czwartek, 27 sierpnia 2015

Od Lionka c.d Octavii

Kiedy Octavia się zgodziła wypowiadając cudowne "tak" było to niczym objawienie, jak powrót Jezusa na ziemię, niby każdy wierzy jednak nikt się tego nie spodziewa. Miałem wrażenie, że spadło ze mnie jakieś tysiąc kilo, cały ten balast który nagromadził się w wyniku wszystkich tajemnic i niedomówień. Jeny jak dobrze, iż udało nam się przez to przebrnąć ano i że Octavia nie pizgnęła wszystkiego po znalezieniu moich wyników... Co Cię nie zabije to wzmocni, a nas zdecydowanie wzmocniło. Mam wrażenie, że przegoniliśmy wszystkie demony czyhające na okazję by rozsypać to wszystko w drobny mak, a nasza przyszłość będzie tylko lepsza.
Jak się okazuje praca chwilowo nam tego nie ułatwia... Żeby wyrywać mnie z łóżka w takim momencie, toż to litości trzeba nie mieć. No ale jak mus to mus. Chociaż z drugiej strony uchroniło mnie to przed dyskusją na temat naszego ewentualnego potomstwa. No błagam kurde, ja ojcem ? Ledwo odnajduje się w roli narzeczonego, kochanka czy jak tam nazwać to chcecie, a jeszcze miałbym być odpowiedzialny za malutką istotkę, latającą mi pod nogami. Wzdrygnąłem się na samą myśl do czego mógłby doprowadzić mój skrajny brak odpowiedzialności.
Szybko zerwałem się na równe nogi i nie mając czasu na głębsze wyjaśnienia wybiegłem z domu. W firmie podobno rozpętała się straszna jadka i wszyscy ochroniarze zostali natychmiast wezwani. Skoro tak to faktycznie musi być ostro.
Wpadłem do budynku od tyłu aby zrobić rozpoznanie w terenie a dopiero potem wkroczyć do akcji. Jeremy, koleś, z którym najczęściej pracuje na zmianie pośpiesznie opowiedział mi co tak właściwie tu się dzieje. Mianowicie, jakaś zorganizowana grupa przestępcza postanowiła się wzbogacić kosztem naszej firmy i/lub - zależy - zdobyć jedynie medialny rozgłos po krwawym ataku od tak... dla przyjemności.
Chciałem ubrać kamizelkę kuloodporną na wszelki wypadek jednak zostało mi to uniemożliwione przez napastników, kierujących swój szturm na zaplecze.
Zacząłem się okładać z tymi chłoptasiami jak za młodych lat. Oh, jeny ależ ja się biłem. U sumie było mi ich żal, bo nieskromnie przyznam, że z moją fizyczną formą oraz doświadczeniem to zdecydowanie oni bardziej w ciry dostawali.
Szamotałem się właśnie z jednym kiedy kątem oka spostrzegłem Agnes, obmacywaną przez tych typów.
Zamarłem w bezruchu. Wszystkie wspomnienia niczym klatki z jakiegoś starego filmu przewinęły mi się przed oczyma, ponownie rozszarpując ogromną ranę w mojej psychice która dotychczas zdążyła się jako tako zagoić. Kurwa, czy ja już nigdy tego nie zapomnę ? Już wystarczająco się po tym wszystkim nacierpiałem... Zawaliłem wtedy sprawę ale no...
"..no właśnie... wtedy dałeś ciała, to się teraz wreszcie kurwa rusz i coś zrób " - ta myśl podziałała niczym kubeł lodowatej wody i wyrwała mnie z otępienia.Chęć pozbycia się poczucia wina wzbudziła we mnie potworną agresję.
Ignorując swojego przeciwnika rzuciłem się w tamtą stronę i już po chwili można było odnieść wrażenie, że to ja jestem tu intruzem.
- ZOSTAW JĄ ZŁAMASIE ! - warknąłem, a właściwie ryknąłem następnie skutecznie go nokautując. Potworny pulsujący ból w mojej lewej dłoni na pewno nie mógł równać się z jego doszczętnie rozwalonym nosem. 
Ale to mnie nie uspokoiło, nadal pobudzony i porządnie wytrącony z równowagi pochyliłem się nad nim i zacząłem bezceremonialnie oklepywać mu mordę. Niczym w transie wymierzałem mu cios za ciosem koncentrując się wyłącznie na tym. Nie docierały do mnie żadne bodźce z zewnątrz, żadne krzyki czy próby odciągnięcia.
Błąd, ogromny błąd skupić się na jednym od dawna nieprzytomnym przeciwniku kiedy w około pozostaje masa innych, stanowiących jeszcze zagrożenie. Już, już moja pięść po raz kolejny miała odbyć bliski kontakt z jego ciałem kiedy poczułem ostry ból skupiający się w tylnej części mojej głowy.
Pulsujący, tępy i mocny... cicho niech oni wszyscy będą cicho... to tylko potęguje to uczucie...
A potem w zaskakująco szybkim tempie podłoga zbliżyła się do mojej buzi, a może to ja do niej ? 
Wreszcie wyczekiwana i upragniona cisza, a w gratisie nawet ciemność.

" Jestem sam w pokoju, a chwilę potem wchodzi do niego jakiś chłopiec. Też ma ciemne oczy i włosy zupełnie jak ja ! Mamusia śmieje się, że jesteśmy jak dwie krople wody. Wody? Nie, mamusia nie ma racji nie jesteśmy wodą. Jesteśmy mężczyznami. Jest taka nierozsądna... i choć zawsze przy mnie się uśmiecha to wiem, że jest smutna. Często jej przy mnie nie ma... Mówi, że pracuje. Jej szef mnie nie lubi. I kolegi też nie. Zawsze na nas krzyczy i nas bije. Kiedyś mówiłem mamusi, ale potem była jeszcze bardziej smutna i kiedy chciała go powstrzymać to krzywdził również ją. Teraz już jej nie mówię, bo jestem dorosły. A dorośli sami radzą sobie z problemami."

 Do moich uszu dociera jakiś stłumiony dźwięk, zlokalizowanie go zajmuje mi dłuższą chwilę. Dochodzi z lewej strony i jest niepokojąco blisko. Brzmi znajomo... bardzo znajomo. Jest taki ciepły, zatroskany i delikatny... Mamusia? Co ona tu robi? Nie to nie ona...nie wiem.Chce się ruszyć, chce zrobić cokolwiek jednak nie mogę wykonać żadnego ruchu, nawet najmniejszego... Pozostaje tylko słuchać.
- Dlaczego on się nie budzi ?
- Panno Daireen doznał ciężkich obrażeń, obrzęk mózgu już się nie powiększa. Musimy być dobrej myśli.
Obrażeń ? Jakich obrażeń ? 
- Dobrej myśli ! - prycha. - Łatwo pani powiedzieć. - pociąga nosem i dopiero wtedy dociera do mnie, że ten kobiecy głosik płacze.
Chciałbym dowiedzieć się kto to i wykorzystując wszystkie siły chce otworzyć oczy... Otrzymuję wręcz przeciwny rezultat, bo nawet głosy cichną...

"Dziś mamusia ciągle płacze. Jest bardziej smutna niż zazwyczaj. Martwię się i kolega też się martwi. Nie wiem co się dzieje, nikt nie chce mi powiedzieć ! Oni wszyscy wiedzą, tylko nie ja. 
- Mamusiu, prose...
- Lionku, nic się nie stało. Pamiętaj bez względu na wszystko musisz być silny. 
Podchodzę do niej żeby się przytulić po części dodać jej otuchy, a po części dodać jej sobie. Jednak zamiast wziąć mnie w ramiona ona mnie odpycha. Ostatnio ciągle to robi. Nie kocha mnie ! Szef pewnie powiedział jej, że jestem niegrzecznym chłopcem. Tak jestem zły, a to moja kara."

 Znów słyszę jakieś dźwięki i znów nie mogę nic z tym zrobić. Dokładam wszystkich starań by zwalczyć w sobie silną potrzebę snu, aż nagle wokoło mnie robi się szum, a przez to wszystko przebija się głośne,ogłuszające piiiiiiiiii...
- Szybko! Defibrylator ! Tracimy go !

"Mamusia wróciła późno z pracy, za co szef na nią nakrzyczał. Właściwie to on zawsze na nią krzyczy jednak dziś ona nawet nie płacze.Wcale nie reaguje. Śpi. Mocno śpi. Pewnie jest zmęczona. Ale ja jestem głodny. Mówię o tym jemu, ale w odpowiedzi mnie uderza. Boli mnie buźka. Tak bardzo mnie boli. Nie chce martwić mamusi więc chowam się w szafie i w ciszy sobie płaczę. Chciałem tylko coś zjeść. Kiedy nie mam już siły płakać wychodzę, a mamusia nadal śpi. Biorę szczotkę leżącą w pokoju na podłodze i szczotkuję jej włoski, trochę mi to nie wychodzi ale kiedyś radośnie się śmiała kiedy jej tak robiłem. Teraz już jej to nie bawi, oh to dlatego że jestem zły.
- Przepraszam mamusiu, nie chciałem być głodny.
Teraz poza buźką boli mnie również brzuszek. Kolega nawet mnie już nie odwiedza. Siedzę tu sam z mamusią, ale ona ciągle śpi. W pokoju jest ciemno i zaczyna brzydko pachnieć i wtedy otwierają się drzwi niosąc za sobą dużo światła..."


...światła, wszędzie światła... otwieram powoli oczy i niemalże od razu je mrużę. Wpatruje się przez chwilę w biały sufit. W głowie poza totalną pustką znajduje się jeszcze doskwierający ból, a poza tym chce mi się pić. Unoszę się lekko, co kosztuje mnie masę wysiłku.
- LION ! - krzyczy nagle jakiś głos, wzdrygam się.- Siostro, siostro obudził się ! Obudził ! - mówi przez łzy, a jej głos zdradza ogromną ulgę.
- pić - szepczę.
- Chryste Lion, wróciłeś do mnie wróciłeś. - pochyla się nade mną i patrzy na mnie ślicznymi dużymi oczami przepełnionymi nieznanym mi uczuciem.
Kim u licha jest ta kobieta? I czego ode mnie chce?




Podchodzi inna w białym fartuszku i delikatnie podaje mi do ust zwilżoną szmatkę. Mmm woda... jaka pyszna.
- Siostro dlaczego on nie reaguje?
- Nim dotrze do siebie jeszcze trochę potrwa. Jak się pan czuje, panie Patterson ?
Patterson ?
W odpowiedzi marszczę czoło, nie rozumiem.

- Proszę nie żartować.
- Pani mówi do mnie? - chrypie, w chwili obecnej jestem śmiertelnie poważny. Nie mam ochoty na żarty. Obie nieruchomieją i spoglądają na mnie z przerażeniem.
- Jak się pan nazywa? 
To cholernie dobre pytanie, ale niestety nie znam na nie odpowiedzi. Wzruszam ramionami.
- Ile ma pan lat? 
Hmm... znów to samo.
- Gdzie pan mieszka?
Co to za głupie przepytywanie ? No do cholery jasnej.
Dziewczyna, która cieszyła się z mojego rzekomego powrotu pobladła na twarzy, a ja nadal nie wiem o co im wszystkim chodzi. 
- Boli mnie głowa. Mogę coś przeciwbólowego ? 
Kiwa głową wychodzi razem z tą drugą. Po chwili przychodzi ktoś inny zupełnie nowy. Facet, grubo po czterdziestce też zadaje mi denne pytania a potem wykonuje serię męczących badań. Po tym wszystkim jestem tak wykończony, że jedyne czego chce to spać.
Parę następnych dni nie różni się niczym od tamtego. Nadal nie wiem kim jestem, co się stało... nie wiem dosłownie nic. Ta kobieta ciągle przy mnie siedzi i straszliwie dużo mówi. Zwraca się do mnie "Lionku" opowiada o różnych ciekawych i śmiesznych historiach, których często w jej miemaniu jestem bohaterem. Kiedy myśli, że spię często płacze i błaga abym sobie wszystko przypomniał, bo za mną tęskni jednak zapewnia, iż nadal mnie kocha oraz nie zostawi.

Z lekkiego snu wyrywają mnie ciche słowa.
-... i wtedy padłeś na kolana i wyciągnąłeś z kieszeni pudełko z pierścionkiem. Jest naprawdę śliczny, a Twoje oświadczyny mimo, że niespodziewane były niewątpliwie wyjątkowe - choć na nią nie patrzę wiem, że się uśmiecha...hmm ciekawe. - Nie zdążyłam się nawet nacieszyć byciem Twoją narzeczoną, a Ty już nic nie pamiętasz - dodaje z żalem. - Ale to nic. Bo ja Cię nadal kocham. Przebrniemy przez to, damy jakoś radę. Nie zostawię Cię, możesz być tego pewien. - czule głaszcze mnie po głowie.
Dotyk. Ten dotyk u licha przecież ja go znam.
Tak znam ! I nagle dostaję olśnienia, otwieram szeroko oczy i zrywam się z łóżka do siadu, .Oczywiście przypłacam to okropnym bólem, ale nie to jest istotne. Oczy wszystkich na sali skierowały się na mnie.
- Ja Ciebie też Octavio. - mówię, a na widok wzbierających w jej oczach łzach mnie również robi się jakoś dziwnie. Moja piękna kobieta była cały czas przy mnie, nie zostawiła mnie choć nie wiedziałem kim jest. Wspierała mnie i uzdrowiła. Wówczas niczym grom z jasnego nieba uderza mnie głębia uczuć jakie żywię do tej kobiety.

< Octavia ? ♥ Praszam, że tak długo ale przyznam Ci się, że ta przerwa dobrze mi zrobiła. Mam nadzieję, że Ci się podoba ^^ >

Od Adriana c.d: Ashley


Zapłakana ciągnęła mnie do samochodu. W pewnej chwili zatrzymałem się i zarządałem wyjaśnień.
- Chwila. Naprawdę uważasz, że nie dałbym sobie z nim rady? - przyznaję nadszarpnęło to moją dumę. Zatrzymała sie i spojrzała na mnie lekko zdziwiona i zdenerwowana.
- Naprawdę chcesz się o to teraz spierać? - syknęła, a ja szepnąłem.
- Nie. Jeśli nie chcesz. - ponownie chwyciłem jej dłoń, a potem pozwoliłem prowadzić się do samochodu.

Ash?

Od Schulyer c.d: Robina


Złapał mnie za rękę i spytał o następny taniec. A jednak wybrał mnie, a jego uśmiech rozbroiłby nawet bombę atomową, w tym momencie utwierdził mnie w uczuciach, którymi go pokryjomu darzylam. Do samego końca byłam przekonana, że pozwoli mi odejść. A teraz tańczyliśmy na samym środku parkietu, a on wpatrywał się intensywnie w moje oczy, które równie mocno wpatrywały się w jego. Co go skłoniło żeby zadawać się z osobą, która na całym świecie uchodzi za wredną s*kę, która nie czuje absolutnie nic.

Robin?