wtorek, 7 kwietnia 2015

Od Lilith c.d: Lou

Ugh... kolejna pała z matematyki... Niedługo będę mogła założyć kolekcje. Nie, nie wpierw mnie wywalą z tego liceum. Nie ważne, że z całej reszty mam piątki i czwórki, ba nie raz nawet szóstki. Szkoda gadać, a rodzice ? Oni straszliwie nalegają na moje wykształcenie i nie dorzeczne jest to, że z jednego walonego przedmiotu mi nie idzie. Jednak nikt nie zastanowi się dlaczego tak jest... Może chociażby dlatego, że nauczyciel nie powinien nim w cale być ?
No dobra, dobra... nic nie poradzę na to, że matma nie ma najmniejszego sensu a poza tym po co mi wiedzieć jak liczyć jakieś wcale nie praktyczne pierdoły ?
Chcąc nie chcąc musiałam poszukać sobie korepetycji, bo przecież inaczej nie zdam matury.
Przeglądając niemalże identyczne ogłoszenia z Meją na kolanach ostatecznie zdecydowałam się na jakiegoś młodego facia, ten będzie miał raczej najlepsze rozeznanie w tej całej oświacie, nie ?
Zadzwoniłam pod wskazany numer, a moje połączenie zostało odebrane po drugim sygnale. Umówiłam się na godzinę szesnastą, miło bardzo miło.
Jako że na dworze panował straszliwy skwar ubrana w szarą koszulkę, szorty i białe trampki udałam do na przygodę z matematyką.
~Błagam aby nie zanudzał, błagam aby nie zanudzał ~ powtarzałam sobie w myślach.
Kiedy otworzył drzwi dosłownie opadła mi szczena. Rzecz jasna nie dałam tego po sobie poznać. Po pierwsze jego oczy, jego śliczne błękitne oczy... po drugie klata...nic dodać, nic ująć. Nie znałam go dlatego też byłam ostrożna i nie wykazywałam jakiejkolwiek inicjatywy badając grunt.
Louis, bardzo ładne imię, ale oczywiście mu tego nie powiem bo jestem zbyt nieśmiała.
 Naja nie masz jaj ! No przecież, że nie mam, jestem kobietą. Nie o to chodziło... - biłam się z myślami.
Usiadłam na wskazanym miejscu, a chłopak przysiadł zaraz obok mnie przynosząc chłodny napój. Opowiedziałam mu jak beznadziejna jest moja sytuacja i że jak na razie ani rusz z tym przedmiotem.
Przesiadł się naprzeciw aby było nam wygodniej i zaczął coś tłumaczyć.
Ehh... niestety nie bardzo docierało do mnie to co mówił. Chryssste... ale on ma dobrze zbudowane ciało... Ma dziewczynę ? Hmm... żadna się tu nie kręci. Nie wygląda też na takiego co by z mamusią mieszkał." SKUP SIĘ DO CHOLERY " skarciłam się.
- Czyli ile to będzie ? - zapytał i pomachał mi dłonią przed twarzą. - Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
- C-co ? - potrząsnęłam delikatnie głową i podniosłam wzrok z jego znakomitego torsu by spojrzeć mu w równie zacne oczy.
- Słuchasz mnie ?
- Ymmm tak... to znaczy nie bardzo - przyznałam zgodnie z prawdą. Kłamczucha ze mnie marna.
- A cóż Cię tak rozprasza, co ?
Już, już chciała powiedzieć "TY! " kiedy w ostatniej chwili ugryzłam się w język.
- Po prostu jak yy... robię coś związanego z matematyką to całkowicie się wyłączam. - wzruszyłam przepraszająco ramionami i nieśmiało się uśmiechnęłam ukazując swoje dołeczki. Było mi niezręcznie on poświęca swój czas żeby coś do mnie dotarło i żeby ta ciemna masa w moim mózgu została rozbita a ja sobie oglądam...
- Musimy coś na to poradzić.- stwierdził i widząc moje zmieszanie pokrzepiająco się uśmiechnął.
- Będzie ciężko - rzuciłam co ślina przyniosła mi na język.
- Co masz na myśli ? - uniósł brew.
Brawo Lilith kto pod sobą dołki kopie szybko skończy w grobie !  Rób tak dalej to jeszcze bardziej się ośmieszysz.
- Po prostu ja i matma to naprawdę toksyczne połączenie.

< Lou ? Ależ Ty ją rozpraszasz ! Twoja wina ! >

Od Lionka c.d: Octavii

Octavia jest niesamowita już dawno nie zostałem obudzony w tak przyjemny sposób ze śniadaniem do łóżka. Mógłbym być tak rozpieszczany codziennie, naprawdę.
Miałem ochotę spędzić cały ten dzień nie wychodząc z łóżka ale rzecz jasna również nie próżnując. Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem mrucząc przy tym jak kociak.
- Nie idź... - nalegałem.
- Muszę. Chętnie bym została ale muszę. Ty też rusz się do roboty. - uśmiechnęła się ciepło.
- Nie mam roboty. 
- To jej poszukaj leniu. - walnęła mnie z łokcia w bark.
- Au ! Kobieta mnie bije - zaśmiałem się. - W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem.
- Jasne, jasne. - wystawiła dłoń w moją stronę. - Prędzej mi tu kaktus urośnie. Na pewno coś znajdziesz tylko musisz poszukać.
- Och dobra, dobra. - machnąłem ręką i przysunąłem się do niej by po raz kolejny ją pocałować jednak dziewczyna się odsunęła.- Umh? 
- Jeszcze kilka takich pocałunków i oboje wiemy jak to się skończy... - uniosła brew i sięgnęła po swoją grzankę.
- Szczerze? Nie miałbym nic przeciwko. - wyszczerzyłem się.
- Tak, tak wiem...
Na tym zakończyła się nasza poranna dyskusja, bo każde z nas zabrało się za jedzenie. Octavia bardzo dobrze gotowała dlatego też zmiotłem wszystko z talerza w mgnieniu oka. Podziękowałem jej i odprowadzając do drzwi pożegnałem.
W planach miałem zrobić jej dziś malutką niespodziankę... mam nadzieję, że jej się ehm...spodoba.

~*~

Ogarnąłem nieco mieszkanie i udałem się do pobliskiego sklepu realizując tym samym małymi kroczkami swój pomysł. Miałem ogromną nadzieję, że wszystko pójdzie mi po myśli. Po godzinie zakupy miałem za sobą. Nie wiem po co kobiety tyle siedzą miedzy tymi regałami... Toż to przecie nie muzeum... Idę jak muszę i wiem co potrzebuje to kupuje i już mnie nie ma. A nie kurde wyszła z domu o dwunastej a dzwoni Ci o osiemnastej żebyś zszedł na dół bo unieść nie może... Kobiety, tego nie ogarniesz chociażbyś chciał.
Wparowałem szybko do domu i migusiem zabrałem się do pracy, jako że gospodyni ze mnie marna podczas moich kuchennych rewolucji owe pomieszczenie wyglądało jak po jakiejś wojnie. 
- Kurwa ! - syknąłem kiedy ostre ostrze noża rozcięło moją dłoń. - I po jakie gówno takie ostre te rzeczy robią ?! 
Zegar wskazywał godzinę piętnastą, a więc za około godzinkę Octavia kończyła robotę. Sięgnąłem po komórkę i wysłałem jej SMS
Hej śliczna :* 
Wpadnij dziś do mnie.
Buziaki Lion.

Odpowiedzi na niego jednak nie otrzymałem. Cóż widocznie jest zajęta. Równo o szesnastej wszystko było przygotowane i muszę przyznać, że byłem dumny z efektu końcowego. 
Teraz tylko podsumować straty... hmm... rozcięta ręka, poparzone przedramię, stłuczona waza ano i niesamowity burdel. Cóż miejmy nadzieję, że było warto.
Usiadłem przy nakrytym stole. Na wpół przysłonięte rolety sprawiały, że w pokoju panował tajemniczy półmrok. Czerwone wino nalane do kieliszków i parę mało wymyślnych dań- jednak jak na moje normy to nie lada wyczyn - było rozstawionych na czerwonym obrusie. Ten natomiast został udekorowany płatkami czerwonych i białych róż oraz świeczkami. Płatki tego samego kwiatu tworzyły a la czerwony dywan do pokoju. Miałem również przygotowany bukiet by go jej wręczyć ale Octavii jak nie było tak nie ma. 
Czekając na nią opróżniłem do połowy butelkę z winem i przysnąłem na stole. W pewnej chwili obudziło mnie dobijanie się do drzwi. Ruszyłem by je otworzyć, zastałem tam lekko wstawioną dziewczynę.
- Co taki zdziwiony? 
- Gdzie byłaś? - zaniepokoiłem się.
- Przyjechała moja przyjaciółka ! - wykrzyknęła radośnie a ja wciągnąłem ją do mieszkania aby oszczędzić zbędnego show sąsiadom. 
- I dlatego nie mogłaś nawet mi napisać, że będziesz później ? - syknąłem.
- Co to ? - wskazała na kwiaty.
- Nic. - warknąłem. Całą robotę szlag trafił. A w diabły. 
- No przecież widzę ! - skrzywiła się.- A ! Właśnie. Mamy zaproszenie na ślub. 
Sięgnęła do torebki i podała mi kopertę. Na pierwszy rzut oka było widać, że ta przyjaciółka biedna nie jest... Własnoręcznie robione kartki muszą kosztować fortunę... Koperta to wszystko wykonane z taką dokładnością... Ja pierdole ale to muszą być snoby.
Otworzyłem i przeczytałem treść zaproszenia hmmm... Octavia i osoba towarzysząca. Były również załączone dwa bilety, gdzie? Nie było konkretnie napisane ale po ich wyglądzie sądzę, że jakieś ciepłe kraje... Chcą pewnie zrobić taką niespodzianeczkę. Hihi jakie zabawne...
- Ja się na to nie pisze. - oddałem jej wszystko i ruszyłem w stronę sypialni. Nie miałem już ochoty na tą całą kolację. Pewnie już ją zjadła ze swoją psiapsiółą...
Nie cierpię tego typu ludzi, po prostu nie znoszę. Nie będę tam jeszcze znał nikogo. Do ślubu aż tydzień a nawet jeżeli jakimś cudem się zgodzę to szkoda mi kasy na prezent i na garnitur... Nie czuje się zobowiązany...
Totalnie bez humoru położyłem się do łóżka jednak nie mogłem usnąć.


< Octavia ? <3 Lionek ma trochę nerwy, że jego niespodzianka miała finał jaki miała. Ale musisz go namówić na wesele ! I wyciągnąć na zakupy ! c; Masz na to tydzień ! Wybacz, że krótkie ale terminy trochu napięte i czas goni. Mam jednak prośbę abyś opis samego lotu i wesela zostawiła dla mnie huehue >


Od Louisa

Dzień zaczął się leniwie. Nie miałem dziś zajęć, więc mogłem sobie dłużej pospać. Wygramoliłem się z łóżka ok. 9 30. Zanim się ogarnąłem (doprowadziłem swoje włosy do ładu), zjadłem śniadanie i nakarmiłem Kikloo minęła już 11. Sprawdziłem swoje ogłoszenie o udzielaniu korepetycji z matematyki na portalu społecznościowym.
- O jest odpowiedź!- krzyknąłem uradowany.
Nareszcie sobie jakoś zarobię. Szybko odpisałem użytkownikowi, że korepetycje mogą się odbyć już dziś ok. godziny 16. Ucieszony poszedłem sprzątać mieszkanie. Zabrałem klatkę z papugą do mojej sypialni.
- Musisz tu siedzieć głupi ptaku, bo jeszcze coś palniesz jak zwykle.- zaśmiałem się
- Arr, korepetycje, arr - wyskrzeczała i podleciała do przeciwnej ściany kratki.
Zacząłem sprzątać mieszkanie. Odkurzyłem, pościerałem kurze i umyłem okna. Nim się obejrzałem zegar wybił godzinę 14.
"Ciekawe kto to będzie?" - to pytanie nie dawało mi spokoju. Miałem jeszcze 2 godziny wolnego czasu więc poszedłem do sklepu po jakieś ciastka, by poczęstować mojego gościa. Nareszcie nadeszła godzina 16. Czekałem niecierpliwie. Chodziłem w kółko po pokoju. Czym ja się stresowałem to nie wiem? Może tym, że wyjdę na debila? Nie no, chyba nie ... Moje przemyślenia przerwał dźwięk domofonu. Natychmiast się ocknąłem i podbiegłem do drzwi. Nacisnąłem guzik i po chwili ktoś zapukał w drzwi . Otworzyłem i moim oczom ukazała się drobna, wysoka dziewczyna,około 16-17 lat. Miała kasztanowe, długie, proste włosy sięgające do biustu. Jej blada cera i ciemne brązowe oczka stanowiły idealną całość. Ubrana była w szarą koszulkę, dżinsowe , krótkie spodenki i białe trampki. Gestem pokazałem jej, żeby weszła.
- Idź do pokoju, a ja zaraz do ciebie przyjdę.
Usłyszałem tylko ciche "okej'', a ja poszedłem po dwie szklanki i zimny napój, ponieważ był upał na zewnątrz. Gdy wszedłem do salonu dziewczyna siedziała już przy biurku i wyjęła książki. Usiadłem obok i przywitałem się.
- Cześć jestem Louis , ale mów mi Lou. - uśmiechnąłem się i dosunąłem swoje krzesło do biurka .
- Lilith - odpowiedziała oraz nieśmiale się uśmiechnęła.




(Lilith?) <3 Ahh ta matematyka : D

Nowa!

Powitajmy Lilith Patterson !