Zdziwiłem się kiedy dziewczyna zaczęła płakać. Nie rozumiałem w ogóle po
co to robiła. Wtedy rozejrzałem się po sali. Wszyscy na nią patrzyli i
śmiali się po cichu. Potem znów spojrzałem na Schulyer. No to już
rozumiem. Sam nie wiem czemu, ale zacząłem głośno do wszystkich mówić.
- Zamknijcie się wszyscy!
Wszyscy ucichli i spojrzeli na mnie jak na wariata.
- Nie widzę powodów żeby się śmiać...
Spojrzałem znów na dziewczynę. Patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. Nie
wytrzymałem tego, że wszyscy się tak na mnie gapią więc znów nie wiem
czemu złapałem dziewczynę za rękę i zaciągnąłem w stronę wyjścia. Kiedy w
końcu byliśmy na zewnątrz puściłem rękę dziewczyny i powiedziałem.
- Idź teraz do domu... Tak będzie najlepiej...
Już miałem odejść kiedy dziewczyna złapała mnie za koszule. Zdziwiony odwróciłem do niej głowę. Zwiesiła głowę i wybełkotała.
- Nie pamiętam drogi...
Westchnąłem i powiedziałem.
- Chodź więc za mną...
Myślałem, ze to tylko zły sen. To niemożliwe. Dobra jakoś sobie z nią
poradzę, ale coś mi mówi, że moja dzisiejsza wyjątkowa dobroć da mi w
pysk. Po jakimś czasie doszliśmy do bloku. Spojrzałem ukradkiem na
dziewczynę. Rozglądała się wszędzie. Na jej twarzy malowało się
zdziwienie. Teraz długa droga po schodach. Nagle usłyszałem za sobą
głos.
- Na którym piętrze mieszkasz?
- Na szóstym...
Dziewczyna westchnęła i szła dalej. W końcu doszliśmy na właściwe
piętro. Wyjąłem z kieszeni kluczyki i otworzyłem drzwi. Wpuściłem
najpierw dziewczynę. Weszła do środka chwiejnym krokiem. Westchnąłem i z
lekką niechęcią też wszedłem. Na wszelki wypadek nie zamykałem drzwi.
Nie mam nic cennego a w razie czego szybciej ucieknę kto wie co jej po
pijaku przyjdzie do głowy? Dziewczyna stała pośrodku małego pokoju i
wpatrywała się we mnie.
- Czemu się tak na mnie patrzysz?
Powoli zaczęła do mnie podchodzić. Wpatrywałem się w nią zdziwiony.
( Schulyer? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz