sobota, 7 marca 2015

Od Chris'a c.d: Melloow

Tamten dzień był niesamowicie zalatany, szef non stop miał jakieś sprawy do załatwienia, non stop czegoś ode mnie chciał... Doprawdy oszaleć idzie.
Nie miałem nawet czasu, żeby sprawować kontrolę nad dziewczyną, a miała być to jedna z zalet tego, że ją tu zatrudniłem. 
Byłem bardzo ciekawy jak radzi sobie z ekspedientkami i czy zwróciła uwagę na fakt, iż wszystkie są blondynkami. Punkt dwunasta wpadłem do sklepu jak burza i zmierzyłem wzrokiem wszystkie pracownice jednak czarnowłosej nie było.
- Gdzie ona ? - mruknąłem, a kobiety znając ten ton niemalże od razu się wyprostowały. Żadna jednak nie udzieliła odpowiedzi. - Zadałem proste pytanie. Czy tak trudno na nie odpowiedzieć ?!
- Poszła na przerwę.- powiedziała szeptem jedna.
- A pozwoliłem Wam ją wypuszczać ?!
- Nie zabroniłeś...
- Nie przypominam sobie żebyśmy przeszli na "ty " - posłałem jej ostrzegające spojrzenie.
Wparowałem do swojego sterylnie jednak z gustem urządzonego gabinetu, w którym dominowała biel z czernią a gdzie nie gdzie spostrzec można było czerwone akcenty.
Zacząłem szukać dokumentów jednak wówczas uświadomiłem sobie, że dziewczyna jeszcze ich nie złożyła. Zacząłem nerwowo stukać palcami w blat.
Pyk-pyk-pyk-- pyk --pyk-pyk-pyk
Wstałem i przechadzałem się to w jedną stronę to w drugą. Ależ mnie to babsko irytuje. Nieusłuchane.
Uparte.
I co najgorsze szlaja się nie wiadomo gdzie !
Christopher spokojnie ona jeszcze do ciebie nie należy, a więc musisz się opanować. Wyglądałem właśnie przez okno, gdy do moich uszu dobiegło ciche pukanie.
- Wejść. - nakazałem. Delikatne i małe kroczki wskazywały na kobiety, to że były wolne świadczyło o braku presji, a natomiast to o tym iż nie była to moja pracownica. - Gdzie byłaś ?
- Skąd wiesz, że to ja? - zapytała zdumiona.
- Nie istotne. - machnąłem ręką odwracając się w jej stronę. - Gdzie byłaś ?
- Jesteś moim pracodawcą. Nie muszę Ci się spowiadać co robiłam.
Westchnąłem.
- A jadłaś ? - zmrużyłem oczy. - Tak ciężko ?! - odpowiedź brzmiała " Nie ", nie trudno przewidzieć.
Podszedłem do dziewczyny, a woń papierosów uderzyła w mój wyczulony nos- Paliłaś. - syknąłem. - Prosiłem abyś przestała,
- A ja żebyś przestał się wpierdalać w moje życie !
- Idziemy. No już.
Otworzyłem drzwi i czekałem aż dziewczyna przejdzie.
- Moja przerwa dobiegła końca - oznajmiła.
- Oh jaka szkoda... Trudno po prostu zostaniesz po godzinach.
- Ale...
- Nie ma żadnego ale.
Wyszliśmy na ulice i po pięciu minutach zajęliśmy miejsce przy stoliku. Jej skrzywiona mina była zabawna, ale nawet nie protestowała, no jaka dobra dziewczynka szybko się uczy.
- Em... mam pytanie.
- Tak ?
- O co chodzi Ci z tym jedzeniem ? - podparła głowę ręką.
Przechyliłem lekko głową jakby szukając odpowiedzi. Koniec końców uznałem, że nie jest to rzecz, o której musiałaby wiedzieć.
- Kolejne pytanie.
- Powiedziałam, że mam tylko jedno.
- Ale trapi Cię coś jeszcze. Śmiało pytaj, najwyżej nie odpowiem. - kiwnąłem lekko głową.
- Jesteś gejem ?
- Że co proszę ? - o mały włos a bym się zakrztusił wodą  - Cóż za bezpośredniość. Skąd takie podejrzenia ?
- Chciałam poszukać czegoś o Tobie i nie masz żadnego zdjęcia z kobietą.
- Nie jestem homoseksualistą. - zapewniłem.
- Kręcą Cię blondynki ? - kontynuowała.
- Sądzę, że to koniec naszej pasjonującej konwersacji - spojrzałem znacząco na kelnerkę niosącą nasze jedzenie. - Smacznego.
Nie powiem jej nic, do czasu kiedy nie załatwimy formalności. Tak to jest teraz najważniejsze.
Przweróciła w odpowiedzi oczyma a ja miałem ochotę za to przełożyć ją przez kolano. Jednak i o tym na razie nie mogła się dowiedzieć...

< Mellow? Tak jak wspomniałam na AD wybacz ;c dziś mi totalnie nie idzie ale obiecałam, że będzie to jest huehue nawet 2 ! > 

Od Toma c.d: Marceline

Gdy dostałem od dziewczyny numer telefonu poczułem motyle w brzuchu. Czy ona dała mi tę karteczkę to pod pretekstem bluzy? Sądzę że tak. Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, nie sądzę, że to właśnie to, chociaż kto wie? Zakłopotany całą sytuacją oparłem się o pobliskie drzewo i założyłem ręce na klatkę piersiową.
- Spokojnie, dam sobie radę z bluzą.- zaśmiałem się .
Widać, że dziewczyna była tak samo skrępowana tą całą sytuacją jak ja .
- Mam nadzieję. - wyszeptała wręcz bezgłośnie , a na jej policzkach pojawił się rumieniec.
- To na mnie czas.. - oznajmiłem spuszczając głowę .
- Ehh, jak musisz - westchnęła i popatrzyła się na mnie słodkim wzrokiem.
- To do zobaczenia.
Powiedziałem i obróciłem się na pięcie unikając spojrzenia. Za sobą usłyszałem tylko ciche "Cześć" zagłuszone przez psa.
Udałem się do domu. Byłem zmęczony po treningu. Wziąłem prysznic , zjadłem obiad i położyłem się na kanapie. Nie mogłem przestać myśleć o Marceline. Czy ja się zakochałem ?
Czuję się jak ostatnia sierota. Mogłem ją przytulić na pożegnanie, a nie obróciłem się i poszedłem jak jakiś palant. Nie jest ze mnie dobry materiał na chłopa. Jestem zwykłą ciotą. Może do niej zadzwonię ? Tak, przecież mam numer. Szybko wziąłem leżący obok telefon do ręki i wykręciłem numer napisany na malej karteczce.
-Halo ? - odezwał się znajomy głos.
- Ymm, cześć , tu Tom.
- Aaa, cześć ! Coś z bluzą ?
- Nie, nie.. Chciałem się tylko zapytać czy robisz coś wieczorem?.. - spytałem cicho.
- Chyba nie mam żadnych planów,  a co?
- Może byś do mnie wpadła?
- Chętnie !
Po tych słowach ucieszyłem się jak dziecko. Podałem dziewczynie adres i godzinę odwiedzin, po czym się rozłączyłem .Od razu zabrałem się do sprzątania mieszkania. Półtorej godziny od spotkania, czyli 20 zacząłem się szykować. Ubrałem się w czarne dżinsy i koszulę w czerwoną kratkę . Rzadko się tak ubieram , tylko na wyjątkowe okazje , takie jak ta . 15 min przed 20 zadzwonił dzwonek. Otworzyłem i przed sobą zobaczyłem Marceline. Była ubrana w czarną, sięgającą do kolan, rozkloszowaną sukienkę i szpilki, choć nawet jeżeli była na szpilkach, byłem od niej wyższy o głowę. Mówiąc krócej - wyglądała prześlicznie.
- Zapraszam - wprowadziłem ją do środka .
Wróciło uczucie z poprzedniego spotkania. Znów byłem zakłopotany i zarumieniony jak pomidor.
- Więc..- zacząłem niepewnie- napijesz się czegoś?




Marceline? ^^

Od Remigiusza

Tego ranka jak zawsze byłem nie wyspany, nie to mało powiedziałem.
Nagle poczułem jak Kampi liże mnie po twarzy ..
Otworzyłem oczy
-Kampi .. idź sam .. -wymruczałem
Pies nie odpuszczał i zaczął ujadać ..
-No dobra .. przekręciłem się i spadłem z łóżka .. jęknąłem.
Minęło kilka minut za nim wstałem i poszedęłm do łazienki .. oblałem twarz wodą.
Wyglądałem jak trup .. po porannej toalecie ubrałem się w moja ulubiona biała bluzę dżinsy
i adidasy zarzuciłem kaptur wziąłem smycz do ręki a w druga kamerkę ..
Wyszliśmy z Kampim na spacer było jeszcze ciemno spojrzałem na zegarek
czwarta rano .. po kilku minutach wróciłem do mieszkania zacząłem się pakować
wziąłem 2 walizy spore i plecak .. laptopa kamery aparaty wszystko ..
Zostawiłem kasę na stoliku i klucze to mieszkanie było wynajmowane przeze mnie przez ostanie cztery miesiące.
Wraz z Kampim poszlismy na przestanek kolejowy ledwo zdążyłem na pociąg odjeżdżający o 8 rano .. Usiadłem w wolnym przedziale Kampi spał na moich kolanach a ja patrzyłem cała drogę przez okno.
Nie wiem kiedy mnie zamuliło i zasnąłem .. Gdyby nie szczekanie Kampiego przespał bym stację.
-Już -mruknałem po czym wstałem wziąłem bagaże zamówiłem taksówkę
Wsiedliśmy do auta .. i podjechaliśmy na miejsce gdzie miałem adres ..
Wysiudałem wziąłem bagaże i wszedłem do klatki schodowej to bardziej kamienica niż blok .. wyjąłem kluczkę .. mieszkanie było spore kuchnia,łazienka ,pokój,sypialnia.
Do wieczora się rozpakowywałem .. około dwudziestej wraz z Kampim wyszliśmy się rozejrzeć po okolicy. Po drodze mijałem bloki, sklepy,galerie .. zarzuciłem słuchawki na uszy idąc pewnym krokiem .. nagle ktoś na mnie wpadł
-Przepraszam ..
Zdjąłem słuchawki
-Nic się nie stało
-Twój pies ?
-Tak
-Ale słodziak jak się wabi ?
-Kampi ..
-A ty jesteś ?
-Remigjusz ReZi .. a ty ?

<Ktoś>

Od Ashlynn c.d: Chris'a

- Hmmm, nie wiem... Zależy- odparłam wzruszając ramionami.
- Zależy od czego?- spojrzał na mnie.
- Nie mam pojęcia. Taksówkarze różnie biorą...- złapałam się za ręce i prostując je przechyliłam głowę lekko w bok.
Chris cicho westchnął. Chyba udało mi się go lekko zdenerwować. Zauważyłam że na drodze nadał był korek i nie zapowiadało się, żeby szybko zniknął.
- No cóż, w takim korku nikt nie przyjedzie. W takim razie idę na piechotę. Na razie!- odparłam z uśmiechem i odwracając się zaczęłam iść w stronę domu.
Kątem oka widziałam jego zdziwienie na twarzy. Natychmiastowo na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Dzisiaj miałam naprawdę dobry dzień! Po kilku minutach usłyszałam kroki za sobą. Chris zaczął iść za mną.
- Zapraszam na kawę- uśmiechnęłam się patrząc nadal przed siebie.

<Chris? ona taka zmienna xd>

Od Chris'a c.d: Ashlynn

Zdziwiło mnie to czego oczekiwała ode mnie dziewczyna. Sądziłem, że jej "życzenie" będzie bardziej wyrafinowane, wymyślne a tu proszę kasa za powrót do domu... Zaśmiałem się w myśli.
- Przelew ? - zapytałem formalnie i wtedy w mojej głowie pojawiła się pewna myśl.
- Na powrót do domu - zaznaczyła. - Co mi po pieniądzach kiedy już w nim będę?
Czyli tak jak sądziłem. Jest bardzo przewidywalna.
- W takim razie gdzie jesteś?
- Sześć przecznic od Twojego domu.
- W kierunku biura ?
- E-e. przeciwnym.
- Kawałek drogi jest. - stwierdziłem i zerknąłem na zegarek. Hmm...cóż i tak nie mam nic innego do roboty, więc co mi szkodzi ? - Czekaj tam na mnie, zaraz będę.
Już chciałem łapać taksówkę kiedy zwróciłem uwagę na panujący na ulicy korek. W tym tempie to ja i do jutra tam nie dotrę.
Zdjąłem marynarkę i szybkim krokiem ruszyłem w jej kierunku. Po pół godzinie niemalże biegu zastałem dziewczynę w parku.
- Hej. -mruknąłem, a ona się uśmiechnęła. - To ile kasy potrzeba Ci na powrót ?

< Ash ? >

Nowy!

Powitajmy Remigiusza !

Od Megg

Stoje właśnie przed moim nowym domem.
~ Nowy rozdział w moim chuj***m życiu~ pomyślałam.
Wyszukałam w mojej torebce kluczy i delikatnie otworzyłam drzwi. Ściana w holu ma kolor jasnego beżu. Tak sądze... Nie jestem znawczynią wielu kolorów. Typowymi kolorami w moim rodzinnym domu, był jasny zieleń. Ten dom jest też dużo mniejszy, ale jestem jedna. Cały czas wędrował za mną pies. Jedyna pociecha mojego życia. Idę dalej ciągnąc za sobą walizkę. Salon- Ciemny róż i jasny niebieski. Okey, tu jest ładniej. Zdjęłam z siebie płaszcz i odłożyłam walizkę na bok. To będzie długi dzień... Na zegarku widniała godzina 11:18. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Max zaczął szczekać jak opentany. Otworzyłam drzwi, ale nikogo tam nie było. Spojrzałam w dół. Mała paczka z napisem "Wszystkiego Najlepszego Megg!" Wzięłam paczkę na kanape i zaczęłam otwierać. Pierwsze co zauwarzyłam to moje ulubione perfumy od Channel. I jeszcze kartka. Zaczęłam czytać:
- Wiem, że jestem daleko od Ciebie Megg, ale i tak muszę ci powiedzieć WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! Pamiętaj, że będziemy tęsknić. ` Laila
Laila... Nigdy się nie nauczy. Moja psełdo przyjaciółka, zawsze przysyła mi paczki kiedy nie ma mnie w pobliżu. Jeśli ją kiedyś spotkam rozwale jej głowe młotkiem. Nienawidze jej za to co zrobiła, ale ona nic nie wie. Jest taka głupia. Niczego nawet nie widziała. Kiedy ostatnio ją widziałam, miałam ochote odciać jej język. Niestety nie pozwolił mi na to jej chłopak "Jack". Może tu spotkam dobrego przyjaciela. Mam tylko nadzieje, bo nic więcej mi nie zostało. Wkońcu ludzie tylko ranią, a ja tego naprawdę nie lubię. Przysiadłam się do fortepianu, który stał w roku pokoju.
~Rozstrojony.~ Pomyślałam po czym zaczęłam wygrywać mój ulubiony utwór- La Dispute.
Tylko kilka klawiszy, reszta jest okey. Chwyciłam walizkę i poszłam do góry. Mój pokój jest koloru żółtego. O boże... Trzeba to będzie zmienić. Dziś nie miałam na nic ochoty, no ale. Położyłam walizkę w pokoju, otworzyłam ją i wyciągnęłam jakieś ubrania. Przebrałam się i wyszłam na miasto. Doszłam do kawiarni "Starbuck". Cieszę się, że tu jest. To moja ulubiona kawiarnia. Gdy wchodziłam zauwarzyłam parę, która się kłóci. O jeden z powodów dla którego nie mam faceta. Tak, jeden z najważniejszych. Dosiadłam się do stolika i wybrałam tylko sok pomarańczowy. Wypiłam go i wyszłam. Nie mam ochoty siedzieć w kawiarni. Idę do parku. Jest piękny. Zamyślona wyciągam telefon i wpadam na kogoś.

<Ktoś dokończy? >

Od Josh'a CD Nivan'a

- Nawet nie prawie, bo to fizycznie nie możliwe- odparłem po chwili- Z resztą w takich miejscach lepiej uważać. Nie wiadomo kto może cię zaskoczyć.
- No ale skąd mogłem wiedzieć że tak zareagujesz co?!- spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Hahah zapomniałem ci powiedzieć. Pracuję jeszcze jako ochroniarz i muszę znać więcej niż podstawowe chwyty- zaśmiałam się.
- I że niby to jest takie śmieszne?!- warknął.
- Haha no. W dzień idę do pracy jako ochroniarz, a co drugą noc lecę do klubu jako barman. Czego więcej chcieć?- odchyliłem się w tył zakładając ręce na karku.
Siedziałem tak przez kilka minut, a potem poszedłem do kuchni po coś do picia i usiadłem w fotelu na balkonie. Wybrałem dobre mieszkanie. Z balkonu był piękny widok na miasto, a zwłaszcza nocą. Położyłem nogi na stoliku odchylając oparcie do tyłu. Leżałem wgapiając się w niebo.

<Nivan?>

Od Octavii CD Lion'a

Lion wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi, oparłam się plecami o nie i zamknęłam oczy. W moim mózgu rozgrywała się istna bitwa. ~Daj sobie spokój, on nie jest dla Ciebie. Będziesz tylko jego następną zdobyczą. ~Dlaczego miałoby tak być? ~A co? Ślepa? Nie widzisz jaki on jest? ~Widzę. Jest cholernie pociągający. ~Opanuj się, znasz go tyllo dwa dni! ~Jakoś Arielka zakochała się od pierwszego wejrzenia i jej bylo dobrze. ~Nie jesteś pieprzoną Arielką! Poza tym na początku nie chciałaś nawet na niego patrzeć. ~No to co. ~To kolejny głupi, bezwstydny dupek, który zostawi Cię i się Tobą nie przejmie. ~Hope is... ~Daj spokój! ~Hope is the real magic, child.
Jako tako zakończyłam tą potyczkę. Poszłam do sypialni, sięgnęłam po książkę i uwaliłam się na łóżku. Przeczytałam parę rozdziałów i zerknęłam na zegarek - 13. Odłożyłam książkę i przeszłam do garderoby, a z dobrze ukrytej skrytki w niej wyciągnęłam metalową walizkę na zamek szyfrowy. Wyszłam z garderoby, a potem z sypialni i podążyłam schodami prowadzącymi na taras nad mym mieszkaniem. Otworzyłam walizkę i wyjęłam z niej długi, lśniący miecz. Zamknęłam walizkę i zaczęłam ćwiczyć. Ćwiczyłam bitą godzinę. Spakowałam broń białą i rozpoczęłam trening sztuk walk. A raczej sztuki walki oraz systemu walki, bo Krav Maga to system walki. Gdy skończyłam byłam zmęczona. Dobrze wiedziałam, że po takim treningu każdy laik by leżał. Jednak i ja, pomimo lat ciężkich treningów, nie byłam jakaś wspaniała w walce. Na to trzeba sobie zapracować. Ale miecz i noże rzutkowe uwielbiałam i szły mi one wspaniale. Podobnie z bronią palną.
Zeszłam na dół, schowałam walizkę i przeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie szybki obiad, zjadłam go i usiadłam przed TV. Robił się już wieczór, zbliżała się pora wyjścia do pracy. Wyłączyłam telewizor i poszłam się ogarnąć. Wzięłam przysznic, ubrałam świeże ciuchy, zrobiłam sobie makijaż i spięłam włosy w kucyk. Założyłam na ramiona skórzaną kurtkę oraz wzułam i zasznurowałam glany. Sięgnęłam po klucze. Otworzyłam drzwi, wyszłam i zamknęłam je na klucz. Zjechałam windą, wyszłam z budynku i ruszyłam do baru.
***
Było koło 21, gdy zobaczyłam w barze kogoś, kogo zupełnie się tu nie spodziewałam. Nie był to Lionell, bo ten od godziny siedział przy barze zagadując do mnie. Prowadziłam z nim właśnie ożywioną konwersację o dzisiejszych wydarzeniach z mojego mieszkania.
-A zatańczyłabyś dla mnie jeszcze raz?-spytał Lion. Zmierzyłam go wzrokiem i zaśmiałam się.
-Chyba Cię coś boli.-mruknęłam.
-No skarbie..
Wtedy przy barze pojawił się wysoki i strasznie przystojny mężczyzna. Miał na sobie drogi garnitur, białą koszulę i krawat. Zupełnie tu nie pasował. Zmierzył wzrokiem Lionell'a, a potem skupił się na mnie. Wyszłam zza baru. Mężczyzna trzymał w ręku bukiecik tulipanów. Uśmiechnął się do mnie i podszedł bliżej. Poczułam na sobie świdrujący wzrok Lion'a.
-Dawno się niewidzieliśmy, Octavio.-powiedział całując mnie w policzek. Odepchnęłam go lekko. Wręczył mi kwiaty.
-Jest tu miejsce, w którym moglibyśmy spokojnie porozmawiać?-spytał. Poleciłam jednej z barmanek zająć się moją robotą i poszłam wraz z przybyszem na zaplecze.
-Co Ty tu robisz, Christian?-spytałam zakładajac ręce na piersi.
-Oj, Octavio... Nie moglibyśmy porozmawiać o...
-Z czym tu przyszedłeś?-zapytałam z naciskiem.
-Mam dla Ciebie pewną propozycję.-zaczął.
-Słucham.
-Moja sekretarka odeszła i ta posada jest wolna. Co Ty na to?
-Chyba kpisz.-mruknęłam.-Tutaj mi dobrze.
-Wiesz, że u mnie w firmie miała byś lepiej.
-Tak, na pewno. Już to widzę.
-Octavio...
-Myślałam, że jesteś mądrzejszy, Christian. Raz Ci powiedziałam, że nigdy tam nie wrócę i powinieneś posłuchać.-odparłam.
-Dlaczego jesteś taka uparta?
-Dlaczego chcesz wszystkimi żądzić?-warknęłam. Relacje między nami były napięte. Nie dbałam o nie. Starcie naszych charakterów nie wyszło na dobre. Dziwiłam się, że ten człowiek jeszcze się mną łudził. To co kiedyś było już nie żyje i to dzięki niemu.
Mój rozmówca westchnął widząc, że niezbyt dużo zdziała. Dobrze wiedziałam, że jest zły, że się nie zgodziłam. Ja jednak się tym nie przejmowałam.
-Ten chłopak z tatuażami.-Mruknął.-Nie zadawaj się z nim. To nie ktoś dla Ciebie.
Teraz totalnie osłupiałam. Zmarszczyłam brwi, otworzyłam usta i przyłożyłam dłoń do skroni. W końcu się ogarnęłam.
-Pojebało Cię?-spytałam trzeźwo. Christian skrzywił się.-Dlaczego chcesz ingerować w moje życie?
-Nie chcę, żebyś wpakowała się w jakieś bagno.-powiedział siląc się na spokój. Zaśmiałam się niedowierzając. Spoważniałam w końcu.
-Nie wpierdalaj się w moje życie.-warknęłam. Chciałam wyjść. Christian złapał mnie za rękę. Oparł mnie o ścianę i zastąpił mi drogę.
-Octavio...-powiedział miękko. Nuta zdenerwowania w jego głosie była jednak bardzo wyczuwalna. Pogładził mnie po policzku. Spojrzał mi w oczy. Uśmiechnął się lekko. Nie wytrzymałam. Odepchnęłam go.
-Co ty sobie wyobrażasz?!-krzyknęłam.-Jesteś głupim, zazdrosnym, chcącym wszystkimi rządzić dupkiem z manią wielkości! Nie wiem czemu nadal o mnie myślisz. Ta karta z mojego, a może naszego?, życia jest już dawno wydarta, pocięta i spalona. A czyja to wina? Twoja! Ale wiesz co? Wcale nie mam Ci tego za złe. Powinnam Ci nawet podziękować, bo bez Ciebie o wiele mi lepiej!-Rzuciłam w niego kwiatami. Wtedy Christian wymierzył mi taki policzek, że aż się zachwiałam, a w oczach pojawiły mi się łzy.
-Jeszcze będziesz...
-Mam zawołać ochronę, czy sam wyjdziesz?-warknęłam trzymając się za policzek.-Proszę bardzo, to są tylne drzwi.-podeszłam do nich, otworzyłam je i wskazałam je gestem.-Wyprowadzenie Cię z klubu przez ochronę chyba znacząco wpłynęłoby na Twój wizerunek, co, Panie Biznesmenie?-powiedziałam.
-Jeszcze będziesz...
-Nie będę.-ucięłam.-A teraz wyjdź.
Wyszedł. Praktycznie trzęsąc się ze wściekłości. Wzięłam bukiet leżący na podłodze i wyrzuciłam go do kosza. Policzek piekł na dal. Na pewno spuchnie i będzie na nim czerwony ślad. Za dużo emocji, jak na ten wieczór. Postanowilam pójść do szefa i poprosić o to, by pozwolił mi wcześniej wyjść do domu. Zgodził się, dzięki Bogu. Przebrałam się w moje ciuchy i wróciłam na chwilę do baru. Powiedziałam barmankom, że wychodzę i skierowałam się do głównego wyjścia. Zauważył mnie Lion. Podążył za mną. Dzisiaj chyba nic nie pił, w każdym razie nie przy mnie. Wyszłam z baru, a on gonił za mną.
-Octavia!
-Czego?-warknęłam. Policzek nadal mnie piekł.
-To był Twój...
-Nie.-przerwalam mu.-A co? Zazdrosny jesteś?-spytałam.
-Kto to był?
-Moja ostatnia pomyłka.
-Co z nim robiłaś na tym zapleczu?-spytał.
-Czy to przesłuchanie?!-odwróciłam się do niego, a on chyba zobaczył mój czerwony i spuchnięty policzek.
-Nie Twoja sprawa.-mruknęłam spowrotem się od niego odwracając.
-Octavia...
-NIE TWOJA SPRAWA, DO CHOLERY!-Wrzasnęłam na powrót patrząc na niego.-Myślałam, że jesteś chociaż trochę inny niż on. Ale wychodzi na to, że obaj jesteście tacy sami - jednakowo próbujecie wpieprzyć się w moje życie!-odwróciłam się i odeszłam. Szedł za mną, czy nie, nie dbałam o to.
Lionku?