Roześmiałam się głośno.
- W takim razie zaraz sprawdzę wszystko - stwierdziłam, wstając i kiwając na chłopaka, by poszedł za mną na parkiet, więc ten posłał mi zdumione spojrzenie, a ja nie patrząc na to, złapałam go za rękę.
- Bezpośredniość widzę u Ciebie na pierwszym miejscu - stwierdził rozbawiony, a ja wzruszyłam ramionami,
- Oprócz humoru i uśmiechu, kiedy nawet jest źle? - zapytałam rozbawiona. - o cała ja - zaśmiałam się.
(Arthur?)
wtorek, 26 maja 2015
Od Rick'a c.d: Esperance
Uniosłem brwi.
- Skoro udało Ci się z tego wyrwać, to już jest wielkie osiągnięcie - stwierdziłem.
- Przed chwilą twierdziłeś co innego, że... - zaczęła.
Roześmiałem się, kręcąc głową.
- Nie znam Cię, więc Cię nie ocenię - powiedziałem spokojnie. Ale mogę spróbować... Jeśli tylko pozwolisz mi się poznać - uśmiechnąłem się szeroko. - Co powiesz na wspólny obiad? Lub kolację?
(Esperance?)
- Skoro udało Ci się z tego wyrwać, to już jest wielkie osiągnięcie - stwierdziłem.
- Przed chwilą twierdziłeś co innego, że... - zaczęła.
Roześmiałem się, kręcąc głową.
- Nie znam Cię, więc Cię nie ocenię - powiedziałem spokojnie. Ale mogę spróbować... Jeśli tylko pozwolisz mi się poznać - uśmiechnąłem się szeroko. - Co powiesz na wspólny obiad? Lub kolację?
(Esperance?)
Od Samael'a
Promienie słoneczne wdarły się do sypialni przez szpary w zasłonach, budząc przy tym Samael’a. Mężczyzna przeciągnął się leniwie i wstał z łóżka, uprzednio zerkając na zegar wiszący na ścianie. Jako że dziś była niedziela mógł spokojnie pospać do jedenastej, bez obawy, że Jim na niego nawrzeszczy. Przejechał dłonią po ciemnych włosach, powolnie maszerując do kuchni. Uśmiechnął się na widok Sammy’iego stojącego obok miski. Pies zamachał wesoło ogonem, wpatrując się wyczekująco w dwudziestolatka.
- Cześć, Sammy – przywitał się, nakładając mu jedzenie. Pogłaskał go po włochatym łebku, a następnie wziął się za przygotowywanie śniadania. Był głodny niczym wilk, więc nie bawił się w wymyślne dania, które tak uwielbiał przyrządzać. Zrobił na szybko trzy kanapki po czym szybko je skonsumował.
Po porannej toalecie ubrał się w czarne jeansy, granatowy podkoszulek i skórzaną kurtkę. Zawołał owczarka i zapiął mu smycz. Przewrócił oczami, widząc jak Sammy podskakuje szczęśliwy, chwyta brązową smycz w zęby i z zadowoleniem próbuje mu ją wyszarpnąć. To jedna z jego ulubionych zabaw, która na dłuższą metę stawała się irytująca. Samael zabrał kluczę ze stolika i wyszedł z mieszkania. Zamknął drzwi i ruszył schodami w dół. Całe szczęście mieszkał na pierwszym piętrze kamienicy, inaczej miałby niemały problem. Przeklinał swoją fobię, która uniemożliwiała mu przebywanie w ciasnych pomieszczeniach, a także w większej grupie ludzi.
Opuścił budynek, od razu kierując się w stronę lasu. Miał do niego niecałe dziesięć minut drogi, co było bardzo przydatne, kiedy uprawiało się jogging niemal codziennie oraz posiadało się wiecznie niewybieganego psa. Odpiął Samiego, upewniając się wcześniej, że nikt nie idzie. Owczarek miał tendencje do rzucania się z wywalonym jęzorem na przypadkowych przechodniów. Dziś nie było inaczej. Zanim Samael się zorientował pies biegł w stronę ciemnej postaci, która pojawiła się niewiadomo skąd.
- Sam! – krzyknął, jednak na próżno. Owczarek zdążył już rzucić się na osobę.
[ Ktoś? ]
- Cześć, Sammy – przywitał się, nakładając mu jedzenie. Pogłaskał go po włochatym łebku, a następnie wziął się za przygotowywanie śniadania. Był głodny niczym wilk, więc nie bawił się w wymyślne dania, które tak uwielbiał przyrządzać. Zrobił na szybko trzy kanapki po czym szybko je skonsumował.
Po porannej toalecie ubrał się w czarne jeansy, granatowy podkoszulek i skórzaną kurtkę. Zawołał owczarka i zapiął mu smycz. Przewrócił oczami, widząc jak Sammy podskakuje szczęśliwy, chwyta brązową smycz w zęby i z zadowoleniem próbuje mu ją wyszarpnąć. To jedna z jego ulubionych zabaw, która na dłuższą metę stawała się irytująca. Samael zabrał kluczę ze stolika i wyszedł z mieszkania. Zamknął drzwi i ruszył schodami w dół. Całe szczęście mieszkał na pierwszym piętrze kamienicy, inaczej miałby niemały problem. Przeklinał swoją fobię, która uniemożliwiała mu przebywanie w ciasnych pomieszczeniach, a także w większej grupie ludzi.
Opuścił budynek, od razu kierując się w stronę lasu. Miał do niego niecałe dziesięć minut drogi, co było bardzo przydatne, kiedy uprawiało się jogging niemal codziennie oraz posiadało się wiecznie niewybieganego psa. Odpiął Samiego, upewniając się wcześniej, że nikt nie idzie. Owczarek miał tendencje do rzucania się z wywalonym jęzorem na przypadkowych przechodniów. Dziś nie było inaczej. Zanim Samael się zorientował pies biegł w stronę ciemnej postaci, która pojawiła się niewiadomo skąd.
- Sam! – krzyknął, jednak na próżno. Owczarek zdążył już rzucić się na osobę.
[ Ktoś? ]
Subskrybuj:
Posty (Atom)

