środa, 1 lipca 2015

Od Schuyler c.d: Robina

O Boże, po pijaku chciałam się z nim kochać. Już nigdy więcej tyle alkoholu. Zakryłam twarz dłońmi i stłumiłam w sobie okrzyk frustracji, westchnęłam i odparłam.
- Przepraszam za wszystko. Dziekuję za uchronienie mnie przed głupstwami. Nie wiem zapłacić ci za to? - ostatnie słowa były moimi myślami wypowiedzianymi na głos. - Jak mogłam być tak głupia i upić się. - szepnęłam pod nosem, a potem dodałam głośno. Mogę się przebrać w tamte ciuchy? - ale chłopak pokręcił przecząco głową. - Dlaczego?
- Całe są w wymiocinach. Dalej chcesz je założyć? Jak tak to ich tu nie ma, wysłałem je do twojego domu żeby ktoś je uprał. - spojrzał na mnie i zaczął jeść swoją jajecznicę.
- Zaraz, czekaj, bo się pogubiłam. Skąd wiesz gdzie mieszkam?
- Po to są dowody tożsamości, Schuyler van Alen. No, no nie spodziewałem się, że kiedykolwiek cię spotkam. - odparł z udawanym podnieceniem, a potem wrócił do jedzenia.
- Też znalazłeś sobie porę na żarty. - oburzyłam się i poprawiłam zjeżdżające mi spodenki.

Robin?

Od Robina c.d: Schulyer

Podniosłem jedną brew do góry. A no tak ona pewnie nic nie pamięta. Zawsze mogę ją przestraszyć, że owszem, tak... Ale lepiej nie, bo i teraz jest przerażona. Więc pokręciłem przecząco głową. Dziewczynie trochę ulżyło, ale jednak miała jeszcze jakieś wątpliwości.
- Ale dlaczego mam na sobie twoje ubranie?
Westchnąłem. Nie chce znów tego przeżywać.
- Cóż powiem ci to w skrócie. Byłaś pijana, zasnęłaś na chwilę na stojąco, ja położyłem cię na łóżku żebyś w spokoju zasnęła i nie zawracała mi głowy, ale tobie zachciało się nocnych igraszek. Więc się rozebrałaś. Na szczęście zasnęłaś a ja cię ubrałem.
Dziewczyna patrzyła na mnie zdziwiona.
- No co? mówię prawdę.

( Schulyer? )

Od Levi'ego c.d: Kici

Dziewczyna spojrzała się na mnie przerażona, w pokoju nie było ani jednej dziewczyny. Pewnie sobie pomyślała nie wiadomo co, a dziewczęta pewnie zamknęły się w ogromnej łazience i szykowały się na resztę nocy. Przeczesałem dłonią włosy wzdychając przy tym.
-Na końcu korytarza drzwi po lewej.
Mruknąłem wskazując jeden z korytarzy, Kicia poszła tam prowadzona przez sztywne nogi. Koledzy odprowadzali ją wzrokiem cicho przy tym pogwizdując. Zmierzyłem ich spojrzeniami po czym posłałem im niezauwarzalny uśmiech.
-Nie jesteś zazdrosny ?
Pokręciłem głową...jak można być zazdrosnym o nieznajomą dziewczynę ? Bez żadnego już słowa podszedłem do nich i wcisnąłem się na kanapę. Od razu zaczęli mi wciskać butelkę piwa, co mi szkodzi. Wziąłem jeszcze nie otwartą butelkę i otwieracz do piwa. Sprawnym ruchem otworzyłem piwo po czym upiłem łyk, delikatny posmak owoców leśnych pomieszany z goryczą przeszedł mi przez gardło.
-To skoro już się rozgrzałeś to teraz masz.
Zmierzyłem Sebastiana lodowatym, pozbawionych emocji spojrzeniem kiedy tylko przysunął mi kieliszek wypełniony mieszanką alkoholi. Chłopak doskonale zrozumiał moją odmowę, młody 17 latek nie raz ode mnie oberwał za swoje nartęstwo i inne jego wady charakteru. Chwycił kieliszek i opróżnił go na raz, jego twarz wymalowało skrzywienie, wszyscy wybuchnęli śmiechem jednak ja nie ukazałem żadnych emocji. Śmiechy przerwały wybiegające stadko dziewczyn, wszystki piszczały i śmiały się.
-Levuś !
Uniosłem brew i zmierzyłem jedną z dziewczyn niepewnym spojrzeniem. Levuś ? Od razu domyśliłem się, że wołającą mnie osobą jest moja była.
Poirytowany zerwałem się na równe nogi, chciałem z tamtąd uciec jednak chłopacy chwycili mnie za rękawy i przyciągnąli mnie z taką siłą, że aż padłem z powrotem na sofę. Niska blondyneczka szybko przybiegła do mnie i usiadła mi na kolanach.
-Levuniu kochanie.
Chciała mnie obdarować pocłunkiem jednak stanowczo ją odsunąłem, otaczjący ją zapach alkoholi sprawił, że zrzuciłem ją ze swoich kolan. Dziewczyna padła na Ivana który jakoś się tym nie zmartwił. Zerwałem się z sofy i zacząłem wyszarpywać się z uścisków, jeden z chłopaków podniósł się. Chwycił mnie mocno za bluzę i przyciągnął do siebie, jego ręka powędrowała pod moją bluzę. Koledzy siedzący na sofie zareagowali gwizdami i śmiechem, dziewczyny z resztą też. Jednak w jednej chwili moje serce zaczęło bić szybciej, stres i przerażenie ogarnęło moje ciało. Nie mogłem się ruszyć, chłopak musnął moją szyję swoimi ciepłymi wargami. Ocknąłem się kiedy jego ręka wysunęła się spod mojej bluzy i zaczęła kręcić się wokół mojego paska od spodni. Obróciłem się, zamachnąłem się i uderzyłem go w policzek.
-Levi !
Koledzy wiedzieli co się święci, szybko odstawili alkohol i podnieśli się na chwiejnych nogach, nie reagowałem na ich krzyki. Chwyciłem przed chwilą obmacującego mnie chłopaka za włosy i po chwili uderzałem kolanem w jego brzuch. Nagłe uczucie ciepłego dotyku wybudziło mnie z napadu szału, puściłem chłopaka a on natychmiast bezwładnie opadł na podłogę. Spojrzałem się na dziewczynę która trzymała dłoń na moim ramieniu, okazała się to być Kicia. Zamarłem lekko zmartwiony tym co przed chwilą zobaczyła jednak jej pocieszający uśmiech może i sztuczny jednak pocieszał mnie. Chwyciłem ją delikatnie za nadgarstek i pociągnąłem ją za sobą. Wypadłem z mieszkania po czym pobiegłem do windy wciąż ciągnąc za sobą obcą mi dziewczynę.
-Jedź gdzie miałaś jechać.
Rzuciłem wpychając ją do otwartej windy.

(Kicia ?)

Od Adriana c.d: Ashley

Była piękna w całej swojej okazałości.
- Może być? - spytała ciągle poprawiając sukienkę. Dalej siedziałem na jej kanapie, ale teraz prawie padłem z wrażenia.
- Szczerze? - spytałem drocząc się z dziewczyną. A ona oparła dłonie na biodrach i odparła.
- No tak, przecież cię o to pytałam. - była niepewna, o to mi chodziło. Wstałem i podszedlem do dziewczyny, okrążylem ją i zlustrowałem ją wzrokiem. Stałem tuż za nią zrobiłem krok i szepnąłem jej do ucha.
- Pięknie wyglądasz, nie dobrze, ty wyglądasz ślicznie. Rozumiesz? - pocałowałem ją w szyję, a ona drgnęła.

Ashley ? ;>>

Od Cheryl c.d: Damiena

Sama nie wiem czemu, ale nagle ogarnęło mnie niesamowite szczęście. Wreszcie stało się to co bardzo chiciałam, żeby się stało. Pogłębiłam tylko pocałunek Damiena. Smakował... Cappuciono. Po chwili leżeliśmy na jego mięciutkim łóżku, jednak...
-Chyba jeszcze nie czas... – powiedziałam nagle urywając pocałunek
Chłopak spojrzał na mnie pytającym wzrokiem i usiadł na brzegu łóżka. Cho lera czemu to powiedziałam?! On tak przyjemnie smakował i mogłabym... Dobra nie będę się rozpędzać, żebym nie wyszła na jakiegoś zboczeńca, czy coś.
-Po prostu... na razie nie... – powiedziałam zaskakując samą siebie. W sumie to chciałam tego bardzo, jednak w duchu...
Chłopak tylko westchnął i wstał z łóżka, po czym spojrzał na mnie. Wyszedł z pokoju. Czy ja zrobiłam coś źle czy... czy jak? Ja go nie rozumiem no... Ugh. Nie rozumiem sama siebie. Wyszłam za nim
-Damien stój...-powiedziałam. Chłopak odwrócił się i pytająco spojrzał na mnie-Bo to nie tak...Znaczy...
-Czyli?
-Znaczy...Że ja nie rozumiem czasem sama siebie-odpowiedziałam patrząc mu w oczy.


<Damien? Jakie to uczucie smakować jak cappucino?>

Od Damiena c.d: Cheryl

Damien nie wiedział w sumie od czego zacząć. Przecież przed chwilą stał od jakiejś godziny przed jej drzwiami i układał sobie słowa, jak jej to powiedzieć. Po upływie tego właśnie czasu, zapukał delikatnie, jednak po chwili zorientował się, że to nie w jego stylu, więc wszedł od razu nie czekając na żadne „proszę”.
-Cheryl.. możemy pogadać? – spytał chłopak dość pewnie, jednak zawieruszyła się tam nutka niepewności
-Jasne... – odparła spoglądając na chłopaka z uśmiechem na ustach
-Nie tutaj... – mruknął Damien – Chodź do mojego pokoju
Dziewczyna kiwnęła przytakująco głową i wyszła za Damienem przez otwarte drzwi. Po chwili doszli do jego pokoju, a Damien otworzył drzwi przed Cheryl. Pokój Damiena był pokojem ciemnym, gdzie dominował kolor granatowy wraz z czernią. Nie było tu żadnych plakatów, ani niczego w tym rodzaju. Przez żaluzje przedzierało się słabe światło księżyca, który tej nocy był w pełni. Chłopak zamknął drzwi do pokoju, by żaden z jego pupili nie wdarł się do pokoju i nie przeszkodził mu w wyznaniach. Odwrócił się przodem do dziewczyny i westchnął głęboko.
-Od czego by tu zacząć.... – powiedział cicho drapiąc się w kark
-Dawaj nooo.... – mruknęła niezadowolona Cher rozsadzając się wygodnie na łóżku chłopaka
Kąciki ust Damiena podniosły się tworząc lekki uśmiech, co dziewczynę nie mało zdziwiło.
-A więc do rzeczy.... Już od samego początku wydawałaś mi się.... idealna... Od początku wydawałąś mi się... zajebistą dziewczyną, która mogłaby ze mną choć trochę wytrzymać... – powiedział chłopak wciąż się uśmiechając – Co do tego się nie myliłem... Jesteś dziewczyną, która jako pierwsza podbiła moje serce i chyba będziesz tą jedyną....
-Co chcesz przez to powiedzieć? – spytała dziewczyna przekrzywiając swoją głowę nieco w bok
-Chce przez to powiedzieć, że Cię kocham – po tym zdaniu Damien złączył ich usta w namiętnym pocałunku

Cher? Masz to co chciałaś od dawna xD

Od Reece do Staff'a

Tego wieczoru biegałam po mieście trochę inną niż zwykle trasą. Wracałam już do domu. Zapaliły się latarnie uliczne, a ja wyciagnęłam z kieszeni legginsów telefon i przełączyłam z The Ballad of a Bull Sabatonu na Talk Dirty To Me Children of a Bodom. Czyli 'ciężkie aluminium' jak mówi nieznająca się ludność, w tym kochany braciszek. Zastanawiałam się czy Johnny chciałby się wybrać ze mną do McKamey Manor lub do innego ekstremalnego domu strachów. Od niedawna 'wycieczka' do tego miejsca stała się moim marzeniem. Ciekawe, jak werbują do niego aktorów..
Biegłam już po mojej ulicy. Talk Dirty przeskoczyło na Not My Funeral. Przypomniałam sobie, że niedługo wychodzi mi przegląd i ubezpieczenie mojej 'kawy'. Herbatasaki, jak to mówi Johnny. Często mówił, że mam zboczenie zawodowe i dlatego jeżdżę na 'kawie'. Wbiłam do mieszkania, przebrałam się w dres i koszulkę z napisem "Chędoż wszystko, zostań wiedźminem", odłożyłam słuchawki, wzięłam siatkę na zakupy i ponownie wyszłam z mieszkania. Sklep był na przeciwko. Z półek zgarnęłam cieplutkie bułki, świeży chleb, ogórka, dwie duże marchewki, parę jabłek, cytrynę, chipsy, popcorn i dwa piwa w szklanych butelkach. Podeszłam do kasy, przy kórej stał jakiś chłopak i pytał ekspedientkę (moją sasiadkę z góry) , czy może zostawić na ladzie ulotki. Jak dojrzałam, były to ulotki warsztatu działającego przy stacji kontroli technicznej. Bingo. Schowałam jedną do kieszeni, zapłaciłam za zakupy i ruszyłam za chłopakiem. Na oko tyle lat co Johnny, wysoki, z obowiązkowymi u takich chłoptasiów rureczkami. Dziękuję Bogu, że mój braciszek się tak nie ubiera, bo na ulicy bym się do niego nie przyznała.
-Robicie przeglądy techniczne?-spytałam podchodząc do niego.
-Zależy czego, bo Ciebie na pewno wziąłbym na warsztat.-powiedział dokładnie taksując mnie wzrokiem. Wybuchnęłam śmiechem.
-Motocykli.-powiedziałam, kiedy względnie się opanowałam.
-Oczywiście.-powiedział z szelmowskim uśmiechem.
-To dobrze. Niedługo wychodzi mi przeglad na 'kawę', więc możliwe, że do was przyjadę.
Staff? Tak bardzo oryginalny temat, wow .-.