sobota, 27 czerwca 2015
Od Blase'a c.d: Hope
-Ja menda?
-No a kto inny?-zachichotała. Pocałowałem ją w czoło.
-To co chcesz oglądać?
-Hmmmm...Może jakiś horror? Najlepiej psychologiczny
-Akurat mam pełno-powiedziałem sięgając po film. Włączyłem. Usiadłem obok dziewczyny obejmując ją ramieniem. Amrozja usadowiła się na jej kolanach. Kotka bardzo polubiła dziewczynę.-Czekaj czekaj...Ty nie musisz iść jutro do szkoły?
-Muszę. Ale nie pójdę-odpowiedziała całując mnie w policzek.
-Będziesz miała złe wyniki w nauce-prychnąłem.
-W takim razie będę w przyszłości mieszkała na ulicy-zaśmiała się.
-No dobrze, dobrze...Jak coś to nic o twojej szkole nie wiedziałem-odparłem. Film się skończył. Hope poszła się umyć.Ja zaraz po niej. Położyła się do łóżka pierwsza. Ja jeszcze napisałem sms-a do moich pracowników. Położyłem się obok dziewczyny.
-Kocham cię wiesz?-szepnąłem jej do ucha.
<Hope? ♥♥♥♥>
Od Octavii CD Lionka
-A kto tak mówi?-Spytał, siląc się na spokój.
-Ja.-odparłam, jednocześnie z ratownikiem, który zaczął go badać. Mężczyzna kiwnął głową na resztę zespołu i polecił im, by przynieśli nosze.
-Ktoś opowie, co tutaj zaszło?-Zapytał policjant. A więc zreferowałam mu wszystko, co wiedziałam, a on spisywał zeznania. W tym czasie załoga karetki pakowała Liona na nosze. Zamknęłam mieszkanie i zeszłam na dół razem z policjantami i sanitariuszami.
-Mogę pojechać razem z nim?-spytałam.
-Niestety nie.-odparł kierowca. Podał mi adres szpitala, zamknął drzwi i karetka odjechała. Spojrzałam się na policjanta.
-Złapiemy tego mężczyznę.-oznajmił.
-Musicie. I tak nie puścimy tego płazem, ten człowiek powinien być w areszcie.-warknęłam i zadzwoniłam po taksówkę.
***
Operacja wyjęcia kuli z ramienia Liona wkrótce miała się skończyć. Chodziłam nerwowo w tą i z powrotem. Mam nadzieję, że to nie wpłynie na jego sprawność. Dzięki Bogu, że to tylko ramię.
Usłyszałam kroki na korytarzu. To z bloku operacyjnego wychodzili lekarze.
-I co?-zapytała podbiegając do nich.
-Operacja przebiegła bez komplikacji.-Powiedział jeden z nich, wysoki mężczyzna w okularach.
-Miał szczęście.-Dodała młoda lekarka.-Uraz nie wpłynie na jego sprawność, nie zostały uszkodzone ważne naczynia krwionośne i nerwy.
-Dziękuję.-szepnęłam, a z oczu pociekły mi łzy szczęścia.
-Nie ma za co. To nasza praca.
***
Przywiozłam Lionell'owi wszystkie potrzebne rzeczy i siedziałam przy nim praktycznie cały czas. Przyjechali także policjanci, by spisać jego zeznania. Dowiedzieliśmy się, że ponownie zgarnęli tego mężczyznę.
Wypisali Liona tydzień po operacji. Poszliśmy razem do mojego mieszkania. Chłopak cały czas nosił opatrunki na ręce, ale w szpitalu powiedzieli mi jak je zmieniać.
-Mam dosyć tej chorej sytuacji.-mruknął, gdy znaleźliśmy się już w środku mieszkania.
-Ja też.-odpowiedziałam.-Chyba nawet nie wiesz jak się cieszę, że nic poważnego Ci nie jest.
-Chyba wiem, że się cieszysz. Mówisz mi to już któryś raz.-uśmiechnął się lekko, przyciągnął mnie do siebie zdrową ręką i pocałował w czubek głowy.-Dziękuję, że jesteś przy mnie.-szepnął.
-Nie dziękuj. To moje zadanie.-odparłam.
***
Minęło już trochę czasu od całej tej afery. Wróciłam do pracy w barze, Lion przychodził tutaj, albo szlajał się po mieście. Wieczory spędzaliśmy razem, często wychodząc na jakiś spacer itp.
Tego wieczoru w barze był dosyć duży ruch, sypały się tipy. Robiłam drinka za drinkiem, najczęściej dla tych samych klientów. Paru musiałam wylegitymować, by sprawdzić, czy są pełnoletni. Parę razy w tłumie ludzi przewinął mi się Lionell, ale nie widziałam, by coś zamawiał Kiedy już kończyłam zmianę podeszła do mnie Monica, inna barmanka.
-Wiesz, chyba powinnaś iść przed klub.-powiedziała. Zmarszczyłam brwi w niemym ptytaniu. Ona wzruszyła ramionami.
-Lepiej idź.-dodała. A więc poszłam.
Przez myśl nie przeszło mi, że mogę zobaczyć przed lokalem co takiego. A co? Może raczej 'kogo?' Lionella. Z inną dziewczyną. Całujących się. Ogarnęła mnie zimna wściekłość. Chciałam wydrapać oczy tej dziewusze. Wyrwać jej kłaki. A Lionell... Podeszłam do nich. Zauważyli mnie, przestali się całować. Było widać, że dziewczyna jest dosyć wstawiona. Podniosłam rękę na Liona, ale po chwili ją opuściłam. Nie miałam siły go uderzyć.
-Myślałam, że jesteś inny.-wykrztusiłam. Spojrzałam na tego babsztyla.-A ty lepiej uciekaj, bo ci łeb ukręcę.
Odwróciłam się, nie zważając na tłumaczenia Lionell'a. Cośtam gadał, że to ta laska zaczęła go całować. I co, że ona? I co?! Wbiłam szybkim krokiem na zaplecze baru, wzięłam moją bluzę i wyszłam. Poszłam do domu. Zastanawiające jest to, że nie uroniłam nawet jednej łzy. Najprawdopodobniej dlatego, że byłam tym zbyt zaskoczona. Nie pomyślałabym, że Lion może zrobić mi coś takiego. Przecież już tyle razem przeszliśmy... Wparowałam do mieszkania trzaskając drzwiami. Zamknęłam wszystkie zamki i nawet nie zapalając światła uwaliłam się na środku przedpokoju i zaczęłam ryczeć. Czułam się potwornie. Nie wiedziałam ile czasu minęło odkąd przyszłam, ale w którym momencie rozległo się walenie do drzwi.
-Octavia!!!-wrzeszczał Lion. Nie podniosłam się z podłogi, łzy leciały mi samoczynnie.-Octavia, wyjdź do mnie, proszę!!!
Powoli podniosłam się i zapaliłam światło. Przypomniałam sobie, że ma on u mnie klucze. Wzięłam je i podeszłam do drzwi.
-Odsuń się!-Krzyknęłam i gdy łomotanie ustało otworzyłam drzwi. Przez szczelinę wyrzuciłam mu jego klucze.-A teraz nie chcę Cię tu widzieć. Ani słyszeć.-Łypnęłam na niego i schowałam się do środka.
***
Rano ogarnęłam się trochę i postanowiłam zrobić zakupy. Ogarnęłam się więc, wzięłam zakupową torbę i wyszłam. Przed drzwiami mojego mieszkania zastałam osobliwy widok. Lionell siedział na podłodze oparty o przeciwległą ścianę. On poderwał się na mój widok, a ja na jego aż się cofnęłam.
-Octavia!-wykrzyknął, podszedł do mnie, objął mnie i próbował pocałować. Odepchnęłam go.
-Przestań, Lionell.-warknęłam.
-Octavia, wysłuchaj mnie, proszę...
-Wiesz, Lionell. Powinniśmy trochę od siebie odpocząć.-powiedziałam i ruszyłam do schodów.
Lionku? ♥ Wybaczysz mi taki rozwój akcji?
Od Hope c.d: Blase'a
- Nie obierzesz?
- Nie. - prychnęłam i wyłączyłam urządzenie, po czym rzuciłam je na stół. - Ups... chyba mi się rozładował, cholera jaka szkoda...- wzruszyłam ramionami.
- Igrasz z ogniem moja droga - zaśmiał się.
- W innym razie musiałbym wracać - rzuciłam z udawaną powagą.
- Oh, w takim razie dobrze, że kochasz ryzyko.
- Też tak uważam - wymruczałam i ponownie go pocałowałam.
Mogłabym go tak całować codziennie, tak samo jak gapić się w te jego cudowne oczy. MAm olbrzymi fart, żeby nie zostać o mało potrąconą i jeszcze poznać takiego chłopaka.. Po prostu wspaniale !
Przez chwilę upajaliśmy się cudowną ciszą i swoją bliskością jednak wpadłam na pomysł, że moglibyśmy coś obejrzeć nim pójdziemy spać.
- Może jakiś film ? Błagam byleby nie jakieś słodkie do porzygania romanse, bo nie ręczę za siebie.
- Romanse odpadają ? Oh, to nie wiem czy możemy być razem.
- Osz Ty mendo ! - zachichotałam i sięgnęłam po poduszkę, którą zdzieliłam go po głowie.
< Blase? >
Od Schulyer do: Robina
Spodobało mi się w parku, więc znów zaciągnęłam tam Luminę. Rozejrzałam się, ale nikogo nie zauważyłam, tak więc rozpięłam smycz i kaganiec, a wilczyca zaczęła wesoła hasać po soczystej trawie, byłam ubrana w dresy i bluzę bez kaptura, także mogłam usiąść tuż obok biegającej Lumi, nie wiadomo czemu położyłam się na trawie, a wilczca przystanęła i spięła mięśnie, musiała coś zobaczyć, bo zaczęła warczeć, podniosłam się i rozejrzałam, niedaleko stał rudy husky, również z najeżoną sierścią. Nawet nie zdążyłam krzyknąć, a Lumina rzuciła się do ataku, w połowie drogi zwierzęta się zderzyły.
- Lumina! - ryknęłam, a wilczyca odpuściła, jednakże husky natarł na nią jeszcze bardziej, a ja podbiegłam do Lumi, próbowałam oderwać od niej psa, ale ten zaciskał mocniej szczęki. Moje zmagania nie trwały długo, bo ktoś złapał mnie w pasie i odciągnął. Kopałam i drapałam trzymającą mnie osobę, krzyczałam też w niebo głosy.
- Postaw mnie na ziemię! Słyszysz! Puść mnie!
I tak też ten ktoś zrobił, z muskulatury wywnioskowałam iż to chłopak.
- Co ty sobie wyobrażasz! - syknęłam, gdy upadłam na kolana, wstałam i otrzepałam dłonie. Podniosłam wzrok na chłopaka, był przystojny... - No co jezyk ci ucieli?
Robin?
Od Layli CD Lionella
Kiedy byłam już w domu wyszłam jeszcze na chwilę z psami, po czym wróciliśmy do środka. Zjadłam kolację, wzięłam długą gorącą kąpiel i położyłam się spać. Nie musiałam liczyć baranów czy też robić innych głupot aby usnąć.
Następnego dnia obudził mnie dźwięk dzwonka mojego telefonu. Zaspana wymacałam ręką telefon na toaletce.
-Ta? - Mój głos był zaspany.
-Musisz dzisiaj być w pracy.
-Czemu?
-Drugi lekarz wziął przed chwilą na dzisiaj urlop. Widzę Cię na miejscu za godzinę. - Głos w słuchawce ucichł.
Niechętnie podniosłam się, zjadłam śniadanie i wyprowadziłam swoje psy. Wzięłam jeszcze szybki prysznic i do pracy. W szpitalu na recepcji zatrzymała mnie Kat. Zamieniłyśmy kilka zdań, kiedy wokół drzwi jakaś kobieta pisnęła. Odwróciłam się szybko, w przejściu leżał chłopak. Nie myśląc wiele podbiegłam do niego, to był ten wczorajszy "znajomy" z parku. Wokół niego zaczęła robić się niewielka kałuża z krwi. Wysłałam pielęgniarki po opatrunki i po nosze.
Zabezpieczyłam jego rękę, funkcjonariusze zanieśli go do mojego gabinetu zabiegowego. Tam mogłam lepiej przyjrzeć się jego ręce, oczyściłam ranę. Była dość głęboka, musiałam szybko szyć, skończonym zabiegu nałożyłam opatrunek. Przenieśliśmy chłopaka do sali aby odzyskał przytomność. Stałam w sali i patrzyłam jak pielęgniarka podłącza mu kroplówkę. Obok niej stał ten cholerny stażysta.
-Anna poczekaj. - Zwróciłam się do dziewczyny. - Zdejmij mu koszulkę. - Mruknęłam do niego.
-Co?! - Wykrzywił się. - Nie jestem pedałem!
-Po pierwsze to nie drzyj ryja. Po drugie mówi się geja, smarkaczu. Po trzecie to nie była prośba tylko polecenie. - Mój głos był spokojny.
Chłopak niechętnie posłuchał i zrobił to co mu kazałam. Wtedy dziewczyna mogła skończyć swoje zadanie. Chłopak był cały w tatuażach.
-Po co to robiłem?
-Po to aby nie ubrudził całego łóżka. - Odpowiedziałam do młodego.
Wyszłam razem z Anną. Dzisiaj na oddziale był straszny spokój. Nie było żadnych operacji, czy też pacjentów z większymi urazami.
Z nudów postanowiłam zrobić obchód. Na sam koniec weszłam do sali chłopaka któremu dzisiaj udzieliłam pomocy. Jego organizm był bardzo osłabiony, podeszłam bliżej aby sprawdzić jego stan. Kroplówka się skończyła, postanowiłam ją zmienić. Kiedy podłączyłam nową. Nieznajomy się obudził.
-Witamy śpiącą królewnę. - Uśmiechnęłam się.
-Co się stało? - Zapytał.
-Nie pamiętasz? Zemdlałeś na widok szpitala. - Zaśmiałam się.
-Gdzie moja koszulka?
-Musieliśmy ją zdjąć abyś nie ubrudził całego łóżka. Jak się czujesz?
-Czy to ważne?
-Tak. Muszę wiedzieć jak się czujesz aby postanowić czy zostajesz czy możemy Cię wypisać.
Lionell? c:
Od Schulyer CD Blase'a do: Gabriela
- To miło. - odparłam siląc się na życzliwość. Nie wiedząc co powiedzieć rzuciłam. - Mam nadzieję, że Ambrozji nic się nie stało. - po czym zaczęłam siorbać swoją latte.
- Nie, wszystko jest ok. - odparł zirytowany chłopak. Miał oczy podobne do oczu Gabriela.
- Fajne oczy. - powiedziałam i skubnęłam kawałek ciastka, które dołączyli do kawy.
- Dziękuję. - Odparł i znów nastała niezręczna cisza. Był miły, a nawet bardzo. - A ty? - pytanie, które przerwało ciszę, nieco zbiło mnie z tropu.
- Hmm? - mruknęłam, a Blase powtórzył pytanie.
- Pytałem czy jesteś singlem, a w ogóle jak masz na imię, bo się nie przedstawiłaś.
- Ah, tak jestem singlem. I wybacz mi brak manier. Jestem Schulyer. Schulyer van Alen. - odparłam i wyciągnęłam dłoń, chłopak tylko nieznacznie ją uścisnął.
- Jesteś aktorką prawda? Tą z Przyrzeczonych. - spytał bez cienia zainteresowania., a ja znudzona rozmową o mnie rzuciłam.
- Taa. - I znów wzięłam się do siorbania kawy. Żeby zaprzestać rozmowy o mnie zmieniłam temat. - To jak poznałeś Hope? - spytałam, a chłopak zdziwiony, że w ogóle go słuchałam zaczął rozwodzić się jakie cudowne okazało się spotkanie swojej drógiej połówki, a ja tylko przytakiwałam głową, bo niby skąd mam wiedzieć jakie to uczucie pokochać kogoś, jedyną osobą, którą troszkę kocham jest mój brat. I w ten sposób upłynęło półtorej godziny.
- Fascynująca historia, a teraz wybacz, ale muszę już iść. - odparłam i zawołałam kelnera, Blase zaczął wyciągać portfel, ale powiedziałam. - Ja płacę, w ramach rekompensaty. Nie jestem pewna czy jeszcze się spotkamy, więc nie powiem do zobaczenia. - odparłam i wręczyłam kelnerce zwitek banknotów i zwróciłam się do niej. - Reszty nie trzeba. - i dodałam tym razem do blondyna. - Przeproś ode mnie Ambrozję. I żegnam właścicielu ścianki wspinaczkowej. Miłego wieczoru. - I wyszłam nie czekając na odpowiedź. Po drodze do domu spotkałam oczywiście Gabriela, bo czy jest dzień w którym by mnie nie śledził? Zanim poszłam na kawę odprowadziłam wilczycę do holu. Tak więc teraz szłam sama, no z wyjątkiem brata bliźniaka który się doczepił.
Gabriel?
Od Blase'a c.d: Schulyer
-Przepraszam jeszcze raz-powiedziała.
-Jeszcze raz mówię, że nic nie szkodzi-odparłem biorąc kota na ręce. Byłem zły...Ale w końcu co to da, że na nią pokrzyczę? Ten jej wilk i tak już rzucił się na moją biedną Ambrozję.
-Może dasz się zaprosić na kawę?-zapytała-Tak w ramach przeprosin
-Kiedy?-wcale nie miałem ochoty na kawę. Zwłaszcza, że mam dziewczynę i wątpię, że byłaby zadowolona.
-Możemy iść nawet teraz
-Hmmm...No dobrze-odparłem. Fuck. Dlaczego zawsze jestem taki miły? Poszliśmy na tą kawę. Dziewczyna zamówiła i zapłaciła. To dość miłe z jej strony.
-Opowiedz mi coś o sobie-powiedziała wgapiając się we mnie.
-Noo... Mam swoją ściankę wspinaczkową, jedną z największych w mieście...
-Oooo to fajnie
-Tak-odparłem. Nastała niezręczna cisza. Wreszcie dziewczyna przerwała ją.
-Jesteś z kimś czy raczej singiel?-rzuciła udając obojętność.
-Mam dziewczynę. Nazywa się Hope.
<Schulyer?>
Od Gabriela do: Mixi
Stwierdziłem, że wizyta u Gemmy dobrze mi zrobi. Gemma jest moją dobrą znajomą, ale ma chłopaka więc gdy tylko przekroczyłem próg jej drzwi dostałem w nos. Jej chłopak, Jeff też nie wyszedł z tego bez szwanku. Złamałem mu parę żeber, więc trochę pocierpi, a on mi podbił oko, tak więc będzie śliwa. Nie mając nic więcej do powiedzenia, opuściłem jej mieszkanie i udałem się do Starbuck' a na gorącą czekoladę, uwielbiałem ją, bo koiła ból. Usiadłem jak zwykle przy oknie i obsłużyła mnie młoda Patricia.
- Hej Drac, to co zawsze? - spytała, a gdy pokiwałem potwierdzająco głową uśmiechnęła się i odeszła. Nie musiałem długo czekać na swoje zamówienie, bo ledwo dziewczyna zniknęła w kuchni już wracała z papierowym kubiem z logiem Starbuck'a w dłoni, odebrałem czekoladę i wręczyłem jej zapłatę i napiwek.
- Dzięki Patty, do zobaczenia jutro. - Odparłem szybko widząc Schulyer pl drugiej stronie ulicy. Nawet nie czekałem aż ekspednientka odpowie po prostu wyszedłem szybkim krokiem. Szukałem znajomej twarzy w tłumie, ale nigdzie jej nie widziałem. Dopiero po chwili zauważyłem, że Schulyer pomaga wstać jakiejś dziewczynie. Co jej się stało, że komuś pomaga? Instynktownie wiedziałem gdzie zmierza moja bliźniaczka, więc ruszyłem przed siebie nie spuszczając jej z oczu, jako że jestem wyższy stawiam dalsze kroki, a ona pewnie ubrała buty na obcasie, więc mam przewagę. Szybkim krokiem udałem się na drugą stronę i przysiadłem na ławce przed Holiday Inn i czekałem, aż siostra dojdzie. Po półgodzinie było widać, że idzie, a za nią dreptała ta mała której pomogła. Gdy już doszła do ławki nie zwróciła na mnie najmniejszej uwagi, więc jej pomogłem.
- Hej Shy, gdzie byłaś? - spytałem, a dziewczyna z którą szła aż podskoczyła.
- Nie twój interes. A ty gdzie byłeś? - syknęła Schulyer, a ja wstałem i się zaśmiałem.
- Mógłbym powiedzieć to samo. - po chwili dodałem. - Kim jest twoja towarzyszka?
- Właściwie nie wiem, wlecze się ze mną już od jakiegoś czasu. - odpowiedziała, a dziewczyna o różowych włosach zrobiła się czerwona na twarzy.
- Więc kim jesteś? - spytałem bezpośrednio.
Mixi?
Od Jenny do: Lionella
- Gdzie jesteś?! - usłyszałam krzyk dziewczyny
- W domu? - powiedziałam nie pewnie
- Jak zwykle! Za dziesięć minut jest spotkanie z menagerem tej restauracji jest pełno ludzi więc jak chcesz mieć jakieś szanse to się nie spóźnij! - rozłączyła się
- Ku***! - przeklnęłam co rzadko mi się zdarzało, spotkanie do pracy jak mogłam zapomnieć. Wbiegłam do pokoju i zaczęłam wyciągać ubrania, zdecydowałąm się na krótkie spodenki, bluzkę i kurtkę
Wybiegłam z domu w stronę miejsca spotkania na szczęście było kilka ulic od mojego mieszkania więc nie miałam aż tak daleko.
- No jesteś w końcu - cmoknełam Sashe w policzek
- Trochę za bardzo wczoraj zabalowałam - zaśmiałąm się dźwięcznie do przyjaciółki - Ale jestem więc się rozchmurz - po chwili weszliśmy do środka, zapadła cisza a wszyscy wpatrywali się w mężczyznę
- Wszyscy, którzy przyszli dostają szansę, po tygodniu przyjmiemy kilka par - par? o co mu chodziło - Dobierzcie się w pary, chłopak z dziewczyną. W naszej restauracji do stolików podchodzi się parami ona przyjmuje zamówienie, on częstuje winem. Ona przynosi zamówione napoje, on dania na talerzach, jak to komuś nie odpowiada niech od razy wyjdzie - obejrzałam się i faktycznie kilka osób wyszło, chciało mi się śmiać, podeszłam do chłopaka po mojej prawej stronie, był wysoki i miał przenikliwe spojrzenie. Spojrzał na mnie ale nic nie powiedział
- Już się dobraliście? Każdy para podejdzie do stolika i odbierze umowę oraz wskazówki na którą godzinę ma przyjść, później przejdziecie po stroje - zrobił się harmider
- Jenny - wyciągnełam rękę w stronę chłopaka, spojrzał na mnie i uniósł brwi
- Lionell, będziemy razem pracować, mam nadzieję że się nie spóźniasz?
- Nie no coś ty - uśmiechnęłam się
- Jenny idę już tylko się znowu jutro nie spóźnij! - usłyszłam wołanie Sashy, dzięki, pomyślałam. Chłopak lekko się uśmiechnął, odwrócił się i ruszył kilka kroków na przód w kolejce.
Po niecałej godzinie stałam na zewnątrz, ze strojem pod pachą, paląc fajkę. Usłyszałam za sobą kroki
- Dasz się zaprosić na kawę?
- Z takim przystojniakiem zawsze - zaśmiałam się.
Lionell? Trochę weny mi zabrakło :<
Od Blase'a c.d: Hope
-To się cieszę-powiedziała dziewczyna przytulając mnie. Nagle koło jej nóg zjawiła się Ambrozja.
-Chyba bardzo cię polubiła-zaśmiałem się. Czarna kulka stanęła na tylnych łapkach by Hope mogła ją podnieść. Dziewczyna zrobiła to. Kto zaczął mruczeć.
-Utuczyłeś ją zbyt mocno-powiedziała dziewczyna z trudem trzymając mojego grubego kota.
-Jest idealna-odparłem. Spędziliśmy razem cały wieczór.
-Gdzie będę spała?-zapytała Hope.
-Ze mną-odparłem z uśmiechem. W pewnym momencie naszą sielankę przerwał telefon. Był to ojciec Hope.
<Hope? ♥♥♥>
Od Kici do: Arthura
Co się dzieje? Dobra jest dużo osób pewnie, ale ja z każdym nie rozmawiam i rozmawiać nie będę. Nero już nieco podrósł, ale nie aż na tyle by się strasznie zmienił. Może pod względem, że już nie jest aż tak „szczenięcy” jak wcześniej. Oczywiście Nero jest teraz bardziej posłuszny, co jest wielkim plusem dla mnie i dla niego. Każdy dzień wyglądał tak: Poranek - Wstać, posprzątać, umyć się, ubrać, spacer z Nerem.
Popołudnie – obiad, później szłam porobić zdjęcia na mieście, później zakupy i dom.
Wieczór – oglądanie filmów, zjeść kolacje, umyć ciało i włosy, pójść spać.
I tak było w kółko.
No nie ważne, dzisiejszy dzień zaczął się od tego, że przyszedł listonosz… No i Nero jak oszalały wybiegł przez taras – zapomniałam zamknąć ostatniego wieczoru. Niestety musiałam w samej piżamie biec za psem, aby go złapać. Listonosz wybiegł za bramkę i ją zamknął. Podbiegłam do Nera.
- Do domu. – powiedziałam stanowczym głosem.
Pies szczeknął kilka razy na listonosza, ale nie poszedł do domu, powtórzyłam to, ale zdecydowanie i głośniej. Pies skulił ogonek, uszy przyległy mu do głowy i spuścił łepek. Poszedł do domu, ale wszedł przez taras. Przeprosiłam listonosza, uśmiechnęłam się i odeszłam.
Weszłam do domu, drzwiami frontowymi. Były otwarte, ciągle zaczynam zapominać o ich zamykaniu. Ech… Weszłam do środka, zakluczyłam drzwi i poszłam się ubrać. Weszłam do sypialni, z szafki wyjęłam bluzkę, która sięgała do pępka, było z napisem „RUSH”, do tego krótkie spodenki jeansowe, oczywiście założyłam bieliznę, aby nie było że chodzę bez… No, ale pomińmy to. Założyłam skarpetki – stópki. Potem poszłam do kuchni, zrobiłam sobie śniadanie – płatki z zimnym mlekiem.
Kiedy spożyłam śniadanie, poszłam umyć zęby. Zastanawiało mnie to co mam dzisiaj robić? Nie wiem, naprawdę nie wiem. To mnie tak zastanawia, że masakra. Z Nerem wyjść nie wyjdę, wybiegał się rano pewnie. Więc jakiś plus. Załatwić się załatwił pewnie gdzieś na podwórku, ale nie wiem. Popatrzyłam na siebie w lustrze, mogę wyjść na miasto. Chociaż nie… Jeszcze włosy! Pobiegłam do łazienki, uczesałam włosy, poprawiłam i było dobrze. Lekki makijaż, po czym wróciłam na przedpokój. Założyłam trampki i wyszłam z domu. Zakluczyłam drzwi, zostawiłam taras otwarty, ale nic się raczej nie stanie. Nero nie może w taki dzień siedzieć w domu. Pogoda jest zmienna, więc wzięłam wcześniej bluzę, zawiązałam rękawy z przodu, na wysokości bioder i wyszłam zza ogrodzenie. Zamknęłam bramkę i poszłam na miasto.
*
Chodziłam od jednego sklepu do drugiego. Szukałam co by sobie kupić, jakieś ciuchy, może jakieś ozdoby do domu, no po prostu nie wiedziałam co kupić. Westchnęłam ciężko. Poszłam do kawiarni. Weszłam do środka i rozejrzałam się za wolnym miejscem. Niestety wszystkie były zajęte. Chociaż… Było jedno miejsce wolne, ale przy tym stoliku siedział jakiś mężczyzna. Spojrzałam na niego, no cóż raz kosi śmierć nieprawdaż? Chłopak siedział i patrzył na swoje ręce. Nawet nie podnosił głowy. Wzięłam głęboki wdech i podeszłam do niego. Delikatnie poklepałam go w ramię. Spojrzał na mnie kątem oka.
- Czegoś potrzebujesz? – spytał.
- Um… Mogę się dosiąść? – odpowiedziałam pytaniem.
Wyprostował się i na mnie patrzył z pogardą.
- Nie ma nigdzie indziej miejsca?
- Nie. – odparłam niepewnym głosem. – A zresztą…
Odwróciłam się i już chciałam odejść, ale chłopak szybko złapał mnie za bluzę. Lekko mnie pociągnął abym podeszła. Odwróciłam się i niepewnie do niego podeszłam.
- Dobra usiądź… - powiedział.
- Dziękuję. – odparłam cicho, że ledwo dało to się usłyszeć.
Uśmiechnął się lekko w moim kierunku. W sumie miło, że pozwolił mi się dosiąść, choć z początku sądziłam, że powie abym sobie poszukała gdzie indziej miejsca. Chociaż tak już było, ale w końcu i tak się zgodził co było… Fajne? Miłe? Uprzejme z jego strony?
- Jak masz na imię? – spytał.
Chyba chciał zacząć rozmowę. Popatrzyłam na niego z lekkim uśmiechem. Nadal nie jestem przekonana co do ludzi, ale jak mu powiem swoje imię to przecież mi nic nie zrobi, no nie?
- Kicia. – odparłam po chwili.
Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, ale nic nie powiedział tylko był cicho, przez chwilę.
- Jestem Arthur. – przedstawił się.
Przytaknęłam głową. Chłopak posłał mi lekki uśmiech, chciał coś powiedzieć, nie wiem co… Ale nie zdążył. Czemu? Podeszła kelnerka i spytała się co bym chciała zamówić. Poprosiłam ją o kawę i jakieś ciastko do schrupania. Zapisała zamówienie i spytała „towarzysza”, z którym byłam czy coś jeszcze będzie zamawiał. Powiedział, że nie i dziękuję. Kobieta odeszła, a ja spojrzałam na niego.
<Arthur?>
Od Liona c.d: Octavii
- Czemu nas zamknęli ? - zapytała spanikowana Octavia.
- Spokojnie, tylko spokojnie. Na chwilę obecną jesteśmy głównymi podejrzanymi. Nie możemy pokazać, że się boimy konsekwencji, bo to nas przecież nie dotyczy. -starałem się brzmieć spokojnie, choć już nie do końca byłem pewien jak wyglądają tutaj takie procedury.
- Co będzie teraz z nami ?
- Wezmą nasze odciski, spiszą nas, pewnie pod wykrywacz kłamstw też się załapiemy. A jak już uswiadomią sobie, że nie mamy z tym nic ale to nic wspólnego to posłużymy zapewne za przynętę i będziemy musieli z tym towarem polecieć do domu.
- Żartujesz sobie, prawda ?
- No jasne, że tak... To chyba zbyt niebezpieczne by nas w to mieszano. - prychnąłem, wiem, iż był to kiepski żart.
- Chociaż tyle. Czyli potem będziemy wolni ?
- No nie wiem, schwytanie takich grup przestępczych to nie taka prosta sprawa, uwierz.
Przeczesałem palcami włosy. Tak bardzo chciałem ją przytulić, żeby dodać jej otuchy...
My to mamy jednak farta, nie dość, że wpakowaliśmy się parze młodej do sypialni, następnie spaliśmy na plaży to jeszcze teraz wygrana w konkursie okazuje się być przesyłką z narkotykami. Nie ma co, nieźle. To chyba jedne z najciekawszych wakacji w moim całym życiu.
Po około dwudziestu minutach zabrano nas na przesłuchania, które odbywały się w tym samym czasie. Funkcjonariusze traktowali nas jak największe zło, jakbyśmy co najmniej kogoś zabili. No ale co im się dziwić skoro prochy stanowią tu plagę. Uważam, że gdyby to wszystko najzwyczajniej w świecie zalegalizowano to popyt na to znacznie by spadł. Co w tym jara ludzi? No co ? To, że jest to nie legalne. Wiadomo taki szpan ja sobie biorę w żyłę lub wciągam a wy nie bo jesteście frajerami i boicie się przeciwstawić władzy. Pitu, pitu czeresieńki.
Tak jak podejrzewałem wykonali nam masę testów w tym też na to czy jesteśmy pod wpływem alkoholu i narkotyków. Trzy i pół godziny naszego życia poszło się walić, dosłownie.
A kolejne dwie zajęło im podjęcie decyzji o tym czy to nasza sprawka i sobie z nimi pogrywamy czy też jako naiwni turyści daliśmy się złapać w pułapkę.
Całe szczęście wyszło na nasze, a policjanci już planowali jak to rozegrać. Nie podobało mi się, że faktycznie chcieli abyśmy przetransportowali to do domu.
- Mówiłeś, że żartowałeś - mruknęła przerażona.
- Bo to był żart, nie sądziłem, że są aż takimi debilami.
Uczucie niepokoju nie chciało mnie już opuścić, ale nie mieliśmy innego wyjścia. Gliny odwiozły nas do hotelu żebyśmy się spakowali i zarezerwowali dla nas lot. Cały czas jednak dwóch z nich w cywilu snuło się za nami jak cień... Po prostu suuuper.
Od Hope c.d: Blase'a
- Nie wiem czy mogę... - lekko się skrzywiłam, ale przecież mam prawie osiemnaście lat. Mogę robić co mi się żywnie podoba, no dobra prawie. Mama napewno cieszyłaby się moim szczęściem, raczej by mi pozwoliła- A z resztą nie ważne. Zostanę- uśmiechnęłam się promiennie i go przytuliłam. Staliśmy chwilę patrząc sobie w oczy. Brązowe w zielone i zielone w brązowe. Słowo daję, miałam wrażenie jakbyśmy w ten sposób zaglądali sobie w myśli bądź, co bądź w głąb duszy.
- Cieszę się, że zostajesz.- zapewnił i mnie namiętnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek z takim samym zaangażowaniem, a przyjemny dreszcz przebiegł po moich plecach.
Chwila, chwila my się tak tu liżemy, a nawet razem nie jesteśmy... chyba, że jesteśmy. Cholera nie wiem. Niby konkretne pytanie nie padło ale jednak oboje zachowujemy się bezwstydnie.
- Emm... -odsunęłam się od niego -... mam pytanie, jaki rodzaj relacji nasz obecnie łączy ? My jesteśmy razem czy tak nie bardzo ? - rzuciłam prosto z mostu.
Od Blase'a c.d: Hope
Hope była bardzo słodka. Rozśmieszyło mnie jej pytanie
-Tak szczerze...
-Tak szczerze!-powiedziała.
-Ostatnią dziewczynę miałem w twoim wieku. Była moją dziewczyną przez tydzień. Później ze mną zerwała-zaśmiałem się.
-Na pewno?
-Na milion procent-odpowiedziałem.
-Będę miała w domu przesrane-powiedziała dziewczyna.
-Nie przejmuj się tym teraz-odpowiedziałem całując ją w głowę.- Usiądź na kanapie zaraz przyjdę.
-Jasne-odparła. Gdy wszedłem do salonu Ambrozja leżała na kolanach Hope.
-Chyba cię polubiła-zaśmiałem się. Zdjąłem kota z kolan dziewczyny. Usiadłem obok niej i objąłem ją ręką. Dziewczyna wtuliła się we mnie.
-Boję się wracać do domu-szepnęła.
-Czego się boisz?
-Ojca.
-Jeśli chcesz możesz zostać u mnie.
<Hope? ^^ ♥>
Od Hope c.d: Blase'a
Zmęczona podróżą, bo jednak kostka dawała się we znaki, doszłam wreszcie do pamiętnego przejścia dla pieszych nie po pięćdziesięciu minutach, a po półtorej godzinie.
Zostałam pozytywnie zaskoczona gdy zobaczyłam Blase'a na miejscu. Poczułam wówczas ten fajny ścisk w brzuchu.
Dziś znów zabrał mnie do siebie, co wcale mi nie przeszkadzało.
Wydawało mi się, że nic nie zdziwi mnie dziś bardziej, ale myliłam się... To co stało się w jego mieszkaniu przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Wow... co to był za pocałunek.
Nie taki zwykły cmok, tylko taki pełen namiętności... Słowo daje, że gdyby nie przytrzymujące mnie silne ramiona chłopaka to nie byłabym w stanie ustać na nogach, które były jak z waty.
- Zajebiście całujesz... - wyszeptałam kiedy się od siebie odsunęliśmy jednak nadal pozostaliśmy w siebie wtuleni. - Przepraszam za wczoraj, spanikowałam.
- Niepotrzebnie - zapewnił i potargał mnie po włosach.
- To wyszło tak nagle...no rozumiesz - znów zaczęłam się plątać jednak chłopak skutecznie mnie uciszył składając na moich ustach kolejny pocałunek.
- Jak noga? - zapytał ze stoickim spokojem, więc albo wcale na niego nie działałam albo dobrze ukrywał uczucia.
- Lepiej-kiwnęłam głową - Często masz nowe kobiety? - zmarszczyłam brwi.
- Czemu pytasz?
- Bo ja mam nogi jak z waty, a ty sprawiasz wrażenie obojętnego. - skrzywiłam się i założyłam wojowniczo ręce na piersi.
< Blase? xd :* >
Od Blase'a c.d: Hope
Wstałem rano. Wcześnie. Myślałem jak znaleźć Hope
-MAM!-krzyknąłem. Przecież spotkałem ją przed szkołą. Pójdę po prostu i na nią poczekam. Pogłaskałem Ambrozję i pojechałem pod jej szkołę. Czekałem dość długo. Nie byłem jednak zły. Zrobiłbym wszystko by jeszcze raz ją zobaczyć. Wreszcie zauważyłem ją. Szła sama. Podszedłem do niej od tyłu
-Nawet dobrze się nie pożegnałaś-szepnąłem jej do ucha. Dziewczyna wystraszyła się. Po chwili jednak odwróciła się w moją stronę
-Blase...Ale co ty tu robisz?-zapytała patrząc prosto w moje oczy.
-Chodź-powiedziałem chwytając ją za rękę. Pojechaliśmy do mojego mieszkania.
-Ale...Czemu znowu mnie tu zabrałeś?-zapytała gdy weszliśmy.
-Nie dokończyłaś wczoraj czegoś-odpowiedziałem całując ją w usta.
<Hope? ♥♥>
Od Hope c.d: Blase'a
- Będę miała jutro przechlapane - westchnęłam i skrzywiłam się na samą myśl jakie kazanie będzie na mnie czekać.
- Dlaczego? Przecież to nie Twoja wina.
- To mój ojciec... - przewróciłam oczyma - Muszę do niego zadzwonić.
- Zadzwoń do mamy. - zaproponował a mi mimowolnie zszedł z ust uśmiech.
- Mama nie żyje - wzruszyłam ramionami - Odeszła jak miałam pięć lat.
- Przepraszam, nie wiedziałem. - skrzywił się i widać było, że nie chciał mnie zasmucić - współczuje.
- Jest dobrze. Było minęło. - powiedziałam stanowczo. Najważniejsze to nie rozczulać się nad sobą. - Zadzwonię.
Jak oznajmiłam tak też zrobiłam. Nieco niepewnie wybrałam numer, a głos który był ewidentnie wkurzony - o ile to słowo w ogóle odpowiednio oddaje ten ton - odezwał się po drugim sygnale. Byłam niemalże pewna, że chłopak słyszy jak tata drze na mnie mordę, przez co zaszkliły mi się oczy. Już prawił mi gadkę, że pewnie poszłam z kimś do łóżka za jakieś marne grosze... wspominałam już że go nienawidzę ?
- Przykro mi ale muszę wracać... Zadzwonię po taksówkę.
- Czemu tak krzyczał ? - był wyraźnie zaniepokojony.
- Bo się martwi. - wyszeptałam nie będąc do końca pewna tego czego mówię.
Chłopak odprowadził mnie na dół , gdzie wspólnie czekaliśmy na taksówkę pogrążeni we własnych myślach, która miała zjawić się za dziesięć minut.
- Dziękuję Ci za wszystko - uśmiechnęłam się i stanęłam lekko na palcach żeby dać mu buziaka w polik. Miał być to zwykły gest jednak Blase, który się tego po prostu nie spodziewał odwrócił głowę w moją stronę i skończyło się tak, że cmoknęłam go w usta.
- Yyyy... - zatkało mnie, dosłownie a w brzuchu skręciło mi żołądek, dziwne nieznane mi uczucie, jednak w pewien sposób przyjemne. Czyżby to były te całe "motylki" ?
Podjeżdząjący samochód był jak zbawienie. Szybko się do niego wpakowałam, uciekając od niezręcznej sytuacji.
- Jeszcze raz dziękuję - krzyknęłam pośpiesznie nim zamknęłam drzwi i odjechałam.
O mamuńciu... czułam jak moja twarz płonie, a w szczególności usta... oparłam się o chłodną szybę, a myśli cały czas krążyły w okół zielonych oczu... Miałam tępą nadzieję, że go jeszcze zobaczę... chociaż to wątpliwa sprawa, bo przecież przed chwilą od niego uciekłam.
- Brawo Hope - syknęłam sama do siebie i starałam się zapomnieć... Mhm... na marne.
< Blase? Tak jakby wiesz gdzie chodzę do szkoły ^^ ♥ >




