W trakcie przerwy na drugie śniadanie pogoda niesamowicie się zniszczyła. Rozpadało się w ciągu chwili i lało, i lało. Szef dziś w ogóle nie pojawił się w pracy, cóż... starość ma swoje prawa... zatem i ja nie zamierzałem bezsensownie tu ślęczeć. Wszystko co dziś miałem do zrobienia, zrobiłem dlatego też najwyższa pora zmykać do domu. Pośpiesznie się spakowałem po czym wyskoczyłem na zewnątrz do mojego super samochodu, jednak mina niemalże natychmiast mi zrzedła... Na moim super samochodzie, a konkretnie na przednich drzwiach od strony kierowcy widniały jakieś obrazki wyryte na nieskazitelnej karoserii.
- Czy ten dzień może być jeszcze lepszy?!-mruknąłem pod nosem.
Wkurwiony na maksa kopnąłem w koło. Chwila, chwila coś mi tu nie gra.
Odsunąłem się i uświadomiłem sobie, iż zarówno przednie jak i tylnie opony mam przebite.
- No proszę, owszem, może.
Przeczesałem nerwowo włosy i nie pozostało mi nic innego jak zadzwonić po taksówkę. Miała się zjawić za piętnaście minut więc nawet się nie fatygowałem z chowaniem się do budynku, gdyż i tak byłem już przemoczony.
Spóźniona parę grubych minut podwózka była łaskawa się wreszcie zjawić. Chwała ludowi... cóż za zaszczyt mnie spotkał.
Kiedy podałem kierowcy adres ten bezczelnie się na mnie gapił.
- No czego ? - syknąłem, a ten niewzruszony nie dawał za wygraną.
- Nie pasujesz pan do tamtych rejonów.- wskazał palcem na mój przemoczony garnitur.
- Haa... -prychnąłem. - Cóż za ponadprzeciętna spostrzegawczość... - wywróciłem oczyma. - A nie sądzi pan, że mroczne sprawy lepiej załatwiać na neutralnym gruncie ? - mówiłem to niemalże złowrogim szeptem, a facet znieruchomiał. Spijał każde słowo z moich ust niczym śmietankę - Zatem lepiej jedźmy, bo prawda jest taka, że jestem tu bezkarny. -uśmiechnąłem się szyderczo i z gracją usiadłem na tylnym siedzeniu.
Na całe szczęście jechaliśmy w całkowitej ciszy, a deszcz zakłócał muzykę lecącą z radia.
Gdy tylko wkroczyliśmy na obrzeża, terytorium dawnych- jak to ujmę- upadłych napotkaliśmy przeszkodę w postaci ogromnego korka. Wspaniale !
Sądząc po jego długości zdecydowanie szybciej na miejsce dotarłbym na pieszo a skoro i tak już byłem mokry to co za różnica ?
Zapłaciłem gościowi tyle ile tam mi naliczyło, następnie kierowałem się żwawo w stronę domu.
Pogoda była tak paskudna, że nawet mię zauważyłem istoty, na którą wpadłem.
Super, super... ten dzień jest coraz lepszy.
Choć miałem ochotę zignorować zdarzenie to mimo wszystko wyciagnąłem dłoń by pomóc- jak się okazuje- kobiecie wstać.
- Dzięki -rzuciła i w roztargnieniu zbierała swoje rzeczy.
Po jej stroju i zachowaniu widać było że jest po prostu stąd. Cóż, nie miała tyle szczęścia co ja. Za duże ubrania, instrument,z pomocom którego pewno stara się zarobić na jedzenie...
- Jesteś głodna ? - zapytałem nie odrywając od niej wzroku. Miała ładną, delikatną twarz, choć według mojej opinii była ciut wychudzona.
- ta...yyy..nie.
- Właśnie idę coś przekąsić - skłamałem strategicznie. To logiczne, że była głodna. - Chciałaby mi pani potowarzyszyć ?
Niebieskooka zaczęła się śmiać jak opentana i pomimo tego, że było to zaraźliwe,.jedzenie nie było dla mnie tematem do żartów.
Posłałem jej pytające i zarazem ostrzegawcze spojrzenie, a dziewczyna natychmiast się uspokoiła.
- przepraszam... -wymamrotała. - Pan pyta czy taka ja dotrzymam mu towarzystwa. Zabawne.
- Co ze mną nie tak, że nie chce się Pani zgodzić ? - przechyliłem lekko głowę patrząc w jej niemalże błękitne oczy.
- Niech Pan na siebie spojrzy, a potem spojrzy na mnie.
- Patrzę. I widzę nieco za chudą dziewczynę, która mnie okłamała i teraz na dodatek nie chce mi dotrzymać towarzystwa. Bardzo nie ładnie. - pokręciłem z dezaprobatą głową. - Jeżeli nie chce Pani jeść na mieście możemy iść do mnie lub do Pani. Jak wygodniej. - zapewniłem stanowczo.
Może mnie zbywać jak chce i ile chce, ale nie dam jej spokoju póki nie zje.
< Alli? :3 pisze z telefonu, więc długość nie powala:c >