- Jasne - uśmiechnęłam się promieniście i ściągnęłam ze stóp, powoli, swoje buty.
Rzadko ubieram szpilki, są schowane i bezpieczne w pudełku głęboko w szafie.
Rozglądnęłam się w poszukiwaniu lustra, które było tuż za mną. Poprawiłam machnięciem włosy i poprawiłam przeźroczysty rękaw, mojej czarnej sukienki. Kątem oka zauwżyłam, że chłopak mi się przygląda. Na jego twarzy malował się słodki rumieniec.
- Wszystko jest okej? Wyglądasz jakbyś miał gorączkę - stanęłam na palcach i dotknęłam jego policzka, chcąc sprawdzić czy ma temperaturę.- Uf, tylko mi się zdawało.
Przeszłam korytarzem w stronę głownego pokoju i omieniałam.
- Wow, jakie mieszkanie... jaki pokój - nie kryłam entuzjazmu, wystrojem pokoju.
- Ciasne ale własne - usłyszałam odpowiedź za moimi plecami.
Wysoki chłopak trzymał na tacy dwa drinki, bardzo mi się to spodobało.
- Fajnie by tu było zamieszkać - wyszeptałam.
Jezu, Marceline! Jak ty cos palniesz...
- Znaczy kiedyś, nie, yyy wiesz o co mi chodzi. - zacięłam się.
Nim zarumieniony po uszy Tom zdążył cokolwiek, odpowiedzieć, usłyszałam ciche miauknięnie. Szylkretowa kotka wskoczyła na kanapę i wtuliła się w bok swojego pana.
- Ojej jaki kochany kotek - zapiszczałam i usiadłam między zwierzakiem, a Tomem.
Pogłaskałam pieszczotliwie kocicę, która za specjalnie nie chciała się do mnie przytulać.
- Pewnie pachnę swoim psem - zaśmiałam się spoglądając na chłopaka. Wzięłam łyk drinka. - Dawno nikt mnie tak nie ugościł. Dziękuję, Tommy.
- Tommy? - chłopak przesunął kota na bok spoglądając na moje długie nogi.
- Tommy, to słodkie prezwisko - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się, słodko. Może za słodko.
Obydwoje zbliżyliśmy się do siebie, lecz ja po chwili lekko się speszyłam i odsunęłam. Nie chcę iść do łóżka z pierwszym lepszym chłopakiem, którego poznałam w dniu dzisiejszym. Można powiedzieć, że zaczęłam do niego razić uczucie głębsze niż przyjaźń, czy to jest właśnie zauroczenie?
- Właśnie.. - zaczęłam szperać w swojej torebce. Wyciągnęłam z niej dwa bilety do kina na jakiś film, był to podajrze horror. Och jak ja lubię się bać! - Mój brat miał iść ze swoją dziewczyną do kina, ale ich córk zachorowała. Oddali mi bilety, a ja nie mam z kim iść - mam nadzieję, że nie wyczuł sarkazmu, jasna sprawa, że moje koleżanki biły się o ten jeden bilet.- Może chciałbyś iść ze mną? Seans jest na godzinę 21 czyli mamy jakąś godzinkę. Oczywiście cię nie zmuszam - uśmiechnęłam się słodko.
Tommy, chcesz ze mną iść c:
poniedziałek, 9 marca 2015
Od Jeremiego c.d: Malii
-Poczekaj, przyjdę po ciebie.
Zarzuciłem na siebie bluzę i wyszedłem z domu. Po kilku minutach zobaczyłem auto, a w nim Malię.
-Wsiadaj-Rzuciła
Kierowałem ją aż do końca uliczki. Skręciliśmy w prawo i zobaczyliśmy biały dom. Mój biały dom. Westchnąłem i wysiadłem z pojazdu. Malia zaparkowała na trawniku. Weszliśmy do domu.
-Chcesz się czegoś napić? Cola, sok, kawa?
-Poproszę kawę
Ja nalałem sobie soku pomarańczowego. Usiedliśmy i gadaliśmy o wszystkim. Po godzince gawędzenia Malia spytała.
-Chciałeś mi coś pokazać, prawda?
Wstałem. Wyszliśmy z domu. Zaprowadziłem dziewczynę do stajni. Przywitał nas rozwścieczony, siwy ogierek. Położył uszy żrąc siano.
-Och...twój?
-Tak-Mruknąłem i wszedłem do boksu Rozmaryna. Z trudem założyłem mu czerwony kantar. Wyprowadziłem szalejącego konia i przywiązałem do rury. Wziąłem się za czyszczenie. Gdy już błyszczał, założyłem mu siodło
-No tak, chcę dzisiaj na nim pojeździć. Mam już w planach skoki-Puściłem do niej oczko-Może chciałabyś spróbować jazdy konnej?
Nie czekając na odpowiedź przyczepiłem do wędzidła czerwoną lonżę. Wziąłem dziewczynę na ręce i podszedłem z nią do konia.
-Hej, co ty robisz?-Zaśmiała się próbując się wyrwać. Jednak trzymałem ją mocno. Puściłem ją dopiero przy koniu.
-Dotknij go-Nakazałem. Dziewczyna delikatnie pogłaskała konia. Podałem jej kask.
-Nie jestem pewna-Wyjąkała biorąc niepewnie kask do ręki.
-Teraz albo nigdy-Odparłem
<Malia? Szykuj się na ostrą jazdę ;D>
Zarzuciłem na siebie bluzę i wyszedłem z domu. Po kilku minutach zobaczyłem auto, a w nim Malię.
-Wsiadaj-Rzuciła
Kierowałem ją aż do końca uliczki. Skręciliśmy w prawo i zobaczyliśmy biały dom. Mój biały dom. Westchnąłem i wysiadłem z pojazdu. Malia zaparkowała na trawniku. Weszliśmy do domu.
-Chcesz się czegoś napić? Cola, sok, kawa?
-Poproszę kawę
Ja nalałem sobie soku pomarańczowego. Usiedliśmy i gadaliśmy o wszystkim. Po godzince gawędzenia Malia spytała.
-Chciałeś mi coś pokazać, prawda?
Wstałem. Wyszliśmy z domu. Zaprowadziłem dziewczynę do stajni. Przywitał nas rozwścieczony, siwy ogierek. Położył uszy żrąc siano.
-Och...twój?
-Tak-Mruknąłem i wszedłem do boksu Rozmaryna. Z trudem założyłem mu czerwony kantar. Wyprowadziłem szalejącego konia i przywiązałem do rury. Wziąłem się za czyszczenie. Gdy już błyszczał, założyłem mu siodło
-No tak, chcę dzisiaj na nim pojeździć. Mam już w planach skoki-Puściłem do niej oczko-Może chciałabyś spróbować jazdy konnej?
Nie czekając na odpowiedź przyczepiłem do wędzidła czerwoną lonżę. Wziąłem dziewczynę na ręce i podszedłem z nią do konia.
-Hej, co ty robisz?-Zaśmiała się próbując się wyrwać. Jednak trzymałem ją mocno. Puściłem ją dopiero przy koniu.
-Dotknij go-Nakazałem. Dziewczyna delikatnie pogłaskała konia. Podałem jej kask.
-Nie jestem pewna-Wyjąkała biorąc niepewnie kask do ręki.
-Teraz albo nigdy-Odparłem
<Malia? Szykuj się na ostrą jazdę ;D>
Subskrybuj:
Posty (Atom)