Poszłam na spacer z Danny'm. Było dosyć ciepło, cicho. Dla mnie idealnie. Niedaleko mojego mieszkania, były.góry. Pomyślałam że to będę fajna przygoda. Poszliśmy tam. Najpierw ziemia była płaska. Z kroku na krok, było coraz stromiej. Jednak dalej się wspinaliśmy. Wkońcu doszliśmy ma szczyt. Widok był piękny. Zmęczona usiadłam na kamieniu, a mój pies obok mnie.
Siedzieliśmy tam do wieczora. Słońce zachodziło, a na niebo wylało się setki kolorów. Wyglądało to pięknie... Ale w końcu trzeba było wrócić do domu. Powoli i ostrożnie zeszliśmy z góry prosto do domu. Danny od razu położył się. Na moim łóżku i zasnął. Ja zaraz po nim.
Rano wyszłam pobiegać. Zapatrzyłam.się na coś... Nagle na kogoś wpadłam.
- Sorry.
Mruknęłam i biegłam dalej.zatrzymałam się na ławce w parku.
- cześć.
Ktoś usiadł obok mnie.
- Znam cię?
Prychnęłam.
Ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz