sobota, 14 marca 2015
Od Nathana CD Kici
-Jak się wabi?- spytałem wskazując na psa.
-Nero.- odparła krótko.
-Mhm... Ambitnie... Od rzymskiego "Nerona", czy tak po prostu?- spojrzałem na nią.
<?>
Od Kici c.d: Nathana
Spojrzałam na chłopaka.
- Nie dzięki. - odparłam.
Przytaknął głową i schował paczkę papierosów do kieszeni spodni. Szliśmy w stronę jednego z najbliższych hoteli.
Kiedy dotarliśmy na miejsce, chłopak chciał już wejść do środka, ale się zatrzymał. Zwrócił się w moją stronę.
- Można wiedzieć jak masz na imię? - spytał.
- Kicia. - odparłam krótko. - A ty?
Spojrzał na mnie pytająco, ale nie zapytał.
- Nathan. - powiedział po chwili.
Przytaknęłam głową i odwróciłam się w drugą stronę i bez słowa odeszłam.
*
W domu czekał na mnie mój pupil. Szczeniak czekał przy drzwiach, znaczy się leżał na podłodze i spał. Uśmiechnęłam się lekko. Zamknęłam za sobą drzwi i przykucnęłam przy nim.
- Neruś wstawaj. - powiedziałam lekko szturchając szczeniaka.
Zaczął się powoli przebudzać, a kiedy się obudził ziewnął i momentalnie gdy mnie zobaczył zaczął szczekać radośnie. Wzięłam go na ręce i zaniosłam do legowiska, położyłam Nera. Wzięłam piżamę i poszłam do łazienki wziąć prysznic.
Umyłam ciało i włosy, następnie wyszłam z wanny. Wysuszyłam włosy, wytarłam ciało. Założyłam piżamę, wyszłam z łazienki i podążyłam do sypialni. Położyłam się na łóżku i wziełam telefon do ręki. Na poczcie nie było nowych wiadomości. Lucas się nie odzywa. No cóż, ma dużo roboty? Chociaż... Przecież ostatnio się urwał z pracy od tak. Więc co się z nim dzieje? Na to pytanie odpowiedzi nie znam. Westchnęłam cicho. Odłożyłam telefon na szafkę nocną i opatuliłam się kołdrą i usnęłam...
*
Obudziłam się następnego dnia. Przeciągnęłam się i wstałam z łóżka. Wzięłam telefon do ręki, była dopiero 8:57, ugh... Wyszłam z sypialni i podążyłam do kuchni. Na śniadanie przygotowałam sobie jedną kanapkę z serem. Zjadłam ją i wróciłam do sypialni. Wzięłam ciuchy jak i bieliznę. Poszłam do łazienki się ubrać.
Kiedy wyszłam z łazienki założyłam przewiewną kurtkę i buty. Zawołałam Nera, szczeniak szybko znalazł się tuż obok mnie. Założyłam mu szelki, zapięłam smycz i wyszłam z nim z domu. Zakluczyłam drzwi i wyszłam z nim na spacer.
*
Chodziłam po parku, w pewnym momencie poczułam na ramieniu czyjąś rękę. Miałam nadzieję, że był to Lucas ale... "Nadzieja matką głupich". Był to Nathan nie żebym go nie lubiła, ale chodzi mi o to, że no... Brakuje mi Lucas'a ? Nie wiem co się z nim dzieje. Westchnęłam cicho.
- Cześć. - powiedział Nathan.
- Hej. - odparłam nieco zmieszana.
Nathan?
Od Josh'a c.d: Nivan'a
- Dzięki. Siostra mi trochę pomagała w wyborze mieszkania- uśmiechnąłem się pod nosem.
- Masz siostrę?- spojrzał na mnie.
- Tak, młodszą. Mam jeszcze młodszego brata i drugą młodszą siostrę- odparłem.
Znowu chwila ciszy. Gdy zrobiło się później niż było wcześniej wstałem i wszedłem do mieszkania, a Nivan za mną. Usiedliśmy na kanapie w salonie. Włączyłem telewizor, ale jak zwykle nie było nic ciekawego. Lekko osunąłem się w dół i założyłem ręce na karku. Nivan cały czas mi się przyglądał... No ale mniejsza z tym. Gdy mi się to już znudziło poszedłem się wykąpać. Do spania jak zwykle założyłem szare spodenki i białą koszulkę na krótki rękaw.
- Mam rozumieć że zostajesz na noc?- spytałam ziewając, a on przytaknął głową- No dobra, ja idę się położyć. Jak coś to ty śpisz w drugim pokoju po lewej. Ten na przeciwko jest mój. W twoim dzisiejszym pokoju położyłem ubrania żebyś mógł się przebrać, a teraz idę spać. Dobranoc- powiedziałem ospale i powlokłem się do swojej sypialni.
Gdy już położyłem się na łóżku zamknąłem oczy starając się zasnąć. Jednak po jakichś dziesięciu minutach poczułem czyjąś dłoń na boku. Domyślałem się kto to, ale nie miałem siły cokolwiek zrobić, więc nie reagując zasnąłem.
<Nivan? u mnie nie lepiej :c>
Od Malii c.d Bastien'a
Gdy chciałam zapytać o coś jeszcze chłopaka niestety chłopak podał mi swój numer i wyszedł z kawiarni. Powoli dopiłam do końca swoją kawę i rzuciłam na stolik pieniądze. Ubrałam swój płaszcz i wyszłam z budynku. Skierowałam się w stronę swojego apartamentu. Ledwo weszłam do mieszkania przybiegły do mnie moje dwa szczeniaki. Powiesiłam swój płaszcz i pogłaskałam psiaki. Nasypałam im do misek jedzenie i wlałam wody. Poszłam się przebrać i postanowiłam posprzątać porządnie dom. Sprzątanie zajęło mi z dobre dwie godziny. Nastepną godzinę spędziłam na zabawie z moimi pupilami. Przed szesnastą postanowiłam iść na spacer do parku. W parku było dużo ludzi. Połowa na pewno sączyła właśnie pracę. Idąc ktoś do mnie zadzwonił. Szybko odebrałam i zaczęła się długa rozmowa. Zadzwonił do mnie dyrektor szpitala w sprawie oddania ważnych dokumentów. Rozmawiając niechcący wpadłam na kogoś. Szybko rozłączyłam się i spojrzałam na tą osobę. Tą osobą okazał się chłopak, którego poznałam w kawiarni.
- Hej. – powiedziałam lekko się uśmiechając. – Sorry, że na ciebie wpadłam.
( Bastien ? )
Od Nivan'a c.d: Josh'a
- Chcesz czegoś?- odezwał się nagle.
- Mogę sobie wziąść coś do picia?
- Jasne... bierz co tam chcesz- machnął niedbale dłonią. Poszedłem do kuchni, wziąłem sok pomarańczowy i znalazłem czystą szklankę. Nalałem go i podreptałem do Josh'a- Jak tam ręka?
- Źle, boli jak diabli...
- Sorry, odruch obronny.
- No przecież wiem, mówiłeś już o tym.
- Co sobie wziąłeś?
- Sok pomarańczowy.
- Lubisz pomarańcze?
- Bardzo.
W tym momencie zastała niezręczna cisza, chłopak ponownie odchylił się na krześle, a ja usiadłem na stoliku. Przebierałem nogami. Wziąłem łyk soku i spojrzałem na miasto. Było pięknie, Josh ma nosa do tych spraw.
- Zawsze musisz siadać na stole?- przerwał długą chwilę ciszy.
- Tak.
- Czemu?
- Z przyzwyczajenia... ładne to twoje mieszkanko...
(Josh? Wiosenny zanik weny ;-;)
Od Chris'a c.d: Melloow
- Rusz się. - mruknąłem kiedy ta bez pośpiechu pakowała swoje rzeczy.
- Skończyłam robotę, mogę robić co mi się podoba. - syknęła.
Przewróciłem oczyma i sięgnąłem po jej płaszczyk pomagając go jej założyć.
Największy ruch na ulicach minął, a więc można było spokojnie się przemieszczać bez przepychania się z gburowatą społecznością.
- Odprowadzę Cię - oznajmiłem, a Melloow nawet tego nie skomentowała, gdyż jak słusznie sądziła nie miałoby to najmniejszego sensu. Tak czy siak postawiłbym na swoim. - Zdajesz sobie sprawę, że z czasem taryfa ulgowa się kończy ?
- Haha, pierdolisz ?! - spojrzała się na mnie zdumiona - To jest taryfa ulgowa? Przecież te blondowate zdziry nic nie robią.
- Wyrażaj się...- pokręciłem ostrzegawczo głową. - Owszem robią, w domu.
- Siedzą tam tyle godzin i jeszcze odwalają robotę za Ciebie w domu?
- Po pierwsze nie za mnie po drugie, chcą utrzymać to stanowisko to muszą się postarać. - wzruszyłem obojętnie ramionami.- Też będziesz tak pracować.
- Oj chyba podziękuje. - przewróciła oczyma i zrobiła nieszczęśliwą minę. Moja ręka aż mnie świerzbiła.
- Nie przewracaj oczami. - mruknąłem.
- Tobie wolno a mi nie ?! Co Ty sobie myślisz? - burknęła, była całkowicie rozdrażniona, a moja twarz nie zdradzała żadnych emocji.
Zwolniłem przy przejściu dla pieszych, ponieważ zapaliło się czerwone światło jednak, Mell tego nie zrobiła. Szła pewnie przed siebie nawet się nie rozglądając. Kurwa...
W jednej chwili zerwałem się i chwyciłem ją za rękę ciągnąc mocno w swoją stronę, tak że wpadła ona na mnie. Mało brakło gdyż ułamek sekundy później przejechał rozpędzony sportowy samochód.
Jej serce łomotało jak oszalałe, nogi miała jak z waty, a dziewczyna chyba nie zdawała sobie jeszcze sprawy z tego co się właśnie stało. Staliśmy tak chwilę "przytuleni" nim uniosła ona głowę i nasze spojrzenia się napotkały.
Patrzyłem jej głęboko w oczy, a ona delikatnie się zarumieniła i nieświadomie uchyliła usta, nie była jednak w stanie nic zrobić, jej ciało nawet nie drgnęło. Już wcześniej zaobserwowałem, że przez mój wzrok wpada ona w stan osłupienia i niepewności... Spokojnie nie ona jedyna, to spojrzenie nie wiem dlaczego działa na większość kobiet, a tak właściwie nie spotkałem jeszcze takiej, która pozostałaby wobec niego niewzruszona.
Miałem taką cholerną ochotę ją pocałować, pocałować te rozchylone, malinowe i wyglądające niesamowicie apetycznie usta.
- Oddychaj... - wyszeptałem walcząc z pokusą, pierw jebane dokumenty, a potem można pójść na całość.
Dziewczyna przymknęła oczy, jakby miała zaraz wyrwać się z transu, a ja pod wpływem chwili złamałem wszystkie zasady.
- Pierdolę to - mruknąłem pod nosem i ją pocałowałem.
Nie było to zwykłe cmoknięcie, ale namiętny pocałunek pełen uczucia, nie interesowało mnie to, czy dziewczyna odwzajemnia go świadomie czy też nie. Gdy nasze usta wzajemnie się muskały nie dbałem o to czy ktoś mnie widzi, zazwyczaj takie i podobne rzeczy robiłem by nikt się nie połapał, ponieważ nie chciałem by ktoś przyglądał się jak doprowadzam moją kobietę do szaleństwa.
Nie liczyło się nic, dosłownie nic. Byłem tylko ja i ona. Cała reszta zniknęła.
Opamiętałem się dopiero tedy gdy zabrakło nam tchu. Oderwałem się od niej jak poparzony, bez słowa idąc przed siebie.
Zerknąłem lekko w tamtą stronę, gdzie stała Melloow, sprawiała wrażenie małej dziewczynki, która zgubiła się w olbrzymim lesie...
- Rusz się. - rzuciłem stanowczo.
Odprowadziłem ją pod samo mieszkanie, szliśmy w milczeniu. Ona nie mówiła nic próbując sobie chyba wszystko poukładać, to i tym bardziej ja gdyż próbowałem ją rozgryźć.
- Jutro masz być w pracy punktualnie. Nie spóźnij się i ubierz się bardziej przyzwoicie. Nie zapomnij zjeść kolacji...
Wzrokiem podążyłem za znikającą na klatce kobietą, przez którą naruszyłem wszelkie zasady...
Oh, Christopher opanuj się.-ciągle karciłem się za ten swój występek, a intuicja podpowiadała mi, że jutro może być naprawdę ciekawie...
< Melloow ? Kochanie ? <3 hehe ^^ ależ te przejścia niebezpieczne c: >
Od Chris'a c.d: Ashlynn
- To ja Cię na nią zapraszam. - westchnąłem, a dziewczyna wzruszyła ramionami.
Kobiety, one to są mistrzyniami zmienności, ciężko za nimi trafić, jednego dnia lubią czerwone róże, następnego różowe tulipany i weź tu takim dogódź.
Kierowaliśmy się w milczeniu do najbliższej kafejki przebijając się przez zatłoczone miasto. Kątem oka przyglądałem się mojej towarzyszce. Co o niej wiedziałem ? Nic, dosłownie nic...
Po pięciu minutach zajęliśmy miejsca i złożyliśmy zamówienie.
- Opowiedz mi coś o sobie -zacząłem.
Rozejrzałem się po wystroju, był stonowany w starym stylu. Można by rzec, że uspokajający i przytulny. Rozpiąłem marynarkę i usiadłem wygodnie w fotelu nawiązując kontakt wzrokowy z moją rozmówczynią.
Od Octavii CD Lion'a
***
Skończyłam już moją zmianę i cieszyłam się, że jutro mam dzień wolnego, jak zawsze po cyklu nocek, a potem zaczynam ranne zmiany. Ale jednak nie to najbardziej zaprzątało moją głowę. Wiedziałam, że Lion zrobił coś Christianowi. A jeśli go pobił, to Christian zapewne pójdzie do szpitala, a później na policję. Chociaż jako wysoko postawiony biznesmen mógł nie chcieć iść do publicznego szpitala. Spojrzałam na zegarek - parę minut po drugiej. Szukać go czy nie? Wyjęłam telefon i odszukałam potrzebny mi numer i zadzwoniłam. Odebrał, chociaż się tego zbytnio nie spodziewałam.
-Gdzie jesteś?-spytałam na samym początku.
-Octavia?
-Nie, wódz plemienia Tunga-bunga z północnej Ugandy.-warknęłam.-Gdzie jesteś?
-Właśnie jadę do domu. Wracam od lekarza. Chyba wiesz dzięki komu? Chociaż zastanawiam się, czy lepiej nie udać się od razu na komisariat.
-Pojedź do domu. Chcę z Tobą porozmawiać. Potem na komisariat możemy udać się razem. Ale to będzie zależne od wyniku naszej rozmowy.-powiedziałam i rozłączyłam się. Tak na prawdę nie sądziłam, że po tej rozmowie on pójdzie gdziekolwiek, a już na pewno nie na komisariat.
***
-Witam.-powiedziałam, gdy wyszedł z windy. Kod się nie zmienił, więc bez przeszkód weszłam do środka i czekałam na niego. Miał zszyty łuk brwiowy, rozwalony nos, ale czułam, że to i tak nie wszystko. Prawdopodobnie jeszcze żebra. Połamane albo popękane. Poruszał się z trudem. Jakoś nie było mi go żal. Jakoś otworzył drzwi i wszedł pierwszy do środka. Czyżby jego dżentelmeństwo ulotniło się, gdy ktoś obił mu mordę? Weszłam za nim. Nie wytrałam butów na wycieraczce tylko od razu przeszłam do środka. Nie wiele się tu zmieniło. Usłyszałam, że zamknął drzwi. Przyczłapał do mnie i usiadł na fotelu. Ja nie zamierzałam siadać. Chciałam to załatwić szybko.
-Chcesz złożyć doniesienie na policje, prawda?-spytałam.
-To chyba oczywiste.-mruknął.
-Nie zrobisz tego.
-Słucham?
-Pomyślałeś o tym jaką pożywkę miałyby media z historii o pobitym biznesmenie? A gdyby się dowiedziały dlaczego został pobity...
-Nikt nie musiałby znać przyczyn.
-Wszyscy by je poznali. Zgłosiłabym się jako świadek w tej sprawie.-odparłam.-A prawdopodobnie nie tylko w tej. Powiedz mi, Christian...-Moja twarz nie wyrażała żadnych emocji, jednak powoli wpełzał na nią zimny uśmiech.-To czarne audi jeszcze przyjeżdża tu w drugi czwartek każdego miesiąca?-Mój uśmiech stał się lodowaty, psychopatyczny, a wzrok świdrował mojego rozmówcę. Wyglądał on jakby miał się na mnie rzucić. I pomimo swego stanu chciał to zrobić. Zatrzymało go jednak ostrze noża, którze znalazło się przy jego szyi. Jeden ruch, a jego tętnica szyjna zostałaby przecięta.
-Radzę ci być spokojnym.-poleciłam, zabrałam nóż z jego szyi i pchnęłam go na fotel.
-Grozisz mi nożem?-zaśmiał się chrapliwie.
-Grożę ci czymś poważniejszym niż nóż. Poważniejszym jak dla ciebie. Chyba nie chciałbyś, żeby cały twój światł legł w gruzach. Nie jako jak mój...
-Czy Tobie nadal chodzi o...
-Nie chodzi mi o te twoje panny!-wrzasnęłam, mój głos zaraz jednak powrócił do lodowatego, obojętnego tonu pasującego do psychopatycznego uśmiechu. Stanęłam za jego fotelem gotowa przystawić ostrze do jego szyi w każdym momencie.-Szczerze mówiąc, straszliwie cieszę się, że ogarnęłam co robisz i że już mnie tobą nie ma. Współczuję tylko tym dziewczynom, które cię obsługują. Którejś chyba gasiłeś papierosy na brzuchu, a innej wykroiłeś napis "Suka" na boku, nieprawdaż? Zobacz, wiem tylko co zrobiłeś tym dwóm... Ale to chyba nie wszystko, prawda? Nie tylko nie wszystko w sprawie tych dziewczyn. Są jeszcze prochy... Handel bronią... Dosyć? Dla policji to będzie coś wielkiego, bo tak jest w istocie. A jeśli podam nazwiska...
-Myślisz, że uwierzą jakiejś barmance?
-Komu jak komu, ale mnie na pewno uwierzą.-powiedziałam.-Najśmieszniejsze jest to, że wpadłam na to wszystko wtedy, gdy trochę ruszyłam głową. Mogłabym być świadkem koronnym... Ale nie będę.-powiedziałam. Christian odetchnął. Zaśmiałam się głośno, jednak nie był to zwykły, milutki śmiech.
-Nie będę, ale tylko wtedy, gdy zawrzemy układ.-Przeszłam na powrót przed niego, by móc patrzeć mi w oczy.-Posłuchaj mnie teraz uważnie. Nie wniesiesz sprawy o pobicie na policję.-Chciał odwrócić wzrok. Złapałam go niedelikatnie za brodę i zmusiłam do patrzenia mi w oczy.-To ważne, żeby podczas konwersacji utrzymywać z rozmówcą kontakt wzrokowy. Nie wiesz o tym?-skarciłam go.- Nie wniesiesz sprawy o pobicie. Zostawisz mnie, osoby z mojego otoczenia i już nigdy się nie zobaczymy. Tylko tyle. To chyba mało, prawda? W zamian ja zapomnę o tobie i o wszystkim, co z tobą związane.
-Jaką mam pewność?-spytał.
-Jeśli tylko będziesz trzymał się warunków, które tyczą się ciebie i będziesz mieć spokój do końca życia. No bo powiedz mi, czy do tej pory ktoś się o tym dowiedział?
-Nie.
-A widzisz...-mruknęłam.-Zgadzasz się?-spytałam twardo. Nastała długa cisza.
-Zgadzam się.-odpowiedział po chwili.
-No, brawo. Dobry Christian.-Poklepałam go po opuchniętym policzku. Wykasowałam mu mój numer z telefonu. Ja także przy nim usunęłam jego numer z mojej komórki.
-To była nasza ostatnia rozmowa.-powiedziałam i wyszłam.
***
Nazajutrz obudziłam się dosyć późno, bo koło dwunastej. Wstałam, ogarnełam się i umalowałam. Dzięki Bogu, że ten siniak dał się przykryć makijażem. Zrobiłam sobie śniadanie i poszłam oglądać TV. Nie zamierzałam się dzisiaj wysilać. Po to mam wolny dzień, żeby był wolny.
Cały czas wracałam myślami do wczorajszej akcji. Ciekawe, czy do tej pory Christian zdawał sobie sprawę z tego co wiem. Zastanawiałam się, dlaczego w ogóle to zrobiłam. Nie chciałam, żeby Lion miał kłopoty z policją. Ale dlaczego tak się tym przejęłam? Hmmm... Miałby te kłopoty przeze mnie. Nie chciałam, żeby on w ogóle miał przeze mnie jakieś problemy... Postanowiłam się z nim spotkać.
***
Był już wieczór. Cały dzień przesiedziałam w domu nad książką albo przed telewizorem. A teraz szłam parkową alejką spodziewając się znaleźć Lion'a tam, gdzie spotkaliśmy się po raz pierwszy. Miałam to szczęście, że tam był, dzisiaj chyba bez psa.
-Cześć.-rzuciłam podchodząc. Zapaliły się lapmy.
-O, cześć.-mruknął. Uśmiechnęłam się lekko. Poruszył się jakby chciał dojrzeć mój policzek.
-Już lepiej. Daje się przykryć makijażem.-odparłam. Stałam przed nim, a on siedział na ławce. Nastała chwila ciszy.
-Chciałbyś mi coś powiedzieć...?-spytałam.
-Nie mam co.-warknął i wstał. Stał teraz naprzeciw mnie.
-Nie powinieneś go bić.
-To on nie powinien uderzyć Ciebie.-odparł.
-To nie była Twoja sprawa.
-A jak Ci powiem, że właśnie moja?-mruknął. Westchnęłam.
-Tej sprawy już nie ma. Rozmawialiśmy wczoraj i Christian przystanął na warunki jakie mu przedstawiłam.
-Coo? Jakie warunki?
-Między innymi dlatego nie zgarnęła Cię policja.-mruknęłam.
-Cooo?
-To co słyszysz.
-Ale jak...?-spytał. Uśmiechnęłam się lekko i szybkim ruchem wydobyłam schowany za paskiem nóż rzutkowy. Jego ostrze błysnęło w świetle latarni.
-Siła argumentów...-odparłam.
-Groziłaś mu nożem?-Lion chyba niedowierzał.
-Nie nożem... Swoją drogą myślałeś, że chodzę taka bezbronna? Bez noża też dałabym radę, chociaż byłoby ciężej.-przyznałam zgodnie z prawdą. Schowałam nóż i spojrzałam na Lionell'a.
-Czy on chciał Ci coś zrobić...?-spytał, a w jego głosie dźwięczała niebezpieczna nuta.
-Nie.-powiedziałam krótko.-Posłuchaj mnie. Ta sprawa jest już skończona. Ani ja, ani Ty nie możemy do tego wracać. To jeden z warunków. On też da nam spokój.
-A jaką masz pewność?
-Taką, że gdyby złamał umowę to skończyłoby się to dla niego bardzo źle. Więc nie złamie jej, ja także nie. I proszę Ciebie, żebyś nie zaprzątał sobie tym głowy.-powiedziałam i spojrzałam mu w oczy.-Poza tym...-mruknęłam.
-Tak?
-Chciałam Ci podziękować. Za to, że odprowadziłeś mnie wtedy do domu. To było... Miłe.-uśmiechnęłam się lekko. On także się uśmiechnął. Chciałam pocałować go w policzek, ale w ostatniej chwili, pod wpływem jakiegoś impulsu zmieniłam trajektorię. Nasze wargi złączyły się w pocałunku. Był on długi i z każdą chwilą stawał się coraz bardziej namiętny. Lionell odkleił się ode mnie, ujął delikatnie moją twarz i spojrzał mi w oczy.
-Octavia...-mruknął.
-Cśśś...-uśmiechnęłam się.-Chciałbyś wpaść do mnie na kolacje?
Lionku? :D Nie przepraszaj, rozumiem Cię. I nic się nie stało. Teraz ja będę tak mieć ;-; Jeszcze w przyszły weekend mam kurs instruktorski... Już widzę, jak nas tam przeczołgają... Ale będzie dobrze :D