tylko z małym pudełeczkiem jako, że kwiaty mają być dostarczona przez kuriera. U mnie w samochodzie by się nie zmieściły. Zadowolony pojechałem pod dom Kici gdzie już stał kurier z kwiatami. Odebrałem je od niego, zapłaciłem za usługę i odprawiłem z powrotem do jego samochodu.
Chwyciłem bukiet róż po czym z trudem kliknąłem dzwonek.

(Kicia ? Lekki brak weny)

Od Adriana c.d: Ash

- Nie to mnie zastanawiało. - zaśmiałem się i dodałem. - Bardziej zastanawia mnie czy chcesz spać ze mną, bo na podłodze spać nie będziesz. Jak już to ja. - potarłem czoło i zrobiłem krok w jej stronę, a dziewczyna ani drgnęła. - Nie musisz się niczego obawiać. - powiedziałem żeby utwierdzić ją, że nic jej nie grozi. - Ten twój chłopak nie wie, gdzie mieszka twoja koleżanka prawda? - przez chwilę zwątpiłem w nasze bezpieczeństwo. Mi może zrobić krzywdę, ale Ashley nie tknie.

Ash?

Od Schulyer c.d: Robina

Speszeni i szczęśliwi zeszliśmy z parkietu. Skierowaliśmy się na nasze poprzednie miejsca, a ja pchana jakimś dziwnym uczuciem spytałam.
- Czy... Może pójdziemy do mnie? - w końcu wydusiłam. A on uśmiechnął się i wziął mnie za rękę, spojrzałam na nasze splecione dłonie i za pewne się zarumieniłam. Uznałam to z tak więc odparłam. - Napiszę tylko do chłopaków, ok? - a uśmiech Robina pobladł. Więc sprostowałam. - Do mojego brata i kuzyna, naprawdę uważasz, że bym przyszła tu z dwoma chłopakami i może jeszcze trójkacik? - powiedziałam to w żartach, ale pod maską skrzywiłam się z niezadowolenia. A on zaraz po tym jak wyjaśniłam powiedział.
- No to chodźmy. - i tak też zrobiliśmy. Gdy wychodziliśmy z baru minęliśmy mojego brata więc powiedziałam mu, że wracam do apartamentu. A potem opuszczając budynek każdy którego mijaliśmy gapił się i szeptał coś do osoby obok. Dziwnie się z tym czułam, ale wiedziałam, a raczej przeczuwałam co oni tam szepcą, ' Zobacz, biedny chłopak.' ' ona go zniszczy'.

Robin?

Od Robina CD Schulyer

Schulyer przytuliła swoją głowę do mojej klatki piersiowej. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej i też się do niej przytuliłem. Mam nadzieje, że jak na razie między nami będzie dobrze. Nagle poczułem się jakoś dziwnie. Nie wiedziałem dlaczego, ale po chwili zrozumiałem. Piosenka chyba dawno się skończyła a my mimo to ciągle tańczyliśmy. Wszyscy na nas patrzyli jakimś dziwnym wzrokiem a niektórzy szeptali między sobą.
- Chyba się zatańczyliśmy...
Szepnąłem do dziewczyny.
( Schulyer? )

piątek, 28 sierpnia 2015

Od Ashley c.d: Adrian

Po chwili byliśmy już przy samochodzie i razem weszliśmy do niego. Spojrzałam na zdezorientowanego chłopaka, przetarłam oczy i włożyłam kluczyk do stacyjki powoli odpalając.
- Może ja poprowadzę? - spytał
- Nie... - mruknęłam bez uczuć - jeżeli coś ci zepsuje obiecuje że odkupie to - dodałam po chwili
Wyjechałam powoli z parkingu i ruszyłam w stronę mieszkania mojej koleżanki.
- Gdzie jedziemy? - spojrzał się na mnie
- Jak najdalej - odparłam
Byliśmy już na miejscu wysiedliśmy i Adrian za mną ruszył do niewielkiego domu zbudowanego tylko z drewna. Drewniany dach, ściany, drzwi, okien w tym domu nie było, bardzo dziwne miejsce.
- CO to jest? - spytał patrząc na budynek
- Dom, mojej przyjaciółki - oznajmiłam
- Odwiedzałaś już to miejsce?
- Nie, jestem tu pierwszy raz - odpowiedziałam
Wchodząc do środka rozglądaliśmy się oboje. Nagle w progu w fotelu siedziała Izabeth. Piękna młoda dziewczyna o bardzo jasnym blondzie, jej smukłe ciało było prawie całe odsłonięte. Krótka sztruksowa spódniczka oraz bardzo króciutka bluzka na ramiączkach ledwie zakrywający dekolt. Nie to co ja... Pomyślałam od razu. Wyglądała jak z bajki, delikatny róż zdobił jej policzki gdy nagle odezwała się - Witajcie
- Cześć... - mrukną chłopak
Delikatnie uśmiechnęłam się i pomachałam, jej głos był idealny jak cała ona. Zdjęliśmy buty w przedsionku pustym niczym zwykła kartka wyrwana z ostatniej strony zeszytu. Wchodząc do salony dało się ujrzeć bordową kanapę z miłego materiału a na przeciwko mały rozpalony piecyk, ogień za szybką żarzył się coraz bardziej.
- Co się stało Ash że tu przyjechałaś, na dodatek z gościem? - spytałam
- Potrzebujemy miejsca gdzie możemy przenocować dwa dni nie więcej, czy znalazło by się u ciebie odpowiednia ilość łóżek? - odrzekłam stanowczo
- Niestety nie - powiedziała ze smutkiem Izabeth - mam tylko jedno małżeńskie łóżko na górze - dodała
Spojrzałam chłopakowi w oczy a następnie na gospodynię.
- Dobre i to - odparłam
Popatrzyłam na lekko zastanawiającego się chłopaka.
- Nie martw się mogę spać na podłodze - zaśmiałam się
Adrian?

czwartek, 27 sierpnia 2015

Od Lionka c.d Octavii

Kiedy Octavia się zgodziła wypowiadając cudowne "tak" było to niczym objawienie, jak powrót Jezusa na ziemię, niby każdy wierzy jednak nikt się tego nie spodziewa. Miałem wrażenie, że spadło ze mnie jakieś tysiąc kilo, cały ten balast który nagromadził się w wyniku wszystkich tajemnic i niedomówień. Jeny jak dobrze, iż udało nam się przez to przebrnąć ano i że Octavia nie pizgnęła wszystkiego po znalezieniu moich wyników... Co Cię nie zabije to wzmocni, a nas zdecydowanie wzmocniło. Mam wrażenie, że przegoniliśmy wszystkie demony czyhające na okazję by rozsypać to wszystko w drobny mak, a nasza przyszłość będzie tylko lepsza.
Jak się okazuje praca chwilowo nam tego nie ułatwia... Żeby wyrywać mnie z łóżka w takim momencie, toż to litości trzeba nie mieć. No ale jak mus to mus. Chociaż z drugiej strony uchroniło mnie to przed dyskusją na temat naszego ewentualnego potomstwa. No błagam kurde, ja ojcem ? Ledwo odnajduje się w roli narzeczonego, kochanka czy jak tam nazwać to chcecie, a jeszcze miałbym być odpowiedzialny za malutką istotkę, latającą mi pod nogami. Wzdrygnąłem się na samą myśl do czego mógłby doprowadzić mój skrajny brak odpowiedzialności.
Szybko zerwałem się na równe nogi i nie mając czasu na głębsze wyjaśnienia wybiegłem z domu. W firmie podobno rozpętała się straszna jadka i wszyscy ochroniarze zostali natychmiast wezwani. Skoro tak to faktycznie musi być ostro.
Wpadłem do budynku od tyłu aby zrobić rozpoznanie w terenie a dopiero potem wkroczyć do akcji. Jeremy, koleś, z którym najczęściej pracuje na zmianie pośpiesznie opowiedział mi co tak właściwie tu się dzieje. Mianowicie, jakaś zorganizowana grupa przestępcza postanowiła się wzbogacić kosztem naszej firmy i/lub - zależy - zdobyć jedynie medialny rozgłos po krwawym ataku od tak... dla przyjemności.
Chciałem ubrać kamizelkę kuloodporną na wszelki wypadek jednak zostało mi to uniemożliwione przez napastników, kierujących swój szturm na zaplecze.
Zacząłem się okładać z tymi chłoptasiami jak za młodych lat. Oh, jeny ależ ja się biłem. U sumie było mi ich żal, bo nieskromnie przyznam, że z moją fizyczną formą oraz doświadczeniem to zdecydowanie oni bardziej w ciry dostawali.
Szamotałem się właśnie z jednym kiedy kątem oka spostrzegłem Agnes, obmacywaną przez tych typów.
Zamarłem w bezruchu. Wszystkie wspomnienia niczym klatki z jakiegoś starego filmu przewinęły mi się przed oczyma, ponownie rozszarpując ogromną ranę w mojej psychice która dotychczas zdążyła się jako tako zagoić. Kurwa, czy ja już nigdy tego nie zapomnę ? Już wystarczająco się po tym wszystkim nacierpiałem... Zawaliłem wtedy sprawę ale no...
"..no właśnie... wtedy dałeś ciała, to się teraz wreszcie kurwa rusz i coś zrób " - ta myśl podziałała niczym kubeł lodowatej wody i wyrwała mnie z otępienia.Chęć pozbycia się poczucia wina wzbudziła we mnie potworną agresję.
Ignorując swojego przeciwnika rzuciłem się w tamtą stronę i już po chwili można było odnieść wrażenie, że to ja jestem tu intruzem.
- ZOSTAW JĄ ZŁAMASIE ! - warknąłem, a właściwie ryknąłem następnie skutecznie go nokautując. Potworny pulsujący ból w mojej lewej dłoni na pewno nie mógł równać się z jego doszczętnie rozwalonym nosem. 
Ale to mnie nie uspokoiło, nadal pobudzony i porządnie wytrącony z równowagi pochyliłem się nad nim i zacząłem bezceremonialnie oklepywać mu mordę. Niczym w transie wymierzałem mu cios za ciosem koncentrując się wyłącznie na tym. Nie docierały do mnie żadne bodźce z zewnątrz, żadne krzyki czy próby odciągnięcia.
Błąd, ogromny błąd skupić się na jednym od dawna nieprzytomnym przeciwniku kiedy w około pozostaje masa innych, stanowiących jeszcze zagrożenie. Już, już moja pięść po raz kolejny miała odbyć bliski kontakt z jego ciałem kiedy poczułem ostry ból skupiający się w tylnej części mojej głowy.
Pulsujący, tępy i mocny... cicho niech oni wszyscy będą cicho... to tylko potęguje to uczucie...
A potem w zaskakująco szybkim tempie podłoga zbliżyła się do mojej buzi, a może to ja do niej ? 
Wreszcie wyczekiwana i upragniona cisza, a w gratisie nawet ciemność.

" Jestem sam w pokoju, a chwilę potem wchodzi do niego jakiś chłopiec. Też ma ciemne oczy i włosy zupełnie jak ja ! Mamusia śmieje się, że jesteśmy jak dwie krople wody. Wody? Nie, mamusia nie ma racji nie jesteśmy wodą. Jesteśmy mężczyznami. Jest taka nierozsądna... i choć zawsze przy mnie się uśmiecha to wiem, że jest smutna. Często jej przy mnie nie ma... Mówi, że pracuje. Jej szef mnie nie lubi. I kolegi też nie. Zawsze na nas krzyczy i nas bije. Kiedyś mówiłem mamusi, ale potem była jeszcze bardziej smutna i kiedy chciała go powstrzymać to krzywdził również ją. Teraz już jej nie mówię, bo jestem dorosły. A dorośli sami radzą sobie z problemami."

 Do moich uszu dociera jakiś stłumiony dźwięk, zlokalizowanie go zajmuje mi dłuższą chwilę. Dochodzi z lewej strony i jest niepokojąco blisko. Brzmi znajomo... bardzo znajomo. Jest taki ciepły, zatroskany i delikatny... Mamusia? Co ona tu robi? Nie to nie ona...nie wiem.Chce się ruszyć, chce zrobić cokolwiek jednak nie mogę wykonać żadnego ruchu, nawet najmniejszego... Pozostaje tylko słuchać.
- Dlaczego on się nie budzi ?
- Panno Daireen doznał ciężkich obrażeń, obrzęk mózgu już się nie powiększa. Musimy być dobrej myśli.
Obrażeń ? Jakich obrażeń ? 
- Dobrej myśli ! - prycha. - Łatwo pani powiedzieć. - pociąga nosem i dopiero wtedy dociera do mnie, że ten kobiecy głosik płacze.
Chciałbym dowiedzieć się kto to i wykorzystując wszystkie siły chce otworzyć oczy... Otrzymuję wręcz przeciwny rezultat, bo nawet głosy cichną...

"Dziś mamusia ciągle płacze. Jest bardziej smutna niż zazwyczaj. Martwię się i kolega też się martwi. Nie wiem co się dzieje, nikt nie chce mi powiedzieć ! Oni wszyscy wiedzą, tylko nie ja. 
- Mamusiu, prose...
- Lionku, nic się nie stało. Pamiętaj bez względu na wszystko musisz być silny. 
Podchodzę do niej żeby się przytulić po części dodać jej otuchy, a po części dodać jej sobie. Jednak zamiast wziąć mnie w ramiona ona mnie odpycha. Ostatnio ciągle to robi. Nie kocha mnie ! Szef pewnie powiedział jej, że jestem niegrzecznym chłopcem. Tak jestem zły, a to moja kara."

 Znów słyszę jakieś dźwięki i znów nie mogę nic z tym zrobić. Dokładam wszystkich starań by zwalczyć w sobie silną potrzebę snu, aż nagle wokoło mnie robi się szum, a przez to wszystko przebija się głośne,ogłuszające piiiiiiiiii...
- Szybko! Defibrylator ! Tracimy go !

"Mamusia wróciła późno z pracy, za co szef na nią nakrzyczał. Właściwie to on zawsze na nią krzyczy jednak dziś ona nawet nie płacze.Wcale nie reaguje. Śpi. Mocno śpi. Pewnie jest zmęczona. Ale ja jestem głodny. Mówię o tym jemu, ale w odpowiedzi mnie uderza. Boli mnie buźka. Tak bardzo mnie boli. Nie chce martwić mamusi więc chowam się w szafie i w ciszy sobie płaczę. Chciałem tylko coś zjeść. Kiedy nie mam już siły płakać wychodzę, a mamusia nadal śpi. Biorę szczotkę leżącą w pokoju na podłodze i szczotkuję jej włoski, trochę mi to nie wychodzi ale kiedyś radośnie się śmiała kiedy jej tak robiłem. Teraz już jej to nie bawi, oh to dlatego że jestem zły.
- Przepraszam mamusiu, nie chciałem być głodny.
Teraz poza buźką boli mnie również brzuszek. Kolega nawet mnie już nie odwiedza. Siedzę tu sam z mamusią, ale ona ciągle śpi. W pokoju jest ciemno i zaczyna brzydko pachnieć i wtedy otwierają się drzwi niosąc za sobą dużo światła..."


...światła, wszędzie światła... otwieram powoli oczy i niemalże od razu je mrużę. Wpatruje się przez chwilę w biały sufit. W głowie poza totalną pustką znajduje się jeszcze doskwierający ból, a poza tym chce mi się pić. Unoszę się lekko, co kosztuje mnie masę wysiłku.
- LION ! - krzyczy nagle jakiś głos, wzdrygam się.- Siostro, siostro obudził się ! Obudził ! - mówi przez łzy, a jej głos zdradza ogromną ulgę.
- pić - szepczę.
- Chryste Lion, wróciłeś do mnie wróciłeś. - pochyla się nade mną i patrzy na mnie ślicznymi dużymi oczami przepełnionymi nieznanym mi uczuciem.
Kim u licha jest ta kobieta? I czego ode mnie chce?




Podchodzi inna w białym fartuszku i delikatnie podaje mi do ust zwilżoną szmatkę. Mmm woda... jaka pyszna.
- Siostro dlaczego on nie reaguje?
- Nim dotrze do siebie jeszcze trochę potrwa. Jak się pan czuje, panie Patterson ?
Patterson ?
W odpowiedzi marszczę czoło, nie rozumiem.

- Proszę nie żartować.
- Pani mówi do mnie? - chrypie, w chwili obecnej jestem śmiertelnie poważny. Nie mam ochoty na żarty. Obie nieruchomieją i spoglądają na mnie z przerażeniem.
- Jak się pan nazywa? 
To cholernie dobre pytanie, ale niestety nie znam na nie odpowiedzi. Wzruszam ramionami.
- Ile ma pan lat? 
Hmm... znów to samo.
- Gdzie pan mieszka?
Co to za głupie przepytywanie ? No do cholery jasnej.
Dziewczyna, która cieszyła się z mojego rzekomego powrotu pobladła na twarzy, a ja nadal nie wiem o co im wszystkim chodzi. 
- Boli mnie głowa. Mogę coś przeciwbólowego ? 
Kiwa głową wychodzi razem z tą drugą. Po chwili przychodzi ktoś inny zupełnie nowy. Facet, grubo po czterdziestce też zadaje mi denne pytania a potem wykonuje serię męczących badań. Po tym wszystkim jestem tak wykończony, że jedyne czego chce to spać.
Parę następnych dni nie różni się niczym od tamtego. Nadal nie wiem kim jestem, co się stało... nie wiem dosłownie nic. Ta kobieta ciągle przy mnie siedzi i straszliwie dużo mówi. Zwraca się do mnie "Lionku" opowiada o różnych ciekawych i śmiesznych historiach, których często w jej miemaniu jestem bohaterem. Kiedy myśli, że spię często płacze i błaga abym sobie wszystko przypomniał, bo za mną tęskni jednak zapewnia, iż nadal mnie kocha oraz nie zostawi.

Z lekkiego snu wyrywają mnie ciche słowa.
-... i wtedy padłeś na kolana i wyciągnąłeś z kieszeni pudełko z pierścionkiem. Jest naprawdę śliczny, a Twoje oświadczyny mimo, że niespodziewane były niewątpliwie wyjątkowe - choć na nią nie patrzę wiem, że się uśmiecha...hmm ciekawe. - Nie zdążyłam się nawet nacieszyć byciem Twoją narzeczoną, a Ty już nic nie pamiętasz - dodaje z żalem. - Ale to nic. Bo ja Cię nadal kocham. Przebrniemy przez to, damy jakoś radę. Nie zostawię Cię, możesz być tego pewien. - czule głaszcze mnie po głowie.
Dotyk. Ten dotyk u licha przecież ja go znam.
Tak znam ! I nagle dostaję olśnienia, otwieram szeroko oczy i zrywam się z łóżka do siadu, .Oczywiście przypłacam to okropnym bólem, ale nie to jest istotne. Oczy wszystkich na sali skierowały się na mnie.
- Ja Ciebie też Octavio. - mówię, a na widok wzbierających w jej oczach łzach mnie również robi się jakoś dziwnie. Moja piękna kobieta była cały czas przy mnie, nie zostawiła mnie choć nie wiedziałem kim jest. Wspierała mnie i uzdrowiła. Wówczas niczym grom z jasnego nieba uderza mnie głębia uczuć jakie żywię do tej kobiety.

< Octavia ? ♥ Praszam, że tak długo ale przyznam Ci się, że ta przerwa dobrze mi zrobiła. Mam nadzieję, że Ci się podoba ^^ >

Od Adriana c.d: Ashley


Zapłakana ciągnęła mnie do samochodu. W pewnej chwili zatrzymałem się i zarządałem wyjaśnień.
- Chwila. Naprawdę uważasz, że nie dałbym sobie z nim rady? - przyznaję nadszarpnęło to moją dumę. Zatrzymała sie i spojrzała na mnie lekko zdziwiona i zdenerwowana.
- Naprawdę chcesz się o to teraz spierać? - syknęła, a ja szepnąłem.
- Nie. Jeśli nie chcesz. - ponownie chwyciłem jej dłoń, a potem pozwoliłem prowadzić się do samochodu.

Ash?

Od Schulyer c.d: Robina


Złapał mnie za rękę i spytał o następny taniec. A jednak wybrał mnie, a jego uśmiech rozbroiłby nawet bombę atomową, w tym momencie utwierdził mnie w uczuciach, którymi go pokryjomu darzylam. Do samego końca byłam przekonana, że pozwoli mi odejść. A teraz tańczyliśmy na samym środku parkietu, a on wpatrywał się intensywnie w moje oczy, które równie mocno wpatrywały się w jego. Co go skłoniło żeby zadawać się z osobą, która na całym świecie uchodzi za wredną s*kę, która nie czuje absolutnie nic.

Robin?

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Odchodzi...

Odchodzi
Nicole Chocante
Żegnamy, mamy nadzieję, że dobrze się tu bawiłaś (:

czwartek, 20 sierpnia 2015

Od Nicoli c.d: Gabriela

-Nie, nie, nie.- powiedziałam.- ja jestem tu na przyczepkę, czyli, że to ty będziesz spał w swojej własnej sypialni a ja na tej kanapie.- powiedziałam.
-No tak, ale ty jesteś tu gościem, więc to ty powinnaś spać w mojej sypialni a ja na kanapie.
-Właśnie, że nie! Jak nie pójdziesz spać do swojej sypialni to ja będę sobie spała tu na tym o to ślicznym dywanie.- powiedziałam, wiedziałam, że skłoni to go do tego aby spał u siebie na łóżku.
-No dobra! Wygrałaś.- poszłam się umyć. Założyłam piżamę i wyszłam z łazienki.


-Twoja kolej.- powiedziałam i poszłam do salonu.
(Gabriel?)

środa, 19 sierpnia 2015

Od Robina CD Schulyer

Patrzyłem jak Schulyer odchodzi. Czułem się tak jak wcześniej. Nie mogłem nic powiedzieć ani się ruszyć. Jednak w końcu coś mnie tknęło. Jeśli znów nic nie zrobię będę mógł na zawsze się z nią pożegnać. Przełamałem się i podbiegłem do niej. Złapałem ją za rękę. Odwróciła się do mnie zdziwiona. Mimo słabego światła dostrzegłem, że się czerwieni.
- Poczekaj... A może skusisz się na jeszcze jeden taniec?
Uśmiechnąłem się delikatnie do dziewczyny.
( Schulyer? )

wtorek, 18 sierpnia 2015

Od Ashley c.d: Adrian

Spojrzałam na chłopaka uśmiechając się delikatnie.
- Mogę - powiedziałam
Razem z chłopakiem wyszliśmy z imprezy zabierając ze sobą trochę alkoholu. Przeszliśmy się na drugą ulicę i ja usiadłam na krawężniku i zaczęłam pić.
- Masz - powiedziałam dając chłopakowi butelkę
Chłopak również się napił po chwili za wibrował mi telefon który szybko odebrałam. Odeszłam parę kroków i nasłuchiwałam się osobie po drugiej stronie chwilę później wróciłam zapłakana.
- Co się stało? - spytał
- To... on mnie śledzi... - powiedziałam
- Kto? - zdziwił się chłopak
- Mój były... on mnie widzi... chodźmy stąd, jeszcze coś Ci zrobi... - mruknęłam ciągnąc chłopaka do samochodu.

Adrian?

Od Gabriela c.d: Nicoli

Wiedziałem, że wróci, więc za wczasu poprosiłem obsługę o zmienienie pościeli i przyniesienie nowych. Rozległo się pukanie do drzwi, a w nich stała Nicola.
- Twoja oferta dalej aktualna? - spytała zażenowana własną sytuacją, a ja uśmiechnąłem się i wpuściłem ją do środka.
- Będziesz spała na moim łóżku, pościele są zmienione. Ja śpię tu. - wskazałem na mega wygodną kanapę.

Nico?

Od Schulyer c.d: Robina

Powiedział to tak jakby żałował, że kiedykolwiek mi to powiedział, ale ja nie byłam pewna co chcę powiedzieć. Czy ma odejść? Nie... Nie mogłabym patrzeć na niego z inną dziewczyną... Czy ma zostać? Nie wiem... Odwrócił wzrok, a ja spojrzałam wprost na niego i lustrowałam go wzrokiem. Wyglądał seksownie w ciemnym pomieszczeniu oświetlany tylko przez pare kolorowych światełek, a jego włosy opalizowały. Oczy mieniły się niebiesko, a ja wpatrzona w niego nawet nie zauważyłam, gdy to on zaczął lustrować mnie wzrokiem, zatrzymał się na sukience bez ramiączek z wycięciami na talii, która nie była zbyt długa. Sięgała mi ledwie do połowy uda. Po dłuższej chwili zorientowałam się, że piosenka się skończyła i zaczynała się druga. Powoli zsunęłam jego dłonie z moich bioder i odparłam.
- Dziękuję za taniec. - odparłam, bo tak wymagała etykieta i odwróciłam się do niego plecami zrobiłam parę kroków i uświadomiłam sobie, że ta sytuacja przypomina do złudzenia tą z rana, ale i tym razem zapewne za nią nie pójdzie. To boli, ale taka jest prawda... Ja też coś do niego czuję, ale gdy on zostanie i odejdzie te uczucia automatycznie zostaną zmiażdżone. Wybór należy do niego...

Robin?

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Od Nico CD Gabriela

-Poradzę sobie sama, nie musisz mi pomagać. Raz mogę się i przespać pod mostem, albo pod schodami w bloku.- nagle zadzwonił do mnie telefon. Dowiedziałam się w nim, że muszę się wyprowadzić już. Pobiegłam do domu nie żegnając się z Gabrielem. Wzięłam walizki, które miałam już przygotowane i zaczęłam się błąkać po mieście. Nie chciałam spać pod mostem, więc poszłam do Gabriela.
-Twoja oferta jest dalej aktualna?- zapytałam go i uśmiechnęłam się lekko.
(Gabriel?)

sobota, 15 sierpnia 2015

Od Gabriela c.d: Nico

- Mogę ci pomóc, a dopóki nie znajdziesz nowego mieszkania... Możesz zatrzymać się u mnie. - zaproponowałem, a ona uśmiechnęła się promiennie. Zmierzyłem ją od stóp do głów i stwierdziłem, że jest bardzo ładnie ubrana. Włosy spięła w niedbały kok, który dodawał jej uroku. Nie odzywała się, więc uznałem, że rozmyśla nad odpowiedzią, nie poganiałem jej tylko cierpliwie czekałem. Usiadłem i gestem zaprosiłem ją do tego samego. Dalej milczała, ale usiadła.

Nic?

Od Nicoli CD Gabriela

-No to okey. Będę punktualnie.- po tych słowach poszłam do domu. O godzinie 17 zadzwonił do mnie telefon, że znaleźli już kupca, więc spotkanie odwołane, ale stwierdziłam, że pójdę do Gabriela, bo będzie na mnie czekał. Założyłam wcześniej przygotowane ciuchy i wyszłam z domu trochę wcześniej niż było umówione.
 Ku mojego zdziwienia Gabriel już na mnie czekał.
-Hej, jednak nie idziemy na to spotkanie. Już jest sprzedane, a ja muszę już jutro się wyprowadzić z mojego starego mieszkania.- powiedziałam.- więc chyba musimy odwołać dzisiejszy wieczór, muszę się spakować.
(Gabriel?)

Od Gabriela c.d: Nico

- Ah tak. Robin i Schulyer. - mruknąłem. - Jeśli tego chcesz to oczywiście z tobą pójdę - rozpromieniona dziewczyna powiedziała.
- Oh było by super! - prawie krzyknęła a ja skrzywiłem się z bólu głowy. - Oj wybacz. - zaśmiała się lekko.
- Nie ma sprawy. To może tym razem ty przyjdziesz do mnie. O siódmej tu . - Wskazałem na hotel, w którym mieszkam.

Nico?

piątek, 14 sierpnia 2015

Od Nicoli CD Gabriela

-Co suszy?- zapytałam i zaśmiałam się.
-No troszkę.- uśmiechnął się. Podeszłam do kasy i kupiłam chipsy, pepsi i jogurt naturalny do picia. Po zakupach wyszłam z sklepu. Przed sklepem czekał na mnie Gabriel.
-Czekasz na mnie?- zapytałam zdziwiona.
-No tak, wczoraj dobrze nam się rozmawiało, więc może dziś się gdzieś wybierzemy?- zapytał.
-No czemu nie, w sumie mam dziś wolny wieczór. A mam prośbę. Znam tylko ciebie i Robina, ale Robin jest zajęty swoją nową dziewczyną, a dziś idę oglądać swoje nowe mieszkanko w centrum. Pójdziesz ze mną?
(Gabriel?)

Od Gabriela c.d: Nico

Odprowadziłem dziewczynę aż pod sam ganek, a potem pożegnałem się zwykłym.
- Dobranoc. - a potem odczekałem aż wejdzie do domu i wróciłem na imprezę po Schulyer, Adriana i nowego chłopaka mojej siostry- Robina. Zmusiłem ich wszystkich do opuszczenia imprezy, grożąc im, że nie wpuszczę ich potem do hotelu.

†††

Nazajutrz obudziłem się około 12 w południe, aktualnie miałem wolne, więc nie musiałem się niczym martwić. Przyznaję, że wczoraj troszkę przesadziłem z alkoholem, bo w głowie chyba nagle zabrakło miejsca na mózg. Ubrałem się i przmyłem twarz żeby wyglądać chociaż trochę jak człowiek. Zszedłem na dół, a raczej zjechałem windą, i udałem się do pobliskiego sklepu. Wall-Martu i skierowałem się w stronę lodówek z wodą. Wybrałem pierwszą lepszą, chyba magnezową i spytałem przysadzistą kasjerkę co poleca na kaca, a ona bez słowa podała mi jakieś tabletki do rozpuszczania. Na półce tuż obok okna zauważyłem Twinky, moje ulubione batoniki, więc gdy kasjerkz spytała czy coś jeszcze poszedłem właśnie po to. Podałem jej i za sobą usłyszałem dziewczęcy głos.
- Gabriel? - odwróciłem się i zobaczyłem Nicolę trzymającą paczkę Lays'ów paprykowych i pepsi.
- Hej. - odparłem uśmiechając się do niej.

Nico?

Od Olivii

Ubrana w spodnie od dresu i bokserkę, z wysokim kucykiem i słuchawkami podpiętymi do telefonu, postanowiłam iść pobiegać. Już miałam wychodzić i zamykać drzwi, kiedy zauważyłam, że mój szczeniak kładzie się pod drzwiami i piszczy.
- Chcesz iść? - zaśmiałam się do suczki, głaszcząc ją i klepiąc się w udo, by wyszła za mną.
Kidy ucieszona wyszła, zamknęłam drzwi i od razu skierowałam się w stronę parku, z biegnącą za mną Dakotą, która dotrzymywała mi kroku.
Lecz kiedy przebiegałam przez park, zamiast nadal biec za mną, suczka podbiegła do jakiejś ławki, na której siedział zaczytany chłopak.
- Dakota! - krzyknęłam za nią.
Suczka jednak nie reagowała, a ja pokręciłam głową, wiedząc, że nie nauczyła się jeszcze posłuszeństwa i poszłam po nią, przepraszając chłopaka, na którego już zaczęła skakać, by zachęcić go do zabawy...

(Jakiś chłopak?)

Od Rick'a

Byłem dziś bardzo zmęczony po całej akcji z poszukiwaniami jednego z zaginionych, ale kiedy mogłem wreszcie wracać wieczorem do domu, akurat się ściemniało.
Byłem już zaledwie kilka przecznic od swojego domu, kiedy zza jednego z zakrętów wyjechało mi prosto pod koła auto, którego nie miałem szans już wyminąć, więc nacisnąłem mocno na hamulec, uderzając jednak w auto, ale tak, że w boku powstało tylko małe zgniecenie.
Zgasiłem samochód i wysiadłem, tak jak i ten drugi kierowca, który okazał się rozwścieczoną dziewczynę z oskarżycielsko wymierzonym we mnie palcem.
- Nie umiesz jeździć? - wrzasnęła. - Widzisz, co zrobiłeś? - wskazała na lekkie zagniecenie w swoim aucie.
- Omal nie rozbiłaś mojego samochodu, wyjeżdżając mi pod koła! - zaprotestowałem. - Poza tym ja miałem pierwszeństwo, jadąc główną...
- Taki cwaniak? - warknęła. - Mam zadzwonić po policję? Oni już powiedzą, czyja to wina...
- Dzwoń, dzwoń - zaśmiałem się. - Ale obawiam się, że źle Ci to wyjdzie. Jakieś kilka stówek i kilka punktów karnych... Szczególnie po stłuczce z policjantem - zaśmiałem się.

(Która z dziewczyn dokończy?)

czwartek, 13 sierpnia 2015

Od Kici c.d: Levi'ego

Zaśmiałam sie krotko i złapałam dłonie chłopaka, odsloniłam jego twarz. Levi na mnie popatrzył. Jednak nic nie powiedziałam. Wtem przyszła kelnerka z deserami. Położyła je przed nami i odeszła, a my zabraliśmy się za desery...
~
Kiedy skończyliśmy jeść, zabrałam pudełeczko, Levi poszedł zapłacić, a ja wyszłam już z restauracji.
- Poczekaj. - usłyszałam za sobą głos chłopaka. - To odpowiesz mi na to pytanie co było w pudeleczku? - spytał.
- No okey, odpowiem.... Tak zgadzam się.  - powiedziałam.
Levi na mnie spojrzał i szeroko się uśmiechnął. Objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Pocałował mnie w szyję. Odepchnęłam go od siebie i złapałam chłopaka za rękę.
- Gdzie idziemy? - spytałam.
- Nie wiem, spacer? - zaproponował.
- Hm.. No dobrze. - odparłam.
~
Po godzinnym spacerze wracaliśmy do auta. A kiedy tam dotarliśmy, Levi otworzyl auto, powiedział, żebym wsiadla - co zrobiłam od razu, ale wsiadlam na tylne siedzenia. A on gdzieś poszedł. Odwróciłam się i patrzyłam przez tylną szybę gdzie zmierza Levi, ale go już nie było. Westchnelam cicho i polozylam się na tylnych siedzeniach i jakoś zasnęłam...
*
Obudziłam się i akurat Levi wziął mnie na ręce. Odepchnęłam go od siebie, jednak ten nic sobie z tego nie zrobił i nadal mnie trzymał na rękach. Zakluczyl auto i wszedł ze mną na rękach do swojego mieszkania. Od-kluczyl drzwi od swojego domu i wszedł do środka. Położył mnie w salonie na kanapie i poszedł zamknąć drzwi od mieszkania.
Ja w tym czasie usiadłam i przetarłam dłońmi oczy, po czym się przeciagnelam. Do salonu wszedł Levi.
- Um... Levi gdzie ty poszedłes? Jeśli mogę wiedzieć...

Levi? Nie miałam pomysłu.

środa, 12 sierpnia 2015

Od Nicoli CD Gabriela

-To może pójdziemy się przejść?- zapytałam i uśmiechnęłam się.
-Myślę, że to dobry pomysł, trochę tu drętwo.- zaśmialiśmy się oboje. Poszłam i pożegnałam się z Kingą, dołączyłam do chłopaka. Po 30 minutach spaceru zaczęłam się robić senna.
-Chyba pójdę do domu, bo mi się chce trochę spać.- powiedziałam.\
-To może Cię odprowadzę?- zapytał Gabriel
-Jeżeli nie sprawi Ci to problemu.- uśmiechnęłam się.
Gabriel?

wtorek, 11 sierpnia 2015

Od Gabriela c.d: Nicole

Brunetka oznajmiła, że zaraz się zwija, a ja nawet nie poznałem jej imienia.
- To właściwie jak masz na imię? - zagadnąłem.
- Nicola. - odparła nie musząc przekrzykiwać muzyki. Oparłem się o barierkę i spojrzałem w dół. Byłem przyzwyczajony do dużej wysokości, bo sam miałem swój balkon o trzy piętra wyżej.
- Gabriel. - powiedziałem i podałem jej rękę, uścisnęła ją lekko, ale przytrzymała trochę za długo jak na grzecznościowy gest. Lekko się speszyłem i cofnąłem dłoń.

Nico?

Od Levi'ego c.d: Kici

Dziewczyna niepewnie usiadła no moich kolanach i zaczęła sączyć zamówionego wcześniej drinka. Zakręciłem pasmem jej włosów po czym nachyliłem się do jej ucha.
-Nie upijaj się dzisiaj.
Przygryzłem lekko jej ucho po czym dałem jej całusa w policzek i z głupawym uśmiechem spojrzałem się na kolegów. Kicia opróżniła szklankę po czym odstawiła ją na barek i zeszła z moich kolan, chwyciła mnie za rękę aby po chwili wyciągnąć mnie na parkiet. Przewróciłem oczyma niezbyt chętnie idąc za nią.
~*~
Po godzinie postanowiłem, że opuścimy imprezę i udamy się na kolacje do restauracji. Porzegnaliśmy się ze znajomymi i poszliśmy do pobliskiego budnyku. Była to ekskluzywna, hiszpańska restauracja. Weszliśmy do środka trzymając się za ręce, zajeliśmy oddalony od innych stolik.
-Czemu akurat ta restauracja ?
-A czemu nie.
Mruknąłem przeglądając kartę. Kicia westchnęła i także zaczęła przewracać strony w karcie.
-Nie krępuj się, ja stawiam.
Rzuciłem widząc minę dziewczyny, była zawstydzona a przy tym taka słodka. Uśmiechnąłem się do niej ciepło, jej twarz zalała się rukieńcem.
~*~
Kelnerka przyniosła ostatnie danie, którym był deser. Korzystając z okazji, że Kicia była zajęta rozmową z pracownicą restauracji. Z kieszeni spodni wyciągnąłem małe, czerwone pudełeczko obwiązane wstążką w tym samym kolorze. Dyskretnie podsunąłem je w stronę dziewczyny, kiedy kelnerka odeszła Kate spojrzała się na mnie. Mój wzrok tkwił na czerwonym pudełeczku, Kicia także spojrzała się na nie. Zdziwiona i lekko zawstydzona otworzyła je. Oczom dziewczyny ukazał się łańcuszek z serduszkiem oraz literką "K". Oprócz tego w środku znajdowała się karteczka z prostym pytaniem "zostaniesz moją dziewczyną ?" Kicia zmierzyła mnie spojrzeniem przez które zakryłem twarz dłońmi. Byłem cały czerwony a oprócz tego na mojej twarzy pojawił się głupkowaty uśmiech.

(Kicia ?)

Od Nicole do Gabriela

Moja koleżanka Kinga zaprosiła mnie na parapetówkę do siebie, było tam dużo ludzi, połowy nie znałam. Siedziałam na kanapie i popijałam co chwilę drinka. Nagle koło mnie usiadł jakiś chłopak.
-Hej!- krzyknął, ponieważ grała głośna muzyka.
-CZEŚĆ!! MOŻE CHODŹMY NA BALKON? - zapytałam także przez krzyk. Poszliśmy na balkon. Miał na imię Gabriel. Rozmawiało nam się całkiem dobrze.
-Ja to chyba zaraz pójdę, bo jakoś tak nudno- powiedziałam, nawet nie miałam z kim tańczyć.
(Gabriel?)

Nowa~!

Nicole Chocante

Od Robina CD Schulyer

Poszliśmy na parkiet. Akurat zaczęły się tańce w parach. Kiedy zaczęliśmy tańczyć Schulyer nie patrzyła na mnie tylko gdzieś w bok. Przez chwilę tańczyliśmy w ciszy, ale w końcu przerwałem to mówiąc.
- Słuchaj wiem, że na pewno jesteś zła za to tylko ,,kocham cie'', ale nie wiedziałem jak ci to inaczej powiedzieć...
Spojrzałem w podłogę.
( Schulyer? )

Od Schulyer c.d: Robina

Bolało, gdy patrzyłam na jego minę, która wyrażała mieszankę smutku i zawodu, ale muszę być twarda, bo skoro on zdolny był powiedzieć mi dwa słowa, które dotychczas słyszałam od brata i od fanów, a teraz też i od niego. Posiedziałam jeszcze chwilę i wstałam chcąc odejść jak najdalej żeby tylko nie popuścić i podejść do niego z otwartymi ramionami, ale nie muszę wytrzymać. Niestety jestem na tyle niezdarna, że zsiadając ze stoła ześlizgnęła mi się noga i znalazłam się w czyichś silnych ramionach i na moje nieszczęście był to Robin, który teraz szepnął mi do ucha.
- Trzymam cię... To co zatańczysz ze mną? - spytał.
- A mam inny wybór?! - stwierdziłam wysuwając się z jego objęć.

Robin?

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Od Reece Cd Chrisa

Młody chłopak, w garniturze, praktycznie biegnący sprintem po chodniku, to nie jest zwyczajny widok. Mimo tego, że Chris się spieszył, i to bardzo, nie stracił klasy i elegancji. Obróciłam w palcach jego wizytówkę. Schowałam torby,  założyłam kask, odpaliłam i pojechałam do siebie.
***
Następnego dnia Chrisa nie było. Następnego także. I następnego. Nie dzwoniłam, ponieważ myślałam, że ma dużo roboty. Czułam jednak jakiś wewnętrzny niedosyt. Czwartego dnia od wspólnie spędzonego popołudnia Christopher pojawił się w kawiarni. Dostrzegł mnie i uśmiechnął się. Usiadł przy jednym ze stolików, a ja podeszłam, by zebrać zamówienie.
-To co zawsze.-poprosił, a ja zapisałam.
-I jak, panie Jones?-odezwałam się głosem dziewczyny Bonda.-Kłopoty w firmie zażegnane, a świat uratowany?-puściłam mu oko. Zaśmiał się lekko.
-Tak, można tak powiedzieć. A pani, pani Woodland, nie zadzwoniła pani do mnie.
-Nie chciałam przeszkadzać w ratowaniu świata.
-Ty miałabyś mi przeszkadzać? Na pewno nie...Jest mi niewymownie przykro z tego powodu.-powiedział.
-No no, nie myślałam, że jestem dla Ciebie taka ważna.-odparłam i poszłam przygotować jego zamówienie. Słyszałam za plecani szepty baristów, dotyczące mnie i "tego eleganckiego przystojniaka" (według Jane i Ginny) lub "tego odpicowanego bogatego lalusia" (według męskiego zaplecza). "Ciekawe co ich łączy?", "James, staraj się, bo nie mrugniesz, a Reece przyjdzie z pierścionkiem. Albo czymś innym...". Nie ma to jak obrabianie dupy komuś, kto stoi dwa metry od Ciebie. Zrobiłam kawę, dołożyłam cukier i łyżeczkę, wzięłam muffina i poszłam do Chrisa. Mijając plotkujących baristów powiedziałam im, że jeśli chcą o mnie pomówić, to wystarczy do mnie podejść.
-Proszę, o to Twoje zamówienie.-powiedziałam i chciałam odejść, ale Chris złapał mnie delikatnie za ramię.
-Możesz ze mną usiąść?-spytał.
-Myślę, że tak.-odparłam po parusekundowym namyśle. Chciałam swobodnie usiąść, ale Chris mnie uprzedził, wstał, wysunął krzesło i zapraszającym gestem je wskazał. Lekko speszona usiadłam, a on zajął swoje miejsce.
-Mam dla Ciebie pewną propozycję. W mojej firmie odbywa się coroczny letni bankiet, na którym mam pojawić się z osobą towarzyszącą. Może więc zechciałabyś mi towarzyszyć?-zapytał, a do wypowiedzi dodał czarujący uśmiech.
-Kiedy to będzie?
-W tą sobotę.
-Jutro?-Świetnie, pomyślałam. Nie lubię być stawiana w sytuacji, gdzie wszystko jest od razu. Zastanowiłam się chwilę. I tak miałam wzięte wolne na ten weekend, więc...-Dobrze, pójdę z Tobą.-powiedziałam. Na jego twarzy pojawił się uśmiech tryumfu.
-Dziękuję.-powiedział.-Gdzie mieszkasz?-zapytał, a ja podałam mu mój adres.
-Przyjadę po Ciebie koło trzeciej.
***
Tego dnia po pracy pojechał szybko do najbliższego jubilera. Chciałam dobrać jakąś ładną biżuterię do stroju, który w myślach opracowywałam. Zaparkowałam 'kawę' przed sklepem, wzięłam kask do ręki i weszłam do środka.
-Dzień dobry.-mruknęłam. Ze zaplecza wyszedł nie kto inny jak Chris. On tu pracuje? Myślałam, że jest na wyższym szczeblu...
-Jestem tylko ja, bo właściwie już zamykamy.-jakby odgadł moje myśli.
-To może nie będę przeszkadzać...-mruknęłam. W tym momencie do sklepu wpadł zdyszany młodzieniec. Jego twarz rozjaśniła się na mój widok.
-Michael!
-Co za spotkanie!-padliśmy sobie w objęcia. Kątem oka zauważyłam, że twarz Christophera tężeje.-Jak się miewa moja mała Reece?-spytał przybysz.
-Nie jestem mała.-wytknęłam na niego język.  On poczochrał mnie po włosach, a ja w zemście zrobiłam mu to samo.-No, mów jak tam.
-A nic... Przyszedłem po pierścionek.-mruknął, a na twarzy Chrisa stojącego za ladą pojawił się profesjonalny uśmiech.
-Proszę bardzo.-wskazał Michaelowi odpowiednie gabloty. Ten szybko wybrał śliczny pierścionek z białego złota ze średniej wielkości szafirem. Poprosił o niego, a Chris wyciągnął go z gabloty. Ja w tym czasie upatrzyłam sobie piękny srebrny komplet, również ze szafirami. Poprosiłam o niego. Michael obracał pierścionek w palcach. Spojrzał na mnie.
-Mogę?-spytał wyciągając do mnie dłoń. Zapłaciłam za moja biżuterię i podałam mu dłń. On założył pierścionek na mój palec serdeczny i z uśmiechem stwierdził, że pasuje jak ulał. Zdjął pierścionek z mego palca, zapłacił i pożegnał się ze mną.
-Do rychłego, Michael!-krzyknęłam za nim i sama chciałam wyjść.
-Zaczekaj.-zatrzymał mnie lodowaty głos Christophera. Obróciłam się do niego.-Chodź, chcę porozmawiać.-skinął głową na zaplecze, a jego ton nie zmienił się ani trochę. Posłusznie weszłam z nim na zaplecze.
-Kto to był?-spytał, cały czas tym samym tonem. Wzdrygnęłam się mimowolnie.
-Jesteś zazdrosny czy jak? To mój przyjaciel, wychowaliśmy się razem, bo mieszka na ranchu obok. Pierścionek kupował dla swojej dziewczyny, a mojej kuzynki. Mierzył go na mnie, bo mamy takie same dłonie.-powiedziałam. Oczy Chrisa nadal mnie świdrowały. Oparłam się o ścianę.
-Powiesz mi, o co Ci chodzi? -zapytałam.-Dlaczego mnie tak kontrolujesz? Chcesz mieć nade mną władzę czy jesteś zwyczajnie zazdrosny?-lekko podniosłam głos.-No, pow...-Nie dokończyłam, ponieważ nie miałam jak. Nasz pocałunek na początku był słaby, prawie "drewniany". Po chwili jednak wspaniale się zgraliśmy. Jego bliskość sprawiała mi wielką przyjemność. Wplótł palce w moje włosy, a ja założyłam mu ręce na szyję. Nie przestawaliśmy się całować. Spodobał mi się jego zapach, mocny, męski, na pewno go nie zapomnę. Christopher oderwał się ode mnie. Spojrzał mi w oczy i wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć. Nie powiedział jednak nic, bo powrócił do składania pocałunków na mych wargach.
Christopherze? Myrymyrymyry ^^

niedziela, 9 sierpnia 2015

Od Chrisa c.d: Reece

Czy wspominałem już, że zawsze mam to czego chce? Ha ! I znów. Zadowolony z siebie złożyłem sobie w duchu gratulacje,no bo jakby nie patrzeć było to kolejne osiągnięcie.
Jedyne co było mi nie w smak to zakupy. Zupełnie się w tej dziedzinie nie odnajdywałem, gdyż już od jakiegoś czasu to zakupy przychodziły do mnie. Te spożywcze przez internet z dostawą do domu, a wszystkie ubrania miałem szyte na miarę zatem też ich nabywanie odbywało się w moich czterech ścianach. No ale czego nie zrobi się aby dopiąć swego ? Hm... chyba niewiele tego jest...
Kiwnąłem głową i opuściłem lokal by powrócić do swoich obowiązków. Do załatwienia pozostały mi trzy sprawy. Pierwsza to, dyskusja na temat zaskakująco korzystnego dla nas rynku, druga to kontrola pracowników, wyrywkowe testy i te sprawy, a ostatnia, zdecydowanie najciekawsza to zakładanie nowych, dobrze prosperujących lokat oraz niszczenie tych, z których wyciągnęliśmy już maksimum cobyśmy my nieźle zarobili, a nie banki na nas.
Tak, zawsze miałem wyczucie kiedy należy się z jakiej akcji wycofać, a kiedy zainwestować. Jestem po prostu do tego stworzony, co tu dużo mówić.
Czas zleciał nieubłaganie i nadeszła ta niesamowita chwila. Czas odwiedzić Reece. Akurat mam pięć minut czyli dokładnie tyle ile potrzebuję aby tam dojść.
Zjawiłem się punktualnie, a dziewczyna tak jak poprzednio niecałą później. Dość szybko się przebiera i opuszcza miejsce pracy. Ciekawe dlaczego.
Zdumiła się moją punktualnością sprawiając mi tym samym wiele przyjemności. O tak, punktualność i dokładność to moje drugie imię.
- Witam ponownie - rzuciłem by nawiązać jakąś rozmowę.
- Cześć.- westchnęła ciężko.
- Coś się stało?
- Nie. Jestem zmęczona. Jedźmy na te zakupy chce mieć to za sobą.
- Jak sobie życzysz.
No i poszliśmy do pobliskiego centrum handlowego. Szczerze, nawet nie miałem pojęcia, że ono tu jest. Trzymałem się raczej za dziewczyną co jakiś czas służąc jej radą odnośnie ubrania, które miała zamiar kupić. Większość leżała na niej bardzo dobrze, no ale czego wymagać skoro ma się tak zgrabną sylwetkę?
Robiłem jeszcze za hm... jak to ująć... Bagażowego ? Targałem za sobą wszystkie jej torby z zakupami. Jeny ona garderobe wymienia czy jak ?
Prawdą było to, że ludzie dość dziwnie się na mnie patrzyli. Musiałem nie pasować do otoczenia, wszyscy normalnie ubrani, a ja w garniturze latający za jakąś laską. Ugh... niech się walą, a na zakupy więcej nie idę. Nie ma w tym nic ale to nic fajnego.
Po dwóch lub trzech godzinach a może całych wiecznościach wreszcie opuściliśmy to zatłoczone miejsce. Byłem mocno wyprowadzony z równowagi oraz porządnie zniecierpliwiony.
- Gdzie mieszkasz? Odprowadzę Cię.
- Mam motor. Idziemy jedynie pod pracę.
- Poważnie ? Zabierzesz się z tym wszystkim ?
- Mhm. - mruknęła chyba nieco poirytowana.
- Apropos Twojej pracy czemu zawsze wychodzisz z niej tak szybko ?
- Żeby unikać konfrontacji z takimi upierdliwymi gościami jak Ty.
Zignorowałem obelgę ukrytą w tym zdaniu.
- Czyli nie jestem jedyny? Oh, jaka szkoda. Zatem będę musiał się bardziej postarać.
W milczeniu dotarliśmy na miejsce, chyba Ree mnie nie lubi... Trudno. Już miałem upierać się, że jakoś jej z tobołkami pomogę ale zadzwonił mój telefon. Szef. Coś złego działo się w firmie, a skoro już do mnie dzwonił to było to coś cholernie złego.
- Przepraszam, nagły wypadek - rzuciłem pośpiesznie kładąc torby- Masz tu moją wizytówkę. Zadzwoń jak będziesz czegoś potrzebowała czy coś. Dzięki za po południe było bardzo...hm.. miłe.
Rzuciłem na odchodnym i popędziłem w stronę biura.


< Reece? Zadzwonisz? Chris chwilowo nie będzie się narzucał xd > 

Od Robina CD Schulyer

Zabolało mnie to, że Schulyer nie chciała ze mną zatańczyć. Nie wiedziałem o co może jej chodzić, ale po chwili mnie oświeciło. Na pewno chodzi jej o tą sprawę z dzisiaj.
- Jesteś zła jak zgaduje?
Usiadłem obok niej na krześle.
- Nie twoja sprawa.
Odpowiedziała sucho. Ja na ta odpowiedź tylko spuściłem tylko cicho głowę.
( Schulyer? )

sobota, 8 sierpnia 2015

Nowe~!

Powitajmy Arianne Ines & Rosaline Suzuya ~!

 



Od Nathana

Cały dzień spędziłem na niczym. Spałem dokładniej mówiąc. Wynająłem ostatnio kawalerkę w centrum, a że kilka wcześniejszych dni spędziłem na włuczeniu się i nie zmrużyłem oka od 72 godzin, byłem tak zmulony, że jak tylko wszedłem do mieszkania - rzuciłem się na kanapę nawet nie fatygując się, by przejść do sypialni i zasnąłem. Obudziłem się dopiero następnego dnia wieczorem ze strasznym bólem głowy. Jęknąłem podnosząc się do pozycji siedzącej i przyłożyłem dłoń do skroni krzywiąc się z niesmakiem. Wstałem niechętnie i poszedłem do kuchni. Ochlapałem twarz wodą, żeby się trochę rozbudzić i udałem się do łazienki. Wziąłem lodowaty prysznic w celu orzeźwienia myjąc również włosy, po czym ubrałem się, założyłem wszystkie bransolety, rzemienie etc na nadgarstki i ogarnąłem się do końca, by wyjść na zewnątrz. Ruszyłem ubrany w czarne rurki, glany i skórzaną kurtkę tegoż koloru co reszta mego ubioru do klubu. Nie minęło wiele czasu, kiedy znalazłem się w lokalu. Zauważyłem przy barze samotną dziewczynę z pustą szklanką. Podszedłem i usiadłem obok niej. Zamówiłem mohito.
-Co taka ładna dziewczyna robi sama w barze, w dodatku nad pustą szklanką...?- spytałem.


<Jakaś "taka ładna samotna dziewczyna siedząca nad pustą szklanką"?>

piątek, 7 sierpnia 2015

Nowa~!

Powitajmy Savannah Gloom~!


środa, 5 sierpnia 2015

Od Hope c.d: Blase'a

Cieszyłam się z czasu spędzonego z moim chłopakiem - ha! Jak genialnie to brzmi. - Jednak perspektywa nieuniknionej burdy od ojca przywoływała mnie nieco do rzeczywistości i psuła mój nienagannie idealny dzień.
Ojciec zaczął odstawiać sceny nim Blase wsiadł do samochodu, przez co było mi cholernie wstyd. Alkohol walił od niego na kilometr narąbany w sto pięćdziesiąt. Pośpiesznie wbiegłam do domu ze spuszczoną głową i zamknęłam się w pokoju. Prawdę mówiąc miałam ochotę coś zjeść jednakże strach wziął górę i postanowiłam dodatkowo się nie narażać.
Ciężko nam się żyło bez mamy... Chciałabym naiwnie wierzyć w to, że tata stał się taki po śmierci mamy, że dawniej o nas dbał i nas kochał. Ale prawda jest taka, iż zawsze był zły. Złym się urodził i taki pozostanie. Gdzieś w mrocznych zakamarkach mojego umysłu czai się wspomnienie, zapłakanej mamusi, która wymusza uśmiech by zapewnić mnie, że wszystko w porządku.
Siedziałam skulona na łóżku nasłuchując jego kroków. Kroków, które niebezpiecznie szybko zbliżały się do moich drzwi.
Chwilę później do moich uszu dobiegło mocne szarpanie klamki.
- Otwieraj te drzwi ! - warknął.
- Idź spać tato. Porozmawiamy jutro, jak wytrzeźwiejesz. - wymamrotałam siląc się by ton mojego głosu nie zdradzał tego jak potwornie się bałam.
- OTWIERAJ KURWO !
Teraz to dopiero zaczęła się szarpanina z drzwiami, cholera jak tak dalej pójdzie to on je najzwyczajniej w świecie wyważy. Otuliłam się mocniej kocem i wcisnęłam kąt.
Mam pokój na drugim piętrze, więc nie mam wielkiego pola popisu do ucieczki. Czułam, że dziś nie skończy się na przemocy psychicznej.... Jak ja to przed Blase'm ukryję?
- Otwórz je. kochanie
Ha. Postanowił zmienić strategię ? Nie jestem przecież głupia, wiem, że nie ma pokojowych zamiarów. Nie urodziłam się wczoraj.
Nastała cisza, ale faktem było to, że zaraz rozpęta się burza. Istne piekło.
Pięć minut potem w moich drzwiach dziurę wyrąbała ogromna siekiera.
- Tato, proszę opanuj się.
- Jesteś taka sama jak ta kurwa, Twoja matka.
- Nie mów tak o niej.
Rzucił narzędzie i otworzył drzwi wkraczając do mojego pokoju.
- Boisz się? I słusznie. Jesteś dziwką. Puszczasz się na lewo i prawo... Hmm... Pora aby zadowolić mnie.
Żołądek fiknął koziołka a do gardła jak na zawołanie podeszła mi żółć. Dałabym sobie rękę uciąć, że na twarzy byłam biała jak ściany w psychiatryku.
- ...powiedz, że żartujesz. - wyszeptałam chociaż nie byłam do końca pewna czy nie były to tylko moje myśli.
- Chodź tutaj.
Warknął i w jednym kroku doskoczył do mnie zrzucając mnie z łóżka. Był ode mnie większy i stokroć silniejszy ale mimo wszystko starałam się stawiać opór, za co zostałam solidnie nagrodzona liściem. Schowałam twarz w dłoniach próbując powstrzymać łzy jednak moje próby udaremnił mocny kop w żebra. Ból pulsował w nich niemiłosiernie przyprawiając mnie o zawroty głowy.
Zaczęłam głośno szlochać, na co zareagował złośliwym śmiechem.
- Nikt Cię nie usłyszy maleńka. - zapewnił i rzucił mnie na łóżko, po czym zaczął szarpać moje ubranie. Szloch przeobraził się w wycie, krzyki i wrzaski błagające o pomoc.
Zasłonił mi buzię ręką, a drugą bez najmniejszego problemu zerwał ze mnie ciuchy.
Woń alkoholu sprawiała mi mdłości, a świadomość co zaraz będzie się działo tylko potęgowała to uczucie. Nie przestawałam się szarpać jednak skutecznie mnie unieruchamiając przyciskając swoim cielskiem.
Niech do się już skończy. Błagam. Nie.
Wpatrywałam się  w rozmazane przez łzy świecące w ciemności gwiazdy przyklejone do mojego sufitu kiedy on mnie obmacywał.Wszystko mnie bolało, a skóra w miejscach po których się prześlizgiwał jego dotyk niemiłosiernie piekła.
Nie fatygując się nawet w ściąganie mojej bielizny, odsłonił jedynie miejsce które go interesowało po czym zrobił to czego ojciec nie powinien zrobić nigdy swojemu dziecku, a nawet je przed tym chronić.
Nie wiem ile minęło czasu byłam w półprzytomna i jedyne co jarzyłam to gwiazdki świecące gwiazdki.
W pewnym momencie osłabł, zapewne przez alkohol i to była moja jedyna szansa by się spod niego wygramolić. Zapłakana chwyciłam koc i telefon po czym w ekspresowym tempie zbiegłam po schodach na dół, a potem prosto na dwór. Schowałam się w parku na sąsiedniej ulicy, w ogromnym pniu drzewa, gdzie chowałam się jako dziecko, o czym wiedziała tylko mama, bo on nigdy się z nami nie bawił.
Otuliłam się tkaniną starając się zachować marne okruchy i resztki swojej godności. Dopiero wtedy wpadłam w prawdziwą histerię. Byłam zmarznięta, przerażona, obolała, ledwo przytomna i co najgorsze sama.
Drżącymi rękoma wybrałam numer Blase'a, który odezwał się niemalże natychmiast jakby czekał na ten telefon.
- M-możesz... tu...- starałam się brzmieć wyraźnie ale to był jedynie niezrozumiały bełkot.
- Kurwa Hope ! Co się stało ?!
- Pomocy. -wymruczałam odtwarzając w głowie całą sytuację. - Jestem w-w... p-parku. Olbrzymie...drzewo.
Podkuliłam nogi do klatki piersiowej i zaczęłam się delikatnie kołysać do przodu i do tyłu.
Niech nikt mnie nie dotyka. Nikt.

< Blase? Pokaż draniowi gdzie jego miejsce i na początku ostrożnie z naszą małą Hope :c >

Od Blase'a c.d: Hope

-Spokojnie. Najważniejsze żebyś się uspokoiła-powiedziałem. Dziewczyna była przerażona.
-Ale tu jest tak głęboko i...i....
-Jeśli chcesz to wyjdziemy
-Tak. Ja chcę wyjść.
-W takim razie chodź za mną-uśmiechnąłem się. Gdy wyszliśmy dziewczyna ogrzała się przy ognisku, które wcześniej rozpaliłem. Czas spędzony z nią był bardzo udany.
-Odwieziesz mnie do domu?-zapytała gdy wsiadaliśmy już do auta.
-Nie. Zostawię cię gdzieś na środku lasu.
-Bardzo śmieszne-powiedziała lecz sama cicho zachichotała. Odwiozłem ją pod dom gdzie czekał na nią ojciec
-Gdzie się szlajałaś?! MASZ BYĆ W DOMU! Już ja ci teraz pokażę!-krzyknął na jej widok.
-Cześć Blase-rzuciła pospiesznie i wyszła z samochodu.
-Jakby coś się działo to dzwoń-szepnąłem czule całując ją w głowę.
-Jasne...Ale już jedź-zrobiłem to co Hope kazała.

<Hope? Mam nadzieję, że mimo mojej długiej nieobecności wiesz co ma teraz się zdarzyć xd>

Od Octavii CD Lionka

Poczułam, że czas się zatrzymał. Tykanie zegara ustało, dźwięki dochodzące zza okna znikły. Patrzyłam się bez słowa na Lionella. Bałam się, że mój głos odmówi mi posłuszeństwa.
-Tak.-Powiedziałam.-Chcę być z Tobą na zawsze.-Te sakramentalne słowa wydobyły się z moich ust. Lionell ujął moją dłoń, włożył pierścionek na palec serdeczny i wstał. Spojrzałam mu w oczy i przytuliłam się do niego.
-Dziękuję Ci, Octavio.-wyszeptał mi na ucho. Gdy był tak blisko mnie, serce wyrywało mi się z piersi.-Dziękuję Ci, bo dzięki Tobie wiem, co to znaczy kochać. Kocham Cię.
-Ja też Cię kocham.-Wciągnęłam w płuca powietrze przesycone jego zapachem.-I również Ci dziękuję, bo teraz wiem, co to znaczy na prawdę być kochaną.-Uśmiechnęłam się, podniosłam głowę z jego ramienia i spojrzałam mu w oczy. Przytknęłam moje czoło do jego czoła. Czy to jest rzeczywistość czy tylko sen? Coś tak wspaniałego dzieje się w moim życiu? To nie możliwe, a jednak się dzieje. Zbliżyłam moje wargi do jego ust i pocałowałam go namiętnie. Zatraciliśmy się w sobie, nawet nie patrząc kiedy znaleźliśmy się w sypialni.
-Kocham Cię, Lion.-wyszeptałam, gdy całował mnie po szyi. Na moment przerwał tą rozkoszną czynność. Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się.
-Ja Ciebie bardziej.-odparł.
***
-Dzień dobry, moja księżniczko.-usłyszałam nad uchem.
-Nie jestem księżniczką.-mruknęłam.
-Moją jesteś. Co chcesz na śniadanie?
-Płatki z mlekiem i czarną kawę. Jeśli można.-uśmiechnęłam się i usiadłam na łóżku. Pocałowałam Liona w policzek. Przeszłam za nim do kuchni i usiadłam przy stole. Po chwili moje "zamówienie" stało przede mną na stole.
-Dziękuję.-powiedziałam i zabrałam się do jedzenia. Siedzący obok mój narzeczony (jakie to wspaniałe uczucie, używianie tego słowa) zajadał kanapki. Do piłam kawę i wstałam, by wstawić naczynia do zmywarki. Usiadłam na blacie kuchennym i zaczęłam machać nogami.
-Ślub kościelny, prawda?-spytałam znienacka.
-No...-Lion odwrócił się do mnie.-No, chyba tak...
Uśmiechnęłam się do niego i zeskoczyłam z blatu. Zaczęłam się szykować do pracy. Do zestawu codziennej biżuterii dołączył teraz mój śliczny pierścionek zaręczynowy. Lion też szykował się do roboty. Stał przed lustrem i zapinał koszule. Podeszłam do niego, złapałam go za ramiona i obróciłam go do siebie. Zaczęłam sama zapinać guziki jego koszuli.
-Uwielbiam jak nosisz koszulę. A najlepiej jeszcze muszkę. Uwielbiam muszki. Taki mały fetysz.-zaśmiałam się. On podniósł brew i uśmiechnął się. Pocałowałam go, jednak krótko. 
-Muszę zmykać do pracy.-mruknęłam.-Miłego dnia, kocham Cię.
***
Gdzieś tak po czterech godzinach w pracy dostałam sms'a od Liona, który na powrót miał już telefon.
"Po pracy pędź szybko do domu i wyszykuj się, bo chcę Cię gdzieś zabrać. Miłego dnia, kocham."
Kurcze, co on wymyślił? - Ta myśl goniła mnie przez resztę zmiany. Kiedy skończyłam, jak na skrzydłach pognałam do mieszkania. Wskoczyłam pod prysznic, umyłam głowę, założyłam ładną sukienkę i szpilki, zrobiłam makijaż, dobrałam biżuterię pasującą do pierścionka. Kiedy wyszłam z łazienki, Lionell czekał w przedpokoju.
-Ślicznie wyglądasz, kicia, ale w końcu łazienka wolna.-zaśmiał się, a ja wydęłam wargi w udawanym fochu. Lion wszedł szybko do łazienki, a ja przeszłam do salonu i sięgnęłam po książkę leżącą na stoliku do kawy. Po jakiś dziesięciu minutach Lion wyszedł, i przekopytkował do sypialni. Po chwili usłyszałam, że wyszedł stamtąd i wszedł do salonu.
-Jak wyglądam?-spytał. Obróciłam się i prawie oniemiałam. Czarne skórzane buty, wypastowane lepiej, niż moje glany, czarny garnitur, z lekkim połyskiem, biała koszula, ze spinkami do mankietów i czarna mucha.
-Wyglądasz wspaniale.-powiedziałam i podeszłam do niego.
-Dziękuję. A Ty, jesteś zawsze piękna, tylko teraz troszkę bardziej wystrojona.-zasmiał się, Ujął mnie pod rękę i ruszyliśmy do drzwi.
-Powiesz mi, dokąd mnie zabierasz?
-Do restauracji.
***
Po wykwintnej kolacji wróciliśmy do mieszkania. Troszkę wina i różne afrodyzjaki robią swoje, od progu zaczeliśmy się namiętnie całować. W którymś momencie odkleiłam się od Lionell'a, spojrzałam mu w oczy, przygryzłam wargę i niespuszczając wzroku z jego źrenic sięgnęłam go zamka mojej sukienki. Rozpiełam ją, złapałam Liona za rękę i poprowadziłam go do sypialni. Gdzieś w połowie drogi sukienka całkiem ze mnie opadła. Zostałam tylko w szpilkach, bieliźnie i biżuterii. Kręcąc biodrami podeszłam do łóżka. Obróciłam się do Liona i zaczęłam rozwiązywać jego muszkę, a potem rozpinać koszulę, powoli, guzik, po guziku... W połowie przestałam. Spojrzałam mu w oczy i przybrałam śmiertelnie poważną minę.
-Chciałbyś mieć dzieci?-spytałam. Liona jakby piorun strzelił.
-Jak.. dzieci? Jak to? Teraz? Nie, ja się nie nadaję. Nie nadaję się na ojca. Nie jestem gotowy, Ty chyba z resztą też... Nie, ja się po prostu nie nadaję...-mówił. Głos zaczął mu drżeć, a ręce lekko trząść, Ostatnie zdanie zakończył nerwowym chichotem. 
I w tej chwili zadzwonił jego telefon. Odebrał szybko, zaaferowny zamienił parę nic nieznaczących zdań i spojrzał na mnie.
-Muszę iść.
I wyszedł.
Lionku? Cóż Cię z domu wygnało?

sobota, 1 sierpnia 2015

Od Allijay c.d: Chrisa

Upadłam tak nisko, że ludzie zaczęli proponować mi jedzenie. Byłam zażenowana sobą i swoją sytuacją, ale za cholerę facet nie chciał odpuścić. Nie wiedziałam nawet co myśleć o tej propozycji, bardzo miło z jego strony, jednak no:
-Dzięki, za propozycję, ale... - nawet nie skończyłam jednego zdania
-Nalegam - uśmiechną się
Mój organizm toczył wojnę, godność nie pozwalała, a jednak żołądek wyraźne domagał się jedzenia. Cóż począć? Żołądek wygrał.
-Ehhh, zgoda - odparłam z nerwowym uśmiechem
-Gdzie chciałbyś się wybrać? - jego pytający wzrok spoczął na moich oczach
Nie znałam żadnej knajpy czy restauracji, nigdy nie było nas stać na takie coś, więc po prostu się tym nie interesowałam.
-Ty stawiasz ty decydujesz - zaśmiałam się lekko
Chłopak jakby wymieniał sobie w głowie restauracje. Jednak nim zdążył cokolwiek powiedzieć nastąpiło zerwanie chmury i w mgnieniu oka staliśmy się cali mokrzy.
Nie wiele myśląc udaliśmy się biegiem to pierwszego z brzegu baru.
-No może nie jest to porządna restauracja - rozejrzał się po wnętrzu. Drewniana podłoga, deski skrzypiały pod naciskiem butów, ściany pokryte były jakąś tapetą ze złocistymi wzorkami. na środku był jeden barek wokół którego były poustawiane stoliki.
-Zapewniam cię, że wystarczy - ruszyłam do wolnego stolika. Mężczyzna ruszył zaraz za mną i dosiadł się na przeciwko. Dostaliśmy karty z ofertą. Upatrzyłam sobie smażonego łososia z ziemniakami i surówką, a na deser placki z syropem klonowym.
Jedzenie dostałam dość szybko, jednak nieznajomy nie zamówił nic wbrew temu co mówił na początku.
Pożerałam wszystko z ogromnym smakiem, miło było wrzucić coś porządnego do żołądka. W zasadzie nie zważałam zbytnio na smak potrawy, dopiero kiedy dostałam naleśniki, mmmm.
Wylałam na nie całą górę syropu po czym pożarłam je w zastraszająco szybkim tempie.
-Smakowało? - uśmiechną się
Pokiwałam twierdząco głową wycierając usta serwetką.
-No to na mnie chyba już pora - odparłam lekko speszona wstając od stołu - Dzięki za obiad kiedyś się odwdzięczę

<Chris?>