piątek, 13 marca 2015

Od Liona c.d: Octavii

Dziś dla odmiany byłem trzeźwy w stu procentach, ani łyczka. Chwała za to... w pełni świadomym stanie umysłu podejmowane przeze mnie działania przyniosą znacznie lepsze efekty. Oj zdecydowanie.Przeanalizowałem sobie raz jeszcze wszystko bardzo dokładnie...
Siedzę przy barze utrudniając Octavii pracę oraz prowadząc z nią konwersację wówczas ni z tond ni z tam tond pojawia się jakiś wygarniturowany koleś z bukiecikiem tulipanków. A potem dupa już ich ni ma... 
Hola, hola koleś czy ty sobie za bardzo nie pozwalasz? 
Co o nim wiem ? Hmm... no nie wiele.
Bardzo nie podobało mi się to, iż zniknęli na zapleczu. Złe przeczucia mnie nie opuszczały ani na chwilkę, ten gnojek jest na bank jakiś nie normalny. A co jeżeli są razem ? Wygląda na takiego co grosza ma, a ja nie mam nic do zaoferowania poza sobą. Fuck. Czas dłużył mi się niesamowicie, ciężko mi określić czy byli tam minutę, dwie czy piętnaście. 
Siedziałem przy tym barze jakbym miał owsiki i nerwowo stukając w blat próbowałem cokolwiek zobaczyć.
Nagle z zaplecza wyszła kobieta moich westchnień, to że była przebrania nie umknęło mojej uwadze. Byłem niemalże pewien, iż nie skończyła jeszcze zmiany. W jednej chwili moje źrenice się skurczyły a w głowie pojawiło jedno zdanie " No przecież mu kurwa zapierdole " 
Zerwałem się z miejsca i podbiegłem do dziewczyny, pierwsze pytanie musiałem zadać dla zaspokojenia duszy. Tak też się stało chwilkę po jego zadaniu odetchnąłem z ulgą, nie są razem. Chociaż nawet jakby byli to nie dałbym za wygraną. Lion nigdy nie przegrywa, a jak nie może wygrać uczciwie to radzi sobię innymi sposobami. 
Chciałem wyciągnąć od niej jakieś informacje aby móc zacząć działać, gdyż była to sprawa nie cierpiąca zwłoki. Dziewczyna jednak ciągle na mnie burczała, a ja nie usłyszałem nic konkretnego. 
Wpierdalam się w jej życie ? Nie sądzę... no dobra może trochę ale nie mam złych zamiarów, a już an pewno nie teraz ! 
Octa ruszyła przed siebie a ja złapałem ją za ramię odwracając dziewczynę w swoją stronę. Zamurowało mnie gdy mój wzrok padł na jej polik, jej niemalże bordowy polik, na którym widniał kształt dłoni. Uchyliłem buzię by coś powiedzieć jednak ją zamknąłem gdyż nic mądrego wymyślić w stanie nie byłem.
- No i co się gapisz ? - powiedziała łamiącym się głosem, a mimo panującego w barze półmroku widziałem, że zaszkliły jej się oczy. Przyciągnąłem ją do siebie nim zdążyła zaprotestować i mocno przytuliłem.
- Cii... - wyszeptałem uspokajająco. Moja ironia i sarkazm na chwilę uciekły do kieszeni by odpocząc przed atakiem na tego gnoja. - Nie płacz. - pogładziłem ją po włosach. - Proszę, nie płacz. 
Bolało mnie jedno, znów nawaliłem. Raz pozwoliłem już skrzywdzić bliską mi kobietę, a również mogłem temu zapobiec. Tym razem powinienem do tego nie dopuścić i pójść na to jebane zaplecze... Słowo daję lepiej niech ten kutas się wyniesie na odległą galaktykę bo inaczej i tak go znajdę.
- Lion, puść mnie. 
- Nie ma mowy. - byłem stanowczy. - Zaraz odprowadzę Cię do domu, dobrze ? 
- Dam sobie radę.
- Niewątpliwie, jednak chciałbym mieć pewność, że dotrzesz tam bezpieczna. Nazwisko
- Co nazwisko ? - uniosła wzrok i napotkała tym samym moje dzikie spojrzenie, tym razem nie było ono seksistowskie jak podczas jej tańca, było ono przepełnione nienawiścią i dezaprobatą oraz ostrzeżeniem. - Nie, proszę nie
- Imię.
- Nie...
- Imię do cholery ! - syknąłem.
- Christian - wyszeptała.
- Dobrze. - ponownie ją objąłem i powoli ruszyliśmy ku wyjściu.
Maszerowaliśmy w milczeniu prosto do jej domu, ja na wszelki wypadek miałem oczy szeroko otwarte, gdyby temu typowi sukcesu było mało wrażeń na dziś. Ja mu już zapewnię rozrywkę... 
Cóż...zapowiada się długa noc.
Odprowadziłem ją aż pod drzwi mieszkania i czekałem nawet aż je zamknie. Okay, Octavia już bezpieczna.
W drodze powrotnej do baru zaczęło padać a więc nałożyłem na głowę kaptur. Wparowałem niczym burza do środka, kierując się od razu do biura szefa.
- Zgraj mi nagrania z monitoringu. Już.
- A Ty skąd się urwałeś co ? 
- Zrób to o co proszę, bo inaczej nagadam komu trzeba i raz raz bedzie po Twoim interesie, wiesz doszły mnie słuchy, iż handel narkotykami oraz prostytucja są nie legalne.
- Ale przecież nie robimy tu nic złego. - szedł dupek w zaparte.
- Hmm... komu uwierzą ? Właścicielowi, który dokonuje nielegalnych transakcji czy klientowi, któremu zostało trochę zaproponowane ? 
- Ha ha czy ty mi grozisz ?
- Jedynie ostrzegam. - uśmiechnąłem się szyderczo. - Wiem, że nie masz w tym gabinecie kamer więc nie radzę kombinować. W razie potrzeby podłożę Ci proch tak, że nawet nie będziesz wiedział kiedy. Więc jak będzie ?
No mądra chłopina, zrozumiała co dobre.
***

Po półgodzinie przeglądałem nagranie z monitoringu. Przysłuchiwałem się rozmowie i zapamiętywałem szczególne rzeczy wyróżniające go od reszty. Osobiście byłem pewien, że nie widziałem go nigdzie wcześniej, jednak dla mnie nie był to problem. 
- Halo ? - usłyszałem w słuchawce po drugim sygnale.
- Diego ? - mruknąłem.
- Ta, Lio ?
- W rzeczy samej, słuchaj jest sprawa. Prześle Ci zdjęcie potrzebuje namierzyć tego kolesia. Ma na imię Christian i jest biznesmenem. Nic więcej nie wiem. Da się zrobić ? 
- Nic nie obiecuję ale się postaram.
- Pamiętaj masz u mnie dług.
- Wiem, dobra cześć idę działać.
Oczekiwałem jakiejś odpowiedzi z niecierpliwością, błagam aby to zrobił... Nie wiedziałem nawet kiedy mi się przysnęło obudził mnie dźwięk SMS:
Od Diego:
Wiem jedynie, że pracuje w biurowcu w centrum miasta na przeciw pizzerii " u Marco ".

***
 
Zegarek w moim telefonie wskazywał właśnie 6:45, czyli stałem pod jego biurem już 45 minut. Po kolejnych piętnastu zjawił się nasz bohater, mężczyzna od siedmiu boleści kurwa.
Patrzyłem mu prosto w oczy kiedy ten mijał mnie na ulicy, choć starał się to ukryć to doskonale wiedziałem, że się wzdrygnął. 
...teraz tylko poczekać, aż będzie wracał do domu...

***

Było już ciemno, gdy dotrzymywałem mu kroku w drodze powrotnej. Mieszkał parę przecznic dalej i kiedy chciał już wchodzić do apartamentowca, bo gdzieżby inaczej takowa szlachta mogłaby mieszkać pociągnąłem go z powrotem i za chabety udałem się z nim do małej, ciemnej uliczki.
- Christian... Christian...Christian. - przechyliłem lekko głowę i strzeliłem mu z prawego sierpowego prosto w tą śliczną buźkę. Prostak zatoczył się i nie mogąc ustać na nóżkach wylądował na glebie. - Uważaj kochasiu, bo Ci się szmaty pobrudzą.
- Czego u licha chcesz? 
- Ja? O jak miło że pytasz. - kucnąłem obok mając nad nim całkowitą kontrolę. Wiedziałem, że będzie łatwo ale nie sądziłem, że aż tak. Ten tu to typowy cwaniaczek, który ma gadane i tylko, no dobra ma jeszcze wygląd bo rozumu ani ociupinkę, a IQ chyba na minusie.- Takich dostojnych mężczyzn nie uczą, że płci pięknej się nie bije? - syknąłem. - ODPOWIADAJ !- cisza.-  Nie chcesz mówić ? To Ci pomogę. - teraz dostał z lewego a od co, żeby równo puchło. - Koleś, jeszcze raz się do Octavii zbliżysz, a ja Ci takie piekło zorganizuje, że się nie pozbierasz. Tylko Cię gdzieś w jej okolicy zobaczę. - nie mogąc się pohamować przypierdoliłem mu z raz czy dwa... ugh...no dobra kilka razy ale należało się. Ostatecznie nie byłem pewien czy poza nosem nie połamałem mu też żeber jednak w walce to już różnie bywa. Odklepał ? Nie, a więc skąd mogłem wiedzieć że go boli? 
Odchodząc splunąłem na niego i wróciłem do mieszkania... Ciekawe czy Octavia coś podejrzewa, no bo przecież dziś nie pojawiłem się w barze ani na chwilkę, a tak za nią latałem... Co ma być to będzie mówi się trudno...


< Octavia? <3 Wybacz kochana, że tak długo ale mówię Ci, że nie wyrabiam... Szkoła bardzo mnie ogranicza ;c Jednak mam cichą nadzieję, że Ci się spodoba i że było warto poczekać, a jeżeli nie to obiecuję poprawę :* >