Zapłakana ciągnęła mnie do samochodu. W pewnej chwili zatrzymałem się i zarządałem wyjaśnień.
- Chwila. Naprawdę uważasz, że nie dałbym sobie z nim rady? - przyznaję
nadszarpnęło to moją dumę. Zatrzymała sie i spojrzała na mnie lekko
zdziwiona i zdenerwowana.
- Naprawdę chcesz się o to teraz spierać? - syknęła, a ja szepnąłem.
- Nie. Jeśli nie chcesz. - ponownie chwyciłem jej dłoń, a potem pozwoliłem prowadzić się do samochodu.
Ash?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz