- Jones. - rzuciłem do telefonu formalnie.
- Dobry, jak tam na wolnym ? - powiedział zadowolonym tonem.
Szef pytał się o moje życie prywatne ? Zadzwonił, żeby sobie od tak pogadać ? Em... coś tu chyba nie tak.
- Nie najgorzej. - rzuciłem obojętnie do słuchawki.
- Gdzie jesteś ?
- Daleko od naszego biura, jak sądzę o to właśnie chodzi - pokręciłem głową.
- Owszem. W każdym razie mam dobre wieści. - mimo swojego sędziwego wieku pan Exilton cieszył się jak dziecko.
-Słucham.
- Wygraliśmy ostatni przetarg ! - wydarł się, a moje bębenki mało mi nie pękły. - Trzy mniejsze firmy jubilerskie należą do nas ! Jones jesteś geniuszem ! - klasnął w dłonie.
- Niezmiernie mnie to cieszy. - na moją nic nie wyrażającą twarz wpełzł lekki uśmieszek, coś wreszcie poszło po mojej myśli.
- Chłopie ! Weź się ciesz, a nie ! Okaż trochę emocji.
- Chciałbym... naprawdę.
- To dlaczego tego nie zrobisz?
- Bo w środku jestem totalnym wrakiem. Tak naprawdę nie umiem cieszyć się z niczego. - oznajmiłem. To co przekazałem rozmówcy było do połowy prawdą ale on nie musi jej znać.
- Niepokoję się o Ciebie... poczekaj chwilę... - odłożył telefon i prawdopodobnie od niego odszedł, sądzę tak po powolnych i krótkich krokach stawianych raczej przez starszych ludzi, które stopniowo się oddalały, żeby chwilę potem znów się przybliżyć. - Wybacz Jones muszę kończyć. Trzymaj się. Na razie.
Pik...pik...pik
Dźwięk przerwanego połączenia dudnił mi w uszach, co było niesamowicie wkurwiające. Szkoda, że jestem wrakiem jeżeli idzie o pozytywne emocje.
Wzdychając ciężko wróciłem do mojego starego mieszkania, do tego od którego zaczynałem swoją przygodę. W sumie dlaczego by się już nie spakować ? Wygraliśmy przetarg, a więc nie ma opcji by pewna sumka nie zasiliła mojego konta. Apartament niedaleko pracy mam już upatrzony i zarezerwowany. Jakby nie spojrzeć reszta to tylko formalność.
Przebrałem się w jakieś szare spodnie od dresu i najważniejsze rzeczy pakowałem w pierwszej kolejności do od dawna przygotowanych na strychu kartonów. Przygotowaniami do przeprowadzki skutecznie zabiłem czas aż do późnego wieczora kiedy to usiadłem na sofie z kieliszkiem czerwonego wina trzymając w ręku jedyną pamiątkę z mojego dzieciństwa.
Fotografia, czarno-biała lekko pogięta i zniszczona przez czas, a na niej dwie kobiety, niby uśmiechnięte ale brak w ich oczach blasku, ewidentnie są nieszczęśliwe.Nie są podobne ani trochę, a ja jedynie niczym przez mgłę kojarzę tę po lewo. Nie wiem nawet jaki ta kobieta miała głos, bo matką jej nie nazwę... Obie trzymają się za brzuch w ten sam sposób. Na tyłu fotografii widnieje odręczny napis:
- Nie najgorzej. - rzuciłem obojętnie do słuchawki.
- Gdzie jesteś ?
- Daleko od naszego biura, jak sądzę o to właśnie chodzi - pokręciłem głową.
- Owszem. W każdym razie mam dobre wieści. - mimo swojego sędziwego wieku pan Exilton cieszył się jak dziecko.
-Słucham.
- Wygraliśmy ostatni przetarg ! - wydarł się, a moje bębenki mało mi nie pękły. - Trzy mniejsze firmy jubilerskie należą do nas ! Jones jesteś geniuszem ! - klasnął w dłonie.
- Niezmiernie mnie to cieszy. - na moją nic nie wyrażającą twarz wpełzł lekki uśmieszek, coś wreszcie poszło po mojej myśli.
- Chłopie ! Weź się ciesz, a nie ! Okaż trochę emocji.
- Chciałbym... naprawdę.
- To dlaczego tego nie zrobisz?
- Bo w środku jestem totalnym wrakiem. Tak naprawdę nie umiem cieszyć się z niczego. - oznajmiłem. To co przekazałem rozmówcy było do połowy prawdą ale on nie musi jej znać.
- Niepokoję się o Ciebie... poczekaj chwilę... - odłożył telefon i prawdopodobnie od niego odszedł, sądzę tak po powolnych i krótkich krokach stawianych raczej przez starszych ludzi, które stopniowo się oddalały, żeby chwilę potem znów się przybliżyć. - Wybacz Jones muszę kończyć. Trzymaj się. Na razie.
Pik...pik...pik
Dźwięk przerwanego połączenia dudnił mi w uszach, co było niesamowicie wkurwiające. Szkoda, że jestem wrakiem jeżeli idzie o pozytywne emocje.
Wzdychając ciężko wróciłem do mojego starego mieszkania, do tego od którego zaczynałem swoją przygodę. W sumie dlaczego by się już nie spakować ? Wygraliśmy przetarg, a więc nie ma opcji by pewna sumka nie zasiliła mojego konta. Apartament niedaleko pracy mam już upatrzony i zarezerwowany. Jakby nie spojrzeć reszta to tylko formalność.
Przebrałem się w jakieś szare spodnie od dresu i najważniejsze rzeczy pakowałem w pierwszej kolejności do od dawna przygotowanych na strychu kartonów. Przygotowaniami do przeprowadzki skutecznie zabiłem czas aż do późnego wieczora kiedy to usiadłem na sofie z kieliszkiem czerwonego wina trzymając w ręku jedyną pamiątkę z mojego dzieciństwa.
Fotografia, czarno-biała lekko pogięta i zniszczona przez czas, a na niej dwie kobiety, niby uśmiechnięte ale brak w ich oczach blasku, ewidentnie są nieszczęśliwe.Nie są podobne ani trochę, a ja jedynie niczym przez mgłę kojarzę tę po lewo. Nie wiem nawet jaki ta kobieta miała głos, bo matką jej nie nazwę... Obie trzymają się za brzuch w ten sam sposób. Na tyłu fotografii widnieje odręczny napis:
Jeżeli masz dla kogo żyć rób to dopóki możesz,
bo właściwie to dzięki tej osobie Twoja egzystencja ma jeszcze jakiś sens.
Christopher & Lionell wy daliście nam promień nadziei na lepsze jutro.
Kochamy Was.
Od dawna mam ochotę się go pozbyć, jednak coś w głębi duszy nie pozwalało mi tego zrobić, nawet nie wiem skąd je mam... a z resztą czy to istotne ? Zapaliłem zapalniczkę i podłożyłem pod nią fotografię.
~Nic więcej o sobie nie wiesz ~ pomyślałem i odłożyłem obie rzeczy na stolik.
Spojrzałem przed siebie na pustą komodę stojącą przy białej ścianie i wówczas uświadomiłem sobie, że jestem cholernie samotny. Poza pracą nie mam nic, nawet pierdolonej rodziny.
Kiedy zebrałem się do kupy po moich jakże smutnych przemyśleniach położyłem się na kanapie i zapadłem w głęboki sen.
" Inne dzieci śmieją się z niego, że jest lwem, jednak mimo wszystko mam go za przyjaciela. Codziennie dajemy ciociom w kość, które mówią, że w końcu nas wyrzucą. Bronie lwa jak tylko mogę mimo, że jest starszy ode mnie nieco starszy. Wiek się nie liczy a wielkość, akurat ja jestem od niego sporo wyższy. Oni wszyscy nas nienawidzą, bo trzymamy się razem. Lew jest smutny, bardzo smutny. Często odwiedzają nas jacyś ludzie, zazwyczaj przychodzą we dwoje. On i ona albo ona i on jak kto woli. Są różni jak kosmici....grubi i chudzi, duzi i mali. Jedna chuda pani i gruby pan, który śmierdział często się z nami bawili ale przyszli jednego razu i ciocia pozwoliła im pobawić się tylko z Lwem. Lew już nie wrócił czekałem na niego przy drzwiach nic nie jadłem i nie piłem. Dzieci teraz dokuczały mi, byłem sam całkiem sam... Ciocie były dobre jednak nie zawsze chciały poświęcać nam uwagę. Bez problemu dostałem się do kuchni. Lew mówił, że nożem można zrobić sobie krzywdę. Biorę go do ręki i przejeżdżam. Nic się nie dzieje... Co on za głupoty gadał ? Przekładam nóż do drugiej i robię to samo tylko że mocniej. Krew, wszędzie krew... A ja nie widzę nic poza czerwienią, która tworzy morze wokoło mnie.... Pik...pik...pik..."
... PIK PIK PIK...
Piedryknąłem o podłogę i ciężko oddychając zerwałem się na równe nogi.
- Pierdolony budzik - syknąłem i go wyłączyłem. Lekko niemrawy na nogach jak z waty po śnie o bardzo rozbudowanej fabule udałem się do łazienki pod prysznic. Zimna woda pomogła mi się opanować i zachować trzeźwość umysłu. Co to było ? Jaki kurwa lew ? Jaka krew ? Jakie ciotki ?
Wyszedłem spod prysznica i szybko przygotowałem się na spotkanie z przedstawicielem nieruchomości aby podpisać umowę o kupno nowej parceli, dlatego też moje koszmary nocne zostały zrzucone na drugi plan.
~~~
Dwie godziny potem wszystko było załatwione. Przestronny apartament należał już do mnie. Dwupiętrowe mieszkanie, trzy łazienki, duża kuchnia z jadalnią jeszcze większy salon i cała masa pozostałej przestrzeni do wykorzystania według własnego uznania. Wreszcie wyjdę z tej obskurnej dzielnicy i będę mógł się urządzić na stałe. Odebrałem klucze, wykonałem przelew i udałem się do sklepu aby zakupić meble. Firma transportowa migiem dostarczyła wyposażenie na miejsce i za niewielką dopłatą przetransportowała również moje prywatne rzeczy.
Tamtego dnia zdążyłem jedynie odnaleźć we wszystkim najważniejsze dokumenty, materac i rzucić się na niego ledwo przytomny.
~~~
Z jednodniowym zarostem nieco nieogarniętą fryzurą, bez garnituru tylko w samej koszuli i jeansach pojawiłem się nazajutrz w biurze. Było wcześnie ale wszystkie pracownice poza jedną...emhh tak wszystkie pracownice były już na swoich miejscach. Widząc mnie nie mogły ukryć zdziwienia i wgapiały się we mnie jakby co najmniej jakiegoś potwora zobaczyły.
- A wy co roboty nie macie ?! - syknąłem jadowicie, a one w mgnieniu oka wróciły do pracy.
Nie moja wina, że nie byłem w stanie zlokalizować garniturów dlatego też przyodziałem się w niego dopiero w moim gabinecie. Szef zajrzał do mnie cały w skowronkach upewniając się czy wszystko w porządku. Ostatnio zacząłem odnosić wrażenie, że traktuje mnie jakbym był co najmniej bardzo niestabilny emocjonalnie i miał próbę samobójczą...
Wracając do starych zwyczajów po dwudniowym odwyku całkowicie poświęciłem się pracy, której nie miałem na dziś za dużo. Jednak los jak zwykle okazał się być aż nad zbyt hojny i zapewnił mi rozrywkę.
Bez jakiejkolwiek zapowiedzi do mojego biura wpadła czarnowłosa księżniczka. Gdy ją zobaczyłem wypełniło mnie wiele uczuć, ulga, gniew, złość, nienawiść, zaniepokojenie, coś na kształt radości ale też i zdziwienie.
- Co ty...- zacząłem ale nim dokończyłem zostałem przytłoczony monologiem Melloow, który w 70% składał się z pretensji, a potartym wypowiedzeniem, które walało się na mojej podłodze przeszła samą siebie. Słowo daje ręka aż mnie świerzbiła.
No tak, przecież jakżeby inaczej dać komuś palec a weźmie całą rękę. Może mam ją jeszcze przeprosić, co ?
Wówczas w moich drzwiach pojawił się Mark i Paul, ochroniarze byli gotowi do akcji jednak ja wstałem i podchodząc do drzwi podziękowałem im za czujność i zaznaczyłem, że spotkanie z panną van Gladius się odbędzie.
Zamknąłem drzwi i odwracając się, powoli podszedłem do dziewczyny z wymalowanym na twarzy ironicznym uśmiechem, a spojrzenie miałem ostre.
- Po pierwsze... - stanąłem naprzeciw niej nie tracąc kontaktu wzrokowego ani na chwilę - ...miałaś skończyć z tą branżą, a i w nią wlicza się pozowanie nago do jakiś seksistowskich pisemek.
- ...nie nago ! - wtrąciła.
- Nie odzywaj się. - syknąłem, a ona posłusznie się zamknęła wiedząc, że jestem na granicy. - Wiem, że zrobiłaś to celowo chcąc pokazać swoją niezależność. - mój ton był oschły i surowy. - Ile ty masz lat, żeby bawić się w takie rzeczy ?! Pieniądze zarobione u jubilera spokojnie by Ci wystarczyły miałabyś ich nawet nieco górką, ale skąd możesz wiedzieć skoro ledwo przepracowałaś dwa czy tam trzy pieprzone dni.! Kobieto ogarnij się wreszcie... Ktoś otwiera Ci drogę a ty ją sobie sama zamykasz... - urwałem, gdy zdałem sobie sprawę, że powoli tracę kontrolę. Wdech i wydech. - Po drugie wypowiedzenie było Twoją o wiele lepszą alternatywą, ponieważ ja nadal mogę Cię z-w-o-l-n-i-ć. - fuknąłem. - Ale nad Twoim stanowiskiem jeszcze się zastanowię, będziesz musiała pokazać czy i jak bardzo Ci zależy by tu zostać, czytaj koniec taryfy ulgowej. Dasz radę, zostajesz nie dasz niestety przestajesz grzać tu miejsce. - mówiłem stanowczo podchodząc do niej coraz bliżej nie spuszczając z niej wzroku ani na ułamek sekundy. Dziewczyna cofała się ale pomieszczenie jak każde ma ścianę, na którą właśnie trafiła. Oparłem ręce na ścianie na wysokości jej uszu i przysunąłem się na tyle blisko, że nasze nosy się ze sobą stykały. - Po trzecie... zapamiętaj sobie raz na zawsze, że spraw prywatnych nie miesza się z zawodowymi, a tak poza tym bardzo chętnie zrobiłbym to jeszcze raz. - ostatnie słowa wyszeptałem zmysłowym tonem i bez zastanowienia wpiłem się w jej wargi. Nawet bez makijażu była pociągająca... I mimo faktu, że byłem nań wściekły nie mogłem się powstrzymać po raz kolejny łamiąc zasady.
Całowaliśmy się namiętnie, ba rzekłbym nawet, że z większym zaangażowaniem niż poprzednim razem... Czyżby nam obojgu tego brakowało ?
Wtedy otworzyły się drzwi a w nich stanęła cała ekipa z pracy. Od szefa po sprzątaczki przez ekspedientki i ochronę... łącznie z jakieś 150 osób, które pracowały w siedzibie głównej bo rzecz jasna nasza firma ma większy zasięg niż jeden budynek.
- Ekhem. - chrząknął szef, a my dopiero wtedy zainteresowaliśmy się przybyszami. Mina Melloow była bezcenna nie mam zielonego pojęcia jak można by ją nawet opisać.
Spojrzałem na zebranych i większość pań, a w szczególności blond ekspedientki były bordowe na buzi i mierzyły Gladius zabójczymi spojrzeniami... Łoj cholipcia nie będzie miała dziewczyna łatwo. Zazdrość potrafi popchnąć do różnych obrzydliwych rzeczy.
- Słucham ? - zapytałem jakby nic się nie stało co wprowadziło wszystkich w jeszcze większe osłupienie. W końcu moje prywatne życie to moja sprawa.
- Wszystkiego najlepszego ! - wykrzyknęli jednocześnie i wdarli się do środka z tortem, jakimiś prezencikami i szampanem. Panował jeden wielki szmer, hałas a ja dopiero uświadomiłem sobie, że dziś są moje dwudzieste urodziny.
Takie "przyjęcia niespodzianki " są nie dla mnie. Wysłuchiwanie tych nieszczerych życzeń i wymuszony uśmiech... ble
Po części oficjalnej kiedy złożono mi życzenia w pomieszczeniu pozostali tylko najważniejsi i najbliżsi pracownicy. Szef, blondyny, Mark i Paul i parę innych osób, których osoby totalnie mi zwisały. Udając, że wspaniale się bawię cały czas kontrolowałem Mell, sączącą radośnie szampana i flirtującą z jakimś z działu informatycznego.
- Ekhm. - podszedłem do nich i położyłem rękę na jej tali, a dziewczyna uniosła ze zdumieniem brwi. - Najmocniej przepraszam ale my będziemy się już zbierać. - kiwnąłem głową i żegnając się jedynie z panem Exiltonem opuściliśmy biurowiec.
Będzie huczało od plotek... oj będzie.
-Nie mówiłeś, że masz dziś urodziny. - mruknęła i ściągnęła moją rękę. - Co to ma w ogóle być ?
- Sam o nich zapomniałem, a poza tym co by to dało ? - wzruszyłem obojętnie ramionami. - Jak to co ? Nie podobało mi się, że tyle pijesz.
- Mhm... jakby tak było to zabrałbyś mi kieliszek - pomachała mi nim przed twarzą.
- Dobra nie podobało mi się, że flirtujesz z tamtym pacanem.
- Był miły.
- Nie obchodzi mnie to, naprawdę. - stwierdziłem i wplątując palce w jej włosy dodałem - Chyba coś nam przerwano... - ponownie łącząc nasze usta w spragnionym pocałunku. Są moje urodziny pierdolę jak na razie formalności, nimi zajmiemy się hm... później...
< Melloow? Kochana moja jest i wyczekiwany c.d chciałam napisać tasiemca nie wiem jak mi wyszło to już według oceny indywidualnej. Ano i Chris ma urodzinki ^^ Co Melloow pocznie z tym faktem ? A jego zazdrość ? hmm ? <3 >