-Jesteś postrzelony.-Powiedziałam. Jeden z ratowników medycznych spojrzał się na mnie i przystąpił do Liona.-MUSISZ jechać do szpitala.
-A kto tak mówi?-Spytał, siląc się na spokój.
-Ja.-odparłam, jednocześnie z ratownikiem, który zaczął go badać. Mężczyzna kiwnął głową na resztę zespołu i polecił im, by przynieśli nosze.
-Ktoś opowie, co tutaj zaszło?-Zapytał policjant. A więc zreferowałam mu wszystko, co wiedziałam, a on spisywał zeznania. W tym czasie załoga karetki pakowała Liona na nosze. Zamknęłam mieszkanie i zeszłam na dół razem z policjantami i sanitariuszami.
-Mogę pojechać razem z nim?-spytałam.
-Niestety nie.-odparł kierowca. Podał mi adres szpitala, zamknął drzwi i karetka odjechała. Spojrzałam się na policjanta.
-Złapiemy tego mężczyznę.-oznajmił.
-Musicie. I tak nie puścimy tego płazem, ten człowiek powinien być w areszcie.-warknęłam i zadzwoniłam po taksówkę.
***
Operacja wyjęcia kuli z ramienia Liona wkrótce miała się skończyć. Chodziłam nerwowo w tą i z powrotem. Mam nadzieję, że to nie wpłynie na jego sprawność. Dzięki Bogu, że to tylko ramię.
Usłyszałam kroki na korytarzu. To z bloku operacyjnego wychodzili lekarze.
-I co?-zapytała podbiegając do nich.
-Operacja przebiegła bez komplikacji.-Powiedział jeden z nich, wysoki mężczyzna w okularach.
-Miał szczęście.-Dodała młoda lekarka.-Uraz nie wpłynie na jego sprawność, nie zostały uszkodzone ważne naczynia krwionośne i nerwy.
-Dziękuję.-szepnęłam, a z oczu pociekły mi łzy szczęścia.
-Nie ma za co. To nasza praca.
***
Przywiozłam Lionell'owi wszystkie potrzebne rzeczy i siedziałam przy nim praktycznie cały czas. Przyjechali także policjanci, by spisać jego zeznania. Dowiedzieliśmy się, że ponownie zgarnęli tego mężczyznę.
Wypisali Liona tydzień po operacji. Poszliśmy razem do mojego mieszkania. Chłopak cały czas nosił opatrunki na ręce, ale w szpitalu powiedzieli mi jak je zmieniać.
-Mam dosyć tej chorej sytuacji.-mruknął, gdy znaleźliśmy się już w środku mieszkania.
-Ja też.-odpowiedziałam.-Chyba nawet nie wiesz jak się cieszę, że nic poważnego Ci nie jest.
-Chyba wiem, że się cieszysz. Mówisz mi to już któryś raz.-uśmiechnął się lekko, przyciągnął mnie do siebie zdrową ręką i pocałował w czubek głowy.-Dziękuję, że jesteś przy mnie.-szepnął.
-Nie dziękuj. To moje zadanie.-odparłam.
***
Minęło już trochę czasu od całej tej afery. Wróciłam do pracy w barze, Lion przychodził tutaj, albo szlajał się po mieście. Wieczory spędzaliśmy razem, często wychodząc na jakiś spacer itp.
Tego wieczoru w barze był dosyć duży ruch, sypały się tipy. Robiłam drinka za drinkiem, najczęściej dla tych samych klientów. Paru musiałam wylegitymować, by sprawdzić, czy są pełnoletni. Parę razy w tłumie ludzi przewinął mi się Lionell, ale nie widziałam, by coś zamawiał Kiedy już kończyłam zmianę podeszła do mnie Monica, inna barmanka.
-Wiesz, chyba powinnaś iść przed klub.-powiedziała. Zmarszczyłam brwi w niemym ptytaniu. Ona wzruszyła ramionami.
-Lepiej idź.-dodała. A więc poszłam.
Przez myśl nie przeszło mi, że mogę zobaczyć przed lokalem co takiego. A co? Może raczej 'kogo?' Lionella. Z inną dziewczyną. Całujących się. Ogarnęła mnie zimna wściekłość. Chciałam wydrapać oczy tej dziewusze. Wyrwać jej kłaki. A Lionell... Podeszłam do nich. Zauważyli mnie, przestali się całować. Było widać, że dziewczyna jest dosyć wstawiona. Podniosłam rękę na Liona, ale po chwili ją opuściłam. Nie miałam siły go uderzyć.
-Myślałam, że jesteś inny.-wykrztusiłam. Spojrzałam na tego babsztyla.-A ty lepiej uciekaj, bo ci łeb ukręcę.
Odwróciłam się, nie zważając na tłumaczenia Lionell'a. Cośtam gadał, że to ta laska zaczęła go całować. I co, że ona? I co?! Wbiłam szybkim krokiem na zaplecze baru, wzięłam moją bluzę i wyszłam. Poszłam do domu. Zastanawiające jest to, że nie uroniłam nawet jednej łzy. Najprawdopodobniej dlatego, że byłam tym zbyt zaskoczona. Nie pomyślałabym, że Lion może zrobić mi coś takiego. Przecież już tyle razem przeszliśmy... Wparowałam do mieszkania trzaskając drzwiami. Zamknęłam wszystkie zamki i nawet nie zapalając światła uwaliłam się na środku przedpokoju i zaczęłam ryczeć. Czułam się potwornie. Nie wiedziałam ile czasu minęło odkąd przyszłam, ale w którym momencie rozległo się walenie do drzwi.
-Octavia!!!-wrzeszczał Lion. Nie podniosłam się z podłogi, łzy leciały mi samoczynnie.-Octavia, wyjdź do mnie, proszę!!!
Powoli podniosłam się i zapaliłam światło. Przypomniałam sobie, że ma on u mnie klucze. Wzięłam je i podeszłam do drzwi.
-Odsuń się!-Krzyknęłam i gdy łomotanie ustało otworzyłam drzwi. Przez szczelinę wyrzuciłam mu jego klucze.-A teraz nie chcę Cię tu widzieć. Ani słyszeć.-Łypnęłam na niego i schowałam się do środka.
***
Rano ogarnęłam się trochę i postanowiłam zrobić zakupy. Ogarnęłam się więc, wzięłam zakupową torbę i wyszłam. Przed drzwiami mojego mieszkania zastałam osobliwy widok. Lionell siedział na podłodze oparty o przeciwległą ścianę. On poderwał się na mój widok, a ja na jego aż się cofnęłam.
-Octavia!-wykrzyknął, podszedł do mnie, objął mnie i próbował pocałować. Odepchnęłam go.
-Przestań, Lionell.-warknęłam.
-Octavia, wysłuchaj mnie, proszę...
-Wiesz, Lionell. Powinniśmy trochę od siebie odpocząć.-powiedziałam i ruszyłam do schodów.
Lionku? ♥ Wybaczysz mi taki rozwój akcji?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz