poniedziałek, 23 marca 2015

Od Layli

Sobota jest ulubionym dniem w tygodniu. Nie muszę iść do pracy, mogę robić co chce.
Wstałam dość późno, ponieważ w nocy dostałam telefon ze szpitala. Przywieziono ludzi z jakiegoś wypadku, w stanie ciężkim i trzeba było operować. Wróciłam prawie nad ranem, ale jak zawsze udało się ich uratować.
Zajęłam się psami, sobą po czym zaczęłam sprzątać. Kiedy skończyłam był już wieczór. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się w szorty i białą bokserkę. Przeczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone, wzięłam trochę kasy i wyszłam z mieszkania. Skierowałam się do jednego z nocnych klubów. Dotarcie zajęło mi dosłownie chwilkę, zajęłam wolne miejsce przy barze i zamówiłam drinka.
-Wolne? - Usłyszałam za plecami.
-Tak. - Spojrzałam na ...

Ktoś c:?

Od Netian'a c.d: Nivan'a

Śmiałem się nadal, a chłopak stał osłupiały
- Chodź, zjesz coś dobrego, co sam przyrządzę - powiedziałem
Chłopak się uśmiechnął i usiadł przy stoliku, a ja zabrałem się do ugotowania czegoś dla Nivan'a. Pomyślałem, że zrobię Ratatuj i tez tak postanowiłem. Po kilku minutach podałem mu posiłek, który zjadł z apetytem. Po zjedzonym posiłku przez Nivan'a poszliśmy suę przejść do parku i nie tylko tam. Potem zaprosiłem go na kawę do siebie, co przyjàł z uśmiechem. Po chwili byliśmy u mnie, a ja krzątałem się po kuchni, a Nivan rozglądał się po moim mieszkaniu, gdy przyszedłem z kawą.
- Czym się zajmujesz? - spytał
- Oprócz tego, że jestem właściciel restauracji i potrafię tak se gotować - i tu mi przerwał
- Świetnie gotujesz
Uśmiechnąłem się mimowolnie
- To mam doktorat z medycyny i jestem światowym dżokejem

<Nivan??>

Od Josh'a c.d: Nivan'a

Syknąłem zaciskając oczy i rozmasowując tył głowy. Przygryzłem dolną wargę i otworzyłem lekko jedno oko patrząc na chłopaka.
- Czy ty mnie przed chwilą...?- jęknąłem.
- N-nie to nie tak jak myślisz!- powiedział szybko, a po chwili zrobił się czerwony.
- Dobra nie rumień się tak. Wyglądasz teraz jak burak- zaśmiałem się sięgając ręką nad jego głową. Widać było że się zdziwił.
Odwróciłem zegarek w swoją stronę sprawdzając godzinę. Była ósma. Kurde, za godzinę do roboty. Zerwałem się z łóżka wzdychając i zmierzając w stronę szafy. Wyciągnąłem z niej wieszak z garniturem i poszedłem do kuchni zrobić sobie coś na szybko jako śniadanie.
- Po co ci garnitur?- spytał wychodząc z pokoju.
- Potrzebny. Chcesz coś?- spytałem otwierając lodówkę.
- Sok pomarańczowy jak masz- odparł, a ja przytaknąłem głową.
Dla siebie zrobiłem kawę. Wyjąłem dwie szklanki i postawiłem je na stoliku. Wyrobiłem się w jakieś pół godziny. W pośpiechu zakładałem buty i płaszcz.
- Zostawiam ci klucze od domu. Jak mi zrobisz pranie i będziesz wychodził, zostaw je pod wycieraczką- powiedziałem i machając mu zbiegłem po schodach.

***

Cały obolały i zmęczony wlokłem się po schodach na górę. Stając przed drzwiami schyliłem się unosząc wycieraczkę. Jednak ku mojemu zdziwieniu nie znalazłem tam kluczy... Zaskoczony powoli wszedłem do mieszkania, drzwi były otwarte. Kiedy wszedłem do środka zobaczyłem Nivan'a. Dobra, nie mam siły już na nic. Bez słowa zacząłem zmierzać w stronę łazienki po drodze zdejmując buty i rzucając na szafkę płaszcz. Wchodząc przejrzałem się w lustrze. Na moim policzku widniało kilka lekkich zadrapań. Westchnąłem ciężko i poszedłem do sypialni rzucając się na łóżko. Ścisnąłem kołdrę z rękach odwracając się na plecy.
- Co ci się stało?- spytał Nivan siadając obok mnie.
- Ugh nic takiego... Ciężki dzień w pracy, czyli to co zwykle- odparłem wzdychając.

<Nivan?>

Od Darlene

Odwijam papierek truskawkowej gumy do żucia i wkładam ją sobie do ust. Wiatr porywa folijkę i przylepia ją do maski jakiegoś samochodu. Wyuczonym ruchem szczęki żuję gumę. Nie cierpię truskawki, jest ohydna. Przyspieszam kroku, żeby tylko być szybciej w mieszkaniu. Nie cierpię chodzić, strata czasu! Kiedyś kupię sobie samochód. Nawet dwa. A potem w końcu zrobię prawo jazdy... Zakładam na oczy okulary, jest dzisiaj beznadziejna pogoda - cholernie wieje, a słońce świeci jak popiepszone. Nie cierpię słońca, jest zdecydowanie za jasne.
Kiedy prawie dochodzę do drzwi, dzwoni moja komórka, to numer jednej z projektantek, Violet. Nie cierpię Violet.
- Sparrow, słucham?
- Lena, kochanieńka, mam prośbę - zaczęła głupia baba tym swoim słodkim tonem.
- Czy chodzi o projekt? - zapytałam rzeczowo otwierając drzwi. Ta kobieta potrafi zaplać godzinę, aż sam nie będzie wiedzieć o co jej chodziło od samego początku.
- Nie... Ale...
- Przepraszam cię bardzo, ale nie mam czasu. To ważne?
- Niezwykle! Mogłabyś dać dojść mi do słowa? Miałam spotkać się dzisiaj z nowym klientem, ale wypadła mi ważna wizyta u... nie ważne u kogo, załatw to za mnie, dobrze? 18.30, moje biuro, klucze w doniczce. Dzięki! - rzuciła tylko i rozłączyła się szybko. Zazgrzytałam zębami ze złości. Jej paznokcie mogą poczekać, uzależniła się od manikiurzystki, totalnie olewając robotę! A moim zadaniem jest poprawiać jej niedociągnięcia, nie usługiwanie we wszystkich możliwych sektorach! Kiedy próbowałam się do niej dodzwonić, miała już wyłączony telefon. Spojrzałam na zegarek, była 16.30, kwieciście wręcz! Szykując jako-taki obiad zastanawiałam się, czy ta robota jest warta świeczki. te projektantki od siedmiu boleści tylko nabazgrolą jakąś szmatę, której i tak nikt nie będzie nosił, a ja mam odwalać za nie kupę najgorszej pracy, czyli sprawienie żeby ta szmata była zdatna do produkcji... A w rzeczywistości robię wszystko dookoła. Piepszone egoistki. Siadając przy stole z talerzem, włączyłam radio. Leciał właśnie jakiś romantyczny kawałek, a ja czułam rosnące poirytowanie. W głębi duszy wiedziałam, że chodzi tu o samotność, której doświadczam pomimo mnóstwa ludzi, w których towarzystwie się obracam. Eh.
Odędzając czarne myśli, wzięłam się za przerabianie ciuchów. Większość wzorów była w zupełności pozbawiona realizmu. Kto widział kapelusz rzekomo plażowy, z dwoma kilogramami wiecheci na rondzie?! Czasami odnoszę wrażenie, że cały ten świat mody to jeden wielki pic na wodę, którym dowodzą sami idioci...
***
W wirze pracy zupełnie zapomniałam o spotkaniu. Za dwie wpół do dopiero łapałam taksówkę, po kolejnych pięciu byłam przed biurem. Przed drzwiami gabinetu Violet już ktoś czekał, nie widziałam sylwetki dokładnie, bo stał w półmroku. Posłałam owej postaci chłodny uśmiech i zaczęłam grzebać w palmie stojącej nieopodal. Musiało to wyglądać... tragicznie? ,,Kiedy tylko dostaniesz wypłatę, zwalniasz się u niej natychmiast!" - przyrzekłam sobie już któryś raz z rzędu. Teraz najważniejszy jest klient, i to, co będzie chciał zamówić... O ile nie zraził się już akcją z kluczami...

<Jakiś człowieczek z niebanalnymi wymaganiami ciuchowymi? :'3>