niedziela, 1 marca 2015

Od Rin c.d: Josh'a

Josh wyszedł z mieszkania zostawił mi klucze. Numer telefonu byłam zmęczona.
Poszłam spać od razu obudziłam się około 2 w nocy .. dałam piciu Riki'emu i coś do jedzenia. A Potem ponownie zasnęłam obudziłam się rano około dziewiątej
Wstałam z łózka poszłam do łazienki ogarnęłam się po czym zrobiłam jajecznice.
Około dwunawowej Josh wstał ogarnął się .. zrobiłam obiad ..
Zjedliśmy go wspólnie ..
-Co taka zamyślona ?
-Po prostu .. nie wiem usiłuje sobie przypomnieć co ja tu robię .. nie zamierzać długo mieszkać u ciebie zleży mi by jak najszybciej się wynieść ..
-Czemu ?
-Bo to nie w moim stylu głupio tak poza tym to gzie ja jestem ? co to za miasto ?

<Josh?>

Od Chris'a c.d: Ash

Byłem na spotkaniu pięć minut po czasie, oczywiście ktoś musiał się przypierdolić, nie istotne już to, że owa osoba spóźnia się niemalże zawsze. Cudem można by nazwać dzień, w którym zjawiła się na czas.
Spotkanie nie należało do najprzyjemniejszych kiedy idziesz dyskutować z ludźmi upośledzonymi umysłowo. Już niebawem mieliśmy kończyć kiedy zadzwonił mój telefon, cholera nie można wybrać sobie lepszego momentu. Na wyświetlaczu pojawił się obcy numer.
- Jones, słucham.
- Emm, hej... - odezwał się dziewczęcy głos.- To ja ze studia.
- Stało się coś? - zmarszczyłem brwi, a we mnie wgapiały się wszystkie osoby z zebrania.
- Nie, to znaczy chyba nie. - westchnęła.
- Słuchaj, oddzwonię za piętnaście minut kiedy skończymy, dobra?
- Okay...- powiedziała i się rozłączyła.
Po zakończonych obradach zdjąłem z siebie marynarkę i zostałem w samej koszuli. Wiosenne słońce przyświecało mi na twarz. Na dziś koniec pracy, boskie uczucie.
Wyjąłem telefon i wybrałem numer z ostatniego połączenia.
- Halo ?

< Ash ? haha no i co teraz? >

Od Liona c.d: Octavii

To co działo się dalej nie trudno przewidzieć, dziewczyna walnęła mi po twarzy. Jakoś nie specjalnie mnie to wzruszyło, jakby to ująć ekhm... byłem przyzwyczajony. Rzadko kiedy, jakaś dziewczyna bez strzału po twarzy odwzajemniała pocałunek. Mój stan upojenia alkoholowego dodatkowo niwelował ból.
- Odwal się. - syknęła i przyśpieszając kroku wyszła z pomieszczenia.
- O co tak spinasz ?! - prychnąłem i lekko się zataczając wróciłem do baru. Kolejne drinki i inne trunki wchodziły mi całkiem nieźle.
Nim się obejrzałem byłem totalnie nawalony, jak i wiele osób w około mnie.
- Ej słuchajcie. - wymamrotałem. - Wie ktoś gdzie mieszka ta barmanka ?
- Która? - zagadnął jeden. - Ta co się z nią poszedłeś przelizać?
- No tak, dokładnie ona.- skomliłem niczym szczenię stęsknione za swoją matką.
- Nie wiem. Ale ich szefo na pewno ma dokumenty. - stwierdził dumny ze swojego pomysłu.
- Odwróć jakoś ich uwagę. Dobsz ? - wysepleniłem, ponieważ język zaczął mi się już plątać.
- Ok.
No i poszło koleś zaczął się dusić i awanturować, że pozwie ich do sądu, za to, zę go otruli. Szef chcąc nie chcąc musiał na to zareagować, bo gdyby tego nie zrobił to kara byłaby jeszcze większa, ponieważ nieudzielenie pomocy jest karalne, traktowane nawet jako współudział.
Wtedy zaczynała się moja kwestia wparowałem do gabinetu tego grubasa i przegrzebałem mu szuflady. Nie musiałem szukać zbyt długo bo trafiłem już za drugim razem. Znakomicie, miałem jej adres i najważniejsze dane, których zrobiłem zdjęcie telefonem.
Zdążyłem wszystko pozamykać kiedy wrócił dowódca tego okrętu.
- A Ty czego tu ?
- Szukam toalety. - uśmiechnąłem się szyderczo, niczym seryjny morderca.
- Spieprzaj stąd.
- Jak traktujesz klientów ?!
- A co ja mam kurwa woźny na czole napisane?
- Nie, ale przydało by Ci się trochę ruchu. - gestem pokazałem sadełko.
- Nie masz za grosz kultury, alkoholiku.
- A Ty nigdy nie znajdziesz kobiety. - zakpiłem. - trzymanie zdjęcia mamusi w ramce na biurku to totalna żenada. - ze śmiechem i moją zdobyczą opuściłem jego gabinet.
Pod podany adres trafiłem bez przeszkód, zadzwoniłem domofonem i nie musiałem długo czekać by usłyszeć jej głos.
- Tak?
- To ja, Twój lew. Otwórz mi kochanie !

< Octavia ? I co Ty na to ? xD on jest nawalony w cztery dupy>

Od Melloow c.d: Chris'a

Spojrzałam na niego bezmyślnie. Kiedy ja ostatnio jadłam coś w porządnej knajpie? Zdecydowanie dawno.
- Byle szybciej, nie mam całego dnia - chłopak uniósł brew. Czemu się nade mną litował? Dużo chętniej wypaliłabym tego papierosa...
- No? - zniecierpliwił się.
- Cokolwiek. Zjem cokolwiek - pokiwałam głową. Nie miałam ochoty na jedzenie, tym bardziej w jego towarzystwie, ale mój żołądek od dawna domagał się czegoś jadalnego (nie starych płatków kukurydzianych zjedzonych rano z łyżką resztki mleka). Chłopak wywrócił oczami po czym zamówił jakąś ,,specjalność" firmy. Potem zapadła cisza, która była mu najwyraźniej na rękę. W tle sączyła się jakaś wesoła muzyka. Założyłam ręce na piersi, podczas gdy chłopak uważnie mi się przyglądał. Cały czas uciekałam wzrokiem. W końcu nie wytrzymałam.
- Co musicie myśleć wy, te snoby z lepszej strony o nas, takich jak ja?
- Myślę, że myślą to, co my o nich - chłopak podrapał się po karku. Normalnie mnie zatkało.
- My? Dobre sobie - wyrwał mi się śmiech. Popatrzyłam w sufit.
- Nie trzeba być człowiekiem sukcesu, żeby coś osiągnąć...
- Nie wierzę ci, to k.urwa niemożliwe - pokręciłam z niedowierzaniem głową. Chłopak skrzywił się.
- Uważaj na słowa, do końca życia mam dość tych k.urw i choler - powiedział z niesmakiem. Jaki, k.urwa laluś. Powoli zaczynałam mu wierzyć. Nie musiałam jednak mówić tego na głos, bo nadeszło danie. Kelnerka uśmiechnęła się profesjonalnie i zostawiła nas. Jadłam w ciszy, ale szczerze powiedziawszy i tak nie miałam nic do mówienia. Kiedy już coś jadłam, zazwyczaj robiłam to przed huczaczym telewizorem, włączony radiem, nie rzadko gadając przez telefon. Prawie zapomniałam jak używać sztućców... Kiedy skończyłam, chłopak odezwał się:
- Zamiast czterech paczek fajek mogłabyś kupić sobie taki obiad.
- Te cztery paczki to jedyne co w życiu mi zostało. Dziękuję, wolę suchy chleb - prawie zachichotałam.
- Twoje życie, twój interes.
- To c.holernie miłe z twojej strony, że postanowiłeś obdarzyć mnie takim pięknym prezentem jaki jest ten pyszny, boży posiłek, ale zwalam się z nóg, dlatego ci podziekuję, i spadam - wstałam i zarzuciłam na ramiona płaszcz. Zapięty i tak nie dawał wiele więcej.
- Po pierwsze się ubierz, a po drugie odprowadzę cię - powiedział zdecydowanie i także wstał.
- Nie ma mowy - pokręciłam głową i zmarszczyłam czoło.
- Nie gadaj tyle, tylko chodź - wyprowadził mnie za łokieć. Na polu mu się wyrwałam.
- Po co to robisz?! To bez sensu! Dalej będę zataczać się w tym popiepszonym klubie, a z moim życiem nie da się zrobić nic! - wybuchłam.
- Daj mi swój numer - odpowiedział.
- Ty słyszałeś co ja przed chwilą powiedziałam?
- Owszem. Numer - pogonił mnie ręką.
- Nie mam telefonu - rzuciłam zirytowana. W rzeczywistości mam, stary stacjonarny gruchot w chałupie.
- Wiem, że kłamiesz, ale nic na to nie poradzę, więc trzymaj to - wcisnął mi do ręki kawałek kartonika. Wizytówka. Christopher Jones, menedżer, jak to dumnie wygląda. Zmięłam ją i wcisnęłam do kieszeni. Mimowolnie szliśmy w stronę mojego apartamentu, chociaż to za piękna nazwa na to, co mam tam w środku. Nie jest źle, ale lususem tego nazwać nie można. Chwilę już szliśmy, a moje stopy domagały się gruntownego odpoczynku. Jutro będę miała z tysiąc c.holernych, ohydnych odcisków! Wściekła stanęłam i skopałam buty. Nogi wolę przemrozić i utaplać w błocie, niż chociażby na sekundę założyć na nie te idiotyczne szpilki! Zauważyłam, że trochę leje mi się krew z pięty. Westchnęłam i wcisnęłam buty do torby. Wiem, że jutro będę musiała ubrać je ponownie...
- Szukamy pracownicy do sklepu jubilerskiego... nie spełniasz nawet połowy kryteriów, ale jeśli chcesz cokolwiek zmienić, zadzwoń... przyjmę cię pod jednym warunkiem - powiedział kiedy stanęliśmy przed wieżowcem.
- No? - westchnęłam.
- Definitywnie zerwiesz z tamtą robotą -
potem odwrócił się i nie czekał na pożegnanie. To ten, tego...
- Dzięki, Chris..topher! - zawahałam się przed użyciem zdrobnienia. Chłopak uniósł ledwie dłoń i zniknął za budynkami.

<Chrisuncio? :3 będzie wspaniałą pracownicą, naprawdę ^^>

Od Ashlynn c.d: Chris'a

Chłopak szybko gdzieś pobiegł, a ja stałam tak przez chwilę nie kontaktując. Jednak w końcu się ocknęłam zaczęłam się śmiać i wróciłam do salonu. Dzień jak co dzień. Obsłużyłam klientów i do domu. Po drodze przeszłam obok jego biurowca. Zatrzymałam się i spoglądając w górę wyjęłam wizytówkę. Potem mój wzrok skierował się na nią. Uśmiechnęłam się wyjmując telefon i wykręciłam jego numer. Głos w słuchawce potwierdził że dobrze wpisałam.

<Chris? rozmowę zostawiam tobie do opisania xd>

Od Chris'a c.d: Ashlynn

Już wychodziłem kiedy zatrzymała mnie dziewczyna z salonu. Przepraszam bardzo ona co tu robi?
W jej oczach tańczyły rozbawione iskierki, sądzę, iż bawiło ją to jak wyglądam. Po chwili dziewczyna dała mi portfel.
- Super, wielkie dzięki. Mam u Ciebie dług. - stwierdziłem.
Nawet nie chciałem myśleć co by było  gdybym go stracił. Matko wszystkie dane, kluczyki od moich szafek. Cholera, na samą myśl robi mi się gorąco. Gdyby to powpadało w niepowołane ręce to byłbym skończony. - Masz. - wyciągnąłem z kieszeni moją wizytówkę i jej podałem - Zadzwoń jak będziesz czegoś potrzebowała. Dzięki.
Lekko się uśmiechnąłem. Nie musiała mi go oddawać, przecież nawet mnie nie znała. Mogła okraść, wyrzucić, nie wiem zrobić cokolwiek.
Już niemalże ją wyminąłem kiedy ślina na język przyniosła mi pewną uwagę.
- Myślisz, że lubię chodzić tak ubrany? E-e. Więc z łaski swojej przestań się nabijać. - rzuciłem przez ramię i się zaśmiałem, dziewczyna pewnie nawet nie zdawała sobie sprawy, że zdradzają ją jej ładne oczka.
Kiedy zderzyłem się ze świeżym, miejskim czystym niczym źródełko w górach powietrzem zrobiło mi się niedobrze. Pobiegłem w stronę biurowca, bo byłem już spóźniony.

< Ash ? Zadzwonisz czy raczej nie ? >

Od Touki

-Touczko, wstawaj już rano- Próbowała obudzić mnie babcia
-Dobra..wstaje..
-Spóźnisz się do pracy, i Cię wywalą..
-PRACA!
Czym prędzej pobiegłam do łazienki.Umyłam się, pomalowałam, ubrałam itp.następnie zbiegłam z piętra i chwyciłam za widelec i zjadłam przyszykowaną przez babcie jajecznice i tosty z serem. Przeżuwając śniadanie zawołałam:
-Możesz mi podać jakieś picie?-Powiedziałam z wypchaną buzią
Babcia podając mi picie, rechotała.
-No idź, bo się spóźnisz dziecko-Powiedziała pakując mi drugie i trzecie śniadanie do torby.
(Tak ze mnie taki żarłok)
-Dobra lecę, bo się spóźnie !Trzymaj się,ee ten jak będę wracać kupić jakieś jedzenie?
-Niee sama pójdę do miasta.
-Dobra jak tam chcesz -Rzuciłam i wyszłam goniąc na autobus
Autobus jak na moje nieszczęście spóźnił się dobre 10 minut i na dodatek jechał jakby chciał a nie mógł..Po prostu myślałam, że trafi mnie szlag. ''Dlaczego muszę mieć wszystko pod górkę'', posmutniałam. Wychodząc z autobusu, myślałam co powiedzieć swojej szefowej by uwierzyła, że nie spóźniłam się specjalnie. Byłam już niedaleko, ręce zaczęły pocić mi się a w gardle stanęła mi wielka gula. Poczułam się słabo pod nagłą falą gorąca. Wychodząc za rogu niespodziewanie wpadłam na kogoś. Odbiłam się tylko i nagle spojrzałam na osobę leżącą na chodniku. Od razu rzuciłam się na pomoc.
-O kurcze, przepraszam! Nic Ci nie jest?! - zaczęłam spanikowana

<Ktoś? Coś? ;c >

Nowy!

Powitajmy nowego członka, nazywa się Tom Fords !

Od Josh'a c.d: Rin

W prawdzie dziewczyna wyglądała śmiesznie, ale powstrzymałem się. Spojrzałem na zegarek. No cóż, pora do pracy. Poszedłem przebrać się do pokoju w ciemnogranatową koszulkę na krótki rękaw, dżinsowe rurki i adidasy. Narzuciłem jeszcze na siebie czerwoną rozpinaną bluzę z kapturem.
- Idę do pracy. Wrócę pewnie dopiero nad ranem. Zostawiam ci zapasowe klucze i mój numer na wszelki wypadek- powiedziałem wychodząc z domu.
Dzisiaj ruch w klubie był niesamowicie duży. Przy barze pomagało mi może z pięciu innych kolegów. no, ale przynajmniej kasy będzie więcej. Wróciłem około 5 nad ranem. Zmęczony powoli wszedłem do mieszkania. Położyłem klucze na komodę obok drzwi i od razu pomaszerowałem do swojego pokoju. Jak zwykle nie miałem problemów z zaśnięciem.

<Rin?>

Od Rin c.d: Josh'a

Zdziwiła mnie jego propozycja najpierw ratuje mi życie a teraz poz2wala mi zostać u siebie.
Wzrokiem biegałam po pokoju chciałam odczytać coś z wystroju.
Jaki on jest .. tak sympatyczny .. chyba nie można mu ufać .. coś mi tu nie pasuje.
A może jestem przewrażliwiona na tym punkcie. Trwałą cisza .. w sumie gdy opuszczę jego dom nie będę miała dokąd iść a nawet nie mam grosza na hotel.
Kto nie ryzykuje ten nie żyje.
Zatrzymałam wzrok na nim po czym odpowiedziałam
-Jeśli mogłabym to skorzystam .. nie wiem jak Ci się odwdzięczę ale coś wymyślę.
-Nie musisz ..
Znowu cisza .. Riki wstał i położył się na pyłkach .. obserwując bacznie chłopaka
To dziwne nie atakował .. być może był świadomy tego że ten chłopak mnie uratował
-Chcesz coś jeść ?
-Nie wolałabym skorzystać z łazienki
-Nie krepuj sie
Poszłam d toalety wzięłam prysznic i ogarnęłam się
Super moja koszula była we krwi .. i nadawała się do prania
Nagle Josh zapukał
-Co chcesz ?
-Pomyślałem ze nie mach ciuchów
-No nie mam
Otworzyłam lekko drzwi wzięłam i złożyłam wyglądam świetnie za wilka koszulka i luźne dresy .. gdy wyszłam szepnęłam
-Nie śmiej się ..

<Josh>

Nowa!

Powitajmy Elodie Hemingway !

Od Kici c.d: Lucasa

Spojrzałam na chłopaka. W sumie to mógłby mi pomóc, w końcu sama sobie z tym rady nie dam.
- No jak Ci to problemu nie sprawi to jasne. - odparłam. - Poza tym jestem Kicia.
Spojrzał na mnie. Zastanowił się chwilę. Jego mina mówiła sama za siebie "Spytać czy nie spytać?", jednak nie spytał.
- Lucas. - odparł krótko.
Uśmiechnęłam się lekko. Lucas... Jak mój brat. Zaśmiałam się w duszy. Chłopak zabrał ode mnie torbę z zakupami i wziął psa z którym przyszedł. Nera smycz wzięłam do ręki i owinęłam tak aby znowu coś się nie urwało. W drugiej ręce trzymałam torbę w której były różnorodne smakołyki, obroża, smycz itd dla szczeniaka.
*
Doszliśmy do mojego domu, zamknęłam furtkę i spuściłam Nera ze smyczy. Z torebki wyjęłam klucze od mieszkania. Włożyłam do zamka i od-kluczyłam drzwi. Wpuściłam chłopaka do środka.
- Ładnie to tak wpuszczać obcych do środka? - spytał z lekkim uśmieszkiem na ustach.
Wywróciłam oczami i położyłam torbę z zakupami na blacie w kuchni. Chłopak zrobił to samo i oparł się o blat.
- To co uciekasz już? - spytałam.
- A co chcesz mnie wyprosić?
- Ja? Ależ skądże. - odparłam.
Zaśmiałam się krótko po czym zaczęłam wypakowywać zakupy. Jedzenie dla Nera schowałam do szafki, bo maluch zawsze to rozrywa. W pewnym momencie zobaczyłam, że chłopak wyszedł na taras i zszedł na trawnik po czym poszedł do Nera. Nie wiem co on chciał robić, ale to szczegół. Patrzyłam przez okno w kuchni jak Lucas wraca na taras. Wszedł do mieszkania i podszedł do mnie.
- Będę się zwijał. - powiedział.
- Już uciekasz? - zrobiłam smutną minę.
- No muszę, pies mojej sąsiadki musi być na czas. - odparł udając smutnego.
- No dobrze, szkoda. - powiedziałam.
Chłopak zawołał sunię. Odprowadziłam go do drzwi.
- Spokojnie wiem gdzie są drzwi. - powiedział.
Wywróciłam oczami i się uśmiechnęłam.
- Pa! - rzuciłam zamykając drzwi.
Nie wiedziałam czy odpowiedział czy nie. Wyszłam na taras i zawołałam Nera, szczeniak przybiegł i zdjęłam mu szelki. Po czym wszedł do domu a ja tuż za nim. W sumie było dopiero była 13:12, ech... Co ja mam robić? No cóż nie wiem.
*
Siedziałam na kanapie, oglądałam jakiś nudny film i w pewnym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. Wstałam i wyciągnęłam telefon. Była 16:29, schowałam telefon i otworzyłam drzwi. Zobaczyłam w nich stojącego Lucasa.
- O cześć. - powiedziałam nieco zakłopotana.
- Cześć. - odparłam. - Co tu robisz?

<Lucas?>

Od Josh'a c.d: Rin

- Skoro nie wiesz skąd jesteś możesz zostać u mnie. Oczywiście jeśli chcesz, ja nie mam nic przeciwko- to ostatnie zdanie szybko dodałem.
Nie chciałem jej tu trzymać na siłę, ale nie dobrze by też było gdyby tułała się po ulicach i ktoś by ją zaatakował. Cierpliwie czekałem na jej odpowiedź. Widziałem ze błądzi gdzieś wzrokiem po pokoju.

<Rin? następnym razem będzie dłuższe>

Od Rin c.d: Josh'a

Popatrzyłam na niego potem na Riki'ego .. pies położył się a ja wzięłam kubek z kawą.
Nerwowo biegałam wzrokiem po pokoju po czym przyznałam mu rację
-Tak miałam sporo szczęścia .. zastanawia mnie skąd ta biegłość twoja .
-Sprecyzuj ..
-Wkroczenie do akcji cel .. władanie bronią ..
-A mnie ciekawi co robiłaś na tej ulicy ..
-Nie wiem .. nie pamiętam nic z poprzedniego dnia .. w sumie nie wiem jak tu się zalazłam
-Czyli nie wiesz gdzie jesteś .. i skąd jesteś ?
-Tak .. chwilowo tak wygląda moja sytuacja ..
-Przedstawisz się ?
-Rin ..a to mój kompan Riki ..
-Odważny bez zastanowienia walczył ..
-Po to był szkolony ..

<Josh>

Od Chrisa c.d: Melloow

Po ciężkim dniu w pracy wstąpiłem do pobliskiego pubu na drinka, nie istotne było to, że dopiero zaczynało świtać, bo kogo to obchodzi kiedy trzeba pokończyć projekty?
Nigdy nie przychodziłem do takich miejsc, żeby popatrzeć na półnagie laski. Brzydzę się publicznym obnażaniem. Sądzę, że zawsze jest jakieś wyjście a ucieczka w kierunku prostytucji jest drogą na łatwiznę...
Wypiłem małego shota, który był bardzo orzeźwiający i raz raz postawił mnie na nogi, stwierdziłem, że nie będę grzał tam miejsca wszystkim napaleńcom, którzy tylko by na tyłki i cycki się gapili każdej kobiecie.
Co innego tak jednej jednostce ale tak wszystkim i to na raz ?! Obleśność.  Wychodząc natknąłem się na jedną tancerkę i nie mogłem się powstrzymać żeby nie zakpić.
- Prywatnie też tak pracujesz?- dziewczyna odwróciła się do mnie, a ja zmierzyłem ją wzrokiem od stóp do głów.
- Oszczędź sobie. - mruknęła. - Sądzisz że jak nosisz garniak to Ci wszystko wolno ?
- Nie, sądzę. Uważam, że powinnaś zacząć się szanować.- kiwnąłem głową.
- Łatwo powiedzieć.
- Jeszcze łatwiej zrobić.
- Kurwa zbawiciel się znalazł. - warknęła.
- Uważaj na słowa panienko - posłałem jej ostre spojrzenie po czym wziąłem głęboki oddech żeby się uspokoić.
- Co Ty moim ojcem jesteś ?  - przewróciła oczami.
- Nie, na Twoje szczęście nie.- mój głos był opanowany jednak od środka się gotowałem. - Jadłaś coś dzisiaj ?
- Nie Twój interes.
- Wyrzuć to gówno - wytrąciłem jej peta z ręki, a następie pociągnąłem ją za sobą.
- Puść mnie ! - starała się wyrwać nadgarstek, a ja złapałem ją jeszcze mocniej.
- Idziemy zjeść. - powiedziałem stanowczo i nie podlegało to jakiejkolwiek dyskusji.
Postawiłem na swoim i przyciągnąłem ją do pobliskiego baru. Co to za maniery w ogóle, jarać pety, a nawet nie jeść.
- Na co masz ochotę? - zapytałem gdy podeszła do nas kelnerka.

< Melloow ? Nie radzę dyskutować. >

Od Malii c.d: Jeremiego

Tego dnia postanowiłam pójść na basen, aby popływać. Pływanie dystansowe było i jest moją ulubioną dyscypliną sportową. Po dziesiątej wsiadłam w samochód i pojechałam na basen. Szybko zapłaciłam i poszłam do szatni. W ekspresowym tempie przebrałam się w strój jednoczęściowy. Włosy szybko spięłam w koński ogon. Potem poszłam wziąść szybki prysznic i poszłam na basen. Od razu skierowałam się w stronę największego basenu. Szybko ściągnęłam klapki i weszłam na podest startowy. Na głowę ubrałam gogle do pływania i skoczyłam. Zaczęłam jak zawsze od pływania kraulem. W szybkim czasie dopłynęłam do murku kończącego i zrobiłam szybki nawrót kozłowy. Gdy dopłynęłam do podestu usiadłam na murku i ściągnęłam gogle. Rozejrzałam się po basenie. Pływało tu na razie niewielu ludzi. Przecież był środek tygodnia. Po chwili zobaczyłam chłopaka, który pływał obok na torze. Nawet szybko pływał. Po kilku sekundach wynurzył się wycierając wodę z twarzy. Kątem oka spojrzałam na niego. Po paru chwilach założyłam na głowę gogle.
- Cześć. – powiedział po chwili siadając na murku nie daleko.
- Hej. – odparłam patrząc na niego.
( Jeremi ? )

Od Jeremiego

Obudziło mnie wibracje telefonu. Budzik. Zakląłem głośno i wygrzebałem się z łóżka. Ubrałem się w koszulę i jeansy. Wziąłem z lodówki jajka, cebulę i masło. Zrobiłem jajecznicę. Zjadłem ją szybko i wyszedłem z domu. Zakluczyłem drzwi i wsunąłem klucze do kieszeni. Postanowiłem pójść na spacer. Idąc chodnikiem podziwiałem widoki. Postanowiłem pójść na basen. Cofnąłem się do domu po gacie do kąpieli. Gdy dotarłem do budynku basenu, sprawdziłem czy mam pieniądze. Miałem. Podszedłem do pani w recepcji. Dałem jej pieniądze, a ona znudzona dała mi zegarek. W szatni szybko zmieniłem ubranie na spodnie do basenu. Wsunąłem klapki i obmyłem się pod prysznicem. Wszedłem na basen. Było tu 5 pasów do pływania i jeden brodzik. Odłożyłem klapki i wskoczyłem do wody. Poczułem przyjemny chłód. Obok na pasie ktoś pływał. Zanurkowałem i przepłynąłem pod pasem oznaczającym granice pasów wody.



<Ktoś?>

Nowi!

Powitajmy Toukę Terres i Jeremiego Barcera !


OD Ashlynn c.d: Chris'a

Gdy wyszedł zobaczyłam portfel leżący na podłodze. Zmarszczyłam lekko czoło i podniosłam go wyjmując dowód. Jak się okazało należał do tego Christopher'a. Poinformowałam o tym Jessy i przez to stałam się zobowiązana oddać mu ten portfel. Czerwonowłosa powiedziała że mogę iść, a oni sobie poradzą. Westchnęłam i chowając portfel do torby na ramię ruszyłam w stronę jego zamieszkania. Z tego co tam jeszcze zobaczyłam dowiedziałam się, że pracuje jako doradca finansowy. Zaśmiałam się idąc. Po dwudziestu minutach dotarłam na obrzeża miasta. Oczywiście podjechałam taksówką, bo szybciej bym tam nie dotarła. Zapłaciłam i szłam w stronę bloku, w którym podobno mieszkał. Wchodząc po schodkach na klatkę schodową wpadłam na właściciela portfela. Chłopak był ubrany w elegancki garnitur i płaszcz. Bawili mnie ważni biznesmeni w garniakach, więc w myśli zaczęłam się głośno śmiać. Rzecz jasna nie pokazywałam tego po sobie.
- Jak wychodziłeś z salonu zostawiłeś tam coś swojego- odparłam niewzruszona wręczając mu jego własność.

<Chris?>

Od Lucasa c.d: Kicia

Nie mam zwierząt, bo najzwyczajniej w świecie nie mam czasu aby się nimi zajmować, dziś moja starsza sąsiadka się rozchorowała i poprosiła mnie abym wyprowadził jej sunię. No dobra z sąsiadem mogę w zgodzie żyć... Ona też wielokrotnie mi pomagała, podlewała kwiatki kiedy wyjeżdżałem w delegacje.
Po śniadaniu zabrałem psa i udałem się z nim do parku, pochodziłem trochę rozmyślając nad pewną inwestycją. W pewnym momencie spostrzegłem małego psa przywiązanego do słupka przy sklepie na ulicy na przeciwko.
Uśmiechnąłem się sam do siebie widząc jak maluch szarpie się ze smyczą, która uniemożliwia mu swobodne hasanie . Zerwanie się nie zajęło mu zbyt wiele czasu, a głupie szczenię już chwilę potem leciało w stronę parku.
Przebiegłem szybko przez ulice i wziąłem go na ręce, jak nic by go potrącili, ponieważ chwilę potem jakieś dupki grzały z przekroczoną prędkością.
- No i co ? Trzeba patrzeć na ulice. - westchnąłem kiedy psiak radośnie podgryzał moją dłoń.-Poczekamy na Twojego właściciela w parku.
Drogę powrotną odbyłem już po pasach, ponieważ ulica była dość ruchliwa.
Zwierzaki się dogadały i teraz zajmowały się sobą na wzajem a ja miałem chwilę, żeby odetchnąć.
Po upływie pięciu może dziesięciu minut podeszła do mnie jakaś kobieta, wyglądała na coś około dwudziestki. Wymieniliśmy kilka zdań i wiedziałem, że to ona jest właścicielką psa.
Stwierdziłem, że pora już wracać jednak widząc jej torbę z zakupami, dobre maniery wzięły górę.
- Może Ci pomóc  ? - zaproponowałem.

< Kiciu ? >

Od Rick'a c.d: Layli

Wzruszyłem lekko ramionami.
- Tajne raczej nie, ale też nie chcę, by to się rozniosło - zaśmiałem się. - Szukamy takiego jednego faceta, chyba z mafii... W każdym razie to, że Cię śledził wydawało mi się podejrzane - westchnąłem.
Layla pokiwała głową.
- Jak widzisz, mam obronę - mruknęła, wskakując głową psa.
Zaśmiałem się cicho.
- Tak, widzę - mruknąłem rozbawiony. - A za bardzo czujną.
Layla uniosła brwi.
- Bo warczy na Ciebie? - zapytała rozbawiona.
- Dokładnie - zaśmiałem się, nadal nie podchodząc blisko niej, by nie narazić się psu.

(Layla?)

Nowy !

Powitajmy Lucasa Cartera ! 

Od Malii

Weszłam do swojego mieszkania wznosząc ostatnie pudło. Nie chciałam wynajmować ludzi do noszenia pudeł. Wystarczyło mi, że firma przeprowadzkowa pomogła mi wnieść i ułożyć nowe meble. Potem poszłam wziąć szybko prysznic. Zaczęłam szykować się do wyjścia, ponieważ musiałam pojechać do szpitala, aby podpisać papiery o pracę na stanowisku ordynatora na oddziale chirurgii ogólnej. Z mojego mieszkania do szpitala miałam jakieś trzydzieści minut jazdy. Niestety jazda zajęła mi dłużej niż myślałam, ponieważ centrum było zakorkowane z resztą jak zawsze. Szpital znajdował się na przedmieściach miasta. Budynek był wielki i dla tego znajdował się właśnie tam. Był to jeden z najlepszych szpitali w kraju. Podpisanie wszystkiego i rozmowa z dyrektorem całego szpitala zajęła mi półtorej godziny. Ale na szczęście miałam zacząć pracę za trzy dni. Więc miałam czas, aby pozwiedzać miasto. Po powrocie do centrum miasta poszłam na zakupy. Kupiłam mnóstwo nowych rzeczy, z których byłam zadowolona. Po zakupach zdecydowałam się, że pójdę do kawiarni na kawę. Po zamówieniu kawy usiadłam w kącie kawiarni przy oknie. Po chwili dostałam SMS od mojego brata. Odpisując poczułam, ze ktoś stoi obok mnie.
- Przepraszam mogę się dosiąść, bo nie ma już miejsca? – zapytał ktoś. Rozejrzałam się po kawiarni i rzeczywiście nie było już nigdzie wolnego stolika.
- Jasne, proszę siadaj. – odparłam wysyłając SMS
( Kto? )

Nowa!

Powitajmy Malię Swan~! 

Od Octavii CD Lionell'a

Uśmiechnęłam się triumfalnie.
-To po Tobie widać.-odparłam.
-Kur... A mieli się nie dowiedzieć...-pokręcił głową z lekkim uśmiechem. Ruszyłam dalej chodnikiem zostawiając go samego. Po chwili byłam w markecie. Zrobiłam trochę większe zakupy, skierowałam się do kasy i wyszłam. Robiło się całkiem ciepło, więc rozpięłam kurtkę i zdjęłam z szyi chustę. Z dość dużymi torbami ruszyłam w drogę powrotną. Idąc przez park miałam nadzieję nie spotkać już mego nowego znajomego. A jednak tam był. Stał przy tej samej ławce i przypinał smycz swojemu (no bo czyjemu?) psu.
-Oooo... Znowu się widzimy...-zakpił z tym swoim uśmieszkiem. Czułam na sobie jego wzrok.-Widzę, że to jakieś grubsze zakupy były... Czyżby melanż? A może romantyczna kolacja lub obiad z Tym Jedynym?-spytał.
-Pieprz się...-mruknęłam przewracając oczami.
-Tylko z Tobą, kiciu.-zaśmiał się. Odwróciłam się do niego z szelmowskim uśmiechem i zadziornie uniesioną brwią.
-Tak? W takim razie trzymam Cię za słowo.
***
Jakoś przetrwałam resztę dnia. Przygotowalam obiad, zrobiłam sobie trening, poczytałam książkę i popilnowałam internetów.
Wyszłam z  mego mieszkania i skierowałam się do klubu. Weszłam służbowym wejściem, odmeldowałam się i poszłam zalożyć uniform.
Biała koszulka z logo klubu i plakietką z moim imieniem przypiętą do kieszeni znajdującej się na piersi była dosyć obcisła, co średnio mi pasowało, a bordowy fartuszek zawiązany w pasie niezbyt praktyczny. Związałam jeszcze włosy w kucyka i wyszłam z zaplecza.
Koło dwudziestej drugiej w przy barze pojawiła się znajoma mi już twarz.
-Co za spotkanie...-mruknął.
-Ta...
-Octavia...-przeczytał sięgajac do mojej plakietki.-Lionell, miło mi.
-Podać coś?-spytałam z profesjonalnym uśmiechem.
-Jakiegos dobrego shota. Coś od Ciebie.-nakazał wykładając pieniadze na ladę. No, dzięki tonowi, jakim się posłużył, prośbą nie można było tego nazwać... Przygotowałam mu kolorowego shota i odliczyłam kasę.
-Reszta dla Ciebie.-mruknął.
Później siedział przy barze praktycznie cały czas,  nie spuszczając mnie z oczu. Zamówił jeszcze parę shotów. Pod koniec zmiany weszłam na zaplecze. Na szczęście, dzisiaj byłam trochę krócej, bo personel był pełny, a i tak na czas zamykania baru nie zostawalismy wszyscy.
Odwiązałam fartuch i zaczęłam rozpinać koszulę. Zdjęłam ją i wrzuciłam wszystko do szafki. Nagle poczułam na brzuchu czyjeś dłonie. Ktoś pocałował mnie w kark. Stałam tam jak wryta.
-Dobry wieczór, skarbie.-usłyszałam.
-Co Ty tu robisz, do cholery?!-warknęłam wyrywając się chłopakowi z parku. Jego oddech pachniał alkoholem. No, nic dziwnego. Odeszłam od niego na parę kroków. Podszedł do mnie  i znowu chciał mnie objąć. Odepchnęłam go.
-Wyjdź z tąd, albo oskarżę Cię  o napaść na tle seksualnym.-powiedziałam sięgając dłonią do ukrytego za paskiem noża rzutkowego.
-Nie gadaj, że mnie nie chcesz...-zaśmiał się stojąc w miejscu. Bacząc na niego sięgnęłam po moją koszulkę, założyłam ją, a na nią kurtkę. Lionell cały czas mnie obserwował. A ja jego. Ruszyłam do drzwi, a on złapał mnie, za rękę, przyciągnął do siebie i pocałował.
Lionell? :>

Od Kici

Mieszkanie w domku na przedmieściach w sumie da się znieść. Nie sądziłam, że to się uda. Jechałam do nowego domu, w sumie się cieszyłam. Max z łaski swej zawiózł mnie tutaj i jeszcze moje torby, a Lucas jechał za nami na moim cudeńku, czyli na motorze. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Nero już wariował w samochodzie. Niby szczeniak amstaffa taki nadpobudliwy często jest, a ten to chyba jakiś wyjątek bo ciągle wariuje. Pokręciłam tylko głową i pogłaskałam szczeniaka po głowie. W pewnym momencie się zatrzymaliśmy przed podjazdem.
- Otwórz bramę, - powiedział Max z wrednym uśmieszkiem.
Wywróciłam oczami i wyjęłam pilot od bramy. I otworzyła się.
- Patrz magia. - syknęłam.
Wjechał na podjazd. Wysiadłam z auta, a Nero tuż za mną. Zaczął biegać po całej posesji. Pokręciłam ze śmiechem głową. Wzięłam swoje torby i poszłam w stronę drzwi od domu, wyjęłam z torebki klucze od domu. Włożyłam je w zamek i od-kluczyłam drzwi. Weszłam do środka, no no... Nowocześnie. Nie to samo co tam gdzie mieszkałam. Pff... Jeszcze miałam pracę jako fotograf to już jakiś plus. Torbę ze swoimi rzeczami zaniosłam do sypialni, byłam już tutaj wcześniej oglądałam ten dom i pamięć niezawodną mam to muszę sobie przyznać. Ah ta skromność. Szybko się rozpakowałam i wyszłam z sypialni, kolejne torby. Ugh...
*
Szybko sobie poradziłam z rozpakowaniem się. Nero miał nawet własny kącik gdzie były jego zabawki, miał posłanie w mojej sypialni. No to teraz czas pójść na zakupy. Moi ukochani braciszkowie pojechali sobie do domu, ale bynajmniej Lucas zaparkował w garażu mój motor. No nie ważne. Wzięłam torebkę i smycz Nera. Założyłam szczeniakowi szelki i przyczepiłam smycz. Wyszliśmy z domu, szczeniak był posłuszny mimo że nie uczyłam niczego. Taki szczegół. Zakluczyłam drzwi od domu i wyszłam z posesji.
*
Szłam do sklepu, po drodze minęłam bardzo dużo ludzi, to muszę przyznać, że ich dużo jest. Przed sklepem przywiązałam szczeniaka do słupa a sama weszłam do sklepu.
Kupiłam najpotrzebniejsze zakupy, czyli karma dla Nera i jeszcze produkty spożywcze dla mnie. Jakieś napoje też pokupowałam. Wyszłam ze sklepu i przy słupie do którego był przywiązany Nero, go nie było. Pięknie... Zaczęłam iść przed siebie w poszukiwaniu szczeniaka...
*
Dotarłam do parku. Zobaczyłam swojego kochanego psiaka, który bawił się z jakimś chłopakiem, który też miał psa. Zaraz zaraz... Jego smycz no tak... Znowu się odpięło i uciekł. Jest posłuszny a potem bzikuje młody i ucieka. Norma. Poszłam w ich stronę. Kiedy szczeniak mnie zobaczył podbiegł do mnie i zaczął skakać. Przykucnęłam i zaczęłam go głaskać po głowie.
- To twój szczeniak? - spytał chłopak.
- Tia... Jak on tu się znalazł?
- Szedłem na spacer i zobaczyłem jak ten szczeniak zaczyna skakać i w pewnym momencie smycz się nieco przerwała, biegł na ulicę a nie chciałem, żeby z niego został tylko placek więc go złapałem i zaprowadziłem do parku i siedzę tu, a teraz raczej pójdę. - powiedział.
Wstałam i do niego podeszłam.
- Dziękuję. - powiedziałam z lekkim uśmiechem.

<No to jakiś chłopak dokończy? ^u^ >

Nowa!

Powitajmy Kicię Smith !

Od Layli c.d: Rick'a

-Spokój. Powiedziałam do psa i lekko pociągnęłam go za obrożę. Zende natychmiast zamilkł i usiadł. Mężczyzna podszedł bliżej.
-Czyli tego typa który mnie śledził chciałeś złapać?
-Tak.
-Po co Ci on? W policji pracujesz?
-Na wydziale kryminalnym. - Odparł z lekką dumą.
-Jestem Layla, a Ty?
-Rick. - Odparł krótko.
-Możesz powiedzieć po co go śledziłeś? Czy to jest jakieś bardzo tajne? - Zaśmiałam się.
Wyciągnęłam z kieszeni smycz i przypięłam do kolczatki psa.
Rick?

Od Chrisa c.d: Ashlynn

Jak to czasem bywało wpadłem do studia tatuażu w którym zrobiłem sobie bodajże dwie dziary. Nie to, że byli to moi jacyś wielcy przyjaciele, bo takowych nie posiadam no ale skoro powierzyłem im wykonanie tej sztuki na moim ciele a oni zrobili to tak jak powinni, to mogę im w pewnym stopniu zaufać, nie ?
Wchodząc przyjrzałem się obecnym tam osobom, stara ekipa hmm... to bardzo dobrze ale chwilka, jakaś nowa. Przyjrzałem jej się uważnie tak jak już miewałem w zwyczaju, wszystko musiało być pod kontrolą.
Kiedy podeszła do szafki obok mnie nachyliłem się lekko żeby spojrzeć jej w oczy, co wcześniej było niemożliwe .
- Jones. - wyciągnąłem do niej oficjalnie rękę. - Christopher Jones.
-Dillard - uścisnęła moją dłoń - Ashlynn Dillard.
- Od dawna tu pracujesz? - zmrużyłem lekko oczy, rejestrując w głowie każdy najmniejszy jej gest.
- Nie. Jestem nowa. Obstawiam, że nie uszło to Twojej uwadze..
- A i owszem. - kiwnąłem lekko głową, cały czas patrząc jej głęboko w oczy.
- Emm...- zaczęła - muszę wracać do pracy.
- W takim razie nie będę przeszkadzał.
Wstałem, a z kieszeni mojej skórzanej kurtki wypadł portfel z wszystkimi dokumentami, czego nie spostrzegłem.
- Na razie. - machnąłem ręką i wyszedłem. Czas zbierać się do pracy, moje wygodne ubrania zmienić na garniaczek i znów dyskutować z ludźmi posiadające bardzo niskie IQ o tym, że ta i tamta inwestycja będzie lepsza  od tej mniej ryzykownej. Naprawdę, zastanawia mnie to nie od dziś jakim cudem oni są tak wysoko... Ah no tak pieniądze i jeszcze raz pieniądze oraz znajomości.
I spróbuj tu grać uczciwie to będziesz ulicę zamiatać albo śmieci wywozić.
Spojrzałem na zegarek i przyśpieszyłem kroku, no bo spóźnić się do cholery nie wypada. Wpadłem szybko do mieszkania i się przebrałem, zacząłem szukać portfela, jednak przez to że gonił mnie czas stała się to czynność drugorzędna.
Miałem nadzieję, że jest w biurze. Kurwa, nie mogę go zgubić, po prostu nie mogę.

< Ash ? To co będzie z tym portfelem ? >

Od Rick'a c.d: Layla

Zmarszczyłem brwi, słysząc pytanie dziewczyny i wyszedłem z cienia.
- Dlaczego mnie śledzisz? - warknęła dziewczyna, a jej pies zjeżył się, widząc mnie.
- Nie Ciebie - mruknąłem, pokazując jej, by była cicho.
- A niby kogo?
Pokazałem jej swoją odznakę.
- Ktoś Cię śledzi. Widziałem, jak idzie za Tobą jakiś facet, więc wydało mi się to podejrzane i chciałem sprawdzić...
- Ja tam widzę, że tylko Ty mnie śledzisz - mruknęła.
- Bo Twój 'kochany piesek' odstraszył go warczeniem - wyjaśniłem. - A już go prawie miałem!

(Layla?)

Od Olivii

Wracałam właśnie z treningu, z torbą ze strojem n ramieniu i telefonem w ręce, rozmawiając z bratem, który stwierdził, że po mnie przyjedzie, ale odwiodłam go od tego pomysłu. W końcu nie było jeszcze późno, a mi nic by się nie stało, gdybym się przeszła.
Już kończyłam rozmowę z bratem, gdy nagle jakiś chłopak przechodzący obok uderzył mnie mocno ramieniem, że aż z dłoni wypadła mi komórka.
- Hej! - krzyknęłam zła, ale zaraz pożałowałam, że nie zaczęłam uciekać, gdy chłopak popchnął mnie n mur.
- Stęskniłaś się, kotku? - mruknął do mnie, zdejmując kaptur, a ja rozpoznałam w nim Jake'a, swojego byłego.
- Puść mnie - warknęłam.
Jake uniósł brwi.
- Niby dlaczego? Jesteś moja - stwierdził.
- Świr - syknęłam, plując mu w twarz. - Zostaw mnie! Pomocy!
Poczułam uderzenie w policzek.
- Zamknij się - krzyknął na mnie Jake, szarpiąc mnie i grożąc.

(Kto dokończy?)

Od Melloow

- C.holerny, j.ebany, p.opierdolony s.kurwysyn! - mruczałam wściekle pod nosem. Najpierw wypinam d.upę u tego popaprańca ze studia, potem dostaję marne dwie stówy, a na koniec mówi mi, że zdjęcia nie wyszły, i nie dostanę pieniędzy za ich publikację! Za te dwie stówy, to ja mogłam go kopnąć między nogi. Nie zrobiłam tego tylko dlatego, że obiecał polecić mnie innym. Na pewno to zrobi, świnia z mózgiem mniejszym niż u Barbie!
Ohydne, czarne szpilki wrzynały mi się w stopę. Już miałam zrzucić je jednym ruchem i iść na bosaka, ale zamiast tego sięgnęłam do kieszeni płaszcza i wyjęłam fajki. Czemu ja to robię? To wszystko? To chore i obrzydliwe. Pozowanie, papierosy, kluby.
- I tak nie dostaniesz się do elity - powiedziałam sama do siebie z głupim uśmieszkiem. Nawet jeśli nie, i tak będę do tego dążyć. Szłam szybko, na dworze było c.holernie zimno, a ja miałam tylko płaczsz i cienką bluzkę pod spodem. Mijałam masy ludzi. Każdy zajęty swoimi sprawami, nie zwracający uwagi na innych. Zatrzymałam się na chwilę. Ludzie potrącali mnie, rzucali spojrzenia spode łba. Przesunęłam się w cień i zamknęłam oczy, co było ryzykownym posunięciem. Coś jakby drgnęło w mojej duszy. Chciało się wydostać na zewnątrz. W pewnej chwili zaśmiałam się chrapliwie.
- Dzisiaj wieczorem musisz iść do klubu, bo nie starczy ci kasy na czynsz - szepnęłam do tego durnego sumienia. Rzuciłam tlacego się peta na ziemię i sięgnęłam po drugiego. Znów byłam częścią tej ohydnej masy przemierzającej ulice...
***
- Gdzie ty, k.urwa jesteś?! Brakuje nam tancerki! - wrzeszczał szefunio.
- Prawie jestem pod klubem, ja już... - próbowałam się bronić. Nie moja wina, że ta głupia kocica postanowiła urządzić sobie spacerek po parapetach apartamentów na dwudziestym piętrze!
- Jeśli nie zjawisz się za pięć sekund, potracę ci z wypłaty! I tak g.ówno robisz! - wyszczekał to i się rozłączył. Kolejny idiota. U kogo ja pracuję... Wślizgnęłam się do tłocznego pomieszczenia. Moje ,,koleżanki" po fachu już zaczęły pracę... ale one miały fory. One dawały d.upy, ja nie. Ledwo dobrnęłam do zaplecza.
- Wciskaj się w to! - powiedział grubas rzucając na ziemię nową sukienkę. Wystawiłam mu faka za plecami. Każda kolejna była coraz to krótsza. Ledwo co dałam radę się dopiać... Po chwili ruszyłam na scenę. Kolejna noc pracy przede mną...
***
5.00. Zmiana. Z ulgą przebrałam się w swoje ubrania. Mimo, że nie spóźniłam się, stary obciął mi stówkę. Miałam ochotę rozszarpać go na miejscu, uśmiechnęłam się jednak tylko sztucznie i gorąco podziękowałam. Nic nie mogłam mu zrobić, dobrze wiedział, że to moje jedyna stała praca. Kilku facetów szturchnęło mnie kiedy przechodziłam. Kilku roześmiało się. A ja nadal życzyłam szefowi, żeby smarzył się w piekielnych czeluściach. To on zabronił nam wychodzić tylnim wyjściem!
Prawie wywaliłam się, kiedy któryś z gości podłożył mi nogę. Szybkim krokiem wyszłam z tego znienawidzonego miejsca. Stanęłam przed wejściem i zaciągnęłam się głęboko.
- Prywatnie też tak pracujesz? - usłyszałam kpiący głos za swoimi plecami. Miałam ochotę krzyknąć krótkie ,,nie!", ale wyprostowałam się i obróciłam.

<Jakiś kpiący człowiek? ^-^>

Od Ashlynn c.d: Chris

Jak co dzień rano szykowałam się do pracy. Studio tatuażu już na mnie czekało. Spakowałam najważniejsze rzeczy do torby i wyszłam z domu zamykając go na klucz. Dzień był zwyczajny jak każdy. Salon tatuażu nie był daleko. po drodze kupiłam sobie dwie bułki i coś do picia. Gdy weszłam do środka nie było jeszcze żadnych klientów. Usiadłam pod oknem i przygotowywałam sprzęt. Słońce powoli wschodziło. Kiedy wyszłam na chwilę do łazienki oczyścić sprzęt usłyszałam jak ktoś wchodzi.
~ Klient? Tak wcześnie?- pomyślałam wyglądając przez uchylone drzwi.
Do salonu wszedł jakiś wysoki chłopak. Jednak nie wyglądał jakby chciał zrobić sobie tatuaż. Usiadł na krześle i zaczął rozmawiać z personelem. Poszłam do socjalnego. Akurat była tam Jessy.
- Kto to, bo raczej klientem nie jest...- spojrzałam na czerwonowłosą dziewczyną.
- On? To Christopher Jones. Przychodzi tu czasem pogadać- uśmiechnęła się.
Wzruszyłam ramionami i poszłam odnieść sprzęt na szafkę obok niego.

<Chris zechciałbyś?>

Nowi członkowie !

Powitajmy Melloow van Gladius i Christophera Jones'a

Od Josh'a c.d: Rin

Mój wzrok skierował się na krwawiącą rękę dziewczyny.
- Trzeba to opatrzyć. Na szczęście rana nie jest głęboka, więc nie widzę sensu pójścia do lekarza. Dobrze się składa, bo szpital jest daleko, a mój dom całkiem blisko- odparłem przykucając przed nią i oglądając jej rękę.
Szybko doszliśmy do mojego mieszkania. Rin usiadła na kanapie w salonie, a ja wyszedłem na chwilę po bandaż i inne potrzebne rzeczy. Odkaziłem jej ranę i zatamowałem krwotok.
- Chcesz kawy?- spytałem idąc do kuchni, a ona przytaknęła głową.
Odłożyłem wszystko na miejsce i wyjąłem dwa kubki. Woda szybko się zagotowała. Nalałem ją do kubków, a w tym czasie wyjąłem tackę, cukier, dwie łyżeczki i mleko. A i jeszcze wyjąłem ciastka z szafki. Ustawiłem to wszystko na tacce i zaniosłem do salonu stawiając na stoliku przed dziewczyną. Jej pies nie odstępował jej na krok. Usiadłem na fotelu obok.
- A tak w ogóle jestem Joshua- odparłem biorąc kubek do ręki- Miałaś szczęście że akurat tamtędy przechodziłem.

<Rin?>