niedziela, 8 marca 2015

Od Nathana CD Kici

Obudziło mnie porządne uderzenie w podłogę. Otworzyłem oczy jęknąwszy. Leżałem na podłodze obok łóżka. Skrzywiłem się. Po imprezie z zeszłej nocy nadal byłem trochę przymulony. Rozejrzałem się po podłodze. Skrzywiłem się znowu i chwilę jeszcze tak leżałem, jakbym zapomniał o tym, że jestem na podłodze. Jak znowu to do mnie dotarło, podniosłem się. Świat trochę zawirował, a ja oparłem się o ścianę przykładając drugą rękę do skroni.
-Znów po imprezie budzę się z kacem...- stwierdziłem pod nosem i ziewnąłem przeciągle. Jak podłoga przestała falować sięgnąłem ręką do kieszeni. Jednak telefonu tam nie było. Zmarszczyłem czoło i rozejrzałem się po kawalerce. Nigdzie go nie było. Jakby wziął i wsiąkł w podłogę. Zacząłem go szukać i po pół godziny moje przerzucanie śmieci ze sterty na stertę zakończyło się stwierdzeniem, że mam go w drugiej kieszeni. Wyciągnąłem go i spojrzałem na godzinę.
-13:54... Chyba już faktycznie pora wstawać...- stwierdziłem pod nosem i sprawdziłem nie odebrane SMS'y... Kilka od znajomych, kilka od sieci, kilka jakichś reklamowych... Skasowałem wszystkie wiadomości z karty i wyczyściłem kontakty. Stwierdziłem, że znów się przenoszę. W tym miejscu spędziłem dobre dwa miesiące i zdążyło mi się znudzić.... Spojrzałem na swój bjzel... Wziąłem się za wybieranie z między śmieci swoich rzeczy...

Minęło kilka godzin, zanim wszystko co przydatne znalazło się na łóżku, a śmieci w wielkich worach pod blokiem. Spojrzałem na swoją pracę oddychając głęboko. Wyciągnąłem paczkę Marlboro i zapaliłem. Spokojnie wypuściłem dym z płuc i odetchnąłem rozluźniając się. Wyciągnąłem spod łóżka sportową torbę Nike i wpakowałem do niej wszystkie rzeczy, oprócz przyborów toaletowych. Poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki, zimny prysznic i założyłem na siebie biały T-shirt, skórzaną kurtkę, czarne rurki z łańcuchem i glany, na nadgarstki założyłem swe stałe ozdoby: bransolety, rzemienie i łańcuszki, po czym wysuszyłem włosy i bez specjalnego układania ich, zostawiłem samym sobie. Jak się już ogarnąłem, wpakowałem ręcznik i przybory higieniczne do torby, odłączyłem komórkę od ładowania, schowałem ładowarkę, wyciągnąłem słuchawki i miętową gumę do żucia, po czym wziąłem torbę z łóżka i rozejrzałem się.
-Tak czysto to tu chyba nigdy nie było...- stwierdziłem i położyłem klucze na szafce. Miałem teoretycznie opłaconą kawalerkę jeszcze przez dwa dni, ale to tylko dwa dni. Wyszedłem z mieszkania wkładając słuchawki w uszy i wsadzając ręce w kieszenie ruszyłem na dworzec.

Rzecz jasna się spóźniłem, a następny pociąg miałem dopiero za 45 minut, więc usiadłem na ławce. Jakoś musiałem zabić czas, ale łazić mi się nie chciało, a w dodatku szczerze nie miałem teraz ochoty na spotkanie z jakimś znajomym i te wszystkie tłumaczenia, więc stwierdziłem, że pozostanie na peronie będzie najlepszym rozwiązaniem.

Z zadumy wyrwał mnie dźwięk wjeżdżania pociągu na peron. Spojrzałem na niego. Mój. Wstałem zarzucając torbę na ramię i podszedłem do krawędzi peronu. Jak się zatrzymał, a drzwi się otworzyły, wsiadłem do środka i zająłem pierwsze lepsze miejsce. Torbę położyłem sobie pod nogami i spojrzałem za okno. Otworzyłem je i wyciągnąłem papierosa. Zapaliłem. Pociąg ruszył.

Wysiadłem na innej stacji niż chciałem, ale dobra... przynajmniej uniknąłem kanara, a co za tym idzie - kary pieniężnej za brak biletu w pośpiesznym. Rozejrzałem się po stacji. Właściwie nie było tu ludzi. Ruszyłem do wyjścia wkładając sobie dwie gumy do ust. Szedłem sobie spokojnie. Stwierdziłem, że chyba czas się jakoś zakwaterować. Sam jakoś nie mogłem nic znaleźć. Łaziłem tak aż do wieczora, było już ciemno. Zrezygnowany i zdołowany stanąłem na środku jakiegoś placu. Westchnąłem i sprawdziłem godzinę. 20:17... Nagle podeszła do mnie jakaś dziewczyna. Wyjąłem słuchawki z uszu.
-Cześć. Szukasz czegoś?- spytała.
-Zasadniczo miejsca do spania. Dziwnie tu macie znaki.- odparłem bez emocji.
-Chodź.- powiedziała ruszając przed siebie.
-Gdzie?- spytałem.
-Pokażę ci gdzie możesz wynająć mieszkanie.- odparła.
-Aha... No okay...- pokiwałem głową ruszając za nią.
-Nowy w mieście?- spytała.
-Dość. Dzisiaj przyjechałem.- powiedziałem.
-Za jakiś czas się tu ogarniesz. Tak w ogóle, jestem Kicia.- przedstawiła się.
-Nathan. Nathan Cover.- również się przedstawiłem.
-Skąd jesteś?- spytała.
-Zewsząd, znikąd... Nie mam konkretnego miejsca, które nazwałbym swoim "miejscem pochodzenia".- odparłem. Spojrzała na mnie.
-Mmmm... Zgrywamy tajemniczego...- zmrużyła oczy.
-Cóż... Czasem tak to już jest.- wzruszyłem ramionami i wyjąłem z kieszeni paczkę Marlboro. Wyjąłem jednego i włożyłem do ust. Wyciągnąłem do niej paczkę.- Chcesz?- spytałem patrząc na nią i unosząc brwi.

<Kiciu?>

Nowy!

Nathan Cover

8 marca

Z OKAZJI DNIA KOBIET ŻYCZYMY WSZYSTKIM PANIOM
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO <3 ! 
Ewiana & Anomalia.