środa, 5 sierpnia 2015

Od Octavii CD Lionka

Poczułam, że czas się zatrzymał. Tykanie zegara ustało, dźwięki dochodzące zza okna znikły. Patrzyłam się bez słowa na Lionella. Bałam się, że mój głos odmówi mi posłuszeństwa.
-Tak.-Powiedziałam.-Chcę być z Tobą na zawsze.-Te sakramentalne słowa wydobyły się z moich ust. Lionell ujął moją dłoń, włożył pierścionek na palec serdeczny i wstał. Spojrzałam mu w oczy i przytuliłam się do niego.
-Dziękuję Ci, Octavio.-wyszeptał mi na ucho. Gdy był tak blisko mnie, serce wyrywało mi się z piersi.-Dziękuję Ci, bo dzięki Tobie wiem, co to znaczy kochać. Kocham Cię.
-Ja też Cię kocham.-Wciągnęłam w płuca powietrze przesycone jego zapachem.-I również Ci dziękuję, bo teraz wiem, co to znaczy na prawdę być kochaną.-Uśmiechnęłam się, podniosłam głowę z jego ramienia i spojrzałam mu w oczy. Przytknęłam moje czoło do jego czoła. Czy to jest rzeczywistość czy tylko sen? Coś tak wspaniałego dzieje się w moim życiu? To nie możliwe, a jednak się dzieje. Zbliżyłam moje wargi do jego ust i pocałowałam go namiętnie. Zatraciliśmy się w sobie, nawet nie patrząc kiedy znaleźliśmy się w sypialni.
-Kocham Cię, Lion.-wyszeptałam, gdy całował mnie po szyi. Na moment przerwał tą rozkoszną czynność. Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się.
-Ja Ciebie bardziej.-odparł.
***
-Dzień dobry, moja księżniczko.-usłyszałam nad uchem.
-Nie jestem księżniczką.-mruknęłam.
-Moją jesteś. Co chcesz na śniadanie?
-Płatki z mlekiem i czarną kawę. Jeśli można.-uśmiechnęłam się i usiadłam na łóżku. Pocałowałam Liona w policzek. Przeszłam za nim do kuchni i usiadłam przy stole. Po chwili moje "zamówienie" stało przede mną na stole.
-Dziękuję.-powiedziałam i zabrałam się do jedzenia. Siedzący obok mój narzeczony (jakie to wspaniałe uczucie, używianie tego słowa) zajadał kanapki. Do piłam kawę i wstałam, by wstawić naczynia do zmywarki. Usiadłam na blacie kuchennym i zaczęłam machać nogami.
-Ślub kościelny, prawda?-spytałam znienacka.
-No...-Lion odwrócił się do mnie.-No, chyba tak...
Uśmiechnęłam się do niego i zeskoczyłam z blatu. Zaczęłam się szykować do pracy. Do zestawu codziennej biżuterii dołączył teraz mój śliczny pierścionek zaręczynowy. Lion też szykował się do roboty. Stał przed lustrem i zapinał koszule. Podeszłam do niego, złapałam go za ramiona i obróciłam go do siebie. Zaczęłam sama zapinać guziki jego koszuli.
-Uwielbiam jak nosisz koszulę. A najlepiej jeszcze muszkę. Uwielbiam muszki. Taki mały fetysz.-zaśmiałam się. On podniósł brew i uśmiechnął się. Pocałowałam go, jednak krótko. 
-Muszę zmykać do pracy.-mruknęłam.-Miłego dnia, kocham Cię.
***
Gdzieś tak po czterech godzinach w pracy dostałam sms'a od Liona, który na powrót miał już telefon.
"Po pracy pędź szybko do domu i wyszykuj się, bo chcę Cię gdzieś zabrać. Miłego dnia, kocham."
Kurcze, co on wymyślił? - Ta myśl goniła mnie przez resztę zmiany. Kiedy skończyłam, jak na skrzydłach pognałam do mieszkania. Wskoczyłam pod prysznic, umyłam głowę, założyłam ładną sukienkę i szpilki, zrobiłam makijaż, dobrałam biżuterię pasującą do pierścionka. Kiedy wyszłam z łazienki, Lionell czekał w przedpokoju.
-Ślicznie wyglądasz, kicia, ale w końcu łazienka wolna.-zaśmiał się, a ja wydęłam wargi w udawanym fochu. Lion wszedł szybko do łazienki, a ja przeszłam do salonu i sięgnęłam po książkę leżącą na stoliku do kawy. Po jakiś dziesięciu minutach Lion wyszedł, i przekopytkował do sypialni. Po chwili usłyszałam, że wyszedł stamtąd i wszedł do salonu.
-Jak wyglądam?-spytał. Obróciłam się i prawie oniemiałam. Czarne skórzane buty, wypastowane lepiej, niż moje glany, czarny garnitur, z lekkim połyskiem, biała koszula, ze spinkami do mankietów i czarna mucha.
-Wyglądasz wspaniale.-powiedziałam i podeszłam do niego.
-Dziękuję. A Ty, jesteś zawsze piękna, tylko teraz troszkę bardziej wystrojona.-zasmiał się, Ujął mnie pod rękę i ruszyliśmy do drzwi.
-Powiesz mi, dokąd mnie zabierasz?
-Do restauracji.
***
Po wykwintnej kolacji wróciliśmy do mieszkania. Troszkę wina i różne afrodyzjaki robią swoje, od progu zaczeliśmy się namiętnie całować. W którymś momencie odkleiłam się od Lionell'a, spojrzałam mu w oczy, przygryzłam wargę i niespuszczając wzroku z jego źrenic sięgnęłam go zamka mojej sukienki. Rozpiełam ją, złapałam Liona za rękę i poprowadziłam go do sypialni. Gdzieś w połowie drogi sukienka całkiem ze mnie opadła. Zostałam tylko w szpilkach, bieliźnie i biżuterii. Kręcąc biodrami podeszłam do łóżka. Obróciłam się do Liona i zaczęłam rozwiązywać jego muszkę, a potem rozpinać koszulę, powoli, guzik, po guziku... W połowie przestałam. Spojrzałam mu w oczy i przybrałam śmiertelnie poważną minę.
-Chciałbyś mieć dzieci?-spytałam. Liona jakby piorun strzelił.
-Jak.. dzieci? Jak to? Teraz? Nie, ja się nie nadaję. Nie nadaję się na ojca. Nie jestem gotowy, Ty chyba z resztą też... Nie, ja się po prostu nie nadaję...-mówił. Głos zaczął mu drżeć, a ręce lekko trząść, Ostatnie zdanie zakończył nerwowym chichotem. 
I w tej chwili zadzwonił jego telefon. Odebrał szybko, zaaferowny zamienił parę nic nieznaczących zdań i spojrzał na mnie.
-Muszę iść.
I wyszedł.
Lionku? Cóż Cię z domu wygnało?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz