- A myślicie, że ja miałam normalną rodzinę?! Normalne życie?! - w końcu nie wytrzymałam i zaczęłam krzyczeć. - Nie! Wcale nie miałam lepiej od was jeśli tak myślicie. Nie chcę robić z siebie pokrzywdzonej istotki, ale w takim wypadku wy też ich z siebie nie róbcie! Wy przynajmniej nie musieliście każdego dnia zastanawiać się jak mocno dzisiaj was uderzą i czy zostanie ślad, a jeśli zostanie to jak go ukryć!
W kącikach moich oczu pojawiły się łzy. Łzy bezsilności i współczucia dla tej małej dziewczynki chowającej się przed niańką. Uniosłam głowę i spojrzałam im prosto w oczy.
- Nie znając mojej historii próbowaliście mi wmówić, że granie zamiast szkoły to tortura, ale czy was ktoś kiedykolwiek uderzył? Nawet jeśli to na pewno nie byliście bici codziennie i za każdy najmniejszy błąd! - zaczęłam zanosić się płaczem.
Patrzyli na mnie zaskoczeni.
- No cóż... To ja się przyczepiłam do was, a teraz jeszcze głoszę wam wykłady. Myślę, że powinnam już iść... - wyszeptałam przez łzy. Odwróciłam się z zamiarem odejścia.
Schulyer? Gabriel?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz