poniedziałek, 30 marca 2015

Od Melloow c.d: Chris'a


Przez ułamek sekundy myślałam, że przywali też mi. Zakryłam usta dłońmi, i jak w amoku patrzyłam na dalszy obrót spraw. Kiedy kipiąc wściekłością wyszedł, a raczej wypadł od fotografa, popatrzyłam na papier, który walał się po podłodze.
,,Wypowiedzenie stanowiska pracy" - przeczytałam. To znaczy, że mnie zwalnia, tak? Tak?!
- Kurw.a mać, Melloow do c.holery, kto to był?! - wydarł się fotograf trzymając za głowę.
- To... To mój były... - odpowiedziałam łamiącym się głosem gniotąc za plecami zwolnienie. Gdyby dowiedzieli się, że pracuję gdzie indziej, nie dostałabym kasy za sesję. Kasy, która na obecną chwilę jest niezbędna.
- Co ty p.ierdolisz?! - krzyknął Matthew.
- To wariat, nie znam go - odpowiadałam, trzęsącymi rękoma zakładając ubrania. - Dokończmy jutro, proszę - rzuciłam zapinając bluzkę.
- Jakie jutro?! Nie będzie żadnego jutra! Matt przeleje ci kasę dzisiaj wieczorem i do widzenia! - wydarł się fotograf.
- Nie, proszę! - wyraz mojej twarzy momentalnie się zmienił. Teraz byłam naprawdę przerażona. - Mówiliście, że jestem dobra!
- Nie możemy pozwalać sobie na takie akcje. Wyjdź - wskazał drzwi Matt.
- Proszę... - moje spojrzenie było błagalne.
- Albo wezwę policję. Tak czy siak wezwę... - pokręcił głową patrząc na fotografa, któremu asystentka przykładała lód do szczęki. Rzucił mi mordercze spojrzenie. - Zadzwonię do ciebie w celu ustalenia jego tożsamości. Żegnam.
- To nie moja wina... - próbowałam jeszcze zacząć, ale z moich ust wydobył się tylko szloch. Kiedy mężczyzna wyciągnął komórkę, szybkim krokiem stamtąd wyszłam. Powinnam czuć wściekłość i nienawiść, a jedyne co czułam to bezradność i ból. Łzy stanęły mi w oczach. Już widzę siebie na komisariacie, pojmaną za odmowę składania zeznań. Słona ciecz spływała po policzkach, brodzie i kapała z czubka nosa. Zamazywała widzenie i utrudniała poruszanie się. W tej chwili chciałam tylko dojść do domu, rzucić się do łóżka i nigdy nie obudzić. Nie miałam nawet siły na obtarcie oczu. W chwili gdy wkraczam do wieżowca, uświadamiam sobie, po co to wszystko. Dla tego chama?!
Kiedy wkraczam do mieszkania, robi mi się niedobrze na widok panującego burdelu. Nie warto sprzątać, i tak najdalej za miesiąc mnie stąd wyeksmitują, nie mam pieniędzy na czynsz, na podatek, na wodę, na prąd, na gaz. Dopiero teraz ujawnia się szalona furia. Wyciągam świstek zapisanego papieru i targam go na milion małych kawałeczków. Nigdzie więcej się nie podpiszę! To miała być nowa droga, a teraz jestem w jeszcze większej DUPIE niż byłam! Na usta cisną mi się przekleństwa, dużo przekleństw, jest mi źle. Tak cholernie, skurwysyńsko źle. Ryczę, łzy ciurkiem lecą z moich oczu. Mam dość, mam dość tego zasranego życia, wkur.wia mnie! Łzy ponownie ciekną po policzkach. Są słone, drażnią oczy, płyną razem z tuszem, stanowczo za drogim tuszem. Mam ochotę wyrwać się z tego ohydnego mieszkania i wybiec jak stoję na pole. Biec tak kurw.a z dwadzieścia kilometrów. Gdzie mnie nogi poniosą, na pewno by mi przeszło. Chcę coś robić, ale zamiast tego przygryzam wargę i ryczę. Płacz daje chwilowe ukojenie i jeszcze większą rozpacz. To pomaga, jak ch.olera pomaga. Morte ociera mi się o nogi, miauczy niecierpliwie. Podnoszę ją i przytulam, wbija mi pazury w rękę i drapie.
Nienawidzi podnoszenia, chodziło jej o żarcie.
Mimo to uspokoiłam się trochę. W jednej sekundzie nie chciało mi się robić nic, w drugiej kipiałam energią. Nasypałam karmy kotu i wciągnęłam się w wir porządków. W chwili gdy natknęłam się na podarty dokument, moim pierwszym odruchem była chęć wywalenia tego przez okno. Powstrzymałam się jednak i starannie schowałam wszystko do kieszeni płaszcza.
Wywalanie śmieci, zamiatanie i zmywanie zdawało się nie mieć końca, ale kiedy już wszystko było w przyzwoitym stanie, była już noc dlatego nie miałam czasu na rozmyślania. Założyłam soczewki, które piekły niemiłosiernie w opuchnięte oczy, ale chociaż nie pozwalały mi beczeć i zgasiłam światło. Leżałam w ciemności, słuchając brutalnej rzeczywistości czyli dźwięków ulicznych. Chętnie dałabym upust emocjom, chlipiąc sobie w poduszkę, ale soczewki skutecznie mi to uniemożliwiały. I dobrze.

***

Obudziłam się, czy raczej obudził mnie ostry dźwięk telefonu. Nie wiem, czy dzwonił Chris, Matt, podatnik czy ktokolwiek inny, bo zwyczajnie nie wstałam. Gdy popatrzyłam na budzik, była godzina dziesiąta rano, idealna pora na wstanie. Spodziewając się wizyty policji, postanowiłam wyjechać. Nie na stałe, głupki. Za miasto, na jeden dzień, do pewnej kobieciny, która wisi mi przysługę. Pojadę autobusem i spędzę upojne chwile na łonie natury. To moje pierwsze 24 godziny wolnego, których nie zamierzam zmarnować. Biorę szeroką torbę i wkładam do niej kota. Jej też się coś należy od życia, prawda? Ze stoickim spokojem zamykam drzwi, powoli chowam klucze i wychodzę z budynku. Melloow la Gladius, teraz czas się zatrzymał!

***

Następnego ranka obudziłam się wypoczęta i zrelaksowana. Dzień na wsi pozwolił zapomnieć mi o wszystkich i wszystkim, w szczególności o takim jednym panie. Dzisiaj jednak mam zamiar ostatecznie rozwiązać tę sprawę. Wstałam i ruszyłam do łazienki. Wory pod oczami i zmęczona cera były wyraźne, ale dzisiaj robię sobie przerwę od make - up'u. Ten jeden, pewnie ostatni raz, niech Christopher zobaczy mnie bez makijażu, którego z resztą nienawidzę. Włosy? Kto by się nimi przejmował, jak wstałam, takie są. Nie mam zamiaru tracić ani sekundy na zadowalanie jego oczu. Odgarnęłam kłaki do tyłu i uśmiechnęłam się do lustra. Z szafy wyciągam wymiętą, czarną bluzkę, a raczej szmatę, która zdecydowanie nie nadawała się do noszenia, była jednak jednym z moich ulubionych ubrań. Czarne, bezkształtne getry i znoszone glany. Na wierzch płaszcz. Wychodząc, stwierdziłam, że wyglądam jak czupiradło. Brakuje tylko rozmazanego makijażu, i mogę występować w sztuce pt. ,,Nieśmy pomoc ubogim mieszkańcom wysypisk śmieci!". Chyba pierwszy raz w historii czułam się dobrze w ciuchach za pięć złotych. Póki mnie odwaga nie opuściła, kroczyłam do jubilera. Takiego jednego, nie znacie.
Przed drzwiami zatrzymałam się i zabrałam głęboki oddech. Jeśli zrobię to, co mam zamiar zrobić, to potem śmiało będę mogła określać się mianem odważnej. Mocno popycham drzwi, nawet nie patrzę na ekspedientki, tylko od razu kieruję nogi do części biurowej. Nagle jedna nieskazitelna blondi zastępuje mi drogę. Wygląda tak perfekcyjnie, że czuję się przy niej jak osoba spod mostu.
- Mogę czymś pani służyć? - pyta zimno, choć wcale nie wygląda na taką, która ma ochotę mi służyć.
- Tak, możesz sunąć zad? - zapytałam próbując ją wyminąć.
- Była pani umówiona? Pana Christophera dziś nie ma - rozłożyła ręce w przejściu.
- Ależ owszem, posiadam telepatyczne zdolności umawiania się na odległość. Melloow la Gladius, mówi to coś? - zapytałam przekrzywiając głowę zadziornie. Na jej twarzy wymalowało się zdumienie.
- Zdaje mi się, że pan Christopher zakazał pani wstępu do tego sklepu. Proszę natychmiast opuścić budynek! - złapała mnie za łokieć i wskazała drzwi.
- Puszczaj mnie! - krzyknęłam, zamachnęłam się i z całej siły przyłożyłam jej z liścia. Kobieta oszołomiona puściła mnie, a ja wykorzystałam okazję i pobiegłam w kierunku biur. Za sobą usłyszałam tylko: ,,ochrona? Mamy wariatkę w sklepie, kieruje się w stronę gabinetu Christophera!". Zdyszana przystanęłam przed ciężkimi drzwiami ze srebrną tabliczką ,,Christopher Jones".
,,To wszystko twoja wina, dziecinko" - zadźwięczał mi w głowie cichy, ale natrętny głosik. Nakazałam mu się zamknąć.
,,Zaraz zlecą się goryle, masz sekundę na zastanowie..." po prostu pchnęłam drzwi. Chłopak siedział przy biurku, kreślił coś na kartce. Podniósł szybko głowę. Przez jego twarz w ciągu sekundy przemknęło milion emocji.
- Co ty... - zaczął sycząc, ale bezceremonialnie weszłam mu w słowo.
- Po pierwsze, nie mówiłeś nic o pozowaniu. To, że nie miałeś o tym pojęcia, nie ma żadnego znaczenia. Przez ciebie straciłam wszystkie trzy źródła utrzymania. Po drugie, muszę ci chyba coś oddać. W dupie mam twoje wypowiedzenie - rzuciłam i ostentacyjnie sypnęłam mu deszczem papierków. Śnieżne konfetti zaśmieciło jego nieskazitelnie czystą podłogę. Pewnie te blondyny liżą ją co wieczór.
Chyba chciał coś powiedzieć, ale ja jeszcze nie skończyłam. - I po trzecie... Pocałowałeś mnie. Namiętnie pocałowałeś - wysyczałam dysząc.

<Chrisiu? Ona wcale nie żałuje za swoje winy :c musisz jej chyba przylać ;/>

niedziela, 29 marca 2015

Od Chris'a c.d: Melloow

Bałagan panujący w domu dziewczyny był niedorzeczny... Ekhm... o ile można jeszcze nazwać to bałaganem. Nie no dobra, nie można... to zdecydowanie przewyższa znaczenie tego słowa. W tamtym mieszkaniu panował syf, jeden wielki burdel. Kurwa, żeby jeszcze mężczyzna to rozumiem, naprawdę rozumiem, ale kobieta ?! Płeć piękna? Płeć rzekomo idealna? Ona to zaprzeczenie definicji płci żeńskiej. Doprawdy w głowie mi się to wszystko nie mieści.
Nie dość, że tańcuje na rurze dla niewyżytych seksualnie samotnych -bądź też nie- gburów, którzy tylko czekają, na okazje żeby się z nią przespać-choć wiadomo że spania byłaby wówczas znikoma ilość- to jeszcze hoduje w domu plantacje bakterii, smrodu i Bóg jeden wie czego jeszcze, gdyż jak mniemam wpuściła mnie do najczystszego pomieszczenia.
~Może nie miała czasu, żeby to ogarnąć ? ~ Ugh, głupiś takie śmietnisko tworzy się co najmniej kilka tygodni, naprawdę sądzisz, że w tej "wyczerpującej" pracy nie znalazła ani chwili ? Nie chce jej się po prostu jej się nie chce ! - biłem się z myślami kiedy uświadomiłem sobie, że usprawiedliwianie jej w tej sprawie nie ma najmniejszego sensu. Nie jest małą dziewczynką, za którą matka wrzuci zabawki do pudełka, ponieważ jest już po dobranocce.
Patrzyłem jak Melloow szybkim krokiem się ode mnie oddala nie zważając na ruch, znaki oraz sygnalizację, była wściekła, a może rozczarowana ? Czyżby chciała czegoś "więcej "?
...nie, jeszcze nie teraz...
 Faktycznie może byłem zbyt stanowczy i ostry ale tamto zdarzenie nie powinno mieć w ogóle miejsca.
Ale miało, Chris miało. - skarciłem się po raz setny.
 Niepokojący dreszcz przebiegł mi po plecach, tak on ewidentnie zwiastował kłopoty. Mam nadzieję, że jest na tyle rozsądna, że nie wywinie nić głupiego. Lekko poirytowany wszystkimi zdarzeniami wróciłem do biura i usiadłem w fotelu. Wówczas przypomniało mi się jak pośpiesznie ściągała stanik typu push up z drzwi rzucając go w kąt, to własnie w tedy jedna z zagadek dotyczących jej ciała została rozwiązana. Rozmiar jej biustu już znam.
Uśmiechnąłem się niemalże niezauważalnie na to wspomnienie jednak mój entuzjazm szybko wrócił do kieszeni. Chcąc zabić niesamowicie się dłużący czas odwalałem swoją całą tygodniową papierkową robotę.
Dlaczego ?
Otóż dlatego, iż byłem w pełni świadom tego, że nie wiedząc co dzieje się z Mell nie będę w stanie zmrużyć oka. Miałem ogromną ochotę aby namierzyć jej telefon, jednak powstrzymywałem się, nie chcąc naruszać jej prywatności puki nie jest to konieczne.
Kiedy zegar wskazywał pierwszą nad ranem postanowiłem przespać się na kanapie... Rzucając się z lewego boku na prawy, a następnie z prawego na lewy czy też brzuch wytrwałem do godziny piątej. Nieco wycieńczony wyjąłem z szafy koszule z krótkim rękawem, ponieważ ochoty na garnitur nawet najmniejszej nie miałem, a skoro dziś nie mam żadnego spotkanie to w cholerę w tym wszystkim.
Udałem się do łazienki i przemyłem lekko twarz, mój jednodniowy zarost jeszcze potęgował wymalowane na mojej buzi zmęczenie.
W momencie gdy wszystkie pracownice powinny być już na swoich stanowiskach rozpocząłem poranny obchód by wszystkiego dopilnować.
Ku mojemu zaskoczeniu jedna, ta którą właśnie oczekiwałem zobaczyć się nie pojawiła. Moje ciśnienie momentalnie wzrosło jednak uspokajałem się myślą, że może się spóźni.
Minęła godzina, zaraz za nią druga a na dokładkę poleciała trzecia. Każde z trzydziestu czterech, a nie przepraszam, trzydziestu pięciu połączeń pozostało bez odpowiedzi.
Zdegustowany demoralizacją pracownicy postanowiłem, że odwiedzę ją w domu i opierdolę tak, że lada moment i pojawi się w pracy.
Jednak i tam spotkało mnie olbrzymie rozczarowanie, mianowicie lokatorki w nim nie zastałem.
Dając za wygraną wróciłem do biura całkowicie poświęcając się pracy tak aby nie mieć ani chwili na prywatne egzystowanie.

***

Nazajutrz po kolejnej średnio przespanej nocy jak co dzień udałem się do parku aby pobiegać, a w drodze powrotnej zrobić jakieś drobne zakupy. Stałem właśnie w kolejce do kasy gdy moim oczom ukazał się stojak z gazetami. Zmierzyłem go wzrokiem od dołu - gazetek dziecięcych - po samą górę - wydruków pornograficznych. Słowo daję szczena mi opadła aż do piwnicy gdy mój wzrok zatrzymał się na gazecie PlayBoy'a. Upuściłem koszyk i podchodząc do stojaka sięgnąłem po magazyn. Dzisiejsza data. A na okładce pół naga Melloow... 
Stałem jak osłupiały, gówniara złamała wszystkie zasady... Obiecała mi, że skończy z tym biznesem, a ona sobie nagie fotki strzela. Kurwa, aż normalnie bałem się zajrzeć co jest w środku. Zostawiając kasjerce pieniądze za co najmniej dwadzieścia takich egzemplarzy wyszedłem zdegustowany ze sklepu.
Już wiem, gdzie wczoraj była nasza gwiazda... jak się okazało moje stanikowe odkrycie było nic nie warte, bo pierwszy z brzegu facet również już wiedział tyle co ja... 
Ze wszystkich sił chciałem zachować zimną krew i zastanowić się co zrobić z tym faktem...
W pierwszej kolejności zadzwoniłem do szefa prosząc go o pierwszy dzień wolnego w mojej karierze. Był tym faktem ogromnie zdumiony i pytał co najmniej dziesięć razy czy wszytko okay, ale nie mógł mi odmówić.
Wracając do domu pośpiesznie przejrzałem gazetę pełno Mellow, pełno. Na ostatniej stronie znajdował się adres redakcji. A więc do dzieła.
Wziąłem szybki prysznic i udałem się prosto do miejsca gdzie drukują takie gówniane pisma.
- Dzień dobry. - zwróciła się do mnie sekretarka siedząca za dużym czerwonym biurkiem. - W czym mogę panu pomóc  ? - zapytała patrząc na mnie znad okularów. Widać było, że przypadłem jej do gustu, bo zaczęła kręcić palcem niesforny kosmyk mysich włosów.
- Jestem nowym modelem. - wyciągnąłem w jej stronę dłoń i ucałowałem. - Gdzie znajdę fotografa ?
Zadrżała i pusto zachichotała.
- Tu jest redakcja. Fotograf jest cztery przecznice stąd. - oznajmiła nie spuszczając ze mnie wzroku i podała mi wizytówkę.
- Dziekuję. - puściłem jej oko. - Do zobaczenia.
Niczym burza wpadłem do pracy i przerabiając pośpiesznie  na komputerze pewien dokument poprosiłem jednego z ochroniarzy aby namierzył mi numer dziewczyny. W tej branży ani innych, w których w grę wchodzą olbrzymie pieniądze takie czynności to żaden problem. Po chwili na ekranie monitora pojawiła się mapa miasta, a na niej czerwona kropeczka. Bingo. Jest u fotografa. Gdy tylko zadrukowana kartka pojawiła się w otworze zerwałem się i przebijając się przez miejski tłok udałem się na miejsce.
W tamtym momencie puściły mi wszelkie hamulce bez najmniejszego zawahania sprawdzałem pokój po pokoju, aż bodajże za szóstym razem trafiłem na ten, którego poszukiwałem.
- No witam, witam. - powiedziałem cierpko, a moje oczy przybrały groźny wyraz. Towarzystwo wesoło szczebiotało sącząc czerwone wino do momentu mojego wejścia. - Widzę, że państwo się tu dobrze bawią. - syknąłem. Na twarzy fotografa malowało się zdziwienie, a na budzi dziewczyny stojącej w samej bieliźnie przerażenie... dość nieźle mnie znała jak na ten krótki okres. - Raczcie wybaczyć, że przeszkadzam, ale zajmę tylko chwilkę. - podszedłem do tego pedała i strzeliłem mu w mordę, a ten aż się zatoczył po czym zerknąłem na zegarek. - Panno Melloow jest pani spóźniona ponad dobę do pracy. To bardzo nielojalne wobec innych pracowników. Jednak, jak zdążyłem już zauważyć posiada pani inne zajęcie. - rzuciłem gazetę pod nogi dziewczyny i spojrzałem nań z nienawiścią. - Proszę, kurwa. - podałem dokument "Wypowiedzenie stanowiska pracy".- Skróciłem go do minimum cobyś nie musiała się męczyć czytając go oraz pogrubiłem to co najważniejsze. Wystarczy Twój podpis o tam na dole. - choć byłem zirytowany starałem się zachować spokój. - Dziękuję pani bardzo, za dotrzymanie kilku nędznych, pierdolonych obietnic. Ale skoro nawet na to pani nie stać to niestety nie mam pani nic do zaoferowania. Mam jedynie nadzieję, że ten biznes jest bardziej opłacalny. - zakończyłem oficjalnie i wychodząc rzuciłem przez ramię. - Myliłem się co do Ciebie, do wczoraj sądziłem, że będą z Ciebie ludzie. Zawiodłaś mnie, naprawdę cholernie mnie zawiodłaś. - pokręciłem głową i trzaskając drzwiami opuściłem teren studia.
Przeczesując nerwowo włosy szedłem przed siebie bez konkretnego celu. Byle jak najdalej od tego całego bałaganu. Nogi prowadziły mnie po uliczkach miasta aż w końcu trafiłem na ruiny zamku, w którym bawiłem się gdy byłem mały. Usiadłem na murku i wsłuchiwałem się w ciszę...


< Melloow ? Ekhm... więc tak jakby wyszło mu się z siebie ;/ ;o >

sobota, 28 marca 2015

Od Marceline c.d: Tom

- Noc jest jeszcze młoda co nie? - wykrzyknęłam głośno, prawie potykając się o krawężnik.- Chodźmy do parku tam jest super! Albo nie... Chodźmy się czegoś napić.
Rumieńce na mojej twarzy oznaczały tylko jedno - już dawno byłam po prostu wstawiona. Byle drink wystarczył by mnie całkowicie opić. Uśmiechnęłam się do wysokiego chłopaka i wzięłam go za rękę.
- Znam takie fajne miejsce - odpowiedziałam po chwili, gdy już szliśmy wzdłuż długiej niezbyt zaludnionej uliczki.
- Jest daleko? - spytał chłopak ze zmartwieniem w głosie.
Spokojnie Tom! Zaraz cię upiję i dołączysz do beztroskiego klubu Marceline!

***

Weszliśmy do klubu jak co, weekend odbywały się tutaj imprezy. Głośna muzyka zakłócała jakąkolwiek komunikację, udało nam się przecisnąć jakoś przez tłum. Usiedliśmy przy barku, po czym poprosiłam głośno młodego barmana o dwa shoty. Oczywiście na dwóch się nie skończyło. Tom był twardym zawodnikiem, strasznie trudno go było jakkolwiek opić. Spotkaliśmy kilku znajomych Toma, z którymi mimo małych utrudnien się zaprzyjaźniłam. Spoglądnęłam na zegarek, wskazówki wskazywały godzinę pierwszą pięć.
- Hej Tom, musimy spadać wiesz - spoglądnęłam na całe towarzystwo, które nieco powiększyło się o kilka panienek...
Bez większych ceregieli, wyszliśmy z klubu. Miało się to skończyć prosto - Tom odprowadzi mnie do domu i pójdzie do swojego (ach grzeczne dzieci) ale tak się nie stało. Czarne szpilki obtarły mnie w połowie drogi i musiałam je ściągnąć.
- Może cię poniosę ale coś? - zaproponował chłopak.
Ja jednak się nie zgodziłam:
- Masz może u siebie w domu jakiś plasterek? - powiedziałam słodko, kiedy stanęliśmy na skrzyżowaniu, gdzie znajdował się blok chłopaka.
- Raczej coś się znajdzie - rzekł i wprowadził mnie do mieszkania.
- Uch w życiu już nie ubiorę tych szpilek - syknęłamdo siebie, spoglądając w lustro.
Moja twarz była cała zarumieniona, to była jednoznaczna oznaka upicia się...
Poszłam za Tomem do kuchni, podsadził mnie i usiadłam na blacie kuchennym nucąc jakąś głupią piosenkę, którą przed chwilą wymyśliłam. Chłopak schylił się i nakleił mi plaster na nogę. Uśmiechnęłam się do niego życzliwie i korzystając z jego nieuwagi przybliżyłam swoje usta do jego.

Tommy? Jak się to skończy ;D?

Od Nivan'a CD Josh'a

Wtuliłem się mocniej w jego klatkę piersiową. Chłopak był gorący i rozanielony. Patrzyłem na niego, miał zamknięte oczy i błogo się uśmiechał.
- Śliczny jesteś kiedy się tak uśmiechasz- wyszeptałem.
- Dzięki- zaśmiał się gardłowo i przycisnął mnie do siebie swoim silnym ramieniem. Zapewne gdybyśmy obaj się rozebrali, to wyglądałbym przy nim jak szparag. Objąłem go jedną ręką za brzuch i oplotłem nogami jego lewą nogę. Połaskotałem go delikatnie, a on zaczął chichotać i się wiercić. W pewnym momencie nasze spojrzenia się skrzyżowały, a ja poczułem w brzuchu motylki. Iskierki radości i młodości tańczyły w jego oczach. Był roześmiany. Z zafascynowaniem wpatrywałem się w niego. W jego przystojną twarz, w jego ciemne oczy, rozmierzwione włosy i piękną linię szczęki. Nawet nie wiem kiedy zacząłem się podnosić w jego stronę, przy okazji przekręcając delikatnie głowę. Kilka sekund później zastygłem z ustami przylepionymi do jego warg. Położyłem dłoń, którą przed chwilą go obejmowałem, na jego potylicy i agresywnie zacząłem ugniatać jego wargi swoimi. Chłopak nie reagował, tylko siedział i dawał mi się całować. Nie odtrącał mnie, nie przybliżał się. Nie mogłem się powstrzymać i usiadłem na nim okrakiem, poruszając zachęcająco biodrami- Nivan- mruknął.
- Cicho, daj mi się nacieszyć- potargałem lekko jego włosy- szansa zatopienia się w takich ustach nie zdarza się codziennie.

( ^-^ )

Od Rin c.d: Tom

Obudził mnie dźwięk alarmu w telefonie przełączyłam na drzemkę przekręcając się na drugi bok. Gdy zadzwonił po chwili kolejny raz myślałam,że się zaraz wcieknę.
Nagle Riki złapał mnie zębami za rękaw piżamy .. najbardziej skuteczny budzik świata
-Dobra Dobra już wstaje .. -mruknęłam
Wstałam poszłam do łazienki ochlapałam twarz wodą umyłam zęby delikatnie podkreśliłam oczy.
Podeszłam do szafy wyciągnęłam spodnie i koszule w kratę .. po czym zamorzyłam trampki .. zrobiłam sobie dwa tosty z serem i szynka ale jednego zjadłam ja drugiego dałam psu. Wzięłam smycz do reki i wyszłam z Rikim
I tak nie trzymam go nigdy na smyczy .. szedł ładnie obok czasem się tylko oddalał.
Podłączyłam słuchawki do telefonu i szłam słuchając muzyki .. nagle na kogoś wpadłam
Odbiłam się i rąbnęłam na ziemię syknęłam zła
Uniosłam oczy ku górze to był jakiś chłopak podał mi rękę i pomógł wstać
Wyjęłam słuchawki z uszu ..
-Przepraszam Tom jestem a ty ?
-Rin i uważaj jak chodzisz -mruknęłam
-To Ty na mnie wpadłaś
-Serio ? -mruknęłam wzruszając Ramionami

<Tom>

Od Rin c.d: Darlene

Spotkałam się z projektantką po czym ustaliłyśmy o co mi chodzi.
Oraz czego od niej oczekuje. Po spotkaniu wyszłam z kawiarni.
Riki leżał przed drzwiami
-Chodź wracamy .. -usmiechnęłam się
Pies wstał przeciągnął się po czym szedł grzecznie obok mnie.
Byłam Ciekawa tego projektu wróciłam do mieszkania odpaliłam laptopa.
Przeglądałam strony internetowe z ciuchami.
Opadły mi powieki ..
Kolejne dni były monotonne czekałam na jakieś wieści od Darlene

<Darlene>

piątek, 27 marca 2015

Od Darlene c.d: Rin


Zależy od tematyki castingu - rzekłam profesjonalnym tonem zakładając nogę na nogę.
- Do reklamy linii ubrań, do wiosennej kolekcji - wyjaśniła. Zastanowiłam się chwilę.
- Sukienka czy spodnie, spódnica? - zadawałam pytania.
- Spodnie i góra.
- Jaka kolorystyka?
- Jakieś jasne, wiosenne kolory, może neon?
- Dobry pomysł - kiwnęłam głową. - Teraz w modzie jest jeans, może jakaś kamizelka?
- Całą kompozycję zostawiam tobie.
- To ja wezmę twoje wymiary, a za kilka dni wyślę wstępny projekt, razem z kosztami hm? - uśmiechnęłam się służbowo.
- Okej - zgodziła się, a ja poszłam po metr krawiecki. Szybko uporałam się z miarą i mogłam pożegnać dziewczynę. Nie miała typowej, modelkowej urody, ale kt zrobi to tam wie? To, co klient zrobi z ubraniem, to nie moja sprawa. Już miałam w głowie gotowy wzór, i miałam nadzieję, że Violet grubo mi za to zapłaci... Pod wpływem impulsu zabrałam się do roboty.

<Rin?>

środa, 25 marca 2015

Od Remigiusza c.d: Malii

Wyszedłem z Kampim na spacer wziąłem kamerkę i ruszyłem na miasto.
-Siemanko Ziomecki no to dzisiaj tak dla was mała wyprowadzka po moim mieście
Jest Ze mną Kampi .. i idziemy na spacer ..
Kręciłem wszytko kamera ludzie się na mnie gapili a ja na lajcie nawijałem
-No to teraz udajemy sie do mojej ulubionej kawiarni tam serwują najlepsza czekoladę.
Wszedłem zmówiłem po czym czekałem jarając się niemal podana czekoladą.
-Wszystkie miejsca zajęte nie dziwie się ale spokojnie zaraz coś ogarnę ..
Jakaś dziewczyna siedziała wiec spytałem czy mogę się dosiąść nie miała nic przeciwko.
Postawiłem kamerę na stole i nagrałem jak biorę kilka łyków czekolady po czym nawinąłem ze dwa zdanka typu "Polecam najlepsza czekolada w mieście "
Potem wyłączyłem i schowałem kamerę
Dziewczyna patrzyła na mnie
-Jestem Remigiusz ale mów mi Remek albo Rezi
-Malii co ty robisz ?
-Ja nagrywam filmiki na YT ..
-Zarabiasz tak ?
-Nom na razie .. tak .. ale uczę się na informatyka
Po chwili Kampki wskoczył mi na kolana pogłaskałem psa

<Malia>

Od Remigiusza c.d: Olivii


Szedłem ulicą zrobiłem sobie wolny dzień od Nagrywania.
Nagle jakiś krzyk ktoś się szarpał. Zobaczyłem dziewczynę niemal przyciśnięta do muru przez jakiegoś fagasa. Od razu podszedłem
-Ej Ty do ciebie mówię -warknąłem
Chłopak popatrzył na mnie
-Spadaj małolat albo oczek już nie otworzysz ..
-Nie widzisz,ze ona nie ma ochoty na rozmowy z tobą -warknąłem
-Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy
Popatrzyłęm na dziewczynę kontem oka miała błagalne spojrzenie ..
Po chwili doszło do szarpaniny .. nie obeszło się bez bójki .. Dostałem z pieści w twarz i pociekła mi krew .. rozciąłem sobie wargi .. Po chwili tez dostał ode mnie ..
Dopiero policja nas rozdzieliła .. po przeszło 30 minutach sprawa sie wyjaśniła
-Nic Ci nie jest ?-spytałem

<Olivia>

Od Remigiusza c.d: Touki

Szedłęm z kamera jak zawsze gadałem coś do moich widzów i w ogóle w swoim świecie byłem Nagle łubudu ktoś na mnie wleciał a ja się wywaliłem .. super wszystko się nagrało .. Wstałem Dziewczyna niemal spanikowana
Popatrzyłem na nią
-Hej .. spokojnie żyje nic mi nie jest .. -powiedziałem
-Tak mi głupio
-Okey okey nie rób scen ... Remigiusz jestem ale mów mi Remek albo Rezi ..

<Touka>

Od Toma c.d: Marcelinki


Oczywiście, że chciałbym, jeszcze na horror! - oznajmiłem ochoczo i zabrałem szklanki do kuchni. Marceline w tym czasie podeszła do dużego lustra w przedpokoju i poprawiła sobie makijaż. Nie rozumiem po co one cały czas to robią? Jakby nie mogły się pomalować raz a dobrze... Mięło pięć, czy dziesięć minut zanim Marceline się wyszykowała .
- Chodźmy już, bo się spóźnimy..-pośpieszałem ją.
- No już chwilka tylko jeszcze coś zrobię - usłyszałem tą odpowiedź już któryś raz z rzędu.
- Co ty masz tu do roboty, zakładaj te buty i chodźmy, bo mamy za 20 minut tam być, a raczej szybko w szpilkach szła nie będziesz.
- Dobra, dobra ..
W końcu dziewczyna się wyszykowała (nie wiem czemu aż tyle to trwało?), zjechaliśmy windą na parter i wyszliśmy z budynku. Idąc złapałem Marceline za rękę, na co się bardzo zarumieniła. W świetle latarni było widać jej lekko czerwony rumieniec, wyglądała tak słodko. Przyszliśmy do kina 5 minut przed seansem. Kupiłem średni popcorn i poszliśmy zająć miejsce. Na sali było mało osób, więc zajęliśmy inne miejsce niż mieliśmy wyznaczone na bilecie. Usiedliśmy na końcu sali, były tam podwójne siedzenia. Nim się usadowiliśmy już skończyły się reklamy i zaczął się film. Był to jakiś horror o duchach - klasyka. Nie zapowiadał się jakoś znakomicie, jednak Marceline się bała. Chyba jak każda kobieta...
W pewnym momencie wyskoczyła jakaś zjawa. Dziewczyna schowała twarz w ręce si zakryła się kurtką. Postąpiłem jak prawdziwy dżentelmen i przytuliłem ją do siebie. Dziewczyna natychmiastowo się we mnie wtuliła i siedzieliśmy tak już do końca seansu. Po półtorej godzinie film się skończył i wyszliśmy z sali.
- To teraz wracamy do mnie czy gdzieś, chcesz jeszcze iść ? - zapytałem uśmiechając się lekko.

(Marceline?^^ Przepraszam Cię, że tak długo nie pisałem, ale nie dość,że nie miałem weny to jeszcze szkoła i wgl wszystko naraz. Postaram się to nadrobić <3

wtorek, 24 marca 2015

Od Josh'a c.d: Nivan'a

Ta kawa dobrze mi zrobi. Niepewnie i ostrożnie wziąłem łyk napoju lustrując wzrokiem chłopaka. Czułem się jakbym był zjarany. Dosłownie i w przenośni. Przeczesałem włosy palcami i spojrzałem na zegarek.
- Dobrze że dzisiaj mam robotę dopiero na dwudziestą....- westchnąłem cicho.
- Idziesz dzisiaj pracować do baru?- spojrzał na mnie.
- Tak, a co?- spytałem biorąc łyk kawy.
- Nic, tak tylko pytałem Najwyżej podejdziemy razem- uśmiechnął się.
- Ty dzisiaj też?- uniosłem lekko brwi.
- Mhm- odparł gryząc bułkę.
- Okej, to ja idę się ogarnąć.Czuję się jak zombie...- mruknąłem i powlokłem się w stronę łazienki.
Opierając się o umywalkę spojrzałem w lustro. Rzeczywiście, wyglądałem jak żywy trup. Westchnąłem cicho przewracając oczami i wziąłem do ręki grzebień. Trzeba ten busz na głowie jakoś ogarnąć. Ochlapałem sobie jeszcze tylko twarz wodą i wyszedłem po kilku minutach. Wyszedłem na balkon, jak zwykle siadając w swoim ulubionym fotelu. Miasto o poranku wyglądało tak cudownie.... I jeszcze to rześkie, bez żadnych oparów z rur wydechowych, powietrze. Wziąłem głęboki oddech i wypuściłem powietrze nosem. Odchyliłem się do tyłu upajając chwilą ciszy. Zwykle w mieście panował hałas i nie było czym oddychać, a teraz to co innego... Szkoda że za kilka godzin to wszystko zniknie na długi czas. Ale pocieszała mnie myśl, że jutro rano znów wszystko będzie takie samo jak teraz. Po kilku minutach dołączył do mnie Nivan.
- Szkoda że miasto zawsze takie nie jest...- wyszeptałem.
Czułem że mogę wszystko. Przesunąłem się lekko w bok i poklepałem miejsce obok. Chłopak usiadł obok mnie, po chwili kładąc głowę na moim torsie. Byłem teraz zbyt zrelaksowany, żeby cokolwiek mogło mi to teraz zepsuć.

<Nivan?>

Od Nivan'a CD Net'a

Tym mnie zaskoczył.
- No proszę, pan doktor!- zaśmiałem się zakładając ręce na piersi.
- A ty?
- Co ja?
- Kim jesteś z zawodu?
- Um... to znaczy... mam doktorat z robotyki, czy czegoś takiego, więc mógłbym zostać informatykiem, ale... pracuję jako striptizer- zaśmiałem się drapiąc po karku, a chłopak wypluł kawę.
- CCO?
- Striptizer, no wiesz, kręce się na rurce, rozbieram... czasem się bzy.kam- zachichotałem, a Net zrobił wielkie oczy.
- Okay- wziął łyk kawy i odwrócił wzrok.
- Dobra, kończę kawę i idę.
- Niby gdzie?
- Do pracy, robi się ciemno- wstałem i przeciągnąłem się. Patrzył na mnie zdziwiony.
- Doktorat z robotyki powiadasz. Czemu więc nie jesteś informatykiem?
- Nie wiem, jakoś... nie dojrzałem do tego, a praca striptizera mi się podoba- dopiłem ciepły napój i poszedłem na korytarz.
- Człowiek powinien robić to, co lubi.
- No właśnie! Dobra ja lecę, jakby co, szukaj mnie w tym klubie za rogiem- ubrałem się- pa!- wyszedłem i pobiegłem do mojego domu po ciuchy, by potem ruszyć do klubu.

(Net?)

Od Nivan'a CD Josh'a

- To odpoczywaj, ty nasz mały ochroniarzu!- pogłaskałem go po głowie i żartobliwie pocałowałem w policzek.
- A zjeżdżaj!- fuknął śmiejąc się.
- Luli laj!- złożyłem usta w dzióbek i wstałem- Jakby co, pranie zrobione, wysuszone i wyprasowane. Leżą na desce do prasowania.
- Dzięki...
- Proszę. A teraz pośpij sobie ty mój strażniku!- puściłem mu oczko i wyszedłem z pokoju. Wkrótce po tym usłyszałem ciche chrapanie. Szybko zasypia. Dziwne, że tak mi ufa, równie dobrze, mógłbym teraz ukraść połowę rzeczy i uciec. Poszedłem do "mojego" pokoju, przebrałem się i też położyłem się spać. Znając moje umiejętności zasypiania, wstałem po dziesięciu minutach i ruszyłem do Johuy. Spanie u niego było wyjątkowo przyjemne, bo chłopak był duży, większy ode mnie i bardzo ciepły, więc wtuliłem się w niego i patrzyłem na jego twarz. Wyglądał niewinnie. Jak aniołek. Pocałowałem go w usta, a on niespodziewanie położył dłoń na moim karku i wpił się w moje wargi. Coś tam burczał pod nosem. Pewnie spał. Ugniatał moje wargi, atakował je agresywnie i wbijał palce w moją szyję. Po chwili opadł bezwładnie i objął mnie. Widocznie spał i lunatykował, czy coś takiego. Ale przyznam przez sen jego pocałunek był... boski... zamruczałem cicho i zasnąłem w jego ramionach.

***

Obudziłem się następnego dnia, przed chłopakiem. Przez chwilę na niego patrzyłem, a potem bardzo powoli wysunąłem się spod jego rąk i wyszedłem z pokoju. Podreptałem do kuchni i usiadłem na blacie. Po pół godzinie zacząłem robić kawę. Po zaparzeniu jej i wyciągnięciu bułeczek z czekoladą, dolałem do niej mleka. Zrobiłem dwie, tylko jedną bez cukru i mleka, bo nie wiedziałem jaką pije Josh. Nagle wyszedł z pokoju z rozmierzwionymi włosami, przebrany i zaspany.
- Dzień dobry!- uśmiechnąłem się, a on podszedł do mnie i złapał mnie za ramiona.
- Znów mnie pocałowałeś gdy spałem- wyburczał widocznie niezadowolony.
- A pocałowałem...- posłałem mu zadziorny uśmieszek- kawa na ciebie czeka, nie wiem czy słodzisz, lub zalewasz mlekiem, więc nic nie dodawałem- odsunął się i nalał mleka do kawy. Napił się jej- oprócz tabletki gwał.tu- wypluł ją, a jego mina była bezcenna. Zacząłem się śmiać.
- No bardzo śmieszne!
- No tak!- zasłoniłem usta dłonią i wziąłem bułeczkę.

