Obudziło mnie porządne uderzenie w podłogę. Otworzyłem oczy jęknąwszy.
Leżałem na podłodze obok łóżka. Skrzywiłem się. Po imprezie z zeszłej
nocy nadal byłem trochę przymulony. Rozejrzałem się po podłodze.
Skrzywiłem się znowu i chwilę jeszcze tak leżałem, jakbym zapomniał o
tym, że jestem na podłodze. Jak znowu to do mnie dotarło, podniosłem
się. Świat trochę zawirował, a ja oparłem się o ścianę przykładając
drugą rękę do skroni.
-Znów po imprezie budzę się z kacem...- stwierdziłem pod nosem i
ziewnąłem przeciągle. Jak podłoga przestała falować sięgnąłem ręką do
kieszeni. Jednak telefonu tam nie było. Zmarszczyłem czoło i rozejrzałem
się po kawalerce. Nigdzie go nie było. Jakby wziął i wsiąkł w podłogę.
Zacząłem go szukać i po pół godziny moje przerzucanie śmieci ze sterty
na stertę zakończyło się stwierdzeniem, że mam go w drugiej kieszeni.
Wyciągnąłem go i spojrzałem na godzinę.
-13:54... Chyba już faktycznie pora wstawać...- stwierdziłem pod nosem i
sprawdziłem nie odebrane SMS'y... Kilka od znajomych, kilka od sieci,
kilka jakichś reklamowych... Skasowałem wszystkie wiadomości z karty i
wyczyściłem kontakty. Stwierdziłem, że znów się przenoszę. W tym miejscu
spędziłem dobre dwa miesiące i zdążyło mi się znudzić.... Spojrzałem na
swój bjzel... Wziąłem się za wybieranie z między śmieci swoich
rzeczy...
Minęło kilka godzin, zanim wszystko co przydatne znalazło się na łóżku, a
śmieci w wielkich worach pod blokiem. Spojrzałem na swoją pracę
oddychając głęboko. Wyciągnąłem paczkę Marlboro i zapaliłem. Spokojnie
wypuściłem dym z płuc i odetchnąłem rozluźniając się. Wyciągnąłem spod
łóżka sportową torbę Nike i wpakowałem do niej wszystkie rzeczy, oprócz
przyborów toaletowych. Poszedłem do łazienki. Wziąłem szybki, zimny
prysznic i założyłem na siebie biały T-shirt, skórzaną kurtkę, czarne
rurki z łańcuchem i glany, na nadgarstki założyłem swe stałe ozdoby:
bransolety, rzemienie i łańcuszki, po czym wysuszyłem włosy i bez
specjalnego układania ich, zostawiłem samym sobie. Jak się już
ogarnąłem, wpakowałem ręcznik i przybory higieniczne do torby,
odłączyłem komórkę od ładowania, schowałem ładowarkę, wyciągnąłem
słuchawki i miętową gumę do żucia, po czym wziąłem torbę z łóżka i
rozejrzałem się.
-Tak czysto to tu chyba nigdy nie było...- stwierdziłem i położyłem
klucze na szafce. Miałem teoretycznie opłaconą kawalerkę jeszcze przez
dwa dni, ale to tylko dwa dni. Wyszedłem z mieszkania wkładając
słuchawki w uszy i wsadzając ręce w kieszenie ruszyłem na dworzec.
Rzecz jasna się spóźniłem, a następny pociąg miałem dopiero za 45 minut,
więc usiadłem na ławce. Jakoś musiałem zabić czas, ale łazić mi się nie
chciało, a w dodatku szczerze nie miałem teraz ochoty na spotkanie z
jakimś znajomym i te wszystkie tłumaczenia, więc stwierdziłem, że
pozostanie na peronie będzie najlepszym rozwiązaniem.
Z zadumy wyrwał mnie dźwięk wjeżdżania pociągu na peron. Spojrzałem na
niego. Mój. Wstałem zarzucając torbę na ramię i podszedłem do krawędzi
peronu. Jak się zatrzymał, a drzwi się otworzyły, wsiadłem do środka i
zająłem pierwsze lepsze miejsce. Torbę położyłem sobie pod nogami i
spojrzałem za okno. Otworzyłem je i wyciągnąłem papierosa. Zapaliłem.
Pociąg ruszył.
Wysiadłem na innej stacji niż chciałem, ale dobra... przynajmniej
uniknąłem kanara, a co za tym idzie - kary pieniężnej za brak biletu w
pośpiesznym. Rozejrzałem się po stacji. Właściwie nie było tu ludzi.
Ruszyłem do wyjścia wkładając sobie dwie gumy do ust. Szedłem sobie
spokojnie. Stwierdziłem, że chyba czas się jakoś zakwaterować. Sam jakoś
nie mogłem nic znaleźć. Łaziłem tak aż do wieczora, było już ciemno.
Zrezygnowany i zdołowany stanąłem na środku jakiegoś placu. Westchnąłem i
sprawdziłem godzinę. 20:17... Nagle podeszła do mnie jakaś dziewczyna.
Wyjąłem słuchawki z uszu.
-Cześć. Szukasz czegoś?- spytała.
-Zasadniczo miejsca do spania. Dziwnie tu macie znaki.- odparłem bez emocji.
-Chodź.- powiedziała ruszając przed siebie.
-Gdzie?- spytałem.
-Pokażę ci gdzie możesz wynająć mieszkanie.- odparła.
-Aha... No okay...- pokiwałem głową ruszając za nią.
-Nowy w mieście?- spytała.
-Dość. Dzisiaj przyjechałem.- powiedziałem.
-Za jakiś czas się tu ogarniesz. Tak w ogóle, jestem Kicia.- przedstawiła się.
-Nathan. Nathan Cover.- również się przedstawiłem.
-Skąd jesteś?- spytała.
-Zewsząd, znikąd... Nie mam konkretnego miejsca, które nazwałbym swoim "miejscem pochodzenia".- odparłem. Spojrzała na mnie.
-Mmmm... Zgrywamy tajemniczego...- zmrużyła oczy.
-Cóż... Czasem tak to już jest.- wzruszyłem ramionami i wyjąłem z
kieszeni paczkę Marlboro. Wyjąłem jednego i włożyłem do ust. Wyciągnąłem
do niej paczkę.- Chcesz?- spytałem patrząc na nią i unosząc brwi.
<Kiciu?>

