Te słowa jak na zawołanie odbiły się niczym echem w mojej pustej łepetynie.
" ...ja Cię kocham.", "...kocham".
Nie. To irracjonalne. Nie, nie i jeszcze raz nie ! Wolała by mnie od całego bogactwa? Toż to jeszcze bardziej niedorzeczne!
Cały się spiąłem, a w moich oczach zagościł niepokój. Proszę bardzo, są emocje nad którymi nie panuje i których nie rozumiem.
- Nie możesz mnie kochać. -wyszeptałem i przeczesałem nerwowo włosy. - Nie możesz.
- Dlaczego? -zmarszczyła brwi i przyjrzała mi się uważnie.
- To nieodpowiednie. -rozejrzałem się w popłochu po pokoju. To wyznanie było takie niespodziewane, zupełnie nie byłem w stanie się odnaleźć. - Bo nie jestem w stanie zapewnić Ci szczęścia - wyjaśniłem.
- Ale nie widzisz, że mi je dajesz ?
- Odeszłaś, bez żadnego zawahania - wymamrotałem.
- Już przeprosiłam - Octavii ponownie zaczął się łamać głos.
- Nie, nie o to chodzi. - pokręciłem głową -To ja dopuściłem do takiej sytuacji, a potem pozwoliłem Ci odejść. To było okropne uczucie ale teraz wiem, że zasługujesz na więcej. Zasługujesz na godne życie i wspaniałego mężczyznę. A ja nie mogę Ci tego dać...
- Lion! Skończ pierdolić te bzdury. - nakazała surowo choć w jej oczach czaiły się jak miewam nieproszone łzy, które za wszelką cenę chciała powstrzymać.
- Octavia... ja nie wiem co to znaczy "kochać".
Uniosła z niedowierzaniem brew i byłem niemalże pewien, iż domyśliła się, że wszystkie poprzednie związki były od tak co by sobie poruchać. No ale miała dziewczyna rację. Tak było... tylko czy jest nadal?
Spojrzałem jej prosto w oczy i byłem pewien, że nie. Okay uwielbiam uprawiać z nią seks jednak to nie wszystko co w niej uwielbiam... jest jeszcze poczucie humoru, wytrwałość, odwaga, determinacja, cięty języczek, inteligencja...lista nie ma końca. Czy to jest to całe "kochać", nieodłączny element miłości ? Nie wiem, nie mam bladego kurwa pojęcia.
- Lionell - pomachała mi ręką przed twarzą przywracając mnie tym samym do rzeczywistości-Rodzice, ich na pewno kochałeś.
Rodzice ? O nie maleńka. Rodziców to ja nigdy nie miałem, ale to nie pora na tą rozmowę.
- Nie. -rzuciłem ostro i stanowczo.
- Co nie ?
- Nie kochałem.
- Nie wierzę... - kontynuowała.
- Octavia, skończ proszę.- wymamrotałem kręcąc z rezygnacja głową. - Nie jest to odpowiedni moment.Zapadła niezręczna cisza, którą stanowczo trzeba było jak najszybciej przerwać. -Czas. Potrzebuje czasu - oznajmiłem, gdyż to wszystko było dla mnie takie nowe, odległe i do niedawna niemożliwe. Pozostaje jeszcze jedna kwestia, dlaczego ja ? - Wyjaśnij mi coś. Tylu super facetów dałoby wszystko by móc mieć Ciebie przy swoim boku, rzucali by Ci świat do stóp, zapewnili spokojne i pewne finansowo życie, a co mam ja ? Nic nie jestem Ci wstanie dać.
- Oj Lewku, Lewku... - westchnęła głośno jakby brakowało jej już siły. - W życiu nie idzie tylko o pieniądze. Jest miło jak są ale jak ich nie ma to nic się nie dzieje. Wolę 'być' niż 'mieć' i przede wszystkim stawiam na szczęście. Jak już się je znajdzie to reszta nie stanowi żadnego problemu. Teraz to mnie wmurowało w ziemię i gapiłem się na nią jak na jakiś zagrożony wyginięciem gatunek. To Anioł nie kobieta, no bo która w dzisiejszych czasach nie patrzy na kasę? Zamrugałem kilka razy i lekko się uśmiechnąłem. O tak zdecydowanie jestem pieprzonym farciarzem.
Octavia pozwoliła mi na razie zatrzymać się u siebie, sądzę że po części po to by mieć na mnie oko ale generalnie do momentu, w którym nie doprowadzę swojego mieszkania do użytku. Staraliśmy się zachowywać jak dawniej jednak każde z nas podchodziło do sprawy z pewnym dystansem jakbyśmy stąpali po cienkiej tafli lodu, która w każdej chwili może pęknąć. Nie chcąc powodować jakiś problemów spałem na kanapie i starałem się nie nadużywać jej gościnności. To była najwyższa pora aby wziąć się w garść, zawalczyć o lepsze jutro a przede wszystkim o Octavię. Muszę jej udowodnić, że mogę i potrafię. Czego jak czego ale tego byłem w stu procentach pewien.
Po tym okresie chlania i ćpania nie łatwo było o powrót do formy, a każdy dzień potęgował jedynie mój głód stanowiąc tym samym nie lada wyzwanie...
Nadal nie rozumiem dlaczego jestem taki głupi, jednak prawda jest taka, że jak po raz kolejny cała moja trzęsąca się budowla z kart runie finał będzie taki sam.
Zatem do roboty, snucie czarnych scenariuszy na później, a teraz pora znaleźć stałe zatrudnienie.
Po moich bardzo wnikliwych poszukiwaniach przesłałem CV do firmy jubilerskiej, która poszukiwała kogoś na stanowisko ochroniarza. Wykształcenia jakiegoś super wysokiego nie wymagali, lać się nieźle potrafię i co najważniejsze płaca nie była w cale taka niziutka.
Zaledwie czterdzieści minut po przesłaniu dokumentów dostałem telefon w sprawie rozmowy kwalifikacyjnej.Umówiliśmy się z niejakim panem Jones'em na jutro na godzinę 9:30.
Zdecydowałem, że póki nic nie jest pewne nie wspomnę słowem Octavii, przynajmniej będzie miała niespodziankę.
- Czy nie ma przeciwwskazań do wykonywania zawodu, morfologia , HIV i te sprawy.
HIV. O kurwa. Że też o tym nie pomyślałem. Nie, nie, nie.
Poprawiłem się nerwowo na krześle. Zaschło mi tak w ustach, iż miałem wrażenie jakbym całą torbę cynamonu na raz do buzi wziął.
- Mam nadzieję, że nie będzie z tym problemu - kontynuował najwyraźniej zaskoczony moją reakcją.
- Nie, nie jasne. - kiwnąłem głową. - Do kiedy je dostarczyć?
- Im szybciej tym lepiej. Zakładam, że zależy panu na szybkim zatrudnieniu.
- Zdecydowanie.
~***~
Pobrano mi krew i kazano poczekać w poczekalni wraz z innymi jełopami, którzy coś nabroili i boją się skutków.
Nie wiem ile minęło czasu, każda chwila wlokła się w nieskończoność. Lekarz wołał jakimiś kodami człowieka po człowieku.
- Hę? - zdziwiłem się.
- Tam ma pan wynik. Badania tego typu są robione anonimowo.
- Czyli nie wie pan co mam w kopercie?
- Nie.
- To dlaczego muszę odebrać ją od pana?
- Bo niektórzy chcą porozmawiać o tym co dalej. - zapewnił.
- Okay. - mruknąłem sięgnąłem szybko po kopertkę i dałem drapaka z gabinetu.
Wyszedłem na dwór, zasiadłem na ławce w parku i trzęsącymi się rękoma wyciągnąłem swój wyrok.
Pośpiesznie przebiegłem wzrokiem po tekscie...