czwartek, 30 lipca 2015

Od Lionka c.d: Octavii

Ło jeny, teraz to się dopiero porobiło... Po raz pierwszy od dawna udało mi się odzyskać trzeźwość umysłu, a tu już masa tłoczących się w głowie myśli. Chwileczkę. Co robi ? ... Kocha ? "Przepraszam, Lion, ale ja Cię kocham." 
Te słowa jak na zawołanie odbiły się niczym echem w mojej pustej łepetynie.
 " ...ja Cię kocham.", "...kocham". 
Nie. To irracjonalne. Nie, nie i jeszcze raz nie ! Wolała by mnie od całego bogactwa? Toż to jeszcze bardziej niedorzeczne! 
Cały się spiąłem, a w moich oczach zagościł niepokój. Proszę bardzo, są emocje nad którymi nie panuje i których nie rozumiem. 
- Nie możesz mnie kochać. -wyszeptałem i przeczesałem nerwowo włosy. - Nie możesz. 
- Dlaczego? -zmarszczyła brwi i przyjrzała mi się uważnie. 
- To nieodpowiednie. -rozejrzałem się w popłochu po pokoju. To wyznanie było takie niespodziewane, zupełnie nie byłem w stanie się odnaleźć. - Bo nie jestem w stanie zapewnić Ci szczęścia - wyjaśniłem.
 - Ale nie widzisz, że mi je dajesz ?
 - Odeszłaś, bez żadnego zawahania - wymamrotałem.
 - Już przeprosiłam - Octavii ponownie zaczął się łamać głos.
 - Nie, nie o to chodzi. - pokręciłem głową -To ja dopuściłem do takiej sytuacji, a potem pozwoliłem Ci odejść. To było okropne uczucie ale teraz wiem, że zasługujesz na więcej. Zasługujesz na godne życie i wspaniałego mężczyznę. A ja nie mogę Ci tego dać...
 - Lion! Skończ pierdolić te bzdury. - nakazała surowo choć w jej oczach czaiły się jak miewam nieproszone łzy, które za wszelką cenę chciała powstrzymać. 
- Octavia... ja nie wiem co to znaczy "kochać". 
 Uniosła z niedowierzaniem brew i byłem niemalże pewien, iż domyśliła się, że wszystkie poprzednie związki były od tak co by sobie poruchać. No ale miała dziewczyna rację. Tak było... tylko czy jest nadal? 
Spojrzałem jej prosto w oczy i byłem pewien, że nie. Okay uwielbiam uprawiać z nią seks jednak to nie wszystko co w niej uwielbiam... jest jeszcze poczucie humoru, wytrwałość, odwaga, determinacja, cięty języczek, inteligencja...lista nie ma końca. Czy to jest to całe "kochać", nieodłączny element miłości ? Nie wiem, nie mam bladego kurwa pojęcia.
 - Lionell - pomachała mi ręką przed twarzą przywracając mnie tym samym do rzeczywistości-Rodzice, ich na pewno kochałeś.
 Rodzice ? O nie maleńka. Rodziców to ja nigdy nie miałem, ale to nie pora na tą rozmowę.
 - Nie. -rzuciłem ostro i stanowczo.
 - Co nie ?
 - Nie kochałem. 
- Nie wierzę... - kontynuowała. 
- Octavia, skończ proszę.- wymamrotałem kręcąc z rezygnacja głową. - Nie jest to odpowiedni moment.Zapadła niezręczna cisza, którą stanowczo trzeba było jak najszybciej przerwać. -Czas. Potrzebuje czasu - oznajmiłem, gdyż to wszystko było dla mnie takie nowe, odległe i do niedawna niemożliwe. Pozostaje jeszcze jedna kwestia, dlaczego ja ? - Wyjaśnij mi coś. Tylu super facetów dałoby wszystko by móc mieć Ciebie przy swoim boku, rzucali by Ci świat do stóp, zapewnili spokojne i pewne finansowo życie, a co mam ja ? Nic nie jestem Ci wstanie dać.
 - Oj Lewku, Lewku... - westchnęła głośno jakby brakowało jej już siły. - W życiu nie idzie tylko o pieniądze. Jest miło jak są ale jak ich nie ma to nic się nie dzieje. Wolę 'być' niż 'mieć' i przede wszystkim stawiam na szczęście. Jak już się je znajdzie to reszta nie stanowi żadnego problemu. Teraz to mnie wmurowało w ziemię i gapiłem się na nią jak na jakiś zagrożony wyginięciem gatunek. To Anioł nie kobieta, no bo która w dzisiejszych czasach nie patrzy na kasę? Zamrugałem kilka razy i lekko się uśmiechnąłem. O tak zdecydowanie jestem pieprzonym farciarzem. 

~***~

 Octavia pozwoliła mi na razie zatrzymać się u siebie, sądzę że po części po to by mieć na mnie oko ale generalnie do momentu, w którym nie doprowadzę swojego mieszkania do użytku. Staraliśmy się zachowywać jak dawniej jednak każde z nas podchodziło do sprawy z pewnym dystansem jakbyśmy stąpali po cienkiej tafli lodu, która w każdej chwili może pęknąć. Nie chcąc powodować jakiś problemów spałem na kanapie i starałem się nie nadużywać jej gościnności. To była najwyższa pora aby wziąć się w garść, zawalczyć o lepsze jutro a przede wszystkim o Octavię. Muszę jej udowodnić, że mogę i potrafię. Czego jak czego ale tego byłem w stu procentach pewien. 
Po tym okresie chlania i ćpania nie łatwo było o powrót do formy, a każdy dzień potęgował jedynie mój głód stanowiąc tym samym nie lada wyzwanie... 
Nadal nie rozumiem dlaczego jestem taki głupi, jednak prawda jest taka, że jak po raz kolejny cała moja trzęsąca się budowla z kart runie finał będzie taki sam.
Zatem do roboty, snucie czarnych scenariuszy na później, a teraz pora znaleźć stałe zatrudnienie.


~***~

Po moich bardzo wnikliwych poszukiwaniach przesłałem CV do firmy jubilerskiej, która poszukiwała kogoś na stanowisko ochroniarza. Wykształcenia jakiegoś super wysokiego nie wymagali, lać się nieźle potrafię i co najważniejsze płaca nie była w cale taka niziutka. 
Zaledwie czterdzieści minut po przesłaniu dokumentów dostałem telefon w sprawie rozmowy kwalifikacyjnej.Umówiliśmy się z niejakim panem Jones'em na jutro na godzinę 9:30.
Zdecydowałem, że póki nic nie jest pewne nie wspomnę słowem Octavii, przynajmniej będzie miała niespodziankę.


~***~

- Dzień dobry - powiedziałem najbardziej stanowczym głosem na jaki było mnie stać. Elegancko ubrany i tak nie dorównywałem do pięt Jones'owi. 
- Witam. Lionell Patterson, jak miemam.
- We własnej osobie.
Rozmowa przebiegała chyba dobrze, tak raczej tak. Stop, stop. Lepiej nie zapeszać.Dyskutowaliśmy o wielu rzeczach często bardziej o tle prywatnym niż zawodowym. Odnosiłem wrażenie, że Christopher i ja jesteśmy ulepieni z tej samej gliny.  W każdym razie albo się mylę, albo swoją porażkę ze znakomitym skutkiem przelał na sukces w biznesie.
- Będziemy jeszcze potrzebować wyników podstawowych badań nim podejmiemy ostateczną decyzję o pańskim zatrudnieniu. - oznajmił rzeczowo.
- Badania? Jakie ma pan konkretnie na myśli ? 
- Czy nie ma przeciwwskazań do wykonywania zawodu, morfologia , HIV i te sprawy.
HIV. O kurwa. Że też o tym nie pomyślałem. Nie, nie, nie.
Poprawiłem się nerwowo na krześle. Zaschło mi tak w ustach, iż miałem wrażenie jakbym całą torbę cynamonu na raz do buzi wziął.
- Mam nadzieję, że nie będzie z tym problemu - kontynuował najwyraźniej zaskoczony moją reakcją.
- Nie, nie jasne. - kiwnąłem głową. - Do kiedy je dostarczyć?
- Im szybciej tym lepiej. Zakładam, że zależy panu na szybkim zatrudnieniu.
- Zdecydowanie.
- W nastałej sytuacji dziękuję panu za rozmowę i po otrzymaniu wyników w ciągu dwudziestu czterech  godzin otrzyma pan odpowiedź.

~***~ 

 Po południu, po wykonaniu całej serii badań przyszła kolej na ostatnie, te które przyprawiały mnie o zawał serca, mianowicie na obecność HIV. Prawda była taka, że ryzyko posiadania tego wirusa była równa 50% gdyż brałem w żyłę.
Pobrano mi krew i kazano poczekać w poczekalni wraz z innymi jełopami, którzy coś nabroili i boją się skutków.
Nie wiem ile minęło czasu, każda chwila wlokła się w nieskończoność. Lekarz wołał jakimiś kodami człowieka po człowieku.
Twój numer: 65732
Że tyle osób już się badało? W ciągu jakiego czasu? Tydzień  ? Miesiąc ?  Rok? Ugh... czy to w ogóle istotne? 
W końcu mnie wywołano. Na nogach miękkich niczym z waty udałem się do gabinetu, w którym lekarz z mimiką godną zawodowego pokerzysty podał mi białą kopertę. 
- Hę? - zdziwiłem się. 
- Tam ma pan wynik. Badania tego typu są robione anonimowo.
- Czyli nie wie pan co mam w kopercie?
- Nie.
- To dlaczego muszę odebrać ją od pana? 
- Bo niektórzy chcą porozmawiać o tym co dalej. - zapewnił.
- Okay. - mruknąłem sięgnąłem szybko po kopertkę i dałem drapaka z gabinetu.
Wyszedłem na dwór, zasiadłem na ławce w parku i trzęsącymi się rękoma wyciągnąłem swój wyrok.
Pośpiesznie przebiegłem wzrokiem po tekscie...
...pacjent jest nosicielem wirusa HIV...
O KURWA. 
Przeczesałem nerwowo włosy i schowałem papier do kieszeni marynarki. Miało być tak pięknie, już wszystko szło ku dobremu. Co ja teraz zrobię ? Co ja powiem Octavii, jak ja jej to powiem ?!
Jakiś czas temu sądziłem, że to co było to najgorsze co być mogło. Jednak myliłem się bo przez własny debilizm zniszczyłem wszystko. Teraz nie stracę jej przez przypadek. Teraz stracę ją przez moją ułomność.
Długo spacerowałem i biłem się z własnymi myślami ostatecznie dochodząc do wniosku, że na razie nie powiem nic dziewczynie, a wyniki jakoś sfałszuję żeby dostać tą pierdoloną posadę. 
Do domu wróciłem kiedy Octavia zdążyła z niego wybyć do pracy. Znakomicie.

~***~

Minął pierwszy tydzień mojej pracy, nie była to fucha łatwa jednak nigdy nie byłem szczęśliwszym człowiekiem.Jedynym minusem było to, że godziny mojej pracy nie współgrały z godzinami Octavii, co w efekcie spowodowało, iż ciągle żeśmy się mijali. Kiedy ja wracałem do domu jej już nie było i na odwrót. Oddaliliśmy się od siebie jeszcze bardziej niż zawsze, co było okropnie dla mnie uciążliwe. 
W końcu poprosiłem szefa o wydanie mi wcześniej mojej pierwszej wypłaty skrupulatnie to uzasadniając. Zgodził się bez większego problemu tym samym umożliwiając mi wcielenie w życie mojego niecnego planu. 
Zerwałem się z roboty nieco wcześniej i przystąpiłem do jego realizacji. Pora zagrać w otwarte karty.
Elegancko ubrany, naprawdę stojąc w lustrze i się przeglądając uświadomiłem sobie, że przeszedłem sam siebie. Dobrze, tak być powinno. Nim wszystko przygotowałem i dopiąłem na ostatni guzik moja obecna współlokatorka zaczęła zmianę.
Zadowolony wróciłem do mieszkania cicho podśpiewując pod nosem kiedy dotarło do mnie, że coś tu nie gra.
Na fotelu w salonie siedziała Octavia. Lekko przygarbiona, chowająca twarz w dłoniach. 
Po plecach przebiegł mi ostrzegawczy dreszczyk.
- Dobrze się bawisz? - wysyczała niebezpiecznie cichym głosem.
- co?
- ZAPYTAŁAM CZY DOBRZE SIĘ BAWISZ! - warknęła zapłakanym głosem. Cholera, kochanie co się stało ?! Rzuciłem się w jej kierunku puszczając torby na podłogę.
- Octavia... - kucnąłem przed nią starając się wybadać co tak właściwie się stało.
- Przestań ! Ciągle mnie okłamujesz. - wymamrotała, a ja totalnie nic nie rozumiałem. - Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?
Powiedzieć ? Ale o czym?
- Kiedy ? No, słucham ! Szlajasz się, nie ma Cię w domu, nigdy Cię nie ma, chodzisz odstawiony jak w kawalerkę i jeszcze nie masz odwagi mi powiedzieć, że tak świetnie się bawisz i masz HIV choć miałeś przestać ! - teraz to już nie był płacz to był pełen udręki szloch, a ja rozpoznałem kawałek papieru, który trzymała w rękach. Moje wyniki. O mateczko na śmierć o tym zapomniałem. Musiała je znaleźć w tamtej marynarce.
- Kochana to nie tak. ! - niemalże krzyknąłem. Mój głos był spanikowany, to miał być taki piękny wieczór. 
- Co nie tak ? Nie dam się walić w rogi!
Zapaliłem lampkę i wziąłem głęboki oddech by na spokojnie wszystko wyjaśnić.
- Proszę pozwól mi to wyjaśnić. Chodzę odstawiony "w kawalerkę" bo znalazłem stałą pracę i ona tego wymaga. Pokażę Ci potem kopię umowy jeżeli będziesz chciała. Nie ma mnie w domu, ponieważ moje godziny gryzą się z Twoimi i się mijamy. To - wskazałem na karteczkę - to jedna wielka pomyłka. Zamiast otworzyć kopertę u lekarza spanikowałem i uciekłem w pośpiechu przez pomyłkę chwytając wyniki innego pacjenta. Tu mam te moje, poprawne. - wyciągnąłem kopertę z kieszeni. 
- Naprawdę? - nie potrafiła ukryć zaszokowania.
- Tak. Przepraszam Cię, że tak wyszło ale to całe zatajanie miało swój konkretny cel... Ekhm... miało być pięknie i romantycznie ale chyba mi nie wyszło. Daj mi sekundkę.
Doskoczyłem szybko do toreb i z jednej wysypałem płatki róż na podłogę z drugiej wyciągnąłem parę świeczek w kształcie serc i je zapaliłem, a na końcu sięgnąłem po bukiet, który jej wręczyłem.
Kiedy go wąchała miałem chwilę by paść na kolano, tak też uczyniłem.
- Octavio Daireen, jesteś kobietą mojego życia. Jesteś moją miłością. Bez Ciebie w moim życiu panuje totalny chaos, pustka i ciemność. Uwielbiam całą Ciebie bez najmniejszego wyjątku. Po prostu Cię kocham całym sobą i chce ofiarować Ci wszystko co najlepsze. Proszę wyjdź za mnie i spędź ze mną resztę życia. - wyciągnąłem w jej stronę małe pudełeczko w którym pobłyskiwał śliczny, skromny pierścionek z małym diamencikiem.

< Octavia? Ta daa ! Lion miszczem romantyzmu  i niedomówień c: Co z tego będzie ? ^^ >

Od Reece CD Chris'a

-Nie mam czasu.-mruknęłam. Z kasku trzymanego w dłoni wyjęłam rękawice i założyłam je. Podeszłam do mojego motocykla. Chłopak podszedł do mnie.
-To będzie tylko chwila.-zapewnił. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo usłyszałam nie dający się z niczym pomylić dźwięk silnika KTM'a mojego brata. Pomarańczowy cross właśnie wjechał w ulicę, przy której znajdowała się kawiarnia.
-Czyżbyś nie słyszał, że nie mam czasu?-warknęłam. Johnny zatrzymał się przy mnie i zdjął kask. Zmierzył wzrokiem chłopaka stojącego przy mnie.
-No witam, moja droga. Jedziemy?
-Oczywiście.-odparłam uśmiechając się. Akurat teraz przyszło mu na czułość. Może to i lepiej, może ten natręt, który wylał na mnie kawę, się odczepi.-Na rancho?
-Tak.-założył kask z powrotem na głowę. Nieprzezroczyste gogle spojrzały na mnie wyczekująco. Ignorując stojącego przy mnie gościa założyłam kask na głowę, wyjęłam kluczyki, wsiadłam i odpaliłam. Wyjeżdżając z miejsca parkingowego. Podniosłam szybkę kasku.
-Nie do zobaczenia.-mruknęłam z wrednym uśmiechem, na powrót zasłoniłam szybkę i odjechałam mając przed oczami niezadowoloną minę tamtego chłopaka.
***
Do siebie wróciłam koło 23. Znowu nie było miejsca na wewnętrznym parkingu. Weszłam do kawalerki, zamknęłam drzwi na wszystkie zamki, odłożyłam kask i rękawice na szafkę. Zdjęłam buty i odwiesiłam kurtkę. Nucąc pod nosem Creep KoRn'u weszłam do łazienki. Zrobiłam sobie ciepłą kąpiel i w ręczniku przeszłam po piżamę. Przebrałam się i poszłam spać.
***
Kawiarnia była pusta, jak na tą godzinę. Prawdopodobnie ludzie dopiero zaczną się schodzić. Rozmawiałam z jednym z baristów, gdy zadźwięczał dzwoneczek zawieszony przy drzwiach. Automatycznie spojrzałam się w tamtą stronę i zobaczyłam kolegę, który wczoraj oblał mnie kawą. Zobaczył mnie, uśmiechnął się i pomachał. Był ubrany w, najprawdopodobniej, szyty na miarę garnitur z granatowym połyskiem, białą koszulę z klasycznym kentem i krawat w kolorze indygo. Ruchem ręki poprosiłam go do lady. Zawsze robimy tak, gdy jest mniej gości, kiedy jest ich więcej, chodzimy do stolików i zbieramy zamówienia. Sprężystym krokiem pewnego siebie człowieka podszedł do miejsca składania zamówień.
-Dzień dobry.-uśmiechnął się jeszcze szerzej.-Jak się dzisiaj czujemy?
-Znakomicie.-odparłam, powstrzymując się od parsknięcia śmiechem.-Zamówienie?
-Espresso doppio i muffin jagodowy. Proszę pamiętać, że moja propozycja nadal jest aktualna.-uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Jestem w pracy. A po pracy jestem zajęta.-odparłam, podałam należność, on zapłacił i odszedł do stolika. Powoli przybywali nowi klienci. Zaczęłam przygotowywać espresso, pamiętając o zrobieniu wymyślnego wzorka na jego powierzchni, gdy było gotowe, dołożyłam na spodek łyżeczkę, dwie paczuszki cukru brązowego, kieliszek z wodą, a do drugiej ręki wzięłam spodek z uprzednio położonym na nim muffinem i widelczykiem. Podeszłam do stolika, przy którym siedział odbiorca zamówienia, i położyłam je przed nim. Chłopak podniósł na mnie wzrok.
-Dziękuję.-powiedział. Spojrzał na kawę, uśmiechnął się bardzo szeroko i ponownie przeniósł na mnie wzrok. Również spojrzałam na jego kawę i zobaczyłam, co było jego powodem do uśmiechu. Na powierzchni pianki malowało się serduszko.
-To najpopularniejszy wzór, proszę nie mieć nadziei.-mruknęłam, a on tylko się zaśmiał.
-Tak w ogóle, Christopher Jones.-wstał, i zapinając marynarkę, wyciągnął do mnie dłoń.
-Reece Woodland.-również wyciągnęłam rękę. On ujął mą dłoń i pocałował jej wierzch. Poczułam na sobie wzrok klientów i mych współpracowników.
-Wracając, co z moją propozycją.
-Jak mówiłam, jestem teraz w pracy.
-A po pracy? Znowu przyjedzie kolega na motocyklu?
-To mój brat.-mruknęłam.-Dzisiaj nie przyjedzie. Ale mam inne plany.
-Tak? Na przykład jakie?
-Zakupy.
-Nie znajdziesz dla mnie czasu? Będzie mi niewymownie przykro.-zrobił odpowiednią minę. Zaczęłam się zastanawiać.
-Wiesz już o której kończę.-powiedziałam, a na jego twarzy odmalował się uśmiech tryumfu.-A teraz, pozwól, ale muszę wrócić do pracy.
Chris? Przepraszam, że takie krótkie, ale nie mam weny :(

Od Kici c.d: Levi'ego

Chłopak wyszedł i zostawił mnie z pijanym Levi'm. Zakluczyłam drzwi i wróciłam do salonu. Chłopak leżał na kanapie i bełkotem coś do mnie gadał, ale nie rozumiałam go. Westchnęłam, usiadłam koło niego.
- Ehh... Kiedyś się upijesz. - powiedziałam ciezko.
- Plech. - bełkotem do mnie odpowiedział.
Wstałam z kanapy, a ten mnie złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Zjostan - i zaczął czkać.
Westchnęłam ciężko. Jakoś wyrwalam się z jego uścisku. Pomogłam mu wstać i zaprowadziłam do sypialni. Chłopak położył się i tak jak był ubrany, tak usnal. Pokrecilam głową. Odkryłam kołdrę i pod nią weszłam, az tu nagle Levi także się jakoś położył pod kołdrą.
~
Zasnęłam i obudziłam się rano, a dokładnie obudził mnie dźwięk dzwonka na telefon, nie mój a Levi&apos;ego. Szturchnęłam chłopaka pierwszy raz, nic. Drugi raz, brak reakcji i za trzecim razem to samo. Odebrałam telefon. Usłyszałam męski głos.
- Pan Levi? - spytał.
Nachyliłam się nad uchem chłopaka.
- Szef dzwoni.
Chłopak się podderwal z łóżka i wręcz siła wyrwał ode mnie telefon...
~
Po jakiś 20 minutach skończył rozmawiać. Powiedział, ze idzie do domu. Musi się ogarnąć i te sprawy.
- To idź. - powiedziałam.
Levi chciał mnie pocałować w policzek, ale odepchnęłam go od siebie.
- Pa. - powiedziałam i położyłam dalej spać nie zważając na chłopaka.
*
Kiedy się obudziłam ktoś dzwonił na domofon od furtki. Wstałam z łóżka i poszlam otworzyć. A do domu wszedł Levi. Trzymał w jednej ręce czerwona róże, a druga trzymał w kieszeni.
- Przepraszam, ze tak rano Cię potraktowałem. - powiedział.
Spojrzałam na niego.
- AHA. - odparłam mimo, ze nienawidzę wręcz tego słowa, ale taka sytuacja.
Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Wyciągnął kwiata w moim kierunku. Wzięłam go i zaniosłam do kuchni. Włożyłam do dzbanka z wodą. Kiedy odstawiłam na parapet poczułam czyjeś dłonie na swoich biodrach, a po chwili ktoś delikatnie pocałował mnie w szyję.
Odwrocilam się, Levi wciąż mnie obejmował i delikatnie całował w szyję.
- Dobra, przyjmuje przeprosiny. - powiedziałam.
Pocalowałam go w policzek.
- Idziemy dzisiaj na imprezę? Jest piątek a w weekendy nie pracuje.
- Możemy iść. - odparłam.
Poszłam do swojego pokoju, zabrałam czyste rzeczy i poszłam do łazienki.
*
Kiedy już się ogarnelam i ubrałam i uczesałam była już 18, no tak o 16 wstałam.
Westchnelam cicho. Wyszłam z łazienki i wpadłam na Levi'ego.
- Gotowa? - spytał.
- Tak. - odparłam.
Wszystko wyłączyłam, Nero dostał jedzenie i picie.
Zakluczylam dom i wyszłam z Levi'm z terenu mojego zamieszkania.
- Nie wyszłam z Nerem na spacer. - powiedziałam zaniepokojona.
- Spokojnie byłem z nim kiedy się przygotowywałam. A teraz pojedziemy do mnie, muszę sie przebrać. - powiedział.
Pokiwałam głową..
*
Jechaliśmy już na imprezę, Levi się dość szybko przebrał. A kiedy dotarlismy na miejsce wysiadłam pierwsza z samochodu. Znowu byliśmy na tej samej plaży.&nbsp; Niedaleko był jakiś hotel. Więc jakoś damy radę. <br>
Poszliśmy do baru, gdzie byli znajomi chłopaka. Kiedy zobaczyłam tego najmłodszego z nich od razu odeszłam od nich. Jednak Levi mnie przyciągnął z powrotem do siebie.
- Jak znowu będzie Ci tak robił to tego pozaluje. - powiedział calujac mnie w czoło.

Levi?

środa, 29 lipca 2015

Od Levi'ego c.d: Kici

Słońce już dawno wyszło znad horytontu i oświetliło całe miasto. Kicia wciąż spała a mi szkoda było ją budzić. Jednak dzwonek telefonu zmusił mnie do podniesienia się z łóżka. Spojrzałem się na dziewczynę i odebrałem połączenie.
~*~
Rozmowa ciągnęła się już z godzinę, stałem na tarasie paląc papierosa i słuchając skark mężczyzny który miał zostać moim szefem. Rzeczywiście nie zjawiłem się na rozmowie a sprzęt odesłałem z powrotem wczoraj zaraz po otrzymaniu wiadomości, że nie dostane tej pracy. Westchnąłem po czym podziękowałem za rozmowę i zakończyłem ją. W tym samym momencie na balkon wyszła Kicia, przytuliłem ją i pocałowałem w czoło.
-Wyspana ?
Skinęła tylko w głową i przytuliła się do mnie. Chwyciłem jej dłonie i zacząłem ją ciągnąć do kuchni. Chwyciłem ją za pośladki i podniosłem, oplotła nogi wokół moich bioder. Posadziłem ją stołku przy barku. Obdarowałem ją delikatnych pocałunkiem po czym odszedłem od niej kiedy tylko rozplotła nogi. Wyciągnąłem dwa kubki po czym zapażyłem kawę.
-Z mlekiem ?
-Tak. I jeszcze łyżeczkę cukru.
-Dobrze księżniczko.
Puściłem jej oczko po czym dodałem mleka zarówno do jej kawy jak i mojej, posłodziłem jedną z nich po czym zamieszałem i postawiłem je na blacie barku. Usiadłem na stołku obok Kici i upiłem łyk wciąż ciepłej kawy.
-Wypijesz kawę, ogarniesz się i odwiozę cię do domu.
Nic nie powiedziała, wypiła szybko kawę po czym wstała i poszła do łazienki.
-Dasz mi jakiś ręcznik ?
Skinąłem głową, szybko wypiłem kawę i poszedłem po ręcznik.
~*~
Podczas gdy Kicia okupowała łazienkę ja szukałem pracy po raz kolejny. Było pełno ofert do barów, żadna mnie nie zaciekawiła. W końcu znalazłem jakąś sensowną ofertę. Dokładnie wszystko sprawdziłem po czym zadzwoniłem na podany w opisie numer. Wszystkie dodatkowe informacje spisywałem na kartce.
-Dziękuje, do zobaczenia.
Odłożyłem telefon, zakreśliłem godziny oraz dni pracy w kółko. Pięć dni w tygodniu po pięć godzin. Oparłem głowę na dłoniach i westchnąłem, nie ma to jak dzisiaj zacząć pracę na nocnej zmianie.
-Już.
Spojrzałem się na stojącą za mną Kicię, podniosłem się z krzesła i podszedłem do niej. Pocałowałem ją w czoło, ująłem jej dłoń. Zaciągnąłem ją na korytarz gdzie założyłem buty i wziąłem dziewczynę na barana. Kicia zaśmiała się i zarzuciła mi ręce na szyję. Spojrzałem się na nią kątem oka po czym uśmiechnąłem się.
~*~
Zatrzymałem się pod domem dziewczyny. Pocałowała mnie w policzek po czym wysiadła z
samochodu.
~*~
Za chwilę miałem wyjść do pracy, szybko przebrałem się w czyste ubrania po czym wziąłem portfel oraz klucze i wyszedłem z mieszkania. Zamknąłem drzwi na klucz po czym zjechałem windą do podziemnego parkingu. Wsiadłem do samochodu i wyjechałem w miasto.
~*~
Praca przebiegała spokojnie, o czwartej skończyła się moja zmiana. Nie chcąc jeszcze wracać do domu usiadłem przy barze i zamówiłem Adios Motherfucker. Barman sprawnie wymieszał kilka alkoholi po czym nalał napój do kieliszka i podał mi go. Wypiłem kilka kolejek tego wspaniałego i dosyć mocnego drinka po czym podniosłem się ze stołka. Mam słabą głowę trzeba mi to przyznać, jednak kto by nie był w takim stanie po napoju składającego się z pięciu alkoholi. Nie czując nóg pod nogami usiadłem z powrotem na stołku. Poprosiłem jeszcze o kolejkę wódki i zadzwoniłem do kolegi. Bełkocząc i jąkając się poprosiłem go o odebranie mnie z baru, na szczęście chłopal szybko się w nim zjawił. Zapłacił barmanowi po czym pomógł mi dojść do samochodu. Wręcz rzucił mnie na tylne siedzenie, przygotował torbę gdyby zrobiło mi się niedobrze, usadowił się wygodnie na miejscu kierowcy i odpalił silnik.
~*~
-Levi ! Gdzie ty do jasnej ch*lery masz klucze.
Potrząsał mną i przeszukiwał mi kieszenie ale nigdzie nie było kluczy do mieszkania. Poirytowany wyciągnął mój telefon i zadzwonił do kogoś. Mlasnąłem przyglądając się wściekłemu chłopakowi, oparłem się o drzwi i zsunąłem się po nich.
-Chłopie wstawaj.
-Z-zostlaw mie.
Wybełkotałem odtrącając jego rękę, jednak on nic sobie z tego nie robił. Chycił mnie za frak i podniósł do góry, prowadził mnie do windy wciąż rozmawiając przez telefon.
-Z kim lozmawasz ?
Zignorował mnie, zjechaliśmy do parkingu gdzie znów wpakował mnie do samochodu. Z piskiem opon wyjechał z budynku.
~*~
Zatrzymaliśmy się pod znajomym mi domem, do samochodu szła dziewczyna. Kolega nakazał mi poczekać po czym wysiadł z samochodu i zaczął rozmawiać z ową pięknością. Ich rozmowa nie trwała długo, po kilku minutach chłopak otworzył drzwi i wyciągnął mnie z samochodu. Zaciągnął mnie do domu dziewczyny gdzie rzucił mnie na sofę, pożegnał się z nią i wyszedł.

(Kicia ?)

wtorek, 28 lipca 2015

Od Chrisa c.d: Allijay

W trakcie przerwy na drugie śniadanie pogoda niesamowicie się zniszczyła. Rozpadało się w ciągu chwili i lało, i lało. Szef dziś w ogóle nie pojawił się w pracy, cóż... starość ma swoje prawa... zatem i ja nie zamierzałem bezsensownie tu ślęczeć. Wszystko co dziś miałem do zrobienia, zrobiłem dlatego też  najwyższa pora zmykać do domu. Pośpiesznie się spakowałem po czym wyskoczyłem na zewnątrz do mojego super samochodu, jednak mina niemalże natychmiast mi zrzedła... Na moim super samochodzie, a konkretnie na przednich drzwiach od strony kierowcy widniały jakieś obrazki wyryte na nieskazitelnej karoserii.
- Czy ten dzień może być jeszcze lepszy?!-mruknąłem pod nosem.
Wkurwiony na maksa kopnąłem w koło. Chwila, chwila coś mi tu nie gra.
Odsunąłem się i uświadomiłem sobie, iż zarówno przednie jak i tylnie opony mam przebite.
- No proszę, owszem, może.
Przeczesałem nerwowo włosy i nie pozostało mi nic innego jak zadzwonić po taksówkę. Miała się zjawić za piętnaście minut więc nawet się nie fatygowałem z chowaniem się do budynku, gdyż i tak byłem już przemoczony.
Spóźniona parę grubych minut podwózka była łaskawa się wreszcie zjawić. Chwała ludowi... cóż za zaszczyt mnie spotkał.
Kiedy podałem kierowcy adres ten bezczelnie się na mnie gapił.
- No czego ? - syknąłem, a ten niewzruszony nie dawał za wygraną.
- Nie pasujesz pan do tamtych rejonów.- wskazał palcem na mój przemoczony garnitur.
- Haa... -prychnąłem. - Cóż za ponadprzeciętna spostrzegawczość... - wywróciłem oczyma. - A nie sądzi pan, że mroczne sprawy lepiej załatwiać na neutralnym gruncie ? - mówiłem to niemalże złowrogim szeptem, a facet znieruchomiał. Spijał każde słowo z moich ust niczym śmietankę - Zatem lepiej jedźmy, bo prawda jest taka, że jestem tu bezkarny. -uśmiechnąłem się szyderczo i z gracją usiadłem na tylnym siedzeniu.
Na całe szczęście jechaliśmy w całkowitej ciszy, a deszcz zakłócał muzykę lecącą z radia.
Gdy tylko wkroczyliśmy na obrzeża, terytorium dawnych- jak to ujmę- upadłych napotkaliśmy przeszkodę w postaci ogromnego korka. Wspaniale !
Sądząc po jego długości zdecydowanie szybciej na miejsce dotarłbym na pieszo a skoro i tak już byłem mokry to co za różnica ?
Zapłaciłem gościowi tyle ile tam mi naliczyło, następnie kierowałem się żwawo w stronę domu.
Pogoda była tak paskudna, że nawet mię zauważyłem istoty, na którą wpadłem.
Super, super... ten dzień jest coraz lepszy.
Choć miałem ochotę zignorować  zdarzenie to mimo wszystko wyciagnąłem dłoń by pomóc- jak się okazuje- kobiecie wstać.
- Dzięki -rzuciła i w roztargnieniu zbierała swoje rzeczy.
Po jej stroju i zachowaniu widać było że jest po prostu stąd. Cóż, nie miała tyle szczęścia co ja. Za duże ubrania, instrument,z pomocom którego pewno stara się zarobić na jedzenie...
- Jesteś głodna ? - zapytałem nie odrywając od niej wzroku. Miała ładną, delikatną twarz, choć według mojej opinii była ciut wychudzona.
- ta...yyy..nie.
- Właśnie idę coś przekąsić - skłamałem strategicznie. To logiczne, że była głodna. - Chciałaby mi pani potowarzyszyć ?
Niebieskooka zaczęła się śmiać jak opentana i pomimo tego, że było to zaraźliwe,.jedzenie nie było dla mnie tematem do żartów.
Posłałem jej pytające i zarazem ostrzegawcze spojrzenie, a dziewczyna natychmiast się uspokoiła.
- przepraszam... -wymamrotała. - Pan pyta czy taka ja dotrzymam mu towarzystwa. Zabawne.
- Co ze mną nie tak, że nie chce się Pani zgodzić ? - przechyliłem lekko głowę patrząc w jej niemalże błękitne oczy.
- Niech Pan na siebie spojrzy, a potem spojrzy na mnie.
- Patrzę. I widzę nieco za chudą dziewczynę, która mnie okłamała i teraz na dodatek nie chce mi dotrzymać towarzystwa. Bardzo nie ładnie. - pokręciłem z dezaprobatą głową. - Jeżeli nie chce Pani jeść na mieście możemy iść do mnie lub do Pani. Jak wygodniej. - zapewniłem stanowczo.
Może mnie zbywać jak chce i ile chce, ale nie dam jej spokoju póki nie zje.

< Alli? :3 pisze z telefonu, więc długość nie powala:c >

Od Allijay

Mur dzielący dwa różne światy upadł. Ludzie zamożni wymieszali się z tymi biednymi wprowadzając niezłe zamieszanie. Cała ta sytuacja jednak nie wypłynęła jakoś szczególnie na moje życie. Wciąż mieszkam w opuszczonej ruderze przy cmentarzu, wciąż nie mam co jeść i w co się ubrać. Takie pojęcia są jednak obce dla tych bogatych snobów, bo u niech luksus jest codziennością, a coś takiego jak bieda jest dla nich po postu nie możliwe. Kiedyś okolice mojego domu były spokojne, teraz unosi się tu smród spalin, a o ciszy nawet nie ma mowy.

~~~~~

Przez nie duże, w części popękane okno wpadał niewielki promyczek słońca oświetlając moją twarz. Obudzona, otworzyłam oczy rozglądając się po pokoju, który swoją drogą był w najlepszym stanie ze wszystkich trzech w całym domu. Niechętnie zwlekłam się z łóżka i z zamiarem wzięcia prysznicu zawlokłam się do łazienki. Odkręcając wodę liczyłam na przyjemny ciepły strumień wody, zamiast tego jednak dostałam wodę polodowcową. Wyskoczyłam jak oparzona -właściwie ochłodzona - z wanny dopełniając całość bardzo głośnym okrzykiem:
-Choler.a!
Szczękając zębami wytarłam się i zarzuciłam na siebie swoje jedyne ubrania, które były jeszcze wilgotne gdyż musiałam je uprać żeby nie chodzić w brudnych szmatach.
Burczało mi w brzuchu jednak jak na złość lodówka akurat dzisiaj była pusta, a w portfelu nie miałam nawet na chleb.
Wyjrzałam na zewnątrz, nie bo zasłoniły szare chmury a w oddali było słychać pomrukiwanie burzy.
Zarzuciłam na siebie starą bluzę, wzięłam gitarę i ruszyłam na miasto w celu zdobycia drobnych na jedzenie.
Kidy wyszłam na główną uliczkę zakrztusiłam się smrodem spalin. Jakimś cudem na tak małej ulicy zrobił się ogromny korek. Przyśpieszyłam kroku aby zobaczyć co go spowodowało.
Kiedy byłam już wystarczająco blisko ujrzałam karetkę i ratowników medycznych wkładających nosze z ciałem owiniętym czarną folią. Na ziemi zostały krople krwi, które szybko zostały stare przez koła po woli ruszających aut.

~~~~~

Rozłożyłam czarny futerał na ziemi, a sama zaczęłam zastanawiać się co zagrać. Postawiłam na piosenkę o całkiem wesołej melodii, którą grać nauczyła mnie mama.
Po chwili usłyszałam brzdęk monet, uśmiechnęłam się do starszej kobiety, która postanowiła wspomóc przygotowanie mojego śniadania. Nie pograłam długo a poczułam krople deszczu na twarzy, spojrzałam w górę, coraz więcej kropel spadało na ziemię. Zebrałam swoje graty i szybkim krokiem ruszyłam do domu. Zaczęło lać.
Ten dzień zdecydowanie nie był moim dniem. W całym zgiełku ludzi uciekających przed deszczem jakiś facet potrącił mnie, a ja runęłam do kałuży.
Żeby nie zwracać na siebie uwagi mruknęłam jedynie coś do siebie. Po chwili jednak ujrzałam dłoń wyciągniętą w moją stronę. Skorzystałam z pomocy przechodnia.
-Dzięki - mruknęłam zbierając swoje rzeczy.

