wtorek, 28 kwietnia 2015

Od Olivii c.d: Remigiusz

Spojrzałam na chłopaka, kręcąc głową i podchodząc do niego. Złapałam w palce jego brodę i skrzywiłam się, obracając jego twarz przodem do siebie.
- Okropnie wyglądasz - westchnęłam.
Chłopak roześmiał się.
- Spodziewałem się czegoś w stylu 'dziękuję' - przyznał, śmiejąc się.
- Bo naprawdę dziękuje... - zaczęłam, patrząc na niego pytająco.
Chłopak uśmiechnął się, nie zważając na rozbitą i opuchniętą wargę.
- Remigiusz. ReZi - dodał.
Skinęłam głową z delikatnym uśmiechem.
- Olivia - przedstawiłam się. - Mam nadzieję, że nigdzie Ci się nie spieszy? Bo na pewno porwę Cię do siebie, by Cię opatrzyć - postanowiłam.

(ReZi?)

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Od Schulyer

Dzień zleciał mi dość szybko, jakby nie patrzeć mój zawód jest dość wyczerpujący. Do domu wróciłam tak około dziewiętnastej, wiedziałam, że nie mogę rzucić się na łóżko i zasnąć, bo musiałam wyprowadzić Lumię. Tak więc poderwałam swoje dupsko z kanapy i chwyciłam za szelki i smycz. Zagwizdałam i po chwili przy mojej nodze pojawiła się wilczyca, zapięłam jej uprząż na torsie i przypięłam smycz, po drodze do drzwi chwyciłam kluczyki i gdy już szybkim krokiem wygramoliłyśmy się za drzwi przekręciłam kluczyk w dziurce i ruszyłyśmy do windy, ( no co nie będę się fatygowała kilkadziesiąt pięter w dół schodami jak jest taka wygoda jak winda). Kliknęłam przycisk z liczbą 0 i winda ruszyła. W myślach liczyłam ile pięter nam zostało 3…2…1…0. Zatrzymała się z lekkim klapnięciem. Wyszłyśmy równym, szybkim krokiem, a po drodze kłaniali mi się wszyscy pracownicy budynku, typowym przesłodzonym głosikiem:
- Dobry Wieczór, panno van Alen. To idealny moment na wieczorną przechadzkę.
A ja ze sztucznym uśmiechem przytakiwałam im i czym prędzej gnałam do głównych drzwi, sytuacja powtórzyła się jeszcze chyba ze dwa razy, bo potem to już praktycznie biegłam do drzwi. Tak… Świeże powietrze…  Szłam tak zamyślona, gdy na kogoś wpadłam bym się przewróciła gdyby ktosiowe silne ręce nie podtrzymały mnie. Był to w 100 % chłopak, ale staliśmy w takim miejscu, że nie byłam w stanie zobaczyć kto to jest, jedno było pewne był ode mnie cholernie wyższy, scena z daleka musiała wyglądać prze komicznie bo ja przy nim to karzełek.
- Przepraszam. – wybąkałam i zauważyłam, że chłopak chce coś powiedzieć.

*Ktoś? Coś?*

Nowa!

Powitajmy Schuler van Alen~!

piątek, 24 kwietnia 2015

Nowy!

Powitajmy Lee Zhang'a !

czwartek, 9 kwietnia 2015

Od Bastien'a c.d: Mali

Wychodziłem od Riley'a kiedy przyszedł do mnie sms od Malii. Uśmiechnąłem się pod nosem zapisując numer telefonu do kontaktów. Przez chwilę zastanawiałem się czy do niej napisać jednak po tym krótkim namyśle schowałem telefon do kieszeni. Szedłem przez miasto w stronę jednego z wieżowców. O dziwo panowała cisza, zero samochodów na ulicach, ludzi też za bardzo nie było. Po 20 minutach stałem już w progu swojego mieszkania, odruchowo spojrzałem na zegarek. Była 22:40, byłem tak bardzo zmęczony. Padłem na kanape, zaraz pojawił się przy mnie Joy. Kot miałczał głośno domagając się jedzenia, pogładziłem go po głowe i chcąc nie chcąc podniosłem się z kanapy. Joy plątał mi się między nogami co utrudniało mi dojście do kuchni. Wkurzony chwyciłem kota i postawiłem go na półce specjalnie dla niego "urządzonej". Kot ułożył się na wyłożonej kocykiem półce, przyglądał mi się machając przy tym ogonem. Zmierzyłem kota wzrokiem, z szafki wyjąłem jego chrupki i trochę konserwy. Zmieszałem wszystko w misce którą postawiłem pod półką. Joy zeskoczył z półki i zabrał się za jedzenie, ciesząc się że zwierzę nie będzie mnie już męczyć poszedłem do łazienki.
~*~
Siedząc w samych spodniach dresowych przerzucałem kanały w telewizjii, na żadnym z nich nie było niczego wartego obejrzenia. Ciągłe wibracje telefonu doprowadzały mnie do szału jednak jestem po pracy i nie mam zamiaru rozmawiać z pracownikami. Dopiero kieszy zadzwonił szef raczyłem odebrać.
-Czemu nie odbierasz telefonów od pracowników ?
-Emm. Jestem zajęty ?
-Jak przygotowania na jutrzejszy dzień ?
-Zaraz będę ustalał wszystko.
Szef dawał mi różne instrukcje które przyjmowałem bez słowa. Po kilkunastu minutach połączenia grzecznie pozbyłem się wuja wymigując się pracą. I rzeczywiście musiałem się za nią wziąć. Ze stolika wziąłem laptopa, szybko zalogowałem się na stronę restauracji. Sprawdzałem różny opinie, spisy i wykresy. Moje skupienie przerwał dzwonek telefonu. Nie patrząc kto dzwoni kliknąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem telefon do ucha.
-Bastien ?
-Mhm. Kto mówi ?
-Malia.
Lekko drgnąłem, spojrzałem na zegarek. Było późno, tyle tylko powiem.
-Już późno nie uważasz ?
Byłem lekko jakby to powiedzieć, poirytowany jako, że przerwano mi w pracy. Malia chciała coś powiedzieć jednak powstrzymała się.
-Coś się stało ?
Mruknąłem wbijając wzrok w monitor.

(Malia ?)

Od Touki c.d: Remigiusza

-Spoko, w sumie mam to gdzieś cześć- powiedziałam i poszłam przed siebie
-ee? - Chłopak coś powiedział do kamery i mnie dogonił
-Co chcesz?-zapytałam idąc przed siebie
-No nie wiem, może powiesz mi swoje imie?
-Spadaj XD
Szybko poszłam przed siebie, chłopak wyczuł, że powiedziałam to dla jaj i..

<Rezi?>

Od Lou c.d: Lilith

Mam nadzieję, że Lilith załapie matematykę. Chciałbym ją czegoś nauczyć, ale z jej zaangażowaniem równym zeru to chyba nie będzie możliwe. Przez cała naukę czułem jej swój wzrok na sobie, ale ignorowałem to.
- Nic się nie nauczysz jak będziesz się tak na mnie patrzyła.- powiedziałem i wskazałem palcem na jej zeszyt.
Dziewczyna rozwiązywała zadania, a ja sprawdzałem czy je dobrze robiła. Czasami były jakieś przerwy i rozmawialiśmy o sobie. Lilith opowiadała, że ma starszego brata, że widzi w nim autorytet i ma do niego szacunek. Nie chciałem jej mówić o swojej przeszłości. Powiedziałem jej tylko, że mieszkam tu od niedawna i chciałbym bliżej poznać to miasto.
- No to chyba już koniec. - oznajmiłem i uśmiechnąłem się promieniście do dziewczyny. Ona wstała powoli i zachwiała się .
- Wszystko dobrze?- spytałem z zaniepokojeniem.
- Oczywiście - powiedziała cicho i wzięła swoją szklankę do ręki.
Podszedłem obok, by zabrać jej ją. Nagle dziewczyna jak postrzelona upadła. Zerwałem się i przed samym upadkiem złapałem ją. Była ledwo przytomna. Przerażony położyłem ją na kanapie. Niestety, gdy upadała, wylała na mnie napój i moja koszulka była cała mokra. Zdjąłem ją i podszedłem do szafy, aby się przebrać.
Już miałem zabierać koszulkę z półki i zakładać na siebie, ale usłyszałem za sobą jak Lilith się przebudza. Rzuciłem ją na. Szybko podszedłem i usiadłem obok.
- Zadzwonić na pogotowie? - spytałem zmartwiony. Nie chciałem, aby jej się coś stało. Tym bardziej jakby się coś stało byłoby to na mnie..
- Nie trzeba, już mi lepiej, to od..- w tym momencie spojrzała na mnie .- od upału - otrząsnęła się.
- Dobrze, ale w takim stanie Cię do domu nie puszczę...



Lilith?^^ hueheuheuehueheh co wyniknie z tego ? >.< Przepraszam ,że takie krótkie :c

środa, 8 kwietnia 2015

Od Octavii cd Lionka

Dzisiejsza zmiana była spokojna i nie było na niej dużo do roboty. Szef powiedział nam, że przez następne dwa dni lokal będzie ogólnie zamknięty, zostanie tylko parę osób, bo robimy uzupełnianie zapasów i sprzątamy, bo zapowiedział się sanepid. Na szczęście nie padło na mnie.
Wracając do domu z pracy cieszyłam się, że będę mieć wolne. Szłam zamyślona praktycznie środkiem chodnika i w pewnym momencie na kogoś wpadłam. Już miałam powiedzieć coś tej osobie, gdy zobaczyłam znajomą mi twarz.
-Octavia!-krzyknęła dziewczyna, na którą wpadłam i rzuciła się mnie uściskać.
-Zuzanna!-także ją objęłam.-Czy Ty czasem nie wyjechałaś?-spytałam.
-Och, dużo się zmieniło..-powiedziała.
-W takim razie chodźmy do mnie.-zaoferowałam.
Poszłyśmy. Przez całą drogę rozmawiałyśmy o jakiś mało istotnych rzeczach. W końcu weszłyśmy do mojego mieszkania, powiedziałam dziewczynie, by czuła się jak u siebie, sama przeszłam do kuchni, by coś przygotować.
-Wychodzę za mąż.-usłyszałam.
-Naprawdę?-spytałam. Nic dziwnego, Zuzanna ciągle znajdowała sobie facetów, więc w końcu znalazła też Tego Jedynego. Poza tym mimo swego niskiego wzrostu była śliczna. Długie ciemne włosy, ostre słowiańskie rysy i jasne oczy u niej świetnie się zgrywały. Była taką małą wróżką, którą chce się schować do kieszeni i zatrzymać na dłużej. Jednak w przypadku Zuzanny, wróżka zazwyczaj gryzła i kopała.-Za kogo? Opowiadaj!
-Jean-Pierre.-odparła. Uniosłam brwi, a ona tylko pokiwała głową. Chwilę stałyśmy w bezruchu, potem Zuzanna pisnęła ze szczęścia niczym mała dziewczynka. Normalnie jej nie poznaję.
-Gratuluję.-powiedziałam i wzięłam ją w objęcia.
Jean-Pierre to znajomy także mi fotograf.
-Jak długo?-spytałam.
-Od czasu kiedy wyjechałam.-wytłumaczyła. Popędziła do przedpokoju i przyniosła ręcznie robione zaproszenie.
-Przed moim wyjazdem na krótko kogoś pooznałam, ale gość okazał się strasznym kobieciarzem i wku.. irytował mnie na każdym kroku.. Więc zostawiłam go. No a potem wyjechałam na kontrakt i, jak wiesz, pojechał też Jean-Pierre. No i potem już samo się potoczyło... Swoją drogą ten kontrakt byłby dla Ciebie świetny.-wtrąciła.-To wielka szkoda, że nie pojechałaś.
-Skończyłam ze zdjęciami.-mruknęłam.-Napijesz się czegoś?
-A masz coś mocniejszego?-spytała. Kiwnęłam głową i sięgnęłam do szafki z alkoholami. Wyjęłam wino, a z szafki obok kieliszki.
-Kaspian, prawda?-spytała jak zwykle trafiając w sedno. Cholerny synalek właściciela studia...
-Nie chcę o nim gadać.-wyburczałam.
-Ugh... Co za dupek...-mruknęła. Podałam jej kieliszek.
-Stara historia... Lepiej opowiadaj, co u was.
***
Dopiero gdy Zuzanna wyszła odczytałam wiadomość od Liona. Poszłam więc do niego. Byłam troszkę wstawiona, muszę przyznać.
Lion wyglądał na złego. No nie chciałam się spóźnić, naprawdę... Poza tym, co go ugryzło z tym ślubem? Bardzo chciałabym z nim iść... No bo z kim innym? Ale nie będę go tym teraz męczyć. Zostawiłam mu tylko karteczkę z wiadomością, że mam dwa dni wolnego i żeby jutro, koło czwartej się u mnie zjawił, i wyszłam.
***
Jakie to wspaniałe uczucie, gdy wiesz, że nie idziesz do pracy i możesz dłużej pospać...
Wstałam koło jedenastej i poszłam coś zjeść. Obmyślałam taktykę, którą przekonam Liona, by poszedł ze mną na ślub. Bardzo chciałabym z nim się tam pojawić...
Zjadłam płatki z mlekiem i schowałam naczynia do zmywarki. Lekki, pulsujący ból z tyłu głowy dawał mi się we znaki. Włączyłam TV, wzięłam z zamrażarki wielkie pudełko lodów ciasteczkowych i zasiadłam na kanapie. Gdy opróżniłam pudło mniej więcej do połowy wyłączyłam telepudło, odłożyłam lody do zamrażalnika i wróciłam do sypialni, gdzie ległam na łóżku, i zaczęłam czytać.
Gdy skończyłam parę rozdziałów była druga. Westchnęłam. Za jakieś dwie godzinki przybędzie Lion, więc mogę jeszcze trochę poleniuchować. Szczerze, to gdybym tylko mogła, cały dzień przesiedziałabym w krótkich spodenkach od piżamy i sportowym staniku, bo na to składał się teraz mój wygodny, domowy strój.
Jakieś piętnaście minut później usłyszałam dzwonek do drzwi, poszłam więc otworzyć. Przez wizjer zobaczyłam, że to Lion, który najwyraźniej wpadł wcześniej, więc otworzyłam mu.
-Wchodź, wchodź.-powiedziałam. Chłopak wszedł do środka i zdjął kurtkę.
-Cześć.-mruknął.
-No hej.-uśmiechnęłam się i dałam mu całusa w policzek.
-Wiesz... Przepraszam Cię za wczoraj.-powiedziałam ze wzrokiem wbitym w podłogę.
-Mogłaś chociaż napisać, że będziesz później...
-Masz rację mogłam.. Ale jakoś tak wyszło... Przepraszam...
-No dobra, już dobra...-przyciągnął mnie do siebie, przytulił i pocałował mnie w czubek głowy. Rozpromieniłam się i wyplątałam z jego objęć. Ruszyłam w kierunku sypialni.
-A Ty gdzie?-spytał Lionell.
-Ogarnać się trochę.-Już miałam schować się za drzwiami, gdy wystawiłam za nie głowę.-Wiesz... Mam do Ciebie wielką prośbę...
-No słucham.
-Pójdziesz ze mną na zakupy? Prooooszę...
-Ja z Tobą na zakupy? I wrócimy za trzy dni?-Sarknął, a ja w dwie sekundy znalazłam się przy ninm.
-Proszę, Lionku...-zamruczałam mu do ucha.-Prrroooszęęę...
-Dobra!-rzucił. Z uśmiechem pocałowałam go w policzek.
-Daj mi piętnaście minut.-powiedziałam i ruszyłam do sypialni, z której przeszłam do garderoby. Wzięłam z niej jakieś czarne jeansy, t-shirt i bluze. Przeszłam do łazienki, ubrałam się i zaczęłam robić sobie makijaż. Na koniec ułożyłam sobie fryzurę, psiknęłam się dezodorantem i perfumami.
-Jaki mam czas?-spytałam z uśmiechem, gdy wyszłam z łazienki.
-Dwanaście minut. Nieźle.-zaśmiał się.
-Czyżbyś we mnie nie wierzył?-pokręciłam głową i założyłam buty. Sięgnęłam po torbę i zarzuciłam na siebie moją skórzaną kurtkę.
Wyszliśmy, a ja zamknęłam drzwi. Zjechaliśmy windą, wyszliśmy przed budynek i ruszyliśmy przed siebie.
-Gdzie idziemy?-spytał Lionell.
-Niedaleko jest galeria handlowa.-wytłumaczyłam.-Możemy coś zjeść, a potem pójdziemy na zakupy.
Tak też zrobiliśmy. Zamówiliśmy sobie po kebabie w bułce i coś do picia. Gdy zjedliśmy wyrzuciliśmy papierki i widelczyki do kosza, i odłożyliśmy tacki.
-To gdzie teraz?-spytał mój towarzysz.
-Widziałam taką jedną fajną sukienkę...-mruknęłam.
-Błagam, tylko nie sklepy z ciuchami... Nie wyjdziemy do jutra...-biadolił Lion, a ja złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą.
Weszliśmy do najbliższego butiku, a ja od razu skierowałam się do wieszaków z sukienkami. Niby miałam pare u siebie, ale... W końcu znalazłam śliczną czerwona sukienkę bez ramiączek, z koronkowymi wstawkami. Pochwyciłam ją i podbiegłam do Liona.
-Zobacz!-pokazałam mu ją.
-Na pewno w domu masz dużo sukienek... Po co Ci kolejna...?
-Chciałam mieć coś nowego na ten ślub...-powiedziałam.
-Aha. Na ten ślub...-powtórzył.
-Lion, bardzo chciałabym pojechać tam z Tobą.-powiedziałam.
-Nie piszę się na to.-burknął.
-Liooon..-zamruczałam mu do ucha.-Proooszę...
-Co miałbym tam robić?
-Byłbyś tam ze mną.
-Nie mam ochoty się taam wybierać. I nie mam kasy na jakieś ciuchy. Garnitur itp..
-Liooonkuu... Proooszę...-mruczałam mu nad uchem. Pocałowałam go, najpierw delikatnie, a potem coraz goręcej.
Nie zważałam na sztyletujący nas wzrok sprzedawczyni- brzydkiej, tlenionej blondyny, normalnie istny plastik...
-Proooszę...-mruczałam między pocałunkami. W końcu odkleiliśmy się od siebie, by zaczerpnąć powietrza.
-Prooszę...-powtórzyłam kolejny raz. Lion spojrzał na mnie i pokręcił lekko głową.
-Dziewczyno... Ty chyba nawet nie wiesz, jaki masz na mnie wpływ.-powiedział.
-Czyli pojedziesz ze mną?-spytałam.
-A mam inny wybór? Albo strzeliłabyś focha, albo ciągnęłabyś mnie tam wołami.
-Jakbyś nie chciał pójść, to bym Cię tam na siłę nie brała.-odparłam i wydęłam wargi.
-Aha. Czyli opcja numer jeden.-westchnął.
-Wiesz, kobieta raz na jakiś czas musi strzelić porządnego focha, bo inaczej zakłóciłaby swoją równowagę wewnętrzną zbyt długim i bardzo szkodliwym spokojem.-wyszczerzyłam się.-To pojedziesz ze mną...?
-No a mam jakiś inny wybór...?
-DZIĘKUJĘ!-krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję.
-Tylko wiesz.. Chciałbym coś za to...
-Na przykład co?-spytałam z uśmiechem.
-Na przykład... Żebyś zatańczyła.-Lion także się uśmiechnął.
-Wiesz... Jutro też nie idę do roboty...-puściłam mu oko i pociągnęłam go w stronę przymierzalni. Weszłam do jednej z kabin, zdjęłam bluzkę, buty i spodnie, i założyłam sukienkę.
-Lion..-zawołałam mojego towarzysza wystawiając głowę zza kotary.-Zapniesz mnie?-poprosiłam. Chłopak wszedł do przymierzalni i pomógł mi zapiąć zamek z tyłu sukienki. Popatrzyłam na siebie w lustrze.
-Ślicznie wyglądasz.-powiedział Lionell i objął mnie w pasie.
-Dziękuję.-odparłam z uśmiechem. Sukienka leżała jakby byla uszyta na moją miarę.-Biorę ją-oznajmiłam.
Lion wyszedł, a ja przebrałam się i podeszłam do kasy.
-Ja płacę.-zaoferował się Lion.
-Chyba nie.-mruknęłam.-Płacę kartą.-sprzedawczyni podała mi terminal, mówiąc "Pin i zielony". Zapłaciłam, wzięłam torebkę ze sukienką i wyszłam. Lion podążył za mną.
-Wiesz, że to ja mogłem zapłacić?
-Wiem, ale to moja sukienka.-odparłam.-A teraz musimy zobaczyć coś dla Ciebie.-oznajmiłam, a Lionell posłał mi błagalne spojrzenie.
-Myślałam o białej koszuli, czarnym garniturze i czerwonej muszce..-powiedziałam.-Masz buty do garnituru?
-Nie wiem...-jęknął.-Wiedziałem, że to źle się skończy...
-Nie jęcz. Chodź ze mną.
Poszliśmy. Mimo oporności Lionell'a w końcu znaleźliśmy odpowiedni garnitur i koszulę. Dobraliśmy też muszkę, taką, by pasowała kolorem do mojej sukienki. Lionell zapłacił za te rzeczy i wyszliśmy.
-A buty masz?-spytałam.
-Jeszcze buty? Błagam, daj mi spokój...
-Przecież nie pójdziesz w adidasach...-pokręciłam głową i zaciągnęłam go do kolejnego sklepu. Po długich represjach wybraliśmy i kupiliśmy odpowiednie buty.
-Dziewczyno, co Ty ze mną robisz...-mruknął, gdy wychodziliśmy z obuwniczego. -Nawet mi nie mów, że musisz jeszcze gdzieś wejść...-spojrzał na mnie błagalnym, umęczonym wzrokiem.
-Wiesz... Moja lodówka świeci pustkami...-Powiedziałam uciekając wzrokiem na bok.-Poczekasz tu?-spytałam i wcisnęłam mu torbę z moją sukienką. Obleciałam hipermarket znajdujący się w galerii najszybciej jak mogłam, kupując tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Po mniej więcej 20 minutach wróciłam do Liona.
-To wracamy.-powiedziałam.
-NARESZCIE!
-Och, daj spokój...
Poszliśmy do mnie. Otworzyłam drzwi do mieszkania, weszłam do środka i zaniosłam torby ze spożywczymi rzeczami do kuchni. Lion rzucił te z ubraniami w salonie i usiadł ciężko na kanapie.
-Nie bierz mnie już na zakupy... Nigdy więcej...
-To się zobaczy.-zaśmiałam się i usiadłam obok niego.-Teraz...-zamruczałam.-Mamy czas dla siebie... I jutro zostaję w domku, więc może Ty zostaniesz u mnie na śniadanie?-spytałam i przygryzłam lekko wargę.
Lionku? Czo Ty na to? Zostaniesz? C; Mam nadzieję, że Ci się spodoba, trochę długie wyszło :D

wtorek, 7 kwietnia 2015

Od Lilith c.d: Lou

Ugh... kolejna pała z matematyki... Niedługo będę mogła założyć kolekcje. Nie, nie wpierw mnie wywalą z tego liceum. Nie ważne, że z całej reszty mam piątki i czwórki, ba nie raz nawet szóstki. Szkoda gadać, a rodzice ? Oni straszliwie nalegają na moje wykształcenie i nie dorzeczne jest to, że z jednego walonego przedmiotu mi nie idzie. Jednak nikt nie zastanowi się dlaczego tak jest... Może chociażby dlatego, że nauczyciel nie powinien nim w cale być ?
No dobra, dobra... nic nie poradzę na to, że matma nie ma najmniejszego sensu a poza tym po co mi wiedzieć jak liczyć jakieś wcale nie praktyczne pierdoły ?
Chcąc nie chcąc musiałam poszukać sobie korepetycji, bo przecież inaczej nie zdam matury.
Przeglądając niemalże identyczne ogłoszenia z Meją na kolanach ostatecznie zdecydowałam się na jakiegoś młodego facia, ten będzie miał raczej najlepsze rozeznanie w tej całej oświacie, nie ?
Zadzwoniłam pod wskazany numer, a moje połączenie zostało odebrane po drugim sygnale. Umówiłam się na godzinę szesnastą, miło bardzo miło.
Jako że na dworze panował straszliwy skwar ubrana w szarą koszulkę, szorty i białe trampki udałam do na przygodę z matematyką.
~Błagam aby nie zanudzał, błagam aby nie zanudzał ~ powtarzałam sobie w myślach.
Kiedy otworzył drzwi dosłownie opadła mi szczena. Rzecz jasna nie dałam tego po sobie poznać. Po pierwsze jego oczy, jego śliczne błękitne oczy... po drugie klata...nic dodać, nic ująć. Nie znałam go dlatego też byłam ostrożna i nie wykazywałam jakiejkolwiek inicjatywy badając grunt.
Louis, bardzo ładne imię, ale oczywiście mu tego nie powiem bo jestem zbyt nieśmiała.
 Naja nie masz jaj ! No przecież, że nie mam, jestem kobietą. Nie o to chodziło... - biłam się z myślami.
Usiadłam na wskazanym miejscu, a chłopak przysiadł zaraz obok mnie przynosząc chłodny napój. Opowiedziałam mu jak beznadziejna jest moja sytuacja i że jak na razie ani rusz z tym przedmiotem.
Przesiadł się naprzeciw aby było nam wygodniej i zaczął coś tłumaczyć.
Ehh... niestety nie bardzo docierało do mnie to co mówił. Chryssste... ale on ma dobrze zbudowane ciało... Ma dziewczynę ? Hmm... żadna się tu nie kręci. Nie wygląda też na takiego co by z mamusią mieszkał." SKUP SIĘ DO CHOLERY " skarciłam się.
- Czyli ile to będzie ? - zapytał i pomachał mi dłonią przed twarzą. - Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- C-co ? - potrząsnęłam delikatnie głową i podniosłam wzrok z jego znakomitego torsu by spojrzeć mu w równie zacne oczy.
- Słuchasz mnie ?
- Ymmm tak... to znaczy nie bardzo - przyznałam zgodnie z prawdą. Kłamczucha ze mnie marna.
- A cóż Cię tak rozprasza, co ?
Już, już chciała powiedzieć "TY! " kiedy w ostatniej chwili ugryzłam się w język.
- Po prostu jak yy... robię coś związanego z matematyką to całkowicie się wyłączam. - wzruszyłam przepraszająco ramionami i nieśmiało się uśmiechnęłam ukazując swoje dołeczki. Było mi niezręcznie on poświęca swój czas żeby coś do mnie dotarło i żeby ta ciemna masa w moim mózgu została rozbita a ja sobie oglądam...
- Musimy coś na to poradzić.- stwierdził i widząc moje zmieszanie pokrzepiająco się uśmiechnął.
- Będzie ciężko - rzuciłam co ślina przyniosła mi na język.
- Co masz na myśli ? - uniósł brew.
Brawo Lilith kto pod sobą dołki kopie szybko skończy w grobie !  Rób tak dalej to jeszcze bardziej się ośmieszysz.
- Po prostu ja i matma to naprawdę toksyczne połączenie.

< Lou ? Ależ Ty ją rozpraszasz ! Twoja wina ! >

Od Lionka c.d: Octavii

Octavia jest niesamowita już dawno nie zostałem obudzony w tak przyjemny sposób ze śniadaniem do łóżka. Mógłbym być tak rozpieszczany codziennie, naprawdę.
Miałem ochotę spędzić cały ten dzień nie wychodząc z łóżka ale rzecz jasna również nie próżnując. Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem mrucząc przy tym jak kociak.
- Nie idź... - nalegałem.
- Muszę. Chętnie bym została ale muszę. Ty też rusz się do roboty. - uśmiechnęła się ciepło.
- Nie mam roboty. 
- To jej poszukaj leniu. - walnęła mnie z łokcia w bark.
- Au ! Kobieta mnie bije - zaśmiałem się. - W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem.
- Jasne, jasne. - wystawiła dłoń w moją stronę. - Prędzej mi tu kaktus urośnie. Na pewno coś znajdziesz tylko musisz poszukać.
- Och dobra, dobra. - machnąłem ręką i przysunąłem się do niej by po raz kolejny ją pocałować jednak dziewczyna się odsunęła.- Umh? 
- Jeszcze kilka takich pocałunków i oboje wiemy jak to się skończy... - uniosła brew i sięgnęła po swoją grzankę.
- Szczerze? Nie miałbym nic przeciwko. - wyszczerzyłem się.
- Tak, tak wiem...
Na tym zakończyła się nasza poranna dyskusja, bo każde z nas zabrało się za jedzenie. Octavia bardzo dobrze gotowała dlatego też zmiotłem wszystko z talerza w mgnieniu oka. Podziękowałem jej i odprowadzając do drzwi pożegnałem.
W planach miałem zrobić jej dziś malutką niespodziankę... mam nadzieję, że jej się ehm...spodoba.

~*~

Ogarnąłem nieco mieszkanie i udałem się do pobliskiego sklepu realizując tym samym małymi kroczkami swój pomysł. Miałem ogromną nadzieję, że wszystko pójdzie mi po myśli. Po godzinie zakupy miałem za sobą. Nie wiem po co kobiety tyle siedzą miedzy tymi regałami... Toż to przecie nie muzeum... Idę jak muszę i wiem co potrzebuje to kupuje i już mnie nie ma. A nie kurde wyszła z domu o dwunastej a dzwoni Ci o osiemnastej żebyś zszedł na dół bo unieść nie może... Kobiety, tego nie ogarniesz chociażbyś chciał.
Wparowałem szybko do domu i migusiem zabrałem się do pracy, jako że gospodyni ze mnie marna podczas moich kuchennych rewolucji owe pomieszczenie wyglądało jak po jakiejś wojnie. 
- Kurwa ! - syknąłem kiedy ostre ostrze noża rozcięło moją dłoń. - I po jakie gówno takie ostre te rzeczy robią ?! 
Zegar wskazywał godzinę piętnastą, a więc za około godzinkę Octavia kończyła robotę. Sięgnąłem po komórkę i wysłałem jej SMS
Hej śliczna :* 
Wpadnij dziś do mnie.
Buziaki Lion.

Odpowiedzi na niego jednak nie otrzymałem. Cóż widocznie jest zajęta. Równo o szesnastej wszystko było przygotowane i muszę przyznać, że byłem dumny z efektu końcowego. 
Teraz tylko podsumować straty... hmm... rozcięta ręka, poparzone przedramię, stłuczona waza ano i niesamowity burdel. Cóż miejmy nadzieję, że było warto.
Usiadłem przy nakrytym stole. Na wpół przysłonięte rolety sprawiały, że w pokoju panował tajemniczy półmrok. Czerwone wino nalane do kieliszków i parę mało wymyślnych dań- jednak jak na moje normy to nie lada wyczyn - było rozstawionych na czerwonym obrusie. Ten natomiast został udekorowany płatkami czerwonych i białych róż oraz świeczkami. Płatki tego samego kwiatu tworzyły a la czerwony dywan do pokoju. Miałem również przygotowany bukiet by go jej wręczyć ale Octavii jak nie było tak nie ma. 
Czekając na nią opróżniłem do połowy butelkę z winem i przysnąłem na stole. W pewnej chwili obudziło mnie dobijanie się do drzwi. Ruszyłem by je otworzyć, zastałem tam lekko wstawioną dziewczynę.
- Co taki zdziwiony? 
- Gdzie byłaś? - zaniepokoiłem się.
- Przyjechała moja przyjaciółka ! - wykrzyknęła radośnie a ja wciągnąłem ją do mieszkania aby oszczędzić zbędnego show sąsiadom. 
- I dlatego nie mogłaś nawet mi napisać, że będziesz później ? - syknąłem.
- Co to ? - wskazała na kwiaty.
- Nic. - warknąłem. Całą robotę szlag trafił. A w diabły. 
- No przecież widzę ! - skrzywiła się.- A ! Właśnie. Mamy zaproszenie na ślub. 
Sięgnęła do torebki i podała mi kopertę. Na pierwszy rzut oka było widać, że ta przyjaciółka biedna nie jest... Własnoręcznie robione kartki muszą kosztować fortunę... Koperta to wszystko wykonane z taką dokładnością... Ja pierdole ale to muszą być snoby.
Otworzyłem i przeczytałem treść zaproszenia hmmm... Octavia i osoba towarzysząca. Były również załączone dwa bilety, gdzie? Nie było konkretnie napisane ale po ich wyglądzie sądzę, że jakieś ciepłe kraje... Chcą pewnie zrobić taką niespodzianeczkę. Hihi jakie zabawne...
- Ja się na to nie pisze. - oddałem jej wszystko i ruszyłem w stronę sypialni. Nie miałem już ochoty na tą całą kolację. Pewnie już ją zjadła ze swoją psiapsiółą...
Nie cierpię tego typu ludzi, po prostu nie znoszę. Nie będę tam jeszcze znał nikogo. Do ślubu aż tydzień a nawet jeżeli jakimś cudem się zgodzę to szkoda mi kasy na prezent i na garnitur... Nie czuje się zobowiązany...
Totalnie bez humoru położyłem się do łóżka jednak nie mogłem usnąć.


< Octavia ? <3 Lionek ma trochę nerwy, że jego niespodzianka miała finał jaki miała. Ale musisz go namówić na wesele ! I wyciągnąć na zakupy ! c; Masz na to tydzień ! Wybacz, że krótkie ale terminy trochu napięte i czas goni. Mam jednak prośbę abyś opis samego lotu i wesela zostawiła dla mnie huehue >


Od Louisa

Dzień zaczął się leniwie. Nie miałem dziś zajęć, więc mogłem sobie dłużej pospać. Wygramoliłem się z łóżka ok. 9 30. Zanim się ogarnąłem (doprowadziłem swoje włosy do ładu), zjadłem śniadanie i nakarmiłem Kikloo minęła już 11. Sprawdziłem swoje ogłoszenie o udzielaniu korepetycji z matematyki na portalu społecznościowym.
- O jest odpowiedź!- krzyknąłem uradowany.
Nareszcie sobie jakoś zarobię. Szybko odpisałem użytkownikowi, że korepetycje mogą się odbyć już dziś ok. godziny 16. Ucieszony poszedłem sprzątać mieszkanie. Zabrałem klatkę z papugą do mojej sypialni.
- Musisz tu siedzieć głupi ptaku, bo jeszcze coś palniesz jak zwykle.- zaśmiałem się
- Arr, korepetycje, arr - wyskrzeczała i podleciała do przeciwnej ściany kratki.
Zacząłem sprzątać mieszkanie. Odkurzyłem, pościerałem kurze i umyłem okna. Nim się obejrzałem zegar wybił godzinę 14.
"Ciekawe kto to będzie?" - to pytanie nie dawało mi spokoju. Miałem jeszcze 2 godziny wolnego czasu więc poszedłem do sklepu po jakieś ciastka, by poczęstować mojego gościa. Nareszcie nadeszła godzina 16. Czekałem niecierpliwie. Chodziłem w kółko po pokoju. Czym ja się stresowałem to nie wiem? Może tym, że wyjdę na debila? Nie no, chyba nie ... Moje przemyślenia przerwał dźwięk domofonu. Natychmiast się ocknąłem i podbiegłem do drzwi. Nacisnąłem guzik i po chwili ktoś zapukał w drzwi . Otworzyłem i moim oczom ukazała się drobna, wysoka dziewczyna,około 16-17 lat. Miała kasztanowe, długie, proste włosy sięgające do biustu. Jej blada cera i ciemne brązowe oczka stanowiły idealną całość. Ubrana była w szarą koszulkę, dżinsowe , krótkie spodenki i białe trampki. Gestem pokazałem jej, żeby weszła.
- Idź do pokoju, a ja zaraz do ciebie przyjdę.
Usłyszałem tylko ciche "okej'', a ja poszedłem po dwie szklanki i zimny napój, ponieważ był upał na zewnątrz. Gdy wszedłem do salonu dziewczyna siedziała już przy biurku i wyjęła książki. Usiadłem obok i przywitałem się.
- Cześć jestem Louis , ale mów mi Lou. - uśmiechnąłem się i dosunąłem swoje krzesło do biurka .
- Lilith - odpowiedziała oraz nieśmiale się uśmiechnęła.




(Lilith?) <3 Ahh ta matematyka : D

Nowa!

Powitajmy Lilith Patterson ! 

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Nowy!

Powitajmy Lou Sevanille !

sobota, 4 kwietnia 2015

Od Chris'a c.d: Melloow

Kiedy siedziałem na ruinach głęboko rozmyślając o tym wszystkim co posiadam, co posiadać bym chciał, co zamierzam i czy to co robię ma sens zadzwonił mój telefon. Jakoś nie miałem ochoty na zbędne dyskusje z kimkolwiek więc go nie odebrałem jednak ten nie milkł jedno połączenie zaraz po nim kolejne i jeszcze jedno. Zdenerwowany wyjąłem go z kieszeni jeansów, a na wyświetlaczu pojawił się numer mojego szefa.
- Jones. - rzuciłem do telefonu formalnie.
- Dobry, jak tam na wolnym ? - powiedział zadowolonym tonem.
Szef pytał się o moje życie prywatne ? Zadzwonił, żeby sobie od tak pogadać ? Em... coś tu chyba nie tak.
- Nie najgorzej. - rzuciłem obojętnie do słuchawki.
- Gdzie jesteś ?
- Daleko od naszego biura, jak sądzę o to właśnie chodzi - pokręciłem głową.
- Owszem. W każdym razie mam dobre wieści. - mimo swojego sędziwego wieku pan Exilton cieszył się jak dziecko.
-Słucham.
- Wygraliśmy ostatni przetarg ! - wydarł się, a moje bębenki mało mi nie pękły. - Trzy mniejsze firmy jubilerskie należą do nas ! Jones jesteś geniuszem ! - klasnął w dłonie.
- Niezmiernie mnie to cieszy. - na moją nic nie wyrażającą twarz wpełzł lekki uśmieszek, coś wreszcie poszło po mojej myśli.
- Chłopie ! Weź się ciesz, a nie ! Okaż trochę emocji.
- Chciałbym... naprawdę.
- To dlaczego tego nie zrobisz?
- Bo w środku jestem totalnym wrakiem. Tak naprawdę nie umiem cieszyć się z niczego. - oznajmiłem. To co przekazałem rozmówcy było do połowy prawdą ale on nie musi jej znać.
- Niepokoję się o Ciebie... poczekaj chwilę... - odłożył telefon i prawdopodobnie od niego odszedł, sądzę tak po powolnych i krótkich krokach stawianych raczej przez starszych ludzi, które stopniowo się oddalały, żeby chwilę potem znów się przybliżyć. - Wybacz Jones muszę kończyć. Trzymaj się. Na razie.
Pik...pik...pik
Dźwięk przerwanego połączenia dudnił mi w uszach, co było niesamowicie wkurwiające. Szkoda, że jestem wrakiem jeżeli idzie o pozytywne emocje.
Wzdychając ciężko wróciłem do mojego starego mieszkania, do tego od którego zaczynałem swoją przygodę. W sumie dlaczego by się już nie spakować ? Wygraliśmy przetarg, a więc nie ma opcji by pewna sumka nie zasiliła mojego konta. Apartament niedaleko pracy mam już upatrzony i zarezerwowany. Jakby nie spojrzeć reszta to tylko formalność.
Przebrałem się w jakieś szare spodnie od dresu i najważniejsze rzeczy pakowałem w pierwszej kolejności do od dawna przygotowanych na strychu kartonów. Przygotowaniami do przeprowadzki skutecznie zabiłem czas aż do późnego wieczora kiedy to usiadłem na sofie z kieliszkiem czerwonego wina trzymając w ręku jedyną pamiątkę  z mojego dzieciństwa.
Fotografia, czarno-biała lekko pogięta i zniszczona przez czas, a na niej dwie kobiety, niby uśmiechnięte ale brak w ich oczach blasku, ewidentnie są nieszczęśliwe.Nie są podobne ani trochę, a ja jedynie niczym przez mgłę kojarzę tę po lewo. Nie wiem nawet jaki ta kobieta miała głos, bo matką jej nie nazwę... Obie trzymają się za brzuch w ten sam sposób. Na tyłu fotografii widnieje odręczny napis:

Jeżeli masz dla kogo żyć rób to dopóki możesz, 
bo właściwie to dzięki tej osobie Twoja egzystencja ma jeszcze jakiś sens.
Christopher & Lionell wy daliście nam promień nadziei na lepsze jutro. 
Kochamy Was.

Od dawna mam ochotę się go pozbyć, jednak coś w głębi duszy nie pozwalało mi tego zrobić, nawet nie wiem skąd je mam... a z resztą czy to istotne ? Zapaliłem zapalniczkę  i podłożyłem pod nią fotografię. 
~Nic więcej o sobie nie wiesz ~ pomyślałem i odłożyłem obie rzeczy na stolik.
Spojrzałem przed siebie na pustą komodę stojącą przy białej ścianie i wówczas uświadomiłem sobie, że jestem cholernie samotny. Poza pracą nie mam nic, nawet pierdolonej rodziny.
Kiedy zebrałem się do kupy po moich jakże smutnych przemyśleniach położyłem się na kanapie i zapadłem w głęboki sen.
" Inne dzieci śmieją się z niego, że jest lwem, jednak mimo wszystko mam go za przyjaciela. Codziennie dajemy ciociom w kość, które mówią, że w końcu nas wyrzucą. Bronie lwa jak tylko mogę mimo, że jest starszy ode mnie nieco starszy. Wiek się nie liczy a wielkość, akurat ja jestem od niego sporo wyższy. Oni wszyscy nas nienawidzą, bo trzymamy się razem. Lew jest smutny, bardzo smutny. Często odwiedzają nas jacyś ludzie, zazwyczaj przychodzą we dwoje. On i ona albo ona i on jak kto woli. Są różni jak kosmici....grubi i chudzi, duzi i mali. Jedna chuda pani i gruby pan, który śmierdział często się z nami bawili ale przyszli jednego razu i ciocia pozwoliła im pobawić się tylko z Lwem. Lew już nie wrócił czekałem na niego przy drzwiach nic nie jadłem i nie piłem. Dzieci teraz dokuczały mi, byłem sam całkiem sam... Ciocie były dobre jednak nie zawsze chciały poświęcać nam uwagę. Bez problemu dostałem się do kuchni. Lew mówił, że nożem można zrobić sobie krzywdę. Biorę go do ręki i przejeżdżam. Nic się nie dzieje... Co on za głupoty gadał ? Przekładam nóż do drugiej i robię to samo tylko że mocniej. Krew, wszędzie krew... A ja nie widzę nic poza czerwienią, która tworzy morze wokoło mnie.... Pik...pik...pik..."
... PIK PIK PIK...
Piedryknąłem o podłogę i ciężko oddychając zerwałem się na równe nogi. 
- Pierdolony budzik - syknąłem i go wyłączyłem. Lekko niemrawy na nogach jak z waty po śnie o bardzo rozbudowanej fabule udałem się do łazienki pod prysznic. Zimna woda pomogła mi się opanować i zachować trzeźwość umysłu. Co to było ? Jaki kurwa lew ?  Jaka krew ? Jakie ciotki ?
Wyszedłem spod prysznica i szybko przygotowałem się na spotkanie z przedstawicielem nieruchomości aby podpisać umowę o kupno nowej parceli, dlatego też moje koszmary nocne zostały zrzucone na drugi plan.

~~~

Dwie godziny potem wszystko było załatwione. Przestronny apartament należał już do mnie. Dwupiętrowe mieszkanie, trzy łazienki, duża kuchnia z jadalnią jeszcze większy salon i cała masa pozostałej przestrzeni do wykorzystania według własnego uznania. Wreszcie wyjdę z tej obskurnej dzielnicy i będę mógł się urządzić na stałe. Odebrałem klucze, wykonałem przelew i udałem się do sklepu aby zakupić meble. Firma transportowa migiem dostarczyła wyposażenie na miejsce i za niewielką dopłatą przetransportowała również moje prywatne rzeczy. 
Tamtego dnia zdążyłem jedynie odnaleźć we wszystkim najważniejsze dokumenty, materac i rzucić się na niego ledwo przytomny.

~~~

Z jednodniowym zarostem nieco nieogarniętą fryzurą, bez garnituru tylko w samej koszuli i jeansach pojawiłem się nazajutrz w biurze. Było wcześnie ale wszystkie pracownice poza jedną...emhh tak wszystkie pracownice były już na swoich miejscach. Widząc mnie nie mogły ukryć zdziwienia i wgapiały się we mnie jakby co najmniej jakiegoś potwora zobaczyły.
- A wy co roboty nie macie ?! - syknąłem jadowicie, a one w mgnieniu oka wróciły do pracy.
Nie moja wina, że nie byłem w stanie zlokalizować garniturów dlatego też przyodziałem się w niego dopiero w moim gabinecie. Szef zajrzał do mnie cały w skowronkach  upewniając się czy wszystko w porządku. Ostatnio zacząłem odnosić wrażenie, że traktuje mnie jakbym był co najmniej bardzo niestabilny emocjonalnie i miał próbę samobójczą...
Wracając do starych zwyczajów po dwudniowym odwyku całkowicie poświęciłem się pracy, której nie miałem na dziś za dużo. Jednak los jak zwykle okazał się być aż nad zbyt hojny i zapewnił mi rozrywkę.
Bez jakiejkolwiek zapowiedzi do mojego biura wpadła czarnowłosa księżniczka. Gdy ją zobaczyłem wypełniło mnie wiele uczuć, ulga, gniew, złość, nienawiść, zaniepokojenie, coś na kształt radości ale też i zdziwienie.
- Co ty...- zacząłem ale nim dokończyłem zostałem przytłoczony monologiem Melloow, który w 70% składał się z pretensji, a potartym wypowiedzeniem, które walało się na mojej podłodze przeszła samą siebie. Słowo daje ręka aż mnie świerzbiła.
No tak, przecież jakżeby inaczej dać komuś palec a weźmie całą rękę. Może mam ją jeszcze przeprosić, co ? 
Wówczas w moich drzwiach pojawił się Mark i Paul, ochroniarze byli gotowi do akcji jednak ja wstałem i podchodząc do drzwi podziękowałem im za czujność i zaznaczyłem, że spotkanie z panną van Gladius się odbędzie.
Zamknąłem drzwi i odwracając się, powoli podszedłem do dziewczyny z wymalowanym na twarzy ironicznym uśmiechem, a spojrzenie miałem ostre.
- Po pierwsze... - stanąłem naprzeciw niej nie tracąc kontaktu wzrokowego ani na chwilę - ...miałaś skończyć z tą branżą, a i w nią wlicza się pozowanie nago do jakiś seksistowskich pisemek.
- ...nie nago ! - wtrąciła.
- Nie odzywaj się. - syknąłem, a ona posłusznie się zamknęła wiedząc, że jestem na granicy. - Wiem, że zrobiłaś to celowo chcąc pokazać swoją niezależność. - mój ton był oschły i surowy. - Ile ty masz lat, żeby bawić się w takie rzeczy ?! Pieniądze zarobione u jubilera spokojnie by Ci wystarczyły miałabyś ich nawet nieco górką, ale skąd możesz wiedzieć skoro ledwo przepracowałaś dwa czy tam trzy pieprzone dni.! Kobieto ogarnij się wreszcie... Ktoś otwiera Ci drogę a ty ją sobie sama zamykasz... - urwałem, gdy zdałem sobie sprawę, że powoli tracę kontrolę. Wdech i wydech. - Po drugie wypowiedzenie było Twoją o wiele lepszą alternatywą, ponieważ ja nadal mogę Cię z-w-o-l-n-i-ć. - fuknąłem. - Ale nad Twoim stanowiskiem jeszcze się zastanowię, będziesz musiała pokazać czy i jak bardzo Ci zależy by tu zostać, czytaj koniec taryfy ulgowej. Dasz radę, zostajesz nie dasz niestety przestajesz grzać tu miejsce. - mówiłem stanowczo podchodząc do niej coraz bliżej nie spuszczając z niej wzroku ani na ułamek sekundy. Dziewczyna cofała się ale pomieszczenie jak każde ma ścianę, na którą właśnie trafiła. Oparłem ręce na ścianie na wysokości jej uszu i przysunąłem się na tyle blisko, że nasze nosy się ze sobą stykały. - Po trzecie... zapamiętaj sobie raz na zawsze, że spraw prywatnych nie miesza się z zawodowymi, a tak poza tym bardzo chętnie zrobiłbym to jeszcze raz. - ostatnie słowa wyszeptałem zmysłowym tonem i bez zastanowienia wpiłem się w jej wargi. Nawet bez makijażu była pociągająca... I mimo faktu, że byłem nań wściekły nie mogłem się powstrzymać po raz kolejny łamiąc zasady. 
Całowaliśmy się namiętnie, ba rzekłbym nawet, że z większym zaangażowaniem niż poprzednim razem... Czyżby nam obojgu tego brakowało ? 
Wtedy otworzyły się drzwi a w nich stanęła cała ekipa z pracy. Od szefa po sprzątaczki przez ekspedientki i ochronę... łącznie z jakieś 150 osób, które pracowały w siedzibie głównej bo rzecz jasna nasza firma ma większy zasięg niż jeden budynek.
- Ekhem. - chrząknął szef, a my dopiero wtedy zainteresowaliśmy się przybyszami. Mina Melloow była bezcenna nie mam zielonego pojęcia jak można by ją nawet opisać.
Spojrzałem na zebranych i większość pań, a w szczególności blond ekspedientki były bordowe na buzi i mierzyły Gladius zabójczymi spojrzeniami... Łoj cholipcia nie będzie miała dziewczyna łatwo. Zazdrość potrafi popchnąć do różnych obrzydliwych rzeczy.
- Słucham ? - zapytałem jakby nic się nie stało co wprowadziło wszystkich w jeszcze większe osłupienie. W końcu moje prywatne życie to moja sprawa.
- Wszystkiego najlepszego ! - wykrzyknęli jednocześnie i wdarli się do środka z tortem, jakimiś prezencikami i szampanem. Panował jeden wielki szmer, hałas a ja dopiero uświadomiłem sobie, że dziś są moje dwudzieste urodziny. 
Takie "przyjęcia niespodzianki " są nie dla mnie. Wysłuchiwanie tych nieszczerych życzeń i wymuszony uśmiech... ble 
Po części oficjalnej kiedy złożono mi życzenia w pomieszczeniu pozostali tylko najważniejsi i najbliżsi pracownicy. Szef, blondyny, Mark i Paul  i parę innych osób, których osoby totalnie mi zwisały. Udając, że wspaniale się bawię cały czas kontrolowałem Mell, sączącą radośnie szampana i flirtującą z jakimś z działu informatycznego.
- Ekhm. - podszedłem do nich i położyłem rękę na jej tali, a dziewczyna uniosła ze zdumieniem brwi. - Najmocniej przepraszam ale my będziemy się już zbierać. - kiwnąłem głową i żegnając się jedynie z panem Exiltonem opuściliśmy biurowiec.
Będzie huczało od plotek... oj będzie.
-Nie mówiłeś, że masz dziś urodziny. - mruknęła i ściągnęła moją rękę. - Co to ma w ogóle być ?
- Sam o nich zapomniałem, a poza tym co by to dało ? - wzruszyłem obojętnie ramionami. - Jak to co ? Nie podobało mi się, że tyle pijesz.
- Mhm... jakby tak było to zabrałbyś mi kieliszek - pomachała mi nim przed twarzą.
- Dobra nie podobało mi się, że flirtujesz z tamtym pacanem.
- Był miły.
- Nie obchodzi mnie to, naprawdę. - stwierdziłem i wplątując palce w jej włosy dodałem - Chyba coś nam przerwano... - ponownie łącząc nasze usta w spragnionym pocałunku. Są moje urodziny pierdolę jak na razie formalności, nimi zajmiemy się hm... później...

< Melloow? Kochana moja jest i wyczekiwany c.d chciałam napisać tasiemca nie wiem jak mi wyszło to już według oceny indywidualnej. Ano i Chris ma urodzinki ^^ Co Melloow pocznie z tym faktem ? A jego zazdrość ? hmm ? <3 >

Od Toma c.d: Marceline

Ależ to romantyczne, prawie jak księżniczka z bajki, która zostawia na balu swój pantofelek. Tylko jest taka różnica, że księżniczkę obtarły szpilki i trzeba było ją zanieść do domu. Gdy już nakleiłem plasterek Marceline i odwróciłem się do niej, a nasze usta znalazły się tuż przed sobą, prawie się stykając. Zakłopotany, nie wiedząc co robić spuściłem głowę tak, że czołem uderzyłem Marceline. Jak można być taką niemotą jak ja?! Zmarnować taką okazję to naprawdę trzeba być mną. Od razu się zarumieniłem i przytuliłem dziewczynę :
- Jejciu, przepraszam...- wyszeptałem tuląc jej głowę do swojej klatki.
- Nic nie szkodzi - powiedziała i zeskoczyła z blatu. Obróciła się na pięcie i popatrzyła mi się w oczy. "Raz kozie śmierć!" -pomyślałem sobie i wziąłem dziewczynę na ręce tak, że nasze twarze były na przeciwko siebie. Delikatnym ruchem zbliżyłem się do jej ust i pocałowałem je. Coraz to kolejne pocałunki były bardziej namiętne. Wreszcie po serii kilkunastu całusów postawiłem dziewczynę na podłogę i uśmiechnąłem się.
- Zostajesz na noc ? - zapytałem wychodząc z kuchni.
- A mam wybór? - odpowiedziała pytaniem - Tylko że nie mam piżamy ...
- Dam ci jakaś moją koszulkę, będzie w sam raz - zaśmiałem się i podałem dziewczynie z szafy szarą koszulkę z jakimś nadrukiem.- Idź się przebierz i umyj, a ja pościelę łóżko. Przygotowałem sobie bokserki do spania i czekałem, aż Marceline wyjdzie z łazienki. Nie mogłem przestać myśleć o naszej randce. Nim się obejrzałem dziewczyna wyszła z łazienki ubrana w moją koszulkę, która sięgała jej do kolan.
- Śmiesznie wyglądasz - podszedłem i nachyliłem się do niej by ja pocałować.
- Ale śmieszne - zaśmiała się ironicznie i położyła się w łóżku.- Czekam tu na ciebie
- Zaraz przyjdę - krzyknąłem wchodząc do łazienki.
Szybko umyłem się i wyszedłem w czystych bokserkach. Wskoczyłem pod kołdrę i przytuliłem się do już śpiącej Marceline. Ależ ona słodko spała.


Marceline?^^ Uhuhuhu *-*

piątek, 3 kwietnia 2015

Od Darlene c.d: Rin

Dni mijały szybko, ale z projektem się uporałam na czas. Nawet go nie pokazywałam Violet, nic ją to nie obchodzi. Jak znam życie, była tak zarobiona, że nie miałaby nawet okazji żeby na niego zerknąć. Zadzwoniła tylko i zapytała ile to będzie kosztować.
Pieniądze i wygląd, ot, co się dla niej liczy. Późnym wieczorem wysłałam Rin wstępny projekt. Kiedy zabrałam się za szykowanie kolacji, telefon zapikał. Zerknęłam na ekran, to wiadomość od Rin.

<Rin?>

Od Octavii CD Lionka

Zaśmiałam się lubieżnie, gdy usłyszałam te słowa.
-To chyba dobrze się składa, bo ja na Twoim też.-wyszeptałam. To była wiadomość, której do niedawna do siebie nie dopuszczałam.
A teraz byłam tu. Byliśmy tu oboje. To niesamowite, jak szybko rozwinęła się nasza znajomość. Jednak, sądząc właśnie z rozjowu akcji, ani mnie, ani Lionowi to nie przeszkadzało, a było wręcz przeciwnie. Cieszyłam się z tego, że jesteśmy tu oboje, tak blisko siebie.
Lion pocałował mnie namiętnie, a potem nierównomiernym szlaczkiem pocałunków składanych na mej skórze zczął schodzić coraz niżej. Mruczałam cichutko, gdy cieplutkie powietrze, które wydmychiwał przez nos opływało mą skórę. Zatrzymał się przy moim pępku. Podniósł twarz znad mojego brzucha i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
Miałam wrażenie, że on cały czas nie dowierza, że jesteśmy tu razem. Szczerze mówiąc, ja też. Lion pocałował mnie ostatni raz. Uniosłam lekko biodra w górę. Wszedł we mnie delikatnie. Zaczął się powoli poruszać dostosowując tempo. Jęczałam, nasze oddechy przyspieszyły. On położył dłonie na moich biodrach. Osiągneliśmy szczyt w tym samym momencie. To było coś wspaniałego. Lionell wyszedł ze mnie i pozbył się prezerwatywy. Sięgnęłam po moją bieliznę, a on założył bokserki.
-Mam nadzieję, że zostaniesz na śniadanie...-mruknął z uśmiechem. Także się uśmiechnęłam.
-Z przyjemnością.-odparłam.-Tylko nie mam tu piżamy ani ręcznika... Ani kosmetyków.
-Zawsze możesz spać w bieliźnie. Albo nago.-Zaproponował. Dałam mu kuksańca w ramie.
-Chciałbyś, Lewku.
-Chciałbym.-przyznał z tym swoim uśmieszkiem.
-A co z resztą?
-Ręcznik mogę Ci znaleźć.
-Nie mam kosmetyków...
-Na pewno nie jesteś taka straszna bez makijażu.-mruknął i dostał ode mnie drugiego strzała w ramie. Wstałam i stanęłam w korytarzu
-No to gdzie masz łazienkę?-spytałam. Podszedł do mnie i zaprowadził do wspomnaniego pomieszczenia. Wyciągnął z szafki ręcznik i podał mi go.
-Może w czymś Ci pomóc?-spytał przyglądając się mi. Sięgnął do mojego stanika i rozpiął go.
-Myślę, że sobie poradzę.-Odparłam, jednak dałam mu się rozbierać. Stanik wylądował na podłodze, majtki obok niego. Przez myśl przemknęło mi, że mogłam się nie ubierać. I właśnie w tym momencie Lion wepchnął mnie do prysznica i odkręcił lodowatą wodę.
-LION!-wrzasnęłam, w odpowiedzi usłyszałam tylko jego śmiech. Po chwili on także wskoczył do prysznica.
Po wspólnej kąpieli wytarliśmy się, ubraliśmy i przeszliśmy do kuchni. Szłam pierwsza, bo było to zaraz obok pokoju, w którym graliśmy. I nie tylko...  Czując na sobie wzrok  Lionella zaczęłam lekko kręcić biodrami w rytm kroków. On złapał mnie i przyciągnął do siebie.
-Cholera, dziewczyno...-mruknął.-Dlaczego Ty jesteś taka seksowna?-spytał i pocałował mnie w szyję.
-Chcesz coś do jedzenia?-spytał, a ja pokręciłam głową.
-Nie jem na noc.-odparłam.
-Nie bój się, nie przytyjesz.-odpowiedział przypatrując się mi.
-Czy Ty sugerujesz, że jestem gruba?-spytałam i ściągnęłam brwi w udawanej złości.
-Jesteś IDEALNA.-podkreślił. Odwróciłam wzrok, bo choć wcześniej  żartowałam, to wiedziałam, że teraz musi przesadzać.
-Nikt nie jest idealny.-mruknęłam.
Lion pocałował mnie w czoło i zaczął robić sobie płatki z mlekiem.
Zjadł i odłożył miskę do zlewu.
-A więc chodźmy do sypialni.-powiedział, a ja zaśmiałam się.
-Trochę dziwnie to zabrzmiało, wiesz?-spytałam.
-No to co.-odparł, podniósł mnie i na rękach zaniósł do sypialni. Położył mnie na łóżku, a ja wgramoliłam się pod kołdrę. On położył się obok i przyciągnął mnie do siebie tak, że leżeliśmy "na łyżeczkę".
-Dobranoc.-szepnął.
-Dobranoc.
***
Nałożyłam jajecznicę i grzanki na talerze, nalałam soku do szklanek, postawiłam to na tacy i ruszyłam do sypialni. Na moje szczęście, Lion jeszcze spał. Postawiłam tacę na łóżku i usiadłam obok niego. Złożyłam na jego wargach lekki pocałunek.
-Budzimy się, Lewku...-szepnęłam. On powoli otworzył oczy, a wtedy ja pocałowałam go raz jeszcze.
-Chyba chcę się tak budzić codziennie.-mruknął. Usiadł na łóżku i zobaczył obok tacę z jedzeniem.
-Jeszcze śniadanie do łóżka.-pokręcił głową z niedowierzaniem.-Musisz częściej tu nocować.-powiedział.
-A może Ty przenocujesz u mnie?-spytałam z uśmiechem.
-Ciekawie, ciekawie...
-Ale teraz jedz, bo chciałabym jeszcze trochę tu być, ale niedługo idę do siebie, a potem do pracy. W tym tygodniu nie chodzę na nocki.
-Czyli wieczór masz wolny...?-spytał.
-Jak najbardziej.-odparłam i uśmiechnęłam się.
Lionku? ^^ Ty też zostaniesz na śniadanie? :>

czwartek, 2 kwietnia 2015

Od Lionka c.d: Octavii

Ło mamuńciu ależ ta dziewczyna ma na mnie ogromny wpływ... Mimo tak krótkiego stażu znajomości ona już owinęła sobie mnie wokół palca. Mam nadzieję, że tego nie wykorzysta, fakt może i jestem samolubnym egoistycznym dupkiem ale nie lubię jak ktoś dla mnie ważny wali mnie w rogi.
Sytuacja w jakiej się znaleźliśmy wskazywała na to, że nasza gra dobiega już końca. Nie ukrywam, że właśnie na to liczyłem jednakże nie sądziłem, iż nastąpi to tak szybko.
Siedząc naprzeciw siebie i wpatrując się w głąb duszy drugiej osoby pozwoliliśmy całkowicie zawładnąć się uczuciom. Niczym epikurejczycy cieszyliśmy się chwilą i chcieliśmy korzystać z życia tak jak to tylko możliwe. Napięcie w około było niesamowite ale nieco przytłaczające,a  czas zwolnił. Liczyliśmy się tylko my i to co teraz. Delikatnie przeczesując palcami aksamitne niczym jedwab włosy Octavii  ponownie połączyłem nasze usta w pocałunku pełnym namiętności oraz pragnienia bliskości drugiej osoby. Wtargnąłem językiem do jej buzi rozpoczynając rywalizację o dominację nad pocałunkiem. Niestety ta nierozstrzygnięta została przerwana gdyż zabrakło nam tchu. Moje źrenice momentalnie się skurczyły, a oddech jeszcze przyśpieszył. Ucałowałem czubek jej noska, następnie kąciki ust, a potem drobnymi całuskami zawędrowałem na szyję esowatym torem docierając aż do ładnego koronkowego biustonosza. Dziewczyna podążała za mną wygłodniałym wzrokiem co tylko upewniało mnie w tym, że i ona tego pragnie.
Zsunąłem delikatnie lewe ramiączko żeby delikatnymi muśnięciami obdarzyć skrawek jej ciała, które zakrywało. To samo po chwili zrobiłem z prawym i już miałem zdjąć z niej stanik kiedy wróciłem do jej nieznacznie rozchylonych ust.
- Mogę...go...z...Ciebie ...ściągnąć ? - mówiłem między pocałunkami.
- Lubisz mnie prowokować, co ? - wyciągnęła w moją stronę dłoń i przejechała po moim poliku.
- Po co pytasz skoro znasz odpowiedź ? -wymruczałem.
- No własnie Lionku, po co pytasz skoro znasz odpowiedź kociaku... - przygryzła prowokacyjnie wargę,a ja przechyliłem lekko głowę pożerając ją wzrokiem. Octavia cichutko zachichotała, a ja przewracając oczyma pozbawiłem ją górnej części bielizny.
Miała bardzo zgrabne ciało, zaokrąglone tam gdzie powinno, wcięte również we właściwych miejscach... Była po prostu idealna. Mój mały skarb.
Całą swoją uwagę poświęcałem teraz nowo odkrytym terenom, doprowadzając tym samym dziewczynę do ogromnej frustracji.
- Długo będziesz s-się tak jeszcze ze mną bawił ? - wyszeptała i uchyliła jedno oko by na mnie spojrzeć.
- Tyle ile trzeba.- odpowiedziałem krótko i subtelnie językiem zarysowałem serduszko na jej brzuchu, na co ona się uśmiechnęła. Nie był to wymuszony uśmiech jak na początku naszej znajomości... Tym razem był on szczery, a ja cieszyłem się, że jest ona szczęśliwa, że jest szczęśliwa przy mnie.
Zastanowiłem się chwilę, czy kontynuowanie naszej zabawy na podłodze to dobry pomysł, jednak nie było teraz czasu na gdybanie. Kiedyś przecież nie było łóżek a nasz gatunek jakoś przetrwał i ewoluował, czyż nie ?
Octavia wsparta na łokciach delikatnie wygięła się w moim kierunku tym samym mnie pośpieszając. Jedną ręką sięgnąłem do jej kostek i delikatnie po łydce wskazującym palcem przejechałem na wewnętrzną stronę uda, aż do koronki jej pasujących do stanika majteczek i od nowa. Pani leżąca pode mną była niesamowicie niecierpliwa co zaznaczała cicho pojękując i nieustannie ruszając palcami u stóp. W końcu ściągnąłem z niej ostatnią część garderoby. Oto i ona, cała naga i cała moja. Pewien element mojego ciała już również domagał się przejścia z gry wstępnej na wyższy poziom.
- Bierzesz tabletki ? - zapytałem bez owijania w bawełnę. Takie sprawy powinno się raczej ustalać wcześniej, ale no wiadomo presja czasu nam na to nie pozwoliła. Z drugiej strony jadąc bez niczego głupio by było zaliczyć wtopę za pierwszym razem.
- Emm... - zdumiło ją moje wyczucie czasu i pokręciła przecząco głową. Hmmm... daje mi to choć minimalną nadzieję na to, że już jakiś czas kogoś nie miała.
Ale spokojnie, ja jak zawsze przygotowany na takie ewentualności sięgnąłem do kieszeni moich jeansów i wyciągnąłem to co trzeba. Szybko się rozebrałem i nałożyłem prezerwatywę.
- Miałeś ją w spodniach ? Tak na wszelki wypadek ?- pokręciła z rozbawieniem głową.
- Szczerze? To noszę ją od kiedy Cię zobaczyłem czekając na moment,w którym się przyda. Popatrz marzenia się spełniają.
Oznajmiłem i ponownie ją pocałowałem.
- Szaleję na Twoim punkcie...

< Octavia? Hihi ^^ Mrrraśnie tu mraśnie ale żeby nie było że jestem sknera i pisanie tego aktu miłości zatrzymuje tylko dla siebie ciąg dalszy należy do Ciebie :* :* :* >