środa, 27 maja 2015

Od Schulyer c.d: Samael'a

Wczoraj stwierdziłam, że muszę odpocząć trochę od apartamentowca i wsiadłam do samochodu i oto jestem w lesie. Tsa, w lesie, nie wiem gdzie, ale nie mam zamiaru siedzieć cały czas w aucie. Wysiadłam i zagłębiłam się w las, znalazłam wydeptaną w trawie ścieżkę tylko hmm... Coś naskoczyło mi na plecy, przewróciłam się i poczułam gorącą ciecz spływającą mi po ramieniu.
- Co do ku... - krzyknęłam, a szczęki zacisnęły się jeszcze bardziej, Lumia spała w samochodzie więc nie miała jak mi pomóc. Im bardziej się wyrywałam tym bardziej bolało, ale nagle zacisk na moim barku ustał, nie byłam w stanie się podnieść, ale cały czas klnęłam pod nosem. Nawet gdybym spróbowała wstać to odezwał się męski głos.

Samael?

wtorek, 26 maja 2015

Od Olivii c.d: Arthura

Roześmiałam się głośno.
- W takim razie zaraz sprawdzę wszystko - stwierdziłam, wstając i kiwając na chłopaka, by poszedł za mną na parkiet, więc ten posłał mi zdumione spojrzenie, a ja nie patrząc na to, złapałam go za rękę.
- Bezpośredniość widzę u Ciebie na pierwszym miejscu - stwierdził rozbawiony, a ja wzruszyłam ramionami,
- Oprócz humoru i uśmiechu, kiedy nawet jest źle? - zapytałam rozbawiona. - o cała ja - zaśmiałam się.

(Arthur?)

Od Rick'a c.d: Esperance

Uniosłem brwi.
- Skoro udało Ci się z tego wyrwać, to już jest wielkie osiągnięcie - stwierdziłem.
- Przed chwilą twierdziłeś co innego, że... - zaczęła.
Roześmiałem się, kręcąc głową.
- Nie znam Cię, więc Cię nie ocenię - powiedziałem spokojnie. Ale mogę spróbować... Jeśli tylko pozwolisz mi się poznać - uśmiechnąłem się szeroko. - Co powiesz na wspólny obiad? Lub kolację?

(Esperance?)

Odchodzą...

Remigiusz & Rin odchodzą z powodu braku czasu... 

Od Samael'a

Promienie słoneczne wdarły się do sypialni przez szpary w zasłonach, budząc przy tym Samael’a. Mężczyzna przeciągnął się leniwie i wstał z łóżka, uprzednio zerkając na zegar wiszący na ścianie. Jako że dziś była niedziela mógł spokojnie pospać do jedenastej, bez obawy, że Jim na niego nawrzeszczy. Przejechał dłonią po ciemnych włosach, powolnie maszerując do kuchni. Uśmiechnął się na widok Sammy’iego stojącego obok miski. Pies zamachał wesoło ogonem, wpatrując się wyczekująco w dwudziestolatka.
- Cześć, Sammy – przywitał się, nakładając mu jedzenie. Pogłaskał go po włochatym łebku, a następnie wziął się za przygotowywanie śniadania. Był głodny niczym wilk, więc nie bawił się w wymyślne dania, które tak uwielbiał przyrządzać. Zrobił na szybko trzy kanapki po czym szybko je skonsumował.
Po porannej toalecie ubrał się w czarne jeansy, granatowy podkoszulek i skórzaną kurtkę. Zawołał owczarka i zapiął mu smycz. Przewrócił oczami, widząc jak Sammy podskakuje szczęśliwy, chwyta brązową smycz w zęby i z zadowoleniem próbuje mu ją wyszarpnąć. To jedna z jego ulubionych zabaw, która na dłuższą metę stawała się irytująca. Samael zabrał kluczę ze stolika i wyszedł z mieszkania. Zamknął drzwi i ruszył schodami w dół. Całe szczęście mieszkał na pierwszym piętrze kamienicy, inaczej miałby niemały problem. Przeklinał swoją fobię, która uniemożliwiała mu przebywanie w ciasnych pomieszczeniach, a także w większej grupie ludzi.
Opuścił budynek, od razu kierując się w stronę lasu. Miał do niego niecałe dziesięć minut drogi, co było bardzo przydatne, kiedy uprawiało się jogging niemal codziennie oraz posiadało się wiecznie niewybieganego psa. Odpiął Samiego, upewniając się wcześniej, że nikt nie idzie. Owczarek miał tendencje do rzucania się z wywalonym jęzorem na przypadkowych przechodniów. Dziś nie było inaczej. Zanim Samael się zorientował pies biegł w stronę ciemnej postaci, która pojawiła się niewiadomo skąd.
- Sam! – krzyknął, jednak na próżno. Owczarek zdążył już rzucić się na osobę.

[ Ktoś? ]

sobota, 23 maja 2015

Nowy!


Powitajmy nowego członka ! Nazywa się Samael Nashu

poniedziałek, 18 maja 2015

Od Arthura CD Olivii

- Potańczyć. Czyli taka cieszynka z ciebie?
- Cieszynka, czyli co? - zaśmiała się.
- Osoba, która pomimo całego zepsutego swą zgnilizną świata potrafi się cieszyć i tańczyć.
- To tak, jestem cieszynką - spojrzała na salę, a później na mnie.
- Potrafisz tańczyć?
- Nie - odparłem.
- Kłamiesz?
- Tak - kiwnąłem głową.

(Olivia?)

Od Esperanse CD Rick'a

- Nie zawsze się da osiągnąć duże wartości - odparła spokojnie.
- Chyba tylko gdy ktoś nie wierzy w siebie - zaśmiał się.
- Albo ktoś.... Nieważne.
- Właśnie, że ważne - odparł.
- Jesteś policjantem albo coś w tym stylu, tak?
- Może....
- Czyli jesteś. Posłuchaj mnie. Matka mi zmarła, brata zastrzelili, ojciec pił od kiedy mama odeszła, od 8 roku życia wychowują dwójkę sióstr. Kiedy miałam osiągnąć coś wielkiego?

(Rick?)

niedziela, 10 maja 2015

Od Olivii c.d: Arthura

Roześmiałam się, taksując chłopaka wzrokiem.
- A: mówi to chłopak niewiele starszy ode mnie, b: wolę samotność niż idiotów i c: jeśli to był komplement, to dziękuję - zaśmiałam się cicho. - Nikt mnie tu nie tknie - zapewniłam go.
Chłopak uniósł brwi.
- Skąd ta pewność? - zaciekawił się.
- Bo znam właściciela. Jest przyjacielem mojego starszego i nadopiekuńczego braciszka. I nie mam zamiaru pić - zaśmiałam się. - Przychodzę tu potańczyć. I to często.

(Arthur?)

Od Rick'a c.d: Esperance

Uniosłem kąciki ust.
- Rick - przedstawiłem się, stając w kolejce za dziewczyną. - Mam rozumieć, że Ty doceniasz proste rzeczy?
- A Ty nie? - zainteresowała się. - Ile masz w życiu spektakularnych i pięknych jednocześnie momentów? Trzeba cieszyć się z tych małych rzeczy - uśmiechnęła się.
Wzruszyłem ramionami.
- Jeśli zapełnisz życie tymi małymi dobrymi rzeczami, których będzie mnóstwo, znajdziesz miejsce na te spektakularne? - zapytałem rozbawiony. - Ja jednak wolę osiągnąć najpierw te duże wartości - przyznałem. - A później zasypywać szpary między nimi tymi pięknymi jak powiedziałaś 'prostymi rzeczami'...

(Esperance?)

Od Schulyer c.d: Sherolcka

- Hmm… Gdyby nie to, że dziś opublikowano w wielu bardzo znanych magazynach opublikowano moją historię, zaczęłaby się bać. – Zmierzyłam odchodzącego mężczyznę, bo jak na chłopaka to jest trochę za stary. Odwrócił się na pięcie i podszedł o parę kroków, uśmiechnęłam się złośliwie i dodałam. – Mało mnie obchodzi kim pan jest i pragnę przypomnieć, iż nie jesteśmy na Ty. A teraz Adieu.
- Nie czytam takich pisemek, sam to wywnioskowałem. – Ach więc tak chcesz pogrywać, pomyślałam.
- Oczywiście, przecież jestem jak otwarta księga. Jak ktoś jest znany od dzieciństwa to logiczne iż bez tych „pisemek” jak to pan sprecyzował, też można się o mnie wiele dowiedzieć. Nie będę dalej ciągnąć tej niedorzecznej rozmowy więc mam nadzieję, że nie do zobaczenia. – Gdy tylko ruszyłam przed siebie Lumina zaczęła warczeć, odwróciłam się i zobaczyłam, że ten facet cały czas za mną idzie.
- No bezczelność! Jak śmiesz! – oburzyłam się, a ten się głupio uśmiechał. Gdy dalej za mną szedł coraz bardziej mnie irytował. A im bardziej mnie irytował tym bardziej Lumia się wściekała, gdyby nie kaganiec na jej pysku już dawno by się na niego rzuciła.

Scherlock?

sobota, 9 maja 2015

Od Octavii CD Lionka

Młodzi parę sekund gapili się na scenę, która rozgrywała się na ich łóżku poczym odwrócili się na pięcie i wyszli z pokoju. Zaczęliśmy się pospiesznie ubierać a całe podniecenie na moment prysło. Gdy byliśmy już odziani, to jest ja założyłam bieliznę, sukienkę i buty, a Lionell założył bokserki, spodnie, narzucił na siebie koszule nawet jej nie zapinając i włożył buty wyszliśmy z pokoju chwiejnym krokiem i rozejrzeliśmy się. Młodej pary nie było w zasięgu wzroku. Może to i lepiej. Złapałam Liona za rękę i pociągnęłam go za sobą.
-Pamiętasz jaki mieliśmy pokój?-wybełkotałam.
-Nieee... Jak niby mam to pamiętać?
-I co my teraz zrobimy..?-mruknęłam.
-Nie wiem...
-Mam pomysł!-krzyknęłam i zaczęłam ciągnąć Liona w przeciwnym kierunku niż do tej pory. Nie zadawał pytań, poza tyn sama nie wiedziałam, czy bym na nie odpowiedziała. Wyszliśmy z hotelu tylnym wyjściem, które prowadziło do wielkich ogrodów, a z nich dało się przejść na plażę. I tam właśnie poszliśmy. Zdjeliśmy buty i trzymając się za ręce chwiejnym krokiem szliśmy brzegiem oceanu, czasami wchodząc na klify i schodząc z nich nieuczęszczanymi zwykle dróżkami. Doszliśmy tak do ślicznej zatoczki otoczonej wysokimi klifami. Miała ona szeroką plażę i wyglądała jakby dawno nikt tam nie zaglądał, bo po prostu nie mógł znaleźć tego miejsca. Księżyc odbijał się we wodzie... Słowem, było tam magicznie.
Usiadłam na piasku pod samyn klifem, a Lion spoczął obok mnie.
-Pięknie tu, nie?-mruknęłam.
-No.-odparł. Zaczął całować mnie po szyi. Wstałam, otrzepałam się i sięgnęłam rękami do pleców, by rozpiąć zamek sukienki. W końcu udała mi się ta czynność, sukienka wylądowała na butach, obok Liona.
-Co Ty robisz...?-spytał niezbyt obecny Lion. Zaczęłam iść w stronę oceanu i rozpinać stanik. Kiedy go zdjęłam rzuciłam go na piasek. Następnie majtki. Wesoła i naga biegam w stronę oceanu. Kąpiel nocą w oceanie? Nago? Ależ owszem, czemu nie. Oj, ilość wypitego alkoholu czasami robi swoje...
Nie odwracałam się do Liona, tylko od razu zanurzyłam się w cieplutkiej wodzie. Po chwili mój ukochany dołączył do mnie.
Po kąpieli wyszliśmy spowrotem na plażę. Założyliśmy bieliznę i ułożylismy się pod klifem. Byliśmy daleko od hotelu, poza tym było już chyba nad ranem, więc po prostu zasnęliśmy.
***
Gdy się obudziliśmy słońce było już dosyć wysoko na niebie. Południa nie było, to na pewno, ale może było coś koło dziesiątej. Towarzyszący mi i zapewne także Lionowi łupiący ból głowy nie dawał żyć, ale jakoś się ogarneliśmy i ruszyliśmy w drogę do hotelu. Na śniadanie pewnie nie zdążymy więc będziemy musieli czekać do obiadu. W którymś momencie Lion zaczął szukać czegoś po kieszeniach. Po chwili z lewej kieszeni spodni wyciągnął... Kartę do naszego pokoju! Zaczęłam się niemożliwie głośno śmiać.
-Brawo my.-wykrztusiłam w końcu. Lion pocałował mnie w czubek głowy. W końcu doszliśmy do hotelu i odnaleźliśmy nasz pokój. Wzięłam kosmetyczkę, ręcznik i szybko weszłam do łazienki. Po krótkim prysznicu wyszłam zawinięta w ręcznik i klękając przy walizce zaczęłam szukać w niej czystej bielizny i kolorowej, zwiewnej sukienki na dziś. Lion wszedł do łazienki, a ja zaczęłam się przebierać. Wysuszyłam też włosy i zaczęłam się malować.
Po chwili wyszedł Lion. Miał tylko ręcznik na biodrach. Podszedł do mnie od tyłu i wplótł w palce w moje włosy.
-Octavia...-mruknął
-Tak?
-O której będzie obiad?
-Oj, pytasz mnie o takie błache rzeczy... Myślałam, że to coś ważnego.-sięgnęłam po kartkę z rozpiską poszczególnych pór posiłków itp, daną do każdego z pokoi, w których zamieszkali goście weselni, i podałam ją mu.
-Ale chodzi mi o coś ważnego.-odparł bardzo sugestywnym tonem.-Obiad o 12.30... A jest jedenasta. Mamy więc dla siebie troszkę czasu.-wymruczał. Skończyłam się malować i obróciłam się do niego. Wstałam i zarzuciłam mu ręce na szyję lekko "smyrając" go opuszkami palców po karku.
-Co chcesz przez to powiedzieć..?-spytałam z lekkim uśmiechem.
-Już Ty dobrze wiesz, o co mi chodzi...-zaśmiał się. Zetknął swoje czoło z moim, a potem połączył nasze wargi w gorącym pocałunku.
Do obiadu mieliśmy czas dla siebie.
***
Udało mi się namówić Liona, żeby założył jakąś zwykłą koszulę na guziki i jeansy, przecież dzisiaj tylko poprawiny. Sama miałam zwiewną lekką sukienkę i sandałki rzymianki.
Poszliśmy na obiad do głównej sali, tam, gdzie wczoraj było wesele. Zjedliśmy, podziękowaliśmy i wyszliśmy z sali, bo nie chciało się nam tam siedzieć.
-Chce Ci się iśc na te całe poprawiny? Tańczyć i takie tam...?-spytał Lion, gdy szliśmy hotelowym korytarzem trzymając się za ręce.
-Szczerze? Niezbyt. Wolałabym pójść gdzieś z Tobą, na przykład na plażę albo na miasto...
-Myślę, że to dobry pomysł.-zaśmiał się cicho.
I poszliśmy na miasto. Przed podróżą wymieniliśmy trochę kasy na miejscową walutę, więc mogliśmy się bawić. Jakoś nie cisnęło mnie w środku, że wydaję hajsy, a na tych calych poprawinach mielibyśmy te wszystkie egzotyczne drinki i miejscowe przysmaki za darmo... Ale tutaj, na mieście, w barwnym towarzystwie wszystko wydawało się trzy razy bardziej wyjątkowe, wesołe i w ogóle lepsze, niż to wyrafinowane towarzystwo...
Chodząc po straganach na miejscowym targu wyszperałam kilka świetnych rzeczy, przykładowo śliczną sukienkę w kwiaty, jedwabny szal, piękną bizuterię i świetne czerwone szpilki. Te ostatnie zaoferował mi prawie za darmo miłej powierzchowności pan, który przedstawił się jako Abadu Mether, szczęście, umiał mówić po angielsku, więc szło się z nim dogadać. Skusiłam się na nie, bo zaoferowal mi je w bardzo niskiej cenie. A tak naprawdę, to wygrałam je u tego pana w konkursie. Wpisowe to było małe, a nagrody były fajne, np. walizki, torebki i buty. Mimo głosu sprzeciwu, jakim był Lion, zapisałam się, tj. załaciłam, podałam moje imię, nazwisko oraz to, skąd jestem. Gdy już coś wygram miałam się zgłosić z tą nagrodą do człowieka, który będzie czekac na mnie na lotnisku, a wtedy miałam dostać coś jeszcze, jakąś niespodziankę.. Następne zakręciłam kołem fortuny, na którym były oznaczenia znane zapewnie tylko panu Abadu. Gdy wskaźnik koła zatrzymał się na żółtym polu gość sięgnął pod ladę i wyjął z tamtąd świetne czerwone szpilki w oryginalnym pudełku. Podał mi je z uśmiechem, pozwolił przymierzyć (pasowały jak ulał) i życzył miłego dnia.
-Wiesz, nie podobał mi się ten facet...-mruknął Lion, gdy odeszliśmy. Kierowaliśmy się już do hotelu, ponieważ całe popołudnie spędziliśmy włócząc się po mieście, a teraz zaczynało już zmierzchać.
Poszliśmy więc do naszego pokoju, nie udaliśmy się nawet na kolację. Lion legnął na łóżku, a ja usiadłam na jego brzegu i zaczęłam ponownie przymierzać wygrane przeze mnie buty. Były super. Zdjęłam je i już miałam odłożyć do pudełka, ale zobaczyłam, że odkleja się podeszwa pod platformą. Odciągnęłam ją bardziej, a wtedy ze środka wypadły dwa foliowe woreczki z białym proszkiem. Zaskoczona upuściłam but i zaklęłam. Lion otworzył oczy i usiadł na łóżku. Spojrzał na mnie, na to co leżało na podłodze i zmarszczył brwi w niemym pytaniu.
-Zobaczyłam, że rozkleja mi się but, zaczęłam skubać tą podeszwę i wtedy to wypadło ze środka.-powiedziałam. Miałam lekko roztrzęsiony głos, ponieważ wyobraziłam sobie co by było, gdyby wykryto to na lotnisku.-W drugim też pewnie to jest...
Lion przytulił mnie i szepnął, żebym była spokojna. Poszedł do naszych walizek, wyjął z niej torebkę foliową i łapiąc przez nią buty i to, co z nich wypadło włożył je do pudełka.
-Musimy iśc z tym jutro na policję.-powiedziałam.
-I co im powiesz? Ten gość pewnie w ogóle się tak nie nazywał i nigdy więcej już się tu nie pojawi.
-Przecież tego tu nie zostawię, w recepcji pewnie mają listę zakwaterowanych gości, przykładowo w razie zepsucia czegoś...
W końcu zdecydowaliśmy, że jutro po śniadaniu poszukamy komisariatu i jakoś przedstawimy całą sprawę.
Cała spięta poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam koszulę nocną, umyłam zęby i przeszłam spowrotem do pokoju. Usiadłam na łóżku, spojrzałam na pudełko z butami i westchnęłam głośno. Lion poszedł się myć, a ja położyłam się na plecach na łóżku. Nie włączałam TV, bo i tak nic nie dałoby się zrozumieć. Po dłuższej chwili Lion wyszedł z łazienki, w swoim tradycyjnym stroju do spania, czyli po prostu bokserkach. Położył się przy mnie.
-Nie martw się.-szepnął.-Jeśli wszystko opowiesz na policji, to będzie dobrze...
-Mam nadzieję.-mruknęłam i przytuliłam się do niego.
***
Następnego dnia zrobiliśmy tak, jak postanowiliśmy wcześniej. Zjedliśmy śniadanie, wróciliśmy do pokoju po pudełko i poszliśmy szukać komisariatu.
W końcu go znaleźliśmy. Weszliśmy więc do środka i pytając się funkcjonariuszy trafiliśmy do odpowiedniego pokoju. Siedział tam około 40-letni policjant. Spojrzał na nas znad okularów. Postawiłam pudełko na biurku.
-My... Przyszliśmy z butami.-powiedziałam po angielsku. Z pobłażliwym uśmiechem mężczyzna sięgnął do pudełka, otworzył je i zamarł. Wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. Otworzył szufladę biurka, wyjął z niej rękawiczki jednorazowe, założył je i wziął w palce jeden z foliowych woreczków. Chwilę przyglądał się pakuneczkowki, odłożył go, spojrzał na nas i sięgnął po słuchawkę telefonu stacjonarnego.
I co teraz, Lionku? Wybrniemy z tego?

czwartek, 7 maja 2015

Nowa!

Witaj, Natalie Dormer!

środa, 6 maja 2015

Od Lionka c.d: Octavii

Octavia mój mały aniołek… ehh wróć ! Diabełek. Oj tak, zdecydowanie to drugie. Tutaj kusi i pociąga swoim wyglądem, charakterem a z drugiej strony to czyste zło ! Zło wcielone. Żeby biednego, porządnego obywatela takiego jak ja ciągać kilka godzin po sklepach ?! Toż to duszy ani sumienia trzeba nie mieć. Mimo wszystko nie ważne jakbyś się starał to nie ma opcji by się jej oprzeć. Jeżeli ktokolwiek to potrafi to zapłacę każdą sumę by mnie tego nauczył.
Gdy wróciliśmy do jej mieszkania rzuciłem zakupy i wreszcie wygodnie się rozsiadłem na kanapie. O jeju… To było zdecydowanie jedno z najgorszych popołudni w moim życiu hm… no jedynym plusem i to dość sporym plusem w tym wszystkim była ta zacna niewiasta, która ciągała mnie za sobą po tym centrum handlowym.
Słysząc propozycję dziewczyny, żebym został na śniadanie promiennie się uśmiechnąłem i nie była to wymuszona reakcja. Przeciągnąłem się i posłałem jej pełne pożądania spojrzenie.
- Hmm... To dość kusząca propozycja. – wymruczałem, a kiedy dziewczyna otworzyła buzię by coś powiedzieć uniosłem palec wskazujący do góry tym samym dając jej znak, żeby siedziała cichutko, bo jeszcze nie skończyłem swojego monologu.- Dobra, dobra Ty już nic nie mów. Przekonałaś mnie.
Pokręciła z niedowierzaniem głową i rzuciła we mnie poduszką.
- Kobieta mnie bije ! - wyjęczałem i w mgnieniu oka zerwałem się z kanapy by chwilkę potem znaleźć się przy mojej, na dodatek prywatnej nimfie. Schyliłem się lekko i łapiąc ją pod kolanami przerzuciłem sobie przez bark. – Ależ z Ciebie buntowniczka – zakpiłem kiedy ta wydawała pełne sprzeciwu piski oraz w ramach pokazania swojego niezadowolenia klepała mnie z całej siły po tyłku.
- Lion !
- Hmm ? To moje imię. – oznajmiłem ze stoickim spokojem kierując się do sypialni.
- Postaw mnie na ziemię ! Ale już.
- Nie ma mowy kochana.
- Niby z jakiej racji ?!
- Sprawiedliwości musi stać się za dość – rzuciłem starodawnym tonem, niczym rodowity szlachcic, na co Octavia zareagowała słodkim, dziewczęcym chichotem. Kocham jej śmiech, jest lekiem na wszelkie smutki. – Nie narzekaj dziewko i tak dzisiejszego poranka wiernie służyłem u twego boku.- ciągnąłem dalej-  Nadeszła pora na zadość uczynienie kobieto.
- Wszystkie laski podrywasz w taki sposób?
- Nie, a co ?
- Powinieneś zacząć. Bo ewidentnie w chwili obecnej jestem cała twoja.
- Cała moja? Definitywnie kobito ?
- Mhm- wyszeptała, a ja rzuciłem ją na łóżko.
- Skoro zostaję do śniadania – spojrzałem celowo na zegarek. – to mamy jeszcze duuużo czasu tylko dla siebie.
Posłałem jej szybki, triumfujący pełen zadowolenia uśmiech po czym złączyłem nasze usta w gorącym i spragnionym pocałunku. W tamtej chwili zakończyły się wszelkie dyskusje, a o spaniu nie było na razie mowy.

***

Następnego ranka, a właściwie popołudnia kiedy już zwlekliśmy się z łóżka Octavia namówiła mnie na spotkanie z nowożeńcami. Średnio mi się to uśmiechało, bo spędzenie kolejnego dnia wśród zadufanych w sobie snobów nie miało żadnych nawet najmniejszych plusów.
W każdym razie powiedziało się „A” trzeba powiedzieć i „B”. Miałem do wyboru albo coś ugotować albo nieco ogarnąć. Hmm…w sumie z dwojga złego wolę już sprzątać niż bawić się w kucharza. Na wspomnienie moich ostatnich kuchennych rewolucji po plecach przebiegł mnie niepokojący dreszcz.
Wszystko było już gotowe, a nasi goście mieli się pojawić za dwadzieścia pięć minut.
- Powiesz mi chociaż jak się nazywają?
- Zuzanna i Jean-Pierre – oznajmiła.
Zuzanna? To imię coś mi mówi… Jakbym kiedyś się z nim spotkał...ciekawe
- Jakie zjebane imię. –prychnąłem wydymając wargi.
- Oh, Lionku nawet naburmuszony jak nastolatek jesteś słodziutki. –objęła mnie mocno.
- Nie prawda. –oparłem swoją głowę na jej i pocałowałem czule w jej czubek. – Mam dziwne wrażenie, że się nie polubimy.
Octavia nie zdążyła skomentować mojej uwagi, gdyż w mieszkaniu rozległ się dzwonek. Popędziła do drzwi i radośnie przywitała przybyszy. Ah, a więc to na pewno oni. Szkoda, że im coś nie wypadło.  Stałem nadal tak jak stałem i wsłuchiwałem się w rozgrywającą się w przedpokoju akcję. On całuje rękę MOJEJ dziewczyny. Pf… Niech obślinia swoją babę. A potem słychać donośny kobiecy głos, nieco szorstki i chrypowaty. Dziwnie znajomy, jednak nie należący do Octavii .
Zmarszczyłem brwi i spojrzałem wyczekująco na drzwi.
Moja mina musiała być bezcenna kiedy ujrzałem tam tą Zuzannę. To są kurwa jakieś jaja ! Niech ktoś mi powie, że to żart.
Dziewczyna podniosła wzrok i ją również zamurowało. No proszę cóż za nowość nie wiedząca co powiedzieć Zuz.  Jej źrenice momentalnie się skurczyły.
- Zuzanna ? Lion ? – przed szereg wyłoniła się zagubiona Octavia.- Wszystko ok?
Ten cały pierd też stał skonsternowany. No błagam co z niego za mężczyzna.
- Nie ! – krzyknęła nagle i gwałtownie odwróciła się w stronę mojej byłej. – To jest ten co okazał się strasznym kobieciarzem irytował na każdym kroku ? – ściszyła nieco głos oraz bardziej stwierdziła niż zapytała.
- Ha ! – syknąłem. – No nieźle. – pokręciłem z niedowierzaniem głową. Teraz to już mój związek z Octavią jest na przegranej pozycji. Przecież jak jej przyjaciółeczka jej naopowiada jakiś niestworzonych historii to jestem kurwa skończony ! – A może przy okazji pochwalisz się swoimi dokonaniami , co ? – warknąłem, a dziewczyna aż się skurczyła.
- Ja w przeciwieństwie do Ciebie nie mam sobie nic do zarzucenia. Octavia, to nie mężczyzna dla Ciebie. Zasługujesz na kogoś bardziej wartościowego! On nigdy nic nie osiągnie
-  A to doprawdy ciekawe. W każdym razie wygląda na to, iż straciłem apetyt. – przewróciłem oczyma. – A towarzystwo do jedzenia też jest nie najlepsze. Więc państwo raczą wybaczyć ale resztę swojego cennego czasu spędzę w lepszym towarzystwie. – ukłoniłem się teatralnie w podziękowaniu. – Nie spokojnie, nie przepraszajcie. Nie dość, że nie jesteście u siebie to wpierdalacie się w nie swoje życie. Za takich znajomych to ja naprawdę dziękuję.
Nie czekając na jakąkolwiek reakcję szybkim i zdecydowanym krokiem ruszyłem w stronę drzwi, którymi chwilę później trzasnąłem. Byłem mega zdenerwowany, ba rzekłbym nawet, że nieco wyprowadzony z równowagi.
Szedłem głęboko pogrążony w myślach, aż znalazłem się w moim ulubionym barze, tym gdzie  pracuje mój – zapewne już nie długo nie – skarb. Walnąłem shota, a zaraz za nim poleciał kolejny. Nie ma mowy abym fatygował się na wesele tych gburów.
Nie wiem czy siedziałem tam godzinę czy dwie, a może nawet trzy kiedy ktoś położył rękę na moim ramieniu, a do mojego nosa dotarł dobrze znany, słodki zapach.
- Co tu robisz?
- Szukałam Cię.
- Po co?
- Bo mi na Tobie zależy ?!- obróciła ruchomy stołek na którym siedziałem o 180 stopni tak, że patrzyliśmy sobie w oczy.
- Jakoś nie sądzę.
- Nie obchodzi mnie co mówi Zuzanna. Byłeś taki w stosunku do niej. Do mnie nie jesteś, więc albo się zmieniłeś albo ona po prostu zasłużyła sobie na takie traktowanie.
- Mówisz tak bo wiesz, że chcę to usłyszeć.
- Wcale nie. Było minęło, nie rozpamiętujemy przeszłości. Przeszłość jest historią, przyszłość tajemnicą, a teraźniejszość darem pamiętaj Lion – przyłożyła czoło do mojego i zamknęła oczy jakby z ulgą.
- Przepraszam, sądziłem…
- Cii.. wiem, wiem. Każdy z nas ma coś za uszami. A poza tym nie specjalnie wierzę w to, że celowo chciałbyś mnie skrzywdzić.
- Ciebie nie. – delikatnie musnąłem jej wargi. – Ją owszem, chciałem.
- Wracamy ?
- Pod warunkiem, że obiecasz mi że ich nie będzie oraz że będę mógł Cię do domu zanieść.
Chwilkę później radośnie popylałem do domu z Octavią na plecach, której chichot dodatkowo mnie nakręcał.

***

Dyskusji nie było na wesele muszę lecieć, bo ona ma być druhną, a że nikogo tam nie zna to musi mieć kogoś ze sobą. W przeciwnym razie, jak sama oświadczyła, znajdzie sobie innego partnera z którym będzie caaały czas tańczyć, a ja na to pozwolić przecież nie mogłem.
Tak więc piątkowe popołudnie zmarnowaliśmy na pakowanie masy rzeczy, z których połowy pewnie nawet nie użyjemy. Ale czy to istotne?
Trochę się przekomarzaliśmy i zaczepialiśmy co urozmaiciło nasze przygotowania do jutrzejszej podróży samolotem. No właśnie, samolotem. Nigdy nie leciałem. Nie wiem jak to… W każdym razie ani mi się śni do tego przyznać !

***

No i stało się. Siedzimy w samolocie, który lada moment ma wylatywać. Przebrnąwszy przez odprawę i wszystkie standardowe kontrole zajmujemy już swoje  miejsca.  Nie to, że się boje ale mam dziwne wrażenie, że zbladłem na twarzy, a właściwie iż odpłynęła mi z niej cała krew. Tyle się słyszy o tych katastrofach.
- Leciałeś już kiedyś, prawda?
- No jasne.
- Kłamczuch ! – zakpiła i złapała mnie za rękę, a wtedy rozległ się komunikat od pilota„ Prosimy zapiąć pasy, będziemy startować. Przemieszczanie się po pokładzie jest surowo wzbronione do póki nie wyrównamy lotu. Zaraz stewardessa zapozna państwa z zasadami bezpieczeństwa, a ja życzę miłej podróży”
W torbulencje podczas lotu wpadliśmy jakieś sześć razy. Nosz kurwa mać ! Za każdym razem snułem najgorsze scenariusze, a ten wredny małpiszon bezczelnie się ze mnie nabijał. Ja już jej dam, niech tylko wylądujemy…

***

Po nudnej części oficjalnej czyli tej w kościółku gdy zakochana para ślubuje sobie jakieś pierdolety . Nie to, że jestem niewierzący, bo w tego tam u góry jakby wierzę ale powiedzmy nie praktykuję. Emmm o czym to ja? A tak właśnie udaliśmy się na część nie oficjalną czyli tą znacznie ciekawszą.
Hotel… widać, że typowy dla bogatych panienek i pantoflarzy ale sala weselna już przechodziła samą siebie. To wszystko kosztowało majątek. Pff to nie mój problem. Jestem tu tylko po to by dobrze się bawić.



Zgodnie z tradycją pierwszy taniec należał do nowożeńców, ale nie skromnie przyznam, że nie długo potem parkiet należał do nas. Cóż poradzić…
Nic się dla nas nie liczyło, mieliśmy siebie na wyłączność a ja nie pozwalałem Octavii zbytnio się oddalić by nikt się nie przystawiał. Kiedy byliśmy już porządnie wstawieni, a prawdę mówiąc ostro narąbani i bawiło nas prawie wszystko postanowiliśmy się zmyć do pokoju i dalej bawić się na prywatnej imprezce !
Poczekaliśmy jedynie, aż panna młoda rzuci bukietem, a pan młody swoją muchą. Ładny mały bukiecik wylądował w rękach Octavii, a drugi przedmiot w rękach nieznajomego nam mężczyzny.
Chwiejnym oraz niepewnym krokiem maszerowaliśmy do hotelu, nie miałem już pojęcia, po której stronie były pokoje zarezerwowane dla gości a tym bardziej, który należał do nas.  Ciut sfrustrowany niepowodzeniem misji wpadłem na genialny pomysł widząc wózek pani sprzątającej.
Skoro sprząta, to na pewno nie tylko korytarze ale także pokoje. A co za tym idzie ma karty do drzwi! Yeey ! Brawo Lion, Ty to masz łeb na karku. Starsza kobiecina ze szmatą zniknęła na chwile za rogiem a ja pozostawiając partnerkę na czatach rozpocząłem poszukiwania.
Słowo daję czułem się praktycznie jak bohater prawdziwego, mocnego filmu akcji. Zaraz powinni wbiec przestępcy, których chcieliśmy pokonać i pif pif pif ! paf paf paf ! Bum! Bum! Bum! A potem oczywiście wygrywamy my i hepi end ! Tak jak wspomniałem byliśmy już nieźle narąbani.
Chwyciwszy pierwszą lepszą kartę otworzyłem drzwi od pokoju 123. Był ładnie urządzony, gustownie i dominowała w nim czerwień z bielą. Delikatny zmysłowy zapach roznosił się po pokoju, a blask świeczek rozjaśniał panujący tam półmrok. Poważnie pokój jakby był stworzony do seksu !
Poszedłem do Octavii i ją namiętnie pocałowałem . Oh maleńka…
- Od początku tej imprezy mam ochotę zedrzeć z Ciebie tą sukienkę. – wymruczałem jej nieco bełkotliwie do ucha i pchnąłem na łóżko.
Wraz z gorącymi pocałunkami rozbierałem Afrodytę by móc przejść dalej. Chwilę potem oboje byliśmy już nadzy i zajęci grą wstępną. Delikatna, chłodna,  satynowa pościel była niesamowitym kontrastem w porównaniu do naszych rozgrzanych ciał.
Nagle ni stąd ni z owąd usłyszeliśmy ciche piknięcie, a następnie drzwi do pokoju otworzyły się.  Oboje spojrzeliśmy w tamtą stronę i ujrzeliśmy nie kogo innego a naszą parę młodą !
O kurwa, ale jaja !
Rozejrzałem się pośpiesznie po pokoju… No tak. Pełno czerwonych serc i serduszek, świeczki nie palą się przecież bez powodu, a to że jest to pokój „stworzony do seksu” tylko potwierdza moją świadomość w jakiej obecnie sytuacji się znajdujemy.
My rozbawieni i nadzy, a oni dostojnie ubrani i dosłownie przerażeni. Ich min nie zapomnę raczej do końca życia…

< hahaha Octavia? Ups? Tak jakby to pokój dla nowożeńców ! Kto by na to wpadł ? Mam nadzieje że Ci się spodoba i mam razem z tym dopiskiem 2000 słów C: Co dalej ? >

Od Arthura Do Olivii

To był ciężki dzień... Przez kilka godzin musiałem słuchać ciągle kłócących się siostrzyczek, wredne kobiety, ale przynajmniej dobrze płacą. Po przetłumaczenia ich podania na trzy języki, postanowiłem sobie odpocząć. A jak wiadomo najlepiej odpoczywać w klubie latynoskim, ta muzyka i tequila zrelaksuje każdego. Siedziałem przy barze kiedy bok mnie usiadła jakaś dziewczyna.
- Tequila? Tylko? - zaśmiała się.
- Nie lubię się pijać, jedynie relaksować. Tobie też to radzę.
- Dlaczego?
- Bo jesteś a: młoda, b: sama i c: ładna. Wielu mężczyzn się na ciebie patrzy. Lekko mówiąc.

(Olivia?)

Od Esperanse Do Ricka

Był wczesny poranek, słońce wolno wychylało się zza wieżowców kiedy wychodziłam z mieszkania. Vanessa spała jak zabita, a Lamia krzątała się chcąc zdążyć na tramwaj na uniwersytet. Rzuciłam jeszcze:
- Pa, wrócę wieczorem - i wyszłam na klatkę schodową. W windzie spotkałam jeszcze miłego staruszka z wyższego piętra, który jak zawsze o wschodzie słońca wyprowadzał swojego charta. Na ulicy pomimo wczesnej pory był spory ruch. Zawsze dziwiło mnie dokąd ci ludzie tak pędzą. Jedno było pewne, to nie moja dawna dzielnica...
W parku biegają, dla rekreacji lub spieszą się. Usiadłam na ławce, z torby wyjęłam zeszyt i ołówek. Kilka metrów dalej siedziała na przystanku jakaś dziewczyna, trzęsąca się ze zmartwienia. Pewnie autobus jej uciekł. Właśnie, autobus. Spojrzałam na zegarek - szósta trzydzieści. Do spotkania mam godzinę. Rozejrzałam się. Ścieżki, ścieżki, ścieżki i... Lody. Podeszłam to budeczki, gdzie pracowała śliczna dziewczyna o cerze lalki porcelanowej. Co smutne, była bardzo młodziutka.
- To co zwykle - powiedziałam podchodząc.
- Nie wyglądasz na częstego gościa - odparł facet, który przyszedł zaraz po mnie.
- Dlaczego? - uśmiechnęłam się lekko.
- Bo jesteś strasznie chuda... - zaśmiał się.
- I brzydka? - dodałam. - Wiesz nie lubię ludzi przesadnie pewnych siebie.
- Czemu?
- Bo są to ludzie, którzy nie doceniają prostych rzeczy.
- Wszyscy?
- Nie- odparłam. - Jestem Esperanse.

(Rick?)

Od Sherlocka CD Schulyer

Sherlock szedł spokojnie ulicą, otoczony przez wysokie do bólu wieżowce. Za każdym razem, gdy pojawiał się jakiś nowy przechodzeń lekko się uśmiechał. Byli tacy łatwi do rozgryzienia. Nigdy nie mógł się nadziwić, jak ludzie mogą nic o nim nie wiedzieć. Przecież można z niego czytać jak z otwartej księgi.
Rozmyślania przerwała mu niewysoka, rudawa istota z wilkiem na smyczy. Uderzyła w niego z zaskakującym impetem, jak na osobnika niewielkiego wzrostu. Byłaby się przewróciła, ale Holmes w ostatniej chwili złapał ją za ręce i przyciągnął do siebie. Dziewczyna wybąkała niezbyt szczere "przepraszam". Popatrzył na jej ręce i skojarzył fakty. Och, uwielbiał się popisywać.
- Nie szkodzi. - uśmiechnął się lekko. - Po śladach na rękach wnioskuję, że miałaś trudne dzieciństwo. Podejrzewam, że ojciec nie liczył się z Tobą zbytnio. Później się zabił, ty też próbowałaś. W twojej wypowiedzi usłyszałem delikatny francuski akcent. Czyżbyś nie urodziła się tutaj? Psa, a raczej wilka masz od szczeniaka, jest twoim odzwierciedleniem. A mieszkasz tam. - wskazał ręką Holiday Inn Express Manhattan Times Square. - Jestem Sherlock Holmes, miło mi. - dodał i ruszył z uśmiechem dalej.
<Schuler?>

Nowy!


Powitajmy Sherlocka!

wtorek, 5 maja 2015

Nowi!

Powitajmy  Arthura & Esperanse~!