-Tak.-Powiedziałam.-Chcę być z Tobą na zawsze.-Te sakramentalne słowa wydobyły się z moich ust. Lionell ujął moją dłoń, włożył pierścionek na palec serdeczny i wstał. Spojrzałam mu w oczy i przytuliłam się do niego.
-Dziękuję Ci, Octavio.-wyszeptał mi na ucho. Gdy był tak blisko mnie, serce wyrywało mi się z piersi.-Dziękuję Ci, bo dzięki Tobie wiem, co to znaczy kochać. Kocham Cię.
-Ja też Cię kocham.-Wciągnęłam w płuca powietrze przesycone jego zapachem.-I również Ci dziękuję, bo teraz wiem, co to znaczy na prawdę być kochaną.-Uśmiechnęłam się, podniosłam głowę z jego ramienia i spojrzałam mu w oczy. Przytknęłam moje czoło do jego czoła. Czy to jest rzeczywistość czy tylko sen? Coś tak wspaniałego dzieje się w moim życiu? To nie możliwe, a jednak się dzieje. Zbliżyłam moje wargi do jego ust i pocałowałam go namiętnie. Zatraciliśmy się w sobie, nawet nie patrząc kiedy znaleźliśmy się w sypialni.
-Kocham Cię, Lion.-wyszeptałam, gdy całował mnie po szyi. Na moment przerwał tą rozkoszną czynność. Spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się.
-Ja Ciebie bardziej.-odparł.
***
-Dzień dobry, moja księżniczko.-usłyszałam nad uchem.
-Nie jestem księżniczką.-mruknęłam.
-Moją jesteś. Co chcesz na śniadanie?
-Płatki z mlekiem i czarną kawę. Jeśli można.-uśmiechnęłam się i usiadłam na łóżku. Pocałowałam Liona w policzek. Przeszłam za nim do kuchni i usiadłam przy stole. Po chwili moje "zamówienie" stało przede mną na stole.
-Dziękuję.-powiedziałam i zabrałam się do jedzenia. Siedzący obok mój narzeczony (jakie to wspaniałe uczucie, używianie tego słowa) zajadał kanapki. Do piłam kawę i wstałam, by wstawić naczynia do zmywarki. Usiadłam na blacie kuchennym i zaczęłam machać nogami.
-Ślub kościelny, prawda?-spytałam znienacka.
-No...-Lion odwrócił się do mnie.-No, chyba tak...
Uśmiechnęłam się do niego i zeskoczyłam z blatu. Zaczęłam się szykować do pracy. Do zestawu codziennej biżuterii dołączył teraz mój śliczny pierścionek zaręczynowy. Lion też szykował się do roboty. Stał przed lustrem i zapinał koszule. Podeszłam do niego, złapałam go za ramiona i obróciłam go do siebie. Zaczęłam sama zapinać guziki jego koszuli.
-Uwielbiam jak nosisz koszulę. A najlepiej jeszcze muszkę. Uwielbiam muszki. Taki mały fetysz.-zaśmiałam się. On podniósł brew i uśmiechnął się. Pocałowałam go, jednak krótko.
-Muszę zmykać do pracy.-mruknęłam.-Miłego dnia, kocham Cię.
***
Gdzieś tak po czterech godzinach w pracy dostałam sms'a od Liona, który na powrót miał już telefon.
"Po pracy pędź szybko do domu i wyszykuj się, bo chcę Cię gdzieś zabrać. Miłego dnia, kocham."
Kurcze, co on wymyślił? - Ta myśl goniła mnie przez resztę zmiany. Kiedy skończyłam, jak na skrzydłach pognałam do mieszkania. Wskoczyłam pod prysznic, umyłam głowę, założyłam ładną sukienkę i szpilki, zrobiłam makijaż, dobrałam biżuterię pasującą do pierścionka. Kiedy wyszłam z łazienki, Lionell czekał w przedpokoju.
-Ślicznie wyglądasz, kicia, ale w końcu łazienka wolna.-zaśmiał się, a ja wydęłam wargi w udawanym fochu. Lion wszedł szybko do łazienki, a ja przeszłam do salonu i sięgnęłam po książkę leżącą na stoliku do kawy. Po jakiś dziesięciu minutach Lion wyszedł, i przekopytkował do sypialni. Po chwili usłyszałam, że wyszedł stamtąd i wszedł do salonu.
-Jak wyglądam?-spytał. Obróciłam się i prawie oniemiałam. Czarne skórzane buty, wypastowane lepiej, niż moje glany, czarny garnitur, z lekkim połyskiem, biała koszula, ze spinkami do mankietów i czarna mucha.
-Wyglądasz wspaniale.-powiedziałam i podeszłam do niego.
-Dziękuję. A Ty, jesteś zawsze piękna, tylko teraz troszkę bardziej wystrojona.-zasmiał się, Ujął mnie pod rękę i ruszyliśmy do drzwi.
-Powiesz mi, dokąd mnie zabierasz?
-Do restauracji.
-Ślicznie wyglądasz, kicia, ale w końcu łazienka wolna.-zaśmiał się, a ja wydęłam wargi w udawanym fochu. Lion wszedł szybko do łazienki, a ja przeszłam do salonu i sięgnęłam po książkę leżącą na stoliku do kawy. Po jakiś dziesięciu minutach Lion wyszedł, i przekopytkował do sypialni. Po chwili usłyszałam, że wyszedł stamtąd i wszedł do salonu.
-Jak wyglądam?-spytał. Obróciłam się i prawie oniemiałam. Czarne skórzane buty, wypastowane lepiej, niż moje glany, czarny garnitur, z lekkim połyskiem, biała koszula, ze spinkami do mankietów i czarna mucha.
-Wyglądasz wspaniale.-powiedziałam i podeszłam do niego.
-Dziękuję. A Ty, jesteś zawsze piękna, tylko teraz troszkę bardziej wystrojona.-zasmiał się, Ujął mnie pod rękę i ruszyliśmy do drzwi.
-Powiesz mi, dokąd mnie zabierasz?
-Do restauracji.
***
Po wykwintnej kolacji wróciliśmy do mieszkania. Troszkę wina i różne afrodyzjaki robią swoje, od progu zaczeliśmy się namiętnie całować. W którymś momencie odkleiłam się od Lionell'a, spojrzałam mu w oczy, przygryzłam wargę i niespuszczając wzroku z jego źrenic sięgnęłam go zamka mojej sukienki. Rozpiełam ją, złapałam Liona za rękę i poprowadziłam go do sypialni. Gdzieś w połowie drogi sukienka całkiem ze mnie opadła. Zostałam tylko w szpilkach, bieliźnie i biżuterii. Kręcąc biodrami podeszłam do łóżka. Obróciłam się do Liona i zaczęłam rozwiązywać jego muszkę, a potem rozpinać koszulę, powoli, guzik, po guziku... W połowie przestałam. Spojrzałam mu w oczy i przybrałam śmiertelnie poważną minę.
-Chciałbyś mieć dzieci?-spytałam. Liona jakby piorun strzelił.
-Jak.. dzieci? Jak to? Teraz? Nie, ja się nie nadaję. Nie nadaję się na ojca. Nie jestem gotowy, Ty chyba z resztą też... Nie, ja się po prostu nie nadaję...-mówił. Głos zaczął mu drżeć, a ręce lekko trząść, Ostatnie zdanie zakończył nerwowym chichotem.
I w tej chwili zadzwonił jego telefon. Odebrał szybko, zaaferowny zamienił parę nic nieznaczących zdań i spojrzał na mnie.
-Muszę iść.
I wyszedł.
Lionku? Cóż Cię z domu wygnało?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz