Ta kawa dobrze mi zrobi. Niepewnie i ostrożnie wziąłem łyk napoju lustrując wzrokiem chłopaka. Czułem się jakbym był zjarany. Dosłownie i w przenośni. Przeczesałem włosy palcami i spojrzałem na zegarek.
- Dobrze że dzisiaj mam robotę dopiero na dwudziestą....- westchnąłem cicho.
- Idziesz dzisiaj pracować do baru?- spojrzał na mnie.
- Tak, a co?- spytałem biorąc łyk kawy.
- Nic, tak tylko pytałem Najwyżej podejdziemy razem- uśmiechnął się.
- Ty dzisiaj też?- uniosłem lekko brwi.
- Mhm- odparł gryząc bułkę.
- Okej, to ja idę się ogarnąć.Czuję się jak zombie...- mruknąłem i powlokłem się w stronę łazienki.
Opierając się o umywalkę spojrzałem w lustro. Rzeczywiście, wyglądałem jak żywy trup. Westchnąłem cicho przewracając oczami i wziąłem do ręki grzebień. Trzeba ten busz na głowie jakoś ogarnąć. Ochlapałem sobie jeszcze tylko twarz wodą i wyszedłem po kilku minutach. Wyszedłem na balkon, jak zwykle siadając w swoim ulubionym fotelu. Miasto o poranku wyglądało tak cudownie.... I jeszcze to rześkie, bez żadnych oparów z rur wydechowych, powietrze. Wziąłem głęboki oddech i wypuściłem powietrze nosem. Odchyliłem się do tyłu upajając chwilą ciszy. Zwykle w mieście panował hałas i nie było czym oddychać, a teraz to co innego... Szkoda że za kilka godzin to wszystko zniknie na długi czas. Ale pocieszała mnie myśl, że jutro rano znów wszystko będzie takie samo jak teraz. Po kilku minutach dołączył do mnie Nivan.
- Szkoda że miasto zawsze takie nie jest...- wyszeptałem.
Czułem że mogę wszystko. Przesunąłem się lekko w bok i poklepałem miejsce obok. Chłopak usiadł obok mnie, po chwili kładąc głowę na moim torsie. Byłem teraz zbyt zrelaksowany, żeby cokolwiek mogło mi to teraz zepsuć.
<Nivan?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz