Młody chłopak, w garniturze, praktycznie biegnący sprintem po chodniku, to nie jest zwyczajny widok. Mimo tego, że Chris się spieszył, i to bardzo, nie stracił klasy i elegancji. Obróciłam w palcach jego wizytówkę. Schowałam torby, założyłam kask, odpaliłam i pojechałam do siebie.
***
Następnego dnia Chrisa nie było. Następnego także. I następnego. Nie dzwoniłam, ponieważ myślałam, że ma dużo roboty. Czułam jednak jakiś wewnętrzny niedosyt. Czwartego dnia od wspólnie spędzonego popołudnia Christopher pojawił się w kawiarni. Dostrzegł mnie i uśmiechnął się. Usiadł przy jednym ze stolików, a ja podeszłam, by zebrać zamówienie.
-To co zawsze.-poprosił, a ja zapisałam.
-I jak, panie Jones?-odezwałam się głosem dziewczyny Bonda.-Kłopoty w firmie zażegnane, a świat uratowany?-puściłam mu oko. Zaśmiał się lekko.
-Tak, można tak powiedzieć. A pani, pani Woodland, nie zadzwoniła pani do mnie.
-Nie chciałam przeszkadzać w ratowaniu świata.
-Ty miałabyś mi przeszkadzać? Na pewno nie...Jest mi niewymownie przykro z tego powodu.-powiedział.
-No no, nie myślałam, że jestem dla Ciebie taka ważna.-odparłam i poszłam przygotować jego zamówienie. Słyszałam za plecani szepty baristów, dotyczące mnie i "tego eleganckiego przystojniaka" (według Jane i Ginny) lub "tego odpicowanego bogatego lalusia" (według męskiego zaplecza). "Ciekawe co ich łączy?", "James, staraj się, bo nie mrugniesz, a Reece przyjdzie z pierścionkiem. Albo czymś innym...". Nie ma to jak obrabianie dupy komuś, kto stoi dwa metry od Ciebie. Zrobiłam kawę, dołożyłam cukier i łyżeczkę, wzięłam muffina i poszłam do Chrisa. Mijając plotkujących baristów powiedziałam im, że jeśli chcą o mnie pomówić, to wystarczy do mnie podejść.
-Proszę, o to Twoje zamówienie.-powiedziałam i chciałam odejść, ale Chris złapał mnie delikatnie za ramię.
-Możesz ze mną usiąść?-spytał.
-Myślę, że tak.-odparłam po parusekundowym namyśle. Chciałam swobodnie usiąść, ale Chris mnie uprzedził, wstał, wysunął krzesło i zapraszającym gestem je wskazał. Lekko speszona usiadłam, a on zajął swoje miejsce.
-Mam dla Ciebie pewną propozycję. W mojej firmie odbywa się coroczny letni bankiet, na którym mam pojawić się z osobą towarzyszącą. Może więc zechciałabyś mi towarzyszyć?-zapytał, a do wypowiedzi dodał czarujący uśmiech.
-Kiedy to będzie?
-W tą sobotę.
-Jutro?-Świetnie, pomyślałam. Nie lubię być stawiana w sytuacji, gdzie wszystko jest od razu. Zastanowiłam się chwilę. I tak miałam wzięte wolne na ten weekend, więc...-Dobrze, pójdę z Tobą.-powiedziałam. Na jego twarzy pojawił się uśmiech tryumfu.
-Dziękuję.-powiedział.-Gdzie mieszkasz?-zapytał, a ja podałam mu mój adres.
-Przyjadę po Ciebie koło trzeciej.
***
Tego dnia po pracy pojechał szybko do najbliższego jubilera. Chciałam dobrać jakąś ładną biżuterię do stroju, który w myślach opracowywałam. Zaparkowałam 'kawę' przed sklepem, wzięłam kask do ręki i weszłam do środka.
-Dzień dobry.-mruknęłam. Ze zaplecza wyszedł nie kto inny jak Chris. On tu pracuje? Myślałam, że jest na wyższym szczeblu...
-Jestem tylko ja, bo właściwie już zamykamy.-jakby odgadł moje myśli.
-To może nie będę przeszkadzać...-mruknęłam. W tym momencie do sklepu wpadł zdyszany młodzieniec. Jego twarz rozjaśniła się na mój widok.
-Michael!
-Co za spotkanie!-padliśmy sobie w objęcia. Kątem oka zauważyłam, że twarz Christophera tężeje.-Jak się miewa moja mała Reece?-spytał przybysz.
-Nie jestem mała.-wytknęłam na niego język. On poczochrał mnie po włosach, a ja w zemście zrobiłam mu to samo.-No, mów jak tam.
-A nic... Przyszedłem po pierścionek.-mruknął, a na twarzy Chrisa stojącego za ladą pojawił się profesjonalny uśmiech.
-Proszę bardzo.-wskazał Michaelowi odpowiednie gabloty. Ten szybko wybrał śliczny pierścionek z białego złota ze średniej wielkości szafirem. Poprosił o niego, a Chris wyciągnął go z gabloty. Ja w tym czasie upatrzyłam sobie piękny srebrny komplet, również ze szafirami. Poprosiłam o niego. Michael obracał pierścionek w palcach. Spojrzał na mnie.
-Mogę?-spytał wyciągając do mnie dłoń. Zapłaciłam za moja biżuterię i podałam mu dłń. On założył pierścionek na mój palec serdeczny i z uśmiechem stwierdził, że pasuje jak ulał. Zdjął pierścionek z mego palca, zapłacił i pożegnał się ze mną.
-Do rychłego, Michael!-krzyknęłam za nim i sama chciałam wyjść.
-Zaczekaj.-zatrzymał mnie lodowaty głos Christophera. Obróciłam się do niego.-Chodź, chcę porozmawiać.-skinął głową na zaplecze, a jego ton nie zmienił się ani trochę. Posłusznie weszłam z nim na zaplecze.
-Kto to był?-spytał, cały czas tym samym tonem. Wzdrygnęłam się mimowolnie.
-Jesteś zazdrosny czy jak? To mój przyjaciel, wychowaliśmy się razem, bo mieszka na ranchu obok. Pierścionek kupował dla swojej dziewczyny, a mojej kuzynki. Mierzył go na mnie, bo mamy takie same dłonie.-powiedziałam. Oczy Chrisa nadal mnie świdrowały. Oparłam się o ścianę.
-Powiesz mi, o co Ci chodzi? -zapytałam.-Dlaczego mnie tak kontrolujesz? Chcesz mieć nade mną władzę czy jesteś zwyczajnie zazdrosny?-lekko podniosłam głos.-No, pow...-Nie dokończyłam, ponieważ nie miałam jak. Nasz pocałunek na początku był słaby, prawie "drewniany". Po chwili jednak wspaniale się zgraliśmy. Jego bliskość sprawiała mi wielką przyjemność. Wplótł palce w moje włosy, a ja założyłam mu ręce na szyję. Nie przestawaliśmy się całować. Spodobał mi się jego zapach, mocny, męski, na pewno go nie zapomnę. Christopher oderwał się ode mnie. Spojrzał mi w oczy i wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć. Nie powiedział jednak nic, bo powrócił do składania pocałunków na mych wargach.
Christopherze? Myrymyrymyry ^^