<Tajemniczy przechodniu?>
Zaklepuje sobie, Chris :3

Od Schulyer c.d: Robina


Do samego końca byłam pewna, że przyjdzie i mnie przytuli, ale nie, zamnkęłam drzwi lecz chłopak nie przyszedł. Poczułam bolesne ukłucie w piersi. Poczułam płynącą łzę, ale szybko ją zlikwidowałam. Pojechałabym windą, ale mogłam się tam na kogoś natknąć, więc zbiegałam po schodach czując rozczarowanie, a zarazem złość. Dlaczego powiedział Kocham Cię, skoro teraz nawet nie raczył za mną pójść. W pewnym sensie mu uwierzyłam, ale teraz ta wiara wyparowała. Smutne. Pomyślałam , ale szybko się za to skarciłam. Taksówką wróciłam do swojego apartamentu odświeżyłam się i przebrałam z ciuchów chłopaka, o którym w tej chwili pragnęłam zapomnieć. Musiałam iść do pracy... Byliśmy w połowie nowego filmu "Zniewolona", grałam główną rolę więc musiałam się zjawić. Wysuszyłam i uczesałam włosy, nie musiałam ich układać bo ekipa i tak by to zmieniła.

★★★

O godzinie 18 wyszłam z budynku, w którym nagrywaliśmy. Byłam cholernie zmęczona, ale dostałam sms'a od Gabriela, który oznajmił mi, że my, czyli ja, on i Adrian, wybieramy się na imprezę. Uznałam to za dobrą alternatywę, więc szybko wróciłam do domu przebrałam się i odświeżyłam, po godzinie byłam już gotowa. Wyszłam na korytarz, a tam zastałam Gabriela i Adriana pogrążonych w rozmowie, uśmiechnęłam się w duchu. Adrian byl mi jak brat, a Gabriel jakby nie patrzeć jest moim bratem.
- Gotowi? - odparłam i uśmiechnęłam się, a chłopcy pokiwali entuzjastycznie głowami i ruszyli w stronę wind.

★★★

Od razu po przyjściu do baru usadowiliśmy się przy barku i zamówiliśmy drinki, znaczy tylko ja piłam drinka, a chłopacy wściekłe psy ( wódka, tabasco i sok malinowy zagęszczany ). Podobno piekło w gębie. Potem się rozeszliśmy, mam na myśli to, że chłopacy poszli na parkiet do jakichś łatwych lasek, a ja zostałam na miejscu i delektowałam się martini. Jednakże mój spokój nie trwał długo, ktoś dotknął mojego ramienia, a gdy nie zareagowałam usłyszałam męski głos, którego spodziewałam się najmniej, a mianowicie był to Robin.
- Co ty tu robisz? - wycedziłam przez zaciśnięte zęby, a on powtórzył pytanie, którego najwyraźniej nie usłyszałam.
- Zatańczysz ze mną? - spojrzał mi w oczy i wyciągnął dłoń, ale ja zmierzyłam go zimnym wzrokiem i odwróciłam się w stronę barmana.
- Nie mam ochoty. - odparłam patrzeć na zwinne dłonie, które przygotowywały właśnie drinka dla mężczyzny siedzącego w drugim końcu blatu.

Robin?

Od Robina c.d: Schulyer

Nie chciałem żeby już poszła, ale nie wiem czy ją w ogóle obchodziło co ja myślę. Usłyszałem jak powoli otwiera drzwi. Chciałem wstać i ją od tego powstrzymać, ale nie mogłem się ruszyć. Głos też uwiązł mi w gardle. Nawet nie mam pewności czy jeszcze się zobaczymy. Ona wie gdzie mieszkam... Cóż niby z gazet mogę się dowiedzieć gdzie ona mieszka, ale... Westchnąłem. Usłyszałem jak drzwi się zamykają. Nagle poczułem gorącą łzę na policzku. Co się ze mną dzieje?...

( Schulyer? )

Od Schulyer c.d: Robina


Przyglądał mi się krytycznym wzrokiem, ale ja dalej twardo patrzyłam mu w oczy. Nie dam się zastraszyć. Jednakże zanim zdążyłam to przemyśleć rozległ się mój głos.
- Muszę już iść. - siedziałam tak jeszcze chwilę czekając na jakąkolwiek reakcje, ale chłopak dalej parzył bez słowa na mnie. Przenikliwie, a to nie pasowało do niego. Nie wiadomo z jakiego powodu czułam się przy nim bezpiecznie. I tak... Normalnie. Jak dziewczyna, która dla niego jest kimś więcej niż tylko dziewczyną. Podobało mi się jego podejście do tego, ale to nie wszystko powiedzieć dwa słowa " Kocham Cię ", trzeba w to wierzyć i utwierdzać w tym drugą osobę. Wstałam i dałam parę kroków w stronę drzwi, które tym razem sprawdziłam i były drzwiami frontowymi, a potem się odwróciłam i popatrzyłam po raz ostatni na chłopaka.

Robin?

poniedziałek, 27 lipca 2015

Nowa !

Powitajmy Allijay Timoore!

Od Kici c.d: Levi'ego

Spojrzałam na niego. Nie sądziłam, ze tak szybko można się zakochać... Mimo że już z półtora miesiąca albo miesiąc minął od znajomości, wszystko się pozmieniało.
Chyba się zakochałam, ale tak na zaboj, ze nie będę umiała odpuścić i z niego zrezygnować...
Ponownie złączyłam nasze usta w długim i namiętmym pocałunku. Chłopak podniósł się z kolan i przesiadł na kanapę, po chwili rozłączyłam nasze usta i na niego spojrzałam. Posłałam mu ciepły uśmiech. Chłopak wstał i poszedł do kuchni. Spojrzałam na niego i położyłam się na łóżku.
- Jesteś głodna? - spytał.
- Nie. - odparłam i czułam jak moje powieki same się zamykają.
~
Kiedy się obudziłam Levi niósł mnie do sypialni. Popatrzyłam na niego i wtuliłam w jego klatkę piersiową.
- Śpij. - wyszeptał całując mnie delikatnie w ucho.
W pewnym momencie położył mnie na swoim łóżku. Podniósł się, ale złapałam go za nadgarstek.
- A ty gdzie? - spytałam.
- Idę posprzątać i pójdę spać na kanapie. - powiedział.
- Nie. - wyszeptałam.
Poczułam na sobie jego wzrok, który przeszywał moje ciało. Lekko pociągnęłam go, chłopak położył się obok mnie.
- Dobranoc. - powiedziałam.
Wtuliłam się w niego. Ten niepewnie objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Zamknęłam oczy i jakoś zasnęłam...

Levi? Brak pomysłu, trzeba jakas akcje zrobić...

Od Robina c.d: Schulyer


Chciałem już coś odpowiedzieć, ale w odpowiedniej chwili ugryzłem się w język.
- A co nie mogę? Zabronisz mi w jakiś sposób?
Schulyer coś powiedziała pod nosem i usiadła na przeciwko mnie na krześle. Spojrzałem jej w oczy. Nie mogłem z nich wyczytać żadnego uczucia. Jedyne co w nich dostrzegałem to maskę, którą zakładała na twarz ślicznej, niewinnej dziewczyny... Nie cierpię kiedy tak robi. Staje się wtedy zupełnie inna...

( Schulyer? )

Od Levi'ego c.d: Kici

Rozplotłem dłonie dziewczyny i obróciłem się gwałtownie przodem do mnie, szybko ująłem jej twarz a na jej ustach złożyłem namiętny pocałunek. Kicia uśmiechnęła się i odwzajemniła pocałunek. Chwyciłem dziewczynę w talii i podniosłem, sprawnie owinęła nogi wogół moich bioder. Nierozłączając ust poszedłem do salonu gdzie położyłem ją na sofie i klęcząc nad nią zacząłem składać delikatne pocałunki na jej szyi, czasem muskałem jej obojczyki ale i tak po chwili wracałem do dobrze dostępnej szyi.
-Kocham cię.
Wyszeptałem i spojrzałem się w jej zaskoczone oczy, czując się niepewnie odsunąłem się jeszcze od niej i speszony odwróciłem wzrok. Kicia podniosła się i uwiesiła mi się na szyi, przybliżyła usta do mojego ucha i dmuchnęła w nie. Odwróciłem głowę w jej stronę, dzieliły nas minimetry, nasze nosy się stykały a oddechy mieszały się ze sobą.

(Kicia ?)

niedziela, 26 lipca 2015

Od Schulyer c.d: Robina

Znów mnie pocałował, ale tym razem brutalniej. Oderwałam się od niego, chociaż tego nie chciałam, ale nie mogę być przecież aż tak łatwa, jeśli myśli, że polecę na tekst bo ja cię kocham to się grubo myli. Wstałam i zrzuciłam z siebie poszewkę, która przykrywała moje nagie ciało, zaczęłam szukać swoich rzeczy, a chłopak wodził za mną wzrokiem. Gdy znalazłam wszystko co nie było pokryte wymiocinami wyciągnęłam z jego szafki najdłuższą możliwą koszulkę i zabrałam mu z rąk pasek, którym się bawił, gdy zakończyłam efekt był nawett niezły, a chłopak dalej się patrzył.
- I co się tak gapisz, co? - spytałam, ale nie złośliwie.

Robin?

Od Robina c.d: Schulyer

Dziwnie się poczułem kiedy Schulyer jakby przestraszona upadła na łóżko. Westchnąłem cicho. Podszedłem do łóżka i pochyliłem się nad dziewczyną. Kiedy dotknęliśmy się czołami dziewczyna jak na komendę zrobiła się czerwona i odwróciła ode mnie delikatnie głowę. Trochę mnie tym wkurzyła więc złapałem ją za brodę i mocno pocałowałem.
- Jeśli nawet znam cię od kilku godzin to nie znaczy, że moja miłość do ciebie nie jest prawdziwa.

( Schulyer? )

Od Kici c.d: Levi'ego

Uśmiechnęłam się lekko, jakoś dosięgłam do butelki i nią zakręciłam.
*
W końcu wszyscy poszli na wieczór, a my zostaliśmy sami. Wciąż siedziałam na kolanach Levi'ego.
- Przydałoby się posprzątać. - skwintowałam patrząc na niego.
Ten tylko westchnął i przytaknął twierdząco głową. Puścił mnie.
- Ale to za chwilę. - powiedziałam.
Odwróciłam się w jego stronę. Położyłam dłonie na jego ramionach. Spojrzał na mnie i uniósł jedna brew. Nie zważając na to, zbliżyłam się do niego i delikatnie musnęłam jego usta. Odwzajemnił pocalunek. W sumie zastanawiałam się czy dla niego cokolwiek to znaczyło. Chociaż w to wątpię bo ledwo się znamy...
- Pora sprzątać. - powiedziałam odsuwając się od niego i rozlaczajac nasze usta.
Niechętnie przytaknął głową. Zeszlam z jego kolan i zaczęłam zbierać butelki po piwie. Było ich z 15? A moze więcej... Nie wiem... Wszystkie zaniosłam do kuchni. Położyłam przy reszcie butelek po alkoholu. Levi ogarnął na stoliku w salonie i przyszedł do kuchni.
- Chcesz coś do jedzenia? - spytał otwierając lodówkę.
- Nie jestem głodna. - odparłam i poszłam do jego sypialni.
Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się po pokoju.
Uśmiechnęłam się pod nosem i podeszłam do szafy.
- Co ty szukasz? - spytał.
- Niczego. - odparłam.
Chłopak do mnie podszedł, złapał mnie w pasie i podniósł.
Położył mnie na łóżku. Opatulił kołdrą i wyszeptał "Dobranoc".
Wyszedł z pokoju a ja odkryłam ciało i wyszłam za nim. Levi już stał na tarasie. Patrzyl na miasto. Podeszłam do niego i przytulilam się do jego pleców. Ręce zlaczylam dopiero na jego torsie.
Wtedy poczułam jak kładzie swoją rękę na moich dłoniach.

Levi?

Od Levi'ego c.d: Kici

Podniosłem lekko brew i spojrzałem się na Kicię, skinęła pewnie głową po czym wgramoliła się na moje kolana. Ująłem jej podbródek w dwa palce.
-Jeśli nie chcesz nie musisz.
Wyszeptałem tak by tylko ona to usłyszała, uśmiechnęła się lekko a jej twarz zalała się rumieńcem. Na początek delikatnie musnąłem jej wargi jednak po chwili zacząłem ją namiętnie całować. Nie byłem nachalny a Alaska odwzajemniła pocałunek. Trwał on dłużej niż kilka sekund, blondi zaczęła się irytować i piskliwym głosem krzyczała abyśmy przestali. Zaśmiałem się między pocałunkami po czym odsunąłem twarz od Kici. Posłałem byłej rozbawione i przepełnione irytacją spojrzenie, dziewczyna patrzyła się na Kicię morderczym spojrzeniem.
-To nie sprawiedliwe !
Uniosłem brew i popatrzyłem się na siedzącą na moich kolanach szatynkę. Była cała czerwona ale i tak na jej twarzy gościł uśmiech. Jeszcze raz musnąłem krótko jej wargi po czym poprawiłem swoje włosy i spojrzałem się na resztę. Nic nie mówili, ktoś podał Kici butelkę, chciała już zejść z moich kolan jednak ja objąłem ją i przytuliłem do siebie.
-Wiesz co...za bardzo cię lubię.
Wyszeptałem jej do ucha po czym dałem jej buziaka w policzek.

(Kicia ?)

Od Kici c.d: Levi'ego

Spojrzałam na niego, ale nic nie odpowiedziałam. Siedziałam nadal cicho.
W pewnym momencie ktoś zapukał do drzwi. Puściłam Levi'ego tym samym od niego się odsuwając. Chłopak wstał i poszedł otworzyć drzwi. Dzwonek się nasilał, aż w końcu umilkł. Do salonu wrócił Levi, a za nim 4 znajomych. Spojrzałam na jednego, którego już dobrze kojarzyłam... Przesunęłam się tak, ze siedziałam przy samym początku kanapy. Usiadł Levi, a po chwili reszta chłopaków.
- To co? Pijemy? - spytał jeden, który miał chrypę.
Levi wstał, ale złapałam na ostatnią chwilę jego nadgarstek... Jednak kiedy na mnie spojrzał od razu puściłam.
Jeden, który na ostatniej imprezie sobie za dużo pozwalał, cały czas się na mnie patrzył. Czułam się niezręcznie i wtedy przyszedł Levi, usiadł między mną, a tamtym chłopakiem.
*
Po jakiś trzech albo czterech godzinach, chlopacy stwierdzili, ze powinny tu przyjść dziewczyny. Levi już nic nie powiedział, tylko odchylił głowę do tyłu. Chyba najmłodszy z nich zadzwonił po dziewczyny, które po 10 minutach były już tutaj. Levi nie musząc wstawać, krzyknął "Otwarte!" i dziewczyny wparowały do środka. Wszystkie weszły i zamknęły drzwi, po czym przebiegły do salonu. Chciałam się teraz tak strasznie przytulić do chłopaka, ale nie wiem czemu... Ale nie mogłam. Westchnęłam cicho.
- Co jest? - spytał Levi.
Pokręciłam tylko głową i powiedziałam, że wszystko okey... W pewnym momencie jedna z dziewczyn, chyba blondyna - była Levi'ego - zaproponowała grę w butelkę.
Lepszych pomysłów nie miała? I dodała, że każdy musi grać.... Jeszcze lepiej. A nie chciałam. Ale jak mus to mus.
Wypadało na każdego, oprócz na mnie. Za co dziękowałam. W pewnym momencie wypadło i na mnie. Za długo się cieszyłam, że mnie ominęło.
Wybrałam zadanie - do odważnych świat należy...
A zadanie miała dać mi była Levi'ego co mnie nieco przeraziło.
- Hm... Jakie dac Ci zadanie? - spytała sama siebie.
Spojrzała na mnie, a potem na Levi'ego.
- Mam! Usiądź na kolana Levusia i calujcie się przez kilka sekund. - powiedziała.

Levi? I co ty na to? xd

Od Lilith c.d: Lou

Kiedy się ocknęłam potrzebowałam dłuższej chwili aby uświadomić sobie co tak naprawdę miało przed chwilą miejsce. Moje próby przywrócenia jasności umysłu zostały uniemożliwione przez gołą, umięśnioną klatę mojego korepetytora. Cholernie urocze było to, że się zaniepokoił, a co za tym idzie ? On się o mnie martwi!
"Bo jesteś taką sierotą, że nawet z jego domu bez problemowo wyjść nie możesz." odrzuciłam pośpiesznie na bok nieproszoną myśl jednak niestety była to sama prawda.
- Em... naprawdę mi nic nie jest -wymamrotałam speszona.
- Nie bądź nie mądra. Przed chwilą urwał Ci się film, a Ty chcesz wyjść na dwór.-pokręcił z dezaprobatą głową.
- A co innego mam zrobić ?
- Odpocząć, poczekać aż będzie chłodniej.-wzruszył ramionami.
Oh, Lou ależ Ty nic nie czaisz. Mniejsze prawdopodobieństwo, iż znów się zawinę jest zdecydowanie tam na dole, na dworze z dala od Twojego apetycznego ciałka.
Prawda jest taka, że jaram się na marne, bo nie mam sobą zupełnie nic do zaoferowania. A z resztą taka niezła partia jako on na dziewięćdziesiąt dziewięć procent ma już partnerkę, przy czym aby trafić ten jeden procent trzeba mieć mega zarąbisty fart.
Na te wszystkie kłębiące się w mojej głowie myśli zrzedła mi mina, co nie uszło uwadze panu Idealnemu.
- Lilith ? Co się dzieje ?
-uhm... nieważne. - westchnęłam cichutko i opuściłam głowę.
- Hej... -podszedł i delikatnie uniósł mi podbródek zmuszając mnie tym samym do spojrzenia mu w oczy. - Melduj mi tutaj ino raz co się stało -rzucił żartobliwie.
- Jestem no cóż... beznadziejna - mój głos był cichszy od szeptu.
- Co za bzdury gadasz ? - nie ukrywał zdziwienia. - Jesteś...-zaczął.
- No, jaka jestem ? -wtraciłam.

< Lou? No jaka jest ta nasza Lilith? ^^ praszam za długość,.pisane z telefonu>

Od Levi'ego c.d: Kici

Dziewczyna podniosła drugą rękę i chciała mi znów zmierzwić włosy, jednak ja chwyciłem jej nadgarstem. Spojrzałem się na nią z rozbawieniem, była zakłopotana całą tą sytuacją. Mimo tego iż siedziała na moich kolanach byla nizsza i nie musiałem odchylać głowy do tyłu.
-I co teraz ?
Przybliżyłem twarz tak, że dzielił nas nie cały centymetr, twarz dziewczyny zalała się rumieńcem. Szarpnęła lekko rękami jakby wiedziała, że nie ma większych szans, zaśmiałem się i spojrzałem jej się głeboko w oczy. Oddech dziewczyny przyśpieszył jednak ja nie przestawałem się wpatrywać w głębie jej oczu. W jednej chwili przewróciłem ją na sofe i uklęknąłem nad nią. Założyłem jej ręce nad głowę mocno je przytrzymując.
-Levi...
Podniosłem brew i zaśmiałem się, nachyliłem się nad nią i wargami delikatnie dotknąłem jej lekko rozwartych ust. Odsunąłem się na kilka centymetrów i spojrzałem jej się w oczy. Jednak po chwili jak gdyby nigdy nic puściłem jej ręce i podniosłem się z sofy. Kątem oka spojrzałem się na Kicię która wciąż leżała na sofie nie mogąc nic zrobić.
-Przepraszam.
Mruknąłem przeczesując ręką włosy. Cisza, zapanowała niezręczna trudna do przełamania cisza. Sam nie wiem co mi przed chwilą strzeliło do głowy, prawie się nie znamy. Nie mogę zwalić na alkohol, już od dawna jestem trzeźwy i zdrowo myślący. Pełno myśli w głowie, zostały jednak rozproszone kiedy poczułem ciepło innego człowieka. Spojrzałem się na przylegającą do mojego torsu Kicię, na początku chciałem ją od siebie odsunąć, ale ona chyba odczytała moje myśli i ręce splotła wokół mojego ciała.
-Kicia. To nic nie znaczyło.
Wiedziałem, że to nie prawda. To znaczyło dużo, mimo tego iż nie wiem czemu to zrobiłem wiem, że coś przy tym poczułem.

