czwartek, 9 kwietnia 2015

Od Bastien'a c.d: Mali

Wychodziłem od Riley'a kiedy przyszedł do mnie sms od Malii. Uśmiechnąłem się pod nosem zapisując numer telefonu do kontaktów. Przez chwilę zastanawiałem się czy do niej napisać jednak po tym krótkim namyśle schowałem telefon do kieszeni. Szedłem przez miasto w stronę jednego z wieżowców. O dziwo panowała cisza, zero samochodów na ulicach, ludzi też za bardzo nie było. Po 20 minutach stałem już w progu swojego mieszkania, odruchowo spojrzałem na zegarek. Była 22:40, byłem tak bardzo zmęczony. Padłem na kanape, zaraz pojawił się przy mnie Joy. Kot miałczał głośno domagając się jedzenia, pogładziłem go po głowe i chcąc nie chcąc podniosłem się z kanapy. Joy plątał mi się między nogami co utrudniało mi dojście do kuchni. Wkurzony chwyciłem kota i postawiłem go na półce specjalnie dla niego "urządzonej". Kot ułożył się na wyłożonej kocykiem półce, przyglądał mi się machając przy tym ogonem. Zmierzyłem kota wzrokiem, z szafki wyjąłem jego chrupki i trochę konserwy. Zmieszałem wszystko w misce którą postawiłem pod półką. Joy zeskoczył z półki i zabrał się za jedzenie, ciesząc się że zwierzę nie będzie mnie już męczyć poszedłem do łazienki.
~*~
Siedząc w samych spodniach dresowych przerzucałem kanały w telewizjii, na żadnym z nich nie było niczego wartego obejrzenia. Ciągłe wibracje telefonu doprowadzały mnie do szału jednak jestem po pracy i nie mam zamiaru rozmawiać z pracownikami. Dopiero kieszy zadzwonił szef raczyłem odebrać.
-Czemu nie odbierasz telefonów od pracowników ?
-Emm. Jestem zajęty ?
-Jak przygotowania na jutrzejszy dzień ?
-Zaraz będę ustalał wszystko.
Szef dawał mi różne instrukcje które przyjmowałem bez słowa. Po kilkunastu minutach połączenia grzecznie pozbyłem się wuja wymigując się pracą. I rzeczywiście musiałem się za nią wziąć. Ze stolika wziąłem laptopa, szybko zalogowałem się na stronę restauracji. Sprawdzałem różny opinie, spisy i wykresy. Moje skupienie przerwał dzwonek telefonu. Nie patrząc kto dzwoni kliknąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem telefon do ucha.
-Bastien ?
-Mhm. Kto mówi ?
-Malia.
Lekko drgnąłem, spojrzałem na zegarek. Było późno, tyle tylko powiem.
-Już późno nie uważasz ?
Byłem lekko jakby to powiedzieć, poirytowany jako, że przerwano mi w pracy. Malia chciała coś powiedzieć jednak powstrzymała się.
-Coś się stało ?
Mruknąłem wbijając wzrok w monitor.

(Malia ?)

Od Touki c.d: Remigiusza

-Spoko, w sumie mam to gdzieś cześć- powiedziałam i poszłam przed siebie
-ee? - Chłopak coś powiedział do kamery i mnie dogonił
-Co chcesz?-zapytałam idąc przed siebie
-No nie wiem, może powiesz mi swoje imie?
-Spadaj XD
Szybko poszłam przed siebie, chłopak wyczuł, że powiedziałam to dla jaj i..

<Rezi?>

Od Lou c.d: Lilith

Mam nadzieję, że Lilith załapie matematykę. Chciałbym ją czegoś nauczyć, ale z jej zaangażowaniem równym zeru to chyba nie będzie możliwe. Przez cała naukę czułem jej swój wzrok na sobie, ale ignorowałem to.
- Nic się nie nauczysz jak będziesz się tak na mnie patrzyła.- powiedziałem i wskazałem palcem na jej zeszyt.
Dziewczyna rozwiązywała zadania, a ja sprawdzałem czy je dobrze robiła. Czasami były jakieś przerwy i rozmawialiśmy o sobie. Lilith opowiadała, że ma starszego brata, że widzi w nim autorytet i ma do niego szacunek. Nie chciałem jej mówić o swojej przeszłości. Powiedziałem jej tylko, że mieszkam tu od niedawna i chciałbym bliżej poznać to miasto.
- No to chyba już koniec. - oznajmiłem i uśmiechnąłem się promieniście do dziewczyny. Ona wstała powoli i zachwiała się .
- Wszystko dobrze?- spytałem z zaniepokojeniem.
- Oczywiście - powiedziała cicho i wzięła swoją szklankę do ręki.
Podszedłem obok, by zabrać jej ją. Nagle dziewczyna jak postrzelona upadła. Zerwałem się i przed samym upadkiem złapałem ją. Była ledwo przytomna. Przerażony położyłem ją na kanapie. Niestety, gdy upadała, wylała na mnie napój i moja koszulka była cała mokra. Zdjąłem ją i podszedłem do szafy, aby się przebrać.
Już miałem zabierać koszulkę z półki i zakładać na siebie, ale usłyszałem za sobą jak Lilith się przebudza. Rzuciłem ją na. Szybko podszedłem i usiadłem obok.
- Zadzwonić na pogotowie? - spytałem zmartwiony. Nie chciałem, aby jej się coś stało. Tym bardziej jakby się coś stało byłoby to na mnie..
- Nie trzeba, już mi lepiej, to od..- w tym momencie spojrzała na mnie .- od upału - otrząsnęła się.
- Dobrze, ale w takim stanie Cię do domu nie puszczę...



Lilith?^^ hueheuheuehueheh co wyniknie z tego ? >.< Przepraszam ,że takie krótkie :c