Kiedy tylko rozpoczęła się moja przerwa poszedłem się przebrać. Zdjąłem z siebie fartuch, narzuciłem na pledy kurtkę po czym wyszedłem tylnymi drzwiami restauracji. Z kieszeni wyciągnąłem paczkę papierosów a z niej jedną "fajkę". Schowałem paczkę i z tej samej kieszeni wziąłem zapalniczkę. Odpaliłem papierosa i zaciągnąłem się. Poszedłem w stronę kawiarni, po drodze zdążyłem wyciągnąć telefon i słuchawki, włączyłem pierwszą lepszą playlistę po czym schowałem telefon do kieszeni spodni. Szedłem teraz przez park, obserwowałem ludzi którzy siedzieli na ławkach czy też bawili się z psami. Niektórzy czując mój wzrok na sobie rzucali mi nienawiste spojrzenie. Przerwacałem wtedy oczami a potem odwracałem wzrok i szedłem dalej. Wychodząc z parku spojrzałem się, któryś z pracowników restauracji biegł w te stronę, wzruszyłem ramionami ignorując to, że macha rękoma w moją stronę. Ostatni raz się zaciągnąłem, ahh końcówka jest najlepsza. Kącik moich ust uniósł się, wypuściłem dym robiąc kółko z dymu. Wyrzuciłem niedopałek i przydepnąłem go. W momencie kiedy na chwilę się zatrzymałem, żeby jak najszybciej wyciągnąć telefon i odebrać połączenie, poczułem na ramieniu czyiś dotyk. Odwróciłem się i z wyrzutem spojrzałem się na "goniącego" mnie wcześniej pracownika. Był to młody blondyn o piwnych oczach i wiecznym uśmiechu na twarzy. Pracował u nas na pół etatu na zmywaku. Widząc moje spojrzenie zastygł, strząsnąłem jego ręke z ramienia i podniosłem brew.
-Szef prosi żebyś natychmiast...
-Od kiedy jesteśmy na Ty.
Warknąłem karcąc go wzrokiem. Chłopak lekko się zgarbił po czym splótł nerwowo palce.
-Przekarz mu, że przyjdę po przerwie.
Młody skinął głową i zawrócił do restauracji potykając się o własne nogi. Westchnąłem obserwują go, jednak nie trwało to długo. Obróciłem się i poszedłem w stronę kawiarni, dawno bym w niej był gdyby nie ten młodziak. Po kilkunastu minutach otworzyłem drzwi budynku, rozejrzałem się po wnętrzu. Było mało wolnych miejsc, lekko zarzenowany tym, że będę się musiał do kogoś przysiąść poszedłem coś zamówić. Rozejrzałem się po menu wiszącym na ścianie, wybrałem jakieś ciasto i kawe po czym zapłaciłem i poszedłem szukać wolnego miejsca. Z talerzykiem i kubkiem nie było to takie proste, to ktoś odsuwał krzesło i wstając "potrącał" mnie, to dla odmiany jakieś dziecko przebiegało przede mną. W końcu znalazłem dogodne miejsce obok młodej kobiety. Normalnie usiadłbym bez pytania ale w końcu trzeba się jakoś zachować. Rzuciłem krótką formułkę na którą kobieta podniosła wzrok znad telefonu i rozejrzała się po kawiarni. Odpowiedziała krótko i wbiła spojerzenie w telefon. Przyglądałem jej się przez chwilę, dopiero kiedy znów spojrzała się na mnie postanowiłem odwrócić wzrok.
-Wszystko w porządku ?
Skinąłem głową a ona uśmiechnęła się, położyła telefon na stoliku i wyciągnęła dłoń w moją stronę.
-Malia Swan.
Na początku chciałem ją zignorować, patrzyłem się to na jej dłoń to w jej oczy. Po chwili namysłu uścisnąłem lekko jej dłoń, wymusiłem uśmiech.
-Bastien Falco, miło mi.
Szczerze to chciałem z nią trochę porozmawiać jednak, jedyne co zrobiłem to wbiłem wzrok w talerz z ciastem. Chwyciłem widelczyk do ciasta i ukroiłem kawałek, przyglądałem się temu kawałkowi z uniesioną brwią. Prosta szarlotka, jednak ja obejrzałem ją z każdej strony.
-Zawsze tak oglądasz jedzenie zanim je tkniesz ?
Zdezorientowany spojrzałem się na Malię, kobieta patrzyła się na mnie jak na wariata. Jęknąłem nie wiedząc co odpowiedzieć po czym zjadłem ciasto. Talerzyk z widelczykiem odsunąłem od siebie.
-Nawet jeśli to co ?
-Nie wydaje ci się to trochę dziwne.
Rzuciła odrzucają kosmyk który opadł jej na twarz. Wzruszyłem ramionami upijając trochę kawy, z kieszeni wyciągnąłem telefon. Była 12:40, jeszcze miałem trochę czasu.
-Właściwie to czym się zajmujesz ?
Nie było to pytanie na podtrzymujące rozmowę, jednak wydawała mi się ona ciekawą osobą. Uśmiechnąłem się tym razem bez przymusu czy tylko z czystej grzeczności.
-Jestem chirurgiem, a ty ?
-Ja za to pracuje w restauracji, jako kucharz. Może wpadłabyś któregoś dnia ?
Chciałem się ją zapytać o coś innego, czy by może ze mną gdzieś wyszła. Jednak byłoby to nie stosowne jako, że prawie mnie nie zna.
-Czemu nie. Jak się nazywa ?
-Ja ci zapiszę. Hmm ?
Malia skinęła głową a ja wziąłem serwetkę a z kieszeni koszuli wyciągnąłem długopis. Na serwetce napisałem swój numer telefonu, no cóż czasem trzeba się przełamać i zachować się inaczej. Schowałem długopis a potem wstałem od stołu a serwetkę z numerem telefonu podałem Malii. Nim zdążyła coś do mnie powiedzieć ja wyszedłem z kawiarni uprzednio oddając kubek razem z resztą.
(Malia ?)