Od kilku dni szukam nowej pracy, zawód opiekuna do dzieci to nie moja
broszka. Było późno. Na ulicy nie było prawie nikogo, zero samochodów,
zero rozmów i śmiechów. Była druga w nocy, sobota wszyscy pewnie
siedzieli w klubach czy u znajomych na prywatnych domówkach. Oparłem się
wygodnie na lewej ręce i przeglądałem przeróżne oferty. Rzadna mnie nie
zaciekawiła, oprócz jednej. Wyprowadzanie psów, maksymalnie dwie
godziny dziennie, trzy razy w tygodniu. Pięć dolarów od każdego psa. Nie
jest źle, a zarobić się da. Zacząłem dokładnie oglądać ofertę, oferują
ją firma która zajmuje się opieką psów. Nieraz o tej firmie słyszałem.
Spisałem numer telefonu, oprócz tego napisałem maila. Podniosłem się z
krzesła, zajrzałem do jak się okazała pustego kubka...kiedy ja zdąrzyłem
wypić kawę ? Westchnąłem pocierając czoło. Sprawdziłem telefon jak to
zwykłem robić przed wyjściem...pierdyliard SMS'ów od kolegów. Każdy o
podobnej treści "wpadaj do nas". W sumie nie byłby to taki zły pomysł.
Szybko założyłem buty oraz narzuciłem bluzę po czym wyszedłem z domu. Do
Sebastiana nie było daleko, po co płacić za taksówkę. Po chwili byłem
już w holu wielkiego i drogiego apartamentowca, ostatnie dwa piętra
należą do rodziców mojego kolegi. Jak się ma pieniądze to sobie można na
to pozwolić. Czekałem na windę kiedy obok mnie pojawiła się dziewczyna
zupełnie mi obca. Jednak sądząc po jej wyglądzie była w podobnym wieku,
ładna i zgrabna. Patrzyłem się na nią chwilę z wymalowaną na twarzy
obojętnością. Dopiero krótki sygnał przy otwieraniu drzwi windy odwrócił
moją uwagę, mimo że nie znałem dziewczyny puściłem ją przodem.
Nieznajoma wcisnęła dobrze znany mi numer piętra, czyli też będzie na
imprezie. Westchnąłem patrząc się tępo w ścianę.
-Pan też...
-Żaden pan...po prostu Levi.
Mój głos był pozbawiony uczuć i wszelkich chęci.
(Jakaś chętna ?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz