środa, 4 marca 2015

Od Rin c.d Josh'a

Byłam zaskoczona ta informacja zagryzam wargi po czym wyszłam.
Podeszłam do baru po ostatni drink a potem znalazłam się przed klubem
-Przepraszam .. -mruknęłam
-Spoko nic się nie stało ..
Ruszyliśmy do mieszkania Josh otworzył drzwi
zagwizdałam rRiki wybiegł
-Gdzie idziesz ?
-Na spacer z psem
-No okey
Było Ciemno .., wędrowałam uliczkami ze słuchawkami na uszach obok mnie szedł Riki.
Byłam zamyślona
~Co za wtopa ..
Nagle na kogoś wpadłam nie tylko ja widocznie lubiłam nocne spacery
Riki warczał
-Spokój-szturchnęłam psa noga po czym zdjęłam słuchawki
Nagle obok kolesia pojawił się pies
Chwyciłam Riki'ego w ostatniej chwili za kolczatkę i szepnęłam
-Sorki-mruknęłam
-Twoj Pies ?
-No raczej
-Rottweiler ?
-Tak
-Jak się wabi ?
-Riki ale nie radzę się zbliżać dość agresywny a twój
-Owczarek Niemiecki Axel
-ładne imię
-Co dziewczyna robi o 3 w nocy sama na ulicy ?
-Spaceruje .

<Rick ? >

Od Marceline c.d: Tom

Chłopak zgodził się po chwili, a ja założyłam rozradowanemu psu kaganiec, co trwało dłuższą chwilę, gdyż podniecony obecnością innej osoby Exile, ruszał niespokojnie głową na wszystkie strony. Dopiero po chwili zorientowałam się, że Tom to urodzony gigant. Na oko był ode mnie wyższy o jakieś 30 lub 40 centymetrów. Kurde... Zapomniałam, że jestem mega niskiego wzrostu, przez co poczerwieniałam całkowicie. Psie ciało Exile wepchnęło się miedzy nas, jakby chciało zwrócić na siebie uwagę.
- Chyba się nie gniewasz, że mój pies ubrudził ci troszkę bluzę - spojrzałam na jego szarą bluzę, widząc duże ślady łap i plamy błota.- Troszkę... Jak mi ją dasz to ci ją upiorę.
Tom uśmiechnął się lekko, po czym odpowiedział:
- Nic się nie dzieje, to tylko ubranie. Nie żartuj.
Czy tylko ja mam wrażenie, że nie pokazuję się z najlepszej strony? Zapewne jest to spowodowane moim kompleksem niższości, który coraz bardziej daje mi się we znaki.
Znaleźliśmy się niedaleko dużego stawu gdzie biegały wesoło dzieci, rzucając chleb kaczkom, pod czujnym okiem opiekunów. Szarpnęłam smyczą, by Exile szedł bardziej przy mojej nodze, Tom spojrzał na mnie zagadkowym wzrokiem.
- Niektórzy ludzie nie życzą sobie widzieć takiego "niebezpiecznego" psa w pobliżu swoich dzieci.
- Wątpię iż twój pies faktycznie jest niebezpieczny - odparł po chwili.
- Tak ja też - uśmiechnęłam się.- Ale nie chcę mieć problemów z powodu Exile'a. On też nie lubi jak na niego krzyczą.
Opowiedziałam chłopakowi trochę o sobie, on także podzielił się tymi wiadomościami ze mną. Przeszliśmy przez cały park, a kiedy na mojej komórce ukazała się godzina trzynasta jedenaście, zatrzymałam się przy drodze prowadzącej przez mały lasek.
- Jeżeli te plamy się nie spiorą, to załatwię ci nową bluzę. Tylko dzwoń - podałam mu karteczkę z moim numerem telefonu, miałam ją dać bratu, ale co tam... Raz się żyje!
Coś czuję, że nie umiem rozmawiać z ludźmi, rozmowa od początku się nie kleiła. Jestem pechem. Chodzącym pechem.

Tom? Wybacz, że krótkie :3

Od Malii c.d:.Jeremiego

Zwlekam się z łóżka, choć nadal nie chce mi się go opuszczać. Ugh.... patrzę w lustro przerażona swoją fryzurą. Włosy odstają mi we wszystkich kierunkach. Wchodzę pod zimny prysznic czując wielką przyjemność jak moje ciało się odpręża. Suszę włosy, robię delikatny makijaż, ubieram się i jestem już prawie gotowa. Wchodzę do salonu gdzie bawią się moje szkraby. Nalewam im świeżej wody i daję jeść.
- Tylko nie rozwalcie domu i pilnujcie go – zaśmiałam się do nich głaszcząc po gółkach. Wsiada do mojego audi r8 i odjeżdżam w rytm muzyki(twoja muzyka)
Kiwam się na boki śpiewając. Kręciłam się po okolicy, ale nie mogłam znaleźć tego domu. Gdzie on może być? Oto jest pytanie – drwi moja podświadomość
Kręcę się dobre piętnaście minut i nic. Zrezygnowana wyciągam telefon i wybieram numer Jeremiego. Daję na głośnomówiący i czekam
Tyyyy........ ty............ ty..........
- Witaj
- Hejka – odpowiadam radosnym głosem – Mam problem nie mogę znaleźć twojego domu.

Jeremy?

Od Malii c.d: Rick'a

Spojrzałam na niego zdziwiona jego pytaniem. Po chwili lekko się uśmiechnęłam do niego.
- Mama mnie uczyła, aby nie ufać obcym. – powiedziałam niewinnie. Chłopak przez kilka chwil śmiał się.
- Znasz moje imię i zawód. – rzekł bawiąc się łyżeczką.
- Policjantów nie można przekupywać, ponieważ to jest karalne przyjacielu. – mruknęłam uśmiechając się Rick’a.
- Nie da się ciebie złamać, co? – spytał mnie zaciekawiony odpowiedzią.
- Nie da taka jestem na szczęście. – odpowiedziałam na jego pytanie wstając od stolika i rzucając pieniądze na stolik.
- A pani doktor się gdzie wybiera? – zapytał zdziwiony.
- Panie policjancie idę na spacer do parku. Idzie pan ze mną? Lepiej się poznamy. – odparłam kierując się w stronę wyjścia.

( Rick ? )

Od Rick'a c.d: Malii

Roześmiałem się.
- No chyba, że ma pani coś na sumieniu, pani doktor - mruknąłem rozbawiony. - A może raczej panno?
Malia wzruszyła ramionami.
- Panno - poprawiła. - Czyli jak na razie nie trafię do aresztu?
Mrugnąłem do niej.
- Nie masz się czego obawiać. Chociaż... Może przekupisz mnie swoim numerem telefonu?

(Malia?)

Od Olivii c.d: Jeremiego

Roztrzęsiona uciekłam, kiedy tylko chłopak krzyknął do mnie, bym wiała, lecz widząc, że jestem już dalej od tamtego miejsca, zwolniłam.
Po kilku krokach zobaczyłam chłopaka, który mnie uratował, więc podeszłam do niego niepewnie.
- Dzięki - mruknęłam cicho. - Za to, że chciałeś mnie przed nim obronić...
Chłopak skinął głową.
- Nie ma sprawy - zapewnił. - Kto to w ogóle był?
Westchnęłam ciężko.
- Palant, który się na mnie uwziął - szepnęłam pod nosem. - Tak w ogóle, to jestem Olivia - przedstawiłam się chłopakowi. - A Ty?

(Jeremi?)

Od Kici CD Lucas'a

Zaczęłam walić pięściami w plecy Lucasa. Jednak na nic.
- Dobra... Jesteś IDEALNYM romantykiem. - powiedziałam.
Chłopak postawił mnie na ziemię.
- I to mi się podoba. - powiedział z szarmanckim uśmiechem.
Wywróciłam oczami. Patrzyłam na niego jeszcze chwilę, po czym wróciliśmy na ławkę. Usiadłam, a po chwili usiadł Lucas.
- To co chcesz robić? - spytałam.
- Nie wiem dokładnie. - odparł.
Wstałam i wyciągnęłam w jego stronę rękę.
- Chodź. - powiedziałam.
- Gdzie znowu chcesz mnie zaciągnąć? - spytał.
- Zobaczysz. - odparłam.
Chłopak złapał moją dłoń i poszliśmy nad stawek gdzie wcześniej próbował mnie, że tak to ujmę... Zmoczyć. Zobaczyłam kamień przy stawku i usadowiłam chłopaka na nim.
- Spójrz tam. - powiedziałam wskazując kierunek w którym ma patrzeć.
Odsunęłam się od niego i wyjęłam aparat... Kolejne zdjęcia. Zawołałam chłopaka i podszedł do mnie. Pokazałam mu zdjęcia, uśmiechnął się lekko.
- Tak zawsze masz, że wszędzie nosisz aparat? - spytał.
- No pewnie. - powiedziałam.
Uśmiechnął się lekko.
- To chodź na spacer. - powiedział.
Przytaknęłam twierdząco głową. Ruszyliśmy przed siebie...
*
Chodziliśmy z dobrą godzinę, może nawet dwie. No cóż, ale miło było. Poszliśmy do kawiarni na kawę. Pogadaliśmy i chłopak powiedział, że musi iść po psa sąsiadki.
- Iść z tobą? - spytałam.
- Jak chcesz. - odparł.
Wstaliśmy od stolika, chciałam za siebie zapłacić, ale chłopak mnie wyprzedził i zapłacił za nasze kawy. Burknęłam pod nosem, ale no jak chciał i zrobił to czasu nie cofnę.
Poszliśmy po psa jego sąsiadki. Lucas wyprowadził sunię z mieszkania. Spojrzałam na nich. Uśmiechnęłam się lekko. Suczka podeszła do mnie i mnie obwąchała, po czym ją pogłaskałam po głowie, a po chwili wyszliśmy na ten spacer...
- Później pójdziemy do swoich domów, czy może tym razem pójdziemy do Ciebie? - spytałam z lekkim uśmiechem.

<Lucas? :> >

Od Jeremiego c.d: Malii

-Witaj-Powiedziałem tajemniczym głosem
-Kto mówi?
-Człowiek...
Mruknięcie.
-Można powiedzieć z kim mam przyjemność?-Powiedziała troszkę zdenerwowana
Miałem dzisiaj dobry humor, ale już nie chciałem się z nią droczyć.
-Jeremy Barcer.
-Ach, witaj. Coś chciałeś?
-Eh...nic. Po prostu zadzwoniłem, bo się nudzę.
-Nie mam siły, zadzwoń później okay?
-Dobranoc, śpiochu-Zachichotałem do telefonu
-Gdybyś ty robił dzisiaj trzy operacje, też byś taki był.
Milczenie. Milczenie. Milczenie.
-Skoro nie chcesz...
-Czego nie chcę?
Ha. Ciekawość przebiła senność.
-Chciałem cię wyciągnąć z tego ch.ol.er.ne.go mieszkania i ci coś pokazać. Ale śpij. Dobranoc.-Rozłączyłem się
Chyba poszła spać, bo nie oddzwoniła. Włączyłem telewizor. Leciał jakiś nudny film. Skakałem po kanałach. W końcu zdecydowałem się na program "Trudne sprawy". Turururutur tymtymtym. Przerwa. Ach ten polsat. Zadzwonił telefon. Odebrałem.
-Oo. Śpioszek oddzwonił?
-?!
Chrząknięcie. Znajome chrząknięcie.
-WUJEK?!
-Ja też cię kocham, Jerry.
Pogadałem chwilę z wujkiem. Wyłączyłem telewizor i zadzwoniłem do Malii. Odebrała.
-Co kur...-Mruknęła zaspanym głosem
-Wyspałaś się?
-Tja...chcesz coś?
-To co ostatnio
-Czyli?-Odpowiedziała zirytowana
-Chciałbym, żebyś do mnie przyszła.
-Nie znam cię na tyle. A może jesteś mordercą?
Zaśmiałem się.
-Już ostrzę noże.
-Ehh...no dobra. Ale gdzie ty mieszkasz?
-W domu
Westchnięcie.
-Ulica, numer?
Podałem jej dane.
-Będę za około pół godziny.
-Chcesz, to weź psy.
-Dobra, szykuję się. Pa
-Cześć
Kliknąłem przycisk "rozłącz" i poszedłem do stajni...

<Malia? default smiley :d>

Od Malii c.d: Rick'a

Gdy pisałam SMS zobaczyłam jak ktoś przesuwa w moją stronę czekoladową babeczkę. Odłożyłam telefon do kieszeni i spojrzałam na chłopaka, który podsunął mi babeczkę. Zdziwiona lekko się uśmiechnęłam.
- Dziękuję. – powiedziałam nie pewnie biorąc w ręce babeczkę.
- Nie ma za co Malio. – odpowiedział jedząc swoją babeczkę. Odstawiłam na chwilę wypiek i upiłam łyk kawy.
- Czym się zajmujesz? – spytałam odgryzając kawałek babeczki, którą dostałam od Rick’a.
- Jestem policjantem z wydziału kryminalnego, a ty?
- O pan policjant. – rzekłam lekko się uśmiechając, a po chwili dodałam. – Jestem ordynatorem na oddziale chirurgii ogólnej.
- Pani poznałem panią lekarz. – powiedział przyglądając się mi.
- Tak a ja poznałam pana policjanta. Chyba mnie nie aresztujesz, co? – spytałam jedząc ostatni kawałem wypieku.
- Nie muszę Cię aresztować. – odparł śmiejąc się.
- Uf to dobrze.


( Rick ? )

Od Lu c.d: Kici

Uśmiechnąłem się kiedy dziewczyna wręczyła mi moje zdjęcia. Schowałem je do kieszeni i pożegnałem się z nią przyjacielskim uściskiem.
- Do zobaczenia - powiedziałem wychodząc, gdy tylko oddaliłem się na tyle by Kicia nie zobaczyła mnie w żaden sposób podszedłem pod latarnię i wyciągnąłem fotki po czym uważnie się im przyjrzałem. Na pierwszym byłem ewidentnie spięty, na drugim zdziwiony, a na trzecim uśmiechnięty, promiennie uśmiechnięty. Wyglądałem tak beztrosko.
To dziwne jak szybko zmieniała się moja mimika... naprawdę nie sądziłem, że okazuję aż tyle emocji.
Wracałem do domu całkowicie wyluzowany, stres związany z pracą gdzieś ewidentnie zniknął. Ta dziewczyna ma na mnie zdecydowanie korzystny wpływ.
Położyłem się spać około północy śniło mi się to jak pstrykała mi zdjęcia, nie powiem bardzo przyjemny sen.
***
W pracy stawiłem się o 7:30 czyli byłem nieco przed czasem. Usiadłem w swoim biurze i zabrałem się do roboty, by wcześniej skończyć.
Niepokoił mnie fakt, że nie mogłem się na niczym skupić. Nie byłem w stanie nic, kompletnie nic zrobić.  Sięgnąłem po telefon do kieszeni i wysłałem do mojej wczorajszej towarzyszki SMS

 L: Hej, masz dziś czas? 
K: A kto pyta? :) 
L: Doskonale wiesz kto. Więc jak ? 
K: Sądzę, że mogę go mieć.
L: Dasz się wyciągnąć na jakiś spacer? 
K: Jasne, o której ? 
L: Hmm... za piętnaście minut?
K: ALE ŻE SERIO ?!
L: Owszem.
K: No dobra, czekam.
L: Spotkajmy się w parku, gdzie zgubiłaś psa :)
K: Ja go NIE zgubiłam.
L: Dobra, dobra. No już szykuj się.
K: Do zobaczenia.

Wyszedłem z roboty bez słowa i udałem się na spotkanie. Po drodze wstąpiłem do kwiaciarni i kupiłem czerwoną różyczkę. Chyba każda kobieta lubi dostawać kwiaty, prawda?  Niemalże od razu spostrzegłem dziewczynę i podszedłem do niej po cichu od tyłu i ręką zasłoniłem jej oczy.
- Zgadnij kto to !
- Święty mikołaj?
- No prawie - zaśmiałem się. - Jestem ciut młodszy.
- Hmmm... no nie wiem.
-Ja, głuptasie, ja.
Puściłem ją i kiedy się odwróciła dałem jej kwiatek.
- Dla pięknej kobiety, piękny kwiatek.
- Ale z Ciebie beznadziejny romantyk. - przedrzeźniła  mnie i  zachichotała.
- Beznadziejny ? Ah tak ? - pokręciłem głową i podniosłem dziewczynę bez najmniejszego problemu przerzucając ją sobie przez ramię i podszedłem do pobliskiego stawu. - Czy mogłabyś powtórzyć ? Bo chyba nie usłyszałem.

< Kiciu ? C: >

Od Malii c.d: Jeremiego

Zapisałam szybko numer chłopaka na swoim telefonie. Po chwili spojrzałam na chłopaka i podałam mu swój numer, który też zapisał.
- No to na razie. – powiedziałam wyciągając z torebki pieniądze i rzucając je na stolik.
- Do zobaczenia. – odparł. Wolnym krokiem wyszłam z kawiarni i poszłam do swojego apartamentu. Gdy otworzyłam drzwi od razu przybiegły do mnie moje dwa psy. Rzuciłam swoją torebkę na sofę i zaczęłam bawić się z psami. Po godzinie zabawy wsypałam im do miski jedzenie i nalałam wody. Potem poszłam do swojego gabinetu posprawdzać i powypełniać ważne dokumenty. Od jutra z samego rana miałam zacząć w szpitalu. Spojrzałam na zegarek. Dochodziła szesnasta a ja nie wiedziałam co mam zrobić. Wtem postanowiłam poukładać rzeczy w garderobie i posprzątać trochę w apartamencie, ale i tak zawsze było czysto. Sprzątanie zajęło mi z dwie godziny. Gdy było po osiemnastej poszłam wziąć kąpiel. Po kąpieli zrobiłam sobie kolację i zaczęłam oglądać telewizję. I tak nic nie leciało ciekawego w telewizji. Po umyciu naczyń poszłam spać.

***

Rano o szóstej obudził mnie budzik. Nie chętnie wstałam i od razu poszłam wziąć porządny prysznic. Po ubraniu się nakarmiłam psy i zrobiłam sobie śniadanie, czyli płatki na mleku i jabłko. I tak oto pojechałam do pracy w której miałam spędzić osiem godzin. I tak oto dzisiaj przeprowadziłam trzy operacje. Do domu wróciłam padnięta po czternastej. Nie miałam siły na nic a planowałam dzisiaj wyjść pobiegać. Wtem usłyszałam jak ktoś dzwoni do mnie. Od razu odebrałam.
- Malia Swam przy telefonie. – powiedziałam.

( Jeremy ? )

Od Jeremiego c.d: Olivii

Wyszedłem właśnie ze sklepu. Kupiłem parę rzeczy, których w domu brakowało (masło, kefir, kostki do zmywarki). Stanąłem pod murem objętym bluszczem i wyciągnąłem kefir. Wstrząsnąłem nim i odkręciłem nakrętkę. Upiłem go trochę. Wyjąłem chusteczkę i otarłem "wąsy" po kefirze. Wracając do domu zauważyłem jakąś parkę. Przyjrzałem się dokładniej. Ten facet zaczął szarpać dziewczynę.
Podszedłem do niego i ze spokojem powiedziałem:
-Nic ci się chyba nie stanie, jeśli na moje życzenie ją puścisz
Chłopak się chyba zdziwił, ale szybko zmarszczyły mu się brwi. Zaśmiał się.
-Odwal się, okej? Nie powinieneś się wtrącać w nie swoje sprawy, mały.
Przyznam, mężczyzna miał mięśnie, ale to nie znaczy, że nie mogłem się z nim mocować. Z uśmiechem zabójcy przywaliłem mu w gębę. Poleciała mu krew. Skoczył na mnie. Przewróciliśmy się na chodnik. Szybko wykonałem pozę ze sztuki jiu jitsu, gardę. Robiąc fikołka przeniosłem go nogami na drugą stronę. Uderzył się. Wstałem i zacząłem uciekać gonił mnie.
-Wiej!-Ryknąłem do dziewczyny
Po pokonaniu paruset metrów zgubiłem tego faceta. Zdyszany walką wypiłem do końca kefir. Ruszyłem w stronę domu. Po drodze spotkałem tą dziewczynę którą "uratowałem".


<Olivia?>

Od Rick'a c.d: Malii

Usiadłem w jednym z foteli przy stoliku dziewczyny, stawiając kawę na stół.
- Jestem Rick - przedstawiłem się dziewczynie, sądząc, że głupio tak nic o sobie nie wiedzieć, siedząc razem przy stoliku.
- Malia - uśmiechnęła się.
Znów zaczęła coś pisać na telefonie, a do stolika podeszła kelnerka.
- Chcą państwo jeszcze coś...? - zapytała.
Malia zajęta pisaniem, tylko pokreciła głową, a ja zamówiłem dwie babeczki, a gdy już kelnerka je przyniosła, podsunąłem jedną dziewczynie.

(Malia?)

Od Olivii

Gdy wróciłam po zajęciach do domu, od razu spięłam włosy w lekkiego koka i zapięłam Dakotę na smycz.
Suczka od razu zaczęła zadowolona wariować, a ja zamknęłam dom i wyszłam z nią na spacer, najpierw wzdłuż głównej drogi, aż doszłam z nią do parku.
Usiadłam na ławce, spuszczając suczkę ze smyczy i rzucając jej patyk, który mi raz za razem przynosiła, dopóki nie rzuciłam przez przypadek w osobę przechodzącą obok nas...

(Dokończy ktoś?)

Od Lunaris

Podniosłam głowę i spojrzałam się na profesora który stał przede mną i patrzył na mnie z pogardą. Czyli znowu zasnęłam na zajęciach. Wyprostowałam się i przerzuciłam wzrok na tablicę. Słabo widziałam teksty i rysunki niewyraźnie nabazgrolone kredą. Profesor podsunął mi zeszyt i długopis który od początku zajęć leżał na stoliku. Bez słowa odszedł, rzucił mi ostrzegające spojrzenie. Chwyciłam długopis i przepisałam to co było na tablicy. Zajęcia trwały do południa, kiedy tylko profesor ogłosił ich koniec chwyciłam torbę oraz kurtkę po czym jako jedna z pierwszych wypadłam z sali. Spojrzałam na zegarek, wskazówki pokazywały 12:06. Wypadłam z uniwersytetu po czym pognałam na autobus. Kiedy wreszcie dotarłam na przystanek zastałam pustkę, nikogo nie było czyli niedawno musiał odjechać. Zrezygnowana spojrzałam na rozkład jazdy, następny miał przyjechać za 40 minut. Spuściłam głowę i postanowiłam pójść pieszo do pracy.
~*~
Szłam coraz szybciej czując krople na twarzy, słychać był jak niektóre z nich odbijały się od mojej kurtki. Szłam sama, inni schowali się w domach przed ulewą. Naciągnęłam na głowę kaptur i przyśpieszyłam kroku a po chwili postanowiłam pobiec na miejsce pracy.
~*~
Wpadłam do środka i od razu poszłam do recepcjonistki która podała mi kartę pracownika i odprowadziła wzrokiem do drzwi mojego małego biura. Pracowałam nad stronami mangi do późna. Z wieżowca wyszłam jako jedna z ostatnich. Była 23:30, ciemność spowiła całą okolicę. Zmęczona zadzwoniłam po tatę. Jednak on był na konferencji. Autobusy prawie w ogóle nie jeździły a do domu mam 40 minut. Wspaniale. Wzruszyłam ramionami po czym ruszyłam w stronę powrotną szybkim tempem.
~*~
Ledwo co weszłam do domu już zadzwonił telefon, odebrałam rzucając torbę na łóżko. Połączenie od nikogo innego jak mojej szefowej.
"Lunaris ? Tutaj Fiona Flow."
-Tak. Słucham ?
"Jutro jest dzień wolny od pracy z powodu zebrania szefostwa. Dobranoc Lunaris."
-Dziękuję za informację. Dobranoc."
Rozłączyłam się po czym schowałam telefon do kieszeni. Padłam na kanapę i wreszcie odetchnęłam. Ze stanu błogiego odpoczynku wyrwały mnie wibracie telefonu. Nie zdążyłam odczytać SMS'a bo zadzwoniła przyjaciółka. Szybko wydobyła z siebie potok słów, zrozumiałam tylko, że będzie za 30 minut i jeszcze, że zabiera mnie na imprezę. Nic nie zdążyła powiedzieć bo się rozłączyła.
~*~
Tańczyłyśmy przy pop'owej i szybkiej muzyce, byłam już po dwóch drinkach. Na chwilę odłączyłam się od Tatiany, poszłam zmówić kolejnego drinka. Niedługo po tym jak podano mi shot'a podszedł do mnie jakiś chłopak. Obrzuciłam go spojrzeniem i uśmiechnęłam się, on odwzajemnił gest.

(Jakiś chłopak ?)

Od Chris'a c.d: Melloow

Nie ukrywam, iż miałem nadzieję, że dziewczyna się zdecyduje i do mnie zadzwoni. Z tańców dla mężczyzn jest o krok do prostytucji... Stop, stop, stop nawet nie zagłębiaj się myślami w te tematy. Szybko wróciłem na ziemię i maszerując w kierunku domu analizowałem następny projekt, który mam do zrobienia. To cholernie niewdzięczna praca i szczerze mówiąc gdyby nie to, że właściciel firmy jest w podeszłym wieku, a ufa mi bezgranicznie to bym nie grzał tam miejsca. Wiele znacznie korzystniejszych ofert przeleciało mi przed nosem.
Jednak patrząc przyszłościowo to właśnie ten interes może okazać się najbardziej dochodowy o ile moja intuicja mnie nie zawiedzie. Z moim życiowym doświadczeniem tylko na niej mogę polegać.
Po około piętnastu minutach byłem pod moim mieszkaniem w tej obskurnej kamienicy...
- Jeszcze trochę, a walniesz sobie taką chatę, że będą mogli Ci tylko pozazdrościć. - mruknąłem sam do siebie kiedy przechodziłem obok żula śpiącego na klatce.
Pokręciłem głową, gdyż owy osobnik przed śmiercią swojej żony był bardzo szanowanym i ułożonym przedsiębiorcą. Jest on idealnym przykładem na to jak w jednej chwili można stracić wszystko łącznie z własną godnością.
To on umożliwił mi postawienie pierwszego kroku ku samodzielności i walki o lepsze jutro poprzez załatwienie mi tego lokum. Również dzięki niemu uwierzyłem w siebie...Za to wszystko jestem mu bardzo wdzięczny. Obcy człowiek zrobił dla mnie znacznie więcej niż rodzina, zabawne, nieprawdaż?
Zastanawiajacy może być fakt, że skoro mu tyle zawdzięczam to dlaczego nie zrobię nic by teraz sie zrewanżować?
Ano sprawa jest krótka i prosta... W nałóg popadł z dnia na dzień, w sumie pierw chlał w domu więc nikt nawet o tym nie wiedział. Z czasem wszystkie jego hamulce puściły i robił to już publiczne. Jasne, że starałem mu się pomóc jednak kiedy zabrałem mu cały alkohol i pod pretekstem "wyprawy na piwko" zabrałem do AA, niesamowicie się wściekł. Zerwał ze mną wszelki kontakt. Nie mogłem bezczynnie patrzeć jak sam się zabija kiedy poinformowałem funkcjonariuszy policji ci zabrali go na odwyk.
Wiadomo on z niego uciekł i narąbany w cztery dupy przylazł do mojego domu z nożem grożąc, że jeśli raz jeszcze wpierdole się w jego życie to czeka mnie bolesna śmierć. Od tamtej pory nabrałem do sprawy dystansu a widząc jego pełen nienawiści wzrok upewniałem się  jedynie, że nie był to żart.
***
Zbliżała się pora kolacji, byłem już po wieczornych ćwiczeniach, które były nieodłączną częścią mojego planu dnia. Zabrałem się za przygotowanie posiłku kiedy zadzwonił mój telefon. Odebrałem go po drugim sygnale jak robiłem ro zawsze. Na wyświetlaczu pojawił się jakiś obcy numer.
- Jones. Słucham?  - słowa te wypowiedziałem zawodowym tonem.
- Eemm... hej, to ja... -  niepewny  kobiecy głos brzmiał mi bardzo znajomo.- Ymm.. miałam zadzwonić jak się zdecyduję. A więc twoja propozycja jest ok.
- Dzięki za łaskę - rzuciłem sarkastycznie ale niemalże od razu się za to skarciłem. Sam wtrąciłem się w jej egzystencję.- To znaczy jasne. Zaczynasz od jutra. 6:30 w pracy...
-Tak wcześnie ?
-A właściwie to 6:10 masz zejść na dół, pójdziemy razem.
-A to niby czemu  ? -oburzyła się tancereczka.
-Wolę abyś na dzień dobry nie zrobiła kiepskiego wrażenia. - odparłem cierpko.
- Nie jestem małym dzieckiem!
- Ależ owszem jesteś. 6:10. Zjadłaś kolację ?
- A może jeszcze mnie zapytasz jaki kolor bielizny mam dziś na sobie? - rzuciła ironicznie.
- Bardzo zabawne, doprawdy. Jedz. Musisz jeść.- mój ton był zdecydowany i stanowczy.
- Ja pierdole, jesteś taki władczy ! Nawet się nie znamy.
- Po pierwsze to że Ty nie znasz mnie nie znaczy, że ja nie znam Ciebie. A po drugie nawet nie wiesz jak bardzo. - wycedziłem i kiedy zdałem sobie sprawę, że powiedziałem ciut za dużo, postanowiłem odwrócić jej uwagę od moich słów.- Zjedz. Jutro 6:10. Nie później. Dobranoc.
Rozłączyłem się, a na mojej buzi pojawił się głupi uśmieszek. Podobało mi się to, że dziewczyna się posłuchała i zadzwoniła w sprawie roboty. Do mojego szczęścia przyczyniło sie również to, że przez cały dzień będę mógł mieć nad nią kontrolę.
Christopher ziemia.
Dobra teraz czas załatwić formalności. Wybrałem kontakt do mojego szefa.
- Roger, słuchaj potrzebuje żebyś zatrudnił u nas jedną dziewczynę. Tak, tak wiem, że mamy pełen skład. To ważne... Bardzo. Możesz potrącać z mojej pensji. Sądzisz, że da się załatwić?  Super, dzięki. Jutro. 6:30.
Po krótkiej ale konkretnej konwersacji wszystko było załatwione, również to, że tak naprawdę nie mamy miejsca  pozostało tajemnicą.
***
Wstałem o trzeciej rano i przygotowałem dla niej śniadanie- sałatkę- bo jak podejrzewałem sama z siebie nic nie zje. Następnie udałem się na poranne bieganie do lasu. Po powrocie sam się posiliłem, wymyłem i przyodziałem w garnitur.
6:05 byłem na miejscu. Dziewczyna pojawiła się o 6:11, za co porządnie ją zbeształem. Nie interesuje mnie że to tylko jedna minutka.
- Jadłaś ? - zapytałem a dziewczyna jedynie opuściła wzrok.- Tak też myślałem. Masz. - podałem jej pudełko, z przygotowanym przeze mnie daniem. - Jutro ubierz na siebie ciut dłuższą kreację. Najlepiej za kolana, ludzie przychodzą tu kupić biżuterię a nie oglądać nogi ekspedientek. - mówiłem formalnie jak do pracownicy zmierzając w kierunku sklepu.
<Melloow?  Ależ proszę :3 chciałaś spróbować tej posady ? Załatwione ! pamiętaj masz jeść ! xd sorry za błędy ale pisze z telefonu ._.>