niedziela, 28 czerwca 2015

Od Mixi c.d: Jana

Kolejny męczący dzień w pracy. Była sobota, więc postanowiłam pójść na jakąś imprezę. Weszłam do całkiem przypadkowego klubu i zamówiłam drinka. Czułam się nieco samotnia, ale bałam się do kogokolwiek zagadać. Wtedy obok mnie przy barze usiadł dość sympatycznie wyglądający chłopak.
"Raz kozie śmierć" pomyślałam i powiedziałam:
- Hej.
- Cześć - odpowiedział odwracając się do mnie.
Nie bardzo wiedziałam co powiedzieć. Nigdy wcześniej do nikogo nie zagadałam, więc nie wiedziałam co powiedzieć.
- Jestem Mixi - wykrztusiłam w końcu.

Panie Dąbrowski?

Od Ashley c.d: Adrian

Spojrzałam na chłopaka otwierając garaż i odsłaniając moje porche.
- Czemu nie samochodem? - spytałam
- Nie - mrukną
Po chwili ciszy odezwałam się.
- Nie jestes najprzystojniejszym chłopakiem w tym mieście - zaśmiałam się
- Jak nie jak tak? - spytał
- Ty? Chyba śnisz nie jesteś w moim typie - powiedziałam
Zamknęłam dom patrząc się na niego i wciskając guzik od bramy która zaczęła się otwierać.
- Może Cię podwieść w końcu mój piesek porysował Ci hondę - powiedziałam

Adrian?

Od Adriana c.d: Ashley

Po tam jak dziewczyna odparała, iż nie będzie płacić mi za szkody oraz bierze kundla i odchodzi lekko mnie zirytowała. Zresztą nie ważne pieniędzy mi nie brakuje.
- Nie ważne. - wyciągnąłem z tylnej kieszeni kluczyki i odjechałem jej z przejazdu. Zadzwoniłem do Gabriela, że ma się zbierać, bo ta mała co zrobiła mi awanture zniszczyła moją brykę. Podpity brunet chwilę się rozglądał zanim zobaczył moją honde. Zwineliśmy się do jego apartamentu, przy czym dostaliśmy mega opieprz od Schuyler.

★★★

Następnego dnia, wracałem do domu. Pieszo, bo Schuyler wkurzona wczorajszym incydentem zabrała i moje kluvczyki, i Gabriela. Niestety musiałem wracać drogą obok mieszkania tej nawiedzonej blondynki. Modliłem się w duchu żeby jej nie spotkać, bo akurat przechodziłem.
- No proszę. Kogo moje piękne oczy widzą. - usłyszałem głosk, który wczoraj mnie upokorzył.
- Chole*a. - mruknąłem pod nosem i odwróciłem się na pięcie. - Widzisz najprzystojniejszego chłopaka w mieście. - Odparłem uśmiechając się słodko.

Ashley?

Od Ashley c.d: Adrian

Spojrzałam się na chłopaka po czym obciągnęłam sukienkę aby więcej zasłaniała.
- Halo? - spytałam
Pomachałam lekko mu przed twarzą zaczynając się śmiać.
- Dobrze się czujesz? - odparłam
Chłopak prychną śmiechem odwracając ode mnie wzrok.
- Trisa chodź! - krzyknęłam
Pies szybko przybiegł do mnie i złowrogo patrzył się na chłopaka.
- To ile chcesz? - spytałam
- No nie wiem a ile to może kosztować? - popatrzył się na samochód
- No wiesz... - mruknęłam wyjmując portfel - albo nie nie będę Ci płacić za to że przez Ciebie nie mogłam wyjechać - powiedziałam znów chowając portfel

Adrian?

Od Jana


Kolejny dzień, nic.do roboty... I tak miało być przez cały dzień?
Ubrałem się i wyszedłem z psami. Rozglądając się, ujrzałem park. Poszedłem do niego. Była tam ławka, obok niej jezioro... Usiadłem i patrzyłem przed siebie.
W końcu wróciłem do domu. Telefon zadrgał. Wziąłem go i przeczytałem sms'a. Było tam napisane o imprezie. W barze, obok mojego domu, od 19:00 do 4:00 rano.
~ czemu nie..
Mruknąłem do siebie. Zaraz miała się zacząć. Przebrałem się i poszedłem. Byłem już w środku. Było.już dużo osób. Usiadłem przy barze, zamówiłem drinka.
- Hej.
Usłyszałem głos. Odwróciłem się o zobaczyłem dziewczynę.
- Cześć.
Odparłem.

Jakaś dziewczyna?

Od Mixi cd Schulyer i Gabriela

Czyli to byli ci aktorzy... Okej, szczerze mówiąc nie spodziewałam się... Chociaż to było do przewidzenia, ta dziewczyna miała takie zimne oczy mówiące o wpływowości.
- Widzę, że jesteśmy z tej samej strony muru - uśmiechnęłam się smutno, a oni spojrzeli na mnie zaskoczeni.
- Ty też jesteś stamtąd? - zapytał zaskoczony chłopak.
- Tak, ale cóż, mi się w życiu nie poszczęściło...
- A myślisz, że my mieliśmy kolorowo? - prychnęła dziewczyna.
- Może kiedyś nie, ale teraz owszem. Wy macie apartamenty, a ja mieszkam w jakiejś melinie. Wy żyjecie bogato, a mnie ledwo stać na jedzenie za moją marną pensje tatuażystki. Bez wątpliwości wam się bardziej w życiu powodzi.

Schulyer? Gabriel?

Od Schuyler, Gabriela c.d: Mixi

Zaśmiałem się, pilnie strzeżony sekret? Osobiście uważam, że powinna wiedzidć kim jesteśmy, ale skoro nie wie to z chęcią się jej przedstawię. Schuyler spojrzała na mnie wymownie, więc uznałem, iż to mi przypadnie zaszczyt olśnienia Mixi Hideki kimże jesteśmy.
- Gabriel van Alen. - i tu wskazałem na siostrę. - Schuyler van Alen. Mówi ci to coś? - a nasza towarzyszka zaczerwieniła się i powiedziała.
- van Alenowie? - I na to przytaknąlem głową, a Shy tylko warknęła cos w stylu " Ahhr " i przewróciła oscentacyjnie oczyma, a Mixi strasznie się speszyła.

Mixi? Tsa ta długość również powala xdd

Nowy~!

Powitajmy Jana Dąbrowskiego~!

Od Mixi c.d: Schuyler i Gabriela

- Nie jestem nikim ważnym - powiedziałam niemalże szeptem ze wzrokiem wbitym w ziemię.
- Może byś się przedstawiła panno 'nikt ważny'? - chłopak spojrzał na mnie, a w jego oczach widać było iskierki rozbawienia.
- Mixi... Mixi Hideki... - mówiąc to patrzyłam mu w oczy. - Wiem, że się chamsko doczepiłam do twojej... znajomej?
- To moja siostra - zaśmiał się.
- Więc siostry... Miałam w tym jednak pewien interes - uśmiechnęłam się tajemniczo. - Mogę wiedzieć jak się nazywacie? Czy to pilnie strzeżony sekret?

(Schulyer? Gabriel? Wiem, że długość powala ;-;)

Od Adriana c.d: Ashley

Przyciągnąłem dziewczynę do siebie, a to śliniące się stworzenie zaczęło warczeć. Puściłem ją więc, ale ona się zachwiała i upadłaby gdybym jej nie złapał.
- A teraz, skarbie. Musisz zapłać za zniszczenia, które zrobiło to... coś.
- No chyba śnisz chłoptasiu. - odparła dziewczyna i odepchnęła moją dłoń.
- Czyli wolisz rozwiązanie sprawy z policją. - a dziewczyna ani drgnęła.
- Straszysz mnie policją? To ty zastawiłeś mój wjazd. - a ja zaśmiałem się.
- Gdybyś nie robiła awantury i grzecznie poprosiła to może bym posłuchał, a poza tym jestem bezkarny. - odparłem poirytowany. Tym razem dziewczyna się trochę przestraszyła. A ja dodałem. - To wyskakuj z kasy i zmykaj, nie jesteś w moim typie. - Ale ona twardo stała. Przyznaję była seksowna w tej sukience, ma ładne nogi i zgrabne krągłości. Mmm... Gapiłem się na nią i czekałem na jakąkolwiek reakcję.

Ashley?

Od Schuyler c.d: Gabriela

Mój brat jest strasznie nadopiekuńczy, ale nie mam mu tego za złe. To on zawsze bronił mnie przed ojcem, przez co to on zawsze obrywał. Przystanęłam i spojrzałam na brata. Położyłam mu dłoń na piersi i odparłam już spokojniej.
- Jestem już dużą dziewczynką, Gabrielu. Potrafię o siebie zadbać. - chłopak przytrzymał moją dłoń i niepewnie acz stanowczo mnie przytulił. Zdziwiona tym obrotem sprawy oparłam się o moją rękę na jego torsie. Jednakże ta chwila nie trwała długo, bo czułam się niezręcznie i wyślizgnęłam z objęć brata. - Myślę, że już powinniśmy iść. - odparłam i ruszyłam wolnym krokiem, a Gabriel po chwili zrównał ze mną krok. Szliśmy w milczeniu, ale nie długo bo chłopak ponownie spytał.
- Więc kim był ten chłopak? Ten z kawiarni? - Czyli nie odpuści. Przyznaję jego wścibstwo było irytujące. Uniosłam głowę tak by móc spojrzeć mu w oczy, które teraz oczekiwały mojej reakcji.
- Lumia pogoniła jego kota, zaprosiłam go na kawę w rajach przeprosin. - odpowiedziałam po dłuższej chwili. A Gabriel wydawał dziwny duszący odgłos, gdy na niego spojrzałam okazało się, że dusi go ze śmiechu. Pacnęłam go w ramię.

Gabriel?

Od Ashley c.d: Adrian

Przeprowadziłam się razem z moim kochanym albinosem rasy Amstaff. Pobawiłam się z nim i zaczęłam się rozpakowywać jednak szybko mi się to znudziło. Postanowiłam wyruszyć do miasta zobaczyłam że blisko mojego domu jest klub a co najważniejsze? Jakiś głupek zastawił mi bramę i nie mogłam wyjechać samochodem. Założyłam skąpą sukienkę oraz wysokie szpilki i poszłam do klubu. Zauważyłam chłopaka któremu wystawały kluczyki od tej hondy podeszłam do niego zaczynając się z nim kłócić jednak on udawał że mnie nie słyszy. Wróciłam do domu i biorąc słodkiego, agresywnego pieska na krótkij smyczy wyszłam ponownie. Każdy widząc psa odchodził wzięłam ją jeszcze krócej a ta zaczęła się szarpać do prawie każdego. Chłopak stał tyłem i nic nie widział podeszłam do niego.
- Odjedź albo ten pies pogryzie Ci cały zderzak... - mruknęłam
Spojrzał się zirytowany na albinoskę a następnie na mnie.
- On? - spytał
- Okej dobra sam tego chciałeś... - powiedziałam
Wyszłam z baru i popatrzyłam się na samochód.
- Dobra rób swoje ślicznotko... - powiedziałam
Odpięłam smych gdy pies który uprawia parkoura wskoczył na samochód robiąc wielkie rysy pazurami. Odwróciłam się gdy właśnie ten chłopak pociągną mnie do jego ciała.
- Nie radzę - oznajmiłam gdy Trisa bo tak jej skracałam imię odwróciła się i zaczęła warczeć


Adrian?

Nowa!

Powitajmy Ashley Swimmin~!

Od Schuyler c.d: Robina

- Możesz ją zabrać? - Spytał wskazując na Luminę.
- No ku*wa, nie dość, że twój kundel atakuje mojego wilka, to jeszcze jesteś bezczelny! - zapięłam spiączkę szelek i wymamrotałm. - Sku**iel.
- Co tam marczoczesz? - spytał złośliwie. Odwróciłam się na pięcie i podeszłam do niego tak że prawie się stykaliśmy.
- Co ty sobie do jasnej chole*y wyobrażasz! Ty bezczelny, nic nie warty idioto z rozdętym ego. - wykrzyczłam, a wystraszone zwierzęta aż się cofnęły. Chłopak tylko uśmiechał się bezczelnie.

Robin?

Od Robina c.d:Schulyer

Nie odzywałem się do dziewczyny. Mogłem chyba pozwolić żeby ją psy pogryzły.
- A może jesteś głuchy?
Warknąłem do niej półgłosem.
- Nie trafiłaś.
Odwróciłem się do niej plecami i zacząłem iść w stronę nadal walczących zwierząt.
- Oh to mówi. - odparła nonszalancko dziewczyna i podążyła za mną. - Nie masz mi nic do powiedzenia?
- Nie i odwal się ode mnie.
Złapałem oba psy za obroże i rozdzieliłem.
- Możesz ją zabrać?

Schulyer?


Od Adriana

Wracając po zmierzchu z pracy wstąpiłem do jakiejś cukierni i kupiłem chyba z kilogram słodkich karmelowych ciasteczek. Zapłaciłem i wyszedłem, po drodze do domu zdążyłem zjeść już połowę, ale zaspokoiłem już swoje zapotrzebowanie na glukozę, więc tuż pod moimi drzwiami zakończyłem wcinać ciastka. Otworzyłem drzwi i rzuciłem pudełko ze słodyczami na blat, chwyciłem kluczyki do mojej hondy i zakluczyłem za sobą drzwi frontowe. Po co idę do samochodu? To chyba jasne, że muszę coś załatwić. Wsiadłem i odpaliłem cudeńko, przez chwilę stałem i ani drgnąłem lecz po chwili ktoś zaczął na mnie trąbić, a ja żeby zrobić ktosiowi na złość uparcie stałem. Ale wtedy zauważyłem wysiadającego przysadzistego mężczyznę, więc ruszyłem po piskaczach i tyle mnie widzieli. Stwierdziłem, że nie warto podróżować samemu dlatego zadzwoniłem po Gabriela, on zawsze jest chętny na jakąś imprezkę. Podjechałem pod Holiday Inn i krzyknąłem do boja żeby zawiadomił van Alen' a że już czekam. Po około pięciu minutach czekania z budynku wyłonił się brunet.
- Hej, Draco. Imprezka? - spytałem uśmiechnięty.
- Pewnie. - odpowiedział równie podekscytowany chłopak.
- To wskakuj. - odparłem i tak też zrobił. - Gdzie jedziemy? - spytałem.
- Nie wiem. - odpowiedział Gabriel po czym dodał. - Może na chybił trafił? - pokiwałem głową i wcisnąłem gaz, pierwsza przecznica, druga, trzecia i zawlokliśmy się cztery przecznice. Nie pamiętam nawet nazwy tego klubu, ale bawiłem się dobrze, nie piłem oczywiście bo byłem kierowcą, a na Schulyer nie moglibyśmy liczyć, bo by powiedziała, że trzeba było mówić wcześniej. Ale po dwóch godzinach przyszła jakaś dziewczyna i okrzyczała mnie, iż zastawiłem jej podjazd, nie wiem jak mnie znalazła ale krzyczała w niebo głosy.

- Przestaw ten samochód! Nie umiesz czytać? Nie zastawiać!

- Hę? - udawałem, że jej krzyki nie robią na mnie wrażenia, ale ona dalej krzyczała.

Jakaś dziewczyna?

Od Annabelle

Poszłam na spacer z Danny'm. Było dosyć ciepło, cicho. Dla mnie idealnie. Niedaleko mojego mieszkania, były.góry. Pomyślałam że to będę fajna przygoda. Poszliśmy tam. Najpierw ziemia była płaska. Z kroku na krok, było coraz stromiej. Jednak dalej się wspinaliśmy. Wkońcu doszliśmy ma szczyt. Widok był piękny. Zmęczona usiadłam na kamieniu, a mój pies obok mnie.
Siedzieliśmy tam do wieczora. Słońce zachodziło, a na niebo wylało się setki kolorów. Wyglądało to pięknie... Ale w końcu trzeba było wrócić do domu. Powoli i ostrożnie zeszliśmy z góry prosto do domu. Danny od razu położył się. Na moim łóżku i zasnął. Ja zaraz po nim.
Rano wyszłam pobiegać. Zapatrzyłam.się na coś... Nagle na kogoś wpadłam.
- Sorry.
Mruknęłam i biegłam dalej.zatrzymałam się na ławce w parku.
- cześć.
Ktoś usiadł obok mnie.
- Znam cię?
Prychnęłam.

Ktoś?

Od Gabriela c.d: Schulyer

Widziałem jak Schulyer odprowadza Lumię do holu i wraca do kawiarni razem z jakimś chłopakiem, ciekawy dlaczego moja bliźniaczka szlaja się z nieznajomym. Na moje szczęście usiedli przy oknie także mogłem wszystko obserwować, spędzili tam półtorej godziny, zaśmiali sie tylko raz czy dwa, a gdy chłopak coś powiedział wydawało mi się, że Schulyer była niezadowolona. W końcu, gdy już Shy wstała, zapłaciła i wyszła dogoniłem ją.
- Hej, kto to był? - Spytałem zauważony, a dziewczyna tylko przewróciła oczami.
- Czy nie może być dnia, w którym choć raz dałbyś mi spokój? - rozpoczęł swój monolog.
- Ymmm, nie. Dobrze wiesz, że się o ciebie martwię, Schulyer. - odpowiedziałem poważnym tonem.

Schulyer?