(Kicia ? Wiem krótkie jednak jest to bardziej spowodowane brakiem pomysłów)

Od Adriana c.d: Ashley

Jak ona się rusza... To była pierwsza myśl, która zaświtała mi w głowie zaraz po tym jak otarła się biodrem o moją nogę, nie mogę powiedzieć, że to mnie nie podnieciło, oj podnieciło i to jak. Położyłem dłonie na jej talii i chwilę tak tańczyliśmy, ale potem przyciągnąłem ją do siebie i szepnąłem jej do ucha.
- Zmywamy się? - a ona odwróciła się i położyła dłonie na mojej piersi. Stała tak chwilę i nic nie mówiła więc szepnąłem. - To co? Idziemy?

Ash?

Od Schulyer c.d: Robina


Przed paroma sekundami chłopak, którego znam ledwie od doby wyznał, że mnie kocha. A teraz wstał i zaczął się ubierać. Siedziałam z otwartymi ustami, naga. U niego w domu, na jego łóżku. Zamrugałam parę razy oczyma, ale to nie pomogło.
- Ale... - wycharczałam, odchrząknęłam więc i powtórzyłam. - Ale, to... niemożliwe... Znasz mnie zaledwie od kilkunastu godzin... - Zerwałam się z łóżka i szybko naciągnęłam na siebie pościel, która zsunęła się wtedy, gdy wstałam. Chłopak odwrócił się na pięcie i spojrzał na mnie przenikliwie, nie żebym się bała, ale zrobiłam gwałtowny krok w tył co poskutkowało tym, że upadłam na łóżko.

Robin? ( wróciłam ^^ )

piątek, 24 lipca 2015

Od Kici c.d: Levi'ego

Spojrzałam na Levi'ego. Posłałam mu ciepły uśmiech. Przewróciłam się na drugi bok, tym samym odwracając od chłopaka. Dłonią przejechał po moich plecach, przez co wzdrygnęłam, jednak już po chwili przyzwyczaiłam się. Zamknęłam oczy i zasnęłam.
*
Obudził mnie Levi szturchając delikatnie w ramie.
- Jeszcze pięć minut. - poprosiłam i twarzą leżałam do torsu chłopaka.
Przejechał dłonią po moich plecach.
- Wstawaj już po dziesiątej. - powiedział.
- Ale ja chce spać. - burknęłam.
- Pośpisz u mnie w domu. - powiedział.
- No dobrze. - powiedziałam podnosząc się na łokciach.
Niechętnie wstałam i ubrałam spodnie i kamizelkę chłopaka, założyłam buty i byłam gotowa do wyjścia.
Po kilku minutach gotowy był też chłopak i poszliśmy do recepcji w hotelu. Chłopak zapłacił i nas wymeldował...
*
Kiedy dotarlismy do auta wsiedliśmy i od razu odjechaliśmy...
*
Chłopak zatrzymał się pod swoim domem. Wysiadłam z auta i czekałam na chłopaka.
W końcu weszliśmy do jego mieszkania, dał mi jakąś swoją bluzkę i mogłam się przebrać. Wzięłam jeszcze szybki prysznic. Wytarlam ciało, założyłam majtki czyste (wcześniej byliśmy u mnie tylko na chwilę zebym zostawiła róże i zdążyłam wziąść tylko majtki czyste)... Założyłam bluzkę Levi'ego, jakoś ogarnęłam swoje włosy i wyszlam z łazienki.
Chłopak stał w kuchni i coś robił.
- Chcesz spać? - spytał.
Pokiwałam głową. Przestał wykonywać jakąś czynność w kuchni i do mnie podszedł, złapał delikatnie za nadgarstek i zaprowadził do sypialni.
- Mogłam spać na kanapie. - stwierdziłam.
- Nie. - odparł.
Westchnęłam tylko i położyłam się na łóżku, chłopak przykryl mnie kołdrą.
- Dobranoc. - powiedział i pocałował mnie w czolo.
Nawet nie zdążyłam mu nic odpowiedzieć a ten wyszedł z pokoju. Westchnęłam i położyłam się na drugi bok i usnęłam...
*
Obudziłam się wieczorem. Wyszłam z sypialni chłopaka, poszłam do salonu, siedział i oglądał telewizję. Podeszłam do niego od tyłu i zasłoniłam mu oczy. Levi złapał mnie za ramiona i przeciągnął tak, że upadłam na jego kolana.
Spojrzałam na chłopaka, od razu się zarumieniłam. Levi się zaśmiał. Zeszlam z jego kolan, jednak ten tak siedział, ze odsłaniał swój tors. Położyłam się tak, ze miałam głowę na jego brzuchu .
- Odwieziesz mnie dzisiaj do domu? - spytałam.
- Jutro Cię odwiozę. - powiedział.
Niepewnie przytaknęłam głową. Chłopak przeczesał swoje włosy, a ja lekko mu je roztrzepałam. Westchnął ciężko i znowu poprawił swoje włosy. Chciałam znowu mu roztrzepać włosy, ale ten złapał moją rękę. Podniosłam się i usiadłam tak siedziałam mu na kolanach.
- I tak Ci je roztrzepię. - prychnęłam.

Levi? Ona będzie Ci tak cały czas będzie robiła xd

Od Levi'ego c.d: Kici

Przepraszam, że krótkie jednak wszystkie opowiadania pisze na telefonie.

Ułożyłem się wygodnie plecami do dziewczyny, powieki ciężko opadały na moje oczy będąc już bliski snu. Jednak dotyk zimnej dłoni dziewczyny i lekkie drganie materaca trochę mnie rozbudziło. Odwróciłem się na drugi bok aby być przodem do Kici.
-Zimno ci ?
Dziewczyna skinęła głową szczękając przy tym zębami, przewróciłem oczyma i spojrzałem się po śpiących już znajomych. Przysunąłem się do niej i delikatnie ją objąłem po czym przysunąłem do siebie. Kicia niepewnie wtuliła się we mnie, przytuliłem ją mocno do siebie.
-Levi, chyba procenty...
-To nie przez nie.
Przerwałem jej po czym westchnąłem, Kicia nic nie powiedziała jedynie mocniej się wtuliła. Odetchnęłem z ulgą kiedy Kicia przestała się trząść i wreszcie zasnęła. Także starałem się zasnąć jednak chrapania znajomych strasznie mi przeszkadzały. Westchnąłem cicho, z nudów jedną dłonią zacząłem bawić się pasmem włosów dziewczyny.
~*~
-Levi my już idziemy.
Wyszeptał jeden z chłopaków i po cichu opuścili pokój szepcząc niewyraźnie między sobą. Spojrzałem się za okno, robiło się widno. Popatrzyłem się na wciąż śpuącą Kicię, dalej ją obejmowałem i przytulałem do siebie. Przyglądałem jej się chwilę, była naprawdę słodka w tej chwili.
-Levi.
Wzdrygnąłem się słysząc głos dziewczyny, lekko się podniosła i spojrzała się na mnie zaspanym wzrokiem. Posłałem jej pytające spojrzenie jednak ona lekko speszona położyła głowę na moim torsie.
-Boli mnie głowa.
-Nie jesteś z tym sam.
Spojrzałem się na nią z uniesioną brwią, lekko nachyliłem się nad nią i wargami musnąłem delikatnie jej czoło.

(Kicia ? Taki lekki podryw)

czwartek, 23 lipca 2015

Od Hope c.d: Blase'a

Plaże, baseny, jeziora i inne zbiorniki wodne są zdecydowanie nie dla mnie. Jakby to delikatnie ująć, czuje dość spory respekt do wody. Nie tyle co się boję ile zachowuje ostrożność....a tek szczerze to cierpię na paniczny lęk przed wodą.
Jedynie nie mam nic przeciw tej w butelkach i pod prysznicem. Zdecydowanie wolę go niż wanny.
- Blase...- pokręciłam głową i uniosłam ręce w geście obronnym kiedy chłopak do mnie podszedł.
- Mała, zrobimy to bardzo powoli... Złap mnie za rękę. - oznajmił ze stoickim spokojem, wyciągając w moja stronę dłoń.
Ujęłam ją niepewnie i razem krok po kroczku kierowaliśmy się ku głębinom. Pierw po kostki, następnie kolana... im dalej tym gorzej.
Słowo daje czułam jakby z buzi odpłynęła całą krew, a mój żołądek fiknął całą masę koziołków.
Blase dostrzegając mój coraz silniejszy opór zatrzymał się i mnie objął łącząc nasze usta w namiętnym pocałunku. Wówczas sto dwadzieścia procent mojej uwagi skupiło się na nim przez co zupełnie zapomniałam o chlupoczącej wokoło mojej talii wodzie.
Zarzuciłam mu ręce na szyję, a nogami oplotłam go w pasie i staliśmy tak zatraceni w pocałunku długą chwilę zanim uświadomiłam sobie, że woda przykrywa nam już barki.
Natychmiast się spięłam i chwyciłam się go kurczowo.
- Blase...  chyba nie dam rady - wyszeptałam, a z moich oczu dało się wyczytać jedynie lęk.

<Blase?  Wiem, że długo... praszam...obiecuje poprawę... >

Od Kici c.d: Levi'ego

Wynurzyłam się z wody. Podpłynęłam do chłopaka. Ręce położyłam na jego ramionach, a nogami oplotłam wokół bioder.
- Teraz mnie wynieś. - stwierdziłam.
- Nie. - odparł.
- Tak. - powiedziałam.
Spojrzał na mnie. Odsunęłam się od niego i zaczęłam go chlapać wodą. Chłopak złapał mnie za ręce i uniemożliwił mi chlapanie. Przyciągnął do siebie. Nogami ponownie oplotłam go wokół bioder.
- Wynieś mnie. - jeknęłam.
- Dobra. - mruknął beznamiętnie.
Wyniósł mnie z wody. Usiedliśmy przy barze. Zabrałam mu kamizelkę.
- Nie pozwalasz sobie? - spytał.
- Nie. - odparłam.
Założyłam na siebie kamizelkę i posłałam uśmiech w jego kierunku. Przewrócił oczami.
*
Jakoś o 2 poszliśmy do hotelu bo był dość blisko... Wolny pokój był tylko jeden - gdzie było łóżko dla dwojga. Fajnie, bardzo... Żart. Hehe...
Ale co do pokoju to mówię poważnie... Wzięliśmy go już. Zabrał kluczyk i poszedł do windy, a ja tuż za nim. Weszliśmy i wjechaliśmy na 2 pietro. Poszliśmy do pokoju, od-kluczył drzwi. Weszłam pierwsza, zdjelam buty i rzuciłam się na łóżko, ale przez nie przeleciałam... Upadłam na ziemię i zaczęłam się śmiać. Chłopak pomógł mi wstać.
- Ups... - zaczęłam się śmiać. - Śpisz na podłodze.
- Chyba ty.
- Nie, bo ty. - fuknęłam.
- Nie... Dobra będziemy spać do siebie plecami i nic nie będzie to oznaczać. - skwintował.
Pokiwałam głową. Zdjęłam z siebie rzeczy, pozostawiłam na sobie bluzkę. Miałam na sobie cały czas kamizelkę chłopaka, zapomniałam o tym hahaha...
Ale ok. W końcu ja zdjelam i oddałam mu.
- Dobranoc. - powiedziałam wchodząc pod pościel.
Chłopak zdjął spodnie i koszule, po czym położył się obok mnie.
- Dobranoc. - odparł odwracając się do mnie plecami.
Leżałam tak chwilę... Światło się świeciło cały czas.
- Levi zgaś światło.
- Masz bliżej odparł.
Odkryłam się i przeszłam przez niego.
- Teraz ty masz bliżej. - powiedziałam odwracając się do niego.
Popatrzył na mnie. Pokręcił głową i wstał. Zgasił światło.
- Dziękuję. - powiedziałam.
Wymruczał coś pod nosem. Przeturlałam się na swoją stronę.
~
Po jakieś godzinie ktoś pukał do drzwi.
- Otwórz. - mruknął Levi.
Wstałam i otworzyłam drzwi, a do pokoju weszli chłopacy - znajomi Levi'ego.
Skoczyłam na łóżko i znowu... Przeleciałam po nim i otarłam się o chłopaka, ten zwinnym ruchem mnie złapał i przyciągnął do siebie. Okrylam się kołdrą. Znajomi chłopaka zapalili światło.
- O! Gołąbeczki! - krzyknął jeden z nich.
Levi wciąż obejmował mnie, odsunęliśmy się od siebie.
- Co wy tu robicie? - spytał Levi.
- Nie mamy gdzie spać, a dowiedzieliśmy się gdzie ty jesteś. - powiedział ten co wcześniej mnie obmacywał. - Więc możemy się zatrzymać?
Levi spojrzał na mnie. Pokiwałam głową.
- Yhy. - odparł.
- Ja śpię na łóżku! - wrzasnal ten co stał w drzwiach.
- Nikt nie śpi na łóżku. - warknął Levi. - I zamykaj drzwi.
Chłopak zrobił polecenie. Ale po chwili na nas spojrzeli.
- Czyli mamy spać na podłodze? - spytali chórem.
Pokiwaliśmy głową. W końcu zgodzili się i zgasili światła.
- Idź z tamtej strony. - powiedział Levi do mnie.
- Tam jest... No wiesz ten... - wyszeptałam.
- No jak chcesz. - odparł.

Levi? Po monsterze mi odwala ,-,

Od Gavriila c.d: Martina

- Martin? - widać, że myślami błądzi gdzie indziej.
Ciekawe gdzie.
- Hm? - dalej nad czymś intensywnie myślał.
- Wiem, że to nie znaczy, że się znamy. To, że znamy swoje imiona. Jednak uważam, że od czegoś trzeba zacząć. To bardzo dobry początek znajomości, no nie? Oczywiście, jeśli nie chcesz tej znajomości kontynuować, to sobie pójdę i zapomnimy o tym jakże niezręcznym wypadku.
Wciągnął powietrze i popatrzył na mnie z paniką w oczach.
- Nie!
- Co niet? Będziemy jednak przyjaciółmi? - zapytałem z nadzieją. - Czy może, że będziemy o tym pamiętać? Ja bym wolał osobiście zapomnieć, bo to było jedno wielkie nieporozumienie.
- Nie! Znaczy tak! Znaczy nie pozwolę ci nigdzie samemu chodzić w takim stanie! Możesz być niebezpieczny dla innych i w ogóle.
Wyprostowałem się i popatrzyłem na niego z wyrzutem. Nagle straciłem ochotę do tłumaczenia mu, że jestem w stu procentach trzeźwy. Nie mam zamiaru być dla nikogo niebezpieczny, chociaż w tej chwili miałem ochotę przyłożyć Martinowi w facjatę. Zamiast tego uśmiechnąłem się do niego przepraszająco i zarzuciłem na siebie bluzę, nie zapinając jej. Jakoś wytrzymam ten gorąc, a wolę się nie spiec. Bardzo mnie boli, gdy moja skóra się spiecze na słońcu.
- Co robisz?
- Do swidaniya - westchnąłem. - Albo może i nie.
Zacząłem biec przed siebie. Stwierdziłem, że najlepiej będzie się dostać do mojego mieszkania. Spojrzałem za siebie, ale nikt za mną nie podążał. Szkoda. Skrycie żywiłem nadzieję, że za mną pobiegnie. Wydawał się być nawet sympatyczny. Dotarłem do drzwi do klatki schodowej. Już miałem wejść do środka, ale zatrzymałem się. Stałem tak przez chwilę kiwając się w przód i w tył. Może jeszcze dobiegnie? Zaprosiłbym go na herbatę. Nie pościeliłem łóżka, o rany. Ale powinno być znośnie, niedawno odkurzałem... No dalej Martin. Jeśli nie przybiegniesz, to będę skazany na samotne picie herbaty. Samotność jest gorsza od narkotyków, wiesz?

< Martin? o rany ale się rozpisałam xd >

Od Levi'ego c.d: Kici

Widząc co wyprawia jeden z chłopaków westchnąłem. Przeprosiłem znajomych siedzących przy barze po czym poszedłem w stronę poirytowanej Kici. Spiorunowałem młodego wzrokiem po czym odciągnąłem od niego dziewczynę. Przytuliła się do mnie na co ja nie zareagowałem. Niepewnie ją objąłem i delikatnie przytuliłem.
-Przepraszam.
Odsunąłem ją od siebie i w zakłopotaniu przeczesałem włosy wierzchem dłoni. Kicia zarumieniła się lekko kiedy po chwili delikatnie pstryknąłem ją w nos.
-Zatańczysz ?
Dziewczyna skinęła głową, chwyciłem delikatnie jej dłoń, drugą rękę położyłem na jej talii. Kicia niepewnie położyła dłoń na moim ramieniu i teraz powoli kołysząc się w rytm muzyki wpatrywaliśmy się sobie w oczy. Piosenka dobiegała końca więc obkręciłem dziewczynę po czym odchyliłem ją delikatnie do tyłu.
-Nie wiedziałam, że umiesz tańczyć.
Rzuciła idąc za mną radosnym korkiem w stronę baru.
-Wielu rzeczy o mnie nie wiesz.
Odpowiedziałem beznamiętnym głosem. Usiadłem na jednym ze stołków a Kicia zaraz obok mnie.
-Dwa razy mieszanke.
-Ja nie pije.
Jakby warknąłem, jednak Kicia wzruszyła tylko ramionami. Przejęła dwia kieliszki i jeden z nich wcisnęła mi na siłę w dłoń. Zmierzyłem ją pozbawionym emocji, lodowym wzrokiem po czym przewróciłem oczyma.
-Śpimy dzisiaj w hotelu.
Burknąłem wypijając całego shota na raz.
-Okay.
Rzuciła rozbawiona po czym zamówiła kolejną kolejkę. Szybko opróżniliśmy kieliszki, Kicia chwyciła mnie za dłoń i pociągnęła na parkiet.
-Ojj no chodź.
Czując mój opór zaczęła się denerwować, wtedy właśnie przyciągnąłem ją do siebie i szybko wciąłem na ręce.
-Levi ! Odstaw mnie !
-Nie krzycz.
Zaśmiałem się widząc oburzenie na jej twarzy, wszyscy spojrzeli się na nas jednak tylko na chwilę.
-Mam dla ciebie niespodzianke.
Chwyciłem ją mocniej na wypadek gdyby chciała się szarpać i wyrywać. Powoli szedłem w stronę morza, kąpało się tam kilka osób jednak co mnie to obchodziło. Parkiet i bar nie były daleko więc po chwili wziąłem rozbieg, wbiegłem do wody prawie po ramiona. Kicia piszczała i wierciła się, krzyczała żebym ją puścił więc wykonałem jej prośbę. Puściłem ją, wpadła cała do wody. Zacząłem się śmiać.

(Kicia ?)