środa, 15 lipca 2015

Od Martina c.d: Gavriil'a

Odruchowo spoglądam na moje nogi.
- A dziękuję, dziękuję. - mówię powoli.
Mlecznowłosy rozgląda się.
- Gdzie jesteśmy? - pyta. - i gdzie moja herbata?
- Na ulicy - przewracam oczami. - jesteś na tyle pijany, że się wywaliłeś. Do cholery, jaka herbata?
Uśmiecha się głupio. Wygląda co najmniej - dziwnie. Przerażająco.


< Gavriil? Do cholery, wena uciekła >

Od Chrisa c.d: Reece

W czasie przerwy zdecydowałem się wyskoczyć na szybką kawę, bo czekała mnie jeszcze masa roboty. O tej porze w kafejkach aż roiło się od klientów, zatem tak jak wszyscy stanąłem w kolejce i cierpliwie czekałem na swoją kolej przeglądając sytuację rynku w  dwudniowym wydaniu gazety. Bardzo podobały mi się informacje ze strony trzynastej, mianowicie wartość naszej spółki dzięki moim działaniom jeszcze wzrosła. Ha, szef będzie po prostu wniebowzięty. I na dodatek wartość złota też dzielnie pnie się w górę. Jedynie srebro nieco spadło ale to naprawdę niewiele więc jak na razie nie ma co się niepokoić.
Kątem oka zauważyłem że kolejka się zmniejszyła więc nie odrywając sie od fascynującej lektury ruszyłem do przodu.
Złożyłem zamówienie, mianowicie na czarną, mocna kawę i jagodowego muffina. Niestety na to drugie musiałem trochę poczekać, gdyż się wyprzedały. Odebrawszy napój gwałtownie się odwróciłem wpadając na jakąś istotę.
Dopiero po chwili uświadomiłem sobie, że moja kawa wylądowała na przedstawicielce płci pięknej, kelnerce o imieniu Reece brudząc jej nienagannie czysty uniform. Nim zdążyłem przeprosić wściekła jak osa kobieta zaczęła kąsać. Nie chcąc bardziej się narażać przysłuchiwałem się temu ze stoickim spokojem i rezerwą.
Kiedy kelnerka skończyła mnie opierdalać oddała jakiś notesik koleżance po czym kazała jej mnie obsłużyć. O nie, nie...nie dam się tak łatwo zbyć.
Stojąc i popychając pierdoły oraz nieco flirtując z panią numer dwa wykorzystywałem fakt, że uległa ona mojemu urokowi wyciągając z niej pojedyncze informacje na temat panny Reece.
Nie wiele później powróciła, ponownie czysta z nieco mniejszym wkurwieniem na buzi. Po raz kolejny chciała się mnie pozbyć, jednakże po takim incydencie dobre maniery wzięły górę nie pozwalając mi od tak sobie wyjść.
- Przepraszam... -mruknąłem.  - To było niechcący.
- Dobrze. Czy to wszystko ? - wydukała formalnie ze sztucznym uśmieszkiem przyklejonym do twarzy.
- Niezupełnie. - wykrzywiłem usta w cierpkim uśmiechu. - W ramach rekompensaty chciałbym zaprosić panią na lunch.
- Chcieć to sobie pan naprawdę może wiele.-syknęła.
- Skoro nie na lunch to na kawę.
Odpowiedziała głośnym, niewymuszonym śmiechem.
-Cóż za ironią, to właśnie przez nią podejmuje pan bezsensowne próby...jak pan to ujął ? Zrekompensowania się.
-...bezsensowne... ? -pokręciłem głową, zupełnie się z nią nie zgadzając. Zawsze mam to czego chce.
- Otóż tak. Nie dam się nigdzie zaprosić,ponieważ pracuje. Jakby pan jeszcze nie zauważył.
- Znakomicie. - klasnąłem zadowolony w dłonie. - Zatem przyjdę po panią po zmianie.
Nie czekając na jej reakcje chwyciłem czekającą na blacie gorącą babeczkę i ruszyłem w stronę wyjścia.
Dzięki pani numer dwa doskonale wiedziałem, o której Reece będzie wolna.
Zadowolony z siebie wróciłem do firmy i spożywając powoli muffina musiałem się zadowolić kawą z automatu przygotowaną przez moja asystentkę.
Czas leciał nieubłaganie i nim se obejrzałem nadeszła pora na umówione spotkanie.
Punktualnie zjawiłem się pod lokalem, a dziewczyna wyłoniła się z niego niecałą minute później. Jej zdumienia nie dało się nie zauważyć, co sprawiło, że kpiąco się uśmiechnąłem...oh, ktoś tu mnie nie docenia.
- Oto jestem. -rzuciłem sarkastycznie.- Zatem kawa czy lunch?

< Reece?  Wreszcie internety w telefonie szybkie i można odpisać :3 bida wifi ni mo :c zatem przepraszam,że tak krótko ale przy 34° telefon parzy w łapki>

Nowa ~!

Powitajmy nową członkinię ! Nazywa się Sofia Boutella.