poniedziałek, 29 czerwca 2015

Od Hope c.d: Blase'a

Nie mam zamiaru ukrywać faktu, że nie podobają mi się te maślane oczka robione do MOJEGO chłopaka, podobnie jak trzepotanie sztucznymi rzęsami, bo własnych się już nie posiada, ale co się dziwić kiedy pierwszy tusz zaczęło się kilogramami nakładać nim stawiało się pierwsze kroki. Tylko współczuć. Biedne dziewczynki, a może raczej lafiryndy. Ciekawe, doprawdy bardzo interesujące jest to skąd mają pieniążki na częste wspinaczki na przeróżnych ściankach... nie sądziłam, że tirówkom aż tyle płacą... Widocznie akurat te dwa okazy braku jakiejkolwiek godności muszą być tak zaprawione w boju, że grube obślizgłe pulpeciska nie skąpią groszem. Fart, istny fart. Szkoda tylko, że w to intymne miejsce bez problemu można wsadzić nogę, ale co tam przecież nikt nie zauważy.
W biurze jako tako opanowałam swoje negatywne emocje i pomogłam Blase'owi w papierkach. Potem niestety musiałam wracać do szkoły, gdzie jak na ironie natknęliśmy się na moje ukochane koleżaneczki. Oh, ah chłopcy, oh, ah jak modnie się ubieramy...oh, ah tylko się nie posrajcie.
W sumie nawet dobrze, że mam dziś wojownicze nastawienie.
To co zrobił mój chłopak niesamowicie mnie zaskoczyło i zarazem uświadomiło, że gramy z nimi w grę tylko tylko, że my jesteśmy razem w drużynie.
- Czeeeeść Hole ! - wypiszczały do mnie. - Chcesz nam przestawić swoje gorrrrące ciasteczko ?
- Po pierwsze mam na imię Hope, przeliterować? H.O.P.E - wysyczałam. - A po drugie, nie bo to i tak nie wasza liga.
- Oh ? - obruszyły się, kurde że też nigdy nie zwróciłam uwagi, że one nie dość, że robią wszystko razem to jeszcze gadają to samo i to w tym samym czasie... Ło jeny.
- Już wyjaśniam. - prychnęłam. - Panie raczą wybaczyć, że przekazuję tak wiele informacji na raz. Ja rozumiem, naprawdę rozumiem, że przyswojenie każdego słowa, ba nawet literki zajmuje wam trochę czasu, a więc powoli. Ten oto mężczyzna - wskazałam dłonią na Blase'a - jest przedstawicielem rasy ludzkiej, a nie żadnym ciasteczkiem. - kiwnęłam głową jakby upewniajac się, że dotarło - To tak po pierwsze, a po drugie on kurwa w porównaniu do Was ma coś w tej czaszce i na dodatek wie jak się z tego korzysta. Zaskoczone? Brawo, wreszcie jakiś postęp w waszej edukacji. A teraz sory, ale szkoda mi na was czasu.
Mruknęłam i ponownie pocałowałam chłopaka.

< Blase? Tak jakby trochę wojowniczo xD wiesz czemu, wiesz >

Od Kici c.d: Levi'ego

Popatrzyłam na Levi'ego. Niepewnie przytaknęłam głową. Miałam dzisiaj tutaj przyjść na wieczorną imprezę, ale ostatecznie z niej zrezygnowałam. Kiedy dojechałam na to piętro, chłopak chciał puścić mnie przodem, ale odsunęłam się do tyłu, łapiąc się barierki w windzie.
- Nie wysiadasz? - spytał obojętnym głosem.
Pokręciłam przecząco głową.
- Chodź, nie cykorz. - powiedział.
- Ale ja nie idę chyba do tej samej osoby co ty... - powiedziałam.
Winda się zamknęła i zjechała piętro niżej.
- Możesz wejść ze mną, ale Cię nie zmuszam. - powiedział.
Ech... No chyba warto, co? Nie znam go i się boję, że popełnię jakiś błąd jeżeli mu zaufam, ale barierę tą muszę przełamać! Wzięłam głęboki oddech. Miałam się spotkać z moją przyjaciółką, która się przeprowadziła, ale no zawsze można się spotkać kiedy indziej.
- No dobra. - powiedziałam po moich rozmyśleniach.
Przytaknął głową.
- Jestem Kicia. - przedstawiłam się.
- Już mówiłem, Levi. - odparł beznamiętnym głosem.
Jednak po chwili się zorientował co powiedziałam. Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Nic nie powiedział, chyba wolał nie pytać o to skąd takie mam imię. Co było chyba miłe? Z jego strony. Wyszliśmy z windy i skierowaliśmy się w stronę drzwi, zza których słychać było śmiechy chłopaków.
- Nie znam ich, nie będą Ci mieli za złe jeśli przyprowadzisz dziewczynę? - spytałam.
Spojrzał na mnie. Zaśmiał się krótko i pokrecił przecząco głową. Przytaknęłam głową, na znak, że rozumiem. Uśmiechnął się w moim kierunku i zapukał do drzwi. Otworzył jakiś chłopak, przywitali się jak to u nich bywa tak, ze sztamy. Wtedy na mnie spojrzał i się uśmiechnął. Walnął mojego towarzysza z pięści w ramię.
- A ty młody co szalejesz? - zaśmiał się chłopak.
Jednak Levi nic nie powiedział. Wpuszczono nas do środka, gdzie siedzieli reszta chłopaków...

Levi? Mam nadzieję, że takie może być - nudziło mi sie wiec napisalam...

Od Reece

Zamknęłam drzwi kawalerki i wyszłam z budynku. Słoneczko świeciło, listki na drzewach szumiały, słowem - pięknie. Pomimo tego, że w parku na przeciwko widać śpiącego na ławce malowniczo obdartego żulika, dziecko sąsiadów z góry drze się od świtu, jakby robiło za koguta i pomijając także to, że ktoś właśnie pozuje do zdjęcia na moim motorze. Oczywiście wieczorem nie było już dla mnie miejsca na 'schowanym' parkingu, więc stanęłam w bardziej odsłoniętym miejscu. Parka szczyli w wieku gimnazjalnym siadała na moim motorze i robiła sobie zdjęcia. Podeszłam do nich od tyłu i puknęłam jednego z chłopaków w plecy. Obrócił się błyskawicznie, zobaczył mnie, z kaskiem w ręku, i zrobił się blady jak świeżo otynkowana ściana.
-Moglibyście zejść?-spytałam przesadnie miłym głosem. Zeszli, i to szybciutko.-Cieszcie się, bachorzy, żeście mi niczego nie popsuli, bo bym głowy pourywała i powpinała innymi kabelkami.-warknęłam.
-My... przepraszamy...-zaczęli się tłumaczyć jeden przez drugiego.
-Nie chcę was więcej widzieć przy moim motorze, bo dowiem się, gdzie mieszkacie, już mi stąd!-krzyknęłam, a obaj chłopacy spylili. Z uśmiechem założyłam kask, wsiadłam i odpaliłam.
***
Dochodziło południe, więc ludzie z okolicznych biurowców wpadali po kawę i croissanty oraz inne słodkie przekąski. Przychodzili eleganccy mężczyźni w garniturach z równie eleganckimi kobietami, które zaprosili na kawę. Zastanowiłam się, czy mnie ktoś kiedyś zaprosi na kawę.
Wracałam od jednego ze stolików, kiedy na kogoś wpadłam. Jakiś chłopak. Na mojej białej koszuli, z logo kawiarni wylądowała letnia kawa. Na mej twarzy pojawił się grymas. Niestety, nie mogłam zbesztać klienta, a szkoda.
-Niech się pan nie martwi, nic się nie stało.-wysyczałam tonem, który ociekał jadem. Nie dałam mu dojśc do słowa. Potem zaprezentowałam mu uśmiech typu 'Ciesz się, że nie zginąłeś', odwróciłam się, w biegu przekazałam Giny, jednej z baristek, by przejęła moje zamówienia (podałam jej mój notatniczek) i weszłam na zaplecze się przebrać. Dzięki wspaniałomyślności szefa, każdy ma tutaj pare kompletów uniformów, w razie podobnych wypadków. Gdy wyszłam ze zaplecza, gość który oblał mnie kawą stał przy ladzie i rozmawiał z Giny. Ta rzuciła mi wymowne spojrzenie i zwróciła notatnik.
-Czy czegoś pan potrzebuje?-spytałam, już z miłym, profesjonalnym uśmiechem, jednak w moim głosie nadal brzmiała ostra nuta.-Jeśli nie, to przepraszam, ale są też inni klienci.
Ktoś będzie tak łaskawy....? A jak nie, to zostawcie mnie w spokoju.

Nowa!

Reece Woodland,
Witamy c:

Od Levi'ego

Od kilku dni szukam nowej pracy, zawód opiekuna do dzieci to nie moja broszka. Było późno. Na ulicy nie było prawie nikogo, zero samochodów, zero rozmów i śmiechów. Była druga w nocy, sobota wszyscy pewnie siedzieli w klubach czy u znajomych na prywatnych domówkach. Oparłem się wygodnie na lewej ręce i przeglądałem przeróżne oferty. Rzadna mnie nie zaciekawiła, oprócz jednej. Wyprowadzanie psów, maksymalnie dwie godziny dziennie, trzy razy w tygodniu. Pięć dolarów od każdego psa. Nie jest źle, a zarobić się da. Zacząłem dokładnie oglądać ofertę, oferują ją firma która zajmuje się opieką psów. Nieraz o tej firmie słyszałem. Spisałem numer telefonu, oprócz tego napisałem maila. Podniosłem się z krzesła, zajrzałem do jak się okazała pustego kubka...kiedy ja zdąrzyłem wypić kawę ? Westchnąłem pocierając czoło. Sprawdziłem telefon jak to zwykłem robić przed wyjściem...pierdyliard SMS'ów od kolegów. Każdy o podobnej treści "wpadaj do nas". W sumie nie byłby to taki zły pomysł. Szybko założyłem buty oraz narzuciłem bluzę po czym wyszedłem z domu. Do Sebastiana nie było daleko, po co płacić za taksówkę. Po chwili byłem już w holu wielkiego i drogiego apartamentowca, ostatnie dwa piętra należą do rodziców mojego kolegi. Jak się ma pieniądze to sobie można na to pozwolić. Czekałem na windę kiedy obok mnie pojawiła się dziewczyna zupełnie mi obca. Jednak sądząc po jej wyglądzie była w podobnym wieku, ładna i zgrabna. Patrzyłem się na nią chwilę z wymalowaną na twarzy obojętnością. Dopiero krótki sygnał przy otwieraniu drzwi windy odwrócił moją uwagę, mimo że nie znałem dziewczyny puściłem ją przodem. Nieznajoma wcisnęła dobrze znany mi numer piętra, czyli też będzie na imprezie. Westchnąłem patrząc się tępo w ścianę.
-Pan też...
-Żaden pan...po prostu Levi.
Mój głos był pozbawiony uczuć i wszelkich chęci.

(Jakaś chętna ?)

Od Adriana c.d: Ashley

- Gdzie cię wysadzić - spytała wyrywając mnie z zamyślenia.
- Gdziekolwiek. - odparłem i dodałem. - Tak a pro po, jak masz na imię? - spojrzała na mnie zdziwiona. - No co? Jak w mafi? Żadnych imion i nazwisk? - a ona tylko się roześmiała, ja trochę też. - Pytam serio. - dodałem z uśmiechem, a ona kręcąc głową odpowiedziała. - Ashley, a ty najprzystojniejszy chłopaku w całym mieście? - spytała żartem.
- Hej, to prawda, że jestem najprzystojniejszy. Powinnaś przywyknąć. - powiedziałem udając oburzenie. - I nazywam się Hallert. Tyle ci powiem, że powinnaś mnie rozpoznać. - A ona uśmiechając się powiedziała.
- Ten Hallert? Adrian, prawda_ - spytała znając prawdę.
- Oczywiście. - odpowiedziałem i spojrzałem na dziewczynę.

Ash?

Od Jana c.d: Mixi

- Na pewno chcesz wiedzieć o tańczeniu na stole i z chyba każdym chłopakiem w klubie?
- C-co?! Ja tańczyłam na stole?!
- Tak. I to nie wszystko...
Dziewczyna z lekkim przerażeniem słuchała dalszego opowiadania.
- Widziałaś ten parkiet, który był przy barze?
- T-tak.
- Zaczęłaś tańczyć i śpiewać, wszyscy ci klaskali. Była mistrzynią parkietu
A gdy wracaliśmy do domu, podeszłaś do jakiegoś chłopaka i powiedziałaś, że go kochasz i jest miłością twojego życia, i gdy byliśmy obok mojego domu, zrzygałaś się do doniczki. II to wszystko co udało mi się zapamiętać.
- Boże...
Dziewczyna złapała się za głowę.

Mixi? ^^

Od Mixi c.d: Gabriela i Schulyer

Nie wiem czemu ją przytuliłam. Przecież na ogół unikam jakiegokolwiek kontaktu fizycznego z ludźmi, których prawie w ogóle nie znam.
- Przepraszam, nie powinnam była tego robić - puściłam ją. - Sama nie wiem co się ze mną dzieje. Najpierw upadam na prostej drodze, potem wygłaszam wykłady i płaczę, a teraz jeszcze cię przytulam. Naprawdę przepraszam.

Gabriel? Schulyer? Ta długość ;-;

Od Cher c.d: Damiena

Damien miał mieszkanie całkiem całkiem, a ciuchy w szafie były nawet spoko. Chyba zaraz pójdę spać bo jestem zmęczona jak cholera. Z szafy wyjęłam koszulę nocną i wyszłam z pokoju. Zaczęłam poszukiwać łazienki, bo muszę gdzieś się przebrać. Po chwili otworzyłam jakieś drzwi, ale nie było tam pomieszczenia, którego szukałam, lecz Damien i to bez koszulki. Szybko zamknęłam drzwi mamrocząc jakieś "przepraszam". W sumie to... Damien ma całkiem niezły kaloryfer. Mniejsza z tym. Po większych poszukiwaniach łazienki, w końcu ją znalazłam. Była ona bardzo duża, a dominowała tu czerń z bielą. Ogarnęłam się. Wróciłam do "swojego pokoju". Położyłam się na łóżku. Było całkiem wygodne. Fuck. Całkiem? Leżało się na nim jak na chmurce. Próbowałam zasnąć. Niestety, mimo, że łóżko było nadzwyczaj wygodne nie dawałam rady. Po głowie ciągle chodziła mi jakaś myśl...Nie pozwalała mi zasnąć."Przejdę się" pomyślałam. Wyszłam z pokoju. Wyszłam po schodach na górę... Skręciłam w jeden korytarz...Moim oczom ukazał się Damien. Dalej bez koszulki
-Przepraszam jeśli w czymś przeszkodziłam...-powiedziałam.
-Aktualnie nie przeszkadzasz.
-Dlaczego nie śpisz?
-Dlaczego mam spać?
-Na przykład dlatego, że jest noc a ludzie w nocy śpią.
-To dlaczego ty nie śpisz?
-Nie mogę zasnąć-odpowiedziałam. Nasza rozmowa szybko się skończyła. Wróciłam do pokoju. Cudem zasnęłam. Rano obudził mnie zapach. Zapach jajecznicy. O boże jak ja kocham jajecznicę. Zeszłam na dół. Smażył ją Damien ( który dalej nie miał na sobie koszulki ale mniejsza o to)
-Siadaj...Zaraz ci nałożę-powiedział. Pięć minut później jedliśmy ją razem.
-Czemu ty to robisz?-zapytałam wreszcie.
-Co robię?
-Czemu smażysz mi jedzenie, dałeś mi pokój, ubranie?

<Damien?>

Od Blase'a c.d: Hope

Pomyślałem chwilę...Mógłbym zabrać ją pod namiot. Tak. To dobra decyzja
-Może pod namiot?-zaproponowałem.
-Wziąłbyś mnie ze sobą pod namiot?
-Jasne-odpowiedziałem całując ją w głowę-To o której w piątek przyjechać?
-Hmmm...O 16.00 ojca nie będzie. Myślę, że koło 16.00
-Dobrze-powiedziałem. Wkrótce dziewczyna zasnęła.

*****
Rano wstałem pierwszy. Hope słodko wyglądała gdy spała. Zresztą ona zawsze słodko wygląda. Poszedłem do łazienki się szybko ogarnąć. Po tym zrobiłem śniadanie. 
-Jak ładnie pachnie-powiedziała dziewczyna wchodząc do kuchni. Pocałowałem ją w policzek na powitanie. Zjedliśmy śniadanie. 
-Hope muszę jechać do pracy. Pojedziesz ze mną?
-Jasne-odpowiedziała. Wkrótce byliśmy już w moim samochodzie. Dojechaliśmy. 
-I jak? Podoba ci się tu?-zapytałem gdy weszliśmy do mojego miejsca pracy.
-Wow!
-Dziękuję-uśmiechnąłem się.Po chwili podbiegły do mnie 2 dziewczyny. Chichotały. Miały na oko 19 lat.
-Blase...Pomożesz nam?-zapytały trzepocząc rzęsami. Hope zmierzyła je wzrokiem po czym wysyczała
-Blase nie ma teraz czasu
-Faktycznie...Muszę wypełnić papiery-powiedziałem. Poszedłem razem z Hope do biura. 
-Masz dużo pracy?-zapytała obejmując mnie.
-Dość dużo-odpowiedziałem i pocałowałem ją w czoło. Minęły 4 godziny.
-Blase...Musiałabym wracać już-powiedziała.
-Jasne. Odwiozę cię-odparłem. Podjechaliśmy pod jej szkołę.
-O nie...Znowu one-powiedziała przewracając oczami.
-Kto?
-Te dziewczyny. Nie wytrzymuję z nimi. Ciągle się mnie czepiają. No i gadają w kółko o chłopakach.
-Nie przejmuj się nimi-odpowiedziałem. Wyszliśmy z auta. Przytuliłem i pocałowałem namiętnie Hope w usta. Dziewczyny patrzyły na nas ze zdumieniem.

<Hope? ♥ Dowal im! xd>

Od Jana CD Mixi

- Na pewno chcesz wiedzieć o tańczeniu na stole i z chyba każdym chłopakiem w klubie?
- C-co?! Ja tańczyłam na stole?!
- Tak. I to nie wszystko...
Dziewczyna z lekkim przerażeniem słuchała dalszego opowiadania.
- Widziałaś ten parkiet, który był przy barze?
- T-tak.
- Zaczęłaś tańczyć i śpiewać, wszyscy ci klaskali. Była mistrzynią parkietu
A gdy wracaliśmy do domu, podeszłaś do jakiegoś chłopaka i powiedziałaś, że go kochasz i jest miłością twojego życia, i gdy byliśmy obok mojego domu, zrzygałaś się do doniczki. II to wszystko co udało mi się zapamięta, bo sam potem odpłynąłem. Ale..jeśli chcesz.możemy zapytać barmana.

Mixi?

Od Damiena c.d: Cher

Pierwszy raz Damiena goniło aż tak wielu policjantów, było to dla niego jak pięć gwiazdek w GTA, chociaż i tak miał to prawie że codziennie, więc i tym razem im się wywinie. Policja szukała go po całym mieście, bo mu się zachciało diamenty kraść. Chociaż teraz miał plan i to całkiem spory. Postanowił najpierw pójść do swojej znajomej - Cheryl, by z nią chwilkę porozmawiać o tym co zaszło. Przyjechał niezauważony swoich motorem aż pod sam dom. Zapukał nerwowo uprzednio przybierając maskę strachu. Dziewczyna otworzyła mu jakby spodziewała się kto zapuka do jej drzwi.
-Proszę pomóż-powiedział przerażony.
-Najpierw traktujesz mnie jak traktujesz, później kradniesz mój telefon a teraz prosisz mnie o pomoc?-zapytała dziewczyna unosząc brew.
-Błagam-powiedział proszącym tonem, oczywiście udawanym
Wpuściła go do środka mieszkania. Chłopak westchnął głęboko i podrapał się w kark.
-Chciałem Cię przeprosić za to całe dzisiejsze zdarzenie, które wydarzyło się między nami - powiedział
Dziewczyna nie wyglądała jednak na przekonaną jego słowami. No cóż Damien od zawsze był perfidnym kłamcą. Spojrzał jej głęboko w niebieskie według niego zachwycające oczy.
-Ja nie kłamię - powiedział ze stoickim spokojem
Dziewczyna wyglądała na teraz bardziej przekonaną niż przed momentem. Nagle rozległ się dźwięk syren policyjnych, a z megafonu rozległ się głos:
-Wiemy, że tam jesteś Damienie! Proszę wyjść z rękami na karku!
Chłopak nerwowo rozejrzał się po pokoju. Po chwili zauważył schody na wyższe piętro, a po chwili już po nich wbiegał. Na owym piętrze było okno, a po drugiej stronie w ogóle nie było policji. Damien zaczął cicho je otwierać, by nikt go nie usłyszał. Gdy już otworzył wyskoczył z niego i skierował się do motoru, który właśnie tam zostawił. Kask rzucił na ziemię, nie było na to czasu. Po chwili zjawiła się dziewczyna i siadła na tyle motoru. Chłopakowi to nie przeszkadzało, byleby zwiać. Zapalił silnik i ruszył z piskiem opon. Jednak na przeszkodzie stali im policjanci, którzy rozpoczęli ogień. Chłopak wyjął z kieszeni pistolet i zaczął strzelać nie chybiając. Jednak ich pojawiało się coraz więcej i więcej. Po chwili Damien zauważył mini rampę skąd mogli wyjechać z pobojowiska.
-Trzymaj się... - mruknął do dziewczyny, a po chwili już byli w powietrzu
Po godzinie byli daleko od miejsca zdarzenia, jednakże glina wciąż ich goniła. Po paru mylącyh skrętach w uliczki ich zgubili. Damien obrał kurs jako jego dom. Może to nienajlepsze miejsce dla niej, ale nie ma innego. Po wjechaniu za bramę i schowaniu pojazdu do garażu, wparowali do jego mieszkania.
-A oto i ma nora - powiedział chłopak rzucając kluczyki do motoru na komodę w przedpokoju
-Masz dużo lepszy dom ode mnie... - powiedziała dziewczyna rozglądając się wokoło
Chłopak uśmiechnął się pod nosem. Po chwili zjawił się Nero, który na śliskiej podłodze stracił równowagę i wywalił się. Damien zaśmiał się cicho na widok wilka. Kiedy zdjął buty, gestem pokazał Cheryl aby za nim szła. Po chwili otworzył drzwi i zapalił światło, a oczom ukazała się sypialnia, gdzie dominował biel z niebieskim.
-Tu będziesz jak na razie spać. - powiedział chłopak wzdychając - Niedługo pójdziesz sobie na zakupy to coś kupisz sobie... A w szafie masz też ubrania. Do jutra - zamknął drzwi sypialni, gdy dziewczyna już tam była i rozglądała się po pokoju

Cher? Masz gościnę u mnie

Od Mixi c.d: Jana

- Dziękuję... - powiedziałam lekko się rumieniąc. - Za to, że mi pomogłeś, bo nie wiem co by się stało gdyby nie ty...
- Nie ma sprawy... Przecież bym cię tam nie zostawił...
- Mam tylko takie pytanie...
- Tak?
- Robiłam albo mówiłam wczoraj coś dziwnego? Bo po pijaku jestem zdolna do wszystkiego - zaśmiałam się.
Chłopak spuścił wzrok. Czyli jednak coś zrobiłam.
- Co to było takiego? - zapytałam. - Bardzo głupie to było?
- Jesteś pewna, że chcesz to wiedzieć?
Skinęłam głową, że chce.

Janie? Tobie pozostawiam wymyślenie odpałów Mixi po pijaku.

Od Bryce'a do: Wendy

Szedłem ciemną ulicą lekko się zataczając. Nigdy więcej tyle alkocholu na imprezach. Nie no... Może trochę mniej. Nagle do moich uszu doszedł odgłos kroków. Wyjaśniłem to sobie jako pijacki wymysł. Niestety, chwilę później zza rogu wyłonił się człowiek ubrany w czarny strój dzierżąc nóż w swej ręce. Tak, to idealny moment by pokazać jaki ze mnie macho. Ruszyłem w stronę oprawcy, już miałem się na niego rzucić kiedy... Zaczął śpiewać "New Divide"...
Otworzyłem oczy i wyłączyłem budzik (tak, to właśnie była piosenka śpiewana przez zabójcę). Przeszedłem do codziennej rutyny. Umyłem się, uczesałem, ubrałem. Wyszedłem z mieszkania. Spokojnie spacery, trochę to do mnie niepodobne... Nagle moim oczom ukazała się sylwetka smukłej, czerwonowłosej dziewczyny. Poprawiłem włosy, strzepnąłem niewidzialne pyłki z rękawa i ruszyłem na "dziki podryw". Podszedłem od tyłu, ale uznałem, że nie chce mi się czekać, więc zaciągnąłem ją w ciemną uliczkę i zgwałciłem.



Wendy? Łosiu xd to był twój pomysł k?

Od Hope c.d: Blase

Czas, który spędzałam z chłopakiem pędził nie ubłaganie. Dopiero co się u niego zjawiliśmy, a już kładliśmy się do łóżek. Naprawdę każda chwila była niesamowita.
Przy sobie nie czuliśmy żadnego skrępowania, wstydu czy też tam innych uczuć, na które w związkach nie powinno być miejsca.
Wyznanie chłopaka nieco mnie zaskoczyło, jednak było całkowicie przeurocze. Serce zabiło mi mocniej, podświadomość skakała z radości energicznie klaskając w dłonie.
- Ja Ciebie też kocham - wymruczałam i się w niego wtuliłam. - Mówiłam Ci, że niesamowicie pachniesz?
- Nie przypominam sobie.
- No to w takim razie Ci mówię. Ani mi się waż perfum zmieniać. - powiedziałam stanowczym tonem i złączyłam nasze usta w pocałunku.
- Sądzę, że akurat to da się zrobić.
Leżeliśmy tak wtuleni w siebie przez pewien czas, aż Blase nie przerwał naszej błogiej ciszy
- To jaki plan na jutro ?
- Z rana mam zamiar cieszyć się Tobą, a po południu tak na oko po lekcjach muszę wrócić do domu - westchnęłam, najchętniej zostałabym u niego na zawsze. Nie musiałbym wtedy męczyć się z ojcem.
- A w weekend się widzimy, słońce ?
- Jasne, jeżeli nie byłby to problem to mógłbyś po mnie przyjechać ? I gdzie byśmy pojechali, co? - powiedziałam rozmarzonym tonem...

< Blase? Dla Ciebie do opisania  jutrzejszy dzień do południa a potem ja i tatuś ;o :x >

Od Liona c.d: Layla

Kiedy odzyskałem przytomność nie dość, że obudziłem się nie wiadomo gdzie to jeszcze nie miałem na sobie koszulki. Kurdebele, no i co tutaj człowiek ma sobie pomyśleć ?
Może padł ofiarą gangu pedałów, którzy mają zamiar zaraz dobrać mu się do dupska...A może wzięli go pociachali i opylili jedną nerkę za gruby hajs, z którego ani grosza nie dostaniesz, bo to pieprzone snoby... W dzisiejszych czasach to już normalnie nie wiadomo czego się spodziewać.
...yyy? Chyba coś stało mi się z głową...
... Ah, no tak głowa, straszliwie mnie boli... 
Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że nie jestem w pokoju sam, obok mojego mało wygodnego łóżka stała jakaś fajna pani w białym fartuszku. Podobnie ubierała się moja babcia jak robiła pierogi... Nie no taki żarcik nie wiem jak wyglądała moja babcia.
Kobieta zadała pytanie o moje samopoczucie i wspomniała, że to od tego zależy czy dostanę wypis czy też nie. Wiadomo zatem jakiej udzielę odpowiedzi.
- Czuje się wspaniale. - kiwnąłem głową, w której aż zahuczało .
- Na pewno ? - pani doktor ściągnęła podejrzliwie brwi.
- Ależ jak najbardziej !- wykrzyknąłem.
Taa... kłamanie otóż to, to moja zdecydowanie mocna strona, może powinienem zostać politykiem ? Hm... niezły hajs by za to poleciał...
Dobra, tak prawdę mówiąc czuje się fatalnie, głowa mnie boli, ręki prawie nie czuje - swoją drogą to ciekawe dlaczego - ano i za cholerę nic nie pamiętam. Nic, a nic. Na dobrą sprawę nie wiem nawet jak się nazywam, a tym bardziej gdzie mieszkam... Czy ja w ogóle mam mieszkanie?
- To jak mogę wyjść ? Nic mnie nie boli, jestem cały. Ten magiczny płyn, który płynie przez tą rurkę postawił mnie zdecydowanie na nogi. - zapewniłem i wstałem szykując się do wyjścia dbając o to by kobitka niczego się nie domyśliła.

< Layla? >

Od Ashley c.d: Adrian

Jechałam do miasta nie wiem jak chłopak gdzie go wysadzić i wogóle. Czekałam tylko aż chłopak powie co w stylu "To tutaj". Na światłach zatrzymałam się i spojrzałam na chłopakaktóry patrzył za okno. Uśmiechnęłam się lecz tą lekko przyjazną chwilę przerwał klakson samochodu za mną. Nieświadoma że jakiś czas temu zapaliło się zielone światło ruszyłam z piskiem opon. Zajechałam po drodze na stację benzynową i nagle podszedł przystojny brunet. Powiedziałam mu za ile ma zatankować i czekałam. Skończył i podszedł do mnie lekko oparłam się o samochód wyciągnęłam portfel gdy poczułam wędrującą rękę po moim ciele. Spojrzałam się na chłopaka a następnie na tego w samochodzie. Mrukną mi coś do ucha w stylu że nie muszę płacić ale żebym się mu dała... Co za kretyn! Odepchnęłam go uderzając w twarz i wsiadając do samochodu odjechałam. Zaparkowałam po chwili przy galerii.
- Gdzie mam Cię wysadzić? - spytałam
'
Adrian?

Od Cheryl c.d: Damiena

Ogarnęła mnie fala złości. Byłam wściekła. Najpierw stałam w miejscu. Nie potrafiłam się ruszyć. Wreszcie stanowczym krokiem poszłam przed siebie. Chwyciłam chłopaka za ramię i "odwróciłam w moją stronę"
-Co ty sobie kretynie myślisz?!-wrzasnęłam.
-Co?-zapytał lekko zdziwiony.
-Ratuję ci dupę przecież!
-W jakim sensie?
-Kur*a! Przecież mogę zadzwonić na policję i cię idioto wydać!
-Nie zrobisz tego...
-No w tej chwili nie bo ukradłeś mój telefon-warknęłam wyrywając zdezorientowanemu chłopakowi mój telefon z ręki.
-Proszę...Nie-powiedział. Nie był już taki pewny siebie.
-Potraktowałeś mnie jak...Ech...Szkoda mi czasu na rozmowę z tobą-odpowiedziałam i poszłam do swojego domu.

****

Był wieczór. Przeglądałam coś na komórce gdy nagle trafiłam na wiadomości
"Z OSTATNIEJ CHWILI POSZUKIWANY ZŁODZIEJ DIAMENTÓW! JEŚLI GO WIDZIAŁEŚ NATYCHMIAST POINFORMUJ POLICJĘ!" do tego artykułu było dołączone zdjęcie Damiena.
"O fuck" pomyślałam. Jakieś piętnaście minut po tym usłyszałam pukanie do drzwi. W progu stał Damien.
-Proszę pomóż-powiedział przerażony.
-Najpierw traktujesz mnie jak traktujesz, później kradniesz mój telefon a teraz prosisz mnie o pomoc?-zapytałam unosząc brew.
-Błagam-powiedział proszącym tonem. Wpuściłam go.

<Damien?>

Nowy!

Levi Désiré
Witamy! (:

Od Adriana c.d: Ashley

Poklepała mnie po twarzy śmiejąc się przy tym, a ja wykorzystałem jej nieuwagę i musnąłem jej wargi, gdy to zrobiłem odsunąłem się i przeszedłem na drugą stronę samochodu. Dziewczyna stała zszokowana, a ja oznajmiłem.
- To co podwieziesz mnie, czy będę musiał wlec się pieszo? - odwróciła się i jakby nie wiedziala co powiedzieć , dopiero po chwili dotarło do niej co powiedziałem.
- Tak... Tak wskakuj. - i wślizgnąłem się do jej wozu, a ona usiadła na miejscu kierowcy.
Przez cały czas milczała, a ja w duchu przybiłem sobie piątkę, wiedziałem, że zareaguje w ten sposób.

Ash?

Od Damiena c.d: Cheryl

Dziewczyna patrzyła na Damiena wzrokiem zawodowego mordercy, jednak chłopak pozostawał niewzruszony. Interesowała go jedna rzecz, a mianowicie... ta dziewczyna się nim martwiła i to było po niej widać.
-No tego się po Tobie nie spodziewałem - powiedział uśmiechając się leciutko - Myślałem, że jesteś super duper badass i w ogóle...
-No cóż pozory mylą i... - powiedziała nie kończąc zdania
-I? - powtórzył po niej chłopak
Dziewczyna spuściła wzrok i zaczęła bawić się pasmem włosów. Damien wiedział, że ogarnia ją zdenerwowanie, jednak Damien udawał, że nie wie. Dziewczyna westchnęła cichutko i spojrzała w jego oczy.
-I martwię się o Ciebie - powiedziała drżącym głosem ze zdenerwowania
Damiena przez chwilę zatkało, ale po chwili ogarnęła go fala niekontrolowanego śmiechu. Można rzec, że dostał głupawki stulecia. Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona, jednak potem jej wyraz zmienił się na rozwścieczony.
-JAK MOŻESZ SIĘ ŚMIAĆ!! - wrzasnęła
-No cóż, jeżeli myślałaś, że jestem milusi i w ogóle sram słodkością to się pomyliłaś.. - powiedział szorstko chłopak - A teraz przepraszam, ale muszę iść...
Chłopak wpakował resztę biżuterii do kieszeni, a przy okazji ukradł smartfona, który leżał na meblu, po czym wyszedł z "mieszkania" trzaskając drzwiami. Ciekawe czy dziewczyna skapnie się, że ukradł jej telefon.

<Cheryl?>

Odchodzą!


Lunaris LaLaurie

Bastien Falco
Powód: Decyzja właściciela
Dziękujemy Wam (:

Od Liona c.d: Jenny

Od kiedy namieszało nam się z Octavią, postanowiłem coś ze sobą zrobić. Nie miałem zamiaru tego zapijać, choć była to dość optymistyczna wersja. No dobra, dobra trochę piłem... w sumie nie wiem uh, nie ważne.
Tylko, że przecież nie znajdę jakiegoś super zatrudnienia od zaraz, zatem poszukiwałem czegoś na swoim poziomie. Udało mi się znaleźć kilka ofert, jedną, która polegałaby na roznoszeniu ulotek, następna jako zmywak w kuchni i parę innych równie beznadziejnych jak te wymienione. A, no własnie i jeszcze fucha jako kelner w jakimś nowym lokalu, który oferuje zagraniczne jedzenie, bla bla bla przy czym plusem było to, że każdemu pracownikowi przysługuje dziennie jeden darmowy posiłek.
Kurcze nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, nie ? Szczerze przyznam, że nawet mi się to wszystko uśmiechało, bo w domu nie musiałbym nic ale to nic robić.
Zgłosiłem swoją kandydaturę i nazajutrz tak jak wszyscy stawiłem się na miejscu. Mieliśmy podobierać się w pary i każda z płci miala określone zadanie. Matko jedyna co za denny pomysł, ah no tak to zagraniczna buda, a takie maniery tam panują. Oczywiście sprowadźmy to wszystko do nas.
Dziewczyna, z którą miałem współpracować nie powiem brzydka nie była, ale to nie był dzień, w którym miałbym ochotę pogrywać z jakąkolwiek laską, nawet z miss świata w jakiekolwiek gierki.
Rzuciłem żartem uwagę o byciu punktualnym, jednak dziewczyna chyba potraktowała ją serio, tak naprawdę mam ostro wyrąbane czy będzie się spóźniać czy też nie, im ona później przyjdzie tym później zaczniemy pracować, a i tak to ją wyleją a nie mnie. Więc mi to tam rybcia, dosłownie.
Chcąc nie chcąc doszedłem do wniosku, że nie warto drzeć z nią kotów kotów, a współpracować w miarę przyjaznych stosunkach więc po zebraniu zaprosiłem ją na kawę. Zgodziła się, a więc skierowaliśmy się do okolicznej kafejki i złożyliśmy zamówienie.
- Skąd pomysł na taką pracę? - zaczęła.
- Szczerze? To nie było nic innego, a że możemy za darmo zjeść to mi na rękę. - wzruszyłem obojętnie ramionami, przecież jestem mężczyzną, logiczne, że moje miejsce nie jest w kuchni. Dziewczyny mają mniejsze stopy, własnie po to by stać bliżej zlewu czy też kuchenki, a więc to miejsce przeznaczone dla płci pięknej... Płeć piękna... nad tym bym się zastanowił, bo od minuty patrzę w okno, a zdążyło w ten czas przemknąć ulicą dziesięć dam o budowie zapaśniczek sumo. Kurwa, masakra co to się z tą ludzkością dzieje.
- Weź mi powiedz... - potrząsnąłem lekko głową i skierowałem wzrok z powrotem na moją rozmówczynie, która wyraźnie była ciekawa co tak zajęło moje myśli. - Jak to jest, że niektóre kobiety tak o siebie nie dbają ?


< Jenny? Przemyślenia egzystencjalne, lvl hard xd >

Od Ashley c.d: Adrian

Spojrzałam na niego śmiejąc się.
- Dziwny jesteś dlatego zaczynam Cię lubić - oznajmiłam
- Nie znasz mnie - powiedział
- Ale przyznam że nie, ale nie jesteś najbrzydszy czyli nie muszę się wstydzić z Tobą pokazać - oznajmiłam
Przysunęłam chłopaka do siebie patrząc mu w oczy. Lekko go poklepałam ręką po policzku śmiejąc się przy tym.


Adrian? Brak weny ogarnia ;-;

Od Gabriela i Schuyler c.d: Mixi

Gdy dziewczyna powiedziała, że nie wiemy jak to jest, gdy ktoś nas bije dzień w dzień, za wszystko i za nic, przyznaję byłem trochę zły.
- Powinnam już iśc... - odparła dziewczyna i odwrociła się.
- Wiemy jak to jest Mixi... - szepnęła Schuyler. Pierwszy raz zwróciła się do niej po imieniu.
Mixi również zdziwiona tym faktem odwróciła się i spojrzała w oczy mojej siostry. Wtedy zrobiła coś niespodziewanego... Przytuliła Shy, ale ona nie przyzwyczajona do jakichkolwiek czułych gestów stała niczym słup. Mixi płakała, a ja zdziwiony rozwojem akcji padłem ciężko na ławkę. Nikt nic nie mówił, a dziewczyna dalej przytulała Schuyler.

Mixi?

Od Jana c.d: Mixi

- Po tych kilku drinkach, chciałaś już iść. Ale nie wiedziałem gdzie mieszkasz, a samej bym ciebie nie puścił, więc zabrałem cię do mnie i zasnęłaś na kanapie.
Powiedziałem. Dziewczyna chwilę była zamyślona.
- Chcesz coś pić?
Spytałem. Ona kiwnęła głową. Przyniosłem jej, jak i sobie kawę. Usiadłem obok niej i zaczęliśmy pić.
- Chcesz coś jeszcze?
Spytałem.
- Nie...jakoś nie czuję się za dobrze..
- Możesz zostać ile chcesz..
Mruknąłem, odkładając do kuchni puste kubki po kawie.

Mixi? A Pani odpisze?

Od Adriana c.d: Ashley

- Idziesz? - powtórzyła dziewczyna opierając się o samochód. Zmierzyłem ją i powiedziałem kokieteryjnie.
- A co byś chciała w zamian? - a ona zdziwiona, po chwili zaczęła się śmiać. Ja też się śmiałem. Gdy już się uspokoiliśmy dodałem. - Mogę coś zaproponować? - zacząłem się do niej powoli zbliżać, a ona ani drgnęła. Byłem coraz bliżej i bliżej, aż w końcu przycisnąłem ją lekko do porche. Odgarnąłem jej kosmyk z twarzy. - To co gotowa na moją zapłatę? - Lekko zaszokowana skinęła lekko głową. Zbliżyłem twarz jak do pocałunku, ale zamiast ją pocałować liznąłem jej twarz od brody do skroni, a ona zaśmiała się szczerze, odsunąłem się i również się zaśmiewłem.

As?

Od Schuyler c.d: Robina


- Czego chcesz? - spytał gdy pociągnęłam go za koszulę, spojrzał mi prosto w oczy. Jej nie zauważyłam, że jest taki przystojny... Zaraz, co? Czy ja właśnie stoję trzymając go za koszulę i patrzę się w jego zadziwiająco ładne błękitne oczy niczym kot ze shreka? Gdy próbowałam coś powiedzieć poruszałam tylko ustami, z których nie wydobył się żaden dźwięk. Chłopak na to dodał. - No co teraz już nie jesteś taka mądra? - wróciłam na ziemię, odepchnęłam go od siebie co razczej nie poskutkowało, bo moja twarz była na wysokości jego torsu.
- Nie ważne. - warknęłam i pociągnęłam wilczycę w stronę, z której przyszłyśmy.

★★★

Późnym wieczorem dalej byłam wzburzona incydentem z przystojnym chłopakiem. Więc trzeba się odstresować. Zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam do klubu o nazwie Miasto Aniołów ( Los Angeles ). Usiadłam przy barze, byłam ubrana w czarną sukienkę i buty na koturnie.



Tak że większość mężczyzn z modelingu, bo tu ich wszystkich głównie ciągnie, oglądali się tak bardzo, że mogłoby się wydawać, iż mają jakąś wadę kręgosłupa.
- Co dla ciebie? - spytał barman, wiedziałm jak ma na imię, bo jestem tu nie pierwszy raz. - To co zawsze?
- Nie. Dzisiaj poproszę coś mocniejszego. - Gdy mężczyzna odchodził po trunek dodałam. - Tylko żeby to nie był jeden z twoich eksperymentów, Luke. - a barman zaśmiał się jakbym powiedziała coś strasznie śmiesznego i przytaknął głową. Po chwili wrócił trzymając kieliszek do martini z jakimś płynem niewiadomego pochodzenia. I tak do późnej nocy popijałam trunek.
- Chyba już masz dość Schuyler. - Powiedział Luke i dodał. - Kończę właśnie zmianę, zadzwonić ci po taksówkę?
- Masz rację już dość. Nie nie musisz niedaleko mi do domu. - odparłam i zeszłam ze stołka, lekko się zachwiałam, ale szybko wróciłam do pionu. - Dziękuję, Luke. Miłej nocy. - I wyszłam chwiejnym krokiem z klubu. Na moje nieszczęście natknęłam się na tego chłopaka.
- Kogo ja tu widzę. - odparł, a ja skrzywiłam się mimowolnie.
- Spadaj. - powiedziałam siląc się na to aby moja odpowiedź była zrozumiała, ale on nie zrobił tego czego się spodziewałam nie próbował mi dociąć. Poczułam mrowienie w brzuchu i odwróciłam sie szybko i zwróciłam połowę alkoholu, który tej nocy wypiłam. Poczułam, że czyjeś silne ręce odgarniają i przytrzymują moje włosy.
- Schlałaś sie? - spytał nieznajomy.
- Nie twój interes. - wysapałam między spazmami, a on wyciągnął z mojej torebki chusteczki i podał mi jedną, wytarłam nią twarz i odwróciłam się do niego twarzą, musiałam wyglądać tragicznie, więc na domiar złego zaczęły mi spływać łzy po policzkach. Cała moja pozycja legła w gruzach, pomyślałam, a chłopak zdziwił się moją reakcją.

Robin?

Od Robina c.d: Schulyer

Chciało mi się śmiać. Nie umie się lepiej odciąć?
- Słuchaj lepiej stąd spadaj. Nie mogę słuchać takich słabych docinek. Śmiać mi się chce.
Na potwierdzenie głośno się zaśmiałem co wkurzyło dziewczynę. Zapiąłem smycz na obroży Shadow'a. Pies chciał już iść, bo przestraszył się nieco dziewczyny. Pociągnął mocno do przodu a ja też za nim zacząłem iść, ale dziewczyna złapała mnie za koszule. Zatrzymałem się i spojrzałem groźnie prosto w niebieskie oczy dziewczyny.
- Czego chcesz?

( Schulyer? )

Od Mixi c.d: Schulyer i Gabriela

- A myślicie, że ja miałam normalną rodzinę?! Normalne życie?! - w końcu nie wytrzymałam i zaczęłam krzyczeć. - Nie! Wcale nie miałam lepiej od was jeśli tak myślicie. Nie chcę robić z siebie pokrzywdzonej istotki, ale w takim wypadku wy też ich z siebie nie róbcie! Wy przynajmniej nie musieliście każdego dnia zastanawiać się jak mocno dzisiaj was uderzą i czy zostanie ślad, a jeśli zostanie to jak go ukryć!
W kącikach moich oczu pojawiły się łzy. Łzy bezsilności i współczucia dla tej małej dziewczynki chowającej się przed niańką. Uniosłam głowę i spojrzałam im prosto w oczy.
- Nie znając mojej historii próbowaliście mi wmówić, że granie zamiast szkoły to tortura, ale czy was ktoś kiedykolwiek uderzył? Nawet jeśli to na pewno nie byliście bici codziennie i za każdy najmniejszy błąd! - zaczęłam zanosić się płaczem.
Patrzyli na mnie zaskoczeni.
- No cóż... To ja się przyczepiłam do was, a teraz jeszcze głoszę wam wykłady. Myślę, że powinnam już iść... - wyszeptałam przez łzy. Odwróciłam się z zamiarem odejścia.

Schulyer? Gabriel?

Od Mixi c.d: Jana

Po tym drinku wypiliśmy kolejnego. I jeszcze jednego. Gdzieś tak po czwartym zaczęło mi się kręcić w głowie.
- Mi już chyba wystarczy... - powiedziałam, gdy chłopak chciał zamówić kolejnego drinka.
- No weź ze mną wypij... Ostatniego...
- No dobra... - zgodziłam się, chociaż wiedziałam, że to nie najlepszy pomysł.
Po chwili stal przede mną kieliszek niebieskiego płynu. Rozmawialiśmy pijąc.

♦♦♦

Obudziłam się. Leżałam na jakiejś kanapie. W głowie mi szumiało. Próbowałam sobie przypomnieć jak się tu znalazłam, ale jedyną rzeczą jaką pamiętałam było to, że siedziałam w barze i piłam drinki. Po chwili zobaczyłam tego chłopaka z wczoraj.. Jak mu tam było? Jaś! O właśnie!
- Jak się tu znalazłam? - zdołałam zapytać.

Dokończy pan?

Od Ashley c.d: Adrian

Od Ashley cd Adrian
Spojrzałam się na milczoncego chłopaka.
- No aż taka zła to ja nie jestem - oznajmiłam
- Bo Ci uwierzę - zaśmiał się
Popatrzyłam się mu w oczy uśmiechając się lekko i zchodząc po schodkach.
- Gdzie się wybierasz? - spytałam
- A po co Ci to wiedzieć?
- Jak sobie chcesz ale na pewno nie chcesz jechać ze mną? - zdziwiłam się
Otworzyłam drzwi do porche i oparłam się o wejście.
- Idziesz? - powtórzyłam

Adrian?

Od Cher c.d:Damiena

Było mi trochę głupio... Znaczy...Ugh...Niby go trochę polubiłam
-Ja..ja? Skądże znowu-powiedziałam lekko zmieszana.
-Jesteś pewna?-zapytał i cicho się zaśmiał. Zbił mnie z tropu. Mam kłamać czy jednak mówić prawdę? Fuck.
-Po prostu jak cię złapią to złapią też mnie-odpowiedziałam. Fuck. I tak moje kłamstwo wyjdzie na jaw.
-Tylko o to chodzi?-chłopak dalej wciągał mnie w swoją "grę". Popatrzyłam mu w oczy chłodnym spojrzeniem
-Tylko
-W takim razie zostanę-odpowiedział.
-Proszę cię bardzo...-niby trochę się cieszyłam. Chyba go polubiłam. Chyba.
-Ale dalej ci nie wierzę, że chodzi tylko o to...
-O co?
-O to żeby cię nie złapali. Kłamiesz.-powiedział,
-Ja?...Ja znaczy...Ja...-miałam ochotę zabić chłopaka. Ugh. Ale to ja zawiniłam. FUCK.

<Damien? Sorka, że krótkie muszę iść na basen ;-;>


Od Damiena .cd: Cheryl

Damien podszedł do czegoś co z wyglądu choć trochę przypominał stół, a z kieszeni wydłubał swoje zdobycze i wysypał je na mebel. Były tam złote zegarki, srebrne kolczyki i bransoletki... czyli wszystko co bogaci uwielbiają, a zwłaszcza kobitki. Dziewczyny oglądała to wszystko jak zaczarowana. Oglądała biżuterię damską, lecz Damien zauważył że szczególnie przygląda się srebrnej bransoletce ze złotymi zdobieniami. Chłopak westchnął cicho i niezauważalnie przewrócił oczami.
-Jak chcesz to sobie weź... - mruknął
-Poważnie?! - powiedziała uradowana odwracając się do Damiena przodem
-Na tej bransoletce mi nie zależy... weź sobie... - powiedział leciutko unosząc kąciki ust
Dziewczyna z uśmiechem ujęła upragnioną biżuterię w palce, a następnie założyła na nadgarstek. Przyglądała się jej z uwagą uśmiechając się szeroko.
-A tak przy okazji... mieszkam na odludziu i nikt nie wie, gdzie mieszkam... - powiedział chłodno Damien - Tylko ja wiem, gdzie to jest
Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona, ale po chwili spoważniała.
-Możliwe... - odparła
-Dobra, to ja pójdę do mej nory... - westchnął zbierając z mebla skradzioną biżuterię
-NIE! - krzyknęła dziewczyna - A jak Ci się coś stanie? To znaczy...
Damien spojrzał na nią z ukosa i uśmiechnął się tajemniczo.
-Martwisz się?

<Cheryl?>

Od Ashley c.d:Adriana

Spojrzałam się na milczącego chłopaka.
- No aż taka zła to ja nie jestem - oznajmiłam
- Bo Ci uwierzę - zaśmiał się
Popatrzyłam się mu w oczy uśmiechając się lekko i zchodząc po schodkach.
- Gdzie się wybierasz? - spytałam
- A po co Ci to wiedzieć?
- Jak sobie chcesz ale na pewno nie chcesz jechać ze mną? - zdziwiłam się
Otworzyłam drzwi do porche i oparłam się o wejście.
- Idziesz? - powtórzyłam
Adrian?

Od Cheryl c.d: Damiena

Widok był powalający. "Oj będzie z tego pieniędzy..." pomyślałam.
-Jak ty to ukradłeś?
-Normalnie-wzruszył ramionami.
-Ale jak normalnie?-zapytałam poirytowana-Nie złapali cię?
-No jak widzisz próbowali-odparł. 
-I teraz zamierzasz się tak ukrywać przed glinami rozumiem?
-No chyba nie mam innego wyjścia. No i niestety ty też musisz?
-Jak to ja?-syknęłam.
-Biegłaś ze mną. Pomyślą, że mi pomagałaś.
-Zawsze mogę iść na policję i cię wydać
-Nie zrobisz tego
-Chcesz się przekonać?-zapytałam wyciągając skręta z kieszeni. Zapaliłam go.
-Może mnie tak poczęstujesz?
-Mam marnować moje skręty?
-Oddanie mi jednego nie jest marnowaniem-powiedział. Podałam mu. Przez chwilę siedzieliśmy i paliliśmy w milczeniu
-A tak w ogóle gdzie zamierzasz się udać? 
-No do domu...A gdzie?
-Aha..I mam rozumieć, że chcesz się łaskawie oddać w ręce policji?-zapytałam unosząc brwi. Chłopak dziwnie na mnie popatrzył
-Czemu?
-Myślisz, że nie wiedzą gdzie mieszkasz?-zaśmiałam się.
-W takim razie gdzie mam iść?
-Ostatecznie mogę ci pozwolić zostać chwilę u mnie-powiedziałam.
-No to prowadź-odparł. Ruszyliśmy. Po pół godzinie doszliśmy do mojego starego walącego się domu.-W takim czymś można "mieszkać"?
-Ja mieszkam i jakoś żyję-prychnęłam.-Zawsze możesz wrócić do siebie...Ale niestety nie będziesz tam zbyt długo. Twoim domem stanie się cela.
Chłopak przewrócił oczami i wszedł za mną.
-Chcesz zobaczyć resztę moich "znalezisk"?-zapytał.
-Ostatecznie-rzuciłam udając "obojętną".

<Damien?>

Od Damiena c.d: Cheryl

Damien zmierzył ją pogardliwym wzrokiem pociągając papierosa. Jakaż to szkoda, że przy jego nodze nie siedział wilk szczerzący kły na dziewczynę. Mógłby wtedy ją poszczuć wilkiem i wybuchnąć śmiechem widząc jak cierpi z bólu.
-Wiesz ślepy nie jestem.... - mruknął do dziewczyny
Dziewczyna zignorowała go i tylko zaciągnęła szary dym powoli wypuszczając go z ust. Chłopak tylko na nią spojrzał mrużąc swe oczy. Chłopak spojrzał na ulicę niby od niechcenia, jednakże upewniał się, że nie ma w pobliżu gliny. Jednak.. cóż... los chciał by się pojawiła... z dupy.
-Nosz kur*a mać... - zaklął pod nosem chłopak rzucając pod nogę papierosa przygniatając go
-Co się stało? - spytała zaskoczona dziewczyna spoglądając na Damiena
-Glina.. to się stało! - odparł podenerwowany
Bez zapowiedzi złapał dziewczynę za rękę, powodując że upuściła peta na ziemię.
-Hej pusz... - nie dokończyła, bo napotkał ją zdenerwowany wzrok. Zrozumiała, że to nie przelewki.
Na nieszczęście chłopaka policja zauważyła chłopaka i z piskiem opon ruszyli za nimi. Ścigani przepychali się przez tłumy przechodniów, którzy utrudniali im ucieczkę. Po chwili skręcili w najbliższą, ciemną uliczkę, jednak policjantów to nie zraziło i skręcili za nimi. Chłopak syknął do siebie wymyślając szybko jakiś plan ucieczki, jednak nic mu nie przychodziło do głowy. Damien odwrócił głowę. Samochód stróżów prawa jechał coraz szybciej, jakby miał zaraz na nich wjechać. Chłopak musiał myśleć szybciej. Skręcili w kolejną uliczkę, jednakże tym razem był to kozi róg. Chłopak rozejrzał się nerwowo dookoła siebie. Jedyną drogą ucieczki były drabinki na dach, które były złożone, a Damien nie miał czasu na ich rozkładanie. Odwrócił się za siebie. Glina powoli do nich podjeżdżała. Chłopak z dłoni ułożył koszyczek, a wzrokiem ponaglił dziewczynę by się wybiła. Bez protestu dziewczyna wybiła się i podciągnęła, a następnie zaczęła biec na dach. Chłopak z wyskoku zrobił to samo i cudem uniknął naboju, który leciał w stronę jego nogi. Kiedy tylko znalazł się na dachu gestem dłoni pokazał by dziewczyna za nim biegła. Po pół godzinie byli daleko od miejsca zdarzenia.
-Co przeskrobałeś, że uciekałeś przed psami? - zagadnęła nagle dziewczyna
-Ukradłem coś.. bardzo wartościowego.. - odparł beztrosko chłopak
Dziewczyna uniosła zaciekawiona jedną brew. Chłopak pogrzebał w kieszeni spodni i wyjął garstkę biżuterii.
-W drugiej mam więcej - powiedział

<Cheryl? Co powiesz na widok złodzieja? :D )

Nowi ~!

Powitajmy Wendy Smith & Bryce'a  Adamsa

Od Schuyler i Gabriela c.d: Mixi


Nam się lepiej powodzi, oj chciałabym. Przeniosłam wzrok na dziewczynę, a ona drgnęła.
- Na to co ty nazywasz bogactwem my musieliśmy oddać normalne życie. Myślisz, że dobrze jest mieć dużo kasy i znajomości, owszem, ale do czasu. - Zaczęłam prezentować jej świat z naszego punktu widzenia, a ona słuchała z opuszczoną głową. - Myślisz, że zaznaliśmy kiedykolwiek miłości? Ciepła rodzinnego? - spytałam, a ona nie zareagowała. - Nie! - tym razem krzyknęłam. - Nie, nic z tego nigdy nie otrzymaliśmy. - dodałam spokojniej i w tym momencie Gabriel "przejął pałeczkę" widząc mój wyraz twarzy.
- Przepraszam za nią. Ona... My po prostu nie wiem jak to było mieć w miarę normalną rodzinę. Co z tego, że mamy kasy od groma i co z tego że znamy masę ludzi jak tak naprawdę nie mamy nic... - przerwał i uścisnął moje ramię. - Powinnaś usiąść. - szepnął mi do ucha i tak też zrobiłam. Dziewczyna chciała coś powiedzieć, jej usta się poruszały jednakże nie wydobywał się z nich ani jeden dźwięk.

Mixi?

Od Adriana c.d: Ashley

Dziewczyna próbowała mi dogryźć, ale marnie jej szło. Zaproponowała mi podwózkę.
- Hmm... niech się zastanowię... Nie? Bo chcę jeszcze pożyć.
- Myślisz, że jestem aż tak zła? - oburzyła się dziewczyna i skrzyżowała dłonie na piersiach.
- Oczywiście, że nie, ale po tym jak wczoraj mnie potraktowałaś wnioskuję, że nie za bardzo mnie lubisz, a tym bardziej mojego auta. - staliśmy w ciszy, zmierzyłem ją od stóp do głów, dziś też wyglądała całkiem nieźle. Czekałem na jakąkolwiek reakcję z jej strony, ale ona stała zacięcie i milczała.

Ash?

Od Jana c.d: Mixi

- Jan. Ale mów Jaś.
Uśmiechnąłem się. Dziewczyna odwzajmniła to. Widziałem, że jest trochę.. Nieśmiała.
- Zatańczysz?
Uśmiechnąłem się. Ona się rozejrzała.
- W sumie... Ok.
Poszliśmy na parkiet. Tańczyliśmy trochę. W końcu byliśmy zmęczeni. Usiedliśmy koło baru, przy stoliku. Zamówiłem 2 drinki. Czekając na nie, trochę z Mixi rozmawiałem. Ona zdawała się coraz bardziej rozluźniać.
- Proszę.
Kelnerka podała nam drinki.
- Dziękuję.
Powiedziałem niemal równocześnie z Mixi. Zaczęliśmy pić.

Panno Mixi?