Ledwo co wszedłem do restauracji a już kelnerzy i kucharze kręcili się obok mnie mówiąc, że szef chce mnie widzieć. W końcu nie mogąc wytrzymać zmierzyłem ich spojrzeniem, zamarli a potem wrócili do swoich zajęć. Odetchnąłem z ulgą i nakładając ubrania służbowe poszedłem do szefa. Jego biuro było na piętrze, po samym wejściu na górę widać było drzwi ów biura. Zanim zapukałem odetchnąłem głęboko, takie wezwania nigdy nie wróżyły nic dobrego. Uniosłem rękę i przysunąłem ją do drzwi. Miałem już zapukać ale zawachałem się. "No pukaj." Spuściłem głowę i zastukałem w drzwi. Z wnętrza pokoju słychać było ciężkie kroki i głosny oddech. Szef otworzył gwałtownie drzwi, wręcz podskoczyłem kiedy mój wzrok zetknął się z jego spojrzeniem. To spojrzenie przeszyło mnie i sprawiło, że znów spuściłem wzrok. Mężczyzna gestem zaprosił mnie do środka, zamknął drzwi po czym usiadł za biurkiem.
-Siadaj.
Wręcz warknął, z szafki wyciągnął brandy i dwa kieliszki. Bez pytania wypełnił kieliszki alkoholem po czym podał mi jeden z nich. Oparł się wygodnie o oparcie fotela i jednym haustem opróżnił kieliszek, odetchnąłe głeboko po czym starał się coś z siebie wydusić.
-Jutro ma przyjechać krytyk kulinarny.
Uniosłem brew i duszkiem wypiłem brandy. Czekałem aż wuj coś doda jednak on milczał.
-A co to ma wspólnego ze mną ?
-To, że całą sprawę zostawiam w twoich rękach. Masz szansę na awans.
Uśmiechnął się szeroko nalewając alkohol do kieliszków. Oparłem łokcie na jego biurku po czym pochwyliłem się nad nim i niedowierzaniem patrzyłem się na mężczyznę.
-Nie patrz się tak na mnie. Już do pracy, ale wypij jeszcze.
Podsunął mi kieliszek a kiedy tylko odstawiłem go na biurko odesłał mnie. Schodząc po schodach szukałem telefonu aby zadzwonić do menadżera. Po krótkiej rozmiowie ustaliliśmy, że mam przyjść do jego mieszkania po pracy.
~*~
Skończyłem o 16:00, od razu wypadłem z budynku restauracji. Po drodze nakładałem kurtkę. Szedłem szybko jako, że Reiley miał czas tylko na dwie godziny. Ludzie w parku jak zwykle patrzyli się na mnie jak na obcego, ignorowałem to. W pewnym momencie wpadła na mnie Malia.
-Nic się nie stało. Ale teraz muszę iść.
Wyminąłem ją ale dziewczyna chwyciła mnie za rękę. Obróciłem się w jej stronę i zmierzyłem chłodnym spojrzeniem.
-Może...
Przerwała widząc mój wyraz twarzy, westchnąłem przewracając przy tym oczami.
-Mów śmiało bo się trochę śpieszę.
Mruknąłem na co Malia drgnęła.
(Malia? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz