-Pamiętasz mnie...-szepnęłam.
-Jak miałbym... Nie pamiętać mojej... ukochanej kobiety?-wydusił i zaniósł się rzężącym śmiechem. Uśmiechnęłam się leciutko. Do łóżka Lionella podszedł lekarz.
-Pana stan jest stabilny, ale musi pan odpoczywać. Zrozumiano?-Lion kiwnął na to głową, a ja pomogłam mu z powrotem się położyć. Lekarz mierzył wzrokiem twarz Lionella.-Cieszymy się, że przypomina pan sobie wszystko.-uśmiechnął się.-Jak się pan nazywa?
-Lionell Patterson. Znowu.. będziecie mnie przesłuchiwać?
-Tak.-odparł mężczyzna w białym kitlu.
-Octavia...-Lion spojrzał na mnie-
-Ćśśś.. To konieczne.-powiedziałam. Wywrócił oczami.
-Mogę wody?-spytał i zakaszlał lekko. Jedna z pielęgniarek przyniosła mu szklankę. Usiadł, krzywiąc się i wypił duszkiem całą zawartość. Wzięłam od niego szklankę i postawiłam na stoliku przy łóżku.
-Ile tu jesteś?-spytał patrząc na mnie.
-Długo.-odpowiedziała za mnie pielęgniarka, która przyszła po szklankę.-Ona od ciebie nie odchodziła. Spała w naszej dyżurce, budząc się co dwie godziny i przychodząc sprawdzić jak się czujesz.
-To prawda?-świdrował mnie wzrokiem.
-Tak.-mruknęłam.
-W takim razie masz iść do domu i odpocząć. W tej chwili.-powiedział. Już nie kaszlał, a głos mu się oczyścił.-No, dalej.-polecił, a ja z ociąganiem wstałam i skierowałam się do drzwi. Zanim wyszłam, powróciłam jeszcze do jego łóżka, nachyliłam się nad nim i szepnęłam mu, że go kocham. Potem wyszłam z sali. Zanim drzwi się za mną zamknęły, usłyszałam głos pielęgniarki:
-Masz szczęście, że ją masz, bo to wspaniała dziewczyna. Nigdy jej nie zgub, bo to byłby największy błąd w twoim życiu, chłopaku.
***
Zadzwoniłam do szefa i zapowiedziałam, że trochę mnie nie będzie. Mam mnóstwo urlopu do wybrania, więc nie może mi gość podskoczyć. Wyjęłam z szafy torbę sportową i zaczęłam pakować do niej rzeczy Liona: piżamę (chociaż u niego, to z piżamą trudno ( ͡° ͜ʖ ͡°) ), łapcie, bieliznę, kosmetyki, pare książek, gazety, i popędziłam do szpitala.
-Dzień dobry!-rzuciłam do pielęgniarek i pognałam do sali Liona. Po drodze weszłam do dyżurki i spytałam się, czy mogę wejść do jego sali. Na szczęście, dostałam na to zgodę.
-Cześć!-rzuciłam wchodząc. Lion rozmawiał właśnie z lekarzem.
-Cześć.-odpowiedział.-A Ty nie w pracy?
-Wzięłam wolne.-odparłam stawiając przy łóżku torbę z rzeczami.
-Żeby przy mnie siedzieć?-spytał przyglądając mi się uważnie.
-No.. Tak.
-To miłe, ale powinnaś pracować, zwłaszcza, że ja teraz nie pracuję...
-Spokojnie, nie zostaniemy z niczym. A skoro mowa o Twojej pracy... Mam nadzieję, że ją zmienisz.-powiedziałam patrząc mu w oczy. On nie odpowiedział nic, zaczął gapić się w ścianę.-No i mam nadzieję, że Twój szef tu był...
-Nie był.-mruknął.
-No chyba sobie żartujesz...!-aż pufnęłam z oburzenia.
-Octavia, spokojnie...-złapał mnie za rękę, a ja zmiękłam pod jego delikatnym dotykiem.-Pan doktor-wskazał go ruchem głowy-powiedział, że jeśli przez jakieś 4-5 dni będę się czuł tak jak dzisiaj, i wszystkie wyniki będą już normalne, to będę mógł wyjść. A do tego czasu, chciałbym, żebyś wróciła do pracy.
-Ale Lion...
-Żadnego ale. Dzwoń do tego łysiejącego brzuchacza i powiedz mu, że będziesz na najbliższej zmianie.
-Lion, proszę Cię...
-No, już.
-Lion...
-Octavia...
-No dobrze.-mruknęłam.-Ale tutaj masz piżamę, bieliznę, kosmetyki, łapcie, ręcznik, książki, gazety... I ładowarkę do telefonu. Pamiętaj, że będę tu przychodzić kiedy nie będę pracować. Od tego się nie wymigasz.-uśmiechnęłam się i ścisnęłam lekko jego dłoń, a on oddał uścisk.
-Kocham Cię.-szepnęłam, a potem, nie dając mu odpowiedzieć nachyliłam się i pocałowałam go. Lekarz uprzejmie nie patrzył na nas w tym momencie. Odczepiłam się od jego ust.
-Nawet nie wiesz, jak mi tego brakowało...-mruknął lubieżnie, a ja zaśmiałam się lekko. Pogłaskałam go po policzku.
-Kocham Cię, pamiętaj o tym.-powiedziałam i wyszłam z sali.
-No.. Tak.
-To miłe, ale powinnaś pracować, zwłaszcza, że ja teraz nie pracuję...
-Spokojnie, nie zostaniemy z niczym. A skoro mowa o Twojej pracy... Mam nadzieję, że ją zmienisz.-powiedziałam patrząc mu w oczy. On nie odpowiedział nic, zaczął gapić się w ścianę.-No i mam nadzieję, że Twój szef tu był...
-Nie był.-mruknął.
-No chyba sobie żartujesz...!-aż pufnęłam z oburzenia.
-Octavia, spokojnie...-złapał mnie za rękę, a ja zmiękłam pod jego delikatnym dotykiem.-Pan doktor-wskazał go ruchem głowy-powiedział, że jeśli przez jakieś 4-5 dni będę się czuł tak jak dzisiaj, i wszystkie wyniki będą już normalne, to będę mógł wyjść. A do tego czasu, chciałbym, żebyś wróciła do pracy.
-Ale Lion...
-Żadnego ale. Dzwoń do tego łysiejącego brzuchacza i powiedz mu, że będziesz na najbliższej zmianie.
-Lion, proszę Cię...
-No, już.
-Lion...
-Octavia...
-No dobrze.-mruknęłam.-Ale tutaj masz piżamę, bieliznę, kosmetyki, łapcie, ręcznik, książki, gazety... I ładowarkę do telefonu. Pamiętaj, że będę tu przychodzić kiedy nie będę pracować. Od tego się nie wymigasz.-uśmiechnęłam się i ścisnęłam lekko jego dłoń, a on oddał uścisk.
-Kocham Cię.-szepnęłam, a potem, nie dając mu odpowiedzieć nachyliłam się i pocałowałam go. Lekarz uprzejmie nie patrzył na nas w tym momencie. Odczepiłam się od jego ust.
-Nawet nie wiesz, jak mi tego brakowało...-mruknął lubieżnie, a ja zaśmiałam się lekko. Pogłaskałam go po policzku.
-Kocham Cię, pamiętaj o tym.-powiedziałam i wyszłam z sali.
***
-Proszę, wchodź.-powiedziałam i gestem wskazałam wnętrze mieszkania.
-Co tak pięknie pachnie?-spytał wchodząc do środka.
-Pozwoliłam sobie zrobić domowy obiad.-uśmiechnęłam się.
-Świetnie.-odparł, i pocałował mnie w czubek głowy. Przeszłam do kuchni i zaczęłam wszystko szykować. W końcu nałożyłam nam lasagne i nalałam wina do kieliszków.
-Wyborne.-stwierdził Lion, gdy skończyliśmy. Zaaprobowałam to skinieniem głowy. Sprzątnęłam naczynia i sztućce, dolałam sobie wina i usiadłam na blacie kuchennym.
-Co z tą Twoją pracą?-spytałam kierując wzrok na Lionella.
-Chyba już o tym rozmawialiśmy...-westchnął.
-A mi się nie wydaje.-odparłam.-Chciałabym, żebyś porozmawiał o tym ze swoim...
-Octavia, daj spokój...
-Co daj spokój?! Ty chyba w tym momencie jawnie sobie ze mnie żartujesz.-prawie warknęłam. Odstawiłam kieliszek na blat, tak, że prawie nóżka pękła. W dwie sekundy znalazłam się przy Lionie.-Chcesz, żeby znowu-głos prawie mi się załamał, ale zdołałam się opanować-coś Ci się stało?-spytałam z wyrzutem. On milczał. Nawet na mnie nie patrzył. Spojrzałam na niego, zadrgała mi warga. Minęłam go i wpadłam jak burza do sypialni, zamykając przy tym drzwi do niej na klucz. Sięgnęłam po książkę i zaczęłam czytać. Po chwili stwierdziłam jednak, że to nic mi nie daje. Odłożyłam książkę, wyszłam z sypialni, przeszłam do przedpokoju rzucając hasło, że idę na miasto, założyłam buty i wyszłam.
Postanowiłam iść tam, gdzie już dawno nie byłam. To nie dobrze, bo rodziców powinno się odwiedzać, niezależnie od tego, która to rocznica śmierci.
***
Zapaliłam znicze, zmówiłam modlitwę i usiadłam na skromnej ławce naprzeciwko równie skromnego pomnika. W myślach odbywałam rozmowę rodzicami, takimi jak ich zapamiętałam. Wstałam z ławki, bo postanowiłam zmienić ustawienie kwiatów w wazonie. Przetarłam ręką napisy na nagrobku i odwróciłam się w stronę ławki. Siedział na niej Lion.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?-spytał przenosząc na mnie wzrok.
-Chciałam Ci powiedzieć, tylko jakoś nie było czasu... Przepraszam.
-Nic się nie stało... Poza tym, przykro mi... Musiałaś mieć wtedy 8 lat?
-Tak.-odparłam i usiadłam obok niego na ławce.-Miałam osiem lat. Tata był policjantem, rozpracowywali wtedy zorganizowaną grupę przestępczą. Kiedy już paru posadzili, zniknęła mama. Nie pojawiło się żądanie okupu, bo zamiast niego wysłali nam film na którym ją torturują i gwałcą. Do filmu załączony był jej palec. Taka kazał mi wyjść, kiedy zobaczył tą przesyłkę, ale ja wszystko widziałam. Potem zawiózł mnie do babci, daleko od naszej miejscowości. Niedługo później dowiedziałam się, że oboje zginęli podczas próby odbicia mojej mamy. Najpierw ona, na jego oczach, później on. Wiesz co jest najgorsze?-spytałam, dopiero teraz popłynęły mi łzy.-Nie pożegnałam się z nimi.-szepnęłam i zapatrzyłam się w poruszający się płomień zapalonego znicza.-Jeśli Tobie coś by się stało, jeśli byś... Ja nie wiem, co bym sobie zrobiła.
Lionku? Melodramat był, może teraz znowu coś słodkiego? c: ( ͡° ͜ʖ ͡°)