-Cześć-Rzuciłem nie patrząc jej w oczy
-Hej. Gdzie idziesz?-Powiedziała śmiało
-Eee...a co ciebie to obchodzi?-Fuknąłem złośliwie
Skrzywiła brwi.
-Nic. A zresztą...-Machnęła ręką i odeszła
Potarłem dłonią zraniony policzek. Mój biedny zraniony policzek. Wzrokiem nienawiści odprowadziłem ją do zakrętu. Na mój pech, spotkałem ją w miejsc,u do którego szedłem-weterynarza. Musiałem kupić maść uspakajającą dla Rozmaryna. Biedak, ma ro.zje.ba.ną psychikę. Ona była tam ze swoim psem. Zignorowałem ją i wszedłem do gabinetu. Kupiłem maść i chciałem już zwiać.
-Dobra, ja nie chcę mieć wrogów...-Usłyszałem za sobą cichy głos
Niechętnie spojrzałem na jej pupila, a później na nią.
-Okej, już dobrze. Ładny pies-Zmieniłem temat. Pies zaczął warczeć
-Nie zna cię-Usprawiedliwiła go dziewczyna
Chłodym tonem powiedziałem bezgłośne 'Aha' i spojrzałem na psa mrożącym wzrokiem.
<Megg?>