Dzień zapowiadał się całkiem dobrze. Ładna pogoda tym bardziej zachęcała do spędzenia czasu na świeżym powietrzu. Zmęczony po treningu postanowiłem przejść się po parku blisko hali sportowej. Stałem na środku parku i sam nie wiem na co czekałem . Niestety mój spokój przerwało uderzenie piłką tenisową. Odwróciłem się i zanim zdążyłem cokolwiek zrobić skoczył na mnie wielki, czarny rottweiler. Upadłem tam, że to on był na mnie, a ja próbowałem go nieskutecznie zrzucić.
- Złaź ze mnie grubasie !- krzyczałem sam nie wiem po co.
- Exile! Do nogi! - krzyknął jakiś głos, a pies szybko ze mnie zlazł i podbiegł do czarnowłosej, smukłej dziewczyny.
Wstałem , otrzepałem się z brudu i zarzuciłem leżącą obok torbę na ramię. - Nie umiesz nie celować w ludzi tą cholerną piłką?! - wydarłem się na dziewczynę. - Szkoda,że nie zabił mnie ten pies. Pewnie byś się śmiała jak teraz - krzyknąłem jeszcze głośniej.
- Marceline jestem . - podała mi rękę.
- Tom. - uśmiechnąłem się mimowolnie i podałem rękę do uścisku.
- Wiesz jak zabawnie wyglądasz jak się denerwujesz? - zaśmiała się , a ja zrobiłem się czerwony jak burak.
- Domyślam się - odparłem .
- Chcesz się ze mną przejść? - zaproponowała dziewczyna. - W sumie.,, nie mam nic lepszego do roboty.
(Marceline? ^^)
wtorek, 3 marca 2015
Od Jeremiego c.d: Malii
-Sorki, że się spóźniłem. Musiałem objeździć Rozmaryna.
-Kto to?
-Eee...mój koń. Zamówimy coś?-Zmieniłem temat
Gawędziliśmy tak chwilkę. Po chwili podeszła kelnerka.
-Karty dla państwa-Uśmiechnęła się
Zamówiliśmy kawy. Ja wziąłem kawę latte. Po kliku minutach przyszła ta sama kelnerka z dwoma gorącymi napojami. Wziąłem łyka. Rozkoszowałem się smakiem kawy.
-A więc...nie przedstawiłem ci się tak szczegółowo. Jeremy Barcer, lat 17, kocham konie, kiedyś grałem na gitarze-Streściłem jej moje życie
-Aham.-Mruknęła biorąc kawę do dłoni-Ja jestem Malia Swan, 20...
-Oo...-Przerwałem jej kończąc kawę-Starsza jesteś.
-Mhm...
-Masz jakieś zwierzę?-Od razu poruszyłem ten temat, ponieważ kocham zwierzęta.
-Tak. Dwa psy. A co?-Odparła
-Ah, nic. Ja mam konia Rozmaryna, ale ty już o tym wiesz-Uśmiechnąłem się z trudem
-Nigdy cię nie widziałam...a mieszkam tu już trochę.
-Dobrze, ja chyba muszę już iść. Dasz mi swój numer? Poznam nowych przyjaciół-Zdziwiłem się za swoją odwagę. Nigdy taki nie byłem-Mój numer to 839226743.
<Malia? Brak weny ;-;>
-Kto to?
-Eee...mój koń. Zamówimy coś?-Zmieniłem temat
Gawędziliśmy tak chwilkę. Po chwili podeszła kelnerka.
-Karty dla państwa-Uśmiechnęła się
Zamówiliśmy kawy. Ja wziąłem kawę latte. Po kliku minutach przyszła ta sama kelnerka z dwoma gorącymi napojami. Wziąłem łyka. Rozkoszowałem się smakiem kawy.
-A więc...nie przedstawiłem ci się tak szczegółowo. Jeremy Barcer, lat 17, kocham konie, kiedyś grałem na gitarze-Streściłem jej moje życie
-Aham.-Mruknęła biorąc kawę do dłoni-Ja jestem Malia Swan, 20...
-Oo...-Przerwałem jej kończąc kawę-Starsza jesteś.
-Mhm...
-Masz jakieś zwierzę?-Od razu poruszyłem ten temat, ponieważ kocham zwierzęta.
-Tak. Dwa psy. A co?-Odparła
-Ah, nic. Ja mam konia Rozmaryna, ale ty już o tym wiesz-Uśmiechnąłem się z trudem
-Nigdy cię nie widziałam...a mieszkam tu już trochę.
-Dobrze, ja chyba muszę już iść. Dasz mi swój numer? Poznam nowych przyjaciół-Zdziwiłem się za swoją odwagę. Nigdy taki nie byłem-Mój numer to 839226743.
<Malia? Brak weny ;-;>
Od Josh'a CD Nivan'a
- Joshua...- odparłem biorąc łyk piwa.
Jedyne czego w tym nie lubiłem to tego, że piana zawsze zostawała nad górną wargą tworząc "wąsy". Wypuściłem powietrze nosem i oblizałem się. Tamten dostał chyba wytrzeszczu oczu. jednak jego twarz byłą mi skądś znajoma. Ale to bardziej z widzenia.
- Ej, ty jesteś tym gościem co tańczy tutaj na rurze, nie?- spytałem obojętnie.
- Tak, a co? Zawsze na mnie patrzysz?- spytał nadal z uśmiechem.
- Eeee nie? Koledzy mi mówili. Zawsze jak masz występy to ja nie mam zmiany. A jak ja mam zmianę to cię nie ma- wyjaśniłem.
<Nivan? take bez sensy ale dobra>
Jedyne czego w tym nie lubiłem to tego, że piana zawsze zostawała nad górną wargą tworząc "wąsy". Wypuściłem powietrze nosem i oblizałem się. Tamten dostał chyba wytrzeszczu oczu. jednak jego twarz byłą mi skądś znajoma. Ale to bardziej z widzenia.
- Ej, ty jesteś tym gościem co tańczy tutaj na rurze, nie?- spytałem obojętnie.
- Tak, a co? Zawsze na mnie patrzysz?- spytał nadal z uśmiechem.
- Eeee nie? Koledzy mi mówili. Zawsze jak masz występy to ja nie mam zmiany. A jak ja mam zmianę to cię nie ma- wyjaśniłem.
<Nivan? take bez sensy ale dobra>
Od Josh'a CD Rin
Gdy tylko poczułem delikatny dotyk jej warg moich odskoczyłem jak oparzony. Rin dziwnie na mnie spojrzała.
- Nie powiedziałem ci czegoś o mnie...- odparłem podchodząc do drzwi.
- Co takiego?- spytała.
- Niestety muszę cię zasmucić. Nie jestem tej samej orientacji co ty. Jestem homo- westchnąłem wzruszając ramionami i unosząc brwi.
Po chwili zwinąłem się z tamtego miejsca. Narzuciłem bluzę z kapturem i przypalając papierosa zmierzałem ku wyjściu z klubu. Zanim jednak to zrobiłem pogadałem z szefem który poszedł na ugodę i pozwolił mi iść. Minusem było to, że następnym razem będę musiał zostać dłużej.
<Rin? taki szok>
- Nie powiedziałem ci czegoś o mnie...- odparłem podchodząc do drzwi.
- Co takiego?- spytała.
- Niestety muszę cię zasmucić. Nie jestem tej samej orientacji co ty. Jestem homo- westchnąłem wzruszając ramionami i unosząc brwi.
Po chwili zwinąłem się z tamtego miejsca. Narzuciłem bluzę z kapturem i przypalając papierosa zmierzałem ku wyjściu z klubu. Zanim jednak to zrobiłem pogadałem z szefem który poszedł na ugodę i pozwolił mi iść. Minusem było to, że następnym razem będę musiał zostać dłużej.
<Rin? taki szok>
Od Nivana do Josh'a
Pewnym krokiem wszedłem do baru, taszcząc za sobą worek z ubraniami.
Praca striptizera to ciężka praca, musisz tańczyć i kusić... ale ty Niv
umiesz kusić, oj umiesz... od kiedy ja mówię o sobie w trzeciej osobie?!
Ale kuszę. Jak mało kto. No nie ważne! Ruszyłem w stronę szatni. Było
tam kilku innych kolesi, no cóż... szybko się przebrałem i już mnie
wszystko swędziało. Jak ja to lubię! W końcu wszedłem na scenę i
zacząłem poruszać się w wolnym tańcu. Byli tu i faceci i babki, ale
wolałem patrzyć na tych pierwszych. Nagle do baru ktoś wszedł. Okazał
się to być... no nie oszukujmy się, dla mnie, zabójczo przystojny typ.
Miał wygolone boki i rozwiane włosy. Po wszystkim poszedłem się
przebrać, wróciłem, kupiłem dwa piwa i zacząłem błądzisz szukając
chłopaka. Okazało się, że siedział pod ścianą. Postawiłem kufel przed
nim i usiadłem na stole naprzeciwko niego. Spojrzał na mnie zdziwiony, a
ja mu kiwnąłem ręką.
- Na mój koszt...- posłałem mu szekszowny uśmieszek- Nivan jestem...
(Joshuaaa?)
- Na mój koszt...- posłałem mu szekszowny uśmieszek- Nivan jestem...
(Joshuaaa?)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
