Speszeni i szczęśliwi zeszliśmy z parkietu. Skierowaliśmy się na nasze
poprzednie miejsca, a ja pchana jakimś dziwnym uczuciem spytałam.
- Czy... Może pójdziemy do mnie? - w końcu wydusiłam. A on uśmiechnął
się i wziął mnie za rękę, spojrzałam na nasze splecione dłonie i za
pewne się zarumieniłam. Uznałam to z tak więc odparłam. - Napiszę tylko
do chłopaków, ok? - a uśmiech Robina pobladł. Więc sprostowałam. - Do
mojego brata i kuzyna, naprawdę uważasz, że bym przyszła tu z dwoma
chłopakami i może jeszcze trójkacik? - powiedziałam to w żartach, ale
pod maską skrzywiłam się z niezadowolenia. A on zaraz po tym jak
wyjaśniłam powiedział.
- No to chodźmy. - i tak też zrobiliśmy. Gdy wychodziliśmy z baru
minęliśmy mojego brata więc powiedziałam mu, że wracam do apartamentu. A
potem opuszczając budynek każdy którego mijaliśmy gapił się i szeptał
coś do osoby obok. Dziwnie się z tym czułam, ale wiedziałam, a raczej
przeczuwałam co oni tam szepcą, ' Zobacz, biedny chłopak.' ' ona go
zniszczy'.
Robin?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz