czwartek, 30 lipca 2015

Od Lionka c.d: Octavii

Ło jeny, teraz to się dopiero porobiło... Po raz pierwszy od dawna udało mi się odzyskać trzeźwość umysłu, a tu już masa tłoczących się w głowie myśli. Chwileczkę. Co robi ? ... Kocha ? "Przepraszam, Lion, ale ja Cię kocham." 
Te słowa jak na zawołanie odbiły się niczym echem w mojej pustej łepetynie.
 " ...ja Cię kocham.", "...kocham". 
Nie. To irracjonalne. Nie, nie i jeszcze raz nie ! Wolała by mnie od całego bogactwa? Toż to jeszcze bardziej niedorzeczne! 
Cały się spiąłem, a w moich oczach zagościł niepokój. Proszę bardzo, są emocje nad którymi nie panuje i których nie rozumiem. 
- Nie możesz mnie kochać. -wyszeptałem i przeczesałem nerwowo włosy. - Nie możesz. 
- Dlaczego? -zmarszczyła brwi i przyjrzała mi się uważnie. 
- To nieodpowiednie. -rozejrzałem się w popłochu po pokoju. To wyznanie było takie niespodziewane, zupełnie nie byłem w stanie się odnaleźć. - Bo nie jestem w stanie zapewnić Ci szczęścia - wyjaśniłem.
 - Ale nie widzisz, że mi je dajesz ?
 - Odeszłaś, bez żadnego zawahania - wymamrotałem.
 - Już przeprosiłam - Octavii ponownie zaczął się łamać głos.
 - Nie, nie o to chodzi. - pokręciłem głową -To ja dopuściłem do takiej sytuacji, a potem pozwoliłem Ci odejść. To było okropne uczucie ale teraz wiem, że zasługujesz na więcej. Zasługujesz na godne życie i wspaniałego mężczyznę. A ja nie mogę Ci tego dać...
 - Lion! Skończ pierdolić te bzdury. - nakazała surowo choć w jej oczach czaiły się jak miewam nieproszone łzy, które za wszelką cenę chciała powstrzymać. 
- Octavia... ja nie wiem co to znaczy "kochać". 
 Uniosła z niedowierzaniem brew i byłem niemalże pewien, iż domyśliła się, że wszystkie poprzednie związki były od tak co by sobie poruchać. No ale miała dziewczyna rację. Tak było... tylko czy jest nadal? 
Spojrzałem jej prosto w oczy i byłem pewien, że nie. Okay uwielbiam uprawiać z nią seks jednak to nie wszystko co w niej uwielbiam... jest jeszcze poczucie humoru, wytrwałość, odwaga, determinacja, cięty języczek, inteligencja...lista nie ma końca. Czy to jest to całe "kochać", nieodłączny element miłości ? Nie wiem, nie mam bladego kurwa pojęcia.
 - Lionell - pomachała mi ręką przed twarzą przywracając mnie tym samym do rzeczywistości-Rodzice, ich na pewno kochałeś.
 Rodzice ? O nie maleńka. Rodziców to ja nigdy nie miałem, ale to nie pora na tą rozmowę.
 - Nie. -rzuciłem ostro i stanowczo.
 - Co nie ?
 - Nie kochałem. 
- Nie wierzę... - kontynuowała. 
- Octavia, skończ proszę.- wymamrotałem kręcąc z rezygnacja głową. - Nie jest to odpowiedni moment.Zapadła niezręczna cisza, którą stanowczo trzeba było jak najszybciej przerwać. -Czas. Potrzebuje czasu - oznajmiłem, gdyż to wszystko było dla mnie takie nowe, odległe i do niedawna niemożliwe. Pozostaje jeszcze jedna kwestia, dlaczego ja ? - Wyjaśnij mi coś. Tylu super facetów dałoby wszystko by móc mieć Ciebie przy swoim boku, rzucali by Ci świat do stóp, zapewnili spokojne i pewne finansowo życie, a co mam ja ? Nic nie jestem Ci wstanie dać.
 - Oj Lewku, Lewku... - westchnęła głośno jakby brakowało jej już siły. - W życiu nie idzie tylko o pieniądze. Jest miło jak są ale jak ich nie ma to nic się nie dzieje. Wolę 'być' niż 'mieć' i przede wszystkim stawiam na szczęście. Jak już się je znajdzie to reszta nie stanowi żadnego problemu. Teraz to mnie wmurowało w ziemię i gapiłem się na nią jak na jakiś zagrożony wyginięciem gatunek. To Anioł nie kobieta, no bo która w dzisiejszych czasach nie patrzy na kasę? Zamrugałem kilka razy i lekko się uśmiechnąłem. O tak zdecydowanie jestem pieprzonym farciarzem. 

~***~

 Octavia pozwoliła mi na razie zatrzymać się u siebie, sądzę że po części po to by mieć na mnie oko ale generalnie do momentu, w którym nie doprowadzę swojego mieszkania do użytku. Staraliśmy się zachowywać jak dawniej jednak każde z nas podchodziło do sprawy z pewnym dystansem jakbyśmy stąpali po cienkiej tafli lodu, która w każdej chwili może pęknąć. Nie chcąc powodować jakiś problemów spałem na kanapie i starałem się nie nadużywać jej gościnności. To była najwyższa pora aby wziąć się w garść, zawalczyć o lepsze jutro a przede wszystkim o Octavię. Muszę jej udowodnić, że mogę i potrafię. Czego jak czego ale tego byłem w stu procentach pewien. 
Po tym okresie chlania i ćpania nie łatwo było o powrót do formy, a każdy dzień potęgował jedynie mój głód stanowiąc tym samym nie lada wyzwanie... 
Nadal nie rozumiem dlaczego jestem taki głupi, jednak prawda jest taka, że jak po raz kolejny cała moja trzęsąca się budowla z kart runie finał będzie taki sam.
Zatem do roboty, snucie czarnych scenariuszy na później, a teraz pora znaleźć stałe zatrudnienie.


~***~

Po moich bardzo wnikliwych poszukiwaniach przesłałem CV do firmy jubilerskiej, która poszukiwała kogoś na stanowisko ochroniarza. Wykształcenia jakiegoś super wysokiego nie wymagali, lać się nieźle potrafię i co najważniejsze płaca nie była w cale taka niziutka. 
Zaledwie czterdzieści minut po przesłaniu dokumentów dostałem telefon w sprawie rozmowy kwalifikacyjnej.Umówiliśmy się z niejakim panem Jones'em na jutro na godzinę 9:30.
Zdecydowałem, że póki nic nie jest pewne nie wspomnę słowem Octavii, przynajmniej będzie miała niespodziankę.


~***~

- Dzień dobry - powiedziałem najbardziej stanowczym głosem na jaki było mnie stać. Elegancko ubrany i tak nie dorównywałem do pięt Jones'owi. 
- Witam. Lionell Patterson, jak miemam.
- We własnej osobie.
Rozmowa przebiegała chyba dobrze, tak raczej tak. Stop, stop. Lepiej nie zapeszać.Dyskutowaliśmy o wielu rzeczach często bardziej o tle prywatnym niż zawodowym. Odnosiłem wrażenie, że Christopher i ja jesteśmy ulepieni z tej samej gliny.  W każdym razie albo się mylę, albo swoją porażkę ze znakomitym skutkiem przelał na sukces w biznesie.
- Będziemy jeszcze potrzebować wyników podstawowych badań nim podejmiemy ostateczną decyzję o pańskim zatrudnieniu. - oznajmił rzeczowo.
- Badania? Jakie ma pan konkretnie na myśli ? 
- Czy nie ma przeciwwskazań do wykonywania zawodu, morfologia , HIV i te sprawy.
HIV. O kurwa. Że też o tym nie pomyślałem. Nie, nie, nie.
Poprawiłem się nerwowo na krześle. Zaschło mi tak w ustach, iż miałem wrażenie jakbym całą torbę cynamonu na raz do buzi wziął.
- Mam nadzieję, że nie będzie z tym problemu - kontynuował najwyraźniej zaskoczony moją reakcją.
- Nie, nie jasne. - kiwnąłem głową. - Do kiedy je dostarczyć?
- Im szybciej tym lepiej. Zakładam, że zależy panu na szybkim zatrudnieniu.
- Zdecydowanie.
- W nastałej sytuacji dziękuję panu za rozmowę i po otrzymaniu wyników w ciągu dwudziestu czterech  godzin otrzyma pan odpowiedź.

~***~ 

 Po południu, po wykonaniu całej serii badań przyszła kolej na ostatnie, te które przyprawiały mnie o zawał serca, mianowicie na obecność HIV. Prawda była taka, że ryzyko posiadania tego wirusa była równa 50% gdyż brałem w żyłę.
Pobrano mi krew i kazano poczekać w poczekalni wraz z innymi jełopami, którzy coś nabroili i boją się skutków.
Nie wiem ile minęło czasu, każda chwila wlokła się w nieskończoność. Lekarz wołał jakimiś kodami człowieka po człowieku.
Twój numer: 65732
Że tyle osób już się badało? W ciągu jakiego czasu? Tydzień  ? Miesiąc ?  Rok? Ugh... czy to w ogóle istotne? 
W końcu mnie wywołano. Na nogach miękkich niczym z waty udałem się do gabinetu, w którym lekarz z mimiką godną zawodowego pokerzysty podał mi białą kopertę. 
- Hę? - zdziwiłem się. 
- Tam ma pan wynik. Badania tego typu są robione anonimowo.
- Czyli nie wie pan co mam w kopercie?
- Nie.
- To dlaczego muszę odebrać ją od pana? 
- Bo niektórzy chcą porozmawiać o tym co dalej. - zapewnił.
- Okay. - mruknąłem sięgnąłem szybko po kopertkę i dałem drapaka z gabinetu.
Wyszedłem na dwór, zasiadłem na ławce w parku i trzęsącymi się rękoma wyciągnąłem swój wyrok.
Pośpiesznie przebiegłem wzrokiem po tekscie...
...pacjent jest nosicielem wirusa HIV...
O KURWA. 
Przeczesałem nerwowo włosy i schowałem papier do kieszeni marynarki. Miało być tak pięknie, już wszystko szło ku dobremu. Co ja teraz zrobię ? Co ja powiem Octavii, jak ja jej to powiem ?!
Jakiś czas temu sądziłem, że to co było to najgorsze co być mogło. Jednak myliłem się bo przez własny debilizm zniszczyłem wszystko. Teraz nie stracę jej przez przypadek. Teraz stracę ją przez moją ułomność.
Długo spacerowałem i biłem się z własnymi myślami ostatecznie dochodząc do wniosku, że na razie nie powiem nic dziewczynie, a wyniki jakoś sfałszuję żeby dostać tą pierdoloną posadę. 
Do domu wróciłem kiedy Octavia zdążyła z niego wybyć do pracy. Znakomicie.

~***~

Minął pierwszy tydzień mojej pracy, nie była to fucha łatwa jednak nigdy nie byłem szczęśliwszym człowiekiem.Jedynym minusem było to, że godziny mojej pracy nie współgrały z godzinami Octavii, co w efekcie spowodowało, iż ciągle żeśmy się mijali. Kiedy ja wracałem do domu jej już nie było i na odwrót. Oddaliliśmy się od siebie jeszcze bardziej niż zawsze, co było okropnie dla mnie uciążliwe. 
W końcu poprosiłem szefa o wydanie mi wcześniej mojej pierwszej wypłaty skrupulatnie to uzasadniając. Zgodził się bez większego problemu tym samym umożliwiając mi wcielenie w życie mojego niecnego planu. 
Zerwałem się z roboty nieco wcześniej i przystąpiłem do jego realizacji. Pora zagrać w otwarte karty.
Elegancko ubrany, naprawdę stojąc w lustrze i się przeglądając uświadomiłem sobie, że przeszedłem sam siebie. Dobrze, tak być powinno. Nim wszystko przygotowałem i dopiąłem na ostatni guzik moja obecna współlokatorka zaczęła zmianę.
Zadowolony wróciłem do mieszkania cicho podśpiewując pod nosem kiedy dotarło do mnie, że coś tu nie gra.
Na fotelu w salonie siedziała Octavia. Lekko przygarbiona, chowająca twarz w dłoniach. 
Po plecach przebiegł mi ostrzegawczy dreszczyk.
- Dobrze się bawisz? - wysyczała niebezpiecznie cichym głosem.
- co?
- ZAPYTAŁAM CZY DOBRZE SIĘ BAWISZ! - warknęła zapłakanym głosem. Cholera, kochanie co się stało ?! Rzuciłem się w jej kierunku puszczając torby na podłogę.
- Octavia... - kucnąłem przed nią starając się wybadać co tak właściwie się stało.
- Przestań ! Ciągle mnie okłamujesz. - wymamrotała, a ja totalnie nic nie rozumiałem. - Kiedy zamierzałeś mi powiedzieć?
Powiedzieć ? Ale o czym?
- Kiedy ? No, słucham ! Szlajasz się, nie ma Cię w domu, nigdy Cię nie ma, chodzisz odstawiony jak w kawalerkę i jeszcze nie masz odwagi mi powiedzieć, że tak świetnie się bawisz i masz HIV choć miałeś przestać ! - teraz to już nie był płacz to był pełen udręki szloch, a ja rozpoznałem kawałek papieru, który trzymała w rękach. Moje wyniki. O mateczko na śmierć o tym zapomniałem. Musiała je znaleźć w tamtej marynarce.
- Kochana to nie tak. ! - niemalże krzyknąłem. Mój głos był spanikowany, to miał być taki piękny wieczór. 
- Co nie tak ? Nie dam się walić w rogi!
Zapaliłem lampkę i wziąłem głęboki oddech by na spokojnie wszystko wyjaśnić.
- Proszę pozwól mi to wyjaśnić. Chodzę odstawiony "w kawalerkę" bo znalazłem stałą pracę i ona tego wymaga. Pokażę Ci potem kopię umowy jeżeli będziesz chciała. Nie ma mnie w domu, ponieważ moje godziny gryzą się z Twoimi i się mijamy. To - wskazałem na karteczkę - to jedna wielka pomyłka. Zamiast otworzyć kopertę u lekarza spanikowałem i uciekłem w pośpiechu przez pomyłkę chwytając wyniki innego pacjenta. Tu mam te moje, poprawne. - wyciągnąłem kopertę z kieszeni. 
- Naprawdę? - nie potrafiła ukryć zaszokowania.
- Tak. Przepraszam Cię, że tak wyszło ale to całe zatajanie miało swój konkretny cel... Ekhm... miało być pięknie i romantycznie ale chyba mi nie wyszło. Daj mi sekundkę.
Doskoczyłem szybko do toreb i z jednej wysypałem płatki róż na podłogę z drugiej wyciągnąłem parę świeczek w kształcie serc i je zapaliłem, a na końcu sięgnąłem po bukiet, który jej wręczyłem.
Kiedy go wąchała miałem chwilę by paść na kolano, tak też uczyniłem.
- Octavio Daireen, jesteś kobietą mojego życia. Jesteś moją miłością. Bez Ciebie w moim życiu panuje totalny chaos, pustka i ciemność. Uwielbiam całą Ciebie bez najmniejszego wyjątku. Po prostu Cię kocham całym sobą i chce ofiarować Ci wszystko co najlepsze. Proszę wyjdź za mnie i spędź ze mną resztę życia. - wyciągnąłem w jej stronę małe pudełeczko w którym pobłyskiwał śliczny, skromny pierścionek z małym diamencikiem.

< Octavia? Ta daa ! Lion miszczem romantyzmu  i niedomówień c: Co z tego będzie ? ^^ >

Od Reece CD Chris'a

-Nie mam czasu.-mruknęłam. Z kasku trzymanego w dłoni wyjęłam rękawice i założyłam je. Podeszłam do mojego motocykla. Chłopak podszedł do mnie.
-To będzie tylko chwila.-zapewnił. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo usłyszałam nie dający się z niczym pomylić dźwięk silnika KTM'a mojego brata. Pomarańczowy cross właśnie wjechał w ulicę, przy której znajdowała się kawiarnia.
-Czyżbyś nie słyszał, że nie mam czasu?-warknęłam. Johnny zatrzymał się przy mnie i zdjął kask. Zmierzył wzrokiem chłopaka stojącego przy mnie.
-No witam, moja droga. Jedziemy?
-Oczywiście.-odparłam uśmiechając się. Akurat teraz przyszło mu na czułość. Może to i lepiej, może ten natręt, który wylał na mnie kawę, się odczepi.-Na rancho?
-Tak.-założył kask z powrotem na głowę. Nieprzezroczyste gogle spojrzały na mnie wyczekująco. Ignorując stojącego przy mnie gościa założyłam kask na głowę, wyjęłam kluczyki, wsiadłam i odpaliłam. Wyjeżdżając z miejsca parkingowego. Podniosłam szybkę kasku.
-Nie do zobaczenia.-mruknęłam z wrednym uśmiechem, na powrót zasłoniłam szybkę i odjechałam mając przed oczami niezadowoloną minę tamtego chłopaka.
***
Do siebie wróciłam koło 23. Znowu nie było miejsca na wewnętrznym parkingu. Weszłam do kawalerki, zamknęłam drzwi na wszystkie zamki, odłożyłam kask i rękawice na szafkę. Zdjęłam buty i odwiesiłam kurtkę. Nucąc pod nosem Creep KoRn'u weszłam do łazienki. Zrobiłam sobie ciepłą kąpiel i w ręczniku przeszłam po piżamę. Przebrałam się i poszłam spać.
***
Kawiarnia była pusta, jak na tą godzinę. Prawdopodobnie ludzie dopiero zaczną się schodzić. Rozmawiałam z jednym z baristów, gdy zadźwięczał dzwoneczek zawieszony przy drzwiach. Automatycznie spojrzałam się w tamtą stronę i zobaczyłam kolegę, który wczoraj oblał mnie kawą. Zobaczył mnie, uśmiechnął się i pomachał. Był ubrany w, najprawdopodobniej, szyty na miarę garnitur z granatowym połyskiem, białą koszulę z klasycznym kentem i krawat w kolorze indygo. Ruchem ręki poprosiłam go do lady. Zawsze robimy tak, gdy jest mniej gości, kiedy jest ich więcej, chodzimy do stolików i zbieramy zamówienia. Sprężystym krokiem pewnego siebie człowieka podszedł do miejsca składania zamówień.
-Dzień dobry.-uśmiechnął się jeszcze szerzej.-Jak się dzisiaj czujemy?
-Znakomicie.-odparłam, powstrzymując się od parsknięcia śmiechem.-Zamówienie?
-Espresso doppio i muffin jagodowy. Proszę pamiętać, że moja propozycja nadal jest aktualna.-uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Jestem w pracy. A po pracy jestem zajęta.-odparłam, podałam należność, on zapłacił i odszedł do stolika. Powoli przybywali nowi klienci. Zaczęłam przygotowywać espresso, pamiętając o zrobieniu wymyślnego wzorka na jego powierzchni, gdy było gotowe, dołożyłam na spodek łyżeczkę, dwie paczuszki cukru brązowego, kieliszek z wodą, a do drugiej ręki wzięłam spodek z uprzednio położonym na nim muffinem i widelczykiem. Podeszłam do stolika, przy którym siedział odbiorca zamówienia, i położyłam je przed nim. Chłopak podniósł na mnie wzrok.
-Dziękuję.-powiedział. Spojrzał na kawę, uśmiechnął się bardzo szeroko i ponownie przeniósł na mnie wzrok. Również spojrzałam na jego kawę i zobaczyłam, co było jego powodem do uśmiechu. Na powierzchni pianki malowało się serduszko.
-To najpopularniejszy wzór, proszę nie mieć nadziei.-mruknęłam, a on tylko się zaśmiał.
-Tak w ogóle, Christopher Jones.-wstał, i zapinając marynarkę, wyciągnął do mnie dłoń.
-Reece Woodland.-również wyciągnęłam rękę. On ujął mą dłoń i pocałował jej wierzch. Poczułam na sobie wzrok klientów i mych współpracowników.
-Wracając, co z moją propozycją.
-Jak mówiłam, jestem teraz w pracy.
-A po pracy? Znowu przyjedzie kolega na motocyklu?
-To mój brat.-mruknęłam.-Dzisiaj nie przyjedzie. Ale mam inne plany.
-Tak? Na przykład jakie?
-Zakupy.
-Nie znajdziesz dla mnie czasu? Będzie mi niewymownie przykro.-zrobił odpowiednią minę. Zaczęłam się zastanawiać.
-Wiesz już o której kończę.-powiedziałam, a na jego twarzy odmalował się uśmiech tryumfu.-A teraz, pozwól, ale muszę wrócić do pracy.
Chris? Przepraszam, że takie krótkie, ale nie mam weny :(

Od Kici c.d: Levi'ego

Chłopak wyszedł i zostawił mnie z pijanym Levi'm. Zakluczyłam drzwi i wróciłam do salonu. Chłopak leżał na kanapie i bełkotem coś do mnie gadał, ale nie rozumiałam go. Westchnęłam, usiadłam koło niego.
- Ehh... Kiedyś się upijesz. - powiedziałam ciezko.
- Plech. - bełkotem do mnie odpowiedział.
Wstałam z kanapy, a ten mnie złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Zjostan - i zaczął czkać.
Westchnęłam ciężko. Jakoś wyrwalam się z jego uścisku. Pomogłam mu wstać i zaprowadziłam do sypialni. Chłopak położył się i tak jak był ubrany, tak usnal. Pokrecilam głową. Odkryłam kołdrę i pod nią weszłam, az tu nagle Levi także się jakoś położył pod kołdrą.
~
Zasnęłam i obudziłam się rano, a dokładnie obudził mnie dźwięk dzwonka na telefon, nie mój a Levi&apos;ego. Szturchnęłam chłopaka pierwszy raz, nic. Drugi raz, brak reakcji i za trzecim razem to samo. Odebrałam telefon. Usłyszałam męski głos.
- Pan Levi? - spytał.
Nachyliłam się nad uchem chłopaka.
- Szef dzwoni.
Chłopak się podderwal z łóżka i wręcz siła wyrwał ode mnie telefon...
~
Po jakiś 20 minutach skończył rozmawiać. Powiedział, ze idzie do domu. Musi się ogarnąć i te sprawy.
- To idź. - powiedziałam.
Levi chciał mnie pocałować w policzek, ale odepchnęłam go od siebie.
- Pa. - powiedziałam i położyłam dalej spać nie zważając na chłopaka.
*
Kiedy się obudziłam ktoś dzwonił na domofon od furtki. Wstałam z łóżka i poszlam otworzyć. A do domu wszedł Levi. Trzymał w jednej ręce czerwona róże, a druga trzymał w kieszeni.
- Przepraszam, ze tak rano Cię potraktowałem. - powiedział.
Spojrzałam na niego.
- AHA. - odparłam mimo, ze nienawidzę wręcz tego słowa, ale taka sytuacja.
Spojrzał na mnie smutnym wzrokiem. Wyciągnął kwiata w moim kierunku. Wzięłam go i zaniosłam do kuchni. Włożyłam do dzbanka z wodą. Kiedy odstawiłam na parapet poczułam czyjeś dłonie na swoich biodrach, a po chwili ktoś delikatnie pocałował mnie w szyję.
Odwrocilam się, Levi wciąż mnie obejmował i delikatnie całował w szyję.
- Dobra, przyjmuje przeprosiny. - powiedziałam.
Pocalowałam go w policzek.
- Idziemy dzisiaj na imprezę? Jest piątek a w weekendy nie pracuje.
- Możemy iść. - odparłam.
Poszłam do swojego pokoju, zabrałam czyste rzeczy i poszłam do łazienki.
*
Kiedy już się ogarnelam i ubrałam i uczesałam była już 18, no tak o 16 wstałam.
Westchnelam cicho. Wyszłam z łazienki i wpadłam na Levi'ego.
- Gotowa? - spytał.
- Tak. - odparłam.
Wszystko wyłączyłam, Nero dostał jedzenie i picie.
Zakluczylam dom i wyszłam z Levi'm z terenu mojego zamieszkania.
- Nie wyszłam z Nerem na spacer. - powiedziałam zaniepokojona.
- Spokojnie byłem z nim kiedy się przygotowywałam. A teraz pojedziemy do mnie, muszę sie przebrać. - powiedział.
Pokiwałam głową..
*
Jechaliśmy już na imprezę, Levi się dość szybko przebrał. A kiedy dotarlismy na miejsce wysiadłam pierwsza z samochodu. Znowu byliśmy na tej samej plaży.&nbsp; Niedaleko był jakiś hotel. Więc jakoś damy radę. <br>
Poszliśmy do baru, gdzie byli znajomi chłopaka. Kiedy zobaczyłam tego najmłodszego z nich od razu odeszłam od nich. Jednak Levi mnie przyciągnął z powrotem do siebie.
- Jak znowu będzie Ci tak robił to tego pozaluje. - powiedział calujac mnie w czoło.

Levi?