- To odpoczywaj, ty nasz mały ochroniarzu!- pogłaskałem go po głowie i żartobliwie pocałowałem w policzek.
- A zjeżdżaj!- fuknął śmiejąc się.
- Luli laj!- złożyłem usta w dzióbek i wstałem- Jakby co, pranie zrobione, wysuszone i wyprasowane. Leżą na desce do prasowania.
- Dzięki...
- Proszę. A teraz pośpij sobie ty mój strażniku!- puściłem mu oczko i
wyszedłem z pokoju. Wkrótce po tym usłyszałem ciche chrapanie. Szybko
zasypia. Dziwne, że tak mi ufa, równie dobrze, mógłbym teraz ukraść
połowę rzeczy i uciec. Poszedłem do "mojego" pokoju, przebrałem się i
też położyłem się spać. Znając moje umiejętności zasypiania, wstałem po
dziesięciu minutach i ruszyłem do Johuy. Spanie u niego było wyjątkowo
przyjemne, bo chłopak był duży, większy ode mnie i bardzo ciepły, więc
wtuliłem się w niego i patrzyłem na jego twarz. Wyglądał niewinnie. Jak
aniołek. Pocałowałem go w usta, a on niespodziewanie położył dłoń na
moim karku i wpił się w moje wargi. Coś tam burczał pod nosem. Pewnie
spał. Ugniatał moje wargi, atakował je agresywnie i wbijał palce w moją
szyję. Po chwili opadł bezwładnie i objął mnie. Widocznie spał i
lunatykował, czy coś takiego. Ale przyznam przez sen jego pocałunek
był... boski... zamruczałem cicho i zasnąłem w jego ramionach.
***
Obudziłem się następnego dnia, przed chłopakiem. Przez chwilę na niego
patrzyłem, a potem bardzo powoli wysunąłem się spod jego rąk i wyszedłem
z pokoju. Podreptałem do kuchni i usiadłem na blacie. Po pół godzinie
zacząłem robić kawę. Po zaparzeniu jej i wyciągnięciu bułeczek z
czekoladą, dolałem do niej mleka. Zrobiłem dwie, tylko jedną bez cukru i
mleka, bo nie wiedziałem jaką pije Josh. Nagle wyszedł z pokoju z
rozmierzwionymi włosami, przebrany i zaspany.
- Dzień dobry!- uśmiechnąłem się, a on podszedł do mnie i złapał mnie za ramiona.
- Znów mnie pocałowałeś gdy spałem- wyburczał widocznie niezadowolony.
- A pocałowałem...- posłałem mu zadziorny uśmieszek- kawa na ciebie
czeka, nie wiem czy słodzisz, lub zalewasz mlekiem, więc nic nie
dodawałem- odsunął się i nalał mleka do kawy. Napił się jej- oprócz
tabletki gwał.tu- wypluł ją, a jego mina była bezcenna. Zacząłem się
śmiać.
- No bardzo śmieszne!
- No tak!- zasłoniłem usta dłonią i wziąłem bułeczkę.
Josh?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz