Cieszyłam się z czasu spędzonego z moim chłopakiem - ha! Jak genialnie to brzmi. - Jednak perspektywa nieuniknionej burdy od ojca przywoływała mnie nieco do rzeczywistości i psuła mój nienagannie idealny dzień.
Ojciec zaczął odstawiać sceny nim Blase wsiadł do samochodu, przez co było mi cholernie wstyd. Alkohol walił od niego na kilometr narąbany w sto pięćdziesiąt. Pośpiesznie wbiegłam do domu ze spuszczoną głową i zamknęłam się w pokoju. Prawdę mówiąc miałam ochotę coś zjeść jednakże strach wziął górę i postanowiłam dodatkowo się nie narażać.
Ciężko nam się żyło bez mamy... Chciałabym naiwnie wierzyć w to, że tata stał się taki po śmierci mamy, że dawniej o nas dbał i nas kochał. Ale prawda jest taka, iż zawsze był zły. Złym się urodził i taki pozostanie. Gdzieś w mrocznych zakamarkach mojego umysłu czai się wspomnienie, zapłakanej mamusi, która wymusza uśmiech by zapewnić mnie, że wszystko w porządku.
Siedziałam skulona na łóżku nasłuchując jego kroków. Kroków, które niebezpiecznie szybko zbliżały się do moich drzwi.
Chwilę później do moich uszu dobiegło mocne szarpanie klamki.
- Otwieraj te drzwi ! - warknął.
- Idź spać tato. Porozmawiamy jutro, jak wytrzeźwiejesz. - wymamrotałam siląc się by ton mojego głosu nie zdradzał tego jak potwornie się bałam.
- OTWIERAJ KURWO !
Teraz to dopiero zaczęła się szarpanina z drzwiami, cholera jak tak dalej pójdzie to on je najzwyczajniej w świecie wyważy. Otuliłam się mocniej kocem i wcisnęłam kąt.
Mam pokój na drugim piętrze, więc nie mam wielkiego pola popisu do ucieczki. Czułam, że dziś nie skończy się na przemocy psychicznej.... Jak ja to przed Blase'm ukryję?
- Otwórz je. kochanie
Ha. Postanowił zmienić strategię ? Nie jestem przecież głupia, wiem, że nie ma pokojowych zamiarów. Nie urodziłam się wczoraj.
Nastała cisza, ale faktem było to, że zaraz rozpęta się burza. Istne piekło.
Pięć minut potem w moich drzwiach dziurę wyrąbała ogromna siekiera.
- Tato, proszę opanuj się.
- Jesteś taka sama jak ta kurwa, Twoja matka.
- Nie mów tak o niej.
Rzucił narzędzie i otworzył drzwi wkraczając do mojego pokoju.
- Boisz się? I słusznie. Jesteś dziwką. Puszczasz się na lewo i prawo... Hmm... Pora aby zadowolić mnie.
Żołądek fiknął koziołka a do gardła jak na zawołanie podeszła mi żółć. Dałabym sobie rękę uciąć, że na twarzy byłam biała jak ściany w psychiatryku.
- ...powiedz, że żartujesz. - wyszeptałam chociaż nie byłam do końca pewna czy nie były to tylko moje myśli.
- Chodź tutaj.
Warknął i w jednym kroku doskoczył do mnie zrzucając mnie z łóżka. Był ode mnie większy i stokroć silniejszy ale mimo wszystko starałam się stawiać opór, za co zostałam solidnie nagrodzona liściem. Schowałam twarz w dłoniach próbując powstrzymać łzy jednak moje próby udaremnił mocny kop w żebra. Ból pulsował w nich niemiłosiernie przyprawiając mnie o zawroty głowy.
Zaczęłam głośno szlochać, na co zareagował złośliwym śmiechem.
- Nikt Cię nie usłyszy maleńka. - zapewnił i rzucił mnie na łóżko, po czym zaczął szarpać moje ubranie. Szloch przeobraził się w wycie, krzyki i wrzaski błagające o pomoc.
Zasłonił mi buzię ręką, a drugą bez najmniejszego problemu zerwał ze mnie ciuchy.
Woń alkoholu sprawiała mi mdłości, a świadomość co zaraz będzie się działo tylko potęgowała to uczucie. Nie przestawałam się szarpać jednak skutecznie mnie unieruchamiając przyciskając swoim cielskiem.
Niech do się już skończy. Błagam. Nie.
Wpatrywałam się w rozmazane przez łzy świecące w ciemności gwiazdy przyklejone do mojego sufitu kiedy on mnie obmacywał.Wszystko mnie bolało, a skóra w miejscach po których się prześlizgiwał jego dotyk niemiłosiernie piekła.
Nie fatygując się nawet w ściąganie mojej bielizny, odsłonił jedynie miejsce które go interesowało po czym zrobił to czego ojciec nie powinien zrobić nigdy swojemu dziecku, a nawet je przed tym chronić.
Nie wiem ile minęło czasu byłam w półprzytomna i jedyne co jarzyłam to gwiazdki świecące gwiazdki.
W pewnym momencie osłabł, zapewne przez alkohol i to była moja jedyna szansa by się spod niego wygramolić. Zapłakana chwyciłam koc i telefon po czym w ekspresowym tempie zbiegłam po schodach na dół, a potem prosto na dwór. Schowałam się w parku na sąsiedniej ulicy, w ogromnym pniu drzewa, gdzie chowałam się jako dziecko, o czym wiedziała tylko mama, bo on nigdy się z nami nie bawił.
Otuliłam się tkaniną starając się zachować marne okruchy i resztki swojej godności. Dopiero wtedy wpadłam w prawdziwą histerię. Byłam zmarznięta, przerażona, obolała, ledwo przytomna i co najgorsze sama.
Drżącymi rękoma wybrałam numer Blase'a, który odezwał się niemalże natychmiast jakby czekał na ten telefon.
- M-możesz... tu...- starałam się brzmieć wyraźnie ale to był jedynie niezrozumiały bełkot.
- Kurwa Hope ! Co się stało ?!
- Pomocy. -wymruczałam odtwarzając w głowie całą sytuację. - Jestem w-w... p-parku. Olbrzymie...drzewo.
Podkuliłam nogi do klatki piersiowej i zaczęłam się delikatnie kołysać do przodu i do tyłu.
Niech nikt mnie nie dotyka. Nikt.
< Blase? Pokaż draniowi gdzie jego miejsce i na początku ostrożnie z naszą małą Hope :c >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz