- Przepraszam za psa. - powiedziała zawstydzona, a ja rozejrzałem się i stwierdzilem, że nawet nie zauważyłem, gdy znaleźliśmy się poza miastem. - Wywozisz mnie, żeby mnie zgwałcić? Wiesz pochlebiasz mi, ale wystarczyłoby ładnie poprosić. - odparłem , ale jakoś nie bardzo uśmiechało mi się bycie przeleconym... Głupio to zabrzmiało, nawet w moich myślach. Roześmiała się w głos gdzy ujrzała moją minę.
- Spokojnie, nie zamierzam cię zgwałcić. - wydusiła dalej się śmiejąc. Powoli zwalnialiśmy, aż w końcu staneliśmy. Znów na mnie spojrzała i powiedziała chrypnięta. - Serio nie zamierzam nic ci robić, chce ci tylko coś pokazać. - Wysiedliśmy więc i podeszliśmy pod górę w całkowitym milczeniu. Na górze stała stara, wyblakła czerwona kanapa. Usiadłem na poręczy i spojrzałem na drogę, którą tu weszliśmy.
- Jesteś bardzo fotogeniczny. - odparła uśmiechając się i patrząc w aparat. - Chodź zobacz. - Wstałem i podszedłem do niej, chwyciłem aparat i spojrzałem na zdjęcie.
- Chcesz być fotografem? - Spytałem dalej przyglądając się zdjęciu. - Jest bardzo ładne...
- Nie, po prostu chciałam mieć twoje zdjęcie, nie takie z internetu. Tylko na żywo. - odparła, a ja zerknąłem na nią i uśmiechnąłem się półgębkiem.
Ashley?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz