środa, 6 maja 2015

Od Lionka c.d: Octavii

Octavia mój mały aniołek… ehh wróć ! Diabełek. Oj tak, zdecydowanie to drugie. Tutaj kusi i pociąga swoim wyglądem, charakterem a z drugiej strony to czyste zło ! Zło wcielone. Żeby biednego, porządnego obywatela takiego jak ja ciągać kilka godzin po sklepach ?! Toż to duszy ani sumienia trzeba nie mieć. Mimo wszystko nie ważne jakbyś się starał to nie ma opcji by się jej oprzeć. Jeżeli ktokolwiek to potrafi to zapłacę każdą sumę by mnie tego nauczył.
Gdy wróciliśmy do jej mieszkania rzuciłem zakupy i wreszcie wygodnie się rozsiadłem na kanapie. O jeju… To było zdecydowanie jedno z najgorszych popołudni w moim życiu hm… no jedynym plusem i to dość sporym plusem w tym wszystkim była ta zacna niewiasta, która ciągała mnie za sobą po tym centrum handlowym.
Słysząc propozycję dziewczyny, żebym został na śniadanie promiennie się uśmiechnąłem i nie była to wymuszona reakcja. Przeciągnąłem się i posłałem jej pełne pożądania spojrzenie.
- Hmm... To dość kusząca propozycja. – wymruczałem, a kiedy dziewczyna otworzyła buzię by coś powiedzieć uniosłem palec wskazujący do góry tym samym dając jej znak, żeby siedziała cichutko, bo jeszcze nie skończyłem swojego monologu.- Dobra, dobra Ty już nic nie mów. Przekonałaś mnie.
Pokręciła z niedowierzaniem głową i rzuciła we mnie poduszką.
- Kobieta mnie bije ! - wyjęczałem i w mgnieniu oka zerwałem się z kanapy by chwilkę potem znaleźć się przy mojej, na dodatek prywatnej nimfie. Schyliłem się lekko i łapiąc ją pod kolanami przerzuciłem sobie przez bark. – Ależ z Ciebie buntowniczka – zakpiłem kiedy ta wydawała pełne sprzeciwu piski oraz w ramach pokazania swojego niezadowolenia klepała mnie z całej siły po tyłku.
- Lion !
- Hmm ? To moje imię. – oznajmiłem ze stoickim spokojem kierując się do sypialni.
- Postaw mnie na ziemię ! Ale już.
- Nie ma mowy kochana.
- Niby z jakiej racji ?!
- Sprawiedliwości musi stać się za dość – rzuciłem starodawnym tonem, niczym rodowity szlachcic, na co Octavia zareagowała słodkim, dziewczęcym chichotem. Kocham jej śmiech, jest lekiem na wszelkie smutki. – Nie narzekaj dziewko i tak dzisiejszego poranka wiernie służyłem u twego boku.- ciągnąłem dalej-  Nadeszła pora na zadość uczynienie kobieto.
- Wszystkie laski podrywasz w taki sposób?
- Nie, a co ?
- Powinieneś zacząć. Bo ewidentnie w chwili obecnej jestem cała twoja.
- Cała moja? Definitywnie kobito ?
- Mhm- wyszeptała, a ja rzuciłem ją na łóżko.
- Skoro zostaję do śniadania – spojrzałem celowo na zegarek. – to mamy jeszcze duuużo czasu tylko dla siebie.
Posłałem jej szybki, triumfujący pełen zadowolenia uśmiech po czym złączyłem nasze usta w gorącym i spragnionym pocałunku. W tamtej chwili zakończyły się wszelkie dyskusje, a o spaniu nie było na razie mowy.

***

Następnego ranka, a właściwie popołudnia kiedy już zwlekliśmy się z łóżka Octavia namówiła mnie na spotkanie z nowożeńcami. Średnio mi się to uśmiechało, bo spędzenie kolejnego dnia wśród zadufanych w sobie snobów nie miało żadnych nawet najmniejszych plusów.
W każdym razie powiedziało się „A” trzeba powiedzieć i „B”. Miałem do wyboru albo coś ugotować albo nieco ogarnąć. Hmm…w sumie z dwojga złego wolę już sprzątać niż bawić się w kucharza. Na wspomnienie moich ostatnich kuchennych rewolucji po plecach przebiegł mnie niepokojący dreszcz.
Wszystko było już gotowe, a nasi goście mieli się pojawić za dwadzieścia pięć minut.
- Powiesz mi chociaż jak się nazywają?
- Zuzanna i Jean-Pierre – oznajmiła.
Zuzanna? To imię coś mi mówi… Jakbym kiedyś się z nim spotkał...ciekawe
- Jakie zjebane imię. –prychnąłem wydymając wargi.
- Oh, Lionku nawet naburmuszony jak nastolatek jesteś słodziutki. –objęła mnie mocno.
- Nie prawda. –oparłem swoją głowę na jej i pocałowałem czule w jej czubek. – Mam dziwne wrażenie, że się nie polubimy.
Octavia nie zdążyła skomentować mojej uwagi, gdyż w mieszkaniu rozległ się dzwonek. Popędziła do drzwi i radośnie przywitała przybyszy. Ah, a więc to na pewno oni. Szkoda, że im coś nie wypadło.  Stałem nadal tak jak stałem i wsłuchiwałem się w rozgrywającą się w przedpokoju akcję. On całuje rękę MOJEJ dziewczyny. Pf… Niech obślinia swoją babę. A potem słychać donośny kobiecy głos, nieco szorstki i chrypowaty. Dziwnie znajomy, jednak nie należący do Octavii .
Zmarszczyłem brwi i spojrzałem wyczekująco na drzwi.
Moja mina musiała być bezcenna kiedy ujrzałem tam tą Zuzannę. To są kurwa jakieś jaja ! Niech ktoś mi powie, że to żart.
Dziewczyna podniosła wzrok i ją również zamurowało. No proszę cóż za nowość nie wiedząca co powiedzieć Zuz.  Jej źrenice momentalnie się skurczyły.
- Zuzanna ? Lion ? – przed szereg wyłoniła się zagubiona Octavia.- Wszystko ok?
Ten cały pierd też stał skonsternowany. No błagam co z niego za mężczyzna.
- Nie ! – krzyknęła nagle i gwałtownie odwróciła się w stronę mojej byłej. – To jest ten co okazał się strasznym kobieciarzem irytował na każdym kroku ? – ściszyła nieco głos oraz bardziej stwierdziła niż zapytała.
- Ha ! – syknąłem. – No nieźle. – pokręciłem z niedowierzaniem głową. Teraz to już mój związek z Octavią jest na przegranej pozycji. Przecież jak jej przyjaciółeczka jej naopowiada jakiś niestworzonych historii to jestem kurwa skończony ! – A może przy okazji pochwalisz się swoimi dokonaniami , co ? – warknąłem, a dziewczyna aż się skurczyła.
- Ja w przeciwieństwie do Ciebie nie mam sobie nic do zarzucenia. Octavia, to nie mężczyzna dla Ciebie. Zasługujesz na kogoś bardziej wartościowego! On nigdy nic nie osiągnie
-  A to doprawdy ciekawe. W każdym razie wygląda na to, iż straciłem apetyt. – przewróciłem oczyma. – A towarzystwo do jedzenia też jest nie najlepsze. Więc państwo raczą wybaczyć ale resztę swojego cennego czasu spędzę w lepszym towarzystwie. – ukłoniłem się teatralnie w podziękowaniu. – Nie spokojnie, nie przepraszajcie. Nie dość, że nie jesteście u siebie to wpierdalacie się w nie swoje życie. Za takich znajomych to ja naprawdę dziękuję.
Nie czekając na jakąkolwiek reakcję szybkim i zdecydowanym krokiem ruszyłem w stronę drzwi, którymi chwilę później trzasnąłem. Byłem mega zdenerwowany, ba rzekłbym nawet, że nieco wyprowadzony z równowagi.
Szedłem głęboko pogrążony w myślach, aż znalazłem się w moim ulubionym barze, tym gdzie  pracuje mój – zapewne już nie długo nie – skarb. Walnąłem shota, a zaraz za nim poleciał kolejny. Nie ma mowy abym fatygował się na wesele tych gburów.
Nie wiem czy siedziałem tam godzinę czy dwie, a może nawet trzy kiedy ktoś położył rękę na moim ramieniu, a do mojego nosa dotarł dobrze znany, słodki zapach.
- Co tu robisz?
- Szukałam Cię.
- Po co?
- Bo mi na Tobie zależy ?!- obróciła ruchomy stołek na którym siedziałem o 180 stopni tak, że patrzyliśmy sobie w oczy.
- Jakoś nie sądzę.
- Nie obchodzi mnie co mówi Zuzanna. Byłeś taki w stosunku do niej. Do mnie nie jesteś, więc albo się zmieniłeś albo ona po prostu zasłużyła sobie na takie traktowanie.
- Mówisz tak bo wiesz, że chcę to usłyszeć.
- Wcale nie. Było minęło, nie rozpamiętujemy przeszłości. Przeszłość jest historią, przyszłość tajemnicą, a teraźniejszość darem pamiętaj Lion – przyłożyła czoło do mojego i zamknęła oczy jakby z ulgą.
- Przepraszam, sądziłem…
- Cii.. wiem, wiem. Każdy z nas ma coś za uszami. A poza tym nie specjalnie wierzę w to, że celowo chciałbyś mnie skrzywdzić.
- Ciebie nie. – delikatnie musnąłem jej wargi. – Ją owszem, chciałem.
- Wracamy ?
- Pod warunkiem, że obiecasz mi że ich nie będzie oraz że będę mógł Cię do domu zanieść.
Chwilkę później radośnie popylałem do domu z Octavią na plecach, której chichot dodatkowo mnie nakręcał.

***

Dyskusji nie było na wesele muszę lecieć, bo ona ma być druhną, a że nikogo tam nie zna to musi mieć kogoś ze sobą. W przeciwnym razie, jak sama oświadczyła, znajdzie sobie innego partnera z którym będzie caaały czas tańczyć, a ja na to pozwolić przecież nie mogłem.
Tak więc piątkowe popołudnie zmarnowaliśmy na pakowanie masy rzeczy, z których połowy pewnie nawet nie użyjemy. Ale czy to istotne?
Trochę się przekomarzaliśmy i zaczepialiśmy co urozmaiciło nasze przygotowania do jutrzejszej podróży samolotem. No właśnie, samolotem. Nigdy nie leciałem. Nie wiem jak to… W każdym razie ani mi się śni do tego przyznać !

***

No i stało się. Siedzimy w samolocie, który lada moment ma wylatywać. Przebrnąwszy przez odprawę i wszystkie standardowe kontrole zajmujemy już swoje  miejsca.  Nie to, że się boje ale mam dziwne wrażenie, że zbladłem na twarzy, a właściwie iż odpłynęła mi z niej cała krew. Tyle się słyszy o tych katastrofach.
- Leciałeś już kiedyś, prawda?
- No jasne.
- Kłamczuch ! – zakpiła i złapała mnie za rękę, a wtedy rozległ się komunikat od pilota„ Prosimy zapiąć pasy, będziemy startować. Przemieszczanie się po pokładzie jest surowo wzbronione do póki nie wyrównamy lotu. Zaraz stewardessa zapozna państwa z zasadami bezpieczeństwa, a ja życzę miłej podróży”
W torbulencje podczas lotu wpadliśmy jakieś sześć razy. Nosz kurwa mać ! Za każdym razem snułem najgorsze scenariusze, a ten wredny małpiszon bezczelnie się ze mnie nabijał. Ja już jej dam, niech tylko wylądujemy…

***

Po nudnej części oficjalnej czyli tej w kościółku gdy zakochana para ślubuje sobie jakieś pierdolety . Nie to, że jestem niewierzący, bo w tego tam u góry jakby wierzę ale powiedzmy nie praktykuję. Emmm o czym to ja? A tak właśnie udaliśmy się na część nie oficjalną czyli tą znacznie ciekawszą.
Hotel… widać, że typowy dla bogatych panienek i pantoflarzy ale sala weselna już przechodziła samą siebie. To wszystko kosztowało majątek. Pff to nie mój problem. Jestem tu tylko po to by dobrze się bawić.



Zgodnie z tradycją pierwszy taniec należał do nowożeńców, ale nie skromnie przyznam, że nie długo potem parkiet należał do nas. Cóż poradzić…
Nic się dla nas nie liczyło, mieliśmy siebie na wyłączność a ja nie pozwalałem Octavii zbytnio się oddalić by nikt się nie przystawiał. Kiedy byliśmy już porządnie wstawieni, a prawdę mówiąc ostro narąbani i bawiło nas prawie wszystko postanowiliśmy się zmyć do pokoju i dalej bawić się na prywatnej imprezce !
Poczekaliśmy jedynie, aż panna młoda rzuci bukietem, a pan młody swoją muchą. Ładny mały bukiecik wylądował w rękach Octavii, a drugi przedmiot w rękach nieznajomego nam mężczyzny.
Chwiejnym oraz niepewnym krokiem maszerowaliśmy do hotelu, nie miałem już pojęcia, po której stronie były pokoje zarezerwowane dla gości a tym bardziej, który należał do nas.  Ciut sfrustrowany niepowodzeniem misji wpadłem na genialny pomysł widząc wózek pani sprzątającej.
Skoro sprząta, to na pewno nie tylko korytarze ale także pokoje. A co za tym idzie ma karty do drzwi! Yeey ! Brawo Lion, Ty to masz łeb na karku. Starsza kobiecina ze szmatą zniknęła na chwile za rogiem a ja pozostawiając partnerkę na czatach rozpocząłem poszukiwania.
Słowo daję czułem się praktycznie jak bohater prawdziwego, mocnego filmu akcji. Zaraz powinni wbiec przestępcy, których chcieliśmy pokonać i pif pif pif ! paf paf paf ! Bum! Bum! Bum! A potem oczywiście wygrywamy my i hepi end ! Tak jak wspomniałem byliśmy już nieźle narąbani.
Chwyciwszy pierwszą lepszą kartę otworzyłem drzwi od pokoju 123. Był ładnie urządzony, gustownie i dominowała w nim czerwień z bielą. Delikatny zmysłowy zapach roznosił się po pokoju, a blask świeczek rozjaśniał panujący tam półmrok. Poważnie pokój jakby był stworzony do seksu !
Poszedłem do Octavii i ją namiętnie pocałowałem . Oh maleńka…
- Od początku tej imprezy mam ochotę zedrzeć z Ciebie tą sukienkę. – wymruczałem jej nieco bełkotliwie do ucha i pchnąłem na łóżko.
Wraz z gorącymi pocałunkami rozbierałem Afrodytę by móc przejść dalej. Chwilę potem oboje byliśmy już nadzy i zajęci grą wstępną. Delikatna, chłodna,  satynowa pościel była niesamowitym kontrastem w porównaniu do naszych rozgrzanych ciał.
Nagle ni stąd ni z owąd usłyszeliśmy ciche piknięcie, a następnie drzwi do pokoju otworzyły się.  Oboje spojrzeliśmy w tamtą stronę i ujrzeliśmy nie kogo innego a naszą parę młodą !
O kurwa, ale jaja !
Rozejrzałem się pośpiesznie po pokoju… No tak. Pełno czerwonych serc i serduszek, świeczki nie palą się przecież bez powodu, a to że jest to pokój „stworzony do seksu” tylko potwierdza moją świadomość w jakiej obecnie sytuacji się znajdujemy.
My rozbawieni i nadzy, a oni dostojnie ubrani i dosłownie przerażeni. Ich min nie zapomnę raczej do końca życia…

< hahaha Octavia? Ups? Tak jakby to pokój dla nowożeńców ! Kto by na to wpadł ? Mam nadzieje że Ci się spodoba i mam razem z tym dopiskiem 2000 słów C: Co dalej ? >

Od Arthura Do Olivii

To był ciężki dzień... Przez kilka godzin musiałem słuchać ciągle kłócących się siostrzyczek, wredne kobiety, ale przynajmniej dobrze płacą. Po przetłumaczenia ich podania na trzy języki, postanowiłem sobie odpocząć. A jak wiadomo najlepiej odpoczywać w klubie latynoskim, ta muzyka i tequila zrelaksuje każdego. Siedziałem przy barze kiedy bok mnie usiadła jakaś dziewczyna.
- Tequila? Tylko? - zaśmiała się.
- Nie lubię się pijać, jedynie relaksować. Tobie też to radzę.
- Dlaczego?
- Bo jesteś a: młoda, b: sama i c: ładna. Wielu mężczyzn się na ciebie patrzy. Lekko mówiąc.

(Olivia?)

Od Esperanse Do Ricka

Był wczesny poranek, słońce wolno wychylało się zza wieżowców kiedy wychodziłam z mieszkania. Vanessa spała jak zabita, a Lamia krzątała się chcąc zdążyć na tramwaj na uniwersytet. Rzuciłam jeszcze:
- Pa, wrócę wieczorem - i wyszłam na klatkę schodową. W windzie spotkałam jeszcze miłego staruszka z wyższego piętra, który jak zawsze o wschodzie słońca wyprowadzał swojego charta. Na ulicy pomimo wczesnej pory był spory ruch. Zawsze dziwiło mnie dokąd ci ludzie tak pędzą. Jedno było pewne, to nie moja dawna dzielnica...
W parku biegają, dla rekreacji lub spieszą się. Usiadłam na ławce, z torby wyjęłam zeszyt i ołówek. Kilka metrów dalej siedziała na przystanku jakaś dziewczyna, trzęsąca się ze zmartwienia. Pewnie autobus jej uciekł. Właśnie, autobus. Spojrzałam na zegarek - szósta trzydzieści. Do spotkania mam godzinę. Rozejrzałam się. Ścieżki, ścieżki, ścieżki i... Lody. Podeszłam to budeczki, gdzie pracowała śliczna dziewczyna o cerze lalki porcelanowej. Co smutne, była bardzo młodziutka.
- To co zwykle - powiedziałam podchodząc.
- Nie wyglądasz na częstego gościa - odparł facet, który przyszedł zaraz po mnie.
- Dlaczego? - uśmiechnęłam się lekko.
- Bo jesteś strasznie chuda... - zaśmiał się.
- I brzydka? - dodałam. - Wiesz nie lubię ludzi przesadnie pewnych siebie.
- Czemu?
- Bo są to ludzie, którzy nie doceniają prostych rzeczy.
- Wszyscy?
- Nie- odparłam. - Jestem Esperanse.

(Rick?)

Od Sherlocka CD Schulyer

Sherlock szedł spokojnie ulicą, otoczony przez wysokie do bólu wieżowce. Za każdym razem, gdy pojawiał się jakiś nowy przechodzeń lekko się uśmiechał. Byli tacy łatwi do rozgryzienia. Nigdy nie mógł się nadziwić, jak ludzie mogą nic o nim nie wiedzieć. Przecież można z niego czytać jak z otwartej księgi.
Rozmyślania przerwała mu niewysoka, rudawa istota z wilkiem na smyczy. Uderzyła w niego z zaskakującym impetem, jak na osobnika niewielkiego wzrostu. Byłaby się przewróciła, ale Holmes w ostatniej chwili złapał ją za ręce i przyciągnął do siebie. Dziewczyna wybąkała niezbyt szczere "przepraszam". Popatrzył na jej ręce i skojarzył fakty. Och, uwielbiał się popisywać.
- Nie szkodzi. - uśmiechnął się lekko. - Po śladach na rękach wnioskuję, że miałaś trudne dzieciństwo. Podejrzewam, że ojciec nie liczył się z Tobą zbytnio. Później się zabił, ty też próbowałaś. W twojej wypowiedzi usłyszałem delikatny francuski akcent. Czyżbyś nie urodziła się tutaj? Psa, a raczej wilka masz od szczeniaka, jest twoim odzwierciedleniem. A mieszkasz tam. - wskazał ręką Holiday Inn Express Manhattan Times Square. - Jestem Sherlock Holmes, miło mi. - dodał i ruszył z uśmiechem dalej.
<Schuler?>

Nowy!


Powitajmy Sherlocka!