Josh?

Od Remigiusza c.d: Layli

Obudziłem się około południa ogarnąłem po czym poszedłem z Kampim na spacer.
Potem zrobiłem coś do jedzenia i zacząłem nagrywać filmik na YTjak gram w GTA.
Zajęło mi to 3 godzinki . potem montaż z dobre dwie i wrzuciłem to
-Mamy ..
Wstałem i zajrzawszy do lodówki
-Kurde Kampi mleka nie mamy .. no żal a mam ochotę na płatki
Wyszedłem z mieszkania skoczyłem do sklepu .. a potem wrodziłem zrobiłem płatki zjadłem.
-Zostaniesz chwilę am w domu ?
Pies wskoczył na kanapę zwinął się w kolkę i zamknął oczy.
Wyszedłem z mieszkania do pobliskiego klubu, miałem ochotę na drinka.
Na szczęście nie mam daleko.
Wszedłem do środka ..
-Wolne ?-spytałem dziewczynę
-Tak
Zamówiłem więc drinka ..
-Siemneczko jestem Rezigjusz ale mów mi Remek albo Rezi
-Layla miło mi
-Mi również .. powiedz mi co tu robisz bo ja przyszedłszy na drinka ..

<Layla>

Od Rin c.d: Darlene

Od kilku dni przeglądałam strony internetowe na temat Mody. Wiele razy
mówiono mi bym został modelką jednak .. nie .. ciągnęło mnie do czego innego. Ostatnio było mało zleceń w sumie od dłuższego czasu to ani jednego. Potraciłam kontakty i w sumie sama nie wiem co się działo. Mieszkałam z moim psem u Josh'a ale nie mogłam tak pasożytować w jego domu. Postanowiłam iść na jakiś kasting jednak nie miałam stroju.. polecono mi kilka projektantek wybrałam jedną po czym umówiłam się z nią w jednej kawiarni. Dostałam szybką odpowiedz na e-mail.
Tak jak zaplanowałam ogarnęłam się szybko po czym poszłam do kawiarni Riki poszedł ze mną, zostawiłam go przed wejściem usiadłem przy stole
-Rin ..
-Dalene ..
-Przyszłam prosić o pomoc ..
-Więc słucham
-Wybieram się za osiem dni na kasting potrzebuje jakiegoś stroju
ponieważ nie znam się na modzie chciałabym by pani mi cos doradziła i zrobiła projekt

<Dalene>

poniedziałek, 23 marca 2015

Od Layli

Sobota jest ulubionym dniem w tygodniu. Nie muszę iść do pracy, mogę robić co chce.
Wstałam dość późno, ponieważ w nocy dostałam telefon ze szpitala. Przywieziono ludzi z jakiegoś wypadku, w stanie ciężkim i trzeba było operować. Wróciłam prawie nad ranem, ale jak zawsze udało się ich uratować.
Zajęłam się psami, sobą po czym zaczęłam sprzątać. Kiedy skończyłam był już wieczór. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w szorty i białą bokserkę. Przeczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone, wzięłam trochę kasy i wyszłam z mieszkania. Skierowałam się do jednego z nocnych klubów. Dotarcie zajęło mi dosłownie chwilkę, zajęłam wolne miejsce przy barze i zamówiłam drinka.
-Wolne? - Usłyszałam za plecami.
-Tak. - Spojrzałam na ...

Ktoś c:?

Od Netian'a c.d: Nivan'a

Śmiałem się nadal, a chłopak stał osłupiały
- Chodź, zjesz coś dobrego, co sam przyrządzę - powiedziałem
Chłopak się uśmiechnął i usiadł przy stoliku, a ja zabrałem się do ugotowania czegoś dla Nivan'a. Pomyślałem, że zrobię Ratatuj i tez tak postanowiłem. Po kilku minutach podałem mu posiłek, który zjadł z apetytem. Po zjedzonym posiłku przez Nivan'a poszliśmy suę przejść do parku i nie tylko tam. Potem zaprosiłem go na kawę do siebie, co przyjàł z uśmiechem. Po chwili byliśmy u mnie, a ja krzątałem się po kuchni, a Nivan rozglądał się po moim mieszkaniu, gdy przyszedłem z kawą.
- Czym się zajmujesz? - spytał
- Oprócz tego, że jestem właściciel restauracji i potrafię tak se gotować - i tu mi przerwał
- Świetnie gotujesz
Uśmiechnąłem się mimowolnie
- To mam doktorat z medycyny i jestem światowym dżokejem

<Nivan??>

Od Josh'a c.d: Nivan'a

Syknąłem zaciskając oczy i rozmasowując tył głowy. Przygryzłem dolną wargę i otworzyłem lekko jedno oko patrząc na chłopaka.
- Czy ty mnie przed chwilą...?- jęknąłem.
- N-nie to nie tak jak myślisz!- powiedział szybko, a po chwili zrobił się czerwony.
- Dobra nie rumień się tak. Wyglądasz teraz jak burak- zaśmiałem się sięgając ręką nad jego głową. Widać było że się zdziwił.
Odwróciłem zegarek w swoją stronę sprawdzając godzinę. Była ósma. Kurde, za godzinę do roboty. Zerwałem się z łóżka wzdychając i zmierzając w stronę szafy. Wyciągnąłem z niej wieszak z garniturem i poszedłem do kuchni zrobić sobie coś na szybko jako śniadanie.
- Po co ci garnitur?- spytał wychodząc z pokoju.
- Potrzebny. Chcesz coś?- spytałem otwierając lodówkę.
- Sok pomarańczowy jak masz- odparł, a ja przytaknąłem głową.
Dla siebie zrobiłem kawę. Wyjąłem dwie szklanki i postawiłem je na stoliku. Wyrobiłem się w jakieś pół godziny. W pośpiechu zakładałem buty i płaszcz.
- Zostawiam ci klucze od domu. Jak mi zrobisz pranie i będziesz wychodził, zostaw je pod wycieraczką- powiedziałem i machając mu zbiegłem po schodach.

***

Cały obolały i zmęczony wlokłem się po schodach na górę. Stając przed drzwiami schyliłem się unosząc wycieraczkę. Jednak ku mojemu zdziwieniu nie znalazłem tam kluczy... Zaskoczony powoli wszedłem do mieszkania, drzwi były otwarte. Kiedy wszedłem do środka zobaczyłem Nivan'a. Dobra, nie mam siły już na nic. Bez słowa zacząłem zmierzać w stronę łazienki po drodze zdejmując buty i rzucając na szafkę płaszcz. Wchodząc przejrzałem się w lustrze. Na moim policzku widniało kilka lekkich zadrapań. Westchnąłem ciężko i poszedłem do sypialni rzucając się na łóżko. Ścisnąłem kołdrę z rękach odwracając się na plecy.
- Co ci się stało?- spytał Nivan siadając obok mnie.
- Ugh nic takiego... Ciężki dzień w pracy, czyli to co zwykle- odparłem wzdychając.

<Nivan?>

Od Darlene

Odwijam papierek truskawkowej gumy do żucia i wkładam ją sobie do ust. Wiatr porywa folijkę i przylepia ją do maski jakiegoś samochodu. Wyuczonym ruchem szczęki żuję gumę. Nie cierpię truskawki, jest ohydna. Przyspieszam kroku, żeby tylko być szybciej w mieszkaniu. Nie cierpię chodzić, strata czasu! Kiedyś kupię sobie samochód. Nawet dwa. A potem w końcu zrobię prawo jazdy... Zakładam na oczy okulary, jest dzisiaj beznadziejna pogoda - cholernie wieje, a słońce świeci jak popiepszone. Nie cierpię słońca, jest zdecydowanie za jasne.
Kiedy prawie dochodzę do drzwi, dzwoni moja komórka, to numer jednej z projektantek, Violet. Nie cierpię Violet.
- Sparrow, słucham?
- Lena, kochanieńka, mam prośbę - zaczęła głupia baba tym swoim słodkim tonem.
- Czy chodzi o projekt? - zapytałam rzeczowo otwierając drzwi. Ta kobieta potrafi zaplać godzinę, aż sam nie będzie wiedzieć o co jej chodziło od samego początku.
- Nie... Ale...
- Przepraszam cię bardzo, ale nie mam czasu. To ważne?
- Niezwykle! Mogłabyś dać dojść mi do słowa? Miałam spotkać się dzisiaj z nowym klientem, ale wypadła mi ważna wizyta u... nie ważne u kogo, załatw to za mnie, dobrze? 18.30, moje biuro, klucze w doniczce. Dzięki! - rzuciła tylko i rozłączyła się szybko. Zazgrzytałam zębami ze złości. Jej paznokcie mogą poczekać, uzależniła się od manikiurzystki, totalnie olewając robotę! A moim zadaniem jest poprawiać jej niedociągnięcia, nie usługiwanie we wszystkich możliwych sektorach! Kiedy próbowałam się do niej dodzwonić, miała już wyłączony telefon. Spojrzałam na zegarek, była 16.30, kwieciście wręcz! Szykując jako-taki obiad zastanawiałam się, czy ta robota jest warta świeczki. te projektantki od siedmiu boleści tylko nabazgrolą jakąś szmatę, której i tak nikt nie będzie nosił, a ja mam odwalać za nie kupę najgorszej pracy, czyli sprawienie żeby ta szmata była zdatna do produkcji... A w rzeczywistości robię wszystko dookoła. Piepszone egoistki. Siadając przy stole z talerzem, włączyłam radio. Leciał właśnie jakiś romantyczny kawałek, a ja czułam rosnące poirytowanie. W głębi duszy wiedziałam, że chodzi tu o samotność, której doświadczam pomimo mnóstwa ludzi, w których towarzystwie się obracam. Eh.
Odędzając czarne myśli, wzięłam się za przerabianie ciuchów. Większość wzorów była w zupełności pozbawiona realizmu. Kto widział kapelusz rzekomo plażowy, z dwoma kilogramami wiecheci na rondzie?! Czasami odnoszę wrażenie, że cały ten świat mody to jeden wielki pic na wodę, którym dowodzą sami idioci...
***
W wirze pracy zupełnie zapomniałam o spotkaniu. Za dwie wpół do dopiero łapałam taksówkę, po kolejnych pięciu byłam przed biurem. Przed drzwiami gabinetu Violet już ktoś czekał, nie widziałam sylwetki dokładnie, bo stał w półmroku. Posłałam owej postaci chłodny uśmiech i zaczęłam grzebać w palmie stojącej nieopodal. Musiało to wyglądać... tragicznie? ,,Kiedy tylko dostaniesz wypłatę, zwalniasz się u niej natychmiast!" - przyrzekłam sobie już któryś raz z rzędu. Teraz najważniejszy jest klient, i to, co będzie chciał zamówić... O ile nie zraził się już akcją z kluczami...

<Jakiś człowieczek z niebanalnymi wymaganiami ciuchowymi? :'3>

niedziela, 22 marca 2015

Od Octavii CD Lionka

Spojrzałam na niego z triumfalnym uśmiechem. Dobrze widziałam po jego wyrazie twarzy oraz oczu, że o pytaniach dotyczących jego przeszłości mogę zapomnieć. Czasami to śmieszne, ile można wyczytać z komunikatów, które wysyłamy nawet o tym nie wiedząc... Wracając do tematu, ja także nie chciałam odpowiadać na pytania o mojej przeszłości. W każdym razie nie takie najbardziej dogłębne. Zawsze miałam mocną głowę do alkoholu, więc jak na razie nie miałam się czego bać. Niech zna chłopina moją litość, postaram się go nie gnębić.
-Hmmm...-Mruknęłam obracając w dłoniach pusty (tymczasowo?) kieliszek.-Zrób mi shota według Twojej własnej inwencji twórczej.-poleciłam. Uśmiechnął się lekko.
-A czysty Ci nie pasuje?-mruknął biorąc ode mnie kieliszek, wstając i podchodząc do barku. Po chwili wrócił do mnie z jakimś kolorowym shotem.
-Nie pytam, czego żeś tam namieszał.-Uniosłam otwarte dłonie do góry, ale uśmiechałam się lekko. Wychyliłam kieliszek i uśmiechnęłam się szerzej.
-Całkiem niezły. Nauczysz mnie później tego, bo chyba go nie znam.-odłożyłam kieliszek, sięgnęłam po kostkę i rzuciłam nią. Niebieski, pole wcześniej niż Lion. Wspomniany uśmiechnął się szeroko i przypatrzył się mi.
-Pokaż mi wszystkie tatuaże jakie masz.-polecił.
-Wszystkie?-Upewniłam się. Kiwnął głową, na co ja westchnęłam. Zdjęłam bluzkę i spodnie zostając w samej bieliźnie. Podeszłam bliżej Liona  i zaczęłam 'prezentować' mu moje tatuaże. Rękawy, cytat umiejscowiony na brzuchu, kokardki z tyłu na udach, dziurkę do klucza na karku i napis z Pierścienia wzdłuż kręgosłupa. Lion nie odrywał ode mnie wzroku i myślę, że nie skupiał się tylko na mych dziarach. W końcu odeszłam od niego i sięgnęłam po moje ciuchy.
-Jak dla mnie mogłabyś się już nie ubierać.-Mruknął, a ja posłałam mu gromiące spojrzenie. Ubrałam się i usiadłam na moim miejscu. Lion rzucił kostką i wypadło mu wyzwanie.
Zatańcz z osobą po prawej.
Wstał, wyciągnął do mnie dłonie prosząc do tańca. Ja. Także się podniosłam i znaleźliśmy sobie kawałek wolnego miejsca. Lion położył dłonie na moich biodrach, jednak ja podsunełam je wyżej, na moją talię i sama położyłam mu moje dłonie na ramionach. Tańczyliśmy bez muzyki. To było takie sobie kołysanie na boki i parę obrotów. Dosyć anemicznie, jednak uznajmy to za taniec. Siadając na moim miejscu złapałam się na myśli, że czuję się dobrze, gdy on jest blisko mnie. No ale czy to coś złego? Sięgnęłam po pop corn i rzuciłam kostką. Teraz wyzwanie dla mnie.
Pocałuj osobę po lewej.
-Znowu?-spytałam z uniesioną brwią.
-Nie mów, że Ci się to nie podoba...-mruknął Lionell ostentacyjnie sięgając po wódkę. Uśmiechnęłam się drapieżnie.
-Nic takiego nie powiedziałam.-odparłam i podeszłam do niego. Usiadłam mu okrakiem na kolanach, opuszkami palców przejechałam mu po linii szczęki pokrytej delikatnym zarostem, a potem wpiłam się w jego wargi. Pocałunek był długi, bardzo długi i żadna ze stron nie chciała go kończyć. W końcu odkleiłam się od niego i przeszłam na swoje miejsce. Lion z ociąganiem sięgnął po kostkę i rzucił. Znowu wyzwanie.
Wykrzycz przez okno, że kochasz osobę siedząca po Twojej lewej.
Z uśmiechem szelmy wstał, otworzył najbliższe okno i wychylił się przez nie.
-Kocham Octavię!-wrzasnął. Usłyszałam wiwat przechodniów pod kamienicą. Sięgnęłam po przekąskę, a Lion wrócił na swoje miejsce. Wyrzuciłam czwórkę. Ugh... Kolejne wyzwanie.
Zdejmij koszulkę i pozostań tak przez trzy kolejki.
-Serio...?-westchnęłam, a Lionell tylko zatarł ręce. Nie chciałam tracić honoru na tak głupie wyzwanie, więc zdjęłam koszulkę. Lion sięgnął po kostkę nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Mógłbyś przestać się tak gapić?-spytałam, a on zaśmiał się głośno.
-Skarbie, miałbym nie patrzeć teraz na Ciebie?-rzucił podkreślając frazy "teraz" i "Ciebie". Przesunął się o pięć pól i stanął na pytaniu.
Kiedy ostatnio zezgonowałeś/aś?
Przewrócilam oczami. On ma takie banalne rzeczy... Poza tym do tej pory nie sięgnął ani kieliszka.
-Jakiś miesiąc temu, na imprezie u kumpla...-odparł po zastanowieniu.-Zrywało parkiet i kładło na suficie, a kac był nieziemski...-Podał mi kostkę, oczywiście wbijając wzrok w moje piersi. Pochyliłam się nad stołem i wzięłam ją od niego. Wyrzuciłam dwa. Stanęłam na żółtym polu. Lionell uśmiechnął się szeroko. Wpatrywał się we mnie chwilę, chwycił za butelkę i nalał wódki do swojego kieliszka. Śledziłam jego poczynania z lekką ciekawością. Wziął kieliszek i uważając, by nie rozlać alkoholu usiadł obok mnie. Poprawiłam ramiączko od stanika, nadal byłam bez bluzki.
-To nie będzie pytanie ani wyzwanie.-oznajmił. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Wychylił kieliszek, jednak nie połknął alkoholu. Zbliżył swoje wargi do moich i tak przekazał mi shota. Połknęłam, ale trochę pociekło mi po brodzie i skapnęło na dekolt. Rozejrzałam się szybko w poszukiwaniu czegoś, czym mogłabym to wytrzeć. Lionell uśniechnął się jeszcze szerzej widząc to.
-Teraz chodzi o to, że jeśli coś się wylało, to się tego nie ściera.-mruknął. Przychylił się do mnie i poczułam na mej szyi jego ciepły język. Zlizywał nim ze mnie strużki alkoholu, który po mnie pociekł. Jego wilgotny język i ciepły oddech na mej skórze sprawiały mi przyjemność. W mojej głowie kotłowały się myśli. Byłam trzeźwa, alkohol zupełnie do mnie nie dotarł. Myślałam, o tym czy decyzja, którą własnie podejmuję, jest słuszna. Słuszna, czy nie i tak tego chcę. Co mną zawładnęło? Nie wiem. Moje serce przyspieszyło. Lion podniósł twarz i spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się lekko. Wyciągnęłam dłoń i złapałam go lekko za podbródek. Pocałowałam go ostro, namiętnie. Jego zapach mącił mi w głowie mocniej niż ta wódka. Lionell przerwał pocałunek i wplótł dłoń w moje włosy.
-Octavia...-szepnął mi do ucha. Nasze przyspieszone oddechy współgrały ze sobą.
-Octavia...-powtórzył stykając ze sobą nasze czoła i nosy. Patrzyliśmy sobie w oczy i wiedzieliśmy, że chcemy jednego.
Lionku? Co dalej? :> Nie przepraszaj, bo dobrze wiesz, że ja zawszę ucieszę się z Twojego opka, bez względu na czas ^^ 

Od Nivan'a CD Net'a

- Sorry! Jestem rozkojarzony!- podniosłem chłopaka łapiąc przy okazji smycz psa. Stanął łapiąc równowagę, a ja wręczyłem mu smycz.
- Dzięki- podrapał się po karku, a ja ponownie włożyłem do uszu słuchawki i wyminąłem go tanecznym krokiem. Poczułem palce na ramieniu, więc się zatrzymałem. Ten sam chłopak podał mi portfel- upuściłeś.
- Jeju! Dzięki, mam tu wszystkie oszczędności!- wyszczerzyłem się.
- Proszę...
- Dziwne, że go nie ukradłeś...- podrapałem się po karku.
- Dziwne?
- Tak... ukradli mi już pięć- westchnąłem ciężko.
- Aż pięć?
- Niestety.
- Nic dziwnego, jak tańczysz na środku ulicy...
- Nie moja wina, że mam dziś dobry humor!- wyszczerzyłem się- idę dziś na obiad do restauracji!- zapiszczałem.
- Aż tak się cieszysz?
- Nom... zwykle wpieprzam zupki chińskie. A tak właściwie, Nivan jestem.
- Netian, w którą stronę idziesz?
- A tam- wskazałem palcem najbliższy skręt w prawo. Chłopak wzruszył ramionami.
- Możemy ci potowarzyszyć? Chciałbym zobaczyć tę restaurację.
- Okay...- zaczęliśmy iść w ciszy. Kiedy znaleźliśmy się na miejscu chłopak się roześmiał- z czego się śmiejesz?
- Bo to moja restauracja!
- Twoja?!

(Net?)

Od Nivana CD Josh'a

Chłopak wyglądał słodko gdy spał. Miał rozchylone usteczka, a irokez rozwalił się wokół jego głowy tworząc przy tym ciemną aureolę. Usiadłem przy nim dość nieśmiało, a potem położyłem się, kładąc pod głowę poduszkę z "mojego" pokoju. Nienawidziłem spać sam, boję się. Szczerze mówiąc, to w domu mam pluszowego misia z którym śpię. Tak, tak, śmiejcie się... ułożyłem jedną dłoń pod poduchą, a drugą wplotłem w jego palce. Wtuliłem się całym ciałem w jego plecy, a nos wsadziłem w jego włosy, które pięknie pachniały i były mięciutkie. W takiej o to pozycji zasnąłem.

___

- JJosh!- wyjęczałem gdy chłopak wykonał kolejne pchnięcie- Mmocniej!- wplotłem palce w jego włosy, a nasze biodra zgrały się w jednym rytmie.
- Ciii...- wyszeptał i pocałował mnie delikatnie- spokojnie- robił to coraz mocniej i szybciej. Jęczałem głośno i dodatkowo sapałem. Chłopak dodatkowo zaczął mnie pieścić. W końcu poczułem falę orgazmu...

___

Obudziłem się z głośnym jękiem. Byłem spocony, oszołomiony, czułem jeszcze wstrząs. Środek nocy. Dopiero teraz dotarło do mnie, że to był sen, a ja przed chwilą miałem erekcję. No i siedziałem tak z mokrym fiutem... chłopak spał, Bogu dzięki. Dobrze, że się nie przykryłem i nie ubabrałem mu pościeli. Jak oparzony pobiegłem do łazienki. Po umyciu się zabrałem z suszarki szuche gacie i wciągnąłem je na siebie. Były duże. Za duże. Jakiego on musi mieć... dobra, nie ważne... nagle ktoś wszedł do łazienki.
- Co ty tu...- Josh przetarł wierzchem dłoni oczy- I czemu do chol.ery tak jęczałeś- w tym momencie zobaczył moje wilgotne gacie, które leżały na podłodze- stary... czy ty się mas... w moim łóżku?!- fuknął.
- Nnie... miałem... sen...
- Ygh... okay, też... też czasem mam...
- Przepraszam- wyszeptałem i zacząłem przestąpywać z nogi na nogę jak małe dziecko- jutro już mnie nie będzie.
- Ejj... daj spokój, też mam takie sny, każdy ma! Nie ma co się wstydzić. A to!- wskazał na moje bokserki- jutro wypierzesz z resztą MOICH ciuchów wzamian za nocleg.
- Spoko!- uśmiechnąłem się, a on się odwrócił i wyszedł z łazienki. Ja dalej tam stałem.
- No idziesz, czy nie?- zawołał nagle, a ja podreptałem na korytarz i zobaczyłem, że leży w swoim łóżku i przysunął się do ściany. Poklepał miejsce obok i odwrócił się do mnie plecami. Nieśmiało położyłem się plecami do jego pleców. Lecz po kilku minutach znów przylgnąłem do niego jak przedtem.

___

Obudziłem się i pierwsze co zobaczyłem, to zamknięte oczy Joshuy. Nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Czułem na ustach jego oddech. Obejmował mnie dłonią i nogą, przez co nie mogłem się ruszyć. Pomyślałem, że krótki całus go nie obudzi, więc złączyłem nasze usta. Oczywiście myliłem się i chłopak otworzył szeroko oczy. Odskoczył i walnął tyłem głowy w ścianę.

(Josh? )

Nowości c:

Nad Archiwum została dodana lista członków nieobecnych :) 

Natomiast na samym dole pojawiły się Etykiety. 
Jeżeli masz problem aby w Archiwum odnaleźć opowiadania do dokończenia, bądź ciekawią Cię jedynie posty konkretnej osoby wystarczy, że klikniesz w imię owej postaci a natychmiastowo zostaniesz przekierowany do opowiadań jej autorstwa ^^

Sądzę, że jest to spore ułatwienie, ale jeżeli Wam się nie spodoba bądź będziecie mieli jakieś pytania piszcie śmiało ! 

( Rozmiar czcionki, którą wszyscy są wypisani zależy od ilości postów, które napisał. Niestety na razie nie umiem tego zmienić) 

Pozdrawiam oraz życzę weny 
Ewiana

Od Lionka c.d: Octavii

Ugodowe rozwiązanie sprawy nie było wcale konieczne, koleś mógłby pójść sobie na policję a w dupę mu ! Takich co biją i krzywdzą kobiety to wytępić, albo w izolatkach pozamykać.
Brzydziłem się damskimi bokserami, skoro tacy mocni to niech może zmierzą się z kimś hm... na swoim poziomie ?!
Dobra Lionell... zrobiłeś już wszystko co mogłeś zrobić, pora odpuścić i mieć nadzieję, że więcej się w jej życiu nie pojawi...
Zapewniłem się w myślach i wróciłem na ziemię.
- Możesz powtórzyć ? - spojrzałem na nią.
- Wpadniesz do mnie na kolację ? 
- Mam lepszy pomysł. - oświadczyłem.
- Hmm? Jaki ?
- Wpadniemy do mnie. - kiwnąłem głową. - Pogramy a potem ugotujemy coś razem, bo sam nie mam zbytniego talentu... Co Ty na to  ?
- W co pogramy? - założyła ręce na piersi jakby już wiedziała co odpowiem... Nie, nie mam na myśli komputera czy x-box'a to coś zupełnie lepszego.
- W grę.
- No co Ty ? - przewróciła oczyma. - Jaką?
- Planszową.
Dziewczyna nie wytrzymała i parsknęła śmiechem. Co w tym zabawnego ? Zabawnie to dopiero będzie kiedy zobaczy na czym ta gra polega.
Szliśmy do mojego domu w milczeniu, każde z nas było pogrążone w myślach.  Ciekawe co obecnie ją zadręcza. Może ta cała sprawa z tym dupkiem, a może coś innego. Nie wiem ale dużo bym dał by móc tam choć na chwilę zajrzeć

***

Po dwudziestu minutach szybkiego marszu dotarliśmy na moją średnio ciekawą dzielnicę, cóż mieszkam gdzie mieszkam, nic na to nie poradzę. Wpuściłem ją na klatkę, a następnie do mieszkania.
- Em... Czuj się jak u siebie. - oświadczyłem i powiesiłem jej kurteczkę na wieszaku w szafie. No, zachowałem się jak prawdziwy dżentelmen. Brawo, brawo oby tak dalej.
W domu panował powierzchowny porządek, ponieważ potrafiłem dobrze ukrywać cały burdel, w którego tworzeniu jestem istnym mistrzem. Ewidentnie widać było, że brakuje tu kobiecej ręki, ale jak na mężczyznę mojego pokroju to i tak naprawdę nieźle.
Poszedłem do pokoju i sięgnąłem po stare lekko zakurzone pudełko. Na wspomnienia z ową planszówką szeroko się uśmiechnąłem. Był to niezbędny element każdej wycieczki czy tam obozu, dlatego też jest ona w średnim stanie.
Wchodząc do pokoju, w którym Octavia zdążyła się już rozgościć zatrząsłem pudełkiem.
- Nie podglądaj. - pogroziłem palcem. - Przyniosę jakieś przekąski i coś do picia.
Z kuchennej szafki wyciągnąłem pop corn i chipsy a do picia miałem tylko piwo i colę.
- Walniesz sobie browca ? - spojrzałem na nią przez ramię a ona kiwnęła głową, co odebrałem jako "tak".- Nie podglądaj ! - krzyknąłem i rzuciłem w nią ścierą kiedy delikatnie uchyliła pudełeczko. 
Całe papu położyłem na ławie i zacząłem rozkładać grę. Sięgnąłem do barku po wódkę i dwa kieliszki.
- Ohoho... - zaczęła. - Widzę zapowiada się ciekawie...
- Oj tak. Zdecydowanie. - rzuciłem jej wyzywające spojrzenie.
- Jakie są zasady ? 
- Zasady ? Hm... Bardzo proste. Rzucasz kostką, przesuwasz pionek o odpowiednią ilość pól oraz losujesz kartkę zależnie od koloru pola. Czerwony - bierzesz kartkę z czerwonego stosiku, są to wyzwania, Zielony- z zielonego, są to pytania, Niebieski - osoba po twojej prawej stronie wymyśla Ci coś do zrobienia, bez różnicy  czy pytanie czy wyzwanie oraz Żółty to samo co niebieski tylko osoba z Twojej lewej strony. Zrozumiałe ? - na mojej buzi zagościł wredny uśmieszek, z resztą typowy dla mojej osoby.
- A jeżeli nie zrobię zadania? - uniosła pytająco brwi.
- Otóż to. - wskazałem głową na wódkę. - Nie zrobisz jednego zadania walisz kielona, nie zrobisz drugiego walisz za karę następne dwa kieliszki. I tak dalej i tak dalej.
- Sądząc po Twojej minie i zaangażowaniu jest to seksistowska gra. A co jak się upijemy ? 
- To będziemy pijani. - wzruszyłem obojętnie ramionami. - Im dalej w las tym lepsza zabawa.
- Jaka jest największa ilość zadań których nie wykonałeś ? 
- Miałem piętnaście lat. - zaśmiałem się. - Film urywa mi się na szóstej rzeczy której zrobić nie chciałem.
- To walnąłeś 21 kieliszków. - stwierdziła po chwili z olbrzymim zdziwieniem. - Miałeś piętnaście lat? A gdzie byli rodzice ?
- Koniec pytań. -warknąłem. 
- Słońce to dopiero początek pytań. - założyła ręce na piersi a ja już wiedziałem, że ma na myśli niebieskie oraz żółte pola. 
- Gramy. Panie przodem. - podałem Octavii kostkę. Ona potoczyła ją po stole i ilość oczek wynosiła 3. Przesunęła swój, biały pionek na pole trzecie, które miało kolor czerwony.
Żeby było uczciwie sięgnąłem po pierwszą kartę z odpowiedniego stosiku po czym odczytałem jego treść. 

Wyjdź na balkon w samej bieliźnie i zacznij śpiewać jakąś 
miłosną piosenkę.

- W samej bieliźnie ?! Na tej obleśnej dzielnicy ? Pełno tu zboczeńców. - oburzyła się a ja nalałem jej do kieliszka. Jej wybór.
- Masz farta, że możesz to zrobić w bieliźnie. - zakpiłem.
- A jest zadanie bez? - otworzyła szeroko oczy.
- Nie wiem. Ale jak będziemy tak gadać to żadne z nas się nie dowie. 
Zgromiła mnie wzrokiem i widziałem, że walczy sama ze sobą. Widząc moją satysfakcję zdjęła swoje spodnie i koszulkę po czym w mgnieniu oka znalazła się na balkonie i zaczęła głośno śpiewać nieznany mi utwór.
Słyszałem jakieś gwizdy z dołu, oklaski oraz krzyki. Haha ma widownię. Sam z pokoju pożerałem jej apetyczne oraz zgrabne ciałko.
- No i co się gapisz? - mruknęła wracając do stołu.
- Nie sądziłem, że to zrobisz. - przyznałem zgodnie z prawdą.
- Nie dam Ci tej satysfakcji. - powiedziała wojowniczo i podała mi kostkę. 
Ja również stanąłem na trójce.

Pocałuj osobę po swojej prawej stronie.

- Ups. - zaśmiałem się głośno. - Wychodzi na to, że Ty siedzisz po mojej stronie.
- Ale to jest nie sprawiedliwe ! Po lewej to też będę ja.
- Pech.
Bez zastanowienia podszedłem do niej i przykucnąłem przy niej. Delikatnie dłonią uniosłem jej podbródek i złączyłem nasze usta, w krótkim jednak ostrym pocałunku. O mamuńciu... 
- Rzucaj - nakazałem bez dyskusji by mieć chociaż chwilę na dojście do siebie po tym zadaniu. Zielone.

Jesteś dziewicą/ prawiczkiem ? 

-Chyba śnisz, że Ci na to odpowiem. - postukała się w czoło i walnęła kieliszek, który już wcześniej jej przygotowałem.- No już. Na co czekasz? Na oklaski  ? - poganiała mnie.
Uśmiechnąłem się i sięgnąłem po kostkę. Wyrzuciłem szóstkę. Pole Żółte. Kurwa. Może kazać zrobić mi co chce lub zapytać o co jej się tylko zapragnie.
Na prywatne pytania dotyczące mojej osoby, rodziny nie odpowiadam, a przynajmniej jeszcze nie teraz, nie na trzeźwo.
- Co to było żółte pole ? - jej triumfalna mina zdradzała tyle, że doskonale wie co to było.
- Sądzę, że znasz odpowiedź na swoje pytanie,..


< Octavia ? <3 No popatrz jaka fajna gra c: Bardzo taka hmm... towarzyska :) No i co Ty tu dla Lionka wymyślisz?  Ano i wybacz, że tak długoooo odpisywałam ale no... yhmmm na pomysł z grą wpadłam dopiero wczoraj ^^ >

sobota, 21 marca 2015

Od Kici c.d: Lucasa

Uśmiechnęłam się lekko.
- Owocowa. - powiedziałam.
Usiadłam na kanapie i czekałam aż przyjdzie chłopak. Po chwili się zjawił, położył kubek z gorącym napojem na stoliku. Uśmiechem podziękowałam mu za napój i wzięłam kubek do ręki. Delikatnie dmuchnęłam, a po chwili wzięłam mały łyk. Odstawiłam kubek na stolik i spojrzałam na Lucasa. Zapatrzyłam się w jego ciemno brązowych oczach. Dzisiaj wyjątkowo widziałam, że chłopak częściej się uśmiechał niż przez ostatni czas. Jakoś wydawał się nieco bardziej, radosny? Jednak trzeba pamiętać o jednym, każdy człowiek ma w sobie dobro i zło... Dlatego zbytnio jeszcze ludziom nie ufam, może tak się zachowuje, ale tylko dlatego aby ich nie zranić. No, ale Lu to się zachowywał całkiem inaczej niż inni. Nie był taki, jakby to ująć w słowa... Po prostu nie był taki sam jak większość osób. Był inny. Czyżbym się znowu zamyśliła? Chłopak zaczął mi machać dłonią przed oczyma. Odsunęłam się trochę do tyłu.
- Zamyśliłam się. - powiedziałam nieco speszona.
Wzięłam kubek z napojem, wzięłam kilka łyków, po czym odłożyłam go na stolik. Patrzyłam na chłopaka, a po chwili przerzuciłam wzrok na kominek. Ogień spalający drewno, często ojciec lubił rozpalać w kominku... Ogień dawał ciepło rodzinne, takie zawsze miałam odczucie.

*

Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. W pewnym momencie spojrzałam na czas w telefonie, była już 21:36, czas szybko mija. Nie długo będę musiała wracać do domu, do Nera. Bynajmniej ktoś na mnie teraz czeka. Lekko się uśmiechnęłam, a Lucas na mnie spojrzał.
- O czym myślisz? - spytał nieco zaciekawiony.
- Nad tym, że ktoś na mnie w domu czeka, mianowicie Nero. - odpowiedziałam.
Przytaknął głową. Wstałam z kanapy i chciałam iść do toalety, ale się zatrzymałam. Chłopak na mnie patrzył przez chwilę.
- Gdzie jest toaleta? - spytałam.
Lucas wstał i wskazał mi, po czym ponownie usiadł na kanapie. Ja natomiast głupkowato się uśmiechnęłam i poszłam do toalety.
Po skorzystaniu, spuściłam wodę i umyłam ręce, po czym wytarłam w ręcznik. Wyszłam z toalety i powróciłam do chłopaka. Był zamyślony, więc skorzystałam z okazji i wzięłam aparat. Zrobiłam mu zdjęcie i się ocknął. Pokazałam mu zdjęcie i się zaczęłam śmiać.
- Słodko wyglądasz jak jesteś zamyślony, wydajesz się spokojny i skupiony na czymś. - powiedziałam.
Pokręcił głową i przewrócił oczami. Zaśmiałam się krótko. Chłopak włączył telewizję na jakimś programie, okazało się to jakieś romansidło.
- Przełącz błagam Cię... - mruknęłam.

<Lucas? Takie nijakie, nie miałam pomysłu :< >

Od Netian'a c.d: Nivan'a

Westchnąłem po raz kolejny i przeczesałem ręką włosy. Od kilku godzin starałem się wymyślić nowe jedzenie, ale nic z tego. Nie potrafię tego dziadostwa wymyślić
- Wender posuń tyłek. - mruknąłem zwalając mojego psa z kanapy. On jedynie spojrzał na mnie zirytowany i sobie poszedł
- Ta, najlepiej się obrazić! - zawołałem za psem i położyłem się na kanapie. Po chwili jednak Wender wrócił ze smyczą w zębach. Westchnąłem z irytacją ale to może być dobry pomysł, przewietrzę się i może w końcu coś nowego wymyślę do mojej restauracji. Uśmiechnąłem się lekko do mojej psiny po czym założyłem mu obrożę. Założyłem buty i bluzę.
- Do nogi! - zawołałem i tuż przy mnie pojawiła się moja psina.
- Idziemy - powiedziałem po chwili. Wziąłem smycz w rękę i wyszedłem z domu. Jednak świeże powietrze coś dało. Uspokoiłem się trochę i zrelaksowałem... jednak nie na długo bowiem po dziesięciu minutach spaceru zaliczyłem solidną glebę. - Co do cho... - urwałem gdy osoba na którą wpadłem pomogła mi wstać

<Nivan?>

Od Lu c.d: Kici

Dzień spędzony z dziewczyną był przesympatyczny. Zapomniałem wówczas o wszystkim złym oraz zdecydowanie częściej się uśmiechałem.
Choć była ona bardzo miła nadal traktowałem ją z dystansem, fakt mniejszym niż na początku ale jednak nadal z nim.
Szczerze mówiąc nie wiedzieliśmy o sobie nic konkretnego. Wiek no i pseudonim, bo nie sądzę że tak brzmi jej prawdziwe imię.
- A w sumie możemy udać się do mnie. - wzruszyłem ramionami.
- Okay, no to fajnie.- uśmiechnęła się słodko i w tamtej chwili to ja miałem ochotę zrobić jej zdjęcie.
- Mogę aparat ?
- A po co ? Nie usuwamy zdjęć. - pogroziła mi palcem.
- Jak lubisz taką kupę w aparacie to spoko ale trzeba cyknąć jakieś zdjęcia dla wyrównania.
Dziewczyna podała mi sprzęt a ja po kilku próbach go uruchomiłem. Zrobiłem głupia minę a ona zaczęła się śmiać. Pstryk i jedno zdjęcie zrobione.
Wskazałem palcem na jakiś obiekt w oddali a ona z zaciekawieniem się tam spojrzała. Pstryk i mamy kolejne ! Wyglądała na nim tak zagadkowo ale ewidentnie była skupiona.
- Co tam jest? - spojrzała na mnie przez ramię rozczarowana, iż nie może zlokalizować tego co chciałem jej pokazać.
- Nic. - oznajmiłem i kolejne dwa zdjęcia pojawiły się w galerii. - Robisz zabawne miny. - posłałem jej ciepły uśmiech.
- Nie masz uczuć ! -zabrała mi aparat i założyła ręce na piersi.
- A to czemu?
- Bo się mną bawisz. - kiwnęła głową.
- Ja? W życiu ! - broniłem się. - To tylko do zdjęć.
-  I kto tu robi zabawne miny ? Hmmm? - dała mi fleszem po oczach. 
- O nie ! 
Krzyknąłem i podchodząc do niej zacząłem ją łaskotać. Chichot dziewczyny był jak miód na serce i radośnie brzęczał w moich uszach.
Bawiąc się jak przedszkolaki nie spostrzegliśmy nawet kiedy się rozpadało... Najpierw delikatna mżawka a potem nie wiadomo kiedy, a tu już istna ulewa.
Ściągnąłem kurtkę i zarzuciłem ją dziewczynie na ramiona. Nie istotne było to, że już i tak byliśmy mokrzy do suchej nitki.

~*~

Otworzyłem drzwi i puściłem Kicię przodem, mokre buty, kurtki czy tam bluzy zostawiliśmy w przedpokoju.
-Nie ma co, pogoda to nam dopisała. - mruknąłem a dziewczyna kichnęła. - Na zdrowie. 
- Dziękuję. 
- Może herbaty ? 
- Poproszę.
- Emm... poczekaj. - nakazałem widząc jak ocieka z niej woda. Poszedłem do łazienki i sięgnąłem po dwa ręczniki. - Łap ! - rzuciłem je i udałem się do pokoju wyciągając swoją koszulkę. Był to zwykły bawełniany t-shirt jednak spokojnie będzie jej zakrywał tyłek. Spodni dać jej nie dam bo nie będzie to miało najmniejszego sensu... Ona taka chudziutka.- Jeżeli chcesz to się przebierz.
Rozpaliłem w kominku i nastawiłem wodę kiedy moja znajoma jako tako się podsuszyła.
- Ładnie Ci w tej koszulce. - stwierdziłem patrząc na nią maślanymi oczkami... fuck jaka ona jest zgrabna... 
- Lucas... - zwróciła się do mnie co oczywiście nie dotarło - Lucas ! Halo - machnęła mi ręką przed oczyma.
- C-co ? 
-Woda ! 
Faktycznie miała rację czajnik gwizdał oznajmując, iż woda jest już zagotowana.
- Owocowa czy zwykła  ?

< Kiciu ? Przepraszam, że tak długo ._. >

Nowy !

Nowy członek to Net Evans ! Witamy !

piątek, 20 marca 2015

Nowa!

Powitajmy Darlene ! 

Od Kici c.d: Nathana

Szliśmy przez prawie calusieńkie miasto. W końcu skończyłam go oprowadzać i wracaliśmy do domu. W sumie to wracaliśmy ścieżką, która wiedzie najszybciej do mojego domu. Kiedy zatrzymaliśmy się przed bramą chłopak spytał:
- Tutaj mieszkasz? - spytał.
- Pewnie. - odparłam dumnie.
Zaśmiałam się krótko, po czym weszliśmy na posesję. Poszliśmy na taras dookoła domu. Kiedy tam dotarliśmy, usiedliśmy na tarasie. Uśmiechnęłam się lekko w jego stronę. Po czym usłyszałam krótki sygnał. Wiadomość... Chciałam szybko ją odczytać z nadzieją, że to Lucas, ale no nie mogłam. Już kilkakrotnie przy Nathan'ie... Jednak tak mnie to kusiło, ale nie. Ciekawość musi zejść na drugi plan.
- Chcesz wejść do środka? - spytałam.

<Nathan? Nadal brakus wenus.>

Od Malii c.d:Jeremiego

Dopiłam do końca kawę i wyszłam z kawiarni. Ściemniało się już, więc skierowałam się w stronę apartamentu. Od razu poszłam się wykąpać i jeszcze pobawiłam się ze swoimi psami. Gdy było po dwudziestej trzeciej położyłam się spać. Jak zawsze wstałam o szóstej, aby zacząć szykować się do pracy. Jak zwykle o siódmej pojechałam do pracy. Wróciłam padnięta do domu, a nie miałam dzisiaj nic już praktycznie do roboty. W domu było czysto a moje dwa psiaki padnięte zabawą spały smacznie. Ja też poszłabym spać, ale mi się nie chciało. Gdy siedziałam sobie na kanapie w salonie zaczęłam bawić się telefonem. Po chwili przyszedł mi do głowy głupi pomysł. Wzięłam do ręki telefon i wybrałam numer Jeremi’ego. Oczywiście nie odebrał, ale nagrałam mu się.
- Hej tu Malia. Jak chcesz to do mnie wpadnij. Adres wyślę ci SMS. – powiedziałam rozłańczając się. Potem wysłałam adres i czekałam na odpowiedź.

( Jeremi ? U mnie też brak weny )

Od Nathana c.d: Kici

Spojrzałem na nią. Później na niebo.
-Ładna pogoda... Nie ma co...- stwierdziłem.- A niebo jest... takie niebieskie...-ddodałem zamyślony.
-Nie no? Naprawdę? No ty to jesteś faktycznie Sherlock...!- zaśmiała się. Zamknąłem na chwilę oczy i znów je otworzyłem patrząc na nią.
-A nie? No jest niebieskie? Jest.- uśmiechnąłem się pod nosem. Pokręciła głową śmiejąc się.- Idę się tu rozejrzeć... Jeszcze nie znam miasta... Pokażesz mi coś? Jakieś fajne miejsca czy coś tam?- spytałem.
-Mogę. I tak miałam wyprowadzić Nera.- odparła wstając. Ruszyliśmy. Ona prowadziła.

<Skąd ja to znam?! XD>

środa, 18 marca 2015

Od Jeremiego c.d: Megg

-Cześć-Rzuciłem nie patrząc jej w oczy
-Hej. Gdzie idziesz?-Powiedziała śmiało
-Eee...a co ciebie to obchodzi?-Fuknąłem złośliwie
Skrzywiła brwi.
-Nic. A zresztą...-Machnęła ręką i odeszła
Potarłem dłonią zraniony policzek. Mój biedny zraniony policzek. Wzrokiem nienawiści odprowadziłem ją do zakrętu. Na mój pech, spotkałem ją w miejsc,u do którego szedłem-weterynarza. Musiałem kupić maść uspakajającą dla Rozmaryna. Biedak, ma ro.zje.ba.ną psychikę. Ona była tam ze swoim psem. Zignorowałem ją i wszedłem do gabinetu. Kupiłem maść i chciałem już zwiać.
-Dobra, ja nie chcę mieć wrogów...-Usłyszałem za sobą cichy głos
Niechętnie spojrzałem na jej pupila, a później na nią.
-Okej, już dobrze. Ładny pies-Zmieniłem temat. Pies zaczął warczeć
-Nie zna cię-Usprawiedliwiła go dziewczyna
Chłodym tonem powiedziałem bezgłośne 'Aha' i spojrzałem na psa mrożącym wzrokiem.

<Megg?>

Od Jeremiego c.d: Malii

Dźwięk smsa. Jak oparzony wyskoczyłem z łóżka. Założyłem podkoszulek i odblokowałem telefon. Wiadomość od Malii. Przeczytałem ją. Uśmiechnąłem się. Naciągnąłem na siebie jeansy i t-shirt i wybiegłem z domu, lecz zatrzymałem się. Głupi ja. Przecież nie wiem gdzie mieszka Malia. Wyciągnąłem telefon. Kuz.w.a. Telefon padł. Zniechęcony wstąpiłem do kawiarni. Usiadłem i zamówiłem sobie szarlotkę z bitą śmietaną i lodami. Wziąłem pierwszą lepszą gazetę i zacząłem przeglądać strony. Nagle usłyszałem skrzypienie krzesła. Podniosłem wzrok. Malia. Odłożyłem gazetę.
-Hej...
-Witaj Malio. Miałem zamiar do ciebie iść, ale nie wiedziałem gdzie mieszkasz a telefon mi padł i...
-Dobra, dobra. Już starczy-Wymusiła uśmiech
-Postawić ci kawę?-Nie czekając na odpowiedź podszedłem do baru i poprosiłem o białą kawę.
-Nie musiałeś.-Szepnęła
Wzruszyłem ramionami i zabrałem się do pałaszowania szarlotki. Siedzieliśmy w milczeniu. Spojrzałem na gazetę. Na stronie, którą otworzyłem znajdował się repertuar kinowy. Nie było nic ciekawego. Z westchnięciem odłożyłem magazyn. Dokończyłem szarlotkę. Ziewnąłem.
-Cóż...ja się będę zwijać. Pa.-Mruknąłem
-Jeszcze raz dzięki za kawę-Zaczęła grzebać w torebce-Na pewno nie chcesz tych 6 złotych?
Uśmiechnąłem się tajemniczo i wyszedłem z kawiarni. Zaczęło się ściemniać. Ruszyłem znudzony do domu.

<Malia? Weno wróć! ;--;>

Od Kici c.d: Nathana

Spojrzałam na chłopaka.
- Po prostu. - odparłam.
Uśmiechnęłam się lekko. Nero cały czas patrzył na Nathan'a i warczał. Zatrzymałam się, przykucnęłam i podrapałam szczeniaka za uchem. Wreszcie przestał warczeć. W sumie on nigdy tak się nie zachowywał. Westchnęłam cicho. Stanęłam i spojrzałam na chłopaka.
- To co masz zamiar robić? - spytałam.
- Nie wiem jeszcze. - odparł krótko.
Przytaknęłam twierdząco głową na znak, że to zrozumiałam. Usiadłam na ławce i wyjęłam telefon. Sprawdziłam pocztę. Nie było żadnej wiadomości od Lucasa... No cóż, pewnie ma inne sprawy na głowie. Nie ważne. Ten temat zostawię dla siebie. Schowałam telefon i spojrzałam na szczeniaka. Uśmiechnęłam się lekko po czym popatrzyłam na Nathan'a.

Nathan?brak pomysłu.

poniedziałek, 16 marca 2015

Od Malii c.d: Bastien'a

Po chwili zrezygnowana puściłam rękę Bastien’a, ponieważ spojrzał na mnie lodowato. Spuściłam na kilka sekund wzrok, ale szybko wróciła moja pewność siebie.
- A nic chciałam Cię zapytać czy wpadłbyś kiedyś do mnie na kolację. Oczywiście jak będziesz miał wolny czas. – powiedziałam szybko uśmiechając się lekko.
- Jak będę miał kiedyś czas to na pewno wpadnę. – odpowiedział patrząc w ekran telefonu.
- Tylko wyślij mi SMS z uprzedzeniem, że wpadniesz. – rzekłam zaczynając iść przed siebie, aby nie przeszkadzać chłopakowi. Szybko wyciągnęłam z kieszeni płaszcza paczkę papierosów i zapalniczkę. Szybko wyciągnęłam jedną fajkę i zapaliłam ją. Po zaciągnięciu się wypuściłam dym.
- Nie mam twojego numeru. – odparł z daleka.
- Wyślę Ci numer wieczorem. – rzekłam głośno odwracając się do niego. Pomachałam mu i odeszłam. Szybko spaliłam do końca papierosa i udałam się do mojego mieszkania. Po powrocie pobawiłam się jeszcze godzinę ze swoimi pupilami i zabrałam się za sprawdzanie dokumentów. Po półtorej godzinie skończyłam wszytsko. Poszłam się szybko wykąpać i potem zrobiłam sobie lekką kolację. Na dworze byłam ładna pogoda, więc usiadłam na kanapie na balkonie. Sięgnęłam po telefon i wysłałam swój numer telefonu Bastien’owi.

( Bastien ? )

niedziela, 15 marca 2015

Od Bastien'a c.d: Malii

Ledwo co wszedłem do restauracji a już kelnerzy i kucharze kręcili się obok mnie mówiąc, że szef chce mnie widzieć. W końcu nie mogąc wytrzymać zmierzyłem ich spojrzeniem, zamarli a potem wrócili do swoich zajęć. Odetchnąłem z ulgą i nakładając ubrania służbowe poszedłem do szefa. Jego biuro było na piętrze, po samym wejściu na górę widać było drzwi ów biura. Zanim zapukałem odetchnąłem głęboko, takie wezwania nigdy nie wróżyły nic dobrego. Uniosłem rękę i przysunąłem ją do drzwi. Miałem już zapukać ale zawachałem się. "No pukaj." Spuściłem głowę i zastukałem w drzwi. Z wnętrza pokoju słychać było ciężkie kroki i głosny oddech. Szef otworzył gwałtownie drzwi, wręcz podskoczyłem kiedy mój wzrok zetknął się z jego spojrzeniem. To spojrzenie przeszyło mnie i sprawiło, że znów spuściłem wzrok. Mężczyzna gestem zaprosił mnie do środka, zamknął drzwi po czym usiadł za biurkiem.
-Siadaj.
Wręcz warknął, z szafki wyciągnął brandy i dwa kieliszki. Bez pytania wypełnił kieliszki alkoholem po czym podał mi jeden z nich. Oparł się wygodnie o oparcie fotela i jednym haustem opróżnił kieliszek, odetchnąłe głeboko po czym starał się coś z siebie wydusić.
-Jutro ma przyjechać krytyk kulinarny.
Uniosłem brew i duszkiem wypiłem brandy. Czekałem aż wuj coś doda jednak on milczał.
-A co to ma wspólnego ze mną ?
-To, że całą sprawę zostawiam w twoich rękach. Masz szansę na awans.
Uśmiechnął się szeroko nalewając alkohol do kieliszków. Oparłem łokcie na jego biurku po czym pochwyliłem się nad nim i niedowierzaniem patrzyłem się na mężczyznę.
-Nie patrz się tak na mnie. Już do pracy, ale wypij jeszcze.
Podsunął mi kieliszek a kiedy tylko odstawiłem go na biurko odesłał mnie. Schodząc po schodach szukałem telefonu aby zadzwonić do menadżera. Po krótkiej rozmiowie ustaliliśmy, że mam przyjść do jego mieszkania po pracy.
~*~
Skończyłem o 16:00, od razu wypadłem z budynku restauracji. Po drodze nakładałem kurtkę. Szedłem szybko jako, że Reiley miał czas tylko na dwie godziny. Ludzie w parku jak zwykle patrzyli się na mnie jak na obcego, ignorowałem to. W pewnym momencie wpadła na mnie Malia.
-Nic się nie stało. Ale teraz muszę iść.
Wyminąłem ją ale dziewczyna chwyciła mnie za rękę. Obróciłem się w jej stronę i zmierzyłem chłodnym spojrzeniem.
-Może...
Przerwała widząc mój wyraz twarzy, westchnąłem przewracając przy tym oczami.
-Mów śmiało bo się trochę śpieszę.
Mruknąłem na co Malia drgnęła.

(Malia? )

Od Melloow c.d: Chris'a

Stałam przed drzwiami do mieszkania jak głupia, nadal będąc w lekkim szoku. Dopiero, kiedy uświadomiłam sobie, że za nimi czeka na mnie wygłodniały kot, zaczęłam niemrawo grzebać w torebce w poszukiwaniu kluczy. Miałam tam tyle pierdół, że w końcu się wkurzyłam i rzuciłam nią o podłogę. Usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła, a kilka rzeczy wysypało się. Kiedy już miałam zdewastować ten piepszony zamek, doznałam olśnienia i wyjęłam spokojnie klucze z kieszeni płaszcza. Na klatce już unosił się cytrusowy zapach rozbitych perfum, więc ociężale pozbierałam przedmioty i otworzyłam mieszkanie. Już na progu przywitało mnie przeciągłe miauczenie kocicy.
- Tobie też rozleguluje się żołądek, sory - mruknęłam zakluczając drzwi i ściągając buty. Nasypałam Morte karmy z jakimś mięsem i wstawiłam do mikrofali popcorn z torebki. Kot je pożądniej ode mnie...
Nagle zadzwonił telefon. Zdecydowaną jego zaletą było to, że nie wyświetlał nieodebranych połączeń i nie nagrywał na sekretarkę. Pełen luz. Podniosłam słuchawkę.
- Melloow la Gladius, słucham? - zakręciłam kosmyk włosów na palec.
- Ty szmato, gdzie byłaś całą noc?! - usłyszałam w słuchawce nawalony głos szefa. Byłego szefa. Skrzywiłam się.
- W domu - odpowiedziałam spokojnie.
- Jeśli nie zjawisz się dzisiaj, możesz pomarzyć o wypłacie!!! - ryczał. Postałam chwilę nie odzywając się. Kiedy czułam, że jest bliski kolejnego wybuchu, odezwałam się:
- Ja. Już. Tam. Nie. Pracuję. - Wycedziłam słodkim tonem.
- Co?! - zarechotał do słuchawki. - Jeszcze będziesz mi BUTY lizać, żebym ci pozwolił wrócić, ty...
- Nigdy. Tam. Nie. Wrócę. Pogodzisz się z tym, dobrze? - wyszeptałam zimno i odłożyłam słuchawkę. Kiedy chciałam wrócić do kuchni, zadzwonił po raz drugi.
- Nigdy. Tam. Nie. Wrócę... - zaczęłam jeszcze raz, powoli. Żeby dotarło do tego pustaka.
- Co ty gadasz, Melloow? Tu Matt. Jeden z fotografów jest zainteresowany tobą po obejrzeniu twojego portfolio, które mu pokazałem. Zostawię mu namiary na ciebie, dobra?
- Matthew sory, ale kończę ten biznes... - odparłam niezdecydowana.
- Nie rób sobie jaj dziewczyno, masz szansę trafić na okładkę!
- Wiesz, że nie dam sobie zrobić zdjęć nago - pokręciłam głową.
- Może uda się coś wynegocjować. Masz czas do jutra wieczorem, zastanów się - powiedzial poważnie, a ja poczułam potworny smród spalenizny i zobaczyłam szary dym wydobywający się z kuchni.
- Matt sory, muszę kończyć - rzuciłam słuchawkę, z której krzyczało tylko ,,zastanów się, zastanów!". W jednej chwili zaszczypało mnie w oczy. Krztusząc się wyrwałam z kontaktu kabel od mikrofalówki i otworzyłam na ościerz oba okna. Musiałam zamknąć kota w łazience, żeby znowu nie zwiał, i nie zważając na wszystko wzięłam resztki torby i jedną wielką czarną popcornową masę, i wywaliłam przez okno. W całym mieszkaniu było aż czarno od dymu.
- To by było tyle z mojej kolacji - mruknęłam. Spaloną mikrofalą postanowiłam się zając później, póki co w napadzie lenistwa wzięłam z szafki jakieś stare chipsy i wypuszczając Morte, rozwaliłam się przed telewizorem.
~*~
Rankiem obudziłam się obolała i niewyspana. Nie założyłam wieczorem soczewek, dlatego teraz słabo widziałam. Zasnęłam w ubraniu, na twardej sofie i przy włączonym programie. Ustawiłam budzik tak, jak trzeba i teraz mam za swoje. Jeszcze kilka dni temu, wracałabym właśnie z którejś zmiany i leżała sobie przed jakąś telenowelą. Jęknęłam, gdy potknęłam się na ciuchach i wysypałam na siebie resztę chipsów. Ledwo dobrnęłam do łazienki, bo panujący wokoło syf nie pozwalał się normalnie poruszać. W łazience było nie lepiej. Rozsypana kuweta Morte, którą powinnam już dawno wyczyscić, jakieś walające się podpaski i rozwalone kosmetyki.
- Melloow, jesteś jednym wielkim syfem - mruknęłam do siebie, biorąc prysznic.
Następnie wybór ubrań, hm. Dłuższa sukienka? Tak ze trzy centymetry mu spasuje? Miejmy nadzieję, że tak. Kiedy się malowałam, przypomniało mi się wczorajsze przejście. Zaczerwieniłam się na myśl o pocałunku. Wczoraj tego nie roztrzasałam, nie było czasu. Czemu on to zrobił? Przecież nie jestem blondynką... ,,ale IQ masz niższe niż niejedna blondynka" - pomyślałam z dezaprobatą. W końcu się wyszykowałam. Zegarek wskazywał na to, że na bank nie zdążę zjeść śniadania. Wymieniając jedzenie kocicy, chwyciłam jabłko i wybiegłam z mieszkania, uprzednio je zamykając. Winda znowu nie działała, więc leciałam na zabicie z dwudziestego piętra.
Przed sklep dotarłam dwie minuty przed czasem, jej. W przejściu przywitał mnie Christopher, który niemalże od razu odrzucił mnie wzrokiem. To było dziwne widzieć go teraz... Tak po tym wszystkim.
- Spodziewałem się tego - warknął i zaprowadził mnie do gabinetu.
- Niby czego?!
- Dłuższa spódnica, nie spóźnianie się i jedzenie, to tak dużo?!
- Przepraszam cię najmocniej, ale spódnica JEST dłuższa, nie spóźniłam się tylko byłam dwie minuty przed czasem, i JEM! - zaczęłam się bronić, co było do mnie niepodobne.
- Założysz to - wyjął z szafy jakiś najobrzydliwszy szary kostium jaki widziałam.
- I ty myślisz, że ja to, k.urwa, włożę? - wskazałam na ubrania. Garsonka była chyba z dziewiętnastego wieku, spódnica była po łydki, a koszula zapinała się po brodę - nie mogłam na to patrzeć!
- Tak właśnie myślę.
- Gdybym miała babcię, nawet ona by tego... Tego czegoś nie włożyła! - parsknęłam rzucając mu wyzywające spojrzenie. Oparłam dłoń na biodrze. Zobaczyłam błysk w oczach chłopaka.
- Albo zakładasz to, albo cię zwalniam, albo idziemy do ciebie, i ja ci coś wybiorę - zrobił nie wyrażająca niczego minę, którą miał opanowaną chyba do perfekcji. Gdybym miała wodę, pewnie znowu stałby mokry. I ja mam wybierać? Żadna z propozycji nie jest kusząca...
- Tylko szybciej, bo już będę musiał z tobą zostać kolejne pół godziny - rzucił nadal trzymając kostium. Skrzywiłam się i odetchnęłam.
- W takim razie... W takim razie idziemy do mnie - dopiero gdy to powiedziałam, uświadomiłam sobie o czym mój mózg zapomniał. Syfsyfsyf. Jeszcze raz spojrzałam na zestaw, który Chris właśnie chował do szafy.
- Chociaż w sumie... Dobra, chodźmy - westchnęłam pokonana.
~*~
Na szczęście nie było wczorajszej powtórki z rozrywki z kluczem. Zanim otworzyłam drzwi, spojrzałam na chłopaka i wydęłam wargi.
- Sam się o to prosiłeś... - powiedziałam, a on wywrócił oczami. Już widzę tę jego krzywą minę, która ujawni się za progiem.
Zaraz po wejściu rzuciłam sarkastycznie:
- Nie ściągaj butów, bo później ich nie znajdziesz.
- Jak uważasz - z kamienną miną rozglądał się dookoła. Prawie zachichotałam, kiedy zmarszczył nos.
- Powiedz mi, dlaczego tu tak śmierdzi? - chyba nie mógł się powstrzymać.
- Efekt moich kulinarnych poczynań - wzruszyłam ramionami.
- Masz szczęście, że nie mam restauracji, bo wtedy jedyne stanowisko dla ciebie to byłby zmywak - nie skąpił sobie kpiny Christopher.
Przeszliśmy do sypialni, czyli salonu. Już przy wejściu prawie zaplątałam się w wiszący na drzwiach biustonosz. Szybkim ruchem zerwałam go i rzuciłam gdzieś w kąt. Przez ramię zauważyłam śmiejące się oczy chłopaka.
- Tu masz szafę. Wybieraj co ci się podoba - prychnęłam wskazując na mebel. Miałam wątpliwości co do jego wyborów, ale im szybciej to załatwimy, tym mniej będę mieć nadgodzin. Poza tym nie mam tam nic, czego nie noszę. Usiadłam wygodnie na kanapie i obserwowałam jego poczynania. Kiedy otworzył szafę, natychmiast wysypała się z niej góra ubrań. Koło mnie położyła się kocica, także lustrujac przybysza. Christopher spojrzał na mnie spojrzeniem, które mówi tyle co ,,really?". Zastanawiałam się, po jakim czasie mnie zwolni. Obstawiam tydzień, może krócej.
Nagle jego wzrok padł na jedną z niewielu rzeczy, które miałam powieszone w szafie. Czarny, pogrzebowy żakiet i najdłuższa spódnica, jaką posiadam, do kolan. To najbrzydsze i najrzadziej używane rzeczy jakie mam. Wstałam, a on wyjął ubrania z szafy takim ruchem, jakby się bał, że zaraz wylecą z niej nietoperze.
- Proszę - powiedział spokojnie podając mi rzeczy.
- Czemu chcesz mnie oglądać w takich śmieciach? - zapytałam ciężko.
- Śmieci to ja widzę jedynie na podłodze. Wszędzie - rzucił oschle, a ja puściłam to mimo uszu. Szybko aczkolwiek niechętnie się przebrałam, i wróciłam do Chrisa, który w tym czasie zdążył już pewnie przepenetrować połowę mojego mieszkania.
- Wyglądam jak... - nie dokończyłam widząc minę chłopaka.
- Jak uczciwy człowiek. A teraz łaskawie chodź, bo czas to pieniądz - pociągnął mnie w stronę drzwi. Zrezygnowana zamknęłam drzwi.
~*~

Cały dzień minął stosunkowo szybko i był stosem papierów oraz wylanych kaw. No i poirytowanych moją niemrawą obsługą klientów. A także wkurzeniem Christophera, w szczególności wtedy, kiedy przyłapał mnie na paleniu. Ale nie było tak tragicznie. Tym razem chłopak nie upierał się przy odprowadzeniu mnie. Staliśmy chwilę przed biurem, a mi na myśl o papierosie trzęsły się ręce.
- Zimno ci? - uniósł brew.
- Nie - pokręciłam głową z niewielkim uśmiechem. - Może zapomniałeś, ale jestem uzależniona.
- Przestań - zrobił zarozumiały wyraz twarzy. - Tak zawsze bywa, kto zanadto używa.
- Wszystko jest trucizną, decyduje tylko dawka - uniosłam oczy ku niebu.
- ,,Nic w nadmiarze" - Pitagoras - wyszczerzył się.
- ,,Rzucić palenie? To łatwe. Próbowałem to że sto razy" - Mark Twain - wydęłam wargi i nieznacznie zbliżyłam się do chłopaka. Potem jeszcze trochę, i trochę. W końcu popatrzyłam w te jego oczy z niebezpiecznie bliskiej odległości. Dotknęłam jego torsu. Przez krótką sekundę sprawiał wrażenie zahipnotyzowanego, wtedy przechyliłam delikatnie głowę. Nagle złapał mnie za nadgarstek.
- Zagalopowałem się, rozumiesz? - powiedział odwracając wzrok. Wyrwałam rękę.
- Tyle masz mi do powiedzenia?! - krzyknęłam wściekła.
- Melloow, nie teraz - wyprostował się.
- Nie? To kiedy?! Kiedy?! - wrzasnęłam jeszcze i odwróciłam się na pięcie. - Do jasnej c.holery, jesteście wszyscy tacy sami - wydusiłam przez zęby i zaczęłam szykim krokiem się oddalać. Jeśli moja chora podświadomość myślała, że ten gbur za mną pobiegnie, lub coś innego, to się grubo przeliczyła. Zatrzymałam się na wczorajszym przejściu, bo było czerwone światło. Znowu. Miałam ochotę rzucić się pod samochód, ale zamiast tego przyspieszyłam kroku i po chwili byłam na klatce. Otworzyłam drzwi i rzuciłam torbą. Zabrałam telefon i wykręciłam numer
- Matt? Jestem zainteresowana... Tak. Tak. Jutro na dwunastą? Świetnie.

<Chris? ;* takie rzeczy się porobiły default smiley :d liczę na komentarz burdelu Mell ^^ >