- Skrzywienie zawodowe - nie mogłam się powstrzymać od uśmieszku.
Chłopak westchnął i weszliśmy do środka. To było zdecydowanie jedno z
tych miejsc, na które nawet nie wolno mi się było patrzeć z zewnątrz.
Oszklone blaty, spod których połyskują naszyjniki, zegarki, kolczyki i
wszystko inne. Aż się iskrzą złodziejskie oczka. Perfekcyjne
ekspedientki patrzące na ciebie z góry, i także z góry oceniające.
Wszędzie ani grama kurzu. Co kilka metrów migające kamery, dużo kamer.
Oczka trochę gasną...
A nad głową olbrzymie, błyszczące żyrandole. Prawie się udusiłam
panującym tu perfekcjonizmem. Christopher wziął chyba moje
zapowietrzenie jako podziw, bo ledwo widocznie uniósł kąciki ust.
- Dzień dobry, Chris - zaszczebiotały wszystkie ekspedientki
równocześnie. Gdybym mogła, wyłupiłabym oczy, złapała się rękami za
szyję i udawała, że się duszę. A już miałam taki piękny plan ,,bycia
sobą"...
- Witam - skinął głową i zaprowadził mnie krętymi korytarzami gdzieś do biura.
- Też będę się musiała zsynchronizować? - zapytałam poważnie.
- Myślę, że nie będzie to konieczne - ach, ten jego c.holernie
profesjonalny ton. Stop, pohamuj język. Tutaj nawet przedszkolne kurczę
by nie przeszło. Christopher usiadł w skórzanym fotelu i zaplótł dłonie.
- Więc. Masz jakiekolwiek doświadczenie? - przeszywał mnie wzrokiem.
- Jako stript... - zaczęłam, ale widząc jego ciężką minę szybko odpowiedziałam. – Nie.
- Jedno słowo o twojej przeszłości i skreślą cię na miejscu - wygiął
dłoń i zrobił poziomy gest. Potem wyprostował się i zaczął konkretnie
gadać. Tymczasem ja zastanawiałam się, ile może mieć lat. Nie wygląda na
wiele starszego ode mnie, młodszy też mógłby być... Musiałam mieć
wyjątkowo tępy wyraz twarzy, bo chłopak zapytał zirytowany:
- Ty mnie w ogóle słuchasz? Co przed chwilą powiedziałem? - zmrużył oczy.
- Ehh jasne - rzuciłam niedbale. - Jasne, że cię słucham...
- Nie spieprz tego – warknął, ale potem westchnął i kontynuował, ale nie
mogłam się skupić. Czy wszystko nie mogło być takie proste jak
tańczenie w klubie? Pierwszy dzień, jedno polecenie ,,wciskaj się w to i
kręć dup.ą” i wypłata pod koniec roboty. Łatwe, proste i nieprzyjemne,
ale dobrze płatne.
- Znasz się na biżuterii? Rachunkach?
- Biżuteria… jakieś pojęcie mam. Co do rachunków, szkolnictwo
zakończyłam na pierwszej klasie gimnazjum, więc moje możliwości są
ograniczone – starałam się być poważna i uważna, ale średnio mi to
wychodziło.
- Damy ci kalkulator, co ty na to? Będziesz po prostu obsługiwać
klientów. Przyjęcie pieniędzy, podanie towaru, oddanie reszty. Uśmiech
na twarzy. Musisz być pomocna i życzliwa – wymieniał przechadzając się
po pomieszczeniu.
- Nie jestem totalnym głupolem, dam radę – odrzekłam hardo, ale w gdzieś
tam głęboko drżałam. Chłopak popatrzył na mnie takim wzrokiem, że
momentalnie poczułam się dwa razy głupsza niż jestem.
- Na razie będziesz wykonywać polecenia dziewczyn i moje, rozumiesz? –
wyjaśnił zawodowym tonem. Odrzuciłam włosy i starałam mu się patrzeć w
oczy, ale było to niezmiernie trudne zważywszy na bijący od niego na
kilometr autorytet.
- Tak. Czy podawanie herbatki też należy do moich zadań? – zapytałam
ironicznie, ale czułam się taka mała. Jakieś dziwne emocje żarły mnie od
wewnątrz, i właśnie dobierały się do żołądka. Nie ma szans, żebym
cokolwiek przełknęła.
- Poniekąd. Przerwę śniadaniową masz o 11.30. Chcę cię wtedy widzieć z
jedzeniem w ręce – powiedział, a ja zrobiłam minę cierpiętnika. Co on ma
z tym żarciem? Dorabia jako doradca zdrowego odżywiania, czy ki pieron?
- A na papierosa? – starałam się przybrać jak najniewinniejszy wyraz twarzy. Christopher popatrzył na mnie ze zgrozą.
- Co przed chwilą powiedziałaś?
- Papierosa. Ehhh, nic – machnęłam ręką.
- Tutaj się nie pali. NIGDZIE – rzucił oschle. Wypuściłam ze świstem
powietrze. Trudno, wytrzymam. No, najwyżej nie. – Masz ładne perfumy,
dlaczego chcesz czadzić jak smok? – odwrócił się w stronę okna, ale nie
zdążyłam wymyślić błyskotliwej odpowiedzi, bo zadzwonił mu telefon.
Usłyszałam coś jakby ,,pilne” i ,,ważna sprawa” oraz ,,natychmiastowo”.
Chłopak zerwał się i przemknął obok mnie jakby mnie nie zauważając. W
drzwiach zreflektował się, i zapinając garniak rzucił mimochodem:
- Idź do dziewczyn, one ci wymyślą jakieś zajęcie – i już go nie było.
Przez chwilę stałam patrząc na fiurgające kartki, które zwiał huragan
zwany Jonesem. Podniosłam je i położyłam z powrotem na blacie. To mój
pierwszy dzień w pracy. Prawdziwej pracy. Wow. Nie sądziłam, że kiedyś
się tego doczekam.
- Dobra – zatarłam ręce. Teraz, kiedy jestem zdana na siebie, trzeba
pokazać swoją zaradność, inteligencję i spryt… eh, których nie posiadam.
Wyszłam na korytarz. To nie były te drzwi? – zastanowiłam się
otwierając brązowe wrota. Schowek na szczotki. Kolejne. Drugie biuro.
Kolejne. Trzecie biuro. Kolejne. Łazienka. Kolejne. Zawahałam się przed
otwarciem, bo pisało na nich ,,szef”. Przed tym słowem dostawałam ataku
apopleksji.
Kiedy miałam zamiar zapukać, drzwi otworzyły się z impetem, prawie
rozwalając mi nos. Był to starszy facet, widać, że dużo przeszedł.
Spojrzałam na niego z błyskiem w oku.
- Dzień dobry! – powiedziałam głośno plastikowo się uśmiechając.
- Co tu robisz? – zmarszczył czoło obrzucając mnie uważnym spojrzeniem od stóp do głów.
- Jestem nową pracownicą. Szukam wyjścia do sklepu – wyjaśniłam uprzejmie.
- To o tobie mówił Jones, cóż, no dobrze. Korytarzem w prawo i schodami
na dół. Potem prosto – powiedział krótko i wrócił do swoich spraw. Za
jego wskazówkami dotarłam do sklepu. Nie było żadnego klienta, więc
wszystkie obecne ekspedientki odwróciły się niemal jednocześnie w moją
stronę, i w idealnym odstępie czasowym pogardliwie przejechały
spojrzeniem od moich butów, po czubek głowy.
- Porozumiecie się telepatycznie? – zapytałam naiwnym tonem. Ułamek
sekundy zajęło mi obranie właściwej drogi do ich profesjonalnych
móżdżków. Będę zgrywać totalne pudło, a w niektórych momentach
olśniewać. To jest to.
- Bez żartów. Jesteś nowa? – jedna zacisnęła czerwone usta w wąską kreseczkę.
- Tak. Mam wam robić herbatki. I co tam chcecie. Ale nie umiem tabliczki mnożenia – wzruszyłam ramionami.
<Chris? W dupi.e skończone ale wiesz tatuś -.->
czwartek, 5 marca 2015
Od Niv'a CD Josh'a
- Uch... to szkoda...- przeciągnąłem się- czyli pracujesz tu...
- Jako barman.
- Uuu... dostanę zniżkę jak ładnie zatańczę?
- Może...- odwrócił wzrok.
- Ile masz lat?
- Coś koło 23?
- Ach... starszy jesteś...- wyszczerzyłem się- ja chyba 20... możliwe, że mnie w szpitalu podmienili.- zachichotałem głupkowato. Joshua? Trudne imię, spojrzał na mnie kątem oka i uśmiechnął się, co było super urocze. Przejechałem dłonią po jego wygolonym boku, a potem wplotłem palce w jego rozmierzwioną fryzurę- mam jakieś szanse?
- Co?
- Na poderwanie cię? Czy może jesteś hetero i nic z tego nie wyjdzie?- napiłem się trochę piwa i także oblizałem wargi.
- A czemuż takie pytania?
- Bo mi się podobasz...- spojrzałem mu w oczy i poruszyłem brwiami.
Josh?
- Jako barman.
- Uuu... dostanę zniżkę jak ładnie zatańczę?
- Może...- odwrócił wzrok.
- Ile masz lat?
- Coś koło 23?
- Ach... starszy jesteś...- wyszczerzyłem się- ja chyba 20... możliwe, że mnie w szpitalu podmienili.- zachichotałem głupkowato. Joshua? Trudne imię, spojrzał na mnie kątem oka i uśmiechnął się, co było super urocze. Przejechałem dłonią po jego wygolonym boku, a potem wplotłem palce w jego rozmierzwioną fryzurę- mam jakieś szanse?
- Co?
- Na poderwanie cię? Czy może jesteś hetero i nic z tego nie wyjdzie?- napiłem się trochę piwa i także oblizałem wargi.
- A czemuż takie pytania?
- Bo mi się podobasz...- spojrzałem mu w oczy i poruszyłem brwiami.
Josh?
Subskrybuj:
Posty (Atom)