wtorek, 28 lipca 2015

Od Chrisa c.d: Allijay

W trakcie przerwy na drugie śniadanie pogoda niesamowicie się zniszczyła. Rozpadało się w ciągu chwili i lało, i lało. Szef dziś w ogóle nie pojawił się w pracy, cóż... starość ma swoje prawa... zatem i ja nie zamierzałem bezsensownie tu ślęczeć. Wszystko co dziś miałem do zrobienia, zrobiłem dlatego też  najwyższa pora zmykać do domu. Pośpiesznie się spakowałem po czym wyskoczyłem na zewnątrz do mojego super samochodu, jednak mina niemalże natychmiast mi zrzedła... Na moim super samochodzie, a konkretnie na przednich drzwiach od strony kierowcy widniały jakieś obrazki wyryte na nieskazitelnej karoserii.
- Czy ten dzień może być jeszcze lepszy?!-mruknąłem pod nosem.
Wkurwiony na maksa kopnąłem w koło. Chwila, chwila coś mi tu nie gra.
Odsunąłem się i uświadomiłem sobie, iż zarówno przednie jak i tylnie opony mam przebite.
- No proszę, owszem, może.
Przeczesałem nerwowo włosy i nie pozostało mi nic innego jak zadzwonić po taksówkę. Miała się zjawić za piętnaście minut więc nawet się nie fatygowałem z chowaniem się do budynku, gdyż i tak byłem już przemoczony.
Spóźniona parę grubych minut podwózka była łaskawa się wreszcie zjawić. Chwała ludowi... cóż za zaszczyt mnie spotkał.
Kiedy podałem kierowcy adres ten bezczelnie się na mnie gapił.
- No czego ? - syknąłem, a ten niewzruszony nie dawał za wygraną.
- Nie pasujesz pan do tamtych rejonów.- wskazał palcem na mój przemoczony garnitur.
- Haa... -prychnąłem. - Cóż za ponadprzeciętna spostrzegawczość... - wywróciłem oczyma. - A nie sądzi pan, że mroczne sprawy lepiej załatwiać na neutralnym gruncie ? - mówiłem to niemalże złowrogim szeptem, a facet znieruchomiał. Spijał każde słowo z moich ust niczym śmietankę - Zatem lepiej jedźmy, bo prawda jest taka, że jestem tu bezkarny. -uśmiechnąłem się szyderczo i z gracją usiadłem na tylnym siedzeniu.
Na całe szczęście jechaliśmy w całkowitej ciszy, a deszcz zakłócał muzykę lecącą z radia.
Gdy tylko wkroczyliśmy na obrzeża, terytorium dawnych- jak to ujmę- upadłych napotkaliśmy przeszkodę w postaci ogromnego korka. Wspaniale !
Sądząc po jego długości zdecydowanie szybciej na miejsce dotarłbym na pieszo a skoro i tak już byłem mokry to co za różnica ?
Zapłaciłem gościowi tyle ile tam mi naliczyło, następnie kierowałem się żwawo w stronę domu.
Pogoda była tak paskudna, że nawet mię zauważyłem istoty, na którą wpadłem.
Super, super... ten dzień jest coraz lepszy.
Choć miałem ochotę zignorować  zdarzenie to mimo wszystko wyciagnąłem dłoń by pomóc- jak się okazuje- kobiecie wstać.
- Dzięki -rzuciła i w roztargnieniu zbierała swoje rzeczy.
Po jej stroju i zachowaniu widać było że jest po prostu stąd. Cóż, nie miała tyle szczęścia co ja. Za duże ubrania, instrument,z pomocom którego pewno stara się zarobić na jedzenie...
- Jesteś głodna ? - zapytałem nie odrywając od niej wzroku. Miała ładną, delikatną twarz, choć według mojej opinii była ciut wychudzona.
- ta...yyy..nie.
- Właśnie idę coś przekąsić - skłamałem strategicznie. To logiczne, że była głodna. - Chciałaby mi pani potowarzyszyć ?
Niebieskooka zaczęła się śmiać jak opentana i pomimo tego, że było to zaraźliwe,.jedzenie nie było dla mnie tematem do żartów.
Posłałem jej pytające i zarazem ostrzegawcze spojrzenie, a dziewczyna natychmiast się uspokoiła.
- przepraszam... -wymamrotała. - Pan pyta czy taka ja dotrzymam mu towarzystwa. Zabawne.
- Co ze mną nie tak, że nie chce się Pani zgodzić ? - przechyliłem lekko głowę patrząc w jej niemalże błękitne oczy.
- Niech Pan na siebie spojrzy, a potem spojrzy na mnie.
- Patrzę. I widzę nieco za chudą dziewczynę, która mnie okłamała i teraz na dodatek nie chce mi dotrzymać towarzystwa. Bardzo nie ładnie. - pokręciłem z dezaprobatą głową. - Jeżeli nie chce Pani jeść na mieście możemy iść do mnie lub do Pani. Jak wygodniej. - zapewniłem stanowczo.
Może mnie zbywać jak chce i ile chce, ale nie dam jej spokoju póki nie zje.

< Alli? :3 pisze z telefonu, więc długość nie powala:c >

Od Allijay

Mur dzielący dwa różne światy upadł. Ludzie zamożni wymieszali się z tymi biednymi wprowadzając niezłe zamieszanie. Cała ta sytuacja jednak nie wypłynęła jakoś szczególnie na moje życie. Wciąż mieszkam w opuszczonej ruderze przy cmentarzu, wciąż nie mam co jeść i w co się ubrać. Takie pojęcia są jednak obce dla tych bogatych snobów, bo u niech luksus jest codziennością, a coś takiego jak bieda jest dla nich po postu nie możliwe. Kiedyś okolice mojego domu były spokojne, teraz unosi się tu smród spalin, a o ciszy nawet nie ma mowy.

~~~~~

Przez nie duże, w części popękane okno wpadał niewielki promyczek słońca oświetlając moją twarz. Obudzona, otworzyłam oczy rozglądając się po pokoju, który swoją drogą był w najlepszym stanie ze wszystkich trzech w całym domu. Niechętnie zwlekłam się z łóżka i z zamiarem wzięcia prysznicu zawlokłam się do łazienki. Odkręcając wodę liczyłam na przyjemny ciepły strumień wody, zamiast tego jednak dostałam wodę polodowcową. Wyskoczyłam jak oparzona -właściwie ochłodzona - z wanny dopełniając całość bardzo głośnym okrzykiem:
-Choler.a!
Szczękając zębami wytarłam się i zarzuciłam na siebie swoje jedyne ubrania, które były jeszcze wilgotne gdyż musiałam je uprać żeby nie chodzić w brudnych szmatach.
Burczało mi w brzuchu jednak jak na złość lodówka akurat dzisiaj była pusta, a w portfelu nie miałam nawet na chleb.
Wyjrzałam na zewnątrz, nie bo zasłoniły szare chmury a w oddali było słychać pomrukiwanie burzy.
Zarzuciłam na siebie starą bluzę, wzięłam gitarę i ruszyłam na miasto w celu zdobycia drobnych na jedzenie.
Kidy wyszłam na główną uliczkę zakrztusiłam się smrodem spalin. Jakimś cudem na tak małej ulicy zrobił się ogromny korek. Przyśpieszyłam kroku aby zobaczyć co go spowodowało.
Kiedy byłam już wystarczająco blisko ujrzałam karetkę i ratowników medycznych wkładających nosze z ciałem owiniętym czarną folią. Na ziemi zostały krople krwi, które szybko zostały stare przez koła po woli ruszających aut.

~~~~~

Rozłożyłam czarny futerał na ziemi, a sama zaczęłam zastanawiać się co zagrać. Postawiłam na piosenkę o całkiem wesołej melodii, którą grać nauczyła mnie mama.
Po chwili usłyszałam brzdęk monet, uśmiechnęłam się do starszej kobiety, która postanowiła wspomóc przygotowanie mojego śniadania. Nie pograłam długo a poczułam krople deszczu na twarzy, spojrzałam w górę, coraz więcej kropel spadało na ziemię. Zebrałam swoje graty i szybkim krokiem ruszyłam do domu. Zaczęło lać.
Ten dzień zdecydowanie nie był moim dniem. W całym zgiełku ludzi uciekających przed deszczem jakiś facet potrącił mnie, a ja runęłam do kałuży.
Żeby nie zwracać na siebie uwagi mruknęłam jedynie coś do siebie. Po chwili jednak ujrzałam dłoń wyciągniętą w moją stronę. Skorzystałam z pomocy przechodnia.
-Dzięki - mruknęłam zbierając swoje rzeczy.

<Tajemniczy przechodniu?>
Zaklepuje sobie, Chris :3

Od Schulyer c.d: Robina


Do samego końca byłam pewna, że przyjdzie i mnie przytuli, ale nie, zamnkęłam drzwi lecz chłopak nie przyszedł. Poczułam bolesne ukłucie w piersi. Poczułam płynącą łzę, ale szybko ją zlikwidowałam. Pojechałabym windą, ale mogłam się tam na kogoś natknąć, więc zbiegałam po schodach czując rozczarowanie, a zarazem złość. Dlaczego powiedział Kocham Cię, skoro teraz nawet nie raczył za mną pójść. W pewnym sensie mu uwierzyłam, ale teraz ta wiara wyparowała. Smutne. Pomyślałam , ale szybko się za to skarciłam. Taksówką wróciłam do swojego apartamentu odświeżyłam się i przebrałam z ciuchów chłopaka, o którym w tej chwili pragnęłam zapomnieć. Musiałam iść do pracy... Byliśmy w połowie nowego filmu "Zniewolona", grałam główną rolę więc musiałam się zjawić. Wysuszyłam i uczesałam włosy, nie musiałam ich układać bo ekipa i tak by to zmieniła.

★★★

O godzinie 18 wyszłam z budynku, w którym nagrywaliśmy. Byłam cholernie zmęczona, ale dostałam sms'a od Gabriela, który oznajmił mi, że my, czyli ja, on i Adrian, wybieramy się na imprezę. Uznałam to za dobrą alternatywę, więc szybko wróciłam do domu przebrałam się i odświeżyłam, po godzinie byłam już gotowa. Wyszłam na korytarz, a tam zastałam Gabriela i Adriana pogrążonych w rozmowie, uśmiechnęłam się w duchu. Adrian byl mi jak brat, a Gabriel jakby nie patrzeć jest moim bratem.
- Gotowi? - odparłam i uśmiechnęłam się, a chłopcy pokiwali entuzjastycznie głowami i ruszyli w stronę wind.

★★★

Od razu po przyjściu do baru usadowiliśmy się przy barku i zamówiliśmy drinki, znaczy tylko ja piłam drinka, a chłopacy wściekłe psy ( wódka, tabasco i sok malinowy zagęszczany ). Podobno piekło w gębie. Potem się rozeszliśmy, mam na myśli to, że chłopacy poszli na parkiet do jakichś łatwych lasek, a ja zostałam na miejscu i delektowałam się martini. Jednakże mój spokój nie trwał długo, ktoś dotknął mojego ramienia, a gdy nie zareagowałam usłyszałam męski głos, którego spodziewałam się najmniej, a mianowicie był to Robin.
- Co ty tu robisz? - wycedziłam przez zaciśnięte zęby, a on powtórzył pytanie, którego najwyraźniej nie usłyszałam.
- Zatańczysz ze mną? - spojrzał mi w oczy i wyciągnął dłoń, ale ja zmierzyłam go zimnym wzrokiem i odwróciłam się w stronę barmana.
- Nie mam ochoty. - odparłam patrzeć na zwinne dłonie, które przygotowywały właśnie drinka dla mężczyzny siedzącego w drugim końcu blatu.

Robin?

Od Robina c.d: Schulyer

Nie chciałem żeby już poszła, ale nie wiem czy ją w ogóle obchodziło co ja myślę. Usłyszałem jak powoli otwiera drzwi. Chciałem wstać i ją od tego powstrzymać, ale nie mogłem się ruszyć. Głos też uwiązł mi w gardle. Nawet nie mam pewności czy jeszcze się zobaczymy. Ona wie gdzie mieszkam... Cóż niby z gazet mogę się dowiedzieć gdzie ona mieszka, ale... Westchnąłem. Usłyszałem jak drzwi się zamykają. Nagle poczułem gorącą łzę na policzku. Co się ze mną dzieje?...

( Schulyer? )

Od Schulyer c.d: Robina


Przyglądał mi się krytycznym wzrokiem, ale ja dalej twardo patrzyłam mu w oczy. Nie dam się zastraszyć. Jednakże zanim zdążyłam to przemyśleć rozległ się mój głos.
- Muszę już iść. - siedziałam tak jeszcze chwilę czekając na jakąkolwiek reakcje, ale chłopak dalej parzył bez słowa na mnie. Przenikliwie, a to nie pasowało do niego. Nie wiadomo z jakiego powodu czułam się przy nim bezpiecznie. I tak... Normalnie. Jak dziewczyna, która dla niego jest kimś więcej niż tylko dziewczyną. Podobało mi się jego podejście do tego, ale to nie wszystko powiedzieć dwa słowa " Kocham Cię ", trzeba w to wierzyć i utwierdzać w tym drugą osobę. Wstałam i dałam parę kroków w stronę drzwi, które tym razem sprawdziłam i były drzwiami frontowymi, a potem się odwróciłam i popatrzyłam po raz ostatni na chłopaka.

Robin?