Musiałem chwilę poczekać, aż dotrze do mnie to, co powiedział. Zmarszczyłem brwi i usiadłem opierając się o ścianę budynku. Nie zakładałem bluzy, bo właśnie poczułem gorąc jaki panował. Ale się porobiło. Chłopak patrzył na mnie dziwnym wzrokiem. Wydawał się być chyba trochę rozbawiony (albo przerażony?). Pewnie uznał mnie za ćpuna albo co. Oj mamo, ale się porobiło. Normalnie pewnie wstałbym i poszedł sobie bez słowa, ale coś kazało mi się wytłumaczyć przed nim z tego wszystkiego. Byle szybko, bo bałem się jakiegoś nawrotu tego cholerstwa.
- Nie piłem. Na serio nie piłem - uśmiechnąłem się do niego szeroko.
O rany. Uśmiech bynajmniej nie pomógł, gdyż chłopak wyraźnie cofnął się o pół kroku. Ale... ja nie chciałem... Nie miałem nic złego na myśli. Ojej. He he
- Martin - burknął. Zdawał się być jeszcze bardziej zażenowany zaistniałą sytuacją niż ja.
- No cześć - zaciąłem się i po chwili dodałem - Gavriil... jestem. Przepraszam za ... - machnąłem ręką w jakimś nieokreślonym kierunku. - ...to? Ja chyba się przeziębiłem czy co, bo miałem gorączkę i takie tam... No i zasłabłem tutaj chyba... eee... Nie brałem nic. Chyba.
- Przeziębienie? Gadasz jak ćpun.
Parsknąłem śmiechem, ale szybko się uspokoiłem, bo zdałem sobie sprawę, że jego opinia na mój temat coraz bardziej się ujednoznacznia. Wstałem z lekką pomocą ceglanego muru, o który się podparłem.
- Ja tak mam, przyjacielu.
< Martin? przesyłam Ci tam wiaderko weny